4U Gratis - Michał Paweł Urbaniak

Kup ebooka

48.90 zł
39.12 zł (48,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

LUTY - urodziny

Cokolwiek się stanie to twoja wina!!!!! To przez ciebie!!!!

Anita znała to pismo. Radek czasem zostawiał im takie liściki - zazwyczaj nic ważnego, kilka słów, jakiś żart. Dotąd nie było na nich wykrzykników, raczej uśmieszki z nawiasów i dwukropków. No i jeśli pojawiały się zaimki, to pisane wielką literą. Gdy po powrocie z pracy znajdowała te wiadomości - staroświeckie w czasach WhatsAppa - poprawiały jej dzień, zanim lądowały w koszu.

Ten liścik również napisał do niej.

Przyniosła do domku gościnnego tort osłonięty plastikową pokrywą. Zdjęła ją, a następnie wbiła siedemnaście świeczek, ledwie naruszając lukrową masę. Tort nic nie stracił ze swojego apetycznego piękna. Cukiernia, z którą współpracowali, tworzyła małe dzieła sztuki.

Rozejrzała się kontrolnie wokół. Domek wywietrzono i doprowadzono do porządku - musieli ściągnąć dziewczyny z firmy sprzątającej. W oknach wisiały podniszczone moskitiery, niepotrzebne o tej porze roku. W kominku płonął ogień. Stół został nakryty: szklanki, beżowe talerzyki z ulubionego serwisu Radka, wielka drewniana miska z Ikei pełna chipsów, których sztuczny cebulowy aromat drażnił nozdrza, nachosy zrobione z pieczywa chrupkiego, dipy i szklanki ze słonymi paluszkami. Same kalorie. Zapewnili nawet butelkę szampana - w końcu Radek był prawie dorosły. Twierdził, że siedemnaście lat to właściwie jak osiemnaście, nie ma wielkiej różnicy.

Pomyślała niechętnie, że o wiele łatwiej byłoby zarezerwować stolik w restauracji. Tyle razy mu to obiecali. Jakoś się nie złożyło.

Radek sam zaplanował swoją imprezę urodzinową, wcielając się w klienta Happy Birthday. Udawał dorosłego, co wychodziło jak parodia. Zażyczył sobie, żeby impreza odbyła się w domku gościnnym, i to wieczorem, a nie po południu, bo popołudniowe imprezy są dobre dla dzieci. Nie chciał auch "sztywniackiej kolacji dla klakierów". Wstyd się przyznać - i Anita by się nie przyznała - to dzięki niemu niedawno poznała znaczenie tego słowa, dotychczas zarezerwowanego dla kota ze Smerfów. Zaproponował rodzinny turniej scrabble na pieniądze. Może żartował - z nim nigdy nie wiadomo. Miał zwyciężyć. Zresztą trudno było z nim wygrać. Pudełko ze scrabblami, poklejone żółtą taśmą na rogach, czekało na gerydonie w rogu.

Tak, wszystko było gotowe.

I wtedy dostrzegła ten liścik - śmieć zawieruszony na jednym z talerzyków. Przeczytała słowa zwieńczone histerycznymi wykrzyknikami. Choć była ubrana w płaszcz, a w kominku płonął ogień, zrobiło jej się zimno. Chłód i tak ciągnął od podmurówki. Z tego domku korzystali głównie latem. Dziś otworzyli go tylko dla Radka. Żeby miał swoje wymarzone urodziny.

Kiedyś już uciekł, niedaleko, bo do przydomowego lasu. Hubert jej o tym opowiadał, wciąż pełen poczucia winy, jakby go wówczas nie odnalazł, a Radek pozostał między zaginionymi. Nie przejęła się i jemu też kazała się nie przejmować. Zwykle jej słuchał, a tym razem nie wyglądał na przekonanego.

- Daj spokój! To było tyle lat temu, a Radek jest cały i zdrowy.

- Kiedy go zobaczyłem... Co to była za ulga! Zaniosłem go na rękach do domu. Nie był ciężki. Miał dopiero pięć lat.

- Dziwię się, że raczej nie przetrzepałeś mu skóry.

Naprawdę lubiła Radka. Był niegłupi, wrażliwy i bardzo potrzebował cudzej akceptacji. Starała się zaspokoić tę wzruszającą potrzebę. No i przede wszystkim mu współczuła - i braku ojca, i takiej matki jak Teresa. Niestety, Radek bywał także irytujący, jak to dzieciaki. Nadskakiwał jej z tym swoim "królowo, do usług" czy "najjaśniejsza pani", nie rozróżniając galanterii od osaczającego natręctwa. Popisywał się używaniem niemieckich słów. Jego żarty były męczące i najczęściej śmieszne wyłącznie dla niego. Ucieczka przed laty pewnie również była jedynie głupim żartem, makabryczną grą w chowanego, w którą Radek wciągnął swoich wujków. Biedny Hubert płacił za tamtą zabawę do teraz. Nie uznawał porażek - a zwłaszcza jako opiekun.

Anita w wieku Radka sama uciekała, lecz nigdy dla zabawy. Zostawiała patetyczne listy albo - jeżeli ucieczka była impulsem - nabazgrane pospiesznie wiadomości. Snuła się między ponurymi blokami osiedla, a w chwilach odwagi jechała na dworzec i czekała na ten właściwy pociąg, który nie nadjeżdżał. Plecak ciążył za bardzo, wyłączona komórka irytowała SMS-ami, których nie dało się odczytać, głód i chłód doskwierały. Wracała wieczorem na osiedle, bo gdzie indziej miała wrócić? Czekały tam na nią kanapki na kolację, już zeschnięte i niedobre, i kubek herbaty, który podgrzewała sobie w mikrofalówce. Jadła kolację jak za karę. Ostatni posiłek skazańca. Potem do późnej nocy odrabiała lekcje, a rano w szkole była nieprzytomna.

Może ten liścik był tylko żartem. Wstępem do zabawy w podchody? Chyba Radek nie myślał, że ona będzie za nim ganiać? Kogo próbowała oszukać?

Ucieczka Radka to nie była głupia urodzinowa zgrywa. Anita poczuła się tak, jakby sama wepchnęła mu długopis do ręki. Ale przecież ona by nie... Spojrzała na telefon. Wystarczyło zadzwonić i sprowadzić go tu z powrotem. Traktował jej słowa jak rozkaz. Nie wybrała numeru, coraz bardziej wściekła i wystraszona. Najchętniej rozwaliłaby tort, przebierając w nim palcami, a później je oblizała. Miewała ostatnio takie kaloryczno-makabryczne zachcianki. Nie! Radek zaraz wróci. Ona też zawsze wracała. Gdzie miała iść? Dom to dom, a o wiele łatwiej wrócić do takiego domu.

Jako nastolatka czytała Opowiadania z Doliny Muminków na górze piętrowego łóżka, przy oknie z widokiem na szare, smutne osiedle.

Najbardziej lubiła opowiadanie o Filifionce, która wyczekiwała katastrofy - wracała do niego z fascynacją podszytą lękiem.

"- Ten spokój jest nienaturalny. Oznacza, że stanie się coś okropnego. Wierz mi, kochana, jesteśmy bardzo małe i nic nie znaczymy razem z naszymi ciasteczkami do herbaty i naszymi chodnikami i wszystkim tym, co jest ważne, lecz zawsze zagrożone przez to nieubłagane...

- O - powiedziała Gapsa z zażenowaniem.

- Tak, tak, przez to nieubłagane - mówiła Filifionka szybko. - To, czego nie można uprosić, z czym nie można dyskutować, czego nie można zrozumieć i o czym się nic nie wie. To, co się czai w ciemnym pokoju i przychodzi skądś z dala i czego nigdy nie widać, aż już jest za późno"1.

Wysłużony egzemplarz Opowiadań z Doliny Muminków zabrała ze sobą na nową drogę życia. Podświadomie bała się, że w samym środku jej poukładanego świata coś wybuchnie. Wypatrywała katastrofy, typowała podejrzanych. Teresa z tą swoją wieczną zapiekłością wydawała jej się nieszkodliwa jak rozszczekany, ale niegroźny ratlerek - taki to najwyżej może stanąć dobermanowi w gardle, jak w tym głupim kawale, który ubawił Radka. To prędzej Edyta miała w sobie iskierkę buntu. A Anita najbardziej bała się, że pewnego dnia to ona sama... Czasami, gdy wieczorami zmywała makijaż, zerkała na siebie w lustrze, pełna wątpliwości.

Spojrzała na liścik, zwykły świstek papieru upstrzony wykrzyknikami. Dała się podejść. Nie spodziewała się, że to akurat Radek sprowadzi na nich katastrofę.

1 Tove Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków, tłum. Irena Szuch-Wyszomirska, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 1997.

MATERIAŁY ARCHIWALNE

Miał trzech ojców i ze cztery matki.

Tak napisał w zadaniu z angielskiego - najpierw po polsku, na brudno. Był z siebie dumny. Miał coś ciekawego do powiedzenia, wiedział, że przebije pozostałych. Niedługo wcześniej Hubert ożenił się z Anitą, a Dawid z Edytą. Osobny długi akapit Radek poświęcił mamie. Wspomniał o nieznanym tacie oraz o babci - w tamtych czasach wciąż mówił do niej "mamusiu", tak jak pozostali, chociaż pomału mu przechodziło.

Zdążył przetłumaczyć zaledwie kilka zdań na angielski. Nauczycielka nigdy nie zobaczyła tego wypracowania.

Kiedy Hubert, Dawid, Anita i Edyta zaczynali być już sławni jako 4U, mieli swój kanał na YouTubie, fanpage na Facebooku, profil na Instagramie i mnóstwo followersów, zaproszono ich do Dzień dobry TVN. Występ się nie wyróżnił, ot kilka minut nudnej pogadanki. Mimo wszystko pękający z dumy Radek pod materiałem TVN-u na Fejsie zamieścił komentarz. Pochwalę się. Hubert i Dawid to moi wujkowie, a Anita i Edyta to moje ciocie. Nie uwierzono mu. Wyśmiano go, obrażano. Na darmo tłumaczył, że sam nazywa się Ulianowicz, a Hubert i Dawid to młodsi bracia jego mamy. Na koniec, wściekły, napisał: Spadówa! Wy nie macie takich wujków i cioć! Bo nikt nie miał. Oni byli tylko jego.

*

Najpierw mieli zamiar oglądać rodzinnie spadające gwiazdy bez udziału social mediów - jedynie babcia się wymigała, chłód nie działał dobrze na jej artretyzm. To był pomysł Dawida. Radek nie mógł doczekać się wieczoru. Miał wtedy z czternaście lat i wciąż był trochę gówniarzem.

Zaczęło się ściemniać, gdy Anita stwierdziła, że to idealna okazja, aby wrzucić na profil coś zupełnie innego niż fotki, ćwiczenia czy krótkie pogadanki o życiu. Miała do tego głowę. 4U radziło sobie coraz lepiej głównie dzięki niej. Followersów regularnie przybywało, firm, które chciały reklamować swoje produkty, też.

Radek pomógł Dawidowi i Hubertowi wynieść przed dom drewniane leżaki. Hubert wysłał go do domu po koce, dużo koców.

Noc była zimna, choć ekscytująca. Radek z przekory znalazł te najgrubsze i najbrzydsze, chyba jeszcze po dziadku.

- Nie są zbyt instagramowe, ale możemy albo wziąć takie, albo odmrozić sobie tyłki - oznajmił. - Pytanie, czy wasi followersi to przeżyją.

Był w tej rodzinie kimś w rodzaju rodzinnego błazna. Wykonał zadanie, rozbawił ich. Dawid poklepał go po ramieniu.

- Nigdy nie widziałeś deszczu Perseidów, co? Gotowy na liczenie gwiazd?

- Nie. Mam dość matematyki.

Przez chwilę stali we trzech, wpatrując się w rozgwieżdżone, jeszcze statyczne niebo. Radek pomyślał, że odstaje - jego wujkowie mieli na sobie identyczne szare płaszcze, jasne dżinsy i skórzane sztyblety, a on puchową kurtkę, w której wyglądał jak ludzik Michelina.

- Chłopaki, uwaga, będzie dobre zdjęcie. - Anita stanęła w drzwiach. - Radek, zejdź z kadru.

Zdawała się błyszczeć w stylowej srebrnej pikowanej kurtce. Przez ramię miała przewieszony puszysty beżowy koc z Rossmanna czy innej Ikei. W ręku trzymała kubek w owieczki. Była gwiazdą social mediów, a zarazem swoją własną stylistką i charakteryzatorką. Zawsze wyglądała tak, jakby obawiała się, że ktoś mógłby jej zrobić zdjęcie z ukrycia.

- Zapomniałam! Radek, przynieś z kuchni opakowanie po gorącej czekoladzie, czy co to tam jest, zanim twoja babcia je wyrzuci. Byle migiem, bo zaraz się zacznie. I pogaś wszystkie światła. Będzie lepiej widać te meteoryty.

- Twój sługa uniżony! - Pokłonił się dwornie. - Padam do nóżek, obgryzam paznokcie i skórki!

W kuchni pachniało czymś ciepłym, słodkim i kremowym. Zobaczył tekturowy prostopadłościan opakowania, na którym pod logo firmy o pretensjonalnej nazwie Cymesso widniała parująca wysoka szklanka pełna złotobrązowego napoju. Obok szklanki znalazła się kostka toffi oprószona solą. Lubił słony karmel. Tektura również nim pachniała.

Sięgnął po telefon. Anita umieściła już na Instagramie zdjęcie zapatrzonych Huberta i Dawida z podpisem: Niebawem przylecą ku nam gwiazdy. Kto z Was ogląda ten pokaz? Miała rację - to świetne ujęcie. Przyciągało wzrok tym nibypodwójnym odbiciem jednej osoby, a zarazem tchnęło spokojem i skupieniem. Zdążyło zebrać kilkanaście lajków i komentarzy, w tym wyznań miłości.

Radek był wystarczająco inteligentny, aby zrozumieć, że w 4U to niemal anielska, wypielęgnowana uroda Anity i Edyty nie budziła żadnych wątpliwości. Dawid i Hubert byli przystojni, jednak trzeba było im się przyjrzeć, żeby to stwierdzić. Obaj mieli głębokie piwne oczy, twarze o wydatnych, acz kształtnych rzymskich nosach, grubych brwiach, lekko odstających, elfich uszach i pełnych ustach przyciągających spojrzenia. Kiedyś nosili długie włosy, aż kilka miesięcy temu po rodzinnej naradzie obcięli się i wygolili boki. To była prawdziwa sensacja na 4U. Część followersów gratulowała zmian, a niektórzy twierdzili, że Dawid i Hubert w długich włosach wyglądali lepiej. Możliwe, że byli zaledwie przeciętną parą identycznych facetów, ani brzydką, ani szczególnie się wyróżniającą - lecz internetowy fejm dodawał im atrakcyjności i zakochanych fanek czy fanów.

Niestety, Radek i na siebie umiał spojrzeć obiektywnie. Przy swoich być może całkiem przeciętnych wujkach nadal prezentował się jak ta potwora, co dzięki łaskawości losu powinna znaleźć swojego amatora. Wolałby amatorkę.

Nie miał złudzeń - on sam nie nadawał się do zdjęć, więc prawie ich nie zamieszczał w sieci. Jego profile w social mediach były niemal martwe. Nie miał się czym chwalić. Nie z tą pociągłą twarzą poczciwego muła, nie z tym jasnym, przetłuszczającym się sianem na głowie, które daremnie próbował ujarzmić. Podobno oczy miał ładne w ciekawym odcieniu szarego - tak twierdziła Edyta. Sam bardziej zwracał uwagę na kartoflowaty nos i brwi, które mogłyby być grubsze, oraz powracające pryszcze. Usta miał w porządku, pełne, kształtne, odziedziczone po Ulianowiczach. Szkoda, że tak rzadko ktoś je całował.

Od jakiegoś czasu starał się dbać o siebie. Golił sobie zarost na twarzy, a także pachy. O ile o tym pamiętał, kładł cynkową maść na pryszcze. Psikał się perfumami Dawida - podobały mu się bardziej niż te Huberta. Edyta mówiła mu, że jest superfacet. Dawid był nieco bardziej zapobiegawczy.

- Na razie tego nie widzisz, ale wyrośnie z ciebie przystojniak - zapewniał Radka, aby leczyć jego kompleksy.

- Musisz dorosnąć - powtarzała Anita, a on zrozumiał, że za tą magiczną granicą może być tylko lepiej.

Czekał - był w zasadzie prawie dorosły.

*

Anita zamieniła przestrzeń przed domem w plan filmowy. Niczym reżyserka komenderowała Edytą, Dawidem i Hubertem. Kazała przestawiać scenografię, spieszyła się.

- Musimy powiedzieć o tej czekoladzie. Jak to się nazywa? Cyprisso? Przyniosłeś? - zwróciła się do Radka. - Jesteś kochany. Cymesso. Same kalorie.

W końcu była gotowa do nagrywania. Uciszyła całą piątkę.

- Kochani, my już czekamy na gwiazdy spadające w tę wyjątkową noc.

Wyciągnęła telefon przed siebie jak kamerę i uchwyciła kolejno Edytę, Huberta i Dawida, którzy machali do niej, a w zasadzie do followersów. Radek impulsywnie wbił się w kadr i także pomachał.

- Cześć wam! - zawołał. - Halo!

Anita opuściła telefon.

- Radek! - upomniała go bez złości. Przyjęła poprzednią pozycję i zaczęła od nowa. - Witajcie, kochani, my już czekamy na gwiazdy, które sfruną do nas w tę szczególną noc. Jest dość zimno, więc zaopatrzyłam się w pyszną czekoladę Cymesso, w moim ukochanym kubku. Idealna na takie chłody. Mmm, jak to pachnie! Smak karmelowy, mój ulubiony, precyzyjniej: słony karmel, edycja limitowana, więc sami wiecie... Szlag! - Zaśmiała się.

Zdała sobie sprawę, że nie może jednocześnie trzymać telefonu, kubka z "pyszną czekoladą Cymesso" i prezentować opakowania. Radek zaoferował się kręcić, jednak wybrała Huberta. Tym razem nagrywanie przebiegło bez zakłóceń.

- Czuję, że to będzie wyjątkowa noc - zakończyła Anita. - Sfotografujemy dla was Perseidy. Dajcie znać, ile gwiazd wypatrzycie na niebie. Kto pobije rekord? I, kochani, nie zapomnicie pomyśleć życzeń. Te dzisiejsze powinny się spełnić. - Posłała followersom ostatni uśmiech.

Hubert wyłączył nagrywanie i wrzucił filmik na Instagram, a ona odstawiła kubek.

Napięcie opadło. Kurtynę opuszczono. Na prośbę Anity Radek zrobił parę dodatkowych zdjęć 4U w komplecie. Starał się. Sam proponował ujęcia, rozbawiał ich, żeby wydobyć naturalne uśmiechy. Gdy mieli dość materiałów, zrobili sobie kilka pamiątkowych zdjęć wyłącznie dla nich, nie dla instagramów czy facebooków.

Anita przypomniała sobie o odstawionym kubku. Podała go Radkowi.

- Wypij, będzie ci cieplej.

Lubił o niej myśleć jak o swojej młodszej, piękniejszej matce.

Przed kamerą odnajdywała się najlepiej, swobodna i pełna naturalnego wdzięku, a przy tym swojska. Wiedziała, jak się ruszać, czarować głosem i uśmiechem. Zdawała się emanować wewnętrznym blaskiem. Zdobywała serca followersów, a właściwie wspólnie z Edytą zdobywały, bo przecież były identyczne - obie wysokie, wiotkie, o twarzach niemal jak z porcelany, wielkich błękitnych oczach, pełnych ustach w kształcie serca i długich włosach układających się w bujne pszeniczne fale. Radek sam się trochę w nich kochał.

Czekolada wystygła, ale nadal była dobra.

Zajęli miejsca na leżakach i, owinięci kocami, patrzyli na niebo, które nie chciało upuszczać gwiazd.

- A to na pewno miało być dzisiaj? - zapytała Anita. - Bo jeśli to jakiś fake news...

Radek był najszybszy, zaczął scrollować Insta i sprawdzać komentarze na profilach 4U.

- Google potwierdza - powiedział. - Spadać, gwiazdy! No dalej! Cip, cip! Kici, kici! Co się mówi do gwiazd?

Edyta wyjęła spod swojego leżaka nalewkę. Butelka krążyła między dorosłymi.

Radek próbował ją przejąć, ale Hubert - najbardziej kategoryczny z całej czwórki - mu nie pozwolił.

- Alkohol jest dla dorosłych. Jeżeli ci zimno, zrób sobie herbaty.

Edycie w kolejnej turze udało się dyskretnie podać Radkowi butelkę. Mrugnęła do niego. Wziął łyk. Nalewka była paskudna i piekła. Kaszel go zdradził.

- Mówiłem, nie pij tego! Chcesz iść do domu? - warknął Hubert.

- Oj, daj mu spokój! - zaperzyła się Edyta. - Jest sobota. Przynajmniej się nie przeziębi. Taka nalewka to lekarstwo. Tylko mnie nie wsyp, Radziu. Teresa by mnie zabiła.

Przypomniał sobie o mamie spędzającej tę noc na dyżurze w szpitalu. To nieuczciwe, że pracowała, podczas gdy oni oglądali niespadające gwiazdy. Wysłał jej swoje zdjęcie na leżaku, aby uciszyć sumienie.

Minuty mijały, a oni niecierpliwili się coraz bardziej.

- Wejdę na dach i będzie spadająca gwiazda! - powiedział Radek ku uciesze pozostałych.

To on wypatrzył pierwszą spadającą gwiazdę. Przemknęła nad lasem. Nie uwierzyli mu, ale zaraz w odpowiedzi pojawiła się druga. Przekrzykiwali się jak dzieci wskazując palcami gwiazdy.

Anita, otulona kocykiem z Ikei, którego nie musiała się wstydzić, kazała być im cicho, gdy co chwila włączała nagrywanie, aby przyłapać którąś z gwiazd. To uciszanie nie skutkowało, raczej ich śmieszyło. Wreszcie skapitulowała. Śledzili dalszy gwiezdny pokaz z przyjemnością. Przypominało to mecz, jakby za każdą wypatrzoną gwiazdę zdobywali punkt. Zaczęli szukać konkretnych konstelacji i drogi mlecznej. Rozważania astrologiczne przerwała kolejna przemykająca po niebie gwiazda, zjawiskowa. Patrzyli na to urzeczeni.

- Bydlę! - skwitował Radek, znów wzbudzając śmiech.

Zrobiło mu się zimno, lecz pomyślał, że ta noc mogłaby się nie kończyć.

- Pamiętajcie o życzeniach - przypomniała Anita.

- Moim życzeniem jest więcej nalewki, zanim tu zamarznę - odparła Edyta.

- Niech mi tu z nieba spadnie Porsche - dodał Hubert.

- Twoje wymarzone Porsche? - podchwycił Dawid. - Zamów od razu dwa.

- Wiecie, że życzenia wypowiedziane na głos się nie spełniają? - przerwał Radek.

Spojrzeli na siebie jak skarcone dzieci przyłapane na głupiej zabawie.

- Nie jesteś śpiący? - zapytał Dawid. - Nie jest ci zimno?

- Naleweczki? - zachichotała Edyta i czknęła, co jej się zdarzało po alkoholu.

Zaśmiali się.

Radek pomyślał o 4U - gościnnym angielskim skrótowcu, zapowiadającym miejsce dla każdego, zapraszającym wszystkich w liczbie pojedynczej i mnogiej. Ale to był też inicjał nazwiska - nosił takie samo, nawet jeśli nikt w Internecie mu nie uwierzył.

4U byli jego rodziną.