Wielka Stara Szafa
pociągnęła za końcówkę wystającą z Wielkiej Starej Szafy
i ciągnęła i ciągnęła,
a ciągnąć by mogła i w nieskończoność,
bo Kabel się nie kończy, on się jedynie zaczyna
bo Kabel się nie kończy, on się jedynie zaczyna
gruby, ciężki, z metalem okrywającym wrażliwe plastikowe wnętrze
czuła ten metal wiele razy na swojej skórze, ale zobaczyć go na własne oczy było jej dane dopiero pierwszy raz
ciągnęła i ciągnęła,
zakładał jej wtedy zawsze opaskę na oczy, żeby nie widziała płomieni, które tańczyły ze wściekłością w jego źrenicach,
ciągnęła i ciągnęła,
a gdy bił, to wkładał w usta szmatę, by przypadkiem nie wykrzyczeć "METALOWA POWŁOKA KTÓRA POKRYWA I CHRONI PLASTIKOWY ŚRODEK"
ciągnęła i ciągnęła,
i oboje tak stali, on nie otwierając ust, ona oczu, on bil ona była bita
ciągnęła i ciągnęła,
bita bita bita bita
aż przestała.
wstała, spojrzała na Szafę
wielkie oko wyryte w drewnie uśmiechnęło się do niej
metalowa powłoka, pamiętasz?
nie pamiętała
on już o to zadbał
wstała i odeszła, nie myśląc o niczym
przecież nie pamiętała, skąd mogła?
a Szafa powoli zaczęła odbierać swoją własność
aż z Kabla została jedynie końcówka
jej już tam nie było, on był dalej
wielka pluszowa małpa przestała istnieć, lecz kto by się tym przejął?
wchodzi po schodach, widzi ptaka jedzonego przez ćmę