Ach, te Czeszki - Mariusz Surosz

Reflow text when sidebars are open.
Tę książkę dedykuję Václavowi Burianowi.
Vaška nie ma już między nami.
Miałem szczęście go poznać. Jego mieszkanie było moim uniwersytetem, on - moim profesorem. Zresztą nie tylko moim. Vašek zwykł mówić, że czuje się nieswojo, jeśli rankiem w jego łazience nie krząta się jakiś Polak. Że im więcej przyjedzie Polaków, tym lepiej. Więc odwiedzaliśmy go tłumnie. I uczyliśmy się od niego.
Po raz pierwszy spotkaliśmy się późnym latem 2001 roku. Chciałem przeprowadzić z nim wywiad. W środowisku polskich bohemistów czy czeskich polonistów to była sława! Znawca polskiej i czeskiej literatury, tłumacz Czesława Miłosza, Karola Wojtyły, Andrzeja Stasiuka, Ryszarda Krynickiego i wielu, wielu innych. Dziennikarz i redaktor Listów. A przede wszystkim mądry, życzliwy człowiek. Z Václavem spędziłem wtedy półtora dnia. Pokazał mi Ołomuniec, z którego był tak dumny. Zabrał na piwo do legendarnej gospody Pod Muzeum, której nikt tak nie nazywa, bo wszyscy mówią o niej Ponorka, czyli "łódź podwodna". Późnym popołudniem drugiego dnia usiedliśmy do wywiadu. Pytałem, jak się zaczęło jego zainteresowanie Polską, o popularność polskiej kultury w Czechach, o stereotypy. Aż w końcu zadałem to najważniejsze - jak mi się wówczas wydawało - pytanie: czy on, człowiek zajmujący się od ćwierćwiecza polską kulturą, świetnie znający Polaków, zdradzi mi, co tak naprawdę różni Polaków i Czechów.
Odpowiedział:
- O różnicach między Polakami a Czechami łatwiej byłoby mi mówić właśnie dwadzieścia pięć lat temu. Bo jeśli się kogoś zna powierzchownie, można powiedzieć jednoznacznie, że jest wielkoduszny albo skąpy, zamknięty albo otwarty. Ale o wiele trudniej mówić o ludziach bliskich, których zna się bardzo dobrze. Możesz powiedzieć, że ich kochasz, ale powiedzieć, jacy oni są - to już wielki kłopot.
Rozczarowała mnie wtedy jego odpowiedź.
Ale Václav Burian doskonale wiedział, co mówi. I miał rację. Z każdym rokiem zajmowania się Czechami docierało do mnie, że coraz ciężej jest mi odpowiadać na pozornie proste pytania.
Ach, te Czeszki! to kontynuacja wydanej w 2010 roku książki Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów. Swoiste jej dopełnienie. Punktem wyjścia każdego rozdziału jest kobieta, której losy mnie zafrapowały. Ale tak naprawdę jest to osiem szkiców o dziejach naszych pobratymców z południa.
Wybitnemu poecie Jaroslavowi Seifertowi przypisuje się efektowną maksymę: "Kobieta to bielusieńki cukier w tej gorzkiej kawie życia". Nie jestem poetą, nie potrafię tak kunsztownie układać myśli. Ale też nie chciałbym, bardziej cenię sobie realia niż wymyślne bon moty.
Tym, którzy myślą podobnie jak ja i nie zadowalają się blichtrem pozornych mądrości, wskazuję inne słowa. Napisane w 1990 roku przez wybitnego pisarza Ludvíka Vaculíka:
"U nas każdy katolik jest bezwiednie troszkę husytą - i na odwrót. Każdy realista troszkę romantykiem - i na odwrót. Każdy z nas jest trochę Niemcem i trochę Słowakiem. Wszyscy my, ci nowi demokraci i liberałowie, będziemy wciąż troszkę socjalistami. W naszym cieście mieszają się wszystkie możliwe euforie i depresje"1.
O czeskich "euforiach i depresjach" Polacy niewiele wiedzą. Czytelnicy Pepików wielokrotnie mi powtarzali, że byli zaskoczeni złożonością czeskich dziejów. Ani Pepiki, ani Ach, te Czeszki nie opiszą wszystkich składników ciasta, o którym pisał Vaculík. Bo nie mogą. Zbyt wiele jest tych czeskich "euforii i depresji". Taka książka po prostu nigdy nie powstanie.
"Pewnej nocy miałam straszny sen. Stałam na scenie Teatru na Vinohradach i grałam jedną z moich ulubionych ról. Wszystko szło gładko, publiczność się śmiała, co rusz rozlegały się brawa. Zrobiłam małą przerwę, a kiedy zamierzałam kontynuować kwestię, poczułam, że ktoś mnie obserwuje, jakby chciał zahipnotyzować. Spojrzałam na pierwszy rząd, siedział tam mężczyzna, który patrzył na mnie wielkimi, nieustająco powiększającymi się oczami. Aby się mu przyjrzeć, podeszłam do rampy i ku swojemu przerażeniu dostrzegłam, że to wielki szczur ubrany w smoking. Chciałam się obrócić i uciec ze sceny, ale nie mogłam wykonać ruchu. Chciałam zawołać o pomoc, ale straciłam głos. Nagle zobaczyłam, że cały teatr zieje pustką, a na widowni pozostał tylko on, wiedziałam, że za chwilę się na mnie rzuci i zabije..."2.
Koszmar ją zbudził. Serce waliło jak oszalałe, czuła, że ciało pokrył zimny pot. Usiadła na pryczy. Próbowała rozpoznać miejsce. W końcu uświadomiła sobie, że to więzienna cela. Na chwilę się uspokoiła. Rozejrzała się. Mimo mroku dostrzegła w kącie wpatrzone w nią dwie źrenice. Był to nienaturalnie wielki szczur, jeden z mieszkańców więzienia na Pankrácu w Pradze. Wpadła w panikę. Dopadła drzwi, zaczęła walić w nie dłońmi i wzywać pomocy. Słabła. Straciła przytomność.
Obudziła się w więziennym szpitalu.
W ogrodzie domu na Malcie Adina Mandlová z mężem Benem Pearsonem.
A miało być inaczej.
Jan Mandel, inspektor cesarsko-królewskich dróg żelaznych z Jungbunzlau (które z czasem zmieni nazwę na Mladá Boleslav), marzył, by mieć córkę. Kiedy rodzili mu się kolejni synowie, przeżywał rozczarowania. Uprosił nawet miejscowego proboszcza, z którym zwyczajowo po niedzielnej mszy grywał w mariasza, aby ten modlił się w intencji narodzin dziewczynki. Proboszcz mu to obiecał. 28 stycznia 1910 roku stateczny inspektor był w siódmym niebie. Wreszcie miał córkę! Ona, jego wytęskniona upragniona dziewczynka, miała się wyróżniać, więc znalazł oryginalne imię i tylko w ten sposób się do niej zwracał: Adina. Wyszukał je w operze Gaetana Donizettiego Napój miłosny.
Ojciec rozpieszczał córkę. Synowie byli trzymani w ryzach, ale ona mogła wszystko. Kiedy z płaczem skarżyła się na któregoś z braci, ojciec nie oczekiwał synowskich wyjaśnień, chwytał za pas. Ulegał zachciankom Adinki. Poświęcał jej każdą wolną chwilę. Planował przyszłość. Najlepsze szkoły, a później studia muzyczne w konserwatorium w Szwajcarii, których jemu nie dane było skończyć.
Mądrości nie zdobyła w szkołach. Uczyło ją przewrotne życie. Pierwszą lekcję odebrała, kiedy nie miała jeszcze ośmiu lat. Jej świat, świat małej, rozpieszczonej kokietki, która z góry traktowała rówieśników, runął. Ukochany tato rozchorował się i niespodziewanie zmarł. Na pogrzebie nie uroniła ani jednej łzy. Jako dojrzała osoba napisała, że wstydziła się, patrząc na zawodzącą nad trumną matkę. Po powrocie do domu poszła do kancelarii ojca, siadła przy fortepianie i zagrała jego ulubiony nokturn Chopina. Matka nakrzyczała na nią, że podczas żałoby nie powinna zabawiać się graniem.
Po ojcu została niewysoka renta i dom. "Wojna skończyła się, ale bieda była coraz większa. Żyliśmy tym, co udało się nam wyhodować w ogródku, w kurniku, w chlewikach... Ale przede wszystkim kradliśmy. [...] Od sąsiada oddzielał nas wysoki płot, ale byliśmy jak akrobaci, żadna wysokość nas nie odstraszała. Te nocne wypady organizowała mama [...]. Pan Klement, sąsiad, był przyjacielem tatusia, tak więc z początku przymykał na to oko. Ale wszystko ma swoje granice, więc gdy jego całym plonem zostało kilka zgniłych jabłek, a kalafiory, kalarepy, truskawki i brzoskwinie kończyły w naszych żołądkach, a nie na jego mahoniowym stole w jadalni, stracił cierpliwość, zabezpieczył wszystkie płoty drutem kolczastym i zatrudnił nocnego stróża" - wspominała lata po pierwszej wojnie Adina Mandlová3.
Dorastająca dziewczynka zauważyła, że wyżywić czworo dzieci nie było łatwo, i matka, kiedy nie widziała innej rady, wykorzystywała swoje cielesne wdzięki jako środek do zapewnienia aprowizacji rodzinie. "Mieliśmy więc wielu "wujków": młynarza, do którego w nocy chłopcy chodzili ze starym wózkiem po mąkę; rzeźnika, który raz na tydzień dawał mięso i kiełbasy; właściciela majątku, od którego mieliśmy trzy prosiątka, które karmiliśmy zlewkami ze szpitala, gdzie inny "wujek" był lekarzem"4.
Zapadło jej to w pamięć.
- Panenko, z pany nihdy ne bedzie akhtorrka - wściekle wyrokował łamaną czeszczyzną reżyser niezadowolony z wysiłków Adiny.
Miała powiedzieć jedno zdanie: "Od miłostki bolą włoski". Powtarzała, a reżyser wciąż był niezadowolony. Po kolejnej złośliwej uwadze nie wytrzymała.
- Szybciej ja będę gwiazdą, niż pan nakręci następny film! - wykrzyczała.
Film faktycznie okazał się klapą i reżyser Josef Medeotti-Boháč miał olbrzymie kłopoty ze znalezieniem pracy. A ona miała debiut za sobą. Trafiła do filmu, bo spędzająca wakacje w Mladej Boleslavi aktorka Jarmila Kronbauerová nie miała z kim grać w tenisa.
- Powinna pani zamieszkać w Pradze i spróbować szczęścia w filmie. Jest pani bardzo fotogeniczna - usłyszała po meczu. Adina wysłała swoje zdjęcia do przyjaciela aktorki, producenta filmowego. Zaangażował ją do filmu Dziewczynko, nie mów nie5.
W Pradze kończono właśnie stawiać wielkie studia filmowe na Barrandovie. Najnowocześniejsze w Europie. Wymyślił je Miloš Havel, stryj przyszłego prezydenta Václava. Mandlová trafiła do stolicy, kiedy rozpoczynał się wielki boom produkcji filmowej.
Przed "Hollywoodem wschodu", czyli słynnymi studiami filmowymi Barrandov.
We wspomnieniach napisała, że światek filmowy zainteresował się młodą aktoreczką, która zamiast stulić uszy po sobie, hardo odpowiedziała reżyserowi. Że tamto wydarzenie stało się uwerturą do jej kariery. Jej przyjaciel twierdzi jednak, że dwudziestodwuletnia modelka (bo początkowo zarabiała na życie w Pradze, pracując w ekskluzywnym salonie mody) wybrała inną drogę. Postanowiła uwieść największego gwiazdora ówczesnej czechosłowackiej kinematografii - Hugona Haasa.
Zaczaiła się na niego. Cała Praga wiedziała, gdzie gwiazdor spędza wieczory. W Lucernie, w restauracyjnej loży Miloša Havla. Adina przyszła więc do Lucerny, usiadła w ten sposób, aby idący do toalety Haas musiał ją spostrzec.
"Haas przeszedł obok, a Mandlová wzniosła te swoje wielkie oczy. Haas poszedł, ale ją dostrzegł, i kiedy wracał, obejrzał się i uśmiechnął, i Adina już to wygrała" - opowiadał świadek tamtych wydarzeń6. Haas pewnie sądził, że to on ją zdobył, bo kobiety miały do niego wyjątkową słabość. Pozwalała trwać mu w tym przekonaniu, bo o mężczyznach wiedziała już bardzo dużo. Jej poligonem doświadczalnym był dom. Matka założyła pensjonat dla gimnazjalistów. Nastoletnia Adina z łatwością rozkochiwała młodych chłopców i z zimną przyjemnością igrała z ich uczuciami.
Dopóki nie pojawił się Aloušek. "To była miłość od pierwszego wejrzenia"- przyznała po latach. Listy miłosne, potajemne randki, pocałunki, pieszczoty. Skończyło się skandalem i awanturą. Ojciec jej ukochanego, kiedy dowiedział się o przyczynie gwałtownego pogorszenia ocen syna, zabrał go z domu Mandlovej.
Później na horyzoncie pojawił się pan nadporucznik z miejscowego garnizonu. Przyszedł na szkolną potańcówkę. Adina zakochała się. Po kłótni z matką i jej życiowym partnerem uciekła do nadporucznika.
"To był mój wielki pech, że w prywatnym życiu przyciągałam szumowiny, jak światło przyciąga ćmy"7. Mandlová trochę przesadziła, ale akurat do jej pierwszej nieplatonicznej miłości pasowało niewątpliwie to określenie. Po wyjściu do cywila partner zafundował jej życie u boku komiwojażera, bo w ten sposób zarobkował. Łatwo zdobyte pieniądze przepuszczali w spelunkach, gospodach i hotelach. Zabawa do rana, niewymyślne rozrywki, ogrom alkoholu. Kiedy poczuła, że to życie do niczego nie prowadzi, porzuciła kochanka i wróciła do domu.
Po latach zrozumiała, że partner matki był porządnym człowiekiem. Ale kiedy wprowadził się do nich do domu, uznała go za intruza chcącego zająć miejsce ojca. Nie pozwoliła mu stać się ojczymem, co nie przeszkadzało jej korzystać z jego pieniędzy. To on sfinansował jej wyjazd do szkoły do Paryża. W Czechosłowacji zmieniała szkoły, bo mimo że była bystra, z łatwością pakowała się w kłopoty. A to z koleżanką okradły szkolny ogród botaniczny (wydało się, kiedy na targu u kwiaciarki pojawiły się egzotyczne orchidee). A to pozwoliła przyłapać się profesorowi z papierosem (i do tego w teatrze, do którego uczniowie nie mieli prawa chodzić). Adiny nie sposób było utemperować. Już w pociągu do Paryża ograła dwóch przypadkowych podróżnych w karty, a kiedy zadomowiła się w nowym otoczeniu, chadzała nie tylko do szkoły, lecz także popołudniami na wykłady na Sorbonę, koncerty i do teatru. Wieczory i noce - wdając się przy tym w liczne romanse - spędzała w towarzystwie artystycznej bohemy. Aby pozostać w szkole, potajemnie usunęła nieplanowaną ciążę. Pozbyto się ostatecznie Adiny, kiedy podczas uroczystości szkolnej została przyłapana w jednoznacznej sytuacji z synem wpływowego sponsora. Na osłodę spędziła kilka tygodni w Dreźnie, dokąd zaprosił ją kolejny miłośnik jej wdzięków.
- Pewnie się wściekasz, że za mną się wszyscy oglądają, a ciebie nie zna nikt? - zapytał ją Hugo Haas podczas jednego ze spacerów8. W odpowiedzi zażartowała, że niedługo ludzie będą pytać, kim jest ten obrzydliwy Żyd, który idzie z Mandlovą. Haas się roześmiał. Fortuna mu sprzyjała, dlaczego los miałby się nagle odwrócić?
(Sześć lat później opuści kraj. O wyjeździe zadecyduje w dniu, kiedy w kawiarni pijany niemiecki oficer ryknie na jego widok: "Jude, raus!" i zacznie strzelać)9.
Haas został jej nauczycielem, kochankiem i protektorem. Uczył ją podstaw rzemiosła aktorskiego. A ona bardzo chciała się tego nauczyć:
- Każdego wieczora zajmowałam miejsce dyżurnego strażaka, czy to w Teatrze Stanowym, czy Narodowym i wprost pożerałam oczami i uszami aktorów10.
A gdyby nie było Haasa? Za jego namową odrzuciła propozycję zagrania w Ekstazie Gustava Machatego. Haas tłumaczył jej, że na początku kariery nie może zagrać w filmie, gdzie pokaże się nago. Kiedy się wahała, postawił sprawę jasno: albo film, albo on. Obraz wywołał skandal. Potępił go papież, Hitler zakazał wyświetlania w Niemczech. Hedy Lamarr, która zdecydowała się zagrać główną rolę, zrobiła później karierę w Hollywood.
A gdyby nie było Haasa? Godził się grać w kolejnym filmie pod warunkiem, że i dla Adiny znajdzie się w nim rola. Dzięki niemu zagrała w Diagnozie X. Zagrała źle. Krytyka odmówiła jej talentu, zawistne środowisko aktorskie cieszyło się z jej porażki, a przede wszystkim z porażki Haasa. Aktor był jednak uparty. Załatwił jej inną rolę. Znowu nie wypadła rewelacyjnie. Wreszcie napisał scenariusz, namówił reżysera, aby główną rolę kobiecą powierzył Adinie. Film nosił tytuł Pieskie życie i stał się wielkim przebojem 1933 roku.
"Opowiadała mi, że po pierwszym sukcesie filmowym dowiedziała się, że w tygodniku "Kinorevue" dali jej portret na całą tylną okładkę. Obiegła wszystkie stoiska prasowe i trafiki w Pradze i za pięć koron dla kioskarza obracała to "Kinorevue" tylną okładką na wierzch. Umiała sama sobie robić reklamę"11. Słynny reżyser Otakar Vávra podziwiał ją nie tylko za nieprzeciętną urodę, lecz także ambicję.
Dzięki Haasowi poznała śmietankę intelektualną ówczesnej Pragi. Początkowo traktowana była jako kolejna przelotna miłostka uznanego aktora. Z czasem zauważono, że za powabnym ciałem kryje się niebanalna osobowość.
"Haas nauczył ją opowiadać nieprzyzwoite dowcipy i to najbardziej podobało się intelektualistom: piękna młoda dziewczyny mówiła niemoralne żarty z całkowitą szczerością, bez zahamowań i z wdziękiem. Aby móc prowadzić towarzyską konwersację, pilnie czytała światową literaturę i uczyła się angielskiego. Mówiąc krótko, dla sukcesu robiła wszystko. Dla niej to była wojna"12.
Haas nie chciał mylić imion kolejnych swoich kobiet i nazywał je wszystkie jednakowo: "Titinka". Tak też przedstawiał Adinę.
W Pradze kręcono coraz więcej filmów. Kinematografia przyciągała najzdolniejszych, życie artystyczne i towarzyskie kwitło. Adina czuła się jak ryba w wodzie. Dostawała coraz więcej propozycji, grała, za rolami szły dobre recenzje i uwielbienie publiczności. Chwila lekkomyślności i jej życie omal nie legło w gruzach. Miała okazję przekonać się, jak kruchy potrafi być ludzki los. Haas kupił samochód, ale nim nie jeździł, to Adina była kierowcą. Pewnego razu pozwoliła poprowadzić przyjaciółce. Przyjaciółka spowodowała wypadek, ucierpiał starszy mężczyzna. Adina wzięła winę na siebie, bo Haas nie znosił jej przyjaciółki, wiedział, że łączy je coś więcej niż kobieca przyjaźń. Potrącony mężczyzna wskutek komplikacji po amputacji nogi zmarł. Adina Mandlová stanęła przed sądem. Stała się niechlubną bohaterką wielu artykułów, w których przedstawiano ją jako przykład degrengolady środowiska aktorskiego. Ataki nie skończyły się, mimo że odwołała wcześniejsze zeznania, a jej przyjaciółka wyznała prawdę. Uznano ją za winną. Skończyło się na wyroku w zawieszeniu, ale przez kilka miesięcy nie otrzymywała propozycji pracy. Producenci kalkulowali: proces jej zaszkodził, lepiej jej nie angażować. Była wówczas na utrzymaniu Haasa, a sytuacji zależności od kogoś nie znosiła.
Ich związek już się rozluźnił, zdradzali się. W końcu się rozstali.
Los opowiedział się po jej stronie. Wróciła na ekran. W ciągu trzech lat zagrała w ponad dwudziestu filmach i udowodniła, że potrafi udźwignąć role nie tylko komediowe. Stała się gwiazdą pierwszego formatu, zauważoną przez międzynarodową krytykę. Odnosiła sukcesy, bawiła się i romansowała.
"Moja popularność sięgnęła szczytu, a ja mogłam dyktować honoraria także za role, które nie były głównymi. Większość tych filmów reżyserował Mac Frič i musiał mnie obsadzać wbrew swojej woli - producenci się upierali, ponieważ byłam gwarancją sukcesu kasowego. Prawie ze mną nie rozmawiał, a i w inny sposób dawał mi do zrozumienia, że pracuje ze mną tylko dlatego, że nie ma innego wyjścia"13.
"W filmie czeskim było wiele powabnych kobiet, ale gwiazdy były tylko dwie: Lída Baarová i Adina Mandlová"- twierdził do końca swojego długiego życia reżyser Otakar Vávra14.
Freda Svítila poznała, tak jak Haasa, w Lucernie. Była tam z przyjaciółmi i ktoś go jej przedstawił. Svítil odwiózł ją do domu. "Jeszcze tej samej nocy zadzwonił, życzył dobrej nocy i do zobaczenia jutro. Następnego dnia przysłał mi przepiękne kwiaty z zaproszeniem na kolację"15.
Miała wolny wieczór, przyjęła zaproszenie.
Czarujący, dowcipny przemysłowiec, posiadacz olbrzymiego majątku ziemskiego przypadł do gustu Adinie. Zaczęła się z nim spotykać. Fred rozpieszczał Adinę. Był bardzo bogaty i mógł pozwolić sobie niemalże na wszystko. W Czechosłowacji nie miało wtedy znaczenia, że jego przodkowie byli Żydami, ale wkrótce miało się to zmienić.
Zaledwie kilka dni po zawarciu układu monachijskiego jeden z publicystów, analizując sytuację po okrojeniu Czechosłowacji z terenów zamieszkanych przez większość niemiecką, napisał gorzki tekst. Znalazło się w nim miejsce dla złowróżbnego proroctwa: "Dobrze. Od dziś już będziemy mądrzejsi. Byliśmy prostoduszni i sądziliśmy, że za wierność odpłaca się wiernością, a nie zdradą, oraz że ci, którzy tyle mówią o sprawiedliwości, wyżej cenią honorową walkę niż tchórzliwy pokój okupiony cudzą ofiarą. Jakże się myliliśmy! Chcieliśmy umrzeć za lepsze jutro i pewnie byłoby nam lepiej, gdybyśmy byli martwi, będziemy więc dla lepszego jutra żyć w złej teraźniejszości i skoro nie możemy śpiewać z aniołami, będziemy wyć z wilkami"16.
Niespełna rok później Niemcy zajęli Czechy. Planowali, że z Barrandova zrobią europejskie Hollywood. Oczywiście pod ich kontrolą i w służbie faszyzmu. Okupanci pozwalali na kręcenie filmów, ale wyznaczyli swoich nadzorców, którzy pilnowali Czechów, by ich twórczość nie szkodziła Trzeciej Rzeszy i nie wzmacniała ducha oporu. Twórcy stanęli przed dylematem, czy w takich warunkach należy w ogóle pracować. Co robić? - zastanawiano się w pierwszych dniach okupacji. Redaktor naczelny tygodnika "Kinorevue", Bedřich Rádl, widział to w następujący sposób: "Ktoś kiedyś powiedział, że jesteśmy zbyt małym narodem, abyśmy mogli pozwolić sobie na kręcenie złych filmów. To zdanie, nawet dziś, kiedy jesteśmy narodem jeszcze mniejszym, nie straciło na aktualności. Dziś jednak zależy nam przede wszystkim na jednym: utrzymać czeską produkcję filmową. Kontynuować dzieło, które ma już dłuższą niż trzydziestoletnia tradycję. Nie stracić związku z przeszłością, kiedy to osiągnęliśmy w filmie wiele radosnych sukcesów, i przygotować grunt dla przyszłości. I temu służyć będzie film - nawet artystycznie słabszy - dopóki będzie mówić do narodu jego własnym językiem"17.
Kadr ze słynnego filmu Kristian z 1939 roku w reżyserii Martina Friča. Adina Mandlová dostała za rolę nagrodę państwową, grający tytułową rolę Oldřich Nový nie został nawet zaproszony na wręczenie nagród, ponieważ jego żona była z pochodzenia Żydówką.
"Jeszcze przed wojną zaczęliśmy się z Fredem oddalać od siebie. Często go zdradzałam... [...] w końcu byliśmy jak nieudane małżeństwo i zaczął mnie nudzić" - przyznała Adina18.
Fred popadł w kłopoty. Stracił majątek, który znajdował się na terenach włączonych do Rzeszy. Przyjaciele ostrzegali, aby wybrał emigrację, ale on nie wierzył, że obowiązujące w Niemczech antyżydowskie ustawy norymberskie obejmą również jego. Ufał, że dzięki pieniądzom, znajomościom i fałszywym metrykom uniknie losu innych Żydów. Zabezpieczając się na przyszłość, zaczął zapraszać wpływowych Niemców i obdarowywać ich prezentami. Adina towarzyszyła mu w spotkaniach, jednego z gości Freda oprowadzała po Pradze i studiach Barrandova. Niemiec paradował butnie w mundurze, ona chadzała z nim. Po mieście rozeszła się plotka, że Mandlová kolaboruje.
Niemiec obiecał, że pomoże Fredowi, ale... Przyjęła cenę. "Jedna noc, seksualne doświadczenie bez znaczenia, sądziłam, że w ten sposób pomogę Fredowi, odwdzięczę mu się za to, co dla mnie w życiu zrobił"19. Nieopatrznie zwierzyła się przyjaciółce, ta swojemu mężowi i wiadomość dotarła do Freda. Svítil, dopóki łudził się, że Niemiec mu w czymś pomoże, milczał. Kiedy jednak tamten wyjechał, doszło między Fredem a Adiną do kłótni. Svítil zdradził się, że o wszystkim wiedział. Wygarnęli sobie brudy. Adina wykrzyczała mu w twarz, że nigdy jej seksualnie nie zaspokoił. On poprzysiągł, że ją zniszczy.
Pojechała na Morawy, gdzie kręciła kolejny film, a Fred tymczasem odesłał wszystkie jej rzeczy. Wiedział, jak ją zranić. Ona, gwiazda filmowa, marzyła, aby grać w teatrze. Na scenie próbowała swoich sił już przed wojną. Wystąpiła w komedii, która okazała się klapą. Ze złymi recenzjami krytyków zgodzili się widzowie. Sztuka szybko została zdjęta z afisza. Adina wspomniała wieczór, kiedy wyglądając zza kurtyny, by zobaczyć, ilu widzów przyszło na spektakl, naiwnie zapytała koleżankę: "Gdzie są widzowie?". "Wyszedł się wysikać"- usłyszała okrutną odpowiedź20.
Chciała zdobyć teatr. To wciąż było dla niej prawdziwe wyzwanie.
Nim się rozeszli, Fred załatwił jej rolę w sztuce. Po powrocie z Moraw dowiedziała się, że dzięki jego ponownej interwencji teatr jej jednak nie zatrudni. Fred telefonował nocami i groził, że jej jeszcze zaszkodzi. Po jednej z takich telefonicznych napaści Adina do butelki whisky dosypała środków nasennych. Cudem przeżyła. Fred się opamiętał. Zapłacił za jej leczenie. Kiedy wróciła do domu, na stole znalazła maszynopis sztuki i kontrakt z teatrem. Skończyły się nocne pogróżki. Kilka miesięcy później Fred wyemigrował.
Kolega aktor mówił o niej: "Była mądra. Miała wrodzoną inteligencję. Jak na mój gust, czasami posługiwała się zbyt zimnym, cynicznym poczuciem humoru. Potrafiła być naprawdę fantastyczna, ale umiała też być okrutna"21.
"Brakuje tylko jednego, napisu nad kurtyną: "Nie strzelajcie do aktorów, oni robią, co mogą""22.Ten żart kosztował ją bardzo wiele. Reżyser, który usłyszał opinię na temat własnego przedstawienia, nigdy jej tego nie wybaczył. Kiedy Fred - po rozstaniu z Adiną - poprosił reżysera, który był również dyrektorem artystycznym teatru, aby jednak jej nie zatrudniał, ten pozwolił sobie na niedwuznaczną uwagę, nawiązującą do plotek o kolaboracji: "W czeskim teatrze nie ma dla ciebie miejsca, Adina"23. Ale Fred zmienił zdanie i reżyser musiał się z nim zgodzić. Adina zagrała.
Wypadła fatalnie. Brak obycia scenicznego rzucał się w oczy. "Na scenie, wśród doświadczonych aktorów, poruszałam się jak biedny amator, a widownia, która wypełniała teatr na wielu spektaklach, przyjęła mnie życzliwie tylko dzięki mojej filmowej sławie. Krytyka jednak napisała o mnie, że poruszam się jak Golem"24.
Marzenie o teatrze, tej - jej zdaniem - szlachetniejszej niż film odmianie sztuki aktorskiej, stało się przekleństwem. Dostała kolejną propozycję. Tym razem rolę, na której opierała się cała sztuka. Miała zagrać w Milionerce George'a Bernarda Shawa.
"Wiedziałam, że sobie nie poradzę, ale kiedy kierownictwo teatru i reżyser powiedzieli, że albo ta rola, albo żadna inna - poddałam się"25. Reżyser, z którego przedstawienia zażartowała, sądził, że Mandlová się skompromituje. Na tym miała polegać jego zemsta. Przeżył jednak zawód. Publiczność waliła drzwiami i oknami. Milionerkę wystawiono ponad dwieście razy.
"Codziennie, nim podnosiła się kurtyna, modliłam się, aby coś się stało, abyśmy nie zagrali, tak się wstydziłam swojej gry. Zaczęłam nienawidzić roli. Pewnego razu zemdlałam przed końcem pierwszego aktu. Wykańczało mnie napięcie nerwowe i odczuwalny na każdym przedstawieniu chłód widowni"26.
Krytycy nie zostawili suchej nitki na Adinie, koledzy aktorzy podśmiewali się z jej trudu. Sztuka w końcu zeszła z afisza, Adina wróciła tam, gdzie czuła się najlepiej, na plan filmowy, ale nie lubiła przegrywać. Postanowiła, że jeszcze kiedyś wróci na scenę.
Czescy faszyści atakowali. Pisali, że za jej sukcesami w filmie stoi "Żyd H., który ostatnio zniknął w niesławie z Czech", a do teatru proteguje ją "inny żydowski mieszaniec, który zajmował eksponowaną pozycję w naszym przemyśle". Nietrudno się domyślić, że chodziło o Hugona Haasa i Freda Svítila. Artykuł, który ukazał się na pierwszej stronie gazety krótko przed świętami Bożego Narodzenia, kończył się apelem do dyrekcji teatru, aby usunęła Adinę Mandlovą z zespołu27.
Mandlová była przerażona. Wiedziała, że Niemcy "wyczyścili" środowisko filmowe z artystów, których przodkowie - nawet wiele pokoleń wstecz - mieli semickie pochodzenie. Bała się, że nie wystarczą nagrody państwowe, jakie wręczał jej podległy Niemcom prezydent okupowanego państwa. Postanowiła się bronić tak, jak potrafiła najlepiej. Uwiodła Hermanna Glessgena, który pracował w kancelarii niemieckiego protektora i miał "pod opieką" kinematografię. A on wpłynął na redaktorów, aby ją zostawili w spokoju. Dopóki była z nim, była w miarę bezpieczna. Ale urzędnik został odwołany z Pragi, bo do jego przełożonych dotarły informacje, że oprócz romansu z Mandlovą prowadzi życie wyjątkowo rozrywkowe. Był żonaty, miał trójkę dzieci. Chętniej niż w biurze przesiadywał w modnych lokalach. Bawił się na kredyt praskich znajomych. Zaciągał długi, a Adinę obsypywał prezentami, za które nie miał zamiaru płacić. Praga huczała od plotek, że Mandlová trzyma z Niemcami. Ale ona się tym nie przejmowała, nie robiła wszak nic złego. Przecież przed wojną też zmieniała kochanków.
"To znana kurwa, która się prześpi z każdym Cyganem, a poza tym notoryczna szowinistka" - pisał wściekle człowiek o ostrych rysach twarzy28. Nazywał się Karl Hermann Frank. Jeszcze nie tak dawno był księgarzem w Karlowych Warach, ale w 1933 roku oddał wszystkie swoje siły i zdolności w służbę niemieckich narodowych socjalistów. Po dziewięciu latach był - z nadania ukochanego wodza - najważniejszą osobą w podbitych Czechach.
Czechów znał świetnie, szczerze ich nienawidził i z przyjemnością mordował. Atak furii wywołała wiadomość, że Adina jest w Berlinie i otrzymała propozycję roli w niemieckim filmie. Na pomysł zatrudniania największych czeskich gwiazd wpadł jeden z najbliższych współpracowników Führera, minister propagandy Josef Goebbels. Pewny zwycięstwa Trzeciej Rzeszy planował już budowę wielkich studiów filmowych na Krymie i chciał mieć najlepszych filmowców. Ale Frank na to nie zważał. Napisał w liście do ministra, że to hańba dla niemieckiej kultury. Zapowiedział, że zakaże wyświetlania filmu na terenach mu podległych. Kiedy dostał wymijającą odpowiedź, zwrócił się bezpośrednio do Hitlera. Wódz stanął po jego stronie i nakazał, aby więcej Mandlovej nie zatrudniać. Zapewne pamiętał, że jego minister miał wcześniej romans z koleżanką Adiny Lídą Baarovą i omal nie skończył on się wielkim skandalem. Adina zagrała w jednym niemieckim filmie, zmieniono jej nazwisko na Lil, bo "Mandlová" brzmiało zbyt słowiańsko. Franka spotkała tylko raz, podczas oficjalnej uroczystości. Zamieniła z nim kilka słów, ale jej rodacy byli przekonani, że jest jego kochanką. W dobie największego terroru, którego on był sprawcą, po Pradze krążyła wieść, że podarował jej willę po żydowskiej rodzinie wysłanej do obozu koncentracyjnego. Co gorsza, niesprawdzone wiadomości pojawiły się w audycjach londyńskiego radia, w którym ostrzegano przed kontaktami z Mandlovą, wskazując na nią jako kolaborantkę. Po wojnie okazało się, że Frank nie tylko blokował jej pracę w filmie (nawet czeskim), lecz także zlecił gestapo śledztwo, czy Mandlová, aby wzmocnić swoją pozycję, sama nie rozpuszcza plotek o ich romansie.
W Teatrze Narodowym pojawili się wszyscy. Widownia była wypełniona artystami do ostatniego miejsca. Dostali zaproszenia od dyrekcji. "Tym razem musieli tam pójść wszyscy zaproszeni. Inaczej byłby to ich koniec"29 - Lída Baarová nie miała wątpliwości, co groziło za absencję. Od trzech tygodni w całym kraju odbywały się manifestacje, podczas których Czesi wiernopoddańczo wyrażali lojalność wobec Trzeciej Rzeszy. Powodem był zamach na Reinharda Heydricha, którego Adolf Hitler wysłał osiem miesięcy wcześniej, aby wszelkimi środkami zaprowadził w Protektoracie "porządek". Po akcji czechosłowackich cichociemnych hitlerowski dostojnik zmarł wskutek odniesionych ran. Karl Hermann Frank prócz krwawych represji postanowił urządzić akcję propagandową, która przekona świat, że Czesi stoją wiernie przy Rzeszy i jej wodzu. Jeszcze kiedy Heydrich przebywał ranny w szpitalu, na Rynku Staromiejskim odbył się wielki wiec potępiający zamachowców i ich mocodawców. Kilkadziesiąt tysięcy Czechów zmuszono do przyjścia i wysłuchania upokarzających przemówień. Jak na ironię mowę, przygotowaną przez organizatorów, w imieniu robotników odczytał szef związków zawodowych Arno Hais, który aktywnie działał w konspiracji antyniemieckiej i niedługo później został aresztowany przez gestapo.
Po śmierci Heydricha polała się krew - na skalę, jakiej Czesi ani wcześniej, ani później podczas wojny nie doświadczyli. Nie zrezygnowano też z wieców. Pokazową lojalność pod groźbą śmierci lub obozu koncentracyjnego deklarowały wszystkie grupy społeczne i zawodowe we wszystkich większych miastach Protektoratu. To smutne przedstawienie nie mogło ominąć artystów. Przyszli wszyscy. Wiedzieli o aresztowaniach, egzekucjach, pacyfikacji dwóch wsi. O śmierć było bardzo łatwo. Vincenc Kula, dyrektor gimnazjum w Taborze, został rozstrzelany, ponieważ podczas uroczystości żałobnej ku czci Heydricha jeden z jego uczniów nie podniósł ręki w hitlerowskim pozdrowieniu. Takich przypadków było więcej.
Adina Mandlová była wśród tłumu w teatrze. Widziała, jak legendarny aktor Rudolf Deyl czytał, że celem zamachu było "zniszczenie wzajemnego zaufania między niemieckim a czeskim narodem, obalenie postępującego porozumienia między nimi, a tym samym załamanie wzajemności kulturalnej, która tak obiecująco zaczęła się rozwijać"30.
Adina oklaskiwała Deyla i kolejnych mówców, kiedy trzeba było, i jak inni wstawała i wznosiła rękę w hitlerowskim pozdrowieniu. "I jak odpowiedziano na te wszystkie piękne i zachwycające słowa?" - pytał dziennikarz z podległej Niemcom gazety. I sam odpowiadał: "Szczerymi oklaskami i entuzjazmem, jakich jeszcze nie byliśmy świadkami. To nie były żadne oficjalne zimne oklaski, które widzieliśmy za rządów byłej republiki podczas oficjalnych przemówień. Był to wyraz spontanicznej zgody, która wypływała z głębokiego przekonania, w którym nie było nic fałszywego i nieszczerego"31.
Być może Mandlová przeczytała artykuł usłużnego dziennikarza i być może zastanowiła się nad tymi słowami. Być może. Tej wizyty w teatrze nie uznała natomiast za tak ważną, by napomknąć o niej w swoich wspomnieniach.
- Wychłostałam go końskim batem tak, że następnego dnia nie mógł siedzieć - mówiła Mandlová o poważnym niemieckim urzędniku, od którego zależało, czy Teatr na Vinohradach zostanie otwarty. Po zamachu Niemcy zamknęli teatry. Z tych, które z czasem otwierali, usuwali niewygodnych artystów. Aktorzy klepali biedę. Adina wymyśliła, że uwiedzie urzędnika, ochroni zespół przed czystkami, a teatr zostanie otwarty. Przyjaciele odwodzili ją od tego pomysłu. Ich zdaniem był zbyt ryzykowny. Okazało się, że zażywny pan ma skłonności masochistyczne. Zaprosiła go do siebie, spiła, wychłostała, a kiedy Niemiec był na skraju przytomności, podsunęła mu do podpisania dokumenty, w których zgodził się na otwarcie teatru. Następnego dnia zaszantażowała urzędnika, że go skompromituje i prześle dokumenty Frankowi. Uległ. Teatr otwarto. Po wojnie nie poczytano jej tego za zasługę. Przeważył głos obrażonego przez nią reżysera, który powiedział, że zrobiła to tylko dla siebie, aby mieć gdzie występować. I to jemu uwierzono32.
Jej kolejny romans nikogo nie zaskoczył, ale decyzja o ślubie już tak. Zdeněk Tůma był malarzem, scenarzystą teatralnym i członkiem zdelegalizowanej Partii Komunistycznej. "Małżeństwo z nim uznałam za jedyną możliwość rehabilitacji, za środek, który uciszy oszczerstwa, które mnie wciąż prześladowały. Nigdy go nie kochałam, z czasem bardzo polubiłam, byłam dobrą żoną, starałam się stworzyć mu miły dom"33.
Po kilku tygodniach mąż zaczął sypiać w swojej pracowni. Nie układało się między nimi. Zdeněk stronił od ludzi, a Adina wciąż lubiła towarzystwo. Szybko dotarło do niego, że ona nigdy nie będzie do niego należeć. Pół roku po ślubie przyszedł do teatru na próbę generalną, zobaczył żonę na scenie. Partnerował jej przystojny aktor Vladimír Šmeral. Malarz nie miał wątpliwości, że to będzie jego następca. Pogratulował żonie roli, ale nie chciał iść z zespołem na oblewanie próby. Poszedł do domu, ona bawiła się do rana, póki do winiarni nie zadzwoniła służąca.
W mieszkaniu czuć było gaz. Na podłodze leżała wyrwana z ramek fotografia Adiny, na której malarz napisał pożegnalne dwa słowa: "Szczęśliwej drogi". Był to tytuł jej ostatniego filmu. Jeszcze przed pogrzebem do Adiny dotarło, o czym plotkują rodacy: jej mąż popełnił samobójstwo, bo ona wciąż spotykała się z Frankiem, a w dniu śmierci na miejsce tragedii przyjechała prosto od kochanka, w podarowanym futrze, pod którym była naga, ponoć widzieli ją ludzie z przejeżdżającego obok tramwaju.
Przestraszyła się.
"Bała się pogrzebu. Zadecydowała, poszła do starej pani, klęknęła przed nią, objęła za kolana i rozpłakała się tak, że pani Tůmová zgodziła się, aby szła z nią za trumną. Była to jej największa rola aktorska"34. Podobno Otakar Vávra usłyszał tę relację od Adiny.
Lída Baarová: "Myślę, że Adina nie potrafiła się naprawdę zakochać. Czasami kiedy mówiła o mężczyznach, miałam poczucie, że ich raczej nienawidzi. Chyba z tym przyszła na świat albo coś niepięknego się jej stało w dzieciństwie"35.
"Ubóstwiałam go nie tylko jako aktora i partnera, lecz także uważałam go za najbardziej interesującego mężczyznę, tak od strony duchowej, jak - i to głównie - cielesnej. Z czasem stałam się tak seksualnie od niego uzależniona, że nie potrafiłam sobie życia bez niego wyobrazić"36. Mandlová bez opamiętania pokochała Vladimíra Šmerala.
Tłumaczył jej, że z żoną jest, aby ją chronić. Była Żydówką, jeśliby się z nią rozwiódł, skazałby ją na obóz. Zapewniał, że nic do niej nie czuje.
Adina zaszła w ciążę.
Pewnego dnia przyjechał i powiedział, że jako mąż Żydówki zostanie wywieziony do obozu pracy. Nie wahała się. Poprosiła o audiencję u Franka. Przyjął ją jego sekretarz, powiedziała mu, że jest w ciąży ze Šmeralem.
"Jeśli wierzy pani w zwycięstwo Niemiec, to nie ma się pani czego obawiać. Pani i pani dziecku nic złego się nie stanie. Jeśli pan Šmeral chce uniknąć transportu, niech się rozwiedzie ze swoją żydowską żoną i natychmiast wszystko będzie w porządku" - usłyszała37.
Brat Vladimíra znalazł sposób, aby przemycać jego grypsy z obozu. "Kiedy skończy się wojna, pojedziemy znów do Austrii, gdzie spędziliśmy nasz miesiąc miodowy, odwiedzimy wszystkie te miejsca, z których mamy tak piękne wspomnienia"38. Adina zrozumiała, że brat pomylił listy. Ten miał trafić do żony Vladimíra.
"Zdradzona, oszukana, wykorzystana. Kiedy otrząsnęłam się z pierwszego szoku, zareagowałam straszną nienawiścią. Kiedy urodzi się moje dziecko, wychowam je sama, a on nigdy go nie zobaczy!"39.
Słowa nie mogła dotrzymać. Dziewczynka urodziła się martwa.
Vladimír był wychudzony i zabiedzony. Uciekł z obozu i przyszedł prosić o pomoc. Nie odmówiła. Ukrywała go w swoim mieszkaniu przez sześć tygodni. Kiedy doniesiono jej, że gestapo, poszukując zbiegów, może przyjść i do niej, umieściła go na oddziale zakaźnym w jednym z praskich szpitali. Spokojnie doczekał końca wojny. A później zrobił karierę. Nie tylko na scenie, lecz także w partii komunistycznej.
"To prawda, że wytykano mu, że podczas wojny był ze mną, ale jednak nic mu się nie stało, mógłby mi później pomóc. Był tchórzem i egoistą i po prostu nie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Pilnował swojej drogi aktorskiej i swoich sukcesów i nawet gdyby bezpodstawnie skazano mnie na śmierć, nie kiwnąłby dla mnie palcem"40.