Achilles. W pułapce przeznaczenia - Madeline Miller

Reflow text when sidebars are open.
Bogowie i nieśmiertelni
Afrodyta - bogini miłości i urody, matka Eneasza i orędowniczka Trojan. Szczególnie faworyzowała Parysa i w księdze III Iliady użyła swej mocy, aby go ocalić przed Menelaosem.
Apollo - bóg światła i muzyki, sprzymierzeniec Trojan. W księdze I Iliady zesłał śmiertelną zarazę na wojsko greckie, przyczynił się też istotnie do śmierci Achillesa i Patroklosa.
Artemida - bliźniacza siostra Apollina, bogini łowów, księżyca i dziewictwa. Oburzona rozlewem krwi, do jakiego prowadziła wojna trojańska, bezwietrzną pogodą unieruchomiła okręty greckie w Aulidzie. Ofiara Ifigenii przejednała ją i pomyślne wiatry powróciły.
Atena - potężna bogini mądrości, rękodzieła i sztuk wojennych. Była zażartą obrończynią swych ukochanych Greków w wojnie przeciwko Trojanom i wierną opiekunką Odyseusza. Pojawia się częstokroć zarówno w Iliadzie, jak i Odysei.
Chiron - jedyny "dobry" centaur, znany jako nauczyciel bohaterów: Jazona, Asklepiosa i Achillesa, oraz jako wynalazca medycyny i chirurgii.
Dzeus - król wszystkich bogów i ojciec wielu sławnych bohaterów, wśród nich Heraklesa i Perseusza.
Hera - królowa bogów, siostra i żona Dzeusa. Tak jak Atena sprzyjała Grekom, nienawidziła zaś Trojan. W Eneidzie Wergiliusza jest główną antagonistką, która po upadku Troi bezustannie nęka bohatera trojańskiego Eneasza.
Skamander - bóg rzeki Skamander położonej blisko Troi, jeden ze sprzymierzeńców Trojan. Jego sławna bitwa z Achillesem została opowiedziana w księdze XXII Iliady.
Tetyda - nimfa morska o zmiennej postaci, matka Achillesa. Przepowiednia głosiła, że syn Tetydy będzie potężniejszy od swojego ojca, co odstraszyło Dzeusa, który wcześniej ubiegał się o jej rękę. On to sprawił, że Tetydę wydano za człowieka, by ograniczyć moc jej potomka. W późniejszych od homeryckiej wersjach mitu boginka na różne sposoby starała się uczynić Achillesa nieśmiertelnym: trzymając chłopca za kostkę, zanurzała go w Styksie, próbowała też wypalić jego śmiertelność w płomieniach ogniska.
Śmiertelnicy
Achilles - syn króla Peleusa i boginki morskiej Tetydy. Był najdzielniejszym i najurodziwszym wojownikiem swego pokolenia. W Iliadzie nosi przydomek "szybkonogiego", słynie też z pięknego śpiewu. Był wychowywany przez dobrego centaura Chirona; wygnanego księcia Patroklosa uczynił swym wiernym towarzyszem. Jako nastolatek stanął przed sławetnym wyborem: długie życie i zapomnienie lub krótkie życie i sława. Wybrał sławę i wraz z innymi Grekami pożeglował do Troi, jednak w dziewiątym roku wojny pokłócił się z Agamemnonem i odmówił dalszej walki. Wrócił na pole bitwy, dopiero gdy jego ukochany Patroklos zginął z ręki Hektora. W napadzie szału Achilles zabił trojańskiego wojownika i z zemsty powlókł jego ciało wokół murów miasta. W końcu on sam zginął pod Troją ugodzony strzałą księcia Parysa, którego wspierał bóg Apollo.
Najsławniejszy mit o Achillesie - jego śmiertelnie wrażliwej pięcie - w istocie powstał bardzo późno. W Iliadzie oraz Odysei Achilles nie jest niezwyciężony, tylko wybitnie uzdolniony w sztuce walki. W czasach po Homerze zaczęły jednak rodzić się mity, które miały tłumaczyć i uzasadniać rzekomą niezwyciężoność Achillesa. W jednej z popularnych wersji bogini Tetyda zanurza Achillesa w Styksie, chcąc uczynić go nieśmiertelnym. Jego ciało staje się odporne na wszelkie ciosy, z wyjątkiem pięty, za którą go trzymała. Z tej racji, że Iliada i Odyseja były dla mnie głównymi źródłami inspiracji, i dlatego że ich interpretacja zdawała się bardziej realistyczna, postanowiłam trzymać się starszej tradycji.
Agamemnon - brat Menelaosa, władał Mykenami, największym królestwem Grecji, i był naczelnym wodzem wyprawy Greków pod Troję. Podczas wojny często toczył spory z Achillesem, który podważał prawo Agamemnona do komenderowania nim. Po powrocie z wojny do domu Agamemnon został zamordowany przez swą żonę Klitajmestrę. Ajschylos opisuje to wydarzenie i jego następstwa w sławnej trzyczęściowej tragedii Oresteja.
Ajas - władca Salaminy i potomek Dzeusa, znany ze swej ogromnej postury i siły. Był największym po Achillesie wojownikiem greckim i godnie dotrzymywał pola Trojanom, podczas gdy Achilles wstrzymywał się od walki. Kiedy Agamemnon po śmierci Achillesa uhonorował Odysa jako najdzielniejszego z Greków, oszalały z żalu i złości Ajas odebrał sobie życie. Jego historię poruszająco opisuje Sofokles w tragedii Ajas.
Andromacha - księżniczka Cylicji położonej koło Troi, została wierną i oddaną żoną Hektora. Nienawidziła Achillesa, z którego ręki zginęli w boju wszyscy jej krewni. Podczas plądrowania Troi Pyrros pojmał ją jako brankę i zabrał do Grecji. Po śmierci Pyrrosa ona i Helenus założyli miasto Butrint, które miało przypominać utraconą Troję. Wergiliusz opowiada ich historię w księdze III Eneidy.
Automedon - woźnica rydwanu Achillesa, zręczny w prowadzeniu jego boskich nieokiełznanych koni. Po śmierci Achillesa służył jego synowi Pyrrosowi.
Bryzeida - pojmana przez Greków w wypadzie na obóz Trojan dostała się Achillesowi jako trofeum wojenne. Kiedy Achilles przeciwstawił się Agamemnonowi, ten za karę odebrał mu brankę. Bryzeida została zwrócona po śmierci Patroklosa i w księdze IX Iliady wraz z innymi kobietami z obozu opłakuje zmarłego.
Chryzes i Chryzeida - Chryzes był anatolijskim kapłanem Apollina. Jego córka Chryzeida została porwana i zniewolona przez Agamemnona. Kiedy Chryzes przybył ją odzyskać, ofiarując hojny okup, Agamemnon znieważył kapłana i odprawił z niczym. Owładnięty furią Chryzes wezwał pomsty Apollina, który zesłał na wojska greckie klęskę pomoru. Na publiczne żądanie Achillesa, by Agamemnon oddał brankę, wódz Greków wybuchnął gniewem, co ostatecznie doprowadziło do dramatycznego rozłamu między obu bohaterami.
Deidameja - córka Likomedesa, króla wyspy Skyros. Chcąc uchronić Achillesa przed wojną, Tetyda przebrała go za dziewczynę i ukryła na dworze Likomedesa wśród towarzyszek księżniczki. Deidameja odkryła mistyfikację i potajemnie poślubiła Achillesa, z którym spłodziła syna Pyrrosa.
Diomedes - król Argos. Znany zarówno ze swej przenikliwości, jak siły, był jednym z najbardziej cenionych wojowników w armii greckiej. Tak jak Odyseusz był ulubieńcem bogini Ateny, która w księdze V Iliady wspiera go w boju, obdarzając nadprzyrodzoną siłą.
Eneasz - syn bogini Afrodyty i śmiertelnika Anchizesa. Ten szlachetny Trojańczyk był bardzo pobożny, walczył dzielnie w wojnie trojańskiej, lecz znany jest przede wszystkim ze swych późniejszych przygód. Jak opowiada Wergiliusz w Eneidzie, Eneasz uszedł z płonącej Troi i powiódł grupę ocalałych do Italii, gdzie ożenił się z miejscową księżniczką i został protoplastą ludu rzymskiego.
Feniks - stary przyjaciel i doradca Peleusa, który popłynął z Achillesem do Troi jako jego mentor. W księdze IX Iliady Feniks opowiada, że opiekował się Achillesem, kiedy ten był dzieckiem, i że na próżno próbował go przekonać, by zaniechał gniewu i pomógł Grekom.
Hektor - najstarszy syn Priama, trojański następca tronu znany ze swego męstwa, szlachetności i cnót rodzinnych. W księdze VI Iliady Homer przedstawia nam wzruszającą scenę pomiędzy Hektorem, jego żoną Andromachą oraz ich synkiem Astianaksem, który zginął z ręki Achillesa w ostatnim roku wojny.
Helena - legendarna piękność świata. Helena była księżniczką Sparty, córką królowej Ledy i boga Dzeusa (w postaci łabędzia). Wielu zalotników ubiegało się o nią i wszyscy przysięgli, że bez względu na to, kto otrzyma jej rękę, będą stać na straży tego związku. Poślubiła króla Sparty Menelaosa, lecz wkrótce zbiegła z księciem trojańskim Parysem, wywołując wojnę trojańską. Po wojnie wróciła z Menelaosem do Sparty.
Herakles - syn Dzeusa, najsławniejszy z greckich bohaterów, znany ze swej nadludzkiej siły. Za sprawą bogini Hery, która nienawidziła go za to, że był owocem jednej z miłosnych przygód Dzeusa, Herakles zmuszony był wykonać dwanaście ciężkich prac. Zmarł na długo przed rozpoczęciem wojny trojańskiej.
Idomeneus - król Krety i wnuk króla Minosa, związanego z legendą o Minotaurze.
Ifigenia - córka Agamemnona i Klitajmestry, pod fałszywym pretekstem zaślubin z Achillesem sprowadzono ją do Aulidy, aby przebłagać boginię Artemidę. Dzięki jej ofierze wróciły pomyślne wiatry i flota grecka mogła wypłynąć na podbój Troi. Tę historię opisał Eurypides w tragedii Ifigenia w Aulidzie.
Kalchas - kapłan i wieszcz, który doradzał Grekom. Namawiał Agamemnona, żeby poświęcił swą córkę Ifigenię i zwrócił porwaną niewolnicę Chryzeidę jej ojcu.
Likomedes - król Skyros i ojciec Deidamei. Nieświadomie udzielił na swym dworze schronienia Achillesowi przebranemu za dziewczynę.
Menelaos - brat Agamemnona, zaślubiwszy Helenę, został królem Sparty. Po uprowadzeniu Heleny przez Parysa powołał się na przysięgę złożoną przez wszystkich jej zalotników i wspólnie ze swym bratem poprowadził wojsko greckie na wyprawę do Troi. W księdze III Iliady toczy pojedynek z Parysem o Helenę i Parys ulega, ale ratuje go Afrodyta, porywając z placu boju. Po wojnie Menelaos i Helena wrócili do Sparty.
Nestor - leciwy władca Pylos, niegdyś towarzysz Heraklesa. Był za stary, żeby walczyć w wojnie trojańskiej, ale służył za ważnego doradcę Agamemnona.
Odyseusz - przebiegły książę Itaki, ulubieniec bogini Ateny. To on zaproponował sławetną przysięgę, na mocy której wszyscy zalotnicy Heleny mieli stać na straży jej małżeństwa. W nagrodę dla siebie uzyskał rękę jej bystrej kuzynki Penelopy. Podczas wojny trojańskiej był jednym z głównych doradców Agamemnona, a także pomysłodawcą fortelu z koniem trojańskim. Jego podróż do domu, która trwała dziesięć lat, jest tematem Odysei Homera, ze sławnymi opowieściami o jego pobycie w kraju cyklopów, na wyspie czarodziejki Kirke, o Scylli i Charybdzie oraz syrenach. Ostatecznie Odys wrócił do Itaki, gdzie powitała go żona Penelopa oraz dorosły syn Telemach.
Parys - syn Priama, który został sędzią w sławnym "konkursie piękności" między Herą, Ateną i Afrodytą, ze złotym jabłkiem jako nagrodą. Wszystkie trzy boginie próbowały go przekupić: Hera obiecywała mu władzą, Atena mądrość, Afrodyta najpiękniejszą kobietę świata. Parys przyznał jabłko Afrodycie, która w zamian pomogła mu uprowadzić Helenę, żonę Menelaosa, co stało się powodem wojny trojańskiej. Znany z biegłości w łucznictwie Parys, z pomocą Apollina, zabił mężnego Achillesa.
Patroklos - syn króla Menojtiosa. W młodości został wygnany z domu za nieumyślne zabicie innego chłopca i znalazł schronienie na dworze Peleusa, gdzie wychowywał się z Achillesem. W Iliadzie jest postacią drugorzędną, ale jego brzemienna decyzja, by ratować Greków (przywdziewając zbroję Achillesa), daje początek ostatniemu aktowi całej historii. Kiedy Patroklos ginie z ręki Hektora, Achilles wpada w rozpacz i bierze brutalny odwet na Trojanach.
Peleus - król Ftyi, ojciec Achillesa. Historia Peleusa, który przemocą posiadł zmieniającą postać Tetydę, była w starożytności bardzo popularna.
Poliksena - księżniczka trojańska, którą Pyrros, nim wyruszył w podróż do domu, złożył w ofierze na grobie swego ojca.
Priam - ostatni król Troi, znany ze swej pobożności i licznego potomstwa. W księdze XXIV Iliady z odwagą udaje się do namiotu Achillesa, by błagać o ciało swego syna Hektora. Został zabity przez Pyrrosa, syna Achillesa, gdy Grecy wtargnęli do Troi.
Pyrros - syn Achillesa i Deidamei. Choć formalnie miał na imię Neoptolemos, nazywano go Pyrros z powodu rudych włosów. Przystąpił do wojny po śmierci swego ojca; wziął udział w fortelu z drewnianym koniem i podczas walk brutalnie zamordował starego króla Priama. W księdze II Eneidy Wergiliusz opowiada o roli Pyrrosa w plądrowaniu Troi.
Pisanie tej książki było dziesięcioletnią podróżą, a miałam dość szczęścia, by spotkać w drodze więcej dobrotliwych bogiń i bogów niż gniewnych cyklopów. Niemożliwością jest wyrazić wdzięczność wszystkim, którzy mnie w tym czasie wspierali - byłaby potrzebna druga książka - ale jest kilka bóstw, którym muszę złożyć imienny hołd.
Pragnę podziękować swoim pierwszym czytelnikom, którzy wyrazili tak serdeczne i przemyślane opinie: Carolyn Bell, Sarah Furlow i Michaelowi Bourretowi. Jestem wdzięczna swojej cudownej matce chrzestnej, Barbarze Thornbrough, która nieustannie dodawała mi otuchy, oraz rodzinie Drake'ów za ich przyjazne sekundowanie i fachowe konsultacje w najróżniejszych sprawach. Równie serdeczne podziękowania kieruję do swoich nauczycieli, w szczególności do Diane Dubois, Susan Melvoin, Kristin Jaffe, Judith Williams i Jima Millera; oraz do moich fantastycznych studentów pasjonatów, szekspirologów i łacinników po równi, za to, że nauczyli mnie więcej niż ja ich.
Miałam szczęście spotkać na swej drodze nie jednego, lecz trzech mistrzów kultury antycznej, nauczania i życia: Davida Richa, Josepha Pucciego i Michaela C.J. Putnama. Jestem wdzięczna ponad miarę za ich dobroć i erudycję. W tym miejscu wielkie podziękowania dla całego Wydziału Klasycznego Uniwersytetu Browna. Nie trzeba wspominać, że za wszystkie błędy i potknięcia ja odpowiadam, a nie ktokolwiek z nich.
Szczególne dzięki dla Waltera Kasinskasa oraz dla pięknej i utalentowanej Nory Pines, która zawsze wierzyła, że będę pisarką, mimo że naczytała się moich wczesnych nowel.
Dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki niepodrabialnemu, niespożytemu i wybitnemu Jonahowi Ramu Cohenowi, zapalczywemu, ognistemu wojownikowi, który walczył o tę książkę na każdym kroku długiej drogi. Jestem ci taka wdzięczna za przyjaźń.
Górę Olimp wdzięczności dla zdumiewającej Julie Barer, najlepszej z agentek, która zaszalała i sprawiła cud, wespół z resztą swej czarodziejskiej drużyny.
Dziękuję, rzecz jasna, mojej dynamicznej, wspaniałej redaktorce Lee Boudreaux i całemu zespołowi w Ecco: Abigail Holstein, Michaelowi McKenzie, Heather Drucker, Rachel Bressler i każdemu, kto z podobną troską zajmował się mną i tą pracą. Chcę też podziękować fantastycznym ludziom z Bloomsbury UK - znakomitej Alexandrze Pringle, Katie Bond, Davidowi Mannowi i wszystkim innym z ich zespołu za całą niewiarygodną pracę dla mojej książki.
Wreszcie moja rodzina: dziękuję im wszystkim, łącznie z braciszkiem Budem, który dorastał wraz z moimi historiami o Achillesie, i moim cudownym ojczymem Gordonem. Najmocniej dziękuję mojej najwspanialszej mamie, która kochała mnie i wspierała we wszystkich poczynaniach i która zaraziła mnie miłością do czytania. Czuję się wybranką losu, będąc twoją córką.
Na sam koniec, choć nie mniej znaczące, podziękowania dla Nathaniela - mojej Atenie w lśniącej zbroi - którego miłość, poprawki redakcyjne i cierpliwość sprowadziły mnie na powrót do domu.
Mój ojciec był królem i synem królów. Był niski, jak większość z nas, i barczysty jak wół. Poślubił moją matkę, kiedy miała czternaście lat i wedle zapewnienia kapłanki była dojrzała. Chodziło o dobrą partię: panna była jedynaczką i fortuna jej ojca miała przypaść jej mężowi.
Dopiero po ślubie dowiedział się, że żona jest ograniczona. Jej ojciec dobrze pilnował, aby do samej ceremonii miała zawoalowaną twarz, a mój ojciec mu uległ. Zawsze były niewolnice i chłopcy służebni, gdyby okazała się brzydka. Mówią, że kiedy unieśli w końcu welon, matka uśmiechnęła się. Stąd wyszło na jaw, że jest głupia. Panny młode nie uśmiechają się.
Kiedy przyszedłem na świat, ojciec wyrwał mnie z jej ramion i powierzył piastunce. Położna z litości dała matce poduszkę, żeby miała co trzymać zamiast mnie. Matka ją przytuliła, jakby nie zauważyła podmiany.
Mały i cherlawy, szybko stałem się powodem rozczarowania. Nie byłem zwinny. Nie byłem silny. Nie umiałem śpiewać. Najlepsze, co dało się o mnie powiedzieć, to że nie byłem chorowity. Przeziębienia i napady drgawek, zwyczajne dolegliwości u moich rówieśników, mnie się nie imały. To tylko budziło podejrzenia w ojcu. Może byłem odmieńcem, podrzutkiem z innego świata? Trzęsły mi się ręce, kiedy czułem na sobie jego gniewny wzrok. Mojej matce ulewało się z ust wino.
* * *
Mam pięć lat, kiedy przychodzi kolej na ojca, by urządził igrzyska. Zjeżdżają mężowie z tak dalekich stron jak Tesalia i Sparta, i nasze skarbce wzbogacają się o ich złoto. Setka sług przez dwadzieścia dni ubija bieżnię i usuwa kamienie. Ojciec chce mieć najwspanialsze igrzyska swego pokolenia.
Najlepiej pamiętam biegaczy, orzechowobrązowe ciała namaszczone oliwą, rozciągające się na bieżni w pełnym słońcu. Dojrzali barczyści mężowie mieszają się z gołobrodymi młodzianami i chłopcami, wszyscy mają mocne, rzeźbione łydki.
Zabito w ofierze byka, spuszczając z niego krew w ziemię i do ciemnych czar z brązu. Szedł spokojnie na śmierć, co dobrze wróżyło igrzyskom.
Biegacze zebrali się przed podium, gdzie ojciec i ja siedzimy pośród nagród, które wręczymy zwycięzcom. Są złote kratery do mieszania wina z wodą, trójnogi z kutego brązu i jesionowe włócznie zakończone szlachetnymi żeleźcami, ale prawdziwe trofeum spoczywa w moich rękach: wieniec ze świeżo ściętego wawrzynu o szarozielonych liściach wypolerowanych na błysk moim kciukiem. Ojciec powierzył mi go bez przekonania. Uspokajał siebie samego, mówiąc, że mam go tylko trzymać, nic więcej.
Pierwsi pobiegną najmłodsi chłopcy. Przestępują z nogi na nogę, czekając na znak kapłana. Są w wieku, kiedy się szybko rośnie, i spod napiętej skóry wystają im spiczaste, patykowate kości. Mój wzrok pada na jasną głowę wśród dziesiątków ciemnych zmierzwionych czupryn. Pochylam się zaciekawiony. W słońcu włosy tego chłopca lśnią jak miód i połyskuje w nich złoto - książęcy diadem.
Jest niższy od współzawodników i w przeciwieństwie do nich jeszcze w dziecięcy sposób pulchny. Jego włosy są długie, związane z tyłu rzemykiem, i aż skrzą się na mocno śniadych plecach. Twarz, kiedy się odwraca, jest poważna niczym twarz dorosłego mężczyzny.
Gdy tylko kapłan uderzył w ziemię, jasnowłosy chłopiec wyprzedza starszych od siebie i potężniej zbudowanych konkurentów. Biegnie lekko, jego pięty mienią się różowo jak liżące języki. Wygrywa.
Patrzę, jak ojciec zabiera mi wieniec z kolan i koronuje zwycięzcę; liście laurowe na jego płowych włosach zdają się prawie czarne. Jego ojciec, Peleus, podchodzi uśmiechnięty i dumny. Królestwo Peleusa jest mniejsze od naszego, lecz wieść niesie, że jego żona jest boginką i że kochają go poddani. Mój ojciec przygląda się z zazdrością. Jego żona jest głupia, a syn zbyt powolny, żeby pobiec choćby w grupie najmłodszych. Odwraca się do mnie.
- Oto jaki powinien być syn.
Bez wieńca czuję pustkę w rękach. Patrzę, jak król Peleus obejmuje syna. Widzę, jak chłopiec ze śmiechem wyrzuca wieniec w górę i z powrotem go łapie. Twarz mu jaśnieje zwycięstwem.
* * *
Oprócz tej sceny pamiętam tylko strzępy obrazów z mego ówczesnego życia: ojciec z zachmurzoną miną na tronie, mój ukochany drewniany konik, matka na plaży z oczami zwróconymi na Morze Egejskie. W tym ostatnim wspomnieniu zbieram płaskie kamienie i puszczam dla niej kaczki, pac, pac, pac, pac... Wydaje się, że lubi patrzeć, jak zmarszczki na wodzie rozchodzą się i wygładzają. Albo lubi samo morze. Na jej skroni bieli się gwiaździste znamię, blizna po tym, jak jej własny ojciec uderzył ją rękojeścią miecza. Z piasku, tam gdzie zagrzebała stopy, wystają same palce, i szukając kamieni, staram się ich nie trącać. Wybieram kamyk i ciskam w wodę, zadowolony, że jestem w tym dobry. To jedyne wspomnienie, jakie mam o matce, tak świetliste, że chyba musiałem to zmyślić. Przecież niepodobieństwem było, żeby ojciec wypuścił nas samych razem, swego głupiego syna z jeszcze głupszą żoną. Zresztą gdzie my jesteśmy? Nie rozpoznaję tej plaży, tego kawałka brzegu. Tyle się od tamtej pory wydarzyło.
Zostałem wezwany przed króla. Pamiętam, jak tego nie znosiłem: najpierw marsz przez ogromną salę tronową, potem klęczenie na kamiennej posadzce. Niektórzy królowie zdobywali się na dywany pod kolana posłańców, którzy mieli do przekazania długie wiadomości. Ale nie mój ojciec.
- Córka króla Tyndareosa jest wreszcie gotowa do małżeństwa - powiedział.
Znałem to imię. Tyndareos był królem Sparty i posiadał wielkie obszary najżyźniejszych ziem południowych, jakich mój ojciec pożądał. Słyszałem też o jego córce wychwalanej w pogłoskach za wyjątkową urodę. Mówiono, że jej matka, Leda, została zniewolona przez samego Dzeusa, króla wszystkich bogów, w przebraniu łabędzia. Dziewięć miesięcy później jej łono wydało dwie pary bliźniąt: Klitajmestrę i Kastora, dzieci jej męża śmiertelnika, oraz Helenę i Polideukesa, urocze łabędziątka boga. Lecz bogowie uchodzili za marnych rodziców; oczekiwano, by Tyndareos uznał całą czwórkę.
Nie zareagowałem na ojcowskie słowa. Takie rzeczy nic dla mnie nie znaczyły.
Ojciec odchrząknął, bardzo donośnie w głuchej ciszy sali tronowej.
- Przydałoby się mieć ją w naszej rodzinie. Pojedziesz i wystąpisz jako konkurent.
W sali nie było nikogo innego, więc tylko on mógł słyszeć moje prychnięcie. Ale darowałem sobie wszelkie słowa protestu. Ojciec dobrze wiedział, co mógłbym powiedzieć: że mam dziewięć lat, jestem brzydki, mało obiecujący, niezainteresowany.
Wyruszyliśmy następnego rana, objuczeni darami i podróżnym prowiantem. Eskortowali nas żołnierze w najlepszych zbrojach. Z samej podróży niewiele pamiętam - wiodła przez ląd, mijane okolice nie zostawiały żadnych wrażeń. Na czele kawalkady ojciec wydawał nowe rozkazy emisariuszom i sekretarzom, którzy rozjeżdżali się we wszystkie strony. Patrzyłem ze spuszczoną głową na skórzane wodze, gładziłem kciukiem ich mechatą końcówkę. Nie wiedziałem, co ja tam robię. To było niezrozumiałe jak dużo innych rzeczy, które robił mój ojciec. Osioł kołysał się na boki, a ja wraz z nim, zadowolony, że mam choć taką rozrywkę.
Nie byliśmy pierwszymi konkurentami, którzy zjechali do twierdzy Tyndareosa. W stajniach pełnych koni i osłów krzątała się rzesza sług. Ojciec wyglądał na niezbyt zadowolonego z przyjęcia, jakie nam zgotowano: widziałem, jak ze zmarszczonym czołem pociera kamień paleniska w naszej komnacie. Przywiozłem z domu zabawkę, konika z ruchomymi nogami. Podnosiłem jedno kopyto, potem drugie, wyobrażałem sobie, że przyjechałem na nim, a nie na oślim grzbiecie. Zlitował się nade mną jakiś żołnierz i pożyczył mi kości. Rzucałem je na podłogę, aż wyszły same szóstki w jednym rzucie.
Nadszedł wreszcie dzień, w którym ojciec kazał mi się wykąpać i uczesać. Musiałem zmienić tunikę, potem zmienić na jeszcze inną. Przebierałem się posłusznie, chociaż nie widziałem różnicy między purpurą ze złotą nicią a szkarłatem ze złotą nicią. Ani jedna, ani druga tunika nie zakrywała moich guzowatych kolan. Ojciec wyglądał mocarnie i srogo z tą przecinającą twarz czarną brodą. Dar dla Tyndareosa stał przygotowany: krater z bitego złota z reliefem przedstawiającym historię księżniczki Danae. Dzeus przyszedł do niej pod postacią złotego deszczu i spłodził Perseusza, pogromcę gorgony Meduzy, drugiego spośród naszych herosów, tylko Heraklesowi ustępującego sławą.
- Nie przynieś nam wstydu - powiedział ojciec, wręczając mi złoty dar.
Usłyszałem komnatę gościnną, nim ją zobaczyłem. Od wielkich kamiennych ścian odbijały się setki głosów, brzęk kielichów i zbroi. Słudzy pootwierali na oścież okna, by dać ujście zgiełkowi, i na wszystkich ścianach rozwiesili gobeliny, czysty przepych. Nigdy wcześniej nie widziałem tylu ludzi we wnętrzu. Nie ludzi, poprawiłem się. Królów.
Wezwano nas na zgromadzenie, usadowiono na ławach wysłanych krowimi skórami. Słudzy wycofali się w cień. Mój ojciec wpił mi palce w ramię, ku przestrodze, żebym się nie wiercił.
W tamtym spędzie książąt, herosów i królów rywalizujących o jedno jedyne trofeum panowała gwałtowność, ale umieliśmy małpować cywilizację. Ci młodzi mężczyźni przedstawiali się jeden po drugim, dumni ze swych lśniących czupryn, smukłych talii i kosztownych strojów z barwionych tkanin. Wielu było synami bądź wnukami bogów. Wszyscy dorobili się jednej, dwóch albo i więcej pieśni opiewających ich czyny. Tyndareos witał każdego z osobna, przyjmował od nich dary, które rosły w stos na środku komnaty. Każdemu oddawał głos, by przedłożył swoją kandydaturę.
Mój ojciec był z nich najstarszy, nie licząc męża, który, gdy przyszła jego kolej, powiedział, iż zwie się Filoktet.
- Kompan Heraklesa - szepnął ktoś siedzący obok nas.
Dobrze rozumiałem podziw w jego głosie. Herakles był naszym największym herosem, a Filoktet najbliższym z jego towarzyszy, jedynym nadal żyjącym. Miał siwe włosy i mocne, żylaste palce, same ścięgna obleczone skórą, które zdradzały łucznika. I rzeczywiście, chwilę później uniósł największy łuk, jaki widziałem w swoim życiu, z polerowanego cisowego drewna, z majdanem opatrzonym w lwią skórę.
- Łuk Heraklesa - wyjaśnił. - Powierzony mi przez niego na łożu śmierci.
W naszych posiadłościach łuk budził kpiny jako broń tchórzy. Nikt by jednak nie powiedział czegoś podobnego o tym łuku; siła potrzebna, by go naciągnąć, zmuszała do pokory nas wszystkich.
Kolejny zalotnik, który wstał, żeby się przedstawić, miał oczy pomalowane jak kobieta.
- Idomeneus, król Krety. - Był smukły, z włosami długimi do pasa. Złożył w darze osobliwy żelazny topór o podwójnym obuchu. - To symbol mojego ludu.
Ruchy Kreteńczyka skojarzyły mi się z tancerkami, które tak lubiła moja matka.
A potem Menelaos, syn Atreusa, siedzący obok swego zwalistego jak niedźwiedź brata Agamemnona. Menelaos miał ogniście rude włosy, był silnej postury, muskularny, pełen życia. Ofiarował sztukę kosztownej, pięknie barwionej tkaniny.
- Chociaż ta dama nie potrzebuje żadnej ozdoby - dodał z uśmiechem.
To była bardzo zgrabna mowa. Żałowałem, że nie mam do powiedzenia czegoś równie błyskotliwego. Byłem jedynym zalotnikiem, który nie skończył dwudziestu lat, i nie miałem wśród przodków żadnego boga. Być może jasnowłosy syn Peleusa dałby sobie radę, pomyślałem. Ale jego ojciec trzymał go w domu.
Mężowie przedstawiali się jeden po drugim, aż ich imiona zaczęły mieszać mi się w głowie. Moja uwaga powędrowała ku podium, gdzie zauważyłem, po raz pierwszy, trzy zawoalowane kobiety siedzące u boku Tyndareosa. Wpatrywałem się w białe zasłony na ich twarzach, jakbym miał nadzieję pochwycić jakiś rys kobiety, którą każda skrywała. Mój ojciec chciał jedną z nich na moją żonę. Wszystkie trzymały na kolanach ręce, pięknie ozdobione bransoletami. Jedna była wyższa od dwóch pozostałych. Wydało mi się, że widzę pojedynczy ciemny lok wystający spod rąbka jej woalu. Helena miała jasne włosy, więc ta nie była Heleną. W rozkojarzeniu przestałem słuchać królów i na dźwięk imienia mojego ojca przestraszyłem się. Tyndareos patrzył na nas.
- Witaj, Menojtiosie. Przykro mi z powodu śmierci twojej żony.
- Moja żona żyje, Tyndareosie. To mój syn przybywa dziś prosić o rękę twej córki.
Zapanowała cisza, podczas której ukląkłem, oszołomiony wielością skierowanych na mnie spojrzeń.
- Twój syn nie jest jeszcze mężczyzną. - Głos Tyndareosa wydał się bardzo odległy. - Niczego w nim nie wyczułem.
- Nie szkodzi. Ja jestem mężczyzną za nas dwóch. - To był rodzaj żartu, jaki Grecy uwielbiali, dosadny i chełpliwy. Nikt się jednak nie roześmiał.
- Rozumiem - odparł Tyndareos.
Kamienna posadzka wrzynała mi się w kolana, ale ani drgnąłem. Byłem przyzwyczajony do klęczenia. Po raz pierwszy doceniałem wprawę zdobytą w sali tronowej ojca.
Pośród ciszy ojciec znowu przemówił:
- Inni przynieśli brąz i wino, oliwę i wełnę. Ja przynoszę złoto, i jest to ledwie cząstka moich zasobów.
Byłem świadomy, że dotykam postaci z reliefu na pięknym kraterze: Dzeusa wyłaniającego się z deszczu złotych promieni, wystraszonej księżniczki, ich dwojga złączonych w akcie cielesnym.
- Moja córka i ja jesteśmy wdzięczni za dar tak cenny, choć dla ciebie błahy.
Szmer w tłumie królów. To była zniewaga, której ojciec zdawał się nie rozumieć. Zapłoniłem się.
- Uczyniłbym Helenę królową mego dworu. Moja żona, jak ci wiadomo, nie jest zdolna rządzić. Prześcigam zamożnością wszystkich tych młodzieńców, a moje czyny mówią same za siebie.
- Myślałem, że pretendentem jest twój syn.
Uniosłem wzrok na dźwięk nowego głosu. Ktoś, kto jeszcze nie przemawiał. Był ostatni w kolejce, siedział sobie spokojnie na ławie, jego kręcone włosy połyskiwały w świetle paleniska. Na jednej nodze miał nieregularną szarpaną bliznę, szew spinający ciemnobrązową skórę od pięty do kolana, owijający mięśnie łydki i niknący w cieniu pod tuniką. To wyglądało na ślad po nożu czy coś w tym rodzaju, cięcie od dołu ku górze z pierzastymi krawędziami, których delikatność maskowała brutalne okoliczności, w jakich musiało się to zdarzyć.
Ojciec wpadł w złość.
- Synu Laertesa, nie pamiętam, żeby udzielono ci głosu.
- Nie udzielono - odparł z uśmiechem. - Wtrąciłem się. Ale nie musisz się mnie obawiać. Nie jestem w tej sprawie osobiście zainteresowany. Mówię wyłącznie jako obserwator.
Lekkie ożywienie na podium przyciągnęło mój wzrok. Jedna z zawoalowanych kobiet wyraźnie się poruszyła.
- Co on ma na myśli? - Ojciec był naburmuszony. - Skoro nie przyjechał tu po rękę Heleny, to po co? Niech wraca do swoich skał i swoich kóz.
Mężczyzna uniósł brwi, ale się nie odezwał.
Tyndareos również zachował łaskawość.
- Jeśli twój syn ma być pretendentem, jak mówisz, pozwól, aby się przedstawił.
Nawet ja wiedziałem, że przyszła kolej na mnie.
- Jestem Patroklos, syn Menojtiosa. - Mój głos z braku wprawy brzmiał piskliwie i chropowato. - Przybyłem jako pretendent do ręki Heleny. Mój ojciec jest królem i synem królów.
Nie miałem nic więcej do powiedzenia. Ojciec mnie nie przygotował; nie sądził, że Tyndareos każe mi zabrać głos. Wstałem, zaniosłem krater na stos z darami i postawiłem ostrożnie, tak żeby się nie przewrócił. Potem wróciłem na swoje miejsce. Nie ośmieszyłem się zbytnio, bo nie byłem rozdygotany, nie potknąłem się ani nie powiedziałem nic głupiego. A jednak paliłem się ze wstydu. Wiedziałem, jak muszę wyglądać w oczach tych dorosłych mężczyzn.
Tymczasem parada zalotników toczyła się dalej. Klęczący teraz mężczyzna był olbrzymem o połowę wyższym od mojego ojca, i jeszcze bardziej zwalistym. Za nim dwaj słudzy podtrzymywali ogromną tarczę, która zdawała się częścią jego zbroi. Sięgała mu od stóp do ukoronowanej głowy; żaden zwykły człowiek nie mógłby jej nosić. I to nie była ozdoba: poharatane, wyszczerbione brzegi świadczyły o bojach, w których brała udział. Ajas, syn Telamona, przedstawił się ów gigant. Mowę miał prostą i krótką, wywodził swój rodowód od Dzeusa i podał swą mocarną posturę jako dowód trwałej przychylności jego prapradziada. W darze złożył włócznię z giętkiego, kunsztownie rzeźbionego drewna. Kute żelazem ostrze błyszczało w świetle pochodni.
W końcu przyszła kolej na człowieka z blizną.
- I cóż, synu Laertesa? - Tyndareos poprawił się na tronie, zwracając twarz do rozmówcy. - Co powie na to wszystko niezainteresowany obserwator?
Zapytany odchylił się w tył.
- Ciekaw jestem, co zrobisz, aby przegrani konkurenci nie wypowiedzieli ci wojny? Tobie albo szczęściarzowi, który poślubi Helenę. Widzę tu pół tuzina mężczyzn gotowych skoczyć sobie do gardła.
- I to cię bawi.
Wzruszył ramionami.
- Bawi mnie ludzka głupota.
- Syn Laertesa szydzi z nas! - wykrzyknął olbrzym Ajas, z zaciśniętymi pięściami wielkości mojej głowy.
- W żadnym wypadku, synu Telamona.
- A więc, Odyseuszu? Może powiesz wreszcie, co myślisz. - Głos Tyndareosa po raz pierwszy zabrzmiał tak ostro.
Odyseusz znów wzruszył ramionami.
- To od początku było ryzykowne przedsięwzięcie, mimo fortuny i rozgłosu, jakie zdobyłeś. Wszyscy ci mężowie znają swą wartość. Nie dadzą się tak łatwo zbyć.
- To wszystko powiedziałeś mi w cztery oczy.
Widziałem, jak mój ojciec sztywnieje. Konspiracja. Nie on jeden miał gniew na twarzy.
- Istotnie. Ale teraz proponuję ci rozwiązanie. - Uniósł obie ręce, puste. - Nie przywiozłem ci daru i nie zabiegam o Helenę. Jestem królem, jak tu powiedziano, skał i kóz. W zamian za moje rozwiązanie oczekuję nagrody, o której już mówiliśmy.
- Daj mi to rozwiązanie i będziesz ją miał.
Znowu lekkie poruszenie na podium. Jedna z kobiet musnęła dłonią suknię swej towarzyszki.
- W takim razie, proszę, oto moja rada. Myślę, że powinniśmy pozostawić wybór Helenie. - Odyseusz urwał, pozwalając, by po sali przeszedł szmer niedowierzania; kobiety nie miały głosu w takich sprawach. - Wtedy nikt nie będzie mógł winić ciebie. Ale Helena musi wybrać teraz, bez zwłoki, bo inaczej będą mówili, że zrobiła to za twoim podszeptem albo z przymusu. I jeszcze jedno. - Podniósł palec. - Zanim wybierze, wszyscy pretendenci muszą złożyć przysięgę, że uznają wybór Heleny i staną w obronie jej męża przeciw każdemu, kto by śmiał mu ją odebrać.
Wyczuwałem ich wzburzenie. Przysięgę? I to w tak niebywałej sprawie. Żeby kobieta miała wybierać sobie męża? Królowie byli nieufni.
- Znakomicie. - Tyndareos, z nieprzeniknioną twarzą, zwrócił się do kobiet w woalach.
- Heleno, czy przyjmujesz tę propozycję?
- Tak, przyjmuję.
Jej niski i czarujący głos dotarł do najdalszego zakątka komnaty. Wypowiedziała tylko dwa słowa, a ja poczułem, jak dreszcz przebiega przez cały męski tłum wokół mnie. Nawet ja, dziecko, czułem to, i byłem zdumiony mocą owej kobiety, która mimo zasłoniętej twarzy potrafiła zelektryzować salę. Mówiono o niej, nagle sobie przypomnieliśmy, że miała złocistą skórę i ciemne oczy błyszczące jak obsydian, na który wymienialiśmy naszą oliwę. W tamtym momencie Helena warta była więcej niż wszystkie dary zalotników razem wzięte. Warta była naszego życia.
Tyndareos skinął głową.
- A zatem niech tak będzie. Wszyscy gotowi złożyć przysięgę uczynią to teraz.
Słyszałem pomruki, na wpół gniewne głosy. Ale nikt nie wyszedł. Głos Heleny i woal, lekko falujący pod jej oddechem, trzymały nas wszystkich w skupionym napięciu.
Wezwany co prędzej kapłan powiódł do ołtarza białą kozę. Tu, w środku, to był praktyczniejszy wybór niż ofiara z byka, który krwią z podciętego gardła mógłby nazbyt powalać kamienną podłogę. Zwierzę skonało szybko i mężczyzna wymieszał jego ciemną krew z cyprysowym popiołem z paleniska. Naczynie zasyczało głośno w ciszy sali.
- Ty będziesz pierwszy. - Tyndareos wskazał Odyseusza.
Nawet dziewięcioletnie dziecko mogło docenić trafność tego posunięcia. Odyseusz już się popisał nadmiarem sprytu. Nasze wątłe sojusze utrzymywały się tylko wówczas, gdy nikomu nie pozwalano zbyt górować nad resztą. Zerkając dokoła, widziałem wśród królów uśmieszki satysfakcji; mądrala z Itaki wpadł we własne sidła.
Odyseusz skrzywił w półuśmiechu usta.
- Oczywiście, z przyjemnością.
Na moje oko robił dobrą minę do złej gry. Podczas obrzędu ofiarnego wyraźnie usuwał się w cień, jakby liczył, że o nim zapomną. Teraz wstał, ruszył do ołtarza.
- Otóż Heleno... - Zawiesił głos, z na wpół wyciągniętym ramieniem w stronę kapłana. - Pamiętaj, że przysięgam tylko w geście braterstwa, nie jako zalotnik. Gdybyś wybrała mnie, nigdy byś sobie tego nie wybaczyła.
Jego żart wywołał pojedyncze śmiechy wśród królów. Wszyscy wiedzieli, że to nieprawdopodobne, by taka perła jak Helena wybrała króla jałowej Itaki.
Kapłan przywoływał nas kolejno do ognia, znacząc nam nadgarstki krwią i popiołem, wiążącymi niczym łańcuchy. Z uniesioną ręką, by każdy widział, powtarzałem słowa przysięgi.
Kiedy ostatni z mężów wrócił na swoje miejsce, Tyndareos powstał z tronu.
- Wybierz teraz, moja córko.
- Menelaos - powiedziała bez wahania ku zdumieniu nas wszystkich, spodziewających się rozterek i niepewności.
Odwróciłem się do rudowłosego mężczyzny, który podniósł się z twarzą rozciągniętą uśmiechem. W niepohamowanej radości klepnął w plecy swego milczącego brata. Całą resztę ogarnął gniew, rozczarowanie, nawet rozpacz. Ale nikt nie sięgnął po miecz; krew na naszych nadgarstkach stężała i skrzepła.
- Zatem niech tak będzie. - Tyndareos też powstał. - Rad jestem przyjąć do swej rodziny drugiego syna Atreusa. Dostaniesz moją Helenę, jak twój zacny brat dostał moją Klitajmestrę. - Skinął w stronę najwyższej kobiety na znak, że może wstać, ale nie poruszyła się. Mogła go nie usłyszeć.
- A trzecia panna? - wykrzyknął niski mężczyzna usadowiony obok giganta Ajasa. - Twoja bratanica. Może być dla mnie?
Sala wybuchnęła śmiechem i napięcie trochę zelżało.
- Spóźniłeś się, Teukrosie. - Głos Odyseusza przebił się przez gwar. - Ta mnie jest obiecana.
Nie dane mi było usłyszeć więcej. Ojciec chwycił mnie za ramię i w złości ściągnął z ławy.
- Nic tu po nas.
Jeszcze tamtego wieczoru ruszyliśmy w drogę powrotną i dosiadałem swego osła w wielkim rozczarowaniu: nie pozwolono mi nawet zerknąć na sławetne oblicze Heleny.
Ojciec nigdy więcej nie wspomniał o naszej wyprawie, a mnie, gdy wróciłem do domu, szczegóły owej wizyty dziwnie się w pamięci przeinaczyły. Krew i ślubowanie, sala pełna królów - wszystko zdało się odległe i rozmyte, jak z zasłyszanej opowieści barda, a nie jak coś, co sam przeżyłem. Czy naprawdę klęczałem tam przed nimi? I jak było z tą przysięgą? Sama myśl o tym wydawała się absurdalna, głupia i nieprawdopodobna niczym sen z poprzedniej nocy.