Czułe, opiekuńcze, wyrozumiałe, delikatne, piękne... Po prostu: kobiety.
Złośliwe, mściwe, obrażalskie, zdradzieckie, zazdrosne, kłótliwe, przewrażliwione, wyrafinowane, podstępne, kokieteryjne... A jednym słowem: baby.
Nieważne, czy jest się matką, kochanką, teściową, przyjaciółką, dziewczyną, córką... Każda kobieta potrafi być też babą.
Każda ma tendencje do dramaturgii, jeśli coś nie wychodzi tak, jak by sobie tego życzyła. W chwilach grozy włącza się u płci kobiecej jej naturalny instynkt do kombinowania: sprawdzanie Facebooka partnera, wizyty u wróżek, śledzenie, spotkania z koleżankami w celu ustalenia racjonalnego planu działania i inne wyrafinowane przedsięwzięcia, by osiągnąć swój zamierzony cel. Wykazują się w dawaniu rad oraz ocenianiu innych – rzadziej zdarza im się obiektywnie spojrzeć na siebie i to, co robią. Tym, co kobiety różni od mężczyzn, a jednocześnie nadaje im cech bab, są właśnie krytyka i żądza kontroli, której częściowa utrata wywołuje strach, panikę i agresję. Dominacja względem mężczyzn, lub jej chęć, wzięła się z głupiego powiedzenia, że "mężczyznę trzeba sobie wychować". Takie stwierdzenie zakrawa o prostactwo. Wychować to sobie można psa, żeby przynosił kapcie, jak wraca się do domu.
Baby chcą rządzić, kontrolować i bezustannie oceniać – taka ich natura. Co druga się jej wypiera i zapewnia przyszłego wybranka, że gardzi despotycznymi kobietami, ale prędzej czy później i tak ten biedny nieborak przekona się, że na deklaracjach się skończyło, bo jego piękność najcudowniejsza, jego ukochana, jednak zechce skosztować zarówno władzy ustawodawczej, jak i wykonawczej. Nie wynika to może z ich przekonania o własnej doskonałości – raczej z przekonania o nieporadności płci przeciwnej. Swoje agresywne zachowania tłumaczą hormonami, ale wychodząc z założenia, że trudno nad nimi panować, musiałyby również pogodzić się z ograniczonym wpływem mężczyzn na ich popęd seksualny, który również związany jest z gospodarką hormonalną. Jeśli kobieta nie potrafi panować nad swoimi zaburzeniami, to dlaczego mężczyzna ma hamować swoje potrzeby?
Baba, będąc na przyjęciu, nie powstrzyma się od wydania choć jednej opinii oceniającej zwykle inną kobietę, której tak naprawdę czegoś zazdrości. Jadzia w skierowanym do koleżanki zdaniu: "Ale ma dekolt, wystawiła te cyce jak lafirynda" ukrywa swoje prawdziwe odczucie, że dana pani jest posiadaczką ładnego biustu. Komu przeszkadza, że ma piersi na wierzchu? Każdy ma swój styl: jedna pani preferuje cygańskie, długie spódnice, inna – duże dekolty, a jeszcze inna – męskie spodnie. Na szczęście jest tylu stylistów i projektantów mody, że wszyscy znajdą coś dla siebie. Jednak kusząca klatka piersiowa czy długie nogi mogą wywoływać niechęć pań z krzywymi szkitami lub rozbieżnymi sutkami ukrytymi w miseczkach o rozmiarze A – stąd złośliwy komentarz z nadzieją na wsparcie koleżanek. Jak już się wzajemnie utwierdzą w przekonaniu, że to dziwka, to od razu czują się spokojniejsze. Jadzia niestety musi ratować się silikonowymi wkładkami, więc ma poczucie niesprawiedliwości w przyznawaniu walorów estetycznych przez Boga i ujmuje innym poprzez publiczny, nieobiektywny osąd, a to poprawia jej nastrój.
Każdy posiada inne walory, u niektórych kobiet są to piersi, zgrabne nogi czy atrakcyjna pupa w stylu Jennifer Lopez, inne mają piękne włosy bądź głębokie spojrzenie. Niestety trudno być perfekcyjną i tak to już jest, że ta, co ma kręcone włosy, zwykle chciałaby proste, a posiadaczka prostych żali się, że wolałaby kręcone. Najczęściej pragnie się tego, czego się nie ma. Jednak panie o krzywych nogach, małym biuście czy niewidocznym tyłku, gdy brakujące im atuty dostrzegą u innej przedstawicielki swojej płci, zawsze, zamiast odczuwać po prostu żal, żywią zazdrość. Trudno wyobrazić sobie mężczyznę, który ocenia drugiego, mówiąc: "Jakie ma rurki! Ale podkreślają jego jaja". On raczej pójdzie na dyskotekę, poogląda kobiety i skupi się na ich walorach, a nie na konkurencji ze strony innych mężczyzn. Pełna koncentracja na tym, aby danego wieczora nie wyjść samemu – nie marnotrawi czasu na zbędne ocenianie innych mężczyzn. Chce być zwycięzcą. Zresztą, to by mogło zakrawać na gejostwo – a pań, w analogicznej sytuacji, o lesbijstwo się nie podejrzewa. Mężczyzna patrzący na jaja innego to pedał, ale kobieta patrząca na cycki innej to zupełnie naturalne zjawisko.
Baba godzinami szykuje się do wyjścia, więc jak efekt, w porównaniu z wyglądem jej konkurentek, nie jest piorunujący, to mocniej pulsuje jej krew. W końcu na rynku nie jest łatwo: na jednego mężczyznę przypada więcej niż jedna kobieta, więc nie można pozwalać sobie na przeciętny wygląd. Jak donoszą najnowsze statystyki, na świecie rodzi się więcej dziewczynek niż chłopców. Narastająca dysproporcja pomiędzy płciami sprawia, że kobiety muszą wkładać dużo wysiłku w znalezienie partnera. Nie jest to jeszcze scenariusz rodem z Seksmisji, jednak w niektórych miejscach w Polsce na jednego pana przypada aż dziesięć pań – stąd postępująca rywalizacja. Te dane sprawiają, że dziś, idąc na wieczorny melanż bez porządnego makijażu, krótkiej, zmysłowej kiecki i obcasa czy koturna, można poczuć się jak Kopciuszek sprzed przemiany. Dziewczyny wyglądają perfekcyjnie, jakby dopiero co wyszły od kosmetyczki – najlepiej więc iść z brzydszymi od siebie koleżankami (wówczas łatwiej wyglądać jak łabędź pośród kaczuszek) albo przynajmniej doradzić im, w co mają się ubrać (oczywiście zachowując zdrowy rozsądek, a tym samym sugerując strój gorszy od własnego). Wiele jest kobiet – bardzo atrakcyjnych, pięknych, zadbanych, blondynek, brunetek – które przykuwają uwagę i wzrok wyeksponowanymi walorami. Nie jest więc łatwo przebić się przez dziki tłum samic, by zostać dostrzeżoną przez samca alfę. Samców oczywiście nie brakuje, ale ten jedyny musi być przedstawicielem wyższego rzędu, nie jakimś zwykłym reproduktorem. Powinien wyróżniać się urodą i portfelem, do tego najlepiej, by kochał dzieci i zwierzęta, w dzień obejmował godne stanowisko, a wieczorem, w szacie superbohatera, pomagał biednym i uciśnionym.
Rada dla zdesperowanych: warto poszukać męża w mniejszych miejscowościach, takich jak Pelplin, Rajgród, Polanów czy Wąsosz, zwłaszcza że, jak dowiedli naukowcy, w miejscach, gdzie dziewczyny są rzadkością, faceci żenią się chętniej. Może być tam trudniej trafić na supermana, ale z racji mniejszej liczby konkurentek wzrastają szanse na znalezienie Robina, a to i tak lepsza perspektywa niż bycie smutną panną z kotem. Nie warto więc desperacko rzucać się na jednego mężczyznę, który nie wygląda na zainteresowanego, jakby był on ostatnim żyjącym osobnikiem. Jeśli pytania ciotek i babek na temat zamążpójścia robią się zbyt męczące, wystarczy dobrze przyjrzeć się mapie i udać się w miejsce bardziej sprzyjające poszukiwaniu tego jedynego.
NIEWINNOŚĆ
Trudo zaprzeczyć, że niewątpliwymi przywarami kobiet są plotkowanie oraz udawane świętoszkostwo. Jeśli chodzi o pierwsze zagadnienie: one po prostu lubią to robić, a niektóre zajmują się tym przez większą część dnia. Nie można stwierdzić, że jedynym zajęciem wszystkich kobiet jest plotkowanie, bo przecież byłoby to kłamstwem, jednak czynność ta sprawia przyjemność większości z nich. Często też gada jedna na drugą z tego samego "zaufanego" grona. Uwielbiają opowiadać koleżankom o życiu ze swoim partnerem, a także krytykować urodę rywalek – i, zwłaszcza przy tym ostatnim, są bezwzględne i bezlitosne. Gdy pojawia się zagrożenie ze strony innej kobiety, najłatwiej znaleźć w niej jak najwięcej wad, żeby choć trochę pocieszyć się w trudnej sytuacji. Kiedy ona już dojrzy jakikolwiek mankament, jej frustracja jest mniejsza. Oczywiście kobiety plotkują tylko z najlepszymi przyjaciółkami, ale ponieważ one też mają swoje najlepsze przyjaciółki, to taka nowinka roznosi się szybciej, niż przemieszcza się francuski TGV. Plotki te dotyczą nie tylko kwestii wyglądu, ale również nowo odkrytych newsów z Pudelka bądź informacji zasłyszanych na korytarzach w pracy czy w windzie, gdy Kasia opowiadała Jadzi o zdradzie męża.
Oceniają inne matki – że źle wychowują dzieci pod względem żywienia, ubioru, kultury. Oceniają partnerki swoich kolegów – czy to w kwestii gotowania, ubierania czy zabiegów estetycznych. Jeśli kogoś stać i chce się zbotoksować, coś sobie wstrzyknąć, to czym w tej sprawie krzywdzi innych? Jeśli jakiejś kobiecie podniesie to poczucie własnej wartości, to nie należy jej osądzać – bo i ona mogłaby poddać ocenie tę, która wpieprza drugie pudełko lodów (po kryjomu, przed resztą rodziny, żeby czasem nie była zmuszona się podzielić). Kobiety oceniają jako teściowe, matki – i tak całe życie. Wartościowanie samo w sobie nie jest niczym złym, takie już posiadamy skłonności, ale niech będzie ono sprawiedliwe – samemu trzeba być nieskazitelnym w danej kwestii, aby osądzać drugą osobę. Krytyka pozbawiona zazdrości i nienasączona przechwalstwem ma prawo istnieć, ale by móc obiektywnie podejść do danego zagadnienia, wpierw samemu trzeba się ulepszyć. Oczywiście, że jeśli po ulicy idzie dziewczyna na obcasach, która ewidentnie sobie nie radzi, a jej kolana wyraźnie nie współpracują ze stopami, to widok ten może wywołać nasz śmiech – śmiech jest rzeczą ludzką i ktoś może się na niego narazić. Jednak co innego być rozbawionym czyimś wyglądem bądź zachowaniem, skoro odbieramy je jako komiczne, a co innego obmawiać kogoś lub głośno artykułować swoje zdanie, świadomie sprawiając tym komuś przykrość. Należy odróżnić to, z czego wypada się śmiać, od tego, z czego się nie powinno – to, co może podlegać krytyce, od odczuć, które należałoby zachować dla siebie. Zawsze zastanawiała mnie również kwestia skupiania się na wadze kobiet. Nie dostrzega się niczego złego w stwierdzeniu: "Ale jesteś chuda", bo szczupła sylwetka w ogólnym rozrachunku niby nie jest wadą. Jednak ludzie nie zastanawiają się, że dana osoba może nie być szczupłą z wyboru, tylko mieć problemy z nabraniem masy i marzyć o kilku kilogramach więcej. Gdy kobieta jest otyła, nie mówi się jej: "Ale jesteś gruba, jakie masz boczki" – bo byłoby to zachowanie nieeleganckie, wręcz obraźliwe. Na tej samej zasadzie uważam, że czyjejś chudości również nie powinno się wytykać.
Baba, jak się na drugą obrazi, to będzie ją obmawiać i rozsiewać plotki na jej temat przez najbliższy rok. Opisze ją i jej życie starannie w pamiętniku i opowie swą historię z dokładnymi szczegółami każdemu znajomemu, aby znaleźć aprobatę swojego oburzenia wobec zachowania koleżanki zdrajczyni. Mam wrażenie, że to rozpowszechnianie całego zajścia w dużym stopniu służyć może rozstrzygnięciu własnych wątpliwości i usprawiedliwianiu swojej winy. Mężczyzna w przypadku problemów rozstrzyga dany konflikt szybko i skutecznie, uciekając się do jednego uderzenia (czasem kilku – w przypadku pana bardziej porywczego) bądź zrywa kontakt z delikwentem bez roztkliwiania się. On nie będzie chodził i opowiadał o swoim konflikcie każdemu spotkanemu znajomemu, nie będzie miał problemów z bezsennością ani nie będzie rozprawiał przez kilka miesięcy, jaki to dupek z tego kolegi.
Baba nie ma zahamowań ani skrupułów, kiedy spodoba się jej przyjaciel czy kolega jej chłopaka, nie zostanie bierna, ale będzie starać się wzbudzić w nim zainteresowanie. Niewinność w tych rozgrywkach jest taka "urocza"... Wszystko zapewne skończy się na kokietowaniu, aby tylko udowodnić sobie, że jest on w zasięgu jej możliwości. Zdarza się też, że służy to wywołaniu zazdrości u partnera, by poczuć się wyjątkową. W jednej minucie, siedząc przy stole, Natka próbuje skupić na sobie uwagę znajomego – trzepocze rzęsami, szuka kontaktu wzrokowego, pije przez słomkę bardziej zmysłowo niż do tej pory i bierze głębszy oddech, by uwydatnić pracę klatki piersiowej. A gdy on już zaczyna rozumieć jej sygnały i przybliża się, otrzymując zielone światło poprzez jej eleganckie zarzucenie loczka, ona, owszem, poflirtuje z nim, lecz gdy po chwili wróci jej partner, niezwłocznie opowie mu – oczywiście w imię lojalności – jak to znajomy jego kolegi bezczelnie ją podrywał. A naiwny mężczyzna w obronie swojej niewiasty stanie na wysokości zadania i palnie w łeb temu biedakowi, który pewnie błędnie odczytał jej znaki i będzie musiał za to przeprosić. Natka, zadowolona ze swojego przebiegłego planu, osiąga zamierzony cel, wzbudzając zazdrość w Tomku, który wróciwszy do domu pokaże jej, kto jest jej panem. Ona lubi czuć jego władzę, więc w ogólnym rozrachunku uznaje swój czyn za nieszkodliwy społecznie, a przynoszący im, jako parze, konkretne korzyści. Odwróćmy sytuację: czy mężczyzna wpadłby na to, żeby wzbudzić w swojej kobiecie zazdrość, oczekując po powrocie do domu gorącego seksu, który świadczyłby o jego niepodważalnej przynależności do partnerki? Na litość boską – nie. Przecież skończyłoby się to apokaliptycznie! Gdyby podeszła do niego dziewczyna, a w dodatku okazałaby się długonogą blondynką, to w tej samej chwili wieczór dobiegłby końca, partnerka obraziłaby się na minimum dwa dni, a do ewentualnego wybaczenia doszłoby po okazaniu skruchy za swój niegodziwy czyn w odpowiednio hojny sposób. Na nic by się zdało tłumaczenie, że sama do niego podeszła i to ona go zaczepiła – przecież mógł od razu potraktować ją tak, by nawet słowa nie zdołała wypowiedzieć, a z pewnością sprowokował dziewczynę, nie licząc się z uczuciami swojej damy. Taka sama sytuacja, a zupełnie inny finał.
Większość mężczyzn nie podrywa ani nie odbija dziewczyn swoich najlepszych kolegów (nie bierzemy pod uwagę zapijaczonych odmieńców). Nie wiem, czy to kwestia honoru rodem ze średniowiecza, czy wyrzutów sumienia, czy też męskiej lojalności, a może strachu przed niepełnym uzębieniem. Kobiety jednak od zarania dziejów wykorzystywały swe walory, zdobywając mężczyznę lub przykuwając jego uwagę, aby osiągać różne cele. Kleopatra była mistrzynią w pochlebstwach w stosunku do Antoniusza. W zależności od potrzeby dawała mu to, czego oczekiwał. Bez względu na to, czy chciał poważnego działania, czy żartów, dawała mu tę przyjemność, wychowując go sobie w ten sposób niczym dziecko. Była przy nim dniem i nocą: razem z nim grała w kości, piła, chodziła na polowania, przyglądała się mu podczas ćwiczeń z bronią, spacerowała z nim – była nieodłącznym towarzyszem i przyjacielem, a dzięki temu mogła nim manipulować. Bluzgami, krytyką i wiecznym gderactwem raczej nie osiągnęłaby jego całkowitego, nieświadomego poddaństwa i oddania.
Większość kobiet, których niepodważalnym atrybutem jest uroda, potrafi uwodzić głosem i powierzchownością: poruszaniem się z gracją, ubiorem, odpowiednio dobranymi słowami oraz tą uroczą niewinnością. Robią to na tyle subtelnie, że w razie potrzeby zawsze mogą wyprzeć się zalotów. Jest coś prawdziwego w stwierdzeniu, że kobiety są zupełnie inne na początku znajomości i już jako małżonki. Chcąc zdobyć zainteresowanie danego mężczyzny, potrafią być kokieteryjne, zmysłowe i delikatne – po kilku latach małżeństwa stają się nudne, zrzędliwe i mniej dbające o siebie, przez co tracą swój urok, który na początku tak przyciągał, a swoją kokieterię stosują tylko w określonym celu.
Ach te baby
Wydanie pierwsze, ISBN:978-83-8083-412-5
? Kamila Lukowicz i Wydawnictwo Novae Res 2016
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.
REDAKCJA: Monika Kondela
KOREKTA: Alicja Januszkiewicz
OKŁADKA: Paulina Radomska-Skierkowska
KONWERSJA DO EPUB/MOBI: InkPad.pl
WYDAWNICTWO NOVAE RES
al. Zwycięstwa 96/98, 81-451 Gdynia
tel.: 58 698 21 61, e-mail: sekretariat@novaeres.pl, http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.
Wydawnictwo Novae Res jest partnerem
Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego w Gdyni.