Przedmowa do wydania polskiego
Przedmowa
do wydania polskiego
Droga Czytelniczko!
Drogi Czytelniku!
Droga Osobo Zainteresowana!
Przed tobą książka, jakiej jeszcze w języku polskim nie było.
Być może trzymasz ją w rękach, ponieważ interesujesz się stosowaną
analizą zachowania (SAZ), terapią behawioralną lub efektywnymi, opartymi
na dowodach naukowych sposobami pracy z osobami ze spektrum autyzmu, a dotarły do ciebie informacje o rosnącej popularności terapii akceptacji
i zaangażowania (ACT) i pragniesz więcej się o niej dowiedzieć. A może
czytasz tę książkę, ponieważ fascynuje cię ACT albo teoria ram
relacyjnych (RFT), więc chcesz sięgnąć do ich behawioralnych korzeni i pogłębić swoją wiedzę na ich temat. Jeśli pracujesz klinicznie, w obszarze psychoterapii (w nurcie poznawczo-behawioralnym lub trzeciej
fali, ale nie tylko) albo doradztwa psychologicznego czy coachingu, być
może pragniesz poprawić swoją skuteczność bądź lepiej zrozumieć, jak i dlaczego stosuje się określone interwencje.
Niezależnie od tego, która ścieżka przywiodła cię do tej książki, jej
lektura jest krokiem w bardzo dobrą stronę. Autorzy są autorytetami w obszarze badań, rozwoju i stosowania wszystkich wymienionych podejść
terapeutycznych, a także teorii ram relacyjnych jako koncepcji
wyjaśniającej specyficznie ludzkie kompetencje werbalne. Uczenie się od
najlepszych w swojej dziedzinie, słuchanie ich i czerpanie z ich
doświadczenia stanowi wyraz odpowiedzialności i dojrzałości. Cieszy nas
niezwykle, że są to także twoje wartości.
Na czym polega merytoryczna wyjątkowość niniejszej książki? Osoby
zainteresowane SAZ i behawioryzmem mogą dzięki niej pogłębić swoją
wiedzę na temat ACT, zrozumieć, w jaki sposób nieelastyczność
psychologiczna utrudnia funkcjonowanie i jak na to reagować z wykorzystaniem sześciu procesów heksafleksu, kształtujących elastyczność
psychologiczną. Dowiedzą się również, wobec kogo i w jakich
okolicznościach mogą stosować ACT w swojej praktyce -?etycznie, zgodnie
z dowodami naukowymi i podstawowymi zasadami rządzącymi zachowaniem. Z kolei osoby zainteresowane ACT i RFT oraz ich behawioralnymi korzeniami
będą mogły pogłębić swoje rozumienie elastyczności i nieelastyczności w kontekście podstawowych zasad rządzących ludzkim zachowaniem, z uwzględnieniem pojęć takich jak "kontrola bodźcowa", "operacje
motywacyjne", "wzmacnianie pozytywne" i "wzmacnianie negatywne" czy
"dyskontowanie w odroczeniu". Dzięki temu lepiej pojmą, kiedy i dlaczego
stosuje się poszczególne interwencje. Choć ACT można skutecznie wdrażać
bez tej specjalistycznej wiedzy, to zrozumienie leżących u jej podłoża
zasad rządzących zachowaniem i filozofii funkcjonalnego kontekstualizmu
umożliwia świadome i bardziej umiejętne dopasowywanie interwencji do
potrzeb klienta oraz radzenie sobie w nieprzewidzianych czy nietypowych
sytuacjach.
Książka świetnie pokazuje rozwój i ekspansję podejścia behawioralnego w terapii i psychoterapii. Po początkowych sukcesach i eksplozji
zainteresowania terapią behawioralną w połowie XX wieku stosowana
analiza zachowania powoli zawężała swoje pole działania do wspomagania
osób z całościowymi zaburzeniami rozwoju, w szczególności ze spektrum
autyzmu -?i to tych, które potrzebują szczególnie intensywnego wsparcia
dla rozwinięcia kompetencji komunikacyjnych, werbalnych. Dopiero
pojawienie się pod koniec XX wieku teorii ram relacyjnych oraz terapii
akceptacji i zaangażowania otworzyło ponownie możliwość behawioralnej
pracy z problemami i oczekiwaniami szerokiego grona klientów, od osób
cierpiących na poważne zaburzenia psychiczne po osoby szukające drogi
rozwoju osobistego. Obecnie ACT jest powszechnie znana w środowisku
psychoterapii i treningów rozwoju osobistego, ale nie wszyscy zdają
sobie sprawę, że jej korzenie mocno tkwią w Skinnerowskiej wizji
psychologii. Niniejsza książka pozwala dostrzec i zrozumieć, jak procesy
i kompetencje składające się na heksafleks mają się do podstawowych praw
zachowania dotyczących rzeczywistych zależności sprawczych działających
w środowisku, wzbogaconych o odkrycia, które ujawniły specyficzny
charakter ludzkich zachowań werbalnych, czyli rozwijania poprzez uczenie
się sprawcze klasy zgeneralizowanych zachowań polegających na wywodzeniu
pod wpływem odpowiednich wskazówek dowolnych relacji między bodźcami, co
z kolei prowadzi do zmiany ich funkcji. Reakcje pojawiające się w obecności takich bodźców nie odnoszą się już do obiektywnej
charakterystyki tych sygnałów, ale do ich indywidualnie wywiedzionego
znaczenia funkcjonalnego. Jest to źródłem zarówno postępu
cywilizacyjnego, jak i niesłabnącej fali cierpienia. Niniejsza książka
pokazuje, którędy podążać, aby wspierać rozwój i zmniejszać cierpienie,
zachowując wierność ideom opisanym przez Burrhusa Frederica Skinnera, a potem kolejnych badaczy praktyków związanych ze stosowaną analizą
zachowania, w szczególności przez Donalda M. Baera, Montrose'a M. Wolfa
i Todda R. Risleya.
Książka dobitnie przekonuje, że psychologia behawioralna (osadzona na
gruncie filozofii behawioryzmu i jego bardziej aktualnej formy
określanej jako "funkcjonalny kontekstualizm") nie umarła wraz z eksplozją zainteresowania psychologią poznawczą, psychologią ewolucyjną
czy neuronauką, lecz rozwija się i zazębia z tymi dziedzinami. Nie
stanowi dla nich alternatywy, ale jest partnerką w tworzeniu
interdyscyplinarnego obrazu człowieka. Jako ludzkość dostrzegamy już
wartość łączenia wiedzy z różnych obszarów w spójną całość, dzięki czemu
możemy precyzyjniej i efektywniej nieść wsparcie w coraz szerszym
zakresie problemów i wyzwań, z jakimi przychodzi nam się mierzyć: od
działań na rzecz klimatu i zrównoważonego rozwoju przez działalność
dotyczącą edukacji po bliskie relacje międzyludzkie. We wszystkich tych
obszarach -?i wielu innych -?tym, co się prawdziwie liczy, jest to, co
ludzie robią -?jest ich zachowanie. Właśnie dlatego psychologia
behawioralna żyje i jest niezbędna. Lektura niniejszej książki pokazuje
to niezwykle przekonująco. Podobnie jak przekonująco wskazuje, jak
istotne jest poszerzanie swoich kompetencji, a co najważniejsze -
efektywnie w tym pomaga.
dr Joanna Dudek i prof. dr hab. Paweł Ostaszewski
Uniwersytet SWPS
Rozdział 1. Analiza zachowania i funkcjonalne podejście do interwencji
Rozdział 1
Analiza zachowania i funkcjonalne podejście do interwencji
Analiza zachowania znalazła się w punkcie wyboru, do którego sama
doprowadziła. Wyniki naszych badań wyraźnie pokazują, że kiedy ludzie
zaczynają mówić, słuchać i rozumować w sposób bardziej zaawansowany,
zależności związane ze wzmacnianiem przestają być jedynymi przyczynami
zachowania.
Zastanów się nad własnym sposobem myślenia i nad tym, jak dominujący on
bywa. Gdy zbliża się ważne spotkanie, myślisz o tym, jak się do niego
przygotować. Kiedy odczuwasz lęk, osamotnienie, smutek albo kiedy się
zastanawiasz, dlaczego czujesz to, co czujesz, co w związku z tym
robisz? Gdy współpracownicy cię nie doceniają lub przyjaciele zawodzą,
myśli o tym, kim jesteś, czy ruminacje na temat dawnych ran bądź zdrad
bywają tak dominujące, że odciągają twoją uwagę od tego, co dzieje się
tu i teraz.
Tak już -?jako ludzie -?mamy.
I to jest punkt wyjścia większości podejść psychologicznych. Gdy próbują
one naukowo analizować funkcjonowanie człowieka, szybko ulegają silnej
tendencji do stosowania pojęć z języka codziennego i ich pozornych
rozszerzeń do kwestii praktycznych z użyciem narzędzi i metod odgórnej,
normatywnej, nomotetycznej nauki. Typy osobowości. Style poznawcze.
Etapy. Zaburzenia psychiczne. Syndromy. Psychiczne, ale przede wszystkim
normatywne przyczyny wszelkiego rodzaju.
Punkt wyjścia analizy zachowania jest zupełnie inny. Są nim badania nad
pojedynczymi zwierzętami, stanowiące swego rodzaju przygotowanie do
zidentyfikowania precyzyjnych i obszernych zasad, które pozwoliłyby
odnieść się do funkcjonowania człowieka i poprawić jego dobrostan.
Analiza zachowania nie powstała po to, by zatrzymać się na granicy
złożoności ani zajmować zachowaniem szczura per se (Skinner, 1995).
Chodziło o opracowanie dobitnych zasad funkcjonalnych, aby dało się
wyobrazić sobie, powiedzmy, społeczność Walden II (Skinner, 1948), a następnie spróbować krok po kroku ją stworzyć.
Zasady te zostały opracowane i zweryfikowane przy użyciu metod
idiograficznych, wiernych analizie na poziomie psychologicznym -
interakcji całego organizmu w szerszym kontekście oraz z szerszym
kontekstem opisanym historycznie i sytuacyjnie. Podejście miało być
oddolne, a nie odgórne: indukcyjne, empiryczne i eksperymentalne.
Koncepcje miały mieć charakter funkcjonalny, a nie topograficzny. Były
one stopniowo uogólniane do poziomu nomotetycznego, zgodnie z danymi,
poprzez replikację, systematyczne poszerzanie zakresu i zastosowania.
Wszyscy rozwijający w ten sposób naszą dziedzinę (a w szczególności
Burrhus Frederic Skinner) wiedzieli, że wiąże się z tym ryzyko
strategiczne, i brali pod uwagę istnienie takich form aktywności, które
wymagają wyjaśnień wykraczających poza to, co da się zaobserwować w zachowaniu zwierząt, ze względu na jakiś czynnik poza samą złożonością.
Skinner (1995) pisał, że różnice, które spodziewa się dostrzec między
zachowaniem szczura a zachowaniem człowieka (oprócz różnic w złożoności), leżą w dziedzinie zachowań werbalnych. W podejściu oddolnym
zostałyby one ujawnione tylko wówczas, gdyby rzeczywiście zaistniały.
Tymczasem dziedzina posuwała się naprzód, doskonaląc swoje koncepcje i poszukując dowodów wyraźnych różnic funkcjonalnych. Podczas tych
wczesnych eksperymentów chyba żadne zwierzę nie zostało nauczone
zupełnie nowego zachowania. Gołębie dziobią. Szczury poszukują
pożywienia i popychają przedmioty w swoim otoczeniu. Takie już są.
Behawioryści zdołali poddać te zachowania kontroli bodźcowej. Reakcja
dziobania była kontrolowana za pomocą wzorców przestrzennych. W badaniach dotyczących poszukiwania pożywienia i popychania przedmiotów
przez szczury wykorzystywano dźwignię oraz bodźce świetlne i inne
gadżety. Jednakże owe reakcje są w pewnym sensie czymś, co wspomniane
zwierzęta po prostu robią, aby przetrwać. Co zatem należy do sfery
zachowań wyłącznie ludzkich?
Do 1957 roku Skinner opisał teorię zachowań werbalnych, która nie
zmuszała analizy zachowania do wyboru, przed jakim nasza dziedzina stoi
obecnie. Chociaż uważano, że zachowanie werbalne jest zapośredniczone
przez wzmacnianie społeczne wymagające specjalnego treningu
publiczności, to jednak implikacje tego poglądu nie kłóciły się z istniejącą strategią badań analizy zachowania. Zgodnie z ówczesną
definicją interakcje między eksperymentatorem a zwierzęciem
laboratoryjnym stanowiły "małą, ale rzeczywistą społeczność werbalną"
(Skinner, 1957, s. 108, przypis 11), więc nic się zasadniczo nie
zmieniło w podejściu analitycznym.
Kilka lat później Skinner (1966) rozróżnił zachowanie kształtowane
zależnościami i zachowanie kierowane regułami, ale to również nie
zmieniło zasadniczo ścieżki rozwoju analizy zachowania. Niektórzy
twierdzili, że tak by się stało, gdyby udało się powiedzieć, co oznacza
"określenie" w definicji reguł jako "bodźca określającego zależność"
(Hayes i Hayes, 1989). Nie miało to jednak miejsca.
W drugiej połowie ubiegłego stulecia pojawiło się wiele sygnałów
świadczących o zmianie, ale zmiany zachodzące w profesji stosowanej
analizy zachowania osłabiły ich wpływ. Badania nad zachowaniem
kierowanym regułami przyniosły wyniki trudne do wyjaśnienia przy użyciu
wyłącznie bezpośrednio zaprogramowanych zależności (Hayes, 1989).
Ekwiwalencja bodźców pokazała, jak wczesne i głębokie relacje
wywiedzione między bodźcami mogą zmienić ludzkie zachowanie przy braku
bezpośredniego wzmacniania (Sidman, 1994). Badania relacji wielu bodźców
i ram relacyjnych zaś pokazały szerokie zastosowanie koncepcji
wywiedzionych relacji między bodźcami (Hayes, Barnes-Holmes i Roche,
2001).
Żadne z tych osiągnięć nie uderzyło z pełną mocą w główny nurt
stosowanej analizy zachowania, ponieważ w centrum uwagi znajdowała się
wówczas jeszcze silniejsza jej profesjonalizacja. Wiele było do
zrobienia w celu określenia, jak pracować z populacjami z zakresu
kompetencji certyfikowanych analityków zachowania, przy czym
zdecydowanie najistotniejsze pozostawały osoby z zaburzeniami
rozwojowymi. Rozpowszechniło się kształcenie na poziomie studiów
magisterskich; zawód wyraźnie się rozwinął, a dziedzina znacznie
zawęziła swoje zainteresowanie do wspomnianych populacji (Axelrod,
McElrath i Wine, 2012). Badania, które mogły poszerzyć jej zakres,
zwłaszcza w obszarze zachowań werbalnych, skoncentrowały się na osobach
z zaburzeniami ze spektrum autyzmu i innymi zaburzeniami rozwojowymi, z których część nie wykazywała ekwiwalencji bodźców (Dixon, Small i Rosales, 2007). Nacisk położono na naukę podstawowych werbalnych
zachowań sprawczych, takich jak takty i mandy, oraz na rozszerzanie
opartych na nich relacji, nawet jeśli były one wyłącznie konceptualne.
W ciągu ostatniej dekady proces profesjonalizacji okrzepł na dobre, a młodzi certyfikowani analitycy zachowania -?mniej zainteresowani
dysputami teoretycznymi i świadomi tego, że aby stawić czoła wyzwaniom,
przed którymi stają zarówno oni, jak i ich klienci, potrzeba czegoś
więcej -?szukają pomocy. Obecność choćby najprostszych wywiedzionych
relacji między bodźcami znacznie zmniejsza klarowność odpowiedzi
dostarczanych przez tradycyjną analizę funkcjonalną (Belisle, Stanley i Dixon, 2017). Każdy praktykujący certyfikowany analityk zachowania
doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale nie wie, jak sobie z tym
radzić. Zarazem analitycy zachowania wiedzą, że zarówno rodzice, jak i personel potrzebują dodatkowego wsparcia w radzeniu sobie z własnymi
zdarzeniami psychicznymi, by wdrażać tradycyjne programy behawioralne.
Samo naleganie, aby postępowali zgodnie z tymi programami, nic tu nie
pomoże.
Jaka więc jest alternatywa?
Nawet w wąskim zakresie obecnej praktyki certyfikowanych analityków
zachowania dane potwierdzają, że teoria ram relacyjnych (ang.
relational frame theory, RFT; Hayes i in., 2001) oraz terapia lub
trening akceptacji i zaangażowania (ang. acceptance and commitment
therapy/training, ACT; Hayes, Strosahl i Wilson, 1999, 2013) mogą
okazać się użyteczne. Stanowią rzeczywistą alternatywę. Dotyczy to
takich obszarów, jak zarządzanie personelem (Bethay, Wilson, Schnetzer,
Nassar i Bordieri, 2013; Little, Tarbox i Alzaabi, 2020) czy treningi
rodzicielskie (Hahs, Dixon i Paliliunas, 2019). Być może jeszcze
bardziej wymowne jest to, że wspomniane metody znacznie poprawiają
wyniki w obszarach rozwoju werbalnego (np. Dixon i in., 2017) oraz
zarządzania zachowaniem (np. Eilers i Hayes, 2015), które pozostają
głównym przedmiotem zainteresowania naszej dziedziny.
W 2018 roku do dorocznej konferencji Association for Behavior Analysis
International dodano dzień poświęcony ACT i RFT, co z perspektywy czasu
można uznać za kamień milowy oznaczający pewną zmianę kursu -
ogłoszenie, że analiza zachowania znalazła się we wspomnianym na
początku tego rozdziału punkcie wyboru. Jeśli rzeczywiście jest tak, że
gdy ludzie zaczynają mówić, słuchać i rozumować w bardziej zaawansowany
sposób, wówczas bezpośrednie zależności związane ze wzmacnianiem
przestają być jedynymi przyczynami zachowania -?a my uważamy, że tak
właśnie jest -?to analiza zachowania musi zasadniczo się zmienić, aby
móc służyć ludzkości. Nie będzie to proste, lecz potrzebujemy rozwijać
taką analizę zachowania, która odnosi się do zdarzeń prywatnych
wpływających na kontrolę zachowania przez zależności. Potrzebujemy
rozwinąć to, co tradycyjnie definiowaliśmy w ramach naszej dziedziny
jako analizę funkcjonalną. Jednocześnie, w trosce o spójność w tejże
dziedzinie i o jej dalszy rozwój, powinniśmy dokonać tych zmian w sposób
zgodny z jej najbardziej podstawową właściwością, podkreślając i wzmacniając jej podejście funkcjonalne, idiograficzny charakter,
spójność ewolucyjną i solidność badawczą.
W pierwszej części niniejszej książki prezentujemy ACT w szerszym
kontekście. Mamy zamiar przedstawić znaczenie funkcjonalizmu i przygotować się do trudnego zadania, jakim jest zajmowanie się
zdarzeniami prywatnymi bez ulegania przy tym pokusie mentalizmu. Naszym
celem jest położyć solidne fundamenty pod zrozumienie ACT i badanie
procesów zmiany, które się z nią wiążą. W części drugiej pokażemy, jak
terapia ta odnosi się do takich wymiarów zachowania, jak afekt,
poznanie, uwaga, poczucie Ja, motywacja i jawne nawyki działania
opartego na wartościach. Bazując na zasadach behawioralnych
rozszerzonych przez RFT i naukę o ewolucji, uważamy, że procesami tymi
można się zajmować bez opuszczania obszaru analizy zachowania i bez
rezygnowania z jej najlepszych tradycji filozoficznych, teoretycznych,
metodologicznych czy empirycznych. Wreszcie, w trzeciej części książki
skupimy się na działaniach, jakie należy podjąć, aby włączyć ACT do
praktyki analizy zachowania.
Rozpoczniemy zatem od omówienia funkcjonalizmu i wyjaśnienia, dlaczego
stanowi on podstawowy rys naszej dziedziny.
Funkcjonalizm i naukowiec praktyk
U podstaw analizy zachowania leży funkcjonalizm. Jest on jedną z kluczowych właściwości stosowanej analizy zachowania.
W różnych dyscyplinach naukowych, takich jak antropologia, socjologia,
fizjologia czy anatomia, a także psychologia i biologia behawioralna,
rozróżnia się funkcjonalizm i strukturalizm. Z jednej strony
strukturalizm stara się ujmować przyczynowość wyłącznie w kategoriach
podstawowych struktur proksymalnych lub układów mechanistycznych,
których istnienie się zakłada i które wyjaśniają działania systemów. Na
przykład czym "jest" zegar? Z perspektywy strukturalistycznej zegar to
urządzenie z dwiema wskazówkami, cyframi i kołami zębatymi, które -
wykorzystując energię z baterii lub innego źródła -?porusza wskazówkami
w określonym tempie i w określony sposób. To wszystko prawda -?a informacje te pozwolą nam w razie potrzeby naprawić zepsuty zegar.
Zainteresowanie strukturą ma fundamentalne znaczenie dla całej nauki.
Kiedy jednak struktura staje się "izmem" w opisie zachowania, trudno
wyjść poza cechy topograficzne i mechanistyczne, by zgłębić historię,
kontekst, cel i wpływ -?co dotyczy zarówno behawiorystów, jak i badanych
przez nich organizmów. Strukturalizm może rodzić wątpliwości, czy
badanie historii, rozwoju i funkcji ma w ogóle sens, ponieważ odwołuje
się do zdroworozsądkowego realizmu opartego na prostym języku; mówiąc
metaforycznie, badania strukturalistyczne mają odpowiadać na pytanie,
czym w rzeczywistości jest zegar (lub cokolwiek innego). Może to
prowadzić do błędnego poczucia, że niewiele więcej jesteśmy w stanie
poznać. Taki pogląd, zwłaszcza w naukach behawioralnych, bywa
niebezpieczny. Zachowanie ma charakter czasownikowy, więc przedmiot
zainteresowania może się rozmyć, gdy historia, rozwój i funkcja nie
znajdują się na pierwszym planie. Z drugiej strony funkcjonalizm dąży do
zidentyfikowania związków między oddziałującymi w czasie zmiennymi,
które doprowadziły do rozwoju i selekcji pewnych cech behawioralnych.
Oznacza to, że z perspektywy funkcjonalnej analizuje się powstawanie i oddziaływanie różnych form zachowań na przestrzeni czasu, sposób, w jaki
wpływają one na zmiany rozwoju, ich obecne funkcjonowanie i znaczenie.
Gdy tego rodzaju podejście funkcjonalne jest rozciągnięte w czasie,
wtapia się w powiązane kontekstualnie historie zmienności oraz
selektywnego utrzymania, które są cechami definiującymi ujęcie
ewolucyjne i które można odnieść do rozwoju genetycznego,
epigenetycznego czy kulturowego. Kiedy ogranicza się ono do życia
jednostki, staje się cechą definiującą funkcjonalne i kontekstualne
podejście psychologiczne.
Wracając do przykładu z zegarem: z funkcjonalnego punktu widzenia zegar
jest urządzeniem używanym przez ludzi do określania godziny. Kiedy
wskazówka zegara dochodzi do określonej cyfry, na przykład 6, prowadzi
to do powiązanych z konkretną godziną wzorców zachowań, takich jak
przygotowanie kolacji lub wyjście na spacer. Zegar może być analogowy,
cyfrowy, słoneczny. Często wiele różnych form może pełnić dowolną
funkcję. Zarazem konkretna struktura może służyć różnym celom. Gdyby
ktoś użył zegara ściennego jako talerza, fizyczna struktura tegoż zegara
pozostałaby niezmienna, ale jego funkcja byłaby zupełnie inna. Gdyby
następnie ta funkcja zaczęła z czasem dominować, struktura mogłaby
zostać zmodyfikowana w celu lepszego wypełniania nowej funkcji, na
przykład można by zmienić szkło wypukłe na wklęsłe, dzięki czemu
jedzenie lepiej by się utrzymywało na "talerzu".
Dwustronna strzałka (zob. rycina 1.1) pomaga wyjaśnić jeden z powodów,
dla których jesteśmy bardziej zainteresowani funkcjonalną niż wyłącznie
strukturalną perspektywą analityczną. Struktura jest istotna, ale
ewolucja pokazuje, że w dłuższej perspektywie jest ona raczej napędzana
przez funkcję, a opisy funkcjonalne mówią więcej o tym, jak zmienić
warunki tak, by wpłynąć na strukturę (tj. wygląd zachowania). Mówiąc
praktycznie, analitycy zachowania są bardziej zainteresowani tym, co
dana rzecz robi, niż tym, jak wygląda. Aby zmienić jej wygląd,
musimy zmienić to, co ona robi lub jak funkcjonuje w danym środowisku;
musimy zrozumieć, dlaczego pojawia się w środowisku jako adaptacja, i zmienić środowisko w odpowiedni sposób.
Rycina 1.1. Funkcja a struktura
Źródło: opracowanie własne.
Ponieważ język i poznanie stanowią istotę tego, co staramy się
przewidywać i na co chcemy oddziaływać poprzez interwencje oparte ACT,
warto przypomnieć, w jaki sposób owe dwie różne perspektywy -
strukturalna i funkcjonalna -?mogą się odnosić do języka i poznania.
Rozważmy klasyczne podejście strukturalne do psycholingwistyki.
Przyjmuje się, że wypowiadane słowa odzwierciedlają podstawowe struktury
często uważane za uniwersalne, takie jak głębokie struktury gramatyczne.
Zgodnie z wczesnymi i obecnie już klasycznymi teoriami Noama Chomsky'ego
(1972), słynnego językoznawcy znanego w analizie zachowania z tego, że
nie zgadzał się z podejściem Skinnera do języka, gramatyka uniwersalna
bierze się z podstawowych struktur, które istnieją w "umyśle/mózgu"
jednostki. Konsekwencją tego jest hipotetyczny mechanizm, zwany
mechanizmem przyswajania języka, który uważa się za ukrytą czy też
utajoną strukturę wytwarzającą język -?podobnie jak wyidealizowany okrąg
w systemie Platona wytwarza inne okręgi. To, czy taki mechanizm
istnieje, nie ma znaczenia; chodzi o wskazanie, jak głęboko osadzone i jak liczne są struktury neurologiczne, które uczestniczą w tworzeniu
ogólnie jednolitych wzorców gramatycznych istniejących u ludzi -?a nie u innych zwierząt. Jest to o wiele bardziej wyrafinowany sposób na
powiedzenie "gołębie dziobią". Ludzie "używają języka". Wyzwaniem staje
się tu przyczynowość. Czy te wydedukowane podstawowe struktury powodują
rozwój gramatyki i składni w takim stopniu, w jakim dziób, mózg i mięśnie szyi ptaka powodują dziobanie? Brak jasności w tym względzie
sprawia, że trudno przełożyć podejście strukturalne na skuteczne
programy interwencyjne.
Skinner (2022) uważał, że podejście formistyczne czy też
mechanistyczne może prowadzić do wielu nieprawdziwych wyjaśnień, w których przypisujemy przyczynę hipotetycznym formom i strukturom
wewnątrz jednostki, nie uwzględniając kontekstu, który spowodował
powstanie tych struktur i wynikających z nich zachowań. W 1957 roku
przedstawił on pierwszą kompleksową analizę funkcjonalną języka jako
zachowania werbalnego, czyli teorię zachowań werbalnych. Zamiast skupiać
się wyłącznie na strukturalnych cechach języka zaproponował, by
podejście funkcjonalne uwzględniało kontekst, z którego język się
wyłania. Zważywszy na jego prace nad warunkowaniem sprawczym, nie dziwi,
że Skinner położył nacisk na wzorce wzmacniania wspierające rozwój
języka. Na przykład mand może przybierać wiele form gramatycznych; może
też zawierać rzeczowniki, czasowniki i przymiotniki. Ważne, że występuje
w kontekście konsekwentnych operacji ustanawiających i skutkuje
pozyskaniem od słuchacza określonego wzmocnienia. Ten sam zestaw
dźwięków może pełnić w różnych kontekstach różne funkcje. Na przykład
słowo "kot" w zależności od kontekstu może funkcjonować jako mand (tj.
prośba o kota) lub takt (tj. identyfikacja kota). Wyjaśnienie Skinnera
rozciąga się na zdarzenia prywatne takie jak rozwiązywanie problemów,
myślenie i rozumowanie, które są częściej uwzględniane w strukturalistycznych modelach poznawczych. Ponad pół wieku później
szczegóły krytyki Chomsky'ego (1959) dotyczącej stanowiska Skinnera nie
mają dla nas większego znaczenia, jednakże ową krytykę samą w sobie
można rozumieć jako różnicę między strukturalnym a funkcjonalnym
podejściem do badań naukowych. Z perspektywy czasu widać, że niektóre z krytycznych uwag Chomsky'ego obnażały luki w funkcjonalnej analizie
języka i poznania człowieka. Na przykład z wykorzystaniem teorii
Skinnera trudno w pełni odnieść się do pozornej samoorganizacji i złożoności widocznej w strukturze ludzkiego języka i poznania. Nowsze
osiągnięcia, które omawiamy w niniejszej książce, czynią wyjaśnienie
funkcjonalne bardziej wiarygodnym niż wczesne teorie Skinnera. Co
więcej, Chomsky zdawał się słusznie dostrzegać pominięcie przez Skinnera
analizy słuchacza -?a rozumienie języka jest być może nawet ważniejsze
niż samo mówienie. Jednocześnie pozostawił bez odpowiedzi pytanie, w jaki sposób tak złożone struktury przejawiają się tak unikalnie dla
każdej osoby na kuli ziemskiej. Równie wyjątkowe jest dawne i bieżące
środowisko osoby. To właśnie dzięki zrozumieniu środowiska możemy zacząć
rozumieć złożone zachowanie.
Funkcjonalne podejście do relacji typu zachowanie-zachowanie. Od
czasu pierwotnej koncepcji Skinnera analiza zachowania bardzo się
rozwinęła. W następnym rozdziale omówimy zagadnienie ekwiwalencji
bodźców i pokażemy, w jaki sposób doszło do sformułowania właściwego
teorii ram relacyjnych wyjaśnienia wielu relacji wywiedzionych między
bodźcami i nowszych teorii. Na razie pominiemy szczegóły, ponieważ
chcemy skupić się na tym, czym jest podejście funkcjonalne i czym się
ono różni od bardziej tradycyjnych ujęć -?oraz dlaczego ACT i RFT
wymagają zrozumienia, jak jedno działanie może odnosić się do drugiego.
Weźmy neurotypowo rozwijające się dziecko mówiące po angielsku, które na
ogół reaguje na pochwałę i krytykę społeczną jak na -?odpowiednio -
wzmocnienie społeczne i karę społeczną. Jeśli takie dziecko nauczy się,
że "mal" jest przeciwieństwem "bon", a "bon" oznacza to samo co "good"
(dobry), prawdopodobnie będzie można trenować zachowania, używając słowa
"mal" w charakterze konsekwencji negatywnej. Na tę chwilę załóżmy, że
właśnie tak się stało. Teoria ram relacyjnych ostatecznie wyjaśni, jak i dlaczego tak się dzieje, ale na razie to pomijamy i na potrzeby naszego
przykładu pozostajemy przy uproszczonym opisie.
Teraz wyobraźmy sobie, że dwaj analitycy nieznający historii dziecka -
strukturalista poznawczy i analityk zachowania -?zastanawiają się,
dlaczego dziecko unika powtarzania działań, po których słychać słowo
"mal". Strukturalista poznawczy może tłumaczyć to tym, że słowo "mal"
znajduje się w sieci semantycznej, która nadaje mu awersyjne znaczenie.
Z kolei analityk zachowania sugeruje, że jest to kara warunkowa,
ponieważ słowo to prawdopodobnie zostało powiązane ze słowem "bad"
(zły). W rzeczywistości nie może to być kara warunkowa, ponieważ to
słowo nigdy nie zostało skojarzone z karą pierwotną ani warunkową -
nigdy nie było słyszane ani widziane w tym samym kontekście, co coś
złego. Nie ma też żadnych formalnych właściwości istniejących kar
warunkowych -?nie może wynikać z generalizacji bodźca. W rezultacie,
gdyby taka analiza "karania warunkowego" została odniesiona do innych
dzieci, wkrótce stosowalibyśmy warunki dalekie od tych, które w rzeczywistości doprowadziły do danego zachowania.
Strukturalista poznawczy ma zupełnie inny problem. Pojęcie sieci
semantycznej nie mówi mu, co ma zrobić, aby w ogóle spróbować ustanowić
zachowanie. Sieci semantyczne opisują rezultat, ale nie sposób
doprowadzenia do niego.
Opis funkcjonalny mówi analitykom, co należy zrobić, aby ustanowić
lub podtrzymać dane zachowanie... ale tylko wtedy, gdy jest adekwatny. Aby
zrozumieć relacje funkcjonalne, które doprowadziły do zachowania
dziecka, trzeba wiedzieć, jak jedno zachowanie odnosi się do drugiego.
W omawianym przypadku musielibyśmy zrozumieć, w jaki sposób "mal"
zostało w pewien szczególny sposób odniesione do "good" oraz jak i dlaczego użycie słowa
"mal" zadziałało jako konsekwencja innego zachowania. Opisujemy tu
relację zachowanie-zachowanie. Jeśli chcemy wykorzystać pojęcia
behawioralne do przewidywania zachowań i wpływania na nie, gdy mamy do
czynienia z relacjami zachowanie-zachowanie, ważne jest zrozumienie
kontekstów, w których występuje każde z dwóch powiązanych działań, a także kontekstu wystąpienia relacji między tymiż działaniami. Pojęcia
muszą być funkcjonalne i kontekstualne (Hayes i Brownstein, 1986), przy
czym wzajemnie na siebie oddziałują.
Rycina 1.2. Konteksty dwóch zachowań a kontekst relacji między tymiż
zachowaniami
Źródło: opracowanie własne.
Aby móc zastosować rozumienie funkcjonalne i kontekstualne, musielibyśmy
znać historię i okoliczności (kontekst), które doprowadziły do każdego
ze zdarzeń behawioralnych, oraz ich wzajemną relację. Należy
podkreślić zwłaszcza ten ostatni element, ponieważ jest on bardzo często
pomijany. Zrozumienie tych trzech cech kontekstualnych jest dokładnie
tym, co RFT i ACT proponują idiograficznie. Jednakże, jeszcze zanim do
tego dojdziemy, warto zauważyć, że kiedy analitycy zachowania pytają,
dlaczego określone zdarzenia pełnią daną funkcję, niekiedy trzeba
zrozumieć relacje zachowanie-zachowanie, nim będzie można udzielić
odpowiedzi użytecznej praktycznie i zasadnej naukowo.
Tego rodzaju wiedza okazuje się kluczowa, gdyż analitycy zachowania
wykorzystują metody naukowe w sposób funkcjonalny -?do izolowania
idiograficznie sensowych interakcji funkcjonalnych między zmiennymi
środowiskowymi a zachowaniem. Interakcje funkcjonalne są odkrywane w procesie zwanym analizą funkcjonalną, czyli poprzez obserwację czy też
analizę interakcji zachowanie-środowisko na poziomie zachowującego się w jakiś sposób organizmu. Następnie opracowywane są odpowiednie
interwencje w celu oddziałania na zmienne środowiskowe, aby spowodować
zmianę zachowania.
Większość koncepcji w innych tradycjach psychologii stosowanej jest
weryfikowana na podstawie normatywnych spójności między ludźmi.
Klasyczny przykład stanowi psychometria. Analiza psychometryczna nie
dotyczy funkcjonalno-kontekstualnej rzeczywistości ludzi -?to jest
historii jednostek i odnoszących się do nich okoliczności -?lecz
strukturalnych spójności w posługiwaniu się językiem między ludźmi.
Problem w tym, że zmienność między jednostkami oraz zmienność wewnątrz
jednostek to nie to samo. W fizyce statystycznej wiadomo od ponad wieku,
że nie da się wiarygodnie przejść od zachowania zbioru elementów do
przewidywania zachowania pojedynczego elementu, który znajduje się w tym
zbiorze -?z wyjątkiem kilku bardzo nadzwyczajnych okoliczności opisanych
przez twierdzenie ergodyczne (Birkhoff, 1931; von Neumann, 1932). Żadna
z tych okoliczności (a mianowicie stacjonarność i fakt, że wszystkie
elementy wykazują te same właściwości dynamiczne) nie dotyczy ludzi.
Ujmując rzecz prościej: z naukowego punktu widzenia konieczne jest
przeprowadzenie analizy funkcjonalnej idiograficznie, a następnie
stopniowe uogólnienie jej do stwierdzeń nomotetycznych. W dalszej części
książki omówimy tę kwestię bardziej szczegółowo.
Niepewna relacja między zmiennością jednostki a zmiennością wewnątrz
jednostki częściowo wyjaśnia, dlaczego trudno jest przełożyć podejście
normatywne na wiarygodne interwencje. Łatwo na przykład użyć
psychometrii do oceny emocji, myśli i zachowań jawnych bez wnikania w historię tych zdarzeń ani w konteksty, w których one występują. To
oznacza, że możemy pozostać z utajonymi konstruktami, które "wyjaśniają"
działanie, ale nie wskazują, co mamy zrobić, aby owo działanie zmienić.
A to poważny problem.
Gdyby pojawiła się nowa strategia analizy funkcjonalnej, zakres naszej
dziedziny mógłby się znacznie poszerzyć, a głębia naszych interwencji -
wyraźnie poprawić. Widzieliśmy to na przykładzie powszechnie
wykorzystywanej techniki stosowanej analizy zachowania, jaką jest
eksperymentalna analiza funkcjonalna (Iwata, Dorsey, Slifer, Bauman i Richman, 1994). Technika ta okazała się ewolucyjnym punktem zwrotnym w naszej dziedzinie (podobnym do behawioralnego punktu zwrotnego, ale
doświadczanym przez wszystkich członków społeczności poprzez zbiorową
zmianę zachowania). Wcześniej często zakładano, że zachowanie pozostaje
pod wpływem wzmacniania i karania -?co stanowi stosunkowo prosty model w kontekście opracowywania interwencji behawioralnej. Jeśli analityk chce,
aby zachowanie występowało częściej, musi je wzmacniać. Wzmocnienia
wysokiej jakości, które są dostarczane natychmiast i w sposób zależny od
zachowania, przyniosą największe zmiany. W większości przypadków jednak
klienci nie są kierowani do analityka zachowania ani nie szukają jego
pomocy w celu nasilenia jakichś zachowań, lecz raczej zależy im na
ograniczeniu tych, które są uważane za destrukcyjne lub szkodliwe, jak
choćby stereotypie wokalne czy samookaleczenia. I znów rozwiązanie jest
dość proste: poważne kary, które są dostarczane natychmiast i zależne od
zachowania, przyczynią się do największej redukcji takich zachowań.
Zważywszy na bieżący stan wiedzy, można stwierdzić, że ten prosty model
może być niebezpieczny. Nadużywanie karania może prowadzić do
długoterminowych negatywnych skutków społecznych, emocjonalnych i behawioralnych. Jest mało prawdopodobne, by pozytywne zachowania
utrzymały się po wycofaniu niefunkcjonalnych wzmocnień. Analitycy
zachowania wciąż próbują wyswobodzić się z tej epoki nauki o zachowaniu,
ale niektórzy nadal stosują wiele dawnych praktyk wobec osób z autyzmem,
tyle że pod bardziej akceptowalnymi nazwami (np. "obszar refleksji"
zamiast "time out" czy "miejsce wykluczenia społecznego", "wycofanie
wzmacniania" błędnie nazywane "wygaszaniem").
Eksperymentalna analiza funkcjonalna zapewniła metodę owej analizy
pozwalającą wyjść poza bardzo ograniczony model zmiany zachowania.
Zachowanie pełni określoną funkcję. Aby zmienić zachowanie, musimy
zacząć od określenia, jaką funkcję ono pełni dla danej osoby -?co
należy zrobić w szerokim zakresie i empirycznie, a nie tylko
koncepcyjnie. Początkowo praca z wykorzystaniem eksperymentalnej analizy
funkcjonalnej skupiała się na zachowaniach samookaleczających dzieci z autyzmem. "Zachowanie samookaleczające" to opis struktury (tj. tego, jak
zachowanie wygląda), a nie funkcji. W przypadku eksperymentalnej analizy
funkcjonalnej manipuluje się warunkami funkcjonalnymi i ustala ich wpływ
na względne tempo zachowania. Jeśli na przykład samookaleczanie
występuje najczęściej w warunku, w którym umożliwia ucieczkę od wymagań,
to możemy założyć, że funkcją tego zachowania jest właśnie ucieczka.
Interwencja funkcjonalna mająca na celu ograniczenie samookaleczeń
wymaga zatem ustanowienia nowego zachowania, takiego jak funkcjonalna
reakcja komunikacyjna, które pełni tę samą funkcję, lecz jest bardziej
efektywne. Przestaje być potrzebne jakiekolwiek karanie, a zachowanie,
które chcemy wspierać, jest podtrzymywane przez wzmocnienia
funkcjonalne.
Eksperymentalna analiza funkcjonalna stanowi również dobry przykład
tego, jak ważne jest rozwijanie naukowych modeli zmiany zachowania.
Model, który zakłada wyłącznie wzmacnianie i karanie jako funkcje, z konieczności zaowocuje strategiami analitycznymi mającymi na celu
ustalenie względnego tempa wzmacniania i karania. Co więcej, interwencje
będą próbowały wpłynąć na zachowanie z wykorzystaniem jedynie tych
procesów. Dodanie do naszego modelu naukowego operacji ustanawiających
(np. wymagań, deprywacji uwagi) otworzyło drzwi do bardziej
funkcjonalnego podejścia do interwencji, które miało na celu
ustanowienie nowych zachowań odnoszących się do tych funkcji operacji
ustanawiających / operacji znoszących. Prawdą jest również, że to
obecnie "tradycyjne" podejście do eksperymentalnej analizy funkcjonalnej
natrafiło na barierę w postaci relacji wywiedzionych między bodźcami,
ale i tak powinniśmy traktować to jako znaczny postęp.
Teraz pora zrobić kolejny krok -?odkryć następny ewolucyjny punkt
przełomowy -?który pozwoli zająć się wywiedzionymi relacjami dzięki
dalszemu rozwojowi metod analizy funkcjonalnej związanych bezpośrednio z wyzwaniami typowymi dla ludzi. Naszym zdaniem ACT i RFT -?jako nowa
strategia funkcjonalna w ramach analizy zachowania -?trwale zmienią
zakres problemów praktycznych, które będziemy w stanie rozwiązać, i zwiększą zróżnicowanie populacji klinicznych, którym będziemy mogli
pomóc. Zmienią również istotnie sposób, w jaki pomagamy osobom, które
zwykle odnosiły korzyść z interwencji behawioralnej. Aby zobaczyć, jak
to się stanie, musimy przejść od kwestii badania i zmiany relacji
zachowanie-zachowanie do nauki dotyczącej zdarzeń prywatnych.
Funkcjonalne podejście do zdarzeń prywatnych. Analitycy zachowania
zwykle skupiają się na zachowaniach jawnych, ale dość szeroko rozumieją
pojęcie "zachowanie". Początkowo Skinner definiował zachowanie na dwa
różne sposoby. Topograficznie ujmował je jako ruch organizmu lub jego
części w układzie odniesienia ustanowionym przez sam organizm lub przez
różne zewnętrzne obiekty czy pola siłowe (Skinner, 1995). Nie jest to
jeszcze definicja funkcjonalna, ponieważ zgodnie z nią podniesienie ręki
w celu zwrócenia czyjejś uwagi i podniesienie ręki w celu rozciągnięcia
mięśni to jedno i to samo zachowanie. Zaledwie kilka zdań dalej Skinner
(1995) zdefiniował zachowanie jako funkcjonowanie organizmu, który jest
zaangażowany w działanie lub obcuje ze światem zewnętrznym. Z tej
perspektywy zachowanie i okoliczności, które na nie oddziałują, to dwa
aspekty jednego zdarzenia, a wszystko, co wiąże się z obcowaniem ze
światem, jest częścią analizy zachowania. Skinner nigdy nie powrócił do
tych definicji, ale z upływem czasu drugie rozumienie zachowania coraz
wyraźniej dominowało. Mówił on o myśleniu jako zachowaniu, przypominaniu
sobie jako zachowaniu, uczuciach jako zachowaniach i tak dalej. Każdy
sposób naszej interakcji ze światem, w kontekście publicznym lub
prywatnym, był dla niego zachowaniem.
Za "radykalne" w behawioryzmie Skinnera (1945) można uznać to, że
zastosował on myślenie związane z zależnościami do zachowania samych
naukowców. W ten sposób postawił na głowie tradycyjny behawioryzm
metodologiczny i skierował myślenie behawioralne w nowym kierunku.
W przypadku analizy zachowania ten sam funkcjonalno-kontekstualny model
zachowania, który jest używany do wywołania pożądanej zmiany w zachowaniu, odnosi się również do naukowca. Z perspektywy stricte
funkcjonalno-analitycznej i kontekstualnej "nauka" jest po prostu
pojęciem, które reprezentuje zachowanie naukowców w kontekście -?jako
przedsięwzięcie społeczne, którego pożądaną funkcją jest rozwijanie
coraz bardziej ustrukturyzowanych stwierdzeń dotyczących relacji między
zdarzeniami, tak aby umożliwić osiągnięcie celów analitycznych w sposób
precyzyjny, szeroki i pogłębiony. Innymi słowy, rozwijanie i wykorzystywanie modeli zmiany zachowania jest po prostu wzorcem
wspólnych zachowań werbalnych naukowców i praktyków, które mogą się
okazać skuteczne w przypadku ważnych społecznie wyzwań behawioralnych
(Belisle, 2020). W wyjątkowym przypadku analizy zachowania naukowiec i praktyk są nierozłączni w tak zwanym modelu naukowca praktyka (Belisle,
Stanley i Dixon, 2021) i traktuje się ich podobnie jak klientów, których
analizujemy.
Omawiane podejście zasadniczo oddziela rozróżnienie "publiczne -
prywatne" od rozróżnienia "obiektywne -?subiektywne". Skinner (1945)
argumentował, że zachowanie musi być obserwowane w sposób bezpośredni,
ale może to dotyczyć również zdarzeń prywatnych takich jak myślenie i odczuwanie. Jak twierdził, obserwacja ma wartość naukową nie dlatego, że
jest publiczna, lecz dlatego, że zależności kontrolujące obserwację
prowadzoną przez naukowca zapewniają ścisłą kontrolę bodźców ze strony
obiektu obserwowanego. Zgodnie z tym poglądem sama liczba potencjalnych
obserwatorów nie powinna być głównym czynnikiem rozstrzygającym o tym,
co uznamy za zachowanie, a więc i o tym, co jest dostępne dla analizy
zachowania.
Weźmy na przykład ćwiczenie przemówienia w myślach. Osoba może mówić i słuchać bez zewnętrznych sygnałów wykonywania tych czynności: zauważać
momenty, gdy słowa nie przychodzą łatwo, więc muszą być dalej ćwiczone,
"słuchać" efektownych pauz czy zastanawiać się, jak zaakcentować wybrane
słowo. Tego rodzaju przemawianie prywatne jest zachowaniem -?a przynajmniej tak twierdził Skinner. Jest ono bezpośrednio obserwowalne.
Jeśli zależności sterujące obserwacją są luźne, błędy pojawią się
niezależnie od tego, czy obserwacja dotyczy zdarzenia publicznego, czy
prywatnego. Na przykład dziecko może twierdzić, że boli je brzuch, aby
uniknąć sprawdzianu z matematyki. Jednakże ten sam proces z łatwością
zachodzi również publicznie. Załóżmy, że studentom pokazano przez jedną
trzecią sekundy następujący slajd:
Paryż na
na wiosnę
Jeśli studenci zostaną poproszeni o zapisanie wyświetlonych słów,
powiedzą, że widzieli słowa "Paryż na wiosnę". Zgodność między
obserwacjami będzie bardzo wysoka. Gdy jednak pokażemy ten sam slajd
przez minutę, studenci zauważą ze śmiechem, że dłuższa obserwacja
dowodzi, iż tamta "obserwacja" wynikła ze znajomości frazy i miejsca
podziału wersów, a nie wyłącznie z rzeczywistych słów i stymulacji, jaką
zapewniają. Dlatego, jak twierdził Skinner, racja większości nie jest
rzetelnym wskaźnikiem naukowego obiektywizmu.
Analitycy zachowania słusznie chcą się skupiać na zachowaniach jawnych,
co nie powinno się zmieniać. Jednakże ważnym aspektem funkcjonalnej i kontekstualnej tradycji behawioralnej jest chęć zajęcia się różnymi
właściwościami działania człowieka, także prywatnymi, jeśli istnieją ku
temu powody koncepcyjne lub praktyczne. Krótko mówiąc, analiza
zachowania "nie upiera się przy dochodzeniu do prawdy drogą uzgodnienia
faktów, dzięki czemu może rozważać zdarzenia mające miejsce w "podskórnym", osobistym świecie" (Skinner, 2013, s. 36). Odpowiedni
podział działań prywatnych na jednostki to wyzwanie, lecz nie jest to
nic wyjątkowego, ponieważ "każda jednostka zachowania sprawczego jest do
pewnego stopnia sztuczna. Zachowanie jest spójną, ciągłą aktywnością
integralnego organizmu, chociaż dla celów teoretycznych lub praktycznych
można analizować jego części" (Skinner, 1953, s. 116).
To radykalnie funkcjonalne idee. Analiza funkcjonalna naukowca
otwiera drzwi do zdarzeń prywatnych. Możemy podzielić strumień działań
osoby, jeśli to pomoże nam zrozumieć, co zrobić, by jej pomóc.
Rozróżnienia są postrzegane jako zaledwie użyteczne narzędzia, a nie
twierdzenia ontologiczne. Za każdym razem, gdy osoba jest pytana: "Co
myślisz?" albo "Co czujesz?", strumień zachowań w pewnym stopniu jest
dzielony, a jedynym problemem pozostaje to, jak najlepiej w sposób
funkcjonalny analizować ludzką złożoność.
Aby zobaczyć, jak ten sposób myślenia prowadzi nas ponownie do relacji
zachowanie-zachowanie, rozważmy pytanie: "Dlaczego to zrobiłeś?". Kiedy
zapytany w odpowiedzi formułuje pewną regułę, ten społeczny "kontekst
podawania powodu" stanowi przykład, jak można zmienić relacje
zachowanie-zachowanie. Osoba, która ma "dobry powód", aby -?powiedzmy -
nie iść na umówione spotkanie, jest bardziej skłonna je opuścić nie
tylko ze względu na sytuację zewnętrzną, ale także dlatego, że wie, iż
jedno zachowanie (umiejętność wytłumaczenia niedotrzymania obietnicy)
zmienia kontekst drugiego zachowania (negatywne konsekwencje niepójścia
na spotkanie będą mniej prawdopodobne, jeśli zostanie przedstawiony
powód).
Rycina 1.3. "Dobry powód" pozwala przewidywać mniejsze
prawdopodobieństwo kary społecznej
Źródło: opracowanie własne.
W tym przypadku społeczny/werbalny kontekst podania powodu jest
historyczną i sytuacyjną wskazówką, w której konkretna sieć werbalna
może służyć jako bodziec różnicujący (SD) dla innego zachowania. Zwróć jednak uwagę,
że osoba, która nie weźmie udziału w spotkaniu, będzie musiała
sformułować regułę (wymówkę lub powód) i samodzielnie przeanalizować jej
wiarygodność. Małe dziecko na pytanie: "Dlaczego to zrobiłeś?" może
odpowiedzieć: "Bo tak", ale kompetentny werbalnie dorosły już tego nie
zrobi. Umiejętność samodzielnego wykrywania dobrych powodów to
skomplikowane zachowanie. Wyjaśnienie: "Pies zjadł mój kalendarz" nie
jest topograficznie słabsze od: "Zepsuł mi się samochód", ale wiąże się
z dużo mniejszym prawdopodobieństwem zmiany konsekwencji społecznych. W niektórych środowiskach (np. obóz wojskowy dla rekrutów) żadna
wymówka nie zostanie uznana za wiarygodną, niezależnie od jej
rzeczywistych podstaw. Przy czym próby dookreślenia takich kontekstów są
zwykle uważane za niegrzeczne. Kiedy następnym razem ktoś ci powie, że
nie stawił się na spotkanie z tobą, ponieważ o nim zapomniał, spróbuj
dopytać: "Dlaczego zapomniałeś?", a poczujesz, że wkraczasz na nowe i niebezpieczne terytorium kontaktów społecznych.
Właśnie tego rodzaju relacje sprawiają, że analiza funkcjonalna istot
werbalnych jest trudna, ale zarazem pomagają opisać działanie ACT.
Terapia akceptacji i zaangażowania zmienia konteksty społeczne/werbalne,
które wiążą zachowania ze sobą, w tym zachowania publiczne i prywatne -
osłabia owe konteksty, gdy prowadzą do autodestrukcyjnych relacji
zachowanie-zachowanie, a umacnia je, gdy pomaga to osobie zrezygnować z mniejszych wcześniejszych wzmocnień na rzecz wzmocnień większych, ale
późniejszych.
Nawiasem mówiąc, takie podejście pozwala uniknąć funkcjonalnego błędu
mentalistycznego, który polega na przypisywaniu właściwości
przyczynowych działaniom w odniesieniu do innych działań z pominięciem
kontekstów, które prowadzą do funkcjonalnych relacji między
zachowaniami. Mentalizm pojawia się częściej, gdy prywatne zachowanie
jest uważane za przyczynę zachowania publicznego (stąd jego potoczna
nazwa), lecz błąd bierze się z analizy, a nie z kwestii prywatności.
Podczas gdy kontekstem można bezpośrednio manipulować, zachowania są z natury "zmiennymi zależnymi" -?zależą od kontekstu. Traktowanie relacji
zachowanie-zachowanie jako przyczynowo-skutkowych bez określenia
kontekstu stanowi sedno mentalizmu. Taki błąd w przypadku całkowicie
jawnego zachowania byłby dziwny, ale jest możliwy. Podobnym błędem
byłoby stwierdzenie: "Jan dobrze rzuca piłką baseballową, ponieważ
świetnie trafia do kosza" -?po prostu jest to rzadkie, gdyż każdy zdaje
sobie sprawę, że ma do czynienia z dwoma różnymi zachowaniami. Jest to
jeden z powodów, dla których behawioryści obstają przy nazywaniu
wszystkich form ludzkiego działania zachowaniem. Sztywne stanowisko w tej kwestii wiąże się ze zbyt wysokimi kosztami w kulturze ogólnej, ale
pomocne jest to, że niemal wszyscy analitycy zachowania mieli kontakt ze
środowiskiem edukacyjnym, w którym kładzie się nacisk na określanie
wszelkich zdarzeń psychicznych za pomocą jednej właściwej nazwy, jaką
jest właśnie "zachowanie".
Analiza funkcjonalna a stosowana analiza zachowania
Chyba każda dziedzina ma swój charakterystyczny język i właściwe sobie
podejście. W naszym przypadku jest to coś więcej niż "nazywanie
wszystkiego zachowaniem". Stosowana analiza zachowania (SAZ) to
dziedzina definiowana przez idiograficzną analizę funkcjonalną. Termin
ten nie odnosi się do żadnej pojedynczej procedury, techniki ani zestawu
technik. Analitycy zachowania zbyt często używają wymiennie pojęć
"analiza funkcjonalna" i "eksperymentalna analiza funkcjonalna"
autorstwa Briana A. Iwaty, co jest problematyczne z wielu powodów, a przegląd historii analizy zachowania pokazuje dlaczego.
Wspomnianego terminu użył pierwotnie Skinner w odniesieniu do własnych
eksperymentalnych analiz organizmów innych niż ludzkie (Dixon, Vogel i Tarbox, 2012; Schlinger, 2017). Analizy te nie obejmowały "czterech
funkcji" Iwaty, a wiele wczesnych eksperymentów nie zawierało nawet
warunku kontrolnego. Przez długi czas funkcjonalna analiza zachowania w ogóle nie dotyczyła ludzi.
Jedno z pierwszych badań naukowych mających na celu zastosowanie metod
analizy funkcjonalnej w odniesieniu do człowieka zostało przeprowadzone
przez Paula R. Fullera -?czterdzieści lat przed tym, jak Iwata z zespołem opracował eksperymentalną analizę funkcjonalną (Sturmey, 2020).
Według dzisiejszych standardów interwencja i zachowanie docelowe wydają
się dość łagodne. Otóż zastosowano wzmacnianie pozytywne, aby nauczyć
osiemnastoletniego chłopaka z głęboką niepełnosprawnością intelektualną
podnoszenia ręki. Pamiętajmy, że przed tym eksperymentem typu N = 1
powszechnie uważano, iż osoby z głęboką niepełnosprawnością są niezdolne
do nauczenia się czegokolwiek. Ta strategia analizy funkcjonalnej -
koncentrująca się wówczas wyłącznie na nieco arbitralnym wzmocnieniu
(posłodzonej wodzie) -?przygotowała grunt pod rozwój obszaru analizy
funkcjonalnej.
Pierwsze solidne prace z udziałem ludzi również nie były prowadzone w dziedzinie terapii autyzmu. Ogden R. Lindsley i jego współpracownicy (w tym Skinner) rozszerzyli je w latach pięćdziesiątych XX wieku na
hospitalizowanych pacjentów psychiatrycznych, aby zaradzić różnorodnym
trudnościom behawioralnym doświadczanym przez tę populację (Sturmey,
2020). Wiązało się to z systematycznym gromadzeniem danych
behawioralnych i rozwojem technik wykorzystujących zależności
wzmacniające w celu oddziałania na zachowanie.
Najwcześniejsze użycie terminu "analiza funkcjonalna" kładło zatem
nacisk na eksperymentalną analizę zachowania na poziomie idiograficznym.
Niezwykle ważne dla szerzej rozumianej psychologii było to, że Skinner i jego współpracownicy byli w stanie skutecznie "włączać" i "wyłączać"
zachowanie poprzez manipulowanie zmiennymi w wysoce kontrolowanym
środowisku (tzw. klatka Skinnera). Od początku celem było zastosowanie
tego podejścia na potrzeby rozwiązywania poważnych problemów osobistych
i społecznych doświadczanych przez ludzi (Skinner, 2022), a wczesne
prace Paula R. Fullera i Ogdena R. Lindsleya, jak również badaczy takich
jak Sidney W. Bijou i Charles B. Ferster, przygotowały grunt pod metodę
analizy funkcjonalnej, która kładła nacisk na eksperymentalną kontrolę
zachowania.
Termin "analiza funkcjonalna" zaczął funkcjonować jako bardzo pojemne
określenie, obejmujące znacznie szerszą strategię rozumienia interakcji
funkcjonalnych między środowiskiem a zachowaniem na poziomie jednostki,
która to strategia następnie była uogólniana nomotetycznie przez zasady
zachowania. Obejmowała ona eksperymenty, ale również próby
przekształcenia spójnych wyników eksperymentalnych w ustalone zasady
uczenia się i zachowania, a potem teoretycznego rozszerzenia owych
wyników w taki sposób, abyśmy mogli wyciągać przedeksperymentalne
wnioski na temat złożonych form zachowania człowieka (tj. formułować
teorie i prawa). Ciekawym przykładem tego ostatniego etapu było opisanie
przez Skinnera (1957) teorii zachowania werbalnego jako "funkcjonalnej
analizy języka" praktycznie bez żadnego poparcia empirycznego.
Stosowana analiza zachowania wyłoniła się w ramach owego szerszego
zastosowania analizy funkcjonalnej. W przełomowym artykule na temat SAZ,
zawierającym opis siedmiu definiujących ją wymiarów, analiza
funkcjonalna jest wszechobecna w każdym wymiarze (Baer, Wolf i Risley,
1968). Określenie "stosowana" odnosi się do stosowania strategii
analizy funkcjonalnej w celu rozwiązywania problemów związanych z zachowaniem człowieka. "Analiza" opisuje strategię, która wymaga
funkcjonalnej analizy ciągłej interakcji między środowiskiem a zachowaniem. W trosce o to, aby wykorzystywane przez nas techniki były
koncepcyjnie systematyczne, stosujemy zasady wykraczające poza opis
analizy funkcjonalnej. Musimy się upewnić, że interwencje są
techniczne, byśmy mogli wyizolować interakcje między środowiskiem a zachowaniem oraz by manipulowanie środowiskiem efektywnie zmieniało
zachowanie (tj. było funkcjonalne). Ostatni wymiar -?generalność -
odnosi się do tego, że bierzemy pod uwagę pełen strumień interakcji
funkcjonalnych między środowiskiem a zachowaniem i że zmiany w zachowaniu zachodzą w różnych kontekstach. Model ten zasadniczo
sprowadza się do idei, że analiza zachowania stanowi wykorzystanie
analizy funkcjonalnej (szeroko rozumianej) w celu zbadania zachowań
ważnych dla ludzi.
Oznacza to, że analizy zachowania nie można zdefiniować za pomocą
zestawu technik -?nawet tak rewolucyjnych, jak eksperymentalna analiza
funkcjonalna. I chociaż do tej pory skutecznie stosowaliśmy strategie
analizy funkcjonalnej w pracy z dziećmi z autyzmem, to jednak SAZ nie
odnosi się do pojedynczej populacji czy niewielkiego podzbioru zachowań.
Niezrozumienie tej kwestii nie tylko nie pozwala docenić historii
terminu "analiza funkcjonalna", którą pokrótce opisaliśmy, ale także
uniemożliwia naszej dziedzinie, praktykom analizy zachowania i klientom
na pełną realizację naszego potencjału.
Stosowana analiza zachowania wyłania się z idiograficzno-funkcjonalnego
-?a nie strukturalnego -?ujęcia zachowania. Przy czym nie dotyczy to
jedynie SAZ, ale także służy do rozróżnienia podejść w ramach kilku
dyscyplin naukowych. Filozofia leżąca u podstaw SAZ jest
behawiorystyczna, ale nie w tradycyjny sposób; "radykalne" w radykalnym
behawioryzmie jest to, że koncepcje analizy funkcjonalnej odnoszą się
również do badacza (Moore, 2007). Ten krok otwiera możliwość analizy
zdarzeń prywatnych, ale zawsze w ramach podejścia funkcjonalnego i kontekstualnego (Zettle, Hayes, Barnes-Holmes i Biglan, 2016; Ivancic i Belisle, 2019). Wszystkie formy zachowania mogą wchodzić w relacje
zachowanie-zachowanie, ale kiedy tak się dzieje, analiza zawsze jest
funkcjonalna i kontekstualna. W ten sposób unika się błędu
mentalistycznego. Terapia akceptacji i zaangażowania skupia się
szczególnie na tych funkcjonalno-kontekstualnych właściwościach, które
określają, jak działają relacje zachowanie-zachowanie, zwłaszcza w odniesieniu do rozwiązywania problemów związanych z ludzkim zachowaniem.
Czym jest ACT dla analityków zachowania?
Terapia akceptacji i zaangażowania jako podejście stosowane przez
analityków zachowania musi nie tylko uwzględniać analizę funkcjonalną,
ale wręcz być przez nią definiowana. Mark R. Dixon i jego
współpracownicy wyjaśniają, w jaki sposób każdy z siedmiu wymiarów tego,
co według wspomnianego wcześniej artykułu definiuje stosowaną analizę
zachowania, pojawia się w interwencjach opartych na ACT (Dixon, Hayes,
Stanley, Law i Al-Nasser, 2020). Terapia akceptacji i zaangażowania
spełnia w każdym wymiarze wymagania podejścia behawioralnego, co
sugeruje, że może, a nawet powinna być praktykowana przez analityków
zachowania. Zakres jej zastosowań wykracza poza granice analizy
zachowania, zatem analitycy zachowania praktykujący ACT muszą pamiętać o kilku warunkach.
Po pierwsze, należy wziąć pod uwagę dopasowanie między klientem a ACT.
Jeśli klient nie demonstruje repertuaru relacyjnego, w którym słowa lub
symbole mają funkcje, a te są częściowo wywiedzione, podejście to może
być dla niego zbyt trudne do zrozumienia. Biorąc pod uwagę, że ACT jest
w dużej mierze terapią opartą na rozmowie, jej uczestnikt musi rozumieć
wypowiadane słowa. Ponadto, ponieważ spora część ACT jest zakorzeniona w metaforze i doświadczeniu, potrzebna mu będzie pewna zdolność do pracy
doświadczeniowej i do zrozumienia związku metafor z jego życiem.
Po drugie, mierzony wskaźnik głównej zmiennej zależnej będącej
przedmiotem zainteresowania powinien pozostać niezmienny przed
interwencją ACT i w jej trakcie. Dla analityków zachowania taki pomiar
zwykle pociąga za sobą mierzalną i policzalną, weryfikowalną
manifestację zachowania. Należy zachować ostrożność, dryfując w kierunku
bardziej subiektywnych wskaźników skuteczności terapii. Na przykład
zmiany wyników testów psychometrycznych, choć ważne w niektórych
obszarach praktyki, powinny być postrzegane jako miary uzupełniające, a nie podstawowe. Oczywiście samoocena subiektywnego doświadczenia klienta
jest w rzeczywistości zachowaniem i może dostarczyć ważnych informacji
na temat ukrytych zdarzeń prywatnych, lecz dla większości praktykujących
analityków zachowania będą one wtórne w stosunku do obiektywnych
rezultatów behawioralnych, które doprowadziły do podjęcia terapii.
Po trzecie, klienci, zachowania docelowe i otoczenie muszą pasować do
zdefiniowanego zakresu praktyki analityków zachowania. Różni się to w zależności od regionu, ale błędem jest myślenie, że tylko dlatego, iż
postępowanie jest spójne z ACT, wszystko staje się jasne. Należy
zauważyć, że ACT nie jest interwencją samą w sobie. Nie istnieje jeden
formalny protokół ACT, który stosuje się w odniesieniu do każdej
trudności. Terapia akceptacji i zaangażowania stanowi raczej pewien
model terapeutyczny o szerokim zakresie i dużej zmienności. Gdy
zrozumiemy zasady leżące u podstaw interwencji opartych na ACT, wówczas
będziemy mogli znacznie precyzyjniej określić, co obejmuje terapia, i pozostać w zakresie interwencji behawioralnej. W rzeczywistości znajdzie
tu zastosowanie wiele narzędzi już używanych przez analityków zachowania
i będzie można poszerzyć ich zakres, biorąc pod uwagę podstawowe procesy
modelu ACT.
Po czwarte, jeśli przyjmiemy, że ACT mieści się w zakresie praktyki
stosowanej analizy zachowania, analitycy zachowania powinni przejść
odpowiednie przeszkolenie w jej stosowaniu. Przeczytanie niniejszej
książki to jeden krok. Kolejnym jest ciągłe poszukiwanie możliwości
szkoleniowych i superwizji ze strony bardziej doświadczonych analityków
zachowania. Nie różni się to niczym od innych interwencji z obszaru
analizy zachowania, a opcji jest coraz więcej. To bardzo ciekawy czas na
bycie analitykiem zachowania i warto się zagłębić w ten temat.
Czym jest analiza zachowania dla ACT?
Współcześni analitycy zachowania dorastali w świecie, w którym analiza
zachowania stanowiła dziedzinę zawodową w dużej mierze koncentrującą się
na osobach z niepełnosprawnościami rozwojowymi. Terapia akceptacji i zaangażowania budzi zainteresowanie tej grupy specjalistów częściowo ze
względu na swoją użyteczność dla poszerzenia zakresu ich praktyki,
zwłaszcza w połączeniu z RFT. Ów poszerzony zakres dotyczy pracy z osobami z niepełnosprawnościami rozwojowymi, ale także wielu innych
obszarów zachowania człowieka.
Warto jednak zastanowić się również nad tym, co analiza zachowania -
jako dyscyplina i jako obszar praktyki -?może wnieść do ACT. Jak już
wspomnieliśmy, terapia akceptacji i zaangażowania należy do sfery
analizy zachowania, ale jej rozwój jako programu w ramach tejże analizy
zachowania wymaga dodatkowych działań. Część z nich rozpoczęto w programie badawczym dotyczącym ACT/RFT, ale nie zostały one ukończone;
pozostałe to działania, których podjęcie jest możliwe dzisiaj, lecz nie
było możliwe czterdzieści lat temu.
Zarówno ACT, jak i RFT jako program badań i praktyki zrodziła się na
początku lat osiemdziesiątych XX wieku w laboratorium prowadzonym przez
młodego psychologa klinicznego o orientacji behawioralnej i profesora
realizującego badania podstawowe w analizie zachowania. Wspomniany
psycholog kliniczny to jeden z autorów niniejszej książki -?Steven C.
Hayes. W okresie, kiedy powstawały ACT i RFT, był on (w latach
1980-1983) zastępcą redaktora naczelnego "Journal of Applied Behavior
Analysis" i regularnie publikował w "Journal of the Experimental
Analysis of Behavior". Według każdej ówczesnej poprawnej definicji Hayes
był analitykiem zachowania.
Z kolei wspomniany profesor, który prowadził badania podstawowe w analizie zachowania, nie zaznaczył swojej obecności na liście autorów
ważniejszych publikacji poświęconych ACT i RFT, ponieważ zmarł nagle na
atak serca w 1986 roku w wieku pięćdziesięciu trzech lat, gdy owe
artykuły dopiero nabierały kształtu. W chwili śmierci Aaron J.
Brownstein był członkiem rady redakcyjnej "Journal of the Experimental
Analysis of Behavior", prezesem Southeastern Association for Behavior
Analysis oraz świeżo wybranym redaktorem naczelnym "Behavior Analyst". I oczywiście analitykiem zachowania. Brownstein odegrał kluczową rolę w analizie tego, jak odnieść się do relacji zachowanie-zachowanie w sposób
niementalistyczny (Hayes i Brownstein, 1986) -?kwestii, którą obszernie
omówiliśmy w tym rozdziale, a która zyskała na znaczeniu, gdy implikacje
RFT stały się jasne.
Wkrótce po śmierci Brownsteina Hayes został dyrektorem ds. szkolenia
klinicznego na University of Nevada, co przyspieszyło wykorzystanie ACT
w praktyce klinicznej, lecz spowolniło jej rozwój jako formy analizy
zachowania w węższym rozumieniu, zwłaszcza że sama analiza zachowania
zaczęła się zawężać. We wczesnych publikacjach z zakresu ACT nadal
jednak widać wyraźnie rys analizy zachowania. Na przykład -?zgodnie z tym, co piszemy w niniejszym rozdziale -?Steven C. Hayes i Linda J.
Hayes (1992) podkreślali, że istnieją konteksty społeczno-werbalne,
które ustanawiają związek między zdarzeniami prywatnymi a innymi
zachowaniami, i że to właśnie te konteksty są modyfikowane przez ACT:
Załóżmy, że osoba z agorafobią myśli: "Tylko się ośmieszę w tym centrum
handlowym", po czym wpada w panikę i wraca do domu. Behawiorysta
kontekstualny nie wyjaśniałby paniki lub ucieczki na podstawie formy
myśli jako takiej, ale na podstawie kontekstów powodujących powstanie
relacji myśl-emocja lub myśl-zachowanie jawne. Konteksty te obejmują:
(a) takie, które nadają sens treści myśli, czy też kontekst znaczenia
dosłownego; (b) takie, które ustalają walencję ośmieszenia, czy też
kontekst oceny; (c) takie, które pozwalają osobie "wyjaśnić" i "usprawiedliwić" zachowanie na podstawie zdarzeń prywatnych, czy też
kontekst powodu; oraz (d) takie, które ustanawiają cel uniknięcia
"niepożądanych" zdarzeń prywatnych, czy też kontekst kontroli
emocjonalnej i poznawczej. Zamiast próbować zmienić myśl lub emocję
terapeuta może zmieniać te konteksty, aby zmienić relację
zachowanie-zachowanie (Hayes i Hayes, 1992, s. 242).
Rycina 1.4 przedstawia podejście kontekstualne na tle innych modeli.
Rycina 1.4. Myśli a zachowanie jawne w różnych modelach
Źródło: opracowanie własne.
W przeciwieństwie do modelu poznawczego, zgodnie z którym myśli
bezpośrednio wpływają na zachowanie (lub do tradycyjnych modeli
behawioralnych, w których myśli są postrzegane jako epifenomen bądź w których twierdzi się, że myśli nie istnieją), według kontekstualnego
modelu behawioralnego opartego na RFT zdarzenia prywatne mogą mieć
funkcjonalny wpływ na inne zachowania, lecz ów wpływ sam w sobie jest
regulowany przez kontekst. Hayes i Hayes (1992) wymienili kilka takich
kontekstów w przytoczonym wcześniej cytacie.
Tylko niektóre z tych kontekstów zostały od tego czasu dogłębnie
zbadane, a szerszym implikacjom tego ogólnego podejścia poświęcono w badaniach ograniczoną uwagę. Analitycy zachowania mierzą się
współcześnie z tymi wyzwaniami, a ich analityczne podejście okazuje się
bardzo potrzebne.
Rozważmy przykładowo podawanie powodu. Istnieje bogata literatura
behawioralna na temat relacji typu mówienie-działanie i wiemy, że kiedy
społeczność werbalna może monitorować tę relację, ma to wpływ na
prawdopodobieństwo wystąpienia zachowania. Kiedy spytamy: "Dlaczego to
zrobiłeś?", zapytana osoba prawdopodobnie poda wyjaśnienie swojego
zachowania. Gdy coś zostaje powiedziane publicznie i możemy monitorować,
co się dzieje potem, jesteśmy w stanie stwierdzić, czy osoba jest
konsekwentna, a jeśli nie jest -?dostarczyć odpowiednie konsekwencje. To
dlatego wiedza publiczna na temat interwencji "poznawczych" ma tak duże
znaczenie. Jeśli dziecko, które boi się ciemności, nauczy się mówić:
"Jestem odważny i mogę przebywać w ciemności!", ma to na nie ogromy
wpływ -?chyba że skłoni się je do myślenia, iż nikt nie może się
dowiedzieć, że ono się tego nauczyło. Wówczas taka sama interwencja nie
wywiera absolutnie żadnego wpływu (Rosenfarb i Hayes, 1984). To samo
dotyczy "powodów" -?werbalnych sformułowań odnoszących się do przyczyny
i skutku, których wszyscy używamy do regulowania wpływu społecznego na
nasze zachowanie.
Podawanie powodów było przedmiotem najwcześniejszych badań w duchu ACT
(np. Zettle i Hayes, 1986). Powstały metody pomiaru powodów (np.
autorstwa nieżyjącego już Neila S. Jacobsona i jego uczniów -?zob.
Addis, Truax i Jacobson, 1995). Przeprowadzono badania w celu
sprawdzenia, czy liczba bądź rodzaje podawanych powodów wiążą się z problemami psychicznymi i ich leczeniem. Związek ten został udowodniony
-?i okazał się bardzo silny. Na przykład Michael E. Addis i Neil S.
Jacobson (1996) stwierdzili, że podawanie powodów wiązało się z gorszymi
wynikami aktywizacji behawioralnej w depresji.
Kiedy jednak terapia akceptacji i zaangażowania zyskała większe poparcie
ze strony tradycyjnej psychologii klinicznej, jej rozwój -?tak
obiecujący na początku -?uległ spowolnieniu. Nieco więcej uwagi
poświęcono technice ACT jako formy psychoterapii i znanym klinicystom
procesom psychologicznym, które podtrzymują jej oddziaływanie, a nieco
mniej kontekstom społeczno-kulturowym, które od początku były równie
ważne czy nawet istotniejsze. Być może było to konieczne w ówczesnym
kontekście (np. nacisk na randomizowane badania z grupą kontrolną,
ponieważ to jedyny sposób, aby stosowane metody zostały potraktowane
poważnie w głównym nurcie opieki zdrowotnej), lecz pewne zadania
analityczne pozostały niedokończone. W miarę, jak analitycy zachowania
wracają do walki, podejmowane są wcześniejsze niedokończone wątki. Skąd
się biorą reguły dotyczące Ja i jak działają? Jakie konteksty
społeczno-werbalne pozwalają przewidzieć, czy zdarzenia prywatne
wpływają na zachowanie jawne? Dlaczego powody mają tak duże znaczenie?
Potrzebujemy poznać odpowiedzi na te pytania, a dostarczyć ich może
analiza zachowania.
Do tego zadania wnosimy nasze rozległe doświadczenie. Mark R. Dixon
studiował na University of Nevada, gdy profesorem był tam Steven C.
Hayes, i ma za sobą ponad dwadzieścia lat pracy w głównym nurcie analizy
zachowania jako certyfikowany analityk zachowania, propagujący
stosowanie ACT na szerszą skalę. Jordan Belisle studiował na Southern
Illinois University, gdzie ukończył pierwsze na świecie studia
magisterskie z zakresu SAZ. Następnie pracował pod kierunkiem Dixona i nadal zajmuje się kwestią definiowania języka. Nasza trójka reprezentuje
zatem trzy pokolenia naukowców zajmujących się głównymi zagadnieniami w dziedzinie analizy zachowania i związanych z jej najważniejszymi
ośrodkami.
Należy także wspomnieć o bardziej proceduralnym wkładzie. Współcześni
analitycy zachowania potrafią doskonale przekształcać zasady w konkretne
procedury. Programowanie behawioralne może mieć znaczenie i warto
zauważyć, jak proceduralnie przejrzysta staje się praca oparta na ACT w wykonaniu analityków zachowania. Książka ACT for children with autism
and emotional challenges autorstwa Marka R. Dixona (2014) zawiera
znacznie więcej konkretnych procedur niż klasyczne książki dotyczące ACT
pisane z myślą o psychologach klinicznych (np. Hayes, Strosahl i Wilson,
1999). Autorzy AIM: Accept. Indetify. Move (Dixon i Paliliunas, 2018)
idą jeszcze dalej -?rozszerzają to na wielopoziomowe planowanie lekcji i oparte na wartościach systemy kierowania zależnościami, które łączą to,
czego nauczyliśmy się o podejściach w duchu ACT, z tym, co już wiemy o systemach kierowania zależnościami skoncentrowanych na kliencie. W części 3 niniejszej książki przedstawimy przykłady ilustrujące obie te
strategie.
Trzeci obszar stanowi ocena behawioralna. Ze względu na koncentrację na
zachowaniu jawnym jest bardziej prawdopodobne, że metody pomiaru
procesów elastyczności psychologicznej pojawią się na skutek działań
analityków zachowania niż laboratoriów psychologicznych głównego nurtu.
Nieskażone nieuzasadnionymi założeniami psychometrycznymi miary
idiograficzne okazują się znacznie bardziej rutynowe w analizie
zachowania, a kroki potrzebne do zmierzenia kontekstu i jawnego
zachowania -?lepiej znane jej przedstawicielom. W miarę, jak analizy
idiograficzne stają się idionomiczne (tzn. uogólniają się do stwierdzeń
nomotetycznych pomagających zwiększyć przejrzystość idiograficzną),
analitycy zachowania czują się jak u siebie. Będzie jeszcze wiele do
odkrycia i zbadania, gdy zaczniemy stosować zasady rozwinięte w SAZ do
procedur i procesów spójnych z ACT i już potwierdzonych empirycznie.
Nasza teza jest prosta: owszem, ACT i RFT mają wiele do zaoferowania
współczesnej stosowanej analizie zachowania, ale zależność ta jest
obustronna. Jest to właśnie główny powód napisania przez nas tej
książki. Pragniemy, aby analitycy zachowania czerpali korzyści z ACT i RFT, lecz jednocześnie chcemy podkreślić ich rolę w rozwijaniu jednej i drugiej.
Rozdział 2. Krótka historia teorii leżącej u podstaw ACT
Rozdział 2
Krótka historia teorii leżącej u podstaw ACT
Na całym świecie tysiące analityków zachowania mierzą się z faktem, że
ich przygotowanie praktyczne i prostota podejścia behawioralnego czasami
okazują się niewystarczające do radzenia sobie ze złożonymi przypadkami.
Cóż złożonego jest jednak w "złożonym" przypadku?
W pracy z analitykami zachowania z całego świata odkryliśmy, że
najczęściej chodzi o zrozumienie, jak łączyć bezpośrednio zaprogramowane
zależności i werbalnie skonstruowane zależności związane z prywatnymi
zdarzeniami behawioralnymi w analizę funkcjonalną, która doprowadzi do
spójnej interwencji. Łączenie czynników funkcjonalnych w ten sposób
rzeczywiście jest bardziej złożone, ale wykraczamy tutaj poza samą
złożoność.
Większość analityków zachowania dobrze wie, że zdarzenia prywatne,
przynajmniej od czasów Burrhusa Frederica Skinnera, powinny być ważnymi
celami interwencji, szybko jednak odkrywa pewien brudny sekret. Otóż
podejście oparte na bezpośrednich zależnościach nie zapewnia do tego
wystarczających narzędzi analitycznych. Większość analityków zachowania
także dobrze wie, że należy się wystrzegać mentalizmu i dualizmu, a zarazem przeczuwa, iż zajmowanie się zdarzeniami prywatnymi w jakikolwiek inny sposób niż bezpośrednie zależności oznacza grzech
mentalizmu. Właśnie taki dylemat ich blokuje. Obecnie analitycy
zachowania często są proszeni o zajęcie się zjawiskami behawioralnymi
bez narzędzi analizy zachowania, które mogłyby zapewnić bardziej
adekwatne wyjaśnienie owych zjawisk.
Wygląda na to, że żadne z czterech "rozwiązań" tego dylematu nie jest
satysfakcjonujące. Zastosowane na dużą skalę, każde oznacza porażkę
naszej dziedziny w obliczu wyzwań, które sobie stawiamy od początku jej
istnienia.
Rozwiązanie 1. Wymuszenie analizy
bezpośrednich zależności niekoniecznie dobrze dobranej do sytuacji, a następnie udawanie, że nie widzimy, iż nie działa.
Rozwiązanie 2. Odmowa zaspokojenia
potrzeb klientów, gdy w grę wchodzą prywatne zdarzenia behawioralne, i realizacja tradycyjnego planu zarządzania zachowaniem.
Rozwiązanie 3. Odesłanie klientów do
pracowników socjalnych, specjalistów bazujących na farmakoterapii czy
innych profesjonalistów twierdzących, że wiedzą, jak pomóc, nawet jeśli
wdrażane przez nich interwencje nie mają jakiegokolwiek rysu
behawioralnego.
Rozwiązanie 4. Prawdopodobnie najgorsze
ze wszystkich: powrót do języka laickiego i improwizacja, co niemal na
pewno doprowadzi do błędu mentalistycznego, którego analitycy zachowania
uczeni są unikać.
Wszystkie powyższe "rozwiązania" są powszechne w praktyce stosowanej
analizy zachowania, ale żadne z nich tak naprawdę nie jest rozwiązaniem.
Nie dotyczy to tylko klientów, ale ma miejsce również wtedy, gdy pomocy
potrzebują inni specjaliści lub sami analitycy zachowania. Kiedy ci
ostatni czują się zestresowani, gdy się martwią, ruminują lub zmagają z emocjami, wówczas często próbują radzić sobie wyłącznie za pomocą metod
związanych z bezpośrednimi zależnościami, nie robią nic, szukają
specjalistycznej pomocy u kogokolwiek, tylko nie u analityka
zachowania, albo stosują na własną rękę rozwiązania mentalistyczne,
próbując ukryć to przed współpracownikami. Jak łatwo przewidzieć,
przynosi to marne rezultaty. Czy można jednak poradzić sobie ze
złożonością bez popełniania błędu mentalistycznego i wychodzenia poza
zakres praktyki stosowanej analizy zachowania?
Zdarzenia prywatne -?zmartwienia, ruminacje, pobudzenie emocjonalne -?to
działania bezpośrednio obserwowalne, lecz dla pojedynczego widza. Błąd
mentalistyczny polega nie na zajmowaniu się nimi, ale na traktowaniu ich
jako przyczyn i ignorowaniu zdarzeń kontekstowych, które nadały im
nieprzydatne funkcje w ramach ogólnego systemu behawioralnego. W rozdziale 1 omówiliśmy błędy w myśleniu o relacjach
zachowanie-zachowanie właśnie dlatego, że są one wszechobecne. Nie
chodzi o to, że cele interwencji są prywatne -?ten sam błąd można
popełnić w odniesieniu do zachowania jawnego! Niekiedy nam się to
zdarza, na przykład gdy łączymy zdolności przywódcze z wysokim poziomem
osiągnięć akademickich bez zastanowienia się, czy, jak i dlaczego mogą
one być ze sobą powiązane. Zdarzenia prywatne sprawiają, że ten błąd
jest tak łatwy do popełnienia, iż otrzymał etykietkę "mentalistyczny".
Skinner nazywał je "mentalnymi przystankami" i -?wbrew opowieściom
krążącym wśród analityków zachowania -?wcale nie żalił się na to, że nie
istnieją! Nie chciał o to kruszyć kopii. Jego zastrzeżenie dotyczyło
tego, że są to "przyczyny" niefunkcjonalne, którymi -?tak jak wszystkimi
zachowaniami -?nie da się bezpośrednio manipulować. Tylko zdarzeniami
kontekstowymi można manipulować w taki sposób, a analiza eksperymentalna
jest jedyną metodą testowania przypuszczeń i oddziaływania. Dlatego
Skinner nazywał analizę zachowania "eksperymentalną analizą zachowania".
Oddajmy głos samemu Skinnerowi: "Zarzut pod adresem koncepcji
wewnętrznych procesów umysłowych nie polega na tym, że nie można ich
badać, ale że stoją one na drodze badania zjawisk znacznie
ważniejszych", a "mentalizm przesłonił poprzedzające zachowanie
czynniki środowiskowe, dzięki którym można było dokonać
skuteczniejszej analizy" (Skinner, 2013, s. 201; podkreśl. nasze).
Innymi słowy, mentalizm jest błędem pragmatycznym, a nie dotyczącym
tego, co "naprawdę istnieje".
W rozdziale 1 mówiliśmy o tym, jak relacje zachowanie-zachowanie mogą
prosto wchodzić w interakcje, lecz ostatecznie one muszą nawiązywać
kontakt z otoczeniem w sposób, który je wywołuje oraz który wzmacnia ich
przyszłe występowanie. Na dalszych stronach książki przyjrzymy się temu
zagadnieniu nieco bliżej, na ten moment zaś wystarczy pewne
uproszczenie. Zachowanie 1 i zachowanie 2 wchodzą ze sobą w interakcje i zapewniają sobie nawzajem warunek kontekstowy, na co wskazują
dwukierunkowe strzałki na rycinie 2.1. Zachowanie 1 reprezentuje
zachowanie relacyjne (może być ono prywatne, ale nie musi), z kolei
zachowanie 2 reprezentuje zachowanie jawne, które ostatecznie kontaktuje
się ze środowiskiem zewnętrznym. Łączenie zachowań to nic nowego.
Analitycy zachowania korzystają z niego podczas pracy nad nowymi
umiejętnościami, łącząc różne elementy dobrze skonstruowanej analizy
zadań. Dlaczego więc nie mielibyśmy założyć, że podobne "powiązania"
działają w ten sam sposób?
Nie oznacza to porzucenia modelu ABC. Wręcz przeciwnie. Oddziałujące na
siebie wiązki zachowań prywatnych i publicznych występują w kontekście
bodźców poprzedzających, które wywołują te działania i mogą wyzwolić
reakcje fizjologiczne lub odruchowe. Co więcej, konsekwencje, które
pojawiają się w zależności od zachowania jawnego, mogą umacniać lub
osłabiać nie tylko działanie zewnętrzne, ale także zachowania publiczne
i prywatne, które z nim współwystępują. Przypomnij sobie, kiedy ostatnio
zdarzyło ci się rozwiązać jakiś problem dzięki jego "przemyśleniu".
Sprawdziło się, prawda? W takim wypadku prawdopodobnie spróbujesz
rozwiązać podobny problem w podobny sposób (wzmacnianie). Jeżeli zaś
metoda ewidentnie się nie sprawdziła, to w przyszłości zastosujesz nowe
strategie (zmienność wywołana wygaszaniem). Terapia akceptacji i zaangażowania zachęca klientów do zauważania tych zdarzeń (zachowanie)!
To również nie jest błędem mentalistycznym, ponieważ także akt
zauważania zawsze jest powiązany z dynamicznym i ciągle zmieniającym się
kontekstem warunków poprzedzających oraz wynikających z nich
konsekwencji rozciągniętych w czasie (por. rycina 2.1).
Kiedy w grę wchodzą zdarzenia prywatne, przeprowadzenie w pełni
adekwatnej analizy funkcjonalnej i kontekstualnej okazuje się jednak
pewnym wyzwaniem. W tej książce pokażemy, że sam Skinner się pomylił,
jeśli chodzi o szczegóły, ponieważ nie miał pojęcia o istnieniu
niektórych zjawisk behawioralnych. Nie zmienia to faktu, że nasza
dziedzina znacznie się rozwinęła i obecnie te same złożone przypadki
stanowią dobrą okazję do wykorzystania treningu behawioralnego i umiejętności obserwacyjnych w odniesieniu do tak zwanego świata
wewnętrznego, a także do przetestowania nowych koncepcji behawioralnych
dotyczących tego, jak procesy relacyjnego uczenia się jednocześnie
wspierają nas i stanowią dla nas wyzwanie.
Rycina 2.1. Kontekst bodźców poprzedzających a kontekst konsekwencji
Źródło: opracowanie własne.
Właśnie takie podejście będziemy ćwiczyć w niniejszej książce. W tym
celu wcale nie musimy odkładać na bok żadnych narzędzi behawioralnych.
Przeciwnie, potrzebujemy ich wszystkich, ale na wyższym poziomie
zaawansowania. Omówmy je zatem, zaczynając od tych najbardziej
oczywistych.
Zasady behawioralne i podejście konserwatywne
Być może najbardziej znaczącym aspektem przewagi analityków zachowania
nad innymi specjalistami, którzy starają się wpływać na zachowanie, jest
to, że wszystkie procedury analizy zachowania bazują na ograniczonym i precyzyjnie zdefiniowanym zestawie zasad. Na przykład wszystkie
interwencje mające na celu redukcję samookaleczania u dzieci z autyzmem,
chociaż różnią się formą, to jednak opierają się na założeniu, że
zachowanie to jest podtrzymywane przez wzmacnianie pozytywne lub
negatywne. Procedury sprawczego wygaszania w przypadku samookaleczania
polegają na pilnowaniu, by to, co wzmacnia owo niepożądane zachowanie,
nie było dostarczane w sposób zależny od wystąpienia tegoż zachowania. Z kolei wzmacnianie różnicujące obejmuje zapewnienie funkcjonalnego
wzmocnienia dla innego zachowania lub pominięcia samookaleczenia.
Trening komunikacji funkcjonalnej ma na celu wypracowanie nowej reakcji
komunikacyjnej (najczęściej z wykorzystaniem wzmacniania pozytywnego),
która ma stanowić zachowanie alternatywne dla samookaleczania. We
wszystkich tych sytuacjach analityk zachowania kreuje pozytywną zmianę
poprzez rozszerzenie podstawowych zasad na konkretne zjawisko
behawioralne.
Wychodzenie od podstawowych zasad to strategia wspólna dla wszystkich
nauk przyrodniczych (np. biologii, chemii). Stanowi ona jedno z wielu
podobieństw między analizą zachowania a innymi dyscyplinami naukowymi.
We wszystkich rozwiniętych naukach przyrodniczych celem jest stosowanie
zasad w sposób bardzo precyzyjny, który nie zniekształca ich
znaczenia, w odniesieniu do wielu pozornie różnych sytuacji (co ukazuje
zakres tychże zasad). Ponadto podstawowe zasady powinny pasować do
siebie na różnych poziomach analizy naukowej, tak aby na przykład chemia
nigdy nie naruszała zasad fizyki (co pokazuje ich głębokość). Te
trzy właściwości -?precyzja, zakres i głębia -?są niezbędne dla rozwoju
solidnego i nowoczesnego programu naukowego.
W analizie zachowania interesują nas właśnie zasady, które powiedzą nam,
jak zarządzać zmianą zachowania oraz robić to precyzyjnie, w szerokim
zakresie i w sposób pogłębiony. Gdy pojawiają się opcje interwencji,
które zdają się otwierać nowe możliwości zmiany zachowania, należy dążyć
do koncepcyjnego zrozumienia tych metod, a także się upewnić, że
podstawowe zasady są stosowane bez zniekształceń oraz znajdują
zastosowanie w różnych sytuacjach i na różnych poziomach analizy. Takie
konserwatywne stanowisko naukowe identyfikuje korzyści płynące ze
spójności analitycznej i buduje na nich, stopniowo uprawomocniając
zakres i głębię precyzyjnie stosowanych zasad. Rzadko się o tym
wspomina, ale właściwie wykorzystywane podejście konserwatywne ma
jeszcze jedną zaletę. Otóż jest bardziej oczywiste, kiedy potrzebne są
nowe zasady. Zniekształcanie zasad w celu zachowania pozornej
spójności między sytuacjami nie jest pomocne i znacznie spowalnia postęp
naukowy.
Każda obszerna i w pełni rozwinięta nowa technologia wiąże się z nową
terminologią, ale ważne, by nie łączyć tego z naprawdę nowymi procesami
behawioralnymi. Najnowszy smartfon na pierwszy rzut oka znacznie się
różni od starych telefonów z klapką -?i ma więcej funkcji, niż wydawało
się to możliwe jeszcze dziesięć lat temu. Nie zmienia to faktu, że u podstaw jego działania leżą te same fundamentalne zasady projektowania
obwodów elektrycznych i programowania obliczeniowego. To samo odnosi się
do technik zmiany zachowania.
Nasza książka dotyczy terapii akceptacji i zaangażowania czy też
treningu akceptacji i zaangażowania. Owa terapia bazuje na tych samych
fundamentalnych zasadach zachowania, co techniki dobrze znane analitykom
zachowania -?z jednym ważnym wyjątkiem. W ACT relacyjne zachowania
sprawcze stanowią podstawę wyjaśniania zachowań werbalnych. Ten kluczowy
wniosek z RFT znajduje odzwierciedlenie w programach treningu werbalnego
stosowanej analizy zachowania, czego główną przyczyną jest system PEAK
(Dixon, 2015, 2019). Obecnie wiadomo, że dodanie treningu relacyjnych
zachowań sprawczych do treningu werbalnych zachowań sprawczych Skinnera
znacznie przyspiesza przyswajanie języka i poprawia posługiwanie się
nim, co ma ogromne znaczenie dla pracy analityków zachowania na całym
świecie (Dixon i in., 2017).
Relacyjne zachowania sprawcze, jak wierzymy, stanowią dobrze ugruntowany
fakt empiryczny w podstawowej i stosowanej analizie zachowania. Nie
trzeba żadnych nowych zasad, by je wyjaśnić, ponieważ koncepcja czysto
funkcjonalnych zachowań sprawczych jest tak stara, jak sama psychologia
zachowań sprawczych, i wywodzi się bezpośrednio z koncepcji warunkowania
sprawczego Skinnera oraz z poglądów funkcjonalnych wielu innych
teoretyków zachowania, choćby takich jak Charles Catania, Alan Neuringer
czy Don Baer.
Wnikliwe prace prowadzone w ramach RFT wyjaśniły wiele nowych kwestii
dotyczących zachowania werbalnego człowieka. Jako fakt empiryczny
relacyjne zachowania sprawcze zmieniają sposób działania bezpośrednich
zależności i parowania bodźców. Na przykład jeśli osoba nauczy się w ramach dopasowywania do wzorca, że "A jest mniejsze niż B, a B jest
mniejsze niż C", po czym B zostanie sparowane z rażeniem prądem, to A wywoła mniejsze pobudzenie, a C wywoła większe pobudzenie niż B (np.
Dougher, Hamilton, Fink i Harrington, 2007). Relacyjne zachowania
sprawcze działają w obie strony, zmieniając sprawczo i klasycznie
uwarunkowane funkcje bodźcowe zdarzeń na podstawie ich udziału w relacjach wywiedzionych między bodźcami. Taki efekt nie ma żadnej nazwy.
Oddziaływanie relacyjnych zachowań sprawczych wymaga nowych zasad
opisujących ich skutki, a nie ich istnienie jako takie.
Gdy potrzebne okazują się nowe zasady, powinniśmy dodać jedynie to, co
jest niezbędne do wyjaśnienia zachowania, bez zniekształcania zasad już
istniejących. Tak właśnie zrobiono w przypadku ACT i RFT. Niewielka
korekta uwzględniająca wpływ relacyjnych zachowań sprawczych pozwala
analitykom zachowania otworzyć dziedzinę -?i własną praktykę -?na
rozwiązywanie problemów behawioralnych, które wcześniej były pomijane.
Weźmy na przykład bierność czy letarg związane z depresją. Nie
potrzebujemy etykiety syndromu, aby myśleć o tych zachowaniach jawnych -
i wielu behawiorystów rzeczywiście się nimi zajmowało, choćby Charles B.
Ferster (1973) czy Peter M. Lewinsohn (1974). To samo dotyczy unikania
bliskich i przyjaciół w fobii społecznej -?nie musimy leczyć zaburzenia
psychicznego, aby przyjrzeć się unikaniu społecznemu. Nie ma powodu, dla
którego analitycy zachowania mieliby się nie zajmować takimi kwestiami,
jak przejadanie się powodujące otyłość i zły stan zdrowia, ćwiczenia
zapobiegające chorobom serca, rzucanie palenia czy poprawa relacji
społecznych.
Wszystkie wymienione kwestie to problemy behawioralne wymagające
rozwiązań behawioralnych. Wszystkie reprezentują ważne społecznie cele
zmiany zachowania. Jednakże w ich przypadku rzadko szuka się pomocy
analityków zachowania. Terapia akceptacji i zaangażowania pokazała, jak
radzić sobie z tymi problemami z wykorzystaniem zasad behawioralnych
rozbudowanych dzięki RFT i zakorzenionych w nauce o ewolucji.
Rosnąca liczba badań poświęconych ACT, publikowanych zarówno w czasopismach behawioralnych, jak i w innych źródłach, potwierdza jej
skuteczność w oddziaływaniu na wspomniane zachowania i na wiele innych
zachowań, a także utrzymywanie się rezultatów po zakończeniu
interwencji. Obecnie mamy już ponad trzysta metaanaliz, które dotyczą
praktycznie wszystkich obszarów zmiany zachowania (zob.
bit.ly/ACTmetas). Ponadto przeprowadzono ponad dziewięćset
randomizowanych badań z grupą kontrolną (zob. bit.ly/ACTRCTs) oraz
tysiące badań otwartych, badań pojedynczych przypadków i badań procesów
zmiany (Hayes, 2022). Wyniki są osiągane w sposób w dużej mierze zgodny
z modelem (Ren i in., 2019; Stockton i in., 2019), co umożliwia
opracowywanie metod zmiany o szerokim zastosowaniu wywodzących się z zasad zmiany zachowania. Terapia akceptacji i zaangażowania ma cechy
definiujące stosowaną analizę zachowania, w związku z czym należy ją
traktować jako metodę behawioralną należącą do zestawu narzędzi analizy
zachowania (Dixon, Hayes, Stanley, Law i Al-Nasser, 2020).
Zmiany jednak zachodzą dość wolno. Analitykom zachowania często brakuje
narzędzi i odpowiedniego przygotowania, by wdrażać interwencje dotyczące
ważnych obszarów funkcjonowania człowieka, zwłaszcza gdy w grę wchodzą
zdarzenia prywatne. W rezultacie mamy do czynienia z dziedziną zawężoną
do terapii zachowań bezpośrednio obserwowalnych u dzieci poważnie
dotkniętych autyzmem lub innymi niepełnosprawnościami związanymi z posługiwaniem się językiem.
Wykorzystywanie ACT oznacza nie tylko wyjście poza niesienie pomocy
osobom z autyzmem. Potrzeby tradycyjnych populacji w zakresie analizy
zachowania również wymagają szerszego zestawu narzędzi. U osób z autyzmem i typowymi wynikami testów inteligencji poziomy lęku,
depresyjnego nastroju oraz myśli i zachowań samobójczych znacznie
przewyższają te obserwowane u ich neurotypowych rówieśników (Dell'Osso i in., 2019; Segers i Rawana, 2014). Wąsko ukierunkowane techniki
dotyczące bezpośrednich zależności okazały się również mniej skuteczne,
niż jest to potrzebne, w radzeniu sobie z przewlekłym stresem,
zamartwianiem się i zwątpieniem w siebie towarzyszącymi byciu rodzicem,
niezależnie od tego, czy dziecko jest dotknięte niepełnosprawnością, czy
nie. Wczesne badania wykazały skuteczność ACT, gdy się ją włączy do
treningów dla rodziców w celu zmiany w zakresie takich kwestii, których
analitycy zachowania tradycyjnie unikali (Chua i Shorey, 2022; Juvin,
Sadeg, Julien-Sweerts i Zebdi, 2021). Korzystanie z ACT nie wymaga
radykalnej zmiany naszej dziedziny ani jej postrzegania, lecz gotowości
do badania nowych sposobów wdrażania procedur i zasad analizy zachowania
oraz do rozważenia, jak uczenie się relacyjne i wywiedzione relacje
między bodźcami oddziałują z procesami uczenia się bezpośrednich
zależności, które są ewolucyjnie znacznie starsze.
Naszym celem w tej książce jest zatem powiązanie ACT z ugruntowanymi
zasadami i procesami analizy zachowania oraz pokazanie analitykom
zachowania, jak włączać to podejście do swojej praktyki. Może w tym
pomóc ponowne przyjrzenie się podstawowym założeniom radykalnego
behawioryzmu oraz uwzględnienie ewolucyjnego punktu widzenia. To pozwoli
zaś ujrzeć zmianę zachowania jawnego w szerszym kontekście.
Co ciekawe, nie musimy w tym celu odcinać się od korzeni. Przeciwnie:
takie podejście do zachowania znacznie przybliża nas do radykalnych
założeń behawioralnych i biologicznych/ewolucyjnych, które funkcjonowały
jako warunki wyjściowe naszej dziedziny.
Radykalny behawioryzm i poszerzanie ujęcia ewolucyjnego
Radykalny behawioryzm to zbiór założeń filozoficznych, które leżą u podstaw zarówno eksperymentalnej, jak i stosowanej analizy zachowania.
Społeczność ACT nieco zmodyfikowała owe założenia pod sztandarem
funkcjonalnego kontekstualizmu. Niewielkie zmiany obejmują uwzględnienie
potrzeby precyzji, zakresu i głębi, na co już zwróciliśmy uwagę.
Określenie "przewidywanie i kontrola" zamieniono na jaśniejsze
"przewidywanie i wywieranie wpływu", opisywane jako cele naszej
nauki, a nie cele nauki jako takiej, co pozwala uniknąć niepotrzebnych
scysji z badaczami niepodzielającymi naszych celów naukowych. Zgodnie z ujęciem funkcjonalnego kontekstualizmu czy też radykalnego behawioryzmu
zachowanie może być rozumiane funkcjonalnie jako ciągła interakcja
między zachowaniem a środowiskiem. Zdarzenia psychiczne są zawsze
"działaniami w kontekście" całych organizmów. Kontekst odnosi się do
historii i do bieżącej sytuacji jednostki. Stanowisko to jest z natury
monistyczne: chociaż istnieją zdarzenia prywatne, to jednak poza światem
przyrody i zasięgiem dociekań naukowych "świat mentalny" nie istnieje.
Radykalna (czy też funkcjonalno-kontekstualna) gałąź behawioryzmu
reprezentuje w istocie rozszerzenie pragmatyzmu jako nadrzędnego
podejścia do nauki. Ma swoje korzenie w filozofii nauki sięgającej
Williama Jamesa, Johna Deweya i innych, w tym Johna B. Watsona.
Pragmatyczne podejście do nauki poszukuje skutecznych rozwiązań prostych
i złożonych problemów. Teorii nie uznaje się za adekwatną na podstawie
jej złożoności, elegancji czy struktury -?dobra teoria to taka, która
się sprawdza w praktyce.
W omawianym podejściu stosuje się ewolucyjne wyjaśnienie w odniesieniu
do zachowań samych naukowców -?i to jest w nim "radykalne". Podejście to
jest radykalne, ponieważ sięga do korzeni, a nie dlatego, że jest
skrajne. Teorie pragmatyczne są więc zawsze tylko tymczasowo "dobre";
oczekuje się, że z czasem zostaną zastąpione nowszymi i lepszymi, które
albo rozwiążą nowe problemy, albo rozwiążą stare problemy w sposób
bardziej efektywny.
Jednym z ojców zachodniego pragmatyzmu był John Dewey. Z kolei John B.
Watson był jego uczniem na wczesnym etapie edukacji i jest uważany za
ojca behawioryzmu jako podejścia psychologicznego. Watson był
behawiorystą w sensie metafizycznym (odrzucał ideę życia psychicznego
poza działaniami organizmów) i metodologicznym, ponieważ uważał, że
nauka o zachowaniu musi koncentrować się na zachowaniu bezpośrednio
obserwowalnym. Stanowiło to wyraźne odejście od psychologii
introspektywnej, wówczas bardzo popularnej, która skupiała się na
świadomości i racjonalności, a nie na obserwacji reakcji ludzi na świat.
Watson koncentrował się w dużej mierze na relacjach odruchowych i kładł
nacisk na warunkowanie reaktywne czy też klasyczne jako podstawowy
proces zmiany zachowania. O ile warunkowanie reaktywne nadal odgrywa
istotną rolę w eksperymentalnej analizie zachowania i częściowo wyjaśnia
nasz sposób reagowania na określone sytuacje, o tyle Skinner skierował
tradycję behawioralną bardziej ku warunkowaniu sprawczemu. To ostatnie
stanowi bezpośrednie rozwinięcie teorii doboru naturalnego Karola
Darwina. Podczas gdy selekcja fenotypów następuje dzięki przetrwaniu,
czego konsekwencją jest specjacja, zachowanie jest wybierane ze względu
na jego konsekwencje, co skutkuje nawykami behawioralnymi i repertuarami
zachowań. Wzmacnianie i karanie funkcjonują jako mechanizmy selekcji, a operacje ustanawiające -?jako presja selekcyjna, będąc procesami
ewolucyjnymi w krótszej skali czasowej. Wiemy już, że nie jest to
jedynie metafora, ponieważ środowisko i zmienne zachowania regulują
ekspresję genów poprzez mechanizmy epigenetyczne. Skinner nie zdawał
sobie z tego sprawy, a ówcześni ewolucjoniści często wyśmiewali jego
pomysły, lecz z perspektywy czasu wiemy, że częściej miał rację, niż był
w błędzie.
Ewolucja a funkcja zachowania
Analiza zachowania to dziedzina, która jedną nogą stoi w psychologii, a drugą w biologii. Analitycy zachowania mierzą i analizują wzorce
zachowania człowieka w kontekście historycznym i sytuacyjnym, ale w przeciwieństwie do wielu psychologów nie badają tak usytuowanych działań
jako wewnętrznych manifestacji struktur psychicznych. Postrzegają oni
ludzi jako organizmy biofizyczne, które wyewoluowały z wcześniejszych
gatunków, lecz w przeciwieństwie do wielu biologów uznają ewolucję
ontogenetyczną za równie ważną jak ewolucja filogenetyczna, a zatem są
"odporni" na wyjaśnienia strukturalne, o czym wspomnieliśmy w poprzednim
rozdziale.
Skinner szczególnie dobitnie walczył o uznanie roli ewolucji
ontogenetycznej w naukach ewolucyjnych, jako ich pełnoprawnej części.
Streszczenie jego artykułu na temat selekcji przez konsekwencje,
opublikowanego w "Science" w 1981 roku, brzmi następująco:
Selekcja przez konsekwencje jest trybem przyczynowym, który występuje
tylko u żywych istot lub w maszynach stworzonych przez żywe istoty. Po
raz pierwszy została rozpoznana w kontekście doboru naturalnego, ale
odpowiada również za kształtowanie i utrzymanie zachowania jednostki
oraz ewolucję kultur. We wszystkich tych obszarach zastępuje wyjaśnienia
oparte na trybach przyczynowych mechaniki klasycznej. Zmiana ta spotyka
się z silnym oporem. Dobór naturalny został już zaakceptowany, ale
podobne opóźnienia w uznaniu roli selekcji w innych dziedzinach mogą
pozbawić nas cennej pomocy w rozwiązywaniu problemów, przed którymi
stajemy (Skinner, 1981, s. 501).
Skinner twierdził, że ewolucja genetyczna, indywidualne uczenie się i zmiana kulturowa to działania, które należy wyjaśniać, bazując nie tyle
na fizycznej budowie organizmu ("tryby przyczynowe mechaniki
klasycznej"), ile raczej na roli zmienności i doboru w rozłożonej w czasie interakcji między organizmem a środowiskiem. W ostatnim zdaniu
swojego ostatniego artykułu, ukończonego w przeddzień śmierci, odniósł
się do głębokich implikacji nauki o ewolucji dla analizy zachowania:
"Lepsze zrozumienie zmienności i selekcji będzie oznaczać bardziej udaną
pracę, ale to, czy analiza zachowania znajdzie się w domenie
psychologii, okaże się w przyszłości" (Skinner, 1990, s. 1210).
Ostatnie zdanie traktujemy poważnie i warto je podkreślić, aby ACT i RFT
mogły być postrzegane jako próba opracowania związku między nauką o zachowaniu a ewolucją. Zrozumienie, że ewolucja w ujęciu Darwina zasadza
się na sześciu podstawowych cechach, pomaga odnieść zasady behawioralne
do ACT. Cechy te można podsumować za pomocą akronimu VRSCDL (brzmiącego
podobnie do ang. słowa versatile -?"wszechstronny"), utworzonego z pierwszych liter następujących angielskich wyrazów: variation and retention of what is selected in context at the right dimension and level (zmienność i utrzymanie tego, co zostało
wyselekcjonowane w kontekście w odpowiednim wymiarze i na odpowiednim
poziomie).
Zmienność i selektywne utrzymanie (retencja). U podstaw wszystkich
wyjaśnień ewolucyjnych leży troska o zmienność i selektywne utrzymanie.
Darwin nie był specjalistą w dziedzinie genetyki, ale zdawał sobie
sprawę z tego, że potomstwo różni się między sobą cechami, które mogą
przełożyć się w konkretnych kontekstach na różne wskaźniki
przeżywalności, a jeżeli pewne cechy są przekazywane dziedzicznie, ten
prosty mechanizm może odpowiadać za powstawanie gatunków. Na przykład
jeśli z powodu dotkliwej suszy tylko ptaki z mocnymi dziobami są w stanie rozłupać dostępne w ograniczonym zakresie pożywienie, choćby
wysuszone nasiona, to właśnie takie warianty dzioba będą podlegać
selekcji w związku z różnymi wskaźnikami przeżywalności i staną się
powszechniejsze w kolejnych pokoleniach tej populacji. Mutacje mogą
zwiększyć zakres dostępnych wariantów. Większość z nich jest drobna,
liczne okazują się niekorzystne, lecz niektóre zwiększają szanse na
przetrwanie czy reprodukcję. Kiedy osobniki danego gatunku z konkretną
mutacją mają większe szanse na przeżycie i reprodukcję, rośnie
prawdopodobieństwo, że przekażą ową mutację kolejnym osobnikom, które z kolei z większym prawdopodobieństwem przekażą tę informację genetyczną
następnym pokoleniom. Na skutek kombinacji migracji, presji
środowiskowej i przypadku mogą pojawić się warianty fizyczne i behawioralne (które biolodzy nazywają fenotypami), a nawet nowe gatunki,
co wyjaśnia w sposób naturalistyczny rozwój życia na Ziemi oraz jego
ogromną różnorodność i złożoność. Zmienność początkowo jest ślepa, ale
regulacja zmienności może ewoluować. Na przykład bakterie pozbawione
kluczowej substancji odżywczej natychmiast ulegają większej zmienności w procesie reprodukcji (Hersh, Ponder, Hastings i Rosenberg, 2004).
W analizie zachowania zmienność jest również oczywista, ponieważ stanowi
zaczyn selekcji. Jak mawiają niektórzy, jeśli wciąż robimy to, co
robiliśmy zawsze, to będziemy wciąż osiągać ten sam efekt, co zawsze.
Podobnie jak w ewolucji biologicznej zmienność może początkowo być
ślepa, ale może również stanowić efekt uboczny praw rządzących
zachowaniem, tak jak przy wybuchu zmienności spowodowanym wygaszaniem
lub gdy wzmacnia się samą zmienność behawioralną (np. Neuringer, 2002)
bądź gdy podważa się zasady ograniczające potrzebną zmienność. Selekcja
ma miejsce, kiedy przetrwanie lub sukces są osiągane w interakcji między
organizmem a środowiskiem i zmieniają prawdopodobieństwo ponownego
wystąpienia wariantów. W analizie zachowania przykład stanowi
wzmacnianie. Utrzymanie zachodzi dzięki takim elementom, jak fizyczne
zmiany w organizmie (np. w ewolucji genetycznej, gdy DNA jest
przekazywane poprzez rozmnażanie i replikację), co w analizie zachowania
może oznaczać utrzymanie poprzez nawyki behawioralne oraz siłę klas
zachowań sprawczych. Cały ten proces jest programowany przez kontekst, w którym występuje dane zachowanie. W przypadku doboru naturalnego
"presja selekcyjna" jest sprawą życia i śmierci; w analizie zachowania
środowisko wewnętrzne i środowisko zewnętrzne stanowią zależności, które
prowadzą do selektywnego utrzymywania działania.
Kontekst. Kontekst pozostaje dorozumiany w zmienności i selektywnym
utrzymaniu, ale należy go bezpośrednio uwzględnić, jeśli zasady
ewolucyjne mają ukierunkować interwencję. W biologii kontekst określa
presję selekcyjną, która działa na warianty. Kiedy wyraźnie widoczna na
pewnym tle ćma zostaje zjedzona przez ptaka, stanowi to kontekst dla
stopniowych zmian w ubarwieniu ciem. To samo dotyczy ewolucji zachowania
na przestrzeni całego życia. Specjalista musi pomyśleć o tym, czy na
przykład zmiany zachowania będące wynikiem zastosowanego programu będą
podtrzymywane przez naturalne zależności w środowisku społecznym
klienta. Stosowana nauka o ewolucji to wąska i stosunkowo nowa
dziedzina, dlatego analitykom zachowania jest znacznie łatwiej myśleć o zmianie zdarzeń kontekstowych niż biologom ewolucjonistom. Jesteśmy
przedstawicielami dziedziny, w której podjęto próby modyfikacji
zmienności i selekcji poprzez manipulowanie ich kontekstem. W niektórych
przypadkach nam się to udało i nie ma co na to kręcić nosem. W historii
gatunku ludzkiego zdolność zmiany kontekstu w celu selekcji i utrzymania
zachowań, które są korzystniejsze zarówno dla nas samych, jak i dla
całego gatunku, stanowi ważny krok naprzód -?i zawdzięczamy to właśnie
naszej dziedzinie. Dlaczego jednak poprzestawać na prostocie? Wciąż jest
wiele wyzwań, którym trzeba stawić czoła.
Wymiary i poziomy. Na różnych poziomach złożoności organizacyjnej
zmienność może oznaczać sukces lub porażkę. Komórka rakowa, której uda
się obejść układ odpornościowy i rozrosnąć w niekontrolowany sposób,
może zniszczyć wielokomórkowy organizm. Chciwy i obłudny pracownik może
się wzbogacić kosztem swojej firmy i doprowadzić ją do bankructwa.
Selekcja wielopoziomowa oznacza selekcję zachodzącą jednocześnie na
wielu poziomach organizacji, zatem od analityka zachowania można
oczekiwać jednoczesnej analizy na poziomie zachowania sprawczego,
repertuaru i praktyki kulturowej.
Ponadto na każdym poziomie organizacji istnieje wiele konkretnych
wymiarów, które mogą być zaangażowane w dany proces. Na poziomie
organizmu mogą to być układy narządów, obwody neuronalne i geny; na
poziomie psychologicznym konieczne może być rozróżnienie zachowania
kształtowanego zależnościami i zachowania kierowanego regułami.
Karol Darwin zdawał sobie sprawę, że zmienne i selektywne utrzymanie
cech zachodzi jednocześnie w wielu wymiarach i na wielu poziomach,
takich jak biologia i kultura. Skinner wskazywał trzy obszary selekcji:
geny, zachowanie i kulturę. Inni (np. Jablonka i Lamb, 2014) twierdzili,
z czym się zgadzamy, że uczenie się relacyjne ustanawia nowy strumień
zależności, który wchodzi w interakcje z trzema wspomnianymi obszarami.
Należy pamiętać, że wszystkie poziomy i wymiary oddziałują na siebie. Na
przykład procesy uczenia się sprawczego istotnie wpłynęły na ewolucję
genetyczną. Do okresu kambryjskiego (ponad pół miliarda lat temu)
warunkowanie sprawcze i klasyczne pozwalało zwierzętom poszukiwać
określonych nisz lub tworzyć je na podstawie wzmacniania (np. zwierzę
wybierało środowisko z preferowanymi zasobami pokarmowymi). Proces ten
był prawdopodobnie źródłem tak zwanej eksplozji kambryjskiej, ponieważ
zachowanie sprawcze doprowadziło do wyraźnej presji selekcyjnej, która z kolei skutkowała ewolucją charakterystycznych fenotypów (Ginsburg i Jablonka, 2010). Na przykład gdy pokolenia określonego gatunku ptaków
poszukiwały skorupiaków w błocie rzecznym, dzięki zmienności i selekcji
dziób flaminga ewoluował, aby przyjąć obecny kształt czerpaka
(Schneider, 2012). Uczenie się sprawcze było zatem swego rodzaju
"drabiną ewolucyjną" (Bateson, 2014); zachowanie i uczenie się stanowiły
nie tyle pasywny wynik ewolucji biologicznej, ile jej siłę napędową.
Pod wieloma względami jest to również podstawowa kwestia w analizie
zachowania: jak wykorzystywać prawa rządzące zachowaniem na potrzeby
celowej ewolucji, przynajmniej w aspekcie kulturowym, a może także
biologicznym. Zagadnienie to rozpoczyna książkę Skinnera Poza wolnością
i godnością oraz stanowi sedno jego artykułu Why are we not acting to
save the world?.
Jeśli zrozumiemy, w jaki sposób oddziałują na siebie zależności związane
ze wzmacnianiem i karaniem oraz uczenie się relacyjne, będziemy w stanie
pomóc klientom "ewoluować w sposób celowy" poprzez opracowywanie
repertuarów zachowań służących ich długoterminowym potrzebom, które
uwzględniają złożoność ludzkiego funkcjonowania. Jednakże ewolucja jest
procesem ciągłym -?i tutaj właśnie docieramy do tego, czym z perspektywy
behawioralnej wyróżnia się ACT.
Teoria ram relacyjnych i przekształcanie funkcji bodźca
Trudność związana ze strategią poszukiwania zasad zmiany zachowania u zwierząt w celu wywnioskowania zasad zmiany zachowania u ludzi polega na
tym, że można pominąć specyficzne dla gatunku różnice filogenetyczne.
Rozważmy następujący przykład. Osoba uczestniczy w badaniu różnicowania
z wykorzystaniem magnetyzacji, w którym wymagana jest reakcja, gdy
magnes zostanie włączony, oraz brak reakcji, kiedy magnes zostanie
wyłączony. Wiemy, że w takich sytuacjach rekiny mogą wykazywać reakcje
różnicujące (Klimley, 1993), ponieważ korzystają z magnetyzacji przy
nawigacji. Tymczasem nam, ludziom, po prostu brakuje odpowiedniego
"sprzętu" -?w toku ewolucji nie wykształciły się u nas magnetoreceptory.
Ze względu na naszą filogenezę żaden schemat wzmacniania nie doprowadzi
u nas do różnicowania magnetycznego.
Ciągłość ewolucyjna ma charakter czasowy i organizacyjny: to, co nowe,
najczęściej zawiera to, co stare, a to, co złożone, zawiera to, co
proste. Gdyby tak nie było, nie byłoby ewolucji. Ponieważ ewolucja
biologiczna przypomina raczej drzewo niż drabinę, to kiedy patrzymy na
wierzchołki ewolucyjnych gałęzi, spoglądamy zarówno wstecz w czasie, jak
i do przodu -?w kierunku wspólnego przodka i dnia dzisiejszego. Nie
wiemy, czy jest coś nowego, co wpływa na porównywanie dwóch gatunków, a jeśli jest, to prawdopodobnie nie znajdziemy tego w stosunkowo jałowych
środowiskach, z dala od nisz ewolucyjnych poszczególnych gatunków.
Między innymi z tego powodu psycholodzy biologiczni i etolodzy zwykle
postrzegali Skinnera jako ewolucyjnie naiwnego.
On jednak taki nie był. Jedno z jego pierwszych opublikowanych badań
dotyczyło tropizmu u mrówek (Barnes i Skinner, 1930). Skinnera nie
interesowały zwierzęta same w sobie. Badał on szczury i gołębie z myślą
o odkryciu zasad, które można by odnieść do złożoności człowieka.
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jego strategia poszukiwania
ogólnych zasad w odniesieniu do prostych reakcji w stosunkowo jałowym
środowisku wśród różnych gatunków może się okazać nieskuteczna. Było to
jednak ryzyko strategiczne; Skinner uważał, że groźniejsze byłoby
zdroworozsądkowe spojrzenie na złożoność człowieka. Postanowił
zaryzykować, wierzył bowiem, że jeśli rzeczywiście istnieją przekazywane
przez miliony lat procesy uczenia się, to je znajdzie. Nigdy nie
twierdził, że one muszą istnieć, tylko że mogą istnieć, a w miarę rozwoju swoich prac -?że rzeczywiście istnieją.
Okazuje się, że Skinner miał rację. Zasady warunkowania sprawczego i klasycznego dotyczą wszystkich organizmów, które ewoluowały od około
pięciuset czterdziestu pięciu milionów lat (Ginsburg i Jablonka, 2010).
Istniały jeszcze wcześniejsze procesy uczenia się (np. habituacja i uwrażliwianie), ale to warunkowanie sprawcze i klasyczne prawdziwie
zmieniły ścieżkę ewolucji, ponieważ dzięki nim organizmy mogą poszukiwać
określonych nisz na podstawie uczenia się, a tym samym istotnie zmieniać
presję selekcyjną.
Kiedy zauważy się szczególne zdolności, często zaczyna się od fenotypu
fizycznego, a następnie wyjaśnia zachowanie. Na przykład prędkość biegu
geparda zostaje wykorzystana do wyjaśnienia jego strategii polowania, a osobliwy dziób flaminga do wyjaśnienia jego wzorców żerowania -?lecz
takie podejście zwykle jest błędne. Owe cechy fizyczne ewoluowały
wspólnie ze środowiskiem i zachowaniem, co lepiej postrzegać jako siłę
napędową ewolucji. Wzmacniający efekt małych skorupiaków sprawił, że
wiele pokoleń flamingów zostało poddanych procesom selekcji, dzięki
czemu wyewoluowały specyficzny kształt i struktura ich dzioba
(Schneider, 2012). Pojawienie się tych form fizycznych umożliwiło
kolejne etapy ewolucji. Skrzydła małych dinozaurów, które obecnie
nazywamy ptakami, prawdopodobnie wyewoluowały na potrzeby regulacji
temperatury, a nie na potrzeby latania.
Szczególne przypadki warunkowania sprawczego i klasycznego, podlegające
ewolucji od ponad pół miliarda lat istnienia tych procesów, wskazują na
to samo. Awersja do smaku -?uczenie się unikania jedzenia, które
powoduje stan chorobowy, nawet jeśli ten pojawia się kilka godzin
później -?jest obecnie prawie powszechnie traktowana jako szczególny
przypadek warunkowania klasycznego (Welzl, D'Adamo i Lipp, 2001). Jest
to oczywiście forma zniekształcona czasowo, ale łatwo sobie wyobrazić,
jak owo zniekształcenie ewoluowało. Załóżmy, że jakiś rodzaj pożywienia
obecnego w środowisku życia zwierzęcia jest trujący i że średnio
dwadzieścia pięć minut po zjedzeniu tegoż pożywienia zwierzę wymiotuje,
a połowa osobników, które zjadły trujący pokarm, umiera. Przedstawiciele
gatunku, którzy skojarzą smak pokarmu z pojawiającym się dwadzieścia
pięć minut później stanem chorobowym i będą unikać dalszego kontaktu z owym pokarmem, będą mieli większe szanse na przetrwanie w tym środowisku
niż osobniki, które kojarzą ze sobą smak i chorobę tylko przez,
powiedzmy, kwadrans, a zatem mogą ponownie zjeść ten sam trujący pokarm.
Ponieważ owo dwudziestopięciominutowe okno przypomina bardziej krzywą
rozkładu niż włącznik i wyłącznik, coraz dłuższe opóźnienia czasowe
ewoluują naturalnie, utrwalając, poprzez warunkowanie klasyczne,
względny stopień bezpieczeństwa pożywienia. Istnieją struktury
neurobiologiczne niezbędne do tego typu specjalistycznego uczenia się,
lecz struktury nie ewoluują po to, by robić coś, czego organizmy nie
robią. Długa szyja żyrafy nie wyewoluowała po to, by żyrafa mogła jeść
liście wysokich drzew. Raczej mające nieco dłuższe szyje osobniki
gatunku, który żywił się liśćmi drzew, miały większe szanse na przeżycie
i reprodukcję, dlatego przekazały tę cechę potomstwu.
Rozważmy systemy, które wspierają to, co właśnie robisz, czyli czytanie
książki. Są to mająca sporą powierzchnię kora mózgowa oraz wyjątkowo
złożone kora czołowa i kora przedczołowa. Nie wiemy dokładnie, dlaczego
właśnie takie cechy neurobiologiczne wyewoluowały u ludzi, ale wiemy, że
kora czołowa i kora przedczołowa (czyli obszary odpowiedzialne za
funkcje wykonawcze) są neurologicznie powiązane z rozwiązywaniem
problemów i innymi działaniami opartymi na języku. Pewne obszary kory
mózgowej uczestniczą także w złożonych kooperatywnych zachowaniach
społecznych, które obserwujemy u ludzi. Szczury, gołębie i rekiny raczej
nie stworzą tak złożonej sieci społecznej -?po prostu brakuje im
odpowiedniego wyposażenia. Ale prawdą jest również to, że wcześniejsze
poziomy złożonych zachowań społecznych i rozwiązywania problemów mogły
być wystarczająco ważne dla społecznych naczelnych zwanych homininami
(tzn. ludzi i wymarłych gatunków człowieka), aby zapewnić presję
selekcyjną w celu wykształcenia struktur neurobiologicznych potrzebnych
do tychże zachowań, jakie obserwujemy obecnie. Można rozważyć tę kwestię
w bardziej wyrafinowany sposób, jeśli zgłębi się nieco dokładniej ludzki
język jako taki.
Ontogeneza opisuje zmiany zachodzące na przestrzeni życia organizmu, a niezależnie od afordancji filogenetycznych zachowanie może nadal wymagać
kształtowania. Historie tak zwanych wilczych dzieci, takich jak żyjący w XVII wieku w Anglii John Li?ge, który zgubił się rodzicom w lesie,
potwierdzają ważną rolę kontekstu w kierowaniu zachowaniami poznawczymi
i społecznymi. Donoszono o dziwacznych zwierzęcych zachowaniach, takich
jak chodzenie na czworakach i zbieractwo czy brak umiejętności
posługiwania się językiem i wszelkich zdolności komunikacyjnych.
Zainteresowanie naukowców "wilczymi dziećmi" wzrosło w XVIII i XIX
wieku. Przykładem jest Peter the Wild Boy (Dziki Piotruś), który również
został znaleziony w dziczy, a następnie wychowany przez króla Jerzego I.
Petera, podobnie jak wspomnianego wcześniej Johna Li?ge, cechowały
nieprzeciętne umiejętności przetrwania, takie jak poszukiwanie pokarmu i zbieractwo, a jednocześnie znaczne deficyty w przyswajaniu języka. Tego
rodzaju przypadki sugerują, że złożony mózg nie wystarcza do wyjaśnienia
rozwoju językowego i poznawczego -?wykształcenie wielu umiejętności,
które uważamy za oczywiste, wymaga zanurzonego w języku kontekstu
społecznego.
W rozdziale 1 zaczęliśmy tłumaczyć, jak powstał pierwszy behawioralny
model wyjaśniający rozwój języka, przedstawiony przez Skinnera w książce
Verbal behavior (1957). To wyjaśnienie teoretyczne zostało
sformułowane bez bezpośredniej pracy eksperymentalnej z ludźmi i stanowiło rozszerzenie teorii zachowań sprawczych na potrzeby opisania
procesu nabywania języka. Podkreśla ono rolę bezpośredniego wzmacniania
w tym procesie. Na przykład mandowanie pojawia się wtedy, gdy mówca
angażuje się w reakcję określającą wzmocnienie, a nasila wówczas, gdy
wzmocnienie jest dostarczane przez słuchacza. Taktowanie pojawia się
wtedy, gdy mówca oznacza obiekt w otoczeniu i otrzymał zgeneralizowane
wzmocnienie od słuchacza. Wywodzące się z tego badania stosowane były
ukierunkowane na podstawowe, dość proste werbalne zachowania sprawcze
(takie jak taktowanie, mandowanie, zachowania echowe i intrawerbalne)
oraz w dużej mierze koncentrowały się na interwencjach dla osób z niepełnosprawnościami takimi jak autyzm, które wpływają na naukę języka.
Nie oznacza to, że Skinner twierdził, iż wszystkie zachowania werbalne
są wzmacniane bezpośrednio. Jego model nie zapewniał jednak odpowiednio
konkretnych informacji, które można by przełożyć na techniki użyteczne
dla analityków zachowania. Badania nad tradycyjnymi Skinnerowskimi
zachowaniami sprawczymi nie obejmowały złożonych form zachowań
werbalnych, to jest związanych z rozumowaniem, myśleniem, używaniem
humoru, opowiadaniem historii, przyjmowaniem perspektywy i tak dalej,
przez co analitycy zachowania znaleźli się w trudnej sytuacji. Murray
Sidman (1971; Sidman i Tailby, 1982) rozszyfrował podstawową cechę
funkcjonowania człowieka -?fakt, że wywiedzione relacje mogą pojawiać
się bez wzmacniania bezpośredniego. Owo zjawisko nazwał ekwiwalencją
bodźców.
Wyobraźmy sobie kogoś, kto się uczy, że słowo "pies" pisze się P-I-E-S,
a następnie dowiaduje, że P-I-E-S odnosi się do fizycznego psa (cztery
łapy, sierść, szczekanie). Taka osoba najpewniej także wypowie słowo
"pies", gdy zostanie jej pokazany tekst P-I-E-S, i napisze P-I-E-S, gdy
zostanie jej pokazane zdjęcie psa. Proces ten jest określany jako
symetryczność i stanowi najprostszą formę relacji wywiedzionej.
Większość ludzi nie potrzebuje bezpośredniego wzmacniania za pomocą
konkretnego słowa lub obiektu, aby taką relację stworzyć -?można to
łatwo sprawdzić, wykorzystując nieznane obiekty takie jak metronom.
Większość ludzi wywiedzie również, że słowo "pies" odnosi się do
fizycznego psa, i odpowie "pies", gdy pokaże się zdjęcie psa i spyta:
"Co to jest?". Sidman nazwał to -?odpowiednio -?relacją przechodnią i relacją ekwiwalentną; wywiedziona relacja i zachowanie werbalne
wyłaniają się na podstawie wspólnej relacji tych bodźców ze wspólnym
bodźcem (tj. P-I-E-S). W tym samym podstawowym układzie moglibyśmy
zastąpić dowolne bodźce werbalne, tekstowe czy obrazowe i uzyskać taki
sam rezultat, co zostało wykazane w setkach badań. Prostą trzyelementową
klasę ekwiwalentną można łatwo rozszerzyć o kilka kolejnych elementów,
przy czym każdy dodatkowy element zwiększa liczbę wywodzonych relacji.
Analitykom zachowania prawdopodobnie nie jest obca koncepcja
bezpośrednio wzmocnionych relacji, które na rycinie 2.2 zostały
oznaczone za pomocą strzałek ciągłych. W naszym przykładzie "pies" (A)
do P-I-E-S (B) (A-B) i P-I-E-S (B) do fizycznego psa (C) (B-C). Strzałki
przerywane symbolizują relacje wywiedzione (wyłaniające się bez potrzeby
bezpośredniego wzmacniania); w tym przypadku są to relacje symetryczne
B-A i C-B, jak również relacja przechodnia A-C wykazująca ekwiwalencję z dwukierunkową relacją C-A. Wspólnie te relacje tworzą klasę ekwiwalentną
i stanowią pierwszy przykład zachowania relacyjnego obejmującego relacje
ekwiwalentne jako punkt wyjścia.
Rycina 2.2. Prosta -?trzyelementowa -?klasa ekwiwalentna
Źródło: opracowanie własne.
Ekwiwalencja bodźców stanowiła duży postęp na drodze do zrozumienia
języka i poznania -?i wygląda na to, że Sidman mógł dojść do
funkcjonalnego wzorca zachowania, który jest wyjątkowy, a przynajmniej w szczególny sposób ludzki. Pomimo wielokrotnych prób modelowania relacji
przechodnich i ekwiwalentnych u zwierząt nie wykazano, aby zwierzęta
angażowały się w ten wzorzec zachowania na tym samym poziomie złożoności
co ludzie. Pół wieku od czasu opisania tej kwestii po raz pierwszy brak
powszechnie akceptowanych dowodów empirycznych ekwiwalencji bodźców u zwierząt. Mamy za to mocne dowody potwierdzające ekwiwalencję bodźców u niemowląt (Lipkens, Hayes i Hayes, 1993; Luciano, Gómez-Becerra i Rodríguez-Valverde, 2007).
Instrukcje oparte na ekwiwalencji są obecnie uznanym elementem zestawu
umiejętności analityków zachowania. To dobra wiadomość, a ekwiwalencja
bodźców stanowi świetny punkt wyjścia. Jeśli jednak na niej
poprzestaniemy, napotkamy dwie nierozwiązane kwestie.
Po pierwsze, ekwiwalencja bodźców to odkrycie, nie wyjaśnienie. Jak
wyewoluowała ta umiejętność? Jakie warunki kontekstowe są niezbędne do
pojawienia się reakcji na wywiedzione relacje? Jeśli nie odpowiemy na te
pytania, pozostaniemy bez metody umocnienia owej reakcji, gdy ona nie
występuje, jak u niektórych osób z poważnymi niepełnosprawnościami.
Metaforycznie rzecz ujmując, znajdujemy się w podobnej sytuacji, co
badacze awersji do smaku, zanim zrozumieli, że ta ostatnia stanowi po
prostu szczególny przypadek warunkowania klasycznego. Kiedy już to
zrozumiano, łatwiej było o modyfikacje w razie potrzeby (np. by uniknąć
niepożądanych skutków ubocznych leczenia nowotworowego dla spożywania
posiłków przez wystrzeganie się parowania z nowymi smakami).
Po drugie, nie wszystkie relacje są "takie same". Bodźce mogą na
przykład być słabsze lub silniejsze, szybsze lub wolniejsze, mogą
powstrzymywać inne bodźce albo być przez nie powstrzymywane. Trudno
sobie wyobrazić, jak ludzie mieliby radzić sobie z coraz bardziej
złożonymi sytuacjami -?wymagającymi umiejętności rozumowania, myślenia,
humoru, opowiadania historii, przyjmowania perspektywy i tak dalej -
wyłącznie z wykorzystaniem bezpośrednich zależności i ekwiwalencji.
Spróbuj poprosić przyjaciela, by doglądał twojego domu, kiedy wyjedziesz
na urlop, przy użyciu jedynie ekwiwalencji bodźców, a zrozumiesz, na
czym polega problem. Skoro relacje wywiedzione są ważne w ludzkim
zachowaniu, to jak możemy się zająć pozostałymi? Te dwa ograniczenia
pozostawiają analityków zachowania bez metody zmiany wzorców
wywiedzionych relacji, gdy owe wzorce prowadzą do cierpienia. Teoria ram
relacyjnych i jej rozszerzenie w postaci ACT prawdopodobnie rozwiązują
problem obu teoretycznych mankamentów.
W jaki sposób reakcje na wywiedzione relacje wyłaniają się z ujęcia
kontekstualnego? Odpowiedź, jakiej udziela RFT, okazuje się w dużej
mierze zgodna z wczesnym modelem zachowań werbalnych Skinnera oraz z historią analizy zachowania. Wywodzimy relacje ze względu na historię
wzmacniania wywiedzionych relacji jako powielanego zgeneralizowanego
zachowania sprawczego. Koncepcja "X jest zachowaniem sprawczym" stanowi
najkrótszą i najprostszą ze wszystkich możliwych teorię behawioralną
oraz odnosi się do RFT. Sedno RFT stanowi stwierdzenie, że odnoszenie
jest zachowaniem sprawczym. Takie ogólne stwierdzenie przekłada się w przypadku ekwiwalencji bodźców na ekwiwalencja jest zachowaniem
sprawczym, w przypadku porównań -?na porównywanie jest zachowaniem
sprawczym i tak dalej.
Rozważmy zgeneralizowaną umiejętność naśladowania lub prosty pomysł
teoretyczny, że naśladowanie jest zachowaniem sprawczym. Na
początku każdy przypadek naśladowania prawdopodobnie będzie wymagał
bezpośredniego wzmacniania, jednakże po wzmacnianiu wielu przykładów
osoba może naśladować zasadniczo każdy ruch lub działanie, które jest w stanie wykonać. Zachowanie staje się topograficznie nieograniczone.
Schemat przedstawiony na rycinie 2.3 pokazuje, jak to może wyglądać w kontekście rozwijania relacyjnych klas werbalnych jako zgeneralizowanego
zachowania sprawczego. Nie wywodzimy relacji po prostu dlatego, że jest
to "racjonalne"; to raczej relacje werbalne wpływają na zmiany w zachowaniu zewnętrznym, które łączy się z zależnościami wzmacniającymi.
Kiedy możemy uzyskać informacje o otoczeniu bez bezpośredniego uczenia
się, najczęściej pozwala nam to na kontakt ze wzmacnianiem i na
uniknięcie karania. Na wczesnym etapie rozwoju początkowe przypadki
wywiedzionych relacji są najpewniej wzmacniane w sposób bezpośredni
poprzez rozwiązanie prostych problemów albo pochwały ze strony rodziny.
Ponieważ przykłady wywiedzionych relacji się sumują, może to następować
dość łatwo i prowadzić do przewidywalnych zmian w zachowaniu jawnym oraz
do zgeneralizowanego wzorca kontaktu ze wzmacnianiem i unikania karania
poprzez wywodzenie relacji.
Rycina 2.3. Rozwijanie relacyjnych klas werbalnych
Źródło: opracowanie własne.
Skoro ta strategia jest tak efektywna, to dlaczego ludzie zdają się
jedynymi zwierzętami zdolnymi do wywodzenia niezwykle złożonych relacji
werbalnych? Powód jest ten sam, dla którego adaptacje u ludzi rzadko
obejmują dziobanie przedmiotów -?przypadkowa zmienność i selekcja na
poziomie filogenetycznym nie doprowadziły do wykształcenia się u nas
twardej trójkątnej kości na końcu twarzy (zwanej potocznie dziobem),
którą moglibyśmy uderzać w różne obiekty i poruszać w elegancki,
wyrafinowany sposób. Ewolucyjna przypadkowość doprowadziła nasz gatunek
do wykształcenia głęboko usieciowionej struktury czołowej i ciemieniowej
mózgu, w której prawdopodobnie zachodzi wywodzenie relacji (np. Dickins
i in., 2001; Schlund, Hoehn-Saric i Cataldo, 2007). Nie oznacza to, że
musimy odwoływać się do struktur neuronalnych jako wyjaśnienia, bo to
tak samo wystarczające wyjaśnienie, jak "posiadanie dzioba, a dziób
dziobie". Szukamy wytłumaczenia funkcjonalnego, a to z konieczności
zakłada, że reakcje sprawcze są topograficznie nieograniczone.
Pomysł topograficznie nieograniczonych zachowań sprawczych może
początkowo wydać się analitykowi zachowania dziwny, choć nie powinien,
ponieważ zachowanie sprawcze jest jednostką funkcjonalną, nie
topograficzną. Zachowania sprawcze mogą mieć dowolny rozmiar i kształt
oraz przechodzić z jednego stanu rzeczy do drugiego. Skinner opisywał
jako zachowanie zarówno widzenie, jak i jechanie samochodem na plażę.
Analitycy zachowania nauczyli morświny wykonywania nowych sztuczek jako
zachowania sprawczego (Pryor, Haag i O'Reilly, 1969) i reagowania w sposób losowy na klawiaturze jako zachowania sprawczego (Neuringer,
1986). Z definicji nowe zachowanie czy losowa sekwencja nie mogą być
scharakteryzowane topograficznie.
Nie ma żadnego apriorycznego powodu, który w podobny sposób
zapobiegałby pojawieniu się reakcji na wywiedzione relacje, lecz
obecnie, kilka dekad po zaprezentowaniu tej prostej koncepcji na
corocznej konwencji Association for Behavior Analysis International
(Hayes i Brownstein, 1985), istnieje kilkaset badań empirycznych, które
ją potwierdzają, a nie istnieje żadne, które by jej zaprzeczało. O ile
na początku wzmacnia się stosunkowo proste przypadki wywodzenia relacji
czy wnioskowania, o tyle po wielu przykładach wywodzenie relacji
zachodzi łatwo w szerokim zakresie układów bodźców -?staje się
automatyczne. To prawdopodobne wyjaśnienie wczesnego tworzenia się
reakcji na wywiedzione relacje zgadza się na przykład z tym, dlaczego
"wilcze dzieci" raczej tych reakcji nie wykazują. Otóż do rozwinięcia
się reakcji na wywiedzione relacje konieczne jest wsparcie środowiska.
Teoria ram relacyjnych jest uważana za niełatwą do zrozumienia, co ma
związek z tym, że (1) mówienie o języku jest trudne i zdaje się z natury
abstrakcyjne; (2) do opisania, czym jest wywiedziona relacja i jak ją
zastosować do określonych typów relacji, potrzeba specjalistycznej
terminologii; (3) relacyjne zachowania sprawcze oddziałują na inne
procesy behawioralne. Wzgląd na sedno teorii -?odnoszenie jest
zachowaniem sprawczym -?pozwala zakotwiczyć te dyskusje, szczególnie w przypadku analityków zachowania, którzy są przyzwyczajeni do myślenia o zjawiskach behawioralnych takich jak naśladowanie w sposób czysto
funkcjonalny i behawioralny. Teoria ram relacyjnych radzi sobie z kwestią "identyczności" przez wprowadzenie wskazówek kontekstowych,
które określają rodzaj relacji między dwoma bodźcami. A może być "równe"
B, ale także "większe niż" B. Jeśli A jest "większe niż" B i B jest
"większe niż" C, to możemy również wywieść, że A jest "większe niż" C, a C jest "mniejsze niż" A. Relacyjne wskazówki kontekstowe mogą określać
różne relacje, które były modelowane w podstawowych badaniach
eksperymentalnych, takie jak: ramy oparte na koordynacji (identyczność),
rozróżnieniu (różnica), porównaniu (własność względna), opozycji
(przeciwieństwo), przestrzeni (przestrzeń względna), czasowości (czas
względny), hierarchiczności (kategorie) i deiktyce (przyjmowanie
perspektywy). Po wyjaśnieniu tych kwestii dotyczące ekwiwalencji bodźców
koncepcje symetryczności i przechodniości muszą zostać zmodyfikowane,
tak aby mogły mieć zastosowanie do wszystkich takich relacji.
Symetryczność -?szczególny przypadek powiązania odnoszącego i przechodniość/ekwiwalencja -?szczególny przypadek powiązania
kombinatoryjnego. Mówi się, że są to cechy reakcji na wywiedzione
relacje.
Rycina 2.4 przedstawia zestaw relacji bardziej rozbudowany niż klasa
ekwiwalentna zaprezentowana wcześniej. Przede wszystkim wypowiedziane
słowo "pies" i zapisane słowo "pies" stanowią przykład powiązania
odnoszącego. One odnoszą się do tego samego. Nie chodzi tu jednak o pojedynczy wizerunek psa ani nawet tylko o psy, które wyglądają tak jak
pies ze zdjęcia, jak można by wywnioskować z wcześniejszej ryciny.
"Pies" to termin hierarchiczny, obejmujący niezliczone różne rasy psów,
które mają mniej lub bardziej podobne cechy (cztery łapy, długi nos,
merdający ogon). Zarazem tylko dlatego, że wszystkie te zwierzęta można
określić jako "psy", nie możemy po prostu założyć, że wszystkie są takie
same. Niektóre psy są większe niż inne, a "większy" stanowi
wskazówkę kontekstową, która określa relację. Możemy zatem wywieść, że
niektóre psy są "mniejsze" niż inne. Biorąc pod uwagę wiedzę na temat
relacji dwóch psów względem trzeciego psa, możemy sformułować pewne
założenia dotyczące relacji między dwoma psami, nawet gdyby nie zostały
one nigdy bezpośrednio porównane (powiązanie kombinatoryjne). Daje nam
to znacznie bardziej rozbudowane i pełniejsze rozumienie tego, czym jest
pies, oraz ilustruje istotność rozszerzenia tradycyjnego rozumienia
ekwiwalencji na szerszy i dokładniejszy opis zachowania relacyjnego.
Rycina 2.4. Bardziej rozbudowany zestaw relacji
Źródło: opracowanie własne.
Oczywiście rycina zawiera zdjęcia psów, a ich względną wielkość da się
wywnioskować bez potrzeby używania języka. Można to jednak łatwo
zilustrować, używając nazw ras psów, takich jak "chihuahua" czy "mastif
". Nazwy te formalnie nie są podobne do bodźców fizycznych, do których
się odnoszą. Jednakże wiedząc, że chihuahua jest mniejszy niż husky, a mastif jest większy niż husky, większość ludzi wywiedzie, że chihuahua
jest również mniejszy niż mastif i że mastif jest większy niż chihuahua,
nawet jeśli nigdy nie widziała tych psów. A gdy w grę wchodzi język,
relacje werbalne mogą być całkowicie arbitralne.
Czasami relacyjne wskazówki kontekstowe mogą opierać się na mniej lub
bardziej formalnych konwencjach społecznych. Możemy powiedzieć, że "mal"
jest przeciwieństwem "dobry" w języku hiszpańskim albo że "żmerż" jest
przeciwieństwem "dobry" w języku, który sami wymyśliliśmy. Kiedy relacyjne zachowania
sprawcze mogą być wykorzystywane na podstawie powiązanych zdarzeń
opartych na konwencji społecznej, reakcja na wywiedzione relacje staje
się "arbitralnie aplikowalnym reagowaniem relacyjnym". Ponieważ brzmi to
bardzo skomplikowanie, większość badaczy RFT mówi po prostu o AARR (od
ang. arbitrarily applicable derived relational responding). Jako klasa
AARR może obejmować niearbitralne przykłady (mysz "jest mniejsza niż" słoń), ale test arbitralnej aplikowalności polega na
tym, że te same relacyjne wskazówki kontekstowe można zastosować do
dowolnego zestawu bodźców (np. "5 groszy jest mniejsze niż 10 groszy",
co nie jest prawdą w sensie formalnym ani topograficznym).
Zanim przejdziemy dalej, musimy jeszcze omówić pojęcie przekształcania
funkcji bodźca. Jest ono kluczowe dla zrozumienia, w jaki sposób ramy
relacyjne mogą wpływać na zachowanie, na które chcemy oddziałać za
pomocą interwencji behawioralnej. Pozostając przy przykładzie z psem:
wyobraźmy sobie, że osoba została pogryziona przez psa. Ponieważ funkcje
mogą być przekształcane na podstawie relacji werbalnych, możemy
przewidywać, że osoba ta będzie odczuwać niepokój, gdy usłyszy słowo
"pies" (np. gdy znajomy powie: "Mam psa i chciałbym, żebyś go poznała")
lub przeczyta słowo P-I-E-S w książce czy gazecie. W interakcje ze
słowami i symbolami wchodzimy w taki sam sposób, jak w interakcje z bodźcami fizycznymi. Słowa i symbole mogą być obecne zewnętrznie lub -?w przypadku myślenia -?wewnętrznie, co jeszcze bardziej zwiększa złożoność
naszych interakcji z własnym zachowaniem relacyjnym.
Mówimy tu o przekształcaniu, ponieważ funkcje, które są zmieniane przez
ramowanie relacyjne, zależą od konkretnej podstawowej ramy relacyjnej.
Gdyby ktoś cię spytał, jak smakują lody, mogłabyś/mógłbyś się uśmiechnąć
i wskazać na miskę z budyniem. Z kolei gdyby ktoś spytał, jak smakuje
przeciwieństwo lodów, mogłabyś/mógłbyś się skrzywić, wyobrażając sobie smak błota w ustach, i wskazać
na miskę z błotem. Słowo "smakować" jest kontekstem, który skupia się na
funkcjach smakowych lodów (a nie ich wyglądzie), lecz pozytywny smak
lodów można przekształcić w negatywny poprzez relację werbalną. (Możesz
się uznać za szczęściarę/szczęściarza, jeśli na myśl przyszło ci błoto,
a nie psia kupa!).
Przekształcanie funkcji bodźca pozwala nam dostrzec wzajemne
oddziaływanie między zachowaniem relacyjnym a zachowaniem obserwowalnym.
W ścisłym modelu ABC możemy założyć, że ludzie reagują wyłącznie na
bodźce poprzedzające reakcje. Jednakże RFT zakłada, że zdarzenia
poprzedzające wchodzą w interakcje z relacjami werbalnymi, które odnoszą
się do danego zdarzenia, i właśnie ten połączony proces wywołuje czy też
wyzwala obserwowalne zachowanie ostatecznie łączące się z zależnościami
wzmacniającymi lub karzącymi.
Przykład tego zjawiska podaliśmy wcześniej, kiedy odesłaliśmy do
klasycznego badania przeprowadzonego przez nieżyjącego już prezesa
Association for Behavior Analysis International Michaela J. Doughera
(Dougher, Hamilton, Fink i Harrington, 2007). W badaniu tym wykazano, że
jeśli bodziec B wywołał pobudzenie w wyniku sparowania z rażeniem
prądem, uczestnicy -?dowiedziawszy się, że A < B < C -?przejawiali
większe pobudzenie w przypadku C niż B, chociaż C nigdy nie zostało
sparowane z rażeniem prądem, w przypadku A przejawiali zaś mniejsze
pobudzenie niż w przypadku B. Efekt ten nie może być generalizacją
bodźca -?bodźce nie były formalnie podobne do B. Nie może również
chodzić o parowanie bodźców -?A i C zostały sparowane z B taką samą
liczbę razy. O co zatem chodzi? Potrzebne nam jest nowe pojęcie:
"przekształcanie funkcji bodźca poprzez wywiedzione relacje".
Pięć omówionych elementów -?powiązanie odnoszące, powiązanie
kombinatoryjne, relacyjna kontrola kontekstowa, przekształcanie funkcji
bodźca i funkcjonalna kontrola kontekstowa -?definiuje ramowanie
relacyjne. Najprostsza z teorii behawioralnych, w której odnoszenie jest
zachowaniem sprawczym, staje się nieco bardziej skomplikowana, ponieważ
do jej badania i stosowania potrzeba precyzyjnej behawioralnej definicji
wywiedzionych relacji. Praktyków analizy zachowania zwykle to nie dziwi,
ponieważ wiedzą, że radzenie sobie w precyzyjny sposób w programie
behawioralnym z wieloma celami interwencji bywa skomplikowane,
niezależnie od tego, czy chodzi o naśladowanie, agresję, czy współpracę.
Teoria ram relacyjnych nie jest pod tym względem wyjątkiem. Przytoczone
powyżej przykłady reprezentują stosunkowo proste klasy relacyjne, ale
łatwo wyobrazić sobie bardzo skomplikowane zachowania relacyjne. Owe
przykłady służyły jedynie zilustrowaniu podstawowego modelu
postępowania, który pozwala zacząć badać zachowanie i opracować
interwencje mające na celu oddziałanie na nie.
Nie wiemy jeszcze, czy ramowanie relacyjne można wytrenować u zwierząt.
Jak dotąd odpowiedź zdaje się brzmieć: tylko w ograniczonym stopniu i z dużym trudem. Lew morski o imieniu Rio zdawał się wykazywać
ekwiwalencję, gdy trenowano ją jako zachowanie sprawcze (Schusterman i Kastak, 1993), ale pojawiły się pewne problemy metodologiczne; udało się
to zaobserwować u jednego z trzech osobników, a trening był bardzo
żmudny i czasochłonny. Ronald J. Schusterman w kolejnych badaniach
zmienił procedury i przesunął test bardziej w kierunku zwykłej klasy
funkcjonalnej (która, jakkolwiek interesująca, nie jest kontrowersyjna
ani nie jest tym samym co AARR). Eksperyment nie został w pełni i bezpośrednio zreplikowany, a zarówno Rio, jak i doktor Schusterman już
nie żyją. Niedawny przegląd dotyczący symetryczności u zwierząt
(Lionello-DeNolf, 2021) potwierdził, że w wielu próbach wykazania tego
zjawiska około 30% zwierząt mogło je wykazać, a zgodnie z RFT "w badaniach, które dostarczyły najmocniejszych dowodów na symetryczność,
wykorzystywano kolejne procedury dopasowywania do wzorca obejmujące
trening w zakresie relacji symbolicznych i relacji identyczności"
(Lionello-DeNolf, 2021, s. 309). Dokonano jednak znacznych modyfikacji
proceduralnych, a takie zmiany metodologiczne powodują, że zwierzęta
wykazują zachowania, które wyglądają tak samo jak ludzkie, lecz
funkcjonalnie różnią się od tego, co jest znane z badań prowadzonych na
ludziach. Gdy wychodzimy poza ekwiwalencję, żadne rygorystyczne metody
eksperymentalne nie pozwalają nam znaleźć ramowania relacyjnego w wielu
formach relacji bodźców u zwierząt.
Pełne omówienie każdej z tych ram oraz jej powiązań z ACT wykracza poza
zakres naszej książki, więc tylko pokrótce odniesiemy się do bardziej
zaawansowanych modeli zachowań relacyjnych. Nie chcemy jednak kończyć
tego podrozdziału bez wspomnienia o tym, że -?podobnie jak w przypadku
awersji do smaku -?kiedy zasady behawioralne mają zastosowania
specyficzne dla gatunku, ważne jest wyjaśnienie, dlaczego tak jest, i to
w kontekście ewolucyjnej historii gatunku, a nie tylko fizjologii
organizmu. Zrobiono to w odniesieniu do relacyjnych zachowań sprawczych
(Hayes i Sanford, 2014).
Sedno argumentacji stanowi to, że wielopoziomowa selekcja zapewniała
ewolucyjną przewagę homininom jako plemiennym naczelnym, kiedy
współpracowały w swoich grupach. Być może dlatego normalnie rozwijające
się niemowlęta cechuje pewien stopień umiejętności niewerbalnego
przyjmowania perspektywy oraz zarówno rozpoznają one, jak i nagradzają
współpracę (zob. przegląd w: Hayes i Sanford, 2014). Wiele zwierząt
wykonuje charakterystyczne gesty lub wydaje charakterystyczne dźwięki w reakcji na określone obiekty oraz przejawia charakterystyczne reakcje na
owe gesty lub dźwięki jako słuchacze. Brakuje zaś koordynacji między
tymi dwoma repertuarami zachowań, która mogłaby prowadzić do solidnych
form powiązania odnoszącego, a tym samym do wspólnoty werbalnej.
Niemowlę sięgnie po zabawkę i poda ją nieznajomemu, który na nią wskaże,
ale także sięgnie po nią i będzie próbowało ją odłożyć na miejsce w czasie sprzątania, gdy dorosły, który pomaga mu sprzątać zabawki, wskaże
na nią (Liebal, Behne, Carpenter i Tomasello, 2009). Jeśli pierwsi
ludzie potrafili dostarczyć określony przedmiot, gdy mówca emitował
mand, to takie wspólne działanie prowadziło do społecznych form
"powiązania odnoszącego", które dawało przewagę grupom ludzkim. W miarę,
jak ta forma społeczna była uwewnętrzniana, stopniowy proces
kulturowego, psychicznego i neurofizjologicznego rozwoju zwiększał
prawdopodobieństwo wystąpienia takich użytecznych działań, przyczyniając
się do powstania społeczności werbalnej (kluczowy element ujęcia
Skinnera, który sam w sobie nigdy nie został w pełni wyjaśniony) i presji selekcyjnej na zmiany neurobiologiczne, które dalej wspierały te
formy zachowań relacyjnych. Mówiąc prościej, zamiast kultury prowadzącej
do poznania na pierwszym miejscu znalazła się współpraca.
Rola zdarzeń prywatnych a motywacja
Zdarzenia prywatne obejmują stymulację prywatną (środowisko "podskórne")
i zachowania prywatne (np. myśli), które są natychmiast dostępne jedynie
dla osoby doświadczającej danego zdarzenia. Prawdopodobnie także
zwierzęta doświadczają zdarzeń prywatnych. Możemy na przykład założyć,
że psy doświadczają głodu, zimna i podobnych zdarzeń -?nawet jeśli te
nie mają dokładnie takiej formy jak u ludzi.
W przypadku ludzi zdarzenia prywatne są niezwykle skomplikowane. Ludzie
angażują się w złożone zachowania werbalne, które przekształcają w sieci
relacyjne o ogromnej złożoności. To komplikuje funkcjonalną analizę
zachowania, jeszcze zanim dojdziemy do dominacji ludzkich zdarzeń
prywatnych z powodu reakcji na wywiedzione relacje. Skinner zgadzał się
co do tego, że ukryte zachowanie werbalne jest częścią całego
zachowania, które analitycy zachowania starają się wyjaśnić, ale nie
zdawał sobie sprawy, że relacyjne zachowania sprawcze oddziałują na inne
zdarzenia behawioralne.
Weźmy na przykład próbę wykorzystania bezpośrednich zależności do
przewidzenia, czy osoba przyjdzie na swoją pierwszą w życiu randkę w ciemno. Jest to pierwsza randka, brak więc historii wzmacniania i karania. Osoba może mieć zgeneralizowaną historię wzmacniania lub
karania interakcji z nieznajomymi, która wpływa na jej decyzję. Jednakże
prawdopodobnie zaangażuje się również w złożoną sekwencję myślenia
wspierającą podjęcie decyzji: "Czy on mnie polubi?", "Czy dobrze dziś
wyglądam?", "Czy jestem gotowa na związek?".
"Beata powiedziała, że on jest miły, a Piotr powiedział, że wcale taki
nie jest, ja zaś wierzę Beacie bardziej niż Piotrowi". Osoba obserwuje
zdarzenie, kiedy się nad nim zastanawia, lecz analityk zachowania nie ma
dostępu do takich danych. Wykorzystując tradycyjne strategie analizy
danych, analityk zachowania może jedynie zarejestrować, czy randka
doszła do skutku. Potencjalnie jeszcze bardziej kłopotliwe jest to, że
nieskuteczne sposoby rozwiązywania problemów, takie jak nadmiernie
negatywne ocenianie siebie, mogą odgrywać rolę w wielu innych wzorcach
unikania behawioralnego, które należą do tej samej klasy funkcjonalnej,
choć wydają się całkowicie niepowiązane, gdy możemy badać wyłącznie
zachowania jawne.
Potrzebujemy zestawu procesów zmiany zachowania pozwalających odnieść
się do roli zdarzeń w miarę ich występowania, a to wymaga technik, które
skutecznie zmieniają funkcję tych zdarzeń prywatnych, kiedy klienci nie
żyją zgodnie ze swoimi wartościami. Te procesy i procedury muszą odnosić
się do ugruntowanych zasad behawioralnych, w tym do ramowania
relacyjnego i procesów ewolucyjnych VRSCDL, do których należy selekcja
behawioralna. Potrzebujemy metod oceny i metod interwencji, które
umożliwiają taką szerzej zakrojoną analizę zachowania opartą na
procesach.
Terapia akceptacji i zaangażowania, teoria ram relacyjnych i model
elastyczności psychologicznej składają się na najlepiej rozwinięte
podejście w analizie zachowania, które może w tym pomóc. Wyjaśnienie,
dlaczego tak jest, i przedstawienie sposobów wykorzystania owego
podejścia to cele przyświecające nam w niniejszej książce. Wiele technik
zaprezentowanych w kolejnych rozdziałach będzie dobrze znanych
analitykom zachowania, a część okaże się dla nich nowa. Procedury i procesy, które zdają się odbiegać od zwyczajowych interwencji,
spróbujemy zdefiniować i osadzić w ścisłych ramach analizy zachowania
opartych na prawidłowościach bezpośrednich zależności sprawczych,
rozszerzonych przez RFT i zasady ewolucyjne. Czytelniczki i czytelników
prosimy jedynie o gotowość do krytycznego zbadania istniejących modeli i rozważenia, że owe procedury i procesy mogą otworzyć nową drogę naprzód.
Przy czym nie musi się to odbywać kosztem starej ścieżki -?ta wciąż
istnieje.
Pierwszym krokiem w naszej podróży będzie rozważenie elastyczności
behawioralnej z poziomu modelu uczenia się sprawczego. Przyjrzymy się
reakcjom adaptacyjnym, jak również temu, jak uczenie się relacyjne może
pomóc wyjaśnić to, co według literatury przedmiotu jest skutecznym i psychologicznie elastycznym sposobem radzenia sobie ze zdarzeniami
prywatnymi.
Przejdźmy zatem do tego zagadnienia.
Rozdział 3. Elastyczność psychologiczna i podejście ACT
Rozdział 3
Elastyczność psychologiczna i podejście ACT
Każdy z nas pamięta pewne chwile w swoim życiu, które wymagały większej
elastyczności. Być może po okresie wytrwałych zabiegów o coś musieliśmy
z tego zrezygnować. Może był to czas, w którym w kółko robiliśmy to samo
i tylko dreptaliśmy w miejscu -?aż w końcu wypróbowaliśmy nowy sposób
zachowania, nowy styl bycia. Być może to właśnie elastyczność
doprowadziła cię do miejsca, w którym się znajdujesz obecnie. Może
musiałaś/musiałeś podjąć odważne decyzje, by ukończyć studia i zdobyć
zawód. Zakończyć toksyczny związek i pójść swoją drogą. Zacząć
realizować nowy plan treningowy.
Wszystkim nam zdarzają się w życiu sytuacje, w których możemy
kontynuować stary sposób bycia lub działania -?albo badać nowe sposoby.
Rozeznanie, kiedy warto się czegoś trzymać i wytrwać w obliczu
trudności, a kiedy zwrócić się ku nowym wzorcom zachowania, stanowi
podstawę elastyczności psychologicznej. A ta właściwość działania jest
celem wszystkich interwencji w duchu ACT.
Skąd wzięło się ponad trzysta metaanaliz dotyczących ACT w niemal każdym
możliwym obszarze funkcjonowania człowieka? Dlaczego model ACT i związane z nim podejście okazały się tak skuteczne w przypadku
niezliczonych problemów behawioralnych i psychicznych, takich jak
depresja (np. Bohlmeijer, Lamers i Fledderus, 2015), lęk (np. Arch i in., 2012), uzależnienia (np. Bricker, Watson, Mull, Sullivan i Heffner,
2020) czy przewlekły ból (np. Wicksell i in., 2013)? Jak to możliwe, że
ten sam model wspiera budowanie zdrowych związków (Daks i Rogge, 2020)
czy wysoką wydajność w pracy (Hayes, Bond, Barnes-Holmes i Austin,
2006)?
Według nas ma to związek z faktem, że ACT bazuje na funkcjonalnym i kontekstualnym rozumieniu zachowania człowieka, które rozszerza zasady
behawioralne na reakcje na wywiedzione relacje i na zdarzenia prywatne
oraz łączy się z ogólniejszym podejściem nauki o ewolucji. Analiza
zachowania od zawsze była rozwijana z myślą o jak najszerszym zakresie
oddziaływań, ale do realizacji tego celu potrzebowała bardziej
adekwatnego modelu ludzkiego języka. Teoria ram relacyjnych pozwoliła
przejść od modeli zachowania mających zastosowanie do wszystkich
zwierząt do modeli odnoszących się do wzorców zachowania, które
występują jedynie u ludzi. Z tym też wiąże się model elastyczności
psychologicznej. Teoria ram relacyjnych to nie cudowne panaceum ani
nieśmiertelna koncepcja. Prawdopodobnie -?jak wszystkie teorie naukowe -
jest ona niewłaściwa w nieznanych nam jeszcze obszarach. Jednakże
przyczynia się do niezaprzeczalnego postępu zarówno w naszej, jak i w innych dziedzinach, które przyjęły i dostosowały do swoich potrzeb
strategie oparte na ACT.
W terapii akceptacji i zaangażowania nie zakłada się, że zmagania osoby
są objawem ukrytej "choroby" duszy, umysłu czy mózgu. Praktycy ACT
starają się raczej zmienić funkcję cierpienia psychicznego, tak aby
je wykorzystać jako narzędzie ukierunkowujące skuteczne działanie, a następnie zaprząc te same umiejętności na szerszą skalę -?do budowania
życia wartego przeżycia. Samozarządzanie, czyli to, co Skinner nazywał
samokontrolą, ma w ACT kluczowe znaczenie, przy czym strategie
projektowane są w taki sposób, aby ludzie mogli je wdrożyć w odniesieniu
do własnego zachowania. Chodzi o tworzenie świata wokół zachowania
spójnego z ACT, aby wspierać elastyczność psychologiczną.
W tym celu należy przyjąć następujące radykalne założenie, które może
wydać się dziwne analitykom zachowania, a tym bardziej innym ludziom:
zdarzenia awersyjne są absolutnie normalną częścią życia. Jak
wyglądałoby nasze życie, gdybyśmy nie byli w stanie odczuwać bólu ani
cierpienia? Poświęć chwilę na zastanowienie się nad tym. Pomyśl, ile
aspektów życia byłoby radykalnie innych. Nie unikalibyśmy wypadków ani
ciosów, które uszkadzają nasze tkanki. Nie unikalibyśmy toksycznych
substancji, które wpływają na funkcjonowanie naszych narządów. Znacznie
trudniej byłoby nam poruszać się po świecie bez wbudowanego w nasz
organizm systemu, który wyewoluował u wszystkich gatunków zwierząt i dzięki któremu jesteśmy w stanie się nauczyć, do czego możemy się
zbliżać, a czego powinniśmy unikać. To samo odnosi się do bólu
psychicznego. Uczymy się opatrywać różne odczuwane zdarzenia (stany
wzmacnialności1, tendencje do reagowania, doznania
cielesne, kontekst zewnętrzny itd.) wspólnymi etykietami emocjonalnymi
lub dyspozycyjnymi. Umiejętność tę wykorzystujemy również do udzielania
wskazówek społecznych. Bez zdolności odczuwania lęku wchodzilibyśmy raz
po raz w groźne sytuacje mniej przygotowani do skutecznego reagowania.
Bez smutku bylibyśmy mniej czujni na możliwe straty i moglibyśmy nie
mieć świadomości, jak ważna jest w naszym życiu miłość, na przykład w obliczu nieuniknionych strat takich jak śmierć ukochanej
Bez zdolności odczuwania fizycznego i psychicznego cierpienia
znajdowalibyśmy się w znacznie gorszej sytuacji i szybciej byśmy
umierali. Mimo to celem wielu modeli interwencji psychiatrycznych,
psychologicznych czy socjologicznych jest zminimalizowanie lub
złagodzenie cierpienia psychicznego do tego stopnia, że traci ono swoją
zdrową, konstruktywną funkcję (Andrews, Maslej, Thomson i Hollon, 2020).
Można to porównać do próby naprawienia samochodu przez odłączenie lampek
kontrolnych. Nie powinno więc dziwić, że podczas gdy populacja Stanów
Zjednoczonych jest najbardziej zmedykalizowaną populacją na świecie, jej
przedstawiciele zmagają się z lękiem, depresją i skłonnościami
samobójczymi na poziomie nieporównywalnym z żadnym innym rozwiniętym
krajem (Tikkanen, Fields, Williams i Abrams, 2020). Uciekanie od
trudnych zdarzeń prywatnych i tłumienie ich nic nie dadzą. Naszą
automatyczną strategią rozwiązywania problemów, wspieraną przez kulturę
głównego nurtu, jest sięganie po mniejsze wzmocnienia dostępne od ręki
kosztem wzmocnień większych, ale późniejszych.
Ból czy też cierpienie psychiczne odgrywa rolę w trójelementowej
zależności, która jest kluczowym komponentem większości modeli
interwencji analizy zachowania. Rozważmy choćby proces wzmacniania
negatywnego. Kiedy zdarzenie bodźcowe jest awersyjne, a dane zachowanie
skutecznie je eliminuje, prawdopodobieństwo wystąpienia tego zachowania
w przyszłości czy też jego częstotliwość najpewniej wzrośnie. Podobnie
można interpretować także funkcje wzmacniania pozytywnego, na przykład
gdy zdobycie pożywienia eliminuje napady głodu czy zdobycie koca
zmniejsza uczucie zimna. Te dwa procesy różnią odmienne implikacje dla
analityka zachowania. Jeśli mocno się w to zagłębimy, trudno nam będzie
stwierdzić, czy okrycie się kocem jest wzmacniane negatywnie przez
wyeliminowanie poczucia zimna, czy też wzmacniane pozytywnie przez
pojawienie się odczucia ciepła.
Wszystko to oznacza, że zdarzenia awersyjne często odgrywają pewną rolę
w naszym działaniu. Gdybyśmy nie odczuwali zimna, wówczas to, czy
sięgniemy po koc, byłoby bez znaczenia, tak jak spożywanie jedzenia
miałoby mniej oczywisty cel, gdybyśmy nie odczuwali głodu. Życie to
niekończący się cykl bolesnych zdarzeń i doświadczania ulgi od nich.
Cykl ten sprzyja uczeniu się i adaptacji. Większość analityków
zachowania postrzega zachowanie właśnie w taki sposób.
Będziemy jednak musieli rozszerzyć to tradycyjne spojrzenie na co
najmniej dwa sposoby. Po pierwsze, zdarzenia związane z bodźcami
awersyjnymi nie zawsze mają charakter zewnętrzny -?mogą być prywatne i mogą na nie oddziaływać reakcje na wywiedzione relacje. Po drugie,
reguły werbalne mogą skutkować dość zablokowanymi wzorcami zachowania,
które paradoksalnie przyczyniają się do niezdolności do ucieczki przed
bólem z powodu zderzenia bezpośrednich zależności z zależnościami
ustanowionymi przez rozwinięty sposób regulacji zachowania, który może
być od stu do tysiąca razy nowszy. To sprawia, że bolesne zdarzenia i próby ich łagodzenia tylko pogłębiają cierpienie -?nasilają bezustanne i zarazem skazane na niepowodzenie zmagania prowadzące do niepotrzebnego
bólu, gdy bieżące rozwiązania nieustannie zawodzą.
Zdarzenia związane z bodźcami awersyjnymi są często prywatne i werbalne
Stymulacja awersyjna jest nierzadko uważana za zewnętrzną i związaną z takimi zdarzeniami, jak porażenie prądem, kara fizyczna, odebranie
lubianych przedmiotów czy narażenie na inne fizycznie stresujące
stymulacje. W toku historii analizy zachowania w wielu interwencjach
behawioralnych wykorzystywano kontrolę awersyjną do zmiany zachowania,
przy czym niepokoi fakt, że większość tych interwencji przeprowadzano z udziałem osób o minimalnym repertuarze werbalnym, co od dawna jest
krytykowane przez czołowych przedstawicieli naszej dziedziny (Sidman,
1989). Z kolei większość działań w obszarze psychoterapii zdaje się
koncentrować na wykorzystaniu interwencji werbalnych w celu zmniejszenia
kontroli awersyjnej. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, ale warto
podkreślić jedną z nich. Otóż gdy główne źródło cierpienia psychicznego
staje się coraz bardziej abstrakcyjne, wówczas oddalamy się od
rzeczywistych bodźców fizycznych istniejących w naszym najbliższym
otoczeniu. I może być w tym jakiś sens.
Wcześniej zwróciliśmy uwagę, że model zachowań sprawczych Skinnera z 1938 roku może nie odnosić się w pełni do ludzi, ze względu na naszą
wyjątkową zdolność posługiwania się językiem. Później, w 1957 roku w książce Verbal behavior, Skinner podjął próbę uaktualnienia tego
stwierdzenia, przedstawiając czysto instrumentalny opis języka i poznania. My, ludzie, mówimy, ponieważ mówienie było wzmacniane przez
społeczność werbalną, która słucha tego, co mówimy, i została nauczona
działać odpowiednio do tego. Myślimy i rozwiązujemy problemy, ponieważ
takie działanie pozwala nam doświadczać silniejszego wzmacniania. W miarę dorastania umiejętności te -?mówienie, myślenie, rozwiązywanie
problemów -?umacniają się i rozwijają. Rezultat stanowi mówiąca, myśląca
i rozwiązująca problemy osoba. Wszyscy mówimy, myślimy i rozwiązujemy
problemy na różne sposoby, ale konkretne wzorce tego typu zachowań
stanowią zachowania sprawcze. Możemy również przeprowadzić analizę
funkcjonalną tych ogromnie ważnych dla naszego sposobu życia i adaptacji
zachowań. Co jednak się dzieje wtedy, gdy to, jak mówimy, myślimy i rozwiązujemy problemy, sprawia, że bardziej cierpimy? A jeżeli sposób, w jaki zwykle używamy tych zachowań sprawczych, powoduje, że ból staje się
trwały? A co, jeśli nasze cierpienie samo w sobie wiąże się z tym, jak
się komunikujemy, myślimy i rozwiązujemy problemy?
Język symboliczny pojawia się wtedy, gdy osoba reaguje na słowa, a nie
tylko na obiekty będące bodźcami, i to we wzajemny lub dwukierunkowy
sposób. Jest on z założenia referencyjny. To oznacza, że symbole odnoszą
się do bodźców i "przenoszą z powrotem" niektóre z ich funkcji. Gdyby
taka relacja nie istniała, nie moglibyśmy reagować na symbole, słowa czy
myśli w sposób funkcjonalny. Zachowanie kierowane regułami występuje
wtedy, gdy reagujemy na podstawie symboli werbalnych, których
nauczyliśmy się przez ciągłą interakcję ze swoją werbalną społecznością,
a nie przez bezpośrednią interakcję z zewnętrznymi zależnościami.
Zdanie:
"Nie dotykaj gorącego piekarnika, bo się oparzysz" określa pewną
zależność. Ale nie musimy dotknąć piekarnika ani poczuć bólu, by unikać
tego rodzaju sytuacji. "Piekarnik" odnosi się do konkretnego przedmiotu,
"dotykać" -?do konkretnego rodzaju działania czy ruchu, "oparzyć się" -
do awersyjnego zdarzenia prywatnego. A "nie rób..., bo..." opisuje
wzmocnienie negatywne, w którym unikanie wiąże się z pominięciem pewnego
zachowania w relacji do obiektu.
W rozdziale 2 pisaliśmy o ekwiwalencji bodźców i teorii ram relacyjnych.
Wraz z Verbal behavior Skinnera pozwalają nam one zrozumieć, jak wiele
naszych działań ma w rzeczywistości bardzo niewiele wspólnego z bezpośrednimi zależnościami -?jest to raczej nasza reakcja na dotyczące
ich własne zachowania werbalne. Potrzebę uwzględnienia tej zależności
przez RFT widać na przytoczonym powyżej przykładzie. "Nie rób..., bo..." nie
jest prostą klasą ekwiwalentną -?opisuje relację czasową i zależną.
Zobaczenie ? dotknięcie ? oparzenie nie są symetryczne w taki sam
sposób, jak elementy klasy ekwiwalencji fizyczny piekarnik ?
"piekarnik". Fizyczny piekarnik ? "piekarnik" implikuje "piekarnik" ?
fizyczny piekarnik, ale zobaczenie ? dotknięcie ? oparzenie nie
implikuje oparzenie ? dotknięcie ? zobaczenie. Dodając jeszcze jeden
mały krok, można to zrobić w inny sposób, i to właśnie stanowi sedno
RFT: zobaczenie przed dotknięciem przed oparzeniem nie musi
implikować oparzenia po dotknięciu po zobaczeniu. Dodanie tego,
czyli dostarczenie klasycznego wyjaśnienia zachowania (tj. że reagowanie
relacyjne jest zachowaniem sprawczym), to właśnie dzieło RFT.
Widzimy tu prostą jednostkę rozwiązywania problemów, którą można
wykorzystać w odniesieniu do zachowania jawnego w relacji
zachowanie-zachowanie. Jeśli ktoś zobaczy włączony piekarnik i wywnioskuje, że dotknięcie owego piekarnika będzie skutkowało
oparzeniem, a następnie wywnioskuje, że wyłączenie piekarnika pozwoli
uniknąć oparzenia, to związek z ewentualnym zachowaniem jawnym w postaci
wyłączenia piekarnika stanie się jasny. W tym przypadku celem
interwencji będzie zrobienie kroku w tył, by się zastanowić nad
konsekwencjami pozostawienia piekarnika włączonego i dokonać wyboru
zachowania, a nie wypracowanie automatycznej reakcji unikania
piekarników. Obie strategie przynoszą ten sam efekt i piekarnik jest
unikany, ale pierwszą z nich prawdopodobnie można uogólnić na dowolną
liczbę sytuacji i problemów życiowych bez potrzeby bezpośredniego
trenowania każdej formy reakcji.
Wszyscy trzej jesteśmy żywo zainteresowani zgłębianiem teorii ram
relacyjnych i prowadziliśmy badania dotyczące tego modelu języka i poznania. Kolejnych kilkaset badań to efekt działalności przedstawicieli
społeczności RFT. Teoria ram relacyjnych stanowi komponent behawioralny,
który należy dodać do tradycyjnych zasad behawioralnych, aby zrozumieć
podejście ACT do interwencji. Potrzebujemy zrozumieć, jak osoba wchodzi
relacyjnie w interakcje ze swoim światem poprzez własne zachowania
werbalne -?w sposób spontaniczny, a czasami nawet nieprzewidywalny. Oto
trzy dodatkowe kwestie, które należy tu uwzględnić: (1) wyuczone relacje
pociągają za sobą powiązania odnoszące i powiązania kombinatoryjne
wykraczające poza relacje ekwiwalencji czy identyczności; (2) relacje
werbalne mogą przekształcać funkcję bodźców środowiskowych, wywierając
nadzwyczajny wpływ na zachowanie, na które staramy się oddziałać; (3)
odnoszenie jest zachowaniem sprawczym i samoorganizującym.
Rozważmy je po kolei.
Prawie wszystkie zdania złożone, jeśli mają zostać zrozumiane, wymagają
czegoś więcej niż ekwiwalencja, ponieważ nie wszystkie relacje są takie
same lub ekwiwalentne. Załóżmy, że dziecko zostało pogryzione przez psa
o imieniu Maks i czuje strach za każdym razem, gdy widzi psa, słyszy
psa, słyszy słowo "pies", a nawet imię Maks. Wyjaśnia to sama
ekwiwalencja bodźców (przynajmniej na poziomie rezultatu), gdyż
awersyjne doświadczenia kontaktu z psem i pogryzienia przez psa
przenoszą się na inne relacje. A co, jeśli to samo dziecko usłyszy, że
jego nauczycielka o imieniu Zofia jest wredniejsza niż jakikolwiek pies,
z którym miało kontakt? Nie chodzi jedynie o to, że strach zostanie
przeniesiony na nauczycielkę Zofię, lecz że funkcja zostanie
przekształcona w coś znacznie większego. Ponieważ Zofia zawiera się
w szkole, a inne osoby takie jak Zofia uczą w szkole, uczęszczanie do
szkoły może stać się przytłaczającym, budzącym lęk doświadczeniem
prywatnym, u którego podstaw nie leży jednak żadne doświadczenie mające
miejsce w szkole -?całe zdarzenie jest zarówno prywatne, jak i werbalne.
To prowadzi nas do przekształcenia funkcji bodźca jako drugiej
dodatkowej kwestii.
Rozważmy inny scenariusz: dziecku mówi się, że jego nowy kolega jest
zupełnie inny od wrednych dzieci, które mu dokuczały w szkole czy na
placu zabaw, a nawet jest ich całkowitym przeciwieństwem. Mogłoby to
odwrócić funkcje unikania i ustanowić nowego kolegę jako wzmocnienie. W jaki sposób coś, co było karą (przebywanie wśród ludzi), zmienia się we
wzmocnienie (przebywanie wśród ludzi) po prostu z powodu wprowadzenia
nowej relacji werbalnej? Podane przykłady są stosunkowo proste, ale
wiodą nas do trzeciego elementu. Wzorce zachowania relacyjnego można
postrzegać jako samoorganizujący się wzorzec zachowania wyższego rzędu.
Wyobraźmy sobie nastolatka, u którego zdiagnozowano większe zaburzenie
depresyjne i który ma bogatą historię wzmacniania werbalnego odnoszenia
się do świata w negatywny i unikowy sposób ("To nic nie da", "Jestem do
niczego", "Ale nuda"). Psycholodzy określają taki wzorzec jako
"negatywne skanowanie". Ponieważ jest on bardzo silny, możemy
przewidywać, że nastolatek będzie odnosił się do większości nowych
zdarzeń w podobny sposób, to jest wykorzystując zablokowany,
nieelastyczny wzorzec, który prowadzi do jeszcze większego cierpienia.
Dlaczego jednak stanowiące problem i przytłaczające zależności nie
zredukują takich wzorców relacji? Na pierwszy rzut oka mogłoby się
wydawać, że stracone szanse młodego człowieka unikającego szkoły i nauki
będą negatywnie karać trudne relacje unikania. Nastolatek, którego
omijają życie, przyjaźnie, randki i inne możliwości, powinien móc
zmienić te ramy relacyjne.
Jest to tradycyjne pytanie zamknięte w pojęciu paradoksu neurotycznego,
nad którym dziesiątki lat temu zastanawiali się behawioryści
zainteresowani pracą kliniczną. Dekady badań nad tego typu wyzwaniami
pokazują, że takie wzorce często się nie zmieniają. Blokują się i wydają
niemal oderwane od zewnętrznych zależności -?czy też świata -?w których
się pojawiają.
W zwierzęcych modelach kontroli awersyjnej "poruszanie się wewnątrz" nie
przynosi korzyści, jeśli celem jest przewidywanie i oddziaływanie w sposób precyzyjny i pogłębiony oraz w szerokim zakresie. Lepiej
powiedzieć, że zwierzę je, ponieważ jest pozbawione jedzenia, a nie
dlatego, że jest głodne; albo że unika porażenia prądem, a nie bólu.
Trzymamy się tego, czym można manipulować bezpośrednio, nie dlatego, że
zdarzenia prywatne nie istnieją u zwierząt, lecz raczej dlatego, iż
analizie eksperymentalnej w niczym nie pomaga zauważenie, że niedobór
pożywienia jest operacją ustanawiającą, która zmienia wzmacniającą
funkcję jedzenia, ORAZ że prawdopodobnie odczuwane są prywatne dodatkowe
elementy towarzyszące temu efektowi.
W przypadku ludzi sytuacja jest bardziej złożona ze względu na
przekształcanie funkcji bodźców, które zachodzi w związku z ramowaniem
relacyjnym. Relacje zachowanie-zachowanie można ustanowić w pewnych
kontekstach, które wymagają zwrócenia uwagi na zdarzenia prywatne lub w których nie jest możliwa pełna analiza funkcjonalna. Ramowanie relacyjne
pozwala osobie obserwować i opisywać zdarzenia prywatne, a także
warunki, które zdają się do nich przyczyniać. Gdy zdarzenia te stają się
elementem sieci relacyjnych, mogą uczestniczyć w regulacji zachowań
jawnych i stają się częścią umiejętności służących do regulowania
środowiska społecznego. Gospodyni częstująca gości ciastem
prawdopodobnie będzie w stanie lepiej zapewnić im wzmocnienie, jeśli
będzie pytać: "Jesteś głodny?", a nie: "Czy jesteś w stanie deprywacji
pokarmowej?". Nawet po obfitym obiedzie propozycja sernika własnej
roboty może się spotkać z pozytywną odpowiedzią, podczas gdy propozycja
tarty z kaszanką mogłaby wywołać odpowiedź negatywną także w sytuacji
deprywacji pokarmowej. By odejść jeszcze dalej od bezpośrednich
zależności: uprzejmy gość doceni wysiłek gospodyni, odpowie twierdząco i zje całą porcję, nawet jeśli nie jest szczególnie głodny, ponieważ
pozytywna odpowiedź pozwoli mu uniknąć późniejszego poczucia winy.
Tym, co powoduje relacje między zdarzeniami prywatnymi a zachowaniem
jawnym, są wskazówki kontekstowe regulujące ramy relacyjne i przekształcanie funkcji bodźca. Zależności zewnętrzne mogą być zmieniane
przez zdarzenia prywatne, ponieważ zdarzenia te mogą uczestniczyć w tworzeniu i przestrzeganiu reguł. W analizie zachowania żadne zdarzenie
behawioralne nie jest "przyczyną" innych zachowań tej samej jednostki,
ale w przeciwieństwie do zwierząt analiza bezpośrednich zależności musi
zostać uzupełniona analizą pośrednich zależności ustanowionych przez
relacyjne zachowania sprawcze. Te zależności znaczeniowe są tak samo
rzeczywiste, podatne na manipulowanie i ważne, jak każdy strumień
zależności, ale wcześniej były pomijane w analizie zachowania.
Zachowanie kierowane regułami może przedłużać cierpienie
Podstawową niedoskonałość ogólnej teorii zachowania zaobserwowano po raz
pierwszy w kontekście rozkładów wzmacniania. Była ona znana od początku
analizy zachowania, gdyż wysoce przewidywalny wpływ rozkładów
wzmacniania na reakcje wykazywany w przypadku zwierząt często nie był
obserwowany u ludzi (np. Lippman i Meyer, 1967). Mniejsze różnice
uzyskano, gdy unikano instrukcji (Weiner, 1970), minimalne zaś
stwierdzono, gdy badano dzieci w fazie przedwerbalnej (Lowe, Beasty i Bentall, 1983) lub dzieci ze znaczną niepełnosprawnością w posługiwaniu
się językiem (Orlando i Bijou, 1960).
Reguły werbalne mogą wpływać na wrażliwość na zmieniające się zależności
zewnętrzne -?lub na prawdopodobieństwo, że osoba zmieni swoje
zachowanie, gdy zmienią się zależności, które je kiedyś utrzymywały. W podstawowym eksperymencie mającym na celu sprawdzenie wrażliwości na
zmieniające się zależności badacz ustala pewien rodzaj reakcji w ramach
określonego rozkładu wzmacniania. Na przykład Eliot Shimoff, A. Charles
Catania i Byron A. Matthews (1981) porównali aktywność ukształtowaną i wynikającą z instruowania z wykorzystaniem interwałowych i proporcjonalnych rozkładów wzmacniania, z których każdy miał dodatkowo
nałożoną zależność różnicującego wzmacniania niskiego tempa reagowania
(DRL). W przypadku obu rozkładów, gdy wspomniana zależność została
złagodzona, wskaźnik reakcji wzrósł u większości tych badanych, których
pierwotne zachowanie zostało ukształtowane, ale nie u tych, u których
zachowanie wynikało z instruowania.
Do dziś w analizie zachowania przeprowadza się wiele eksperymentów
dotyczących zachowania kierowanego regułami. Od czasu do czasu będziemy
do tego wracać; tutaj wystarczy wspomnieć, że w kolejnych badaniach
porównywano zachowania pozostające pod kontrolą reguł werbalnych, a nie
ustanowionych przez zależności zewnętrzne. Rozróżnienia tego dokonał po
raz pierwszy Skinner (1969). Badania nad zachowaniami kierowanymi
regułami rozkwitły w ramach tak zwanej hipotezy językowej (Lowe, 1979),
zgodnie z którą większość różnic między działaniem ludzi a działaniem
zwierząt można przypisać wpływowi zdarzeń werbalnych na działanie
ludzkie (obszernie pisał o tym Hayes -?zob. 1989). Wiele się nauczono,
lecz okazało się, że aby w pełni zrozumieć dane, konieczne jest bardziej
zaawansowane rozumienie kierowania regułami.
Wykazano, że wrażliwość na rozkład wzmacniania można w dużym stopniu
przewidzieć na podstawie zasad przekazywanych uczestnikom na początku
eksperymentu, gdy wchodzą oni w interakcje z zaprogramowanymi
zależnościami. Na podstawie setek badań można stwierdzić, że uczestnicy,
którym nigdy nie przedstawiono reguły i którzy poznali ją przez
bezpośrednie doświadczenie, zwykle wykazywali się większą elastycznością
reakcji, kiedy zależności się zmieniały. Wzorzec osób, które poznawały
zależności za pośrednictwem reguł, był bardziej złożony. Zależał przede
wszystkim od tego, dlaczego i jak dobrze badani przestrzegali danej
reguły, czego się nauczyli podczas jej przestrzegania, czy osoba
wyznaczająca regułę mogła monitorować jej przestrzeganie, czy reguła
pozostawała w mocy -?i wielu innych tego rodzaju zmiennych (Hayes,
1989).
Eksperymenty te dobitnie pokazują, że elastyczność behawioralna może być
odwrotnie proporcjonalna do określonych typów zachowań kierowanych
regułami. Kiedy klient doświadcza w życiu cierpienia (tj. nie udaje mu
się uzyskać wartościowych dla niego wzmocnień), niezdolność do adaptacji
może być wynikiem niedokładnych lub niesprawdzonych reguł dotyczących
zewnętrznych zależności i licznych sposobów, na jakie reguły zmieniają
wpływ środowiska. Reguły werbalne ustanawiają nowe rodzaje zależności,
które można by nazwać znaczeniowymi. Kiedy sztywność behawioralna i utrata wartościowych dla jednostki wzmocnień wynikają raczej z reguł
werbalnych niż z bezpośredniego doświadczania zewnętrznych zależności,
mówimy o sztywności psychologicznej. Terapia akceptacji i zaangażowania
została opracowana jako proces interwencyjny w celu ustanowienia
elastyczności psychologicznej jako alternatywy dla zablokowania się w nieadaptacyjnych wzorcach zachowania.
W terapii akceptacji i zaangażowania dąży się do zwiększenia
elastyczności reagowania poprzez zmianę funkcji ramowania relacyjnego w sposób adaptacyjny i wrażliwy na kontekst. Często oznacza to
ograniczenie wpływu reguł, gdy przestają się one łączyć z wybranymi
wzmocnieniami. Może to jednak oznaczać też przestrzeganie reguł
werbalnych, gdy skutkuje to kontaktem ze wzmocnieniami. Zacznijmy od
sformułowania operacyjnej definicji elastyczności behawioralnej i elastyczności psychologicznej z uwagi na ich rolę w cierpieniu
człowieka, a także w znajdowaniu przez niego rozwiązań.
Charakterystyka elastyczności psychologicznej
W języku potocznym "elastyczność" oznacza zdolność odkształcania się -
bez łamania. Definicja ta uwypukla zbieżne wymiary zachowania wyższego
rzędu -?oporność i brak oporności. Żeby fizyczny obiekt był elastyczny,
musi się zmieniać lub dostosowywać pod wpływem nacisku, a zarazem być
wystarczająco trwały, by nie zostały naruszone wiązania fizyczne i nie
doszło do pęknięcia. Z zachowaniem może być podobnie. Chcemy, aby
zmieniało się ono czy też adaptowało w odpowiedzi na nowe wymagania
środowiskowe. Nie chcemy, aby było nadmiernie stereotypowe -?częściowo
ze względu na brak wystarczającej zdrowej zmienności umożliwiającej
adaptację do zmieniających się kontekstów. Zarazem nie chcemy, aby
zachowanie dostosowało się do tego stopnia, że stanie się niestabilne i nieprzewidywalne z chwili na chwilę. Nie chcemy, by ludzie "się
złamali". Definicja elastyczności psychologicznej musi również
uwzględniać wpływ zdarzeń prywatnych i zachowań kierowanych regułami na
sztywność behawioralną ludzi jako niezwykle złożonych zwierząt
poznawczych. Elastyczność w kontekście zewnętrznych zależności może
wymagać zajmowania się zdarzeniami prywatnymi w bieżącej chwili oraz
ograniczenia funkcji reguł werbalnych, które prowadzą do
nieelastyczności.
Najwcześniejsze prace nad ACT dotyczyły wszystkich tych kwestii, w tym
niepomocnej dominacji reguł werbalnych w regulacji zachowania w niektórych kontekstach (tzw. fuzji poznawczej) czy nie zawsze
użytecznych funkcji unikania zdarzeń prywatnych (tj. unikania
doświadczania). Jednakże do początków XXI wieku, kiedy to pojawiło się
pojęcie elastyczności psychologicznej, nie istniał termin odnoszący się
do całego modelu.
Najwcześniejsza definicja elastyczności psychologicznej została
przedstawiona przez Stevena C. Hayesa z zespołem w formie pytania, które
odnosiło się do sześciu cech tejże elastyczności (Hayes, Strosahl,
Bunting, Twohig i Wilson, 2004, s. 12-13). Celowo nie użyto terminów
fachowych, ponieważ chodziło o pytanie, które jedna osoba może zadać
drugiej, zmagającej się z problemem psychicznym. Wspomniana definicja
brzmi następująco:
Biorąc pod uwagę rozróżnienie ciebie jako
świadomej istoty ludzkiej oraz treści psychicznych, z którymi się
zmagasz (
Ja jako kontekst),
czy jesteś gotowa/gotowy doświadczyć tych
treści w pełni i bez niepotrzebnego bronienia się przed nimi
(
akceptacja),
takimi, jakie one są, a nie jakie mówią, że
są (
defuzja), ORAZ
robić to, co prowadzi cię w kierunku
(
zaangażowane działanie)
wybranych przez ciebie wartości
(
wartości)
w tym czasie i w bieżącej sytuacji
(
świadomość chwili obecnej)?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki