[ 1 ] Marley nie żył. Nie żył już od siedmiu lat. Czy Scrooge to wiedział? Oczywiście, że tak. Ebenezer Scrooge był wspólnikiem Marleya i jego jedynym przyjacielem. Był, w końcu, jedyną osobą, prócz przedsiębiorcy pogrzebowego, która poszła na pogrzeb Marleya.
[ 2 ] Jakim zatem typem człowieka był Scrooge? Cóż, jeśli uda się wam pomyśleć o najzimniejszej pogodzie lub najbardziej lodowym wietrze, może zdołacie wyobrazić sobie tego człowieka. Sama pogoda nie wywierała na niego wpływu. To raczej wewnętrzny chłód mroził wszystko z nim związane: jego wargi, nos, policzki, a nawet głos, zwłaszcza głos, a nawet jego chód. I nikt nie był bardziej skąpy od Scrooge'a. Nikt nawet nie zatrzymywał go na ulicy, żeby powiedzieć: "Drogi Scrooge, jak się pan ma? Kiedy przyjdzie pan mnie odwiedzić?"
[ 3 ] Pewnego razu - w wigilię Bożego Narodzenia - stary Scrooge siedział zajęty w swoim biurze. Panowała zimna, nieprzyjemna pogoda, a mgła była gęsta. Miejskie zegary właśnie wybiły trzecią, lecz już było całkiem ciemno - przez cały dzień nie było jasno - i w oknach płonęły świecie. Drzwi biura Scrooge'a były otwarte, żeby mógł mieć oko na swojego kancelistę, który był zajęty przepisywaniem listów przy małym ogniu (dlatego, że Scrooge był tak skąpy, iż trzymał węgiel we własnym pokoju).
[ 4 ] - Wesołych świąt, wuju! - zawołał radosny głos. Był to głos bratanka Scrooge'a, ciepłego i przystojnego mężczyzny, który przyszedł, by zaprosić wuja na bożonarodzeniowe przyjęcie.
[ 5 ] - Ba! Brednie!
[ 6 ] - Boże Narodzenie bredniami, wuju! - rzekł bratanek Scrooge'a. - Na pewno nie mówisz poważnie, prawda?
[ 7 ] - Mówię - odparł Scrooge. - Wesołych świąt? Jesteś zbyt biedny, żeby być wesołym!
[ 8 ] - A ty jesteś zbyt bogatym, by nim nie być! - odparł bratanek.
[ 9 ] - Czymże jest Boże Narodzenie - rzekł Scrooge - jak nie czasem płacenia rachunków i czasem stwierdzenia, że jest się o rok starszym? Nie potrzebuję Bożego Narodzenia, a Boże Narodzenie nie potrzebuje mnie. Obchodź sobie święta na swój sposób i pozwól mi obchodzić je na mój.
[ 10 ] - Obchodzić je? - powtórzył bratanek Scrooge'a. - Lecz ty ich nie obchodzisz!
[ 11 ] - Pozwól więc dać im spokój - rzekł Scrooge. - Dlaczego mam być tak szczęśliwy? Boże Narodzenie nigdy nie przyczyniło ci żadnych pieniędzy.
[ 12 ] - Jest wiele rzeczy na tym świecie, które są dobre, lecz nie przynoszą pieniędzy - odparł bratanek. - I Boże Narodzenie jest jedną z nich. To czas życzliwości, wybaczenia, miłosierdzia, przyjemności; jedyny czas w roku, kiedy mężczyźni i kobiety otwierają swe zamknięte serca i myślą o innych. Tak więc, wuju, chociaż Boże Narodzenie nigdy nie przyczyniło mi pieniędzy, wierzę, że przyczyniło mi wiele dobra, i przyczyni mi dobra, i powiadam, niech Bóg je błogosławi!
[ 13 ] W przyległym pokoju rozległy się oklaski.
[ 14 ] - Jeśli tylko usłyszę, że wydajesz jeszcze jakiś dźwięk - warknął Scrooge do swojego kancelisty - to obejdziesz swe Boże Narodzenie, tracąc posadę!
[ 15 ] - Nie bądź zły, wuju. Chodź! Zjedz jutro z nami obiad.
[ 16 ] - Nie bądź tak niemądry! - rzucił Scrooge.
[ 17 ] - Dlaczego choć raz nie możesz być szczęśliwy i nie przyłączysz się do nas? - zapytał bratanek Scrooge'a.
[ 18 ] - Żegnam! - rzucił Scrooge.
[ 19 ] - Z całego serca żałuję, że widzę, iż masz tak nieczułe serce. Uczyniłem jednak wysiłek, gdyż wierzę, że warto i do końca będę podtrzymywał ducha świąt. Zatem, wesołych świąt, wuju!
[ 20 ] - Do widzenia! - rzucił Scrooge.
[ 21 ] - I szczęśliwego Nowego Roku!
[ 22 ] - Do widzenia! - powtórzył Scrooge.
[ 23 ] Gdy tylko bratanek Scrooge'a wyszedł z biura, weszło dwóch panów, niosąc książki i papiery.
[ 24 ] - Jak sądzę firma Scrooge i Marley - powiedział jeden z nich, spoglądając na swoją listę. - Czy mam przyjemność rozmawiać z panem Scrooge'em lub panem Marleyem?
[ 25 ] - Dokładnie tego wieczoru minie siedem lat od śmierci pana Marleya - odparł Scrooge.
[ 26 ] - Bardzo przykro mi to słyszeć, panie Scrooge - powiedział drugi mężczyzna.
[ 27 ] - Mnie nie - rzucił Scrooge. - Zostawił mnie z kupą papierkowej roboty!
[ 28 ] - Przychodzimy teraz, gdyż sądzimy, że Boże Narodzenie jest czasem dawania, a kto może tego bardziej potrzebować, jak nie biedni i bezdomni? - rzekł pierwszy.
[ 29 ] - Czy nie ma żadnych więzień? - zapytał Scrooge.
[ 30 ] - Jest wiele więzień - odparł mężczyzna.
[ 31 ] - Miło mi to słyszeć - powiedział Scrooge.
[ 32 ] - Uważamy jednak, że biedni i bezdomni powinni również mieć udział w naszej radości i szczęściu, a więzienia raczej tego nie uczynią. Z tego powodu zbieramy dla nich pieniądze i bardzo chcielibyśmy, żeby ludzie pomogli. Może pan także chciałby pomóc?
[ 33 ] - Panowie - odparł Scrooge. - Nie pomagam ludziom, którzy sami nie potrafią pomóc sobie! Jeśli biedni są biednymi, to dzieje się tak z jakiegoś powodu. Teraz żegnam, panowie, i proszę zamknąć drzwi, gdy będziecie wychodzić.
[ 34 ] Mając niewielką nadzieję, że Scrooge zmieni zamiar, panowie wyszli. Tymczasem mgła zgęstniała. Na świecie na zewnątrz zapadła noc. Ziąb stał się tak intensywny, że ludzie zaczęli rozpalać na ulicach ogniska. Jasność sklepów, których okna były udekorowane ostrokrzewem, sprawiała, że twarze przechodniów stawały się czerwonawe. Wyruszyli kolędnicy, słychać było ich głosy przepełnione szczęściem. Jeden z nich zatrzymał się przed biurem Scrooge'a, lecz na dźwięk:
[ 35 ] Niech Bóg was błogosławi, weseli panowie!
[ 36 ] - Mam dość!
[ 37 ] Scrooge uderzył linijką z takim trzaskiem, że młody kolędnik uciekł z krzykiem. W końcu nadszedł czas zamknięcia biura. Na twarzy kancelisty pojawił się uśmiech, kiedy zdmuchiwał świeczkę i wkładał kapelusz.
[ 38 ] - Przypuszczam, że chce pan mieć jutro wolny cały dzień? - zapytał Scrooge.
[ 39 ] - To Boże Narodzenie, proszę pana, a ono przychodzi tylko raz do roku - odparł kancelista.
[ 40 ] - Marna wymówka. Lepiej, żeby był pan tutaj wcześniej następnego ranka! - powiedział Scrooge. Urzędnik obiecał, że będzie, a Scrooge wyszedł, narzekając. Zamknąwszy biuro, urzędnik ruszył do Camden Town, tańcząc wesoło na śniegu na myśl o spędzeniu Bożego Narodzenia z rodziną.