I
Jak mam rozmawiać z człowiekiem, który nigdy nie próbował się zabić? Pewnie myśli, że jest ode mnie lepsza. Że co? Że niby jestem słabszy, tak? Mam słabszą psychikę, tak?
Patrzy na mnie jak na idiotę, a to przecież ja rozmawiam z idiotką. W dodatku taką, która myśli, że jest lepsza od innych, bo niby nigdy nie chciała odebrać sobie życia. Parszywa blyat. Jak wertuje to menu. Pewnie zamówi najdroższe danie i ja za to wszystko będę musiał zapłacić.
No nie wytrzymam. Ona, dziewica życiowa, która nigdy nie splamiła się myślą nieczystą, i ja, człowiek, którego życie wrzuciło na plan hardkorowego pornosa o analnej dewastacji, któremu nabrzmiałe hemoroidy życiowych porażek pulsują do granic wytrzymałości, który...
Dlaczego ona się tak dziwnie patrzy? Mam coś na twarzy? Cholera, kelner nad nami stoi.
- Jeszcze chwileczkę - mówię do niego. Próbując zagadnąć jakoś i przerwać tę niezręczną ciszę, rzucam pierwsze, co mi przychodzi do głowy: - Twoje nabrzmiałe hemoroidy też pulsują?
I w momencie wypowiedzenia tej niefortunnej kwestii dociera do mnie sens, a raczej bezsens słów, które z takim spokojem wypowiedziałem do mojej, bądź co bądź, partnerki. Choć to nasze pierwsze spotkanie i zapewne ostatnie, to jednak tkwimy tu razem przy jednym stoliku w oczekiwaniu, że ten wieczór zostanie zapomniany, jeszcze zanim zdąży dobiec końca.
- Może opowiesz mi coś o sobie?
Dociera do mnie jej głos, wytrącając mnie z kolejnej podróży w głąb mojego chorego umysłu.
- Nie jestem zbyt dobry w opowiadaniu o sobie.
I widzę, jak wypalają się ostatnie płomyki nadziei w jej i tak już przygasłych oczach.
- Chciałbym stworzyć rzecz - dorzucam po chwili.
- Jaką rzecz? - pyta, chwytając się ostatniej z możliwych szans na zamienienie tej apokalipsy w zwykłą katastrofę.
- Jeszcze nie wiem, ale chciałbym, żeby była moja i żeby nikt inny takiej nie miał.
- To dość ogólne marzenie. Żeby je zrealizować powinieneś je jakoś doprecyzować, postawić cele.
A ty powinnaś zamknąć mordę i zamknąć się w celi - pomyślałem i rozejrzałem się po sali, zdezorientowany przesadną wręcz jak na sobotni wieczór w restauracji ciszą. Dziesiątki oczu wpatrzonych we mnie jak w portret Hitlera w Tel Awiwie. W tym momencie dociera do mnie, że myśl, która tak swobodnie do mnie przyszła w odpowiedzi na krytykę mojej postawy wobec marzenia o stworzeniu rzeczy, równie swobodnie zwerbalizowała się w moich ustach i zupełnie niehamowana wypłynęła strumieniem rażących dźwięków.
Co nie powinno zaskakiwać, moja towarzyszka wstała i bez słowa zakończyła nasze partnerstwo, a ja zostałem sam z etykietą chama pośród kilkudziesięciu nienawidzących mnie osób.
Wibracja w kieszeni. SMS.
- Wyjdź przed lokal - napisała moja niedawna randka.
Mimo że w kwestii samobójstwa nie jestem jaroszem, to nigdy nie czułem się tak bliski śmierci. Wstałem i powolnym krokiem zbliżałem się do drzwi, za którymi mogło mnie czekać wszystko.
- Idziemy do mnie.
Zważywszy na nietakt, jakim wykazałem się tego wieczoru, wolałem nie oponować i grzecznie posłuchać polecenia.
Podróż do mieszkania mej byłej, ale znów obecnej partnerki (choć tym razem nasze partnerstwo przybrało nieco inną formę) przebiegła w atmosferze dziwnego napięcia. Jasne, przebieg naszej znajomości i scena, której byłem autorem, mogłyby tłumaczyć pewien dyskomfort przebywania we wspólnym towarzystwie, jednak w tym było coś innego.
Dotarliśmy. W pośpiechu otworzyła drzwi, wepchnęła mnie do środka. Nabierałem coraz większej pewności. Zginę.
- Zerżnij mnie! Zerżnij i upodlij jak jeszcze nikt!
No dobra, tego się nie spodziewałem, ale skoro już postanowiłem, że naprawię swoje faux pas, to i tym razem nie wypadało odmówić.
Weszliśmy do sypialni. Niczym skradająca się lwica ułożyła się na łóżku, wypinając w moją stronę swoje zniewalające pośladki. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, rozebrałem się i stanowczym ruchem odchyliłem jej bieliznę.
- Tylko nie tam - powiedziała - tam strasznie pulsują mi hemoroidy.
A jednak. Nie oceniaj książki po okładce.