Przedmowa
Kiedy nie mamy wpływu na innych ludzi oraz rzeczy, które dzieją się
wokół nas, bardzo źle to znosimy -?czujemy się bezradni i nieszczęśliwi.
Nikt nie chce pozbywać się władzy, każdy chce jej mieć jeszcze więcej.
Jednak w dzisiejszym świecie niebezpiecznie jest przejawiać zbytnią
żądzę władzy i otwarcie do niej dążyć. Musimy sprawiać wrażenie
uczciwych i szlachetnych. Powinniśmy zatem zachowywać się subtelnie -
być uprzejmi, ale podstępni; sprawiedliwi, ale sprytni.
Ta cyniczna gra pozorów nasuwa skojarzenie z chwiejnym układem sił
panującym na dawnym dworze magnackim. Na przestrzeni wieków dwór skupiał
się zawsze wokół osoby sprawującej władzę -?króla, cesarza albo innego
przywódcy. Dworzanie znajdowali się w szczególnie trudnej sytuacji -
musieli służyć swojemu panu, ale jeśli za bardzo mu nadskakiwali i zbyt
jawnie próbowali zdobywać jego przychylność, inni mogli to zauważyć i wystąpić przeciwko nim. Dlatego należało subtelnie zabiegać o względy
władcy. Nawet ci najbardziej wytrawni i zdolni do takiej subtelności
nieustannie musieli się pilnować, gdyż inni dworzanie cały czas knuli,
próbując ich wygryźć.
Tymczasem dwór miał być odzwierciedleniem najwyższego poziomu dobrych
obyczajów i wytworności. Zbyt gwałtowne lub jawne dążenie do władzy nie
było mile widziane -?otoczenie cicho i podstępnie zwalczało każdego, kto
nadużywał swoich wpływów. Na tym właśnie polegał dylemat dworzanina -
uchodząc za wcielenie elegancji, musiał wznosić się na wyżyny
subtelności, aby przechytrzyć swoich przeciwników i udaremnić ich
zakusy. Z czasem uczył się, jak unikać bezpośredniej konfrontacji -
jeżeli wbijał komuś nóż w plecy, robił to w białych rękawiczkach i z uśmiechem na twarzy. Zamiast uciekać się do przymusu lub jawnej zdrady,
osiągał swoje cele, posługując się urokiem osobistym i podstępem, a w swoich poczynaniach zawsze planował kilka ruchów naprzód. Dworskie życie
było niekończącą się grą, która wymagała ciągłej czujności i taktycznego
myślenia; wojną toczoną w wytworny sposób.
W dzisiejszych czasach stajemy w obliczu niepokojąco podobnych dylematów
jak dawni dworzanie. Wszystko, co robimy, musi wyglądać na cywilizowane
i przyzwoite, zgodne z regułami demokracji i uczciwe. Ale jeśli będziemy
ściśle trzymać się tych zasad, jeśli potraktujemy je zbyt dosłownie,
pokonają nas ci, którzy nie są aż tak naiwni. Jak napisał wielki
dyplomata i dworzanin epoki renesansu Niccol? Machiavelli: "Każdy, kto
chce być zawsze dobrym, popadnie w ruinę wśród rzeszy takich, którzy nie
są dobrzy". Dwór uchodził za szczyt wyrafinowania, ale pod jego
błyszczącą powierzchnią niczym w bulgocącym kotle kipiały mroczne emocje
-?chciwość, zazdrość, żądza i nienawiść. Dzisiejszy świat również uważa
się za ostoję sprawiedliwości, ale buzują w nim te same ukryte plugastwa
co przed wiekami. Zasady gry pozostały niezmienione. Na zewnątrz musicie
sprawiać pozory uprzejmych, lecz w głębi ducha -?jeśli nie jesteście
głupi -?szybko uczycie się rozwagi i postępujecie tak, jak zalecał
Napoleon: "Na swą żelazną pięść nałóż białą rękawiczkę". Jeżeli,
podobnie jak dawni dworzanie, zdołacie opanować sztukę manipulacji,
jeżeli nauczycie się uwodzić, czarować, mamić i subtelnie wprowadzać w błąd przeciwników, wzniesiecie się na wyżyny władzy. Ludzie będą wam
ulegać, nie zdając sobie sprawy, że na nich oddziałujecie. A skoro nie
będą niczego świadomi, nie musicie obawiać się z ich strony wrogości ani
oporu.
Dwór jest bezsprzecznie ostoją galanterii i dobrych obyczajów, a bez
nich stałby się siedliskiem zbrodni i chaosu. Ci, którzy teraz się
uśmiechają i wymieniają serdeczne uściski, gdyby nie dworskie maniery,
zaczęliby się nawzajem znieważać i dźgać sztyletami.
Hrabia Chesterfield
Niektórzy ludzie uważają ideę świadomych machinacji w dążeniu do władzy
-?nieważne, jak pokrętnych -?za zepsuty i antyspołeczny relikt
przeszłości. Są przekonani, że mogą wycofać się z gry, postępując w sposób, który nie ma nic wspólnego z władzą. Należy się wystrzegać
takich ludzi, bo chociaż otwarcie głoszą oni swoje poglądy, należą do
najbardziej wytrawnych graczy. Stosują strategie, za pomocą których
sprytnie maskują prawdziwą naturę swoich machinacji. Na przykład często
prezentują swoją słabość i brak wpływów jako rodzaj moralnej cnoty.
Jednak ktoś całkowicie bezinteresowny nie obnosiłby się z takim
wizerunkiem, aby zyskać współczucie albo szacunek. Ta subtelna i zwodnicza strategia przynosi doskonałe efekty (zob. Prawo 22: Stosuj
taktykę kapitulacji: przekształć słabość w siłę).
Inną strategią, którą stosują osoby rzekomo niezaangażowane w walkę o władzę, jest domaganie się równości we wszystkich dziedzinach życia. Ich
zdaniem każdego należy traktować jednakowo bez względu na status i siłę.
Z takim podejściem wiąże się pewien problem, gdyż niektórzy ludzie robią
pewne rzeczy lepiej niż inni. Jeżeli traktujemy wszystkich tak samo,
ignorujemy dzielące ich różnice, a w rezultacie promujemy mniej zdolnych
kosztem tych, którzy potrafią coś więcej. Wielu ludzi postępujących w ten sposób często stosuje ukrytą strategię, rozdzielając gratyfikacje
według własnego uznania.
Że jagnięta czują urazę do wielkich ptaków drapieżnych, to nie dziwota,
lecz to jeszcze nie powód, by brać za złe wielkim ptakom drapieżnym, że
porywają małe jagnięta. A jeśli jagnięta mówią między sobą: "Te ptaki
drapieżne są złe; a kto jest jak najmniej ptakiem drapieżnym, owszem
jego przeciwieństwem, jagnięciem -?nie miałżeby być dobry?", to nie
można takiemu postawieniu ideału nic zarzucić, jakkolwiekby ptaki
drapieżne nieco szyderczo na to spoglądały i może mówiły sobie: "My nie
gniewamy się na nie, na te dobre jagnięta, kochamy je nawet: nie ma nic
smaczniejszego nad delikatne jagnię".
Friedrich Nietzsche, Z genealogii moralności
Kolejnym sposobem na odżegnanie się od makiawelicznych rozgrywek jest
całkowita szczerość i prostolinijność, gdyż ludzie dążący do władzy
stosują na ogół techniki oparte na podstępach i tajemnicach. Jednak
wybierając taką drogę, na pewno zranimy lub obrazimy wiele osób, a niektóre z nich zechcą odpłacić nam pięknym za nadobne. Nikt nie uzna
naszych bezpośrednich wypowiedzi za w pełni obiektywne i pozbawione
ukrytych motywów. I słusznie. Szczera postawa jest w rzeczywistości
strategią, która ma na celu przekonanie ludzi o naszej szlachetności,
dobroduszności i bezinteresowności. Stanowi formę perswazji, a nawet
subtelnego przymusu.
Jedynymi środkami do osiągnięcia swoich celów są siła i przebiegłość.
Mówią też, że miłość, ale byłoby to jak czekanie na słońce, a w życiu
liczy się każda chwila.
Johann Wolfgang von Goethe
Wreszcie są i tacy, którzy sprawiają wrażenie naiwnych, aby zaznaczyć
swój dystans do gry i uniknąć oskarżeń o dążenie do władzy. Na nich
również powinniśmy uważać, gdyż pozorna naiwność może być skutecznym
środkiem manipulacji (zob. Prawo 21: Sprawiaj wrażenie głupszego niż
twoja ofiara). Nawet autentyczna naiwność nie jest wolna od sideł
władzy. Dzieci są naiwne pod wieloma względami, lecz w swoim
postępowaniu często kierują się chęcią uzyskania kontroli nad
otoczeniem. Bardzo cierpią z powodu poczucia bezsilności w świecie
dorosłych, dlatego wszelkimi możliwymi sposobami zabiegają o to, aby
postawić na swoim. Nawet autentycznie naiwne osoby mogą dążyć do władzy
i są w tym piekielnie skuteczne, gdyż nie przeszkadza im refleksja. W takich przypadkach naiwność na pokaz może świadczyć o czymś wręcz
odwrotnym. Takie rzekomo niezaangażowane osoby możemy rozpoznać po tym,
że afiszują się ze swoimi wartościami moralnymi, pobożnością i wyjątkowym poczuciem sprawiedliwości. W ten sposób próbują mydlić nam
oczy i odwrócić uwagę od swoich zagrywek, ale nie dajmy się zwieść
pozorom szlachetności -?wszyscy kierujemy się żądzą władzy. Jeśli
przyjrzymy się dokładniej takim ludziom, przekonamy się, że często
cechuje ich wyjątkowa biegłość w sztuce dyskretnej manipulacji, nawet
jeżeli nie uprawiają jej świadomie. Co więcej, bardzo im się nie podoba
rozpowszechnianie technik, z których sami korzystają na co dzień.
Skoro świat jest jednym wielkim dworem pełnym intryg, w którym tkwimy
uwięzieni, wszelkie próby wycofania się z gry nie mają sensu.
Doprowadziłoby to jedynie do poczucia bezsilności, które mogłoby nas
unieszczęśliwić. Zamiast walczyć z nieuniknionym, zamiast toczyć pianę,
narzekać i zadręczać się poczuciem winy, o wiele lepiej jest doskonalić
się w kontrolowaniu innych. W gruncie rzeczy im większą osiągniecie
biegłość w tej sztuce, tym lepiej będziecie sobie radzić jako
przyjaciele, kochankowie, mężowie, żony czy w ogóle ludzie. Podążając
drogą doskonałego dworzanina (zob. Prawo 24), nauczycie się poprawiać
innym samopoczucie -?być dla nich źródłem przyjemności. Ludzie staną się
od was zależni i będą zabiegali o wasze towarzystwo. Gdy opanujecie
reguły zawarte w tej książce, oszczędzicie bliźnim cierpień
spowodowanych nieumiejętnym obchodzeniem się z prawami władzy -?które
jest jak igranie z ogniem bez znajomości jego natury. Skoro gra o władzę
i tak wciągnie nas wszystkich, lepiej być w niej mistrzem, aniżeli iść w zaparte albo odstawiać fuszerkę.
Strzała, którą wypuści łucznik, może kogoś ugodzić albo i nie. Za to
strategie mędrców mogą nawet zabijać ludzi w łonie matki.
Ćanakja Kautilja, starożytny indyjski filozof
Gra o władzę narzuca szczególny sposób patrzenia na świat, dlatego
opanowanie jej zasad wiąże się z koniecznością zmiany perspektywy.
Wymaga to wysiłku i lat praktyki, gdyż pewne elementy gry nie przychodzą
naturalnie. Należy opanować kilka podstawowych umiejętności, dzięki
którym praktyczne stosowanie praw władzy stanie się o wiele łatwiejsze.
Najważniejszą z nich, a zarazem jednym z fundamentów władzy, jest
umiejętność panowania nad emocjami. Reakcja emocjonalna w każdej
sytuacji jest największą przeszkodą w dążeniu do władzy; błędem zbyt
kosztownym, by zrekompensowała go chwilowa satysfakcja, jaką daje
rozładowanie napięcia. Emocje przysłaniają zdrowy rozsądek, a brak
jasnej oceny sytuacji nie pozwala przygotować się i zareagować na nią w sposób zapewniający jakąkolwiek formę kontroli.
Najbardziej niszczącą reakcją emocjonalną jest gniew, ponieważ w największym stopniu pozbawia nas zdolności trzeźwego osądu. Wyzwala
również reakcję łańcuchową, która zawsze utrudnia panowanie nad sytuacją
i wzmaga determinację przeciwnika. Jeżeli chcecie zniszczyć kogoś, kto
was zranił, o wiele rozsądniej jest trzymać go na dystans, udając
przyjaźń, niż okazywać gniew.
Miłość i przywiązanie również mogą być destruktywne, ponieważ sprawiają,
że nie dostrzegacie wyrachowania osób, których nigdy nie
podejrzewalibyście o niecne zamiary. Gniewu i miłości nie jesteście w stanie stłumić ani uniknąć ich odczuwania -?nie ma sensu nawet
podejmować takich prób. Musicie jednak zachować ostrożność w ich
wyrażaniu i, co najważniejsze, nie powinny one w żaden sposób wpływać na
wasze plany i strategie.
Pomyślałem sobie, za pomocą jakich środków, jakich podstępów, sztuk
wszelakich i zabiegów stara się człowiek wyostrzyć swój umysł, aby
przechytrzyć drugiego, a dzięki tej różnorodności świat staje się
jeszcze piękniejszy.
Francesco Vettori, włoski dyplomata i przyjaciel Machiavellego
Z panowaniem nad emocjami wiąże się umiejętność zachowania dystansu do
teraźniejszej sytuacji, jak również obiektywnego myślenia o przeszłości
i przyszłości. Niczym Janus -?starożytny rzymski bóg o dwóch twarzach,
opiekun drzwi, bram i mostów -?powinniście być zdolni do patrzenia w obu
kierunkach jednocześnie. Aby lepiej radzić sobie z niebezpieczeństwami,
skądkolwiek nadejdą, jedną twarz zwróćcie ku przyszłości, a drugą
skierujcie w przeszłość.
Jeśli chodzi o przyszłość, motto brzmi: "Bądźcie czujni każdego dnia".
Nic nie powinno was zaskoczyć, kiedy nauczycie się przewidywać problemy.
Zamiast marzyć o pomyślnej realizacji swoich dążeń, skupcie się na
analizowaniu wszystkich możliwych scenariuszy i zapobieganiu porażkom,
które mogą pokrzyżować wam plany. Im bardziej dalekowzroczni jesteście,
z im większym wyprzedzeniem planujecie swoje posunięcia, tym bardziej
rośniecie w siłę.
Druga twarz Janusa powinna nieustannie spoglądać w przeszłość -?lecz nie
po to, by rozpamiętywać dawne krzywdy lub żywić urazy. To tylko
nadszarpnęłoby wasze siły. Połowa sukcesu tkwi w zdolności zapominania o minionych wydarzeniach, które was gnębią i pozbawiają zdolności
racjonalnego myślenia. Jednak oglądanie się za siebie ma niewątpliwie
wartość edukacyjną -?pozwala uczyć się od tych, którzy żyli w dawnych
czasach. (Wiele przykładów historycznych zawartych w tej książce ma
służyć właśnie temu celowi). Patrzenie w przeszłość daje wam punkt
odniesienia dla waszych obecnych poczynań. Jest to najlepsza życiowa
lekcja, jaką możecie otrzymać, ponieważ opiera się na osobistych
doświadczeniach.
Nie ma na świecie zasad, są tylko wypadki, nie ma praw, są tylko
okoliczności. Człowiek wyższy umie korzystać z trafu i z okoliczności.
Gdyby były zasady i prawa stałe, to narody nie zmieniałyby ich tak, jak
się zmienia koszulę. Pojedynczy człowiek nie jest obowiązany być
mędrszym od całego narodu.
Honoré de Balzac, Ojciec Goriot
Zacznijcie od przyjrzenia się swoim błędom z przeszłości -?tym, które
okazały się najbardziej brzemienne w skutkach. Analizując je w kategoriach 48 praw władzy, możecie wyciągnąć z nich naukę i złożyć
sobie przyrzeczenie: "Nigdy nie powtórzę takiego błędu. Nigdy więcej nie
wpadnę w taką pułapkę". Jeżeli potraficie spojrzeć na siebie z takiej
perspektywy i dokonać samooceny, nauczycie się przełamywać wzorce
utrwalone w przeszłości -?co stanowi niezwykle cenną umiejętność.
Jednym z fundamentów władzy jest umiejętność stwarzania pozorów. Aby
opanować tę sztukę, musicie się nauczyć przywdziewania wielu różnych
masek i korzystania z arsenału zwodniczych sztuczek. Nie możecie
pogardzać fałszem i mistyfikacją, uznając je za moralnie naganne.
Wszystkie relacje międzyludzkie pod wieloma względami opierają się na
kłamstwie, a tym, co odróżnia nas od zwierząt, jest zdolność
oszukiwania. Według mitologii greckiej, indyjskiego poematu Mahabharata
czy sumeryjskiego eposu o Gilgameszu używanie podstępu było przywilejem
bogów. W tej materii rywalizował z nimi wielki bohater Odyseusz, który
dorównywał im pod względem przebiegłości. Oszustwo jest wysoce
zaawansowaną sztuką znamienną dla rozwoju cywilizacyjnego i najpotężniejszą bronią w walce o władzę.
Chcąc osiągnąć biegłość w tej sztuce, musicie nabrać nieco dystansu do
własnego wizerunku -?nauczyć się przywdziewać różne maski w zależności
od sytuacji. Dzięki takiemu podejściu uwolnicie się od wewnętrznego
ciężaru, który hamuje wielu ludzi. Staniecie się elastyczni jak aktorzy,
co pozwoli wam ukrywać swoje intencje i wabić innych w pułapki. Gra
pozorów i sztuka podstępu mogą stać się źródłem przyjemności, które
ubarwią wasze życie. Mają również kluczowe znaczenie w dążeniu do
władzy.
O ile podstęp jest najgroźniejszą bronią w waszym arsenale, o tyle
cierpliwość pełni funkcję tarczy. Chroni was przed popełnianiem głupich
błędów. Podobnie jak umiejętności panowania nad emocjami trzeba się jej
uczyć, gdyż nie przychodzi naturalnie. Ale władza nie ma w sobie nic
naturalnego -?jest bardziej boska niż cokolwiek w otaczającym nas
świecie. Cierpliwość jest najwyższą cnotą bogów, którzy mają czasu pod
dostatkiem. Jeżeli potraficie cierpliwie czekać i wybiegać myślami w przyszłość, wszystko ułoży się po waszej myśli. Natomiast niecierpliwość
sprawia jedynie, że wyglądacie na słabych. Stanowi główną przeszkodę na
drodze do władzy.
Władza jest z natury amoralna i w dążeniu do jej osiągnięcia liczy się
umiejętność dostrzegania sprzyjających okoliczności, a nie odróżniania
dobra od zła. Dążenie do władzy jest grą -?przypominać o tym nigdy za
wiele -?a w grze nie liczą się intencje, lecz efekty. Oceniajcie
strategię i siłę swoich przeciwników na podstawie tego, co widzicie i czujecie. Często się zdarza, że ktoś robi dużo szumu wokół swoich
intencji, ale jest to tylko zasłona dymna. Jakie ma znaczenie, czy inny
gracz -?wasz sojusznik albo rywal -?deklaruje dobre zamiary, skoro z jego działań wynika tyle zamieszania? Jest rzeczą całkowicie naturalną,
że ludzie szukają najróżniejszych usprawiedliwień dla swoich poczynań,
zawsze twierdząc, że przyświecały im szlachetne cele. Możecie śmiać się
w duchu, ilekroć słyszycie takie zapewnienia, ale nigdy nie oceniajcie
czyichś intencji i działań przez pryzmat wartości moralnych, które są
jedynie przykrywką dla dążenia do władzy.
Toczy się rozgrywka. Siedzicie naprzeciwko swojego przeciwnika.
Zachowujecie się jak dżentelmeni bądź damy, przestrzegając zasad gry i nie traktując niczego osobiście. Postępujecie według obranej strategii i obserwujecie posunięcia rywala z takim spokojem, na jaki tylko
potraficie się zdobyć. W ostatecznym rozrachunku bardziej docenicie jego
uprzejmość aniżeli pozornie dobre intencje. Nauczcie się śledzić efekty
jego poczynań i zewnętrzne okoliczności, nie rozpraszając się niczym
innym. Połowa waszego sukcesu w grze o władzę tkwi w tym, czego nie
robicie -?w co nie pozwalacie się wciągnąć. Właśnie dlatego należy
analizować wszystkie działania pod kątem tego, ile was będą kosztować.
Jak napisał Nietzsche: "Wartość jakiejś rzeczy polega w pewnych razach
nie na tym, co się przez nią osiąga, lecz na tym, co się za nią
zapłaciło -?co nas kosztuje". Być może dopniecie swego i będzie to
szczytny cel, ale za jaką cenę? Zawsze kierujcie się tą zasadą, również
wtedy, gdy zastanawiacie się, czy podjąć z kimś współpracę albo
wyciągnąć do niego pomocną dłoń. Bądź co bądź życie jest krótkie,
sprzyjających okazji nie ma zbyt wiele, a wasze zasoby energii kiedyś
się wyczerpią. W tym względzie czas jest tak samo ważnym czynnikiem jak
każdy inny. Nigdy nie marnujcie cennego czasu, jak również spokoju ducha
na cudze sprawy -?jest to zbyt wysoka cena.
Władza jest grą społeczną. Aby odnosić w niej sukcesy, musicie posiąść
umiejętność analizowania i rozumienia ludzkich zachowań. Jak napisał
wielki siedemnastowieczny myśliciel i kaznodzieja Baltasar Gracián:
"Poznanie cech i temperamentów ludzi jest ważniejsze niż wiedza o kamieniach czy ziołach". Aby osiągnąć mistrzostwo w grze o władzę,
musicie być mistrzami psychologii. Nauczcie się rozpoznawać motywy,
którymi kierują się inni, co pozwoli wam przejrzeć każdą zasłonę dymną
skrywającą ich poczynania. Umiejętność dostrzegania ukrytych motywów
jest największym atutem, jakim możecie dysponować w grze o władzę.
Otwiera przed wami nieograniczone możliwości na polu manipulacji,
uwodzenia i podstępu. Ludzi cechuje niebywała złożoność i nie sposób ich
w pełni zrozumieć, nawet gdyby poświęcić na to całe życie. Dlatego tym
ważniejsze jest, abyście rozpoczęli swoją edukację już teraz. Musicie
przy tym pamiętać o podstawowej zasadzie: nie stosujcie rozgraniczenia
między osobami, których zachowania analizujecie, a swoimi najbliższymi.
Nigdy nie ufajcie nikomu bezgranicznie i bacznie obserwujcie wszystkich,
włącznie z przyjaciółmi i ukochanymi.
I na koniec musicie się nauczyć, jak w dążeniu do władzy zawsze obierać
pośrednią drogę. Maskujcie swoją przebiegłość i planujcie każde
posunięcie w taki sposób, aby było jak najmniej oczywiste. Bądźcie jak
kula bilardowa, która odbija się wiele razy, zanim trafi do celu. Dzięki
biegłości w sztuce podstępu możecie święcić triumfy w środowisku
nowoczesnego dworu jako wytrawni manipulatorzy uchodzący za uosobienie
przyzwoitości.
Potraktujcie 48 praw władzy jako swego rodzaju podręcznik sztuki
lawirowania. Każde z praw opiera się na dziełach osób, które osiągnęły
mistrzostwo w grze o władzę. Pisma te pochodzą z okresu obejmującego
ponad trzy tysiące lat i powstały w cywilizacjach tak odmiennych jak
starożytne Chiny i Włochy epoki renesansu. Mimo to przewijają się w nich
wspólne wątki i motywy nawiązujące do istoty władzy -?zagadnienia, które
jeszcze nie doczekało się wyczerpującego opisu. 48 praw władzy stanowi
esencję mądrości, którą na przestrzeni wieków zawarli w swoich dziełach
wybitni stratedzy (Sun Zi, Carl von Clausewitz), politycy (Bismarck,
Talleyrand), dworzanie (Castiglione, Gracián), uwodziciele (Ninon de
Lenclos, Casanova) i hochsztaplerzy (Joseph "Yellow Kid" Weil).
Opisane w tej książce prawa są ponadczasowe i ostateczne. Wszystkie
opierają się na prostym założeniu -?pewne działania prawie zawsze
zwiększają naszą siłę (przestrzeganie zasad), podczas gdy inne nas
osłabiają, a nawet doprowadzają do upadku (łamanie zasad). Zarówno
przestrzeganie, jak i łamanie zasad znajdują swoje odzwierciedlenie w przykładach zaczerpniętych z historii.
Możecie wykorzystać tę książkę na kilka sposobów. Czytając ją od
początku do końca, możecie wzbogacić swoją ogólną wiedzę na temat istoty
władzy. Chociaż niektóre prawa nie wydają się bezpośrednio nawiązywać do
waszego życia, z czasem prawdopodobnie odkryjecie, że wszystkie mają
jakieś odniesienia i w gruncie rzeczy są ze sobą powiązane. Znając
ogólny zarys całego zagadnienia, będziecie w stanie lepiej oceniać swoje
dotychczasowe poczynania i zyskacie większą kontrolę nad swoimi
sprawami. Gruntowna lektura jeszcze przez długi czas będzie was skłaniać
do refleksji i przewartościowań.
Możecie również wertować tę książkę pobieżnie i skupiać się na prawach,
które w danej chwili mają największe znaczenie. Powiedzmy, że
doświadczacie problemów z szefem i nie potraficie zrozumieć, dlaczego
wasze wysiłki nie przynoszą wam uznania ani awansu. Kilka opisanych
tutaj praw odnosi się do relacji przełożony-podwładny i niemal na pewno
pasujecie do któregoś z nich. Krótkie streszczenia poszczególnych
rozdziałów w spisie treści pomogą wam wybrać ten, który was interesuje.
W końcu możecie także przeglądać tę książkę dla rozrywki, traktując ją
jako pasjonującą wyprawę w przeszłość pełną dziwactw i wielkich czynów
naszych przodków. Ale jeśli zamierzacie z niej korzystać w takim celu,
miejcie się na baczności. Pomyślcie, czy nie lepiej się wycofać. Władza
potrafi być na swój sposób niebywale kusząca i zwodnicza. Jest niczym
labirynt -?roztrząsanie jej niezliczonych zagadnień pochłonie wasz umysł
i nagle odkryjecie, jak przyjemny staje się ten stan zatracenia. Innymi
słowy, władza dostarcza najwięcej radości, jeżeli traktujecie ją
poważnie. Bóstwa władzy srożą się na lekkoduchów -?pozwalają dostąpić
spełnienia tylko uważnym i wtajemniczonym, a karzą tych, którzy ślizgają
się po powierzchni w poszukiwaniu beztroskiej zabawy.
Kto by zawżdy i wszędzie tylko dobrych uczynków był zwolennikiem, ten
wśród mnóstwa złych ludzi musi upaść. Przeto dla własnego utrzymania
przystoi każdemu księciu uczyć się być złym i z tej nauki korzystać lub
nie korzystać, stosownie do potrzeby.
Niccol? Machiavelli, Książę
Prawo 1
Nie próbuj przyćmiewać swojego zwierzchnika
Nauka:
Zawsze sprawiaj, aby ci, którzy są nad tobą, czuli się lepsi. Starając
się ich zadowolić albo im zaimponować, nie posuwaj się zbyt daleko w ujawnianiu swoich talentów, możesz bowiem osiągnąć przeciwny skutek -
wzbudzić strach i niepewność. Spraw, aby twoi zwierzchnicy czuli się
bardziej błyskotliwi, niż są w rzeczywistości, a osiągniesz wyżyny
władzy.
Jak czynić nie należy
Nicholas Fouquet, minister finansów w pierwszych latach panowania
Ludwika XIV, był bogatym człowiekiem, który uwielbiał wystawne uczty,
piękne kobiety i poezję. Uwielbiał także pieniądze, ponieważ żył z rozmachem. Był inteligentny i uważał się za niezastąpionego, więc gdy w 1661 roku zmarł kardynał Jules Mazarin, stojący na czele Rady
Królewskiej, Fouquet miał nadzieję zostać jego następcą. Tymczasem król
zlikwidował to stanowisko. Minister finansów odebrał to jako niepokojący
sygnał i zaczął podejrzewać, że popada w niełaskę, dlatego postanowił
zjednać sobie władcę, organizując najwspanialsze przyjęcie, jakie
kiedykolwiek widział świat. Oficjalnie Fouquet świętował zakończenie
budowy swojego pałacu w Vaux-le-Vicomte, ale w rzeczywistości chciał
złożyć hołd królowi, który był gościem honorowym.
W uroczystości wzięła udział najznamienitsza szlachta z wielu krajów
Europy i kilka najtęższych umysłów epoki -?La Fontaine, La Rochefoucauld
i madame de Sévigné. Na tę okazję Molier specjalnie napisał sztukę, w której sam wystąpił. Uczta zaczęła się od wykwintnej kolacji z siedmiu
dań -?na stołach znalazły się dalekowschodnie przysmaki, których jeszcze
nikt we Francji nie kosztował, oraz potrawy stworzone specjalnie na ten
wieczór. Biesiadnikom przygrywała orkiestra sprowadzona na cześć króla.
Po kolacji zaczęło się zwiedzanie pałacowego ogrodu, którego wystrój
stał się inspiracją dla Wersalu. Fouquet osobiście towarzyszył królowi
podczas przechadzki między przystrzyżonymi żywopłotami, klombami i fontannami. Po przybyciu nad kanał ogrodowy goście obejrzeli pokaz
sztucznych ogni, po którym odbył się spektakl. Przyjęcie trwało do
późnej nocy i wszyscy zgodnie twierdzili, że było to najwspanialsze
wydarzenie, w jakim brali udział.
Następnego dnia Fouquet został aresztowany przez dowódcę muszkieterów
D'Artagnana. Trzy miesiące później stanął przed sądem oskarżony o malwersacje na szkodę skarbu państwa. (Rzeczywiście dopuszczał się
kradzieży, ale w imieniu króla i za jego zgodą). Uznany za winnego
trafił do najbardziej odludnego więzienia we Francji, alpejskiej
twierdzy Pinerolo, gdzie spędził ostatnich piętnaście lat życia.
Wnioski
Ludwik XIV, Król Słońce, był dumnym i aroganckim człowiekiem, który
zawsze pragnął być w centrum uwagi. Nie mógł znieść, że ktoś żyje
wystawniej niż on, zwłaszcza jego minister skarbu. Na miejsce Fouqueta
powołał Jeana-Baptiste'a Colberta, który zasłynął jako skąpiec i gospodarz najbardziej nieciekawych przyjęć w Paryżu. Colbert dbał, aby
pieniądze uwolnione z koronnego skarbca trafiały prosto do rąk króla. Za
te pieniądze Ludwik wybudował wspaniały pałac w Wersalu, który swoim
przepychem przyćmił rezydencję w Vaux-le-Vicomte. Zatrudnił tych samych
architektów, dekoratorów wnętrz i ogrodników co Fouquet. W Wersalu
wydawał przyjęcia jeszcze bardziej ekstrawaganckie niż to, które Fouquet
przypłacił wolnością.
Przeanalizujmy sytuację. Wydając wspaniałe przyjęcie na cześć króla,
Fouquet wyobrażał sobie, że w ten sposób okaże lojalność i oddanie. Nie
tylko liczył na przychylność Ludwika; myślał, że pokazując swoje
bogactwo, koneksje i dobry smak, zaprezentuje się jako niezastąpiony
dworzanin i doskonały kandydat na premiera. Widząc jednak reakcje
zaproszonych gości, Ludwik nabrał przekonania, że jego minister wzbudza
większy zachwyt i uznanie niż on sam, dlatego zaczął postrzegać go jako
konkurenta. Zamiast przypodobać się królowi, Fouquet swoim wystawnym
przyjęciem uraził jego próżność. Oczywiście monarcha nie przyznał się do
tego, ale znalazł wymówkę, aby pozbyć się człowieka, który nieumyślnie
nadepnął mu na odcisk. Taki właśnie los spotyka wszystkich, którzy
sprawiają, że władca czuje się niepewnie i powątpiewa w swoją wybitność.
Gdy zaczynał się wieczór, Fouquet był na samym szczycie. Gdy zapadła
noc, znalazł się na dnie.
Wolter
Postępowanie godne naśladowania
Na początku XVII wieku włoski astronom i matematyk Galileusz znalazł się
w niebezpiecznej sytuacji. Jak wszyscy uczeni doby renesansu był zależny
od hojności magnatów, którzy finansowali jego badania, dlatego musiał od
czasu do czasu sprawiać im prezenty ze swoich odkryć i wynalazków. Raz
na przykład podarował księciu Mantui Vincenzo Gonzadze kompas wojskowy,
który wynalazł. Następnie zadedykował księciu Toskanii Kosmie II
Medyceuszowi dzieło poświęcone astronomii. Obaj możnowładcy byli
zadowoleni, a dzięki nim Galileusz zyskiwał więcej nowych uczniów.
Jednak bez względu na to, jak wielkich odkryć dokonywał, zazwyczaj
nagradzali go prezentami, a nie pieniędzmi. W efekcie ciągle był od nich
zależny i brakowało mu stabilizacji. Dlatego szukał jakiegoś lepszego
sposobu na życie.
Nową strategię zastosował w 1610 roku, kiedy odkrył księżyce Jowisza.
Tym razem zamiast obdzielać wszystkich mecenasów efektami swojego
odkrycia -?jednemu ofiarować teleskop, którego używał, innemu
zadedykować książkę itd. -?jak czynił dotychczas, postanowił skupić się
wyłącznie na władcach Florencji. Wybrał ich nie bez powodu. W 1540 roku
Kosma I, założyciel dynastii Medyceuszy, nawiązując do świetności
cesarstwa rzymskiego, ustanowił patronem rodu Jowisza -
najpotężniejszego ze starożytnych bogów, uosobienie władzy wykraczającej
ponad politykę i wielkie fortuny.
Galileusz uczynił ze swojego odkrycia wielkie astronomiczne wydarzenie,
które miało dodać splendoru Medyceuszom. Ogłosił, że "jaśniejące na
niebie gwiazdy" (księżyce Jowisza) pojawiły się w jego teleskopie w tym
samym czasie, gdy Kosma II został wielkim księciem Toskanii. Zaznaczył,
że ciał niebieskich jest tyle samo -?cztery -?ilu potomków książęcego
rodu (Kosma II miał trzech braci), i krążą one po orbicie Jowisza niczym
wnukowie Kosmy I wokół florenckiego tronu. To nie mógł być zwykły
przypadek, że same niebiosa odzwierciedlają dominację Medyceuszy.
Galileusz zamówił także emblemat, który przedstawiał rzymskiego boga
Jowisza siedzącego na chmurze w otoczeniu czterech gwiazd, i wręczył go
księciu jako symbol jego związku z kosmicznym porządkiem świata.
Wdzięczny Kosma mianował Galileusza swoim nadwornym filozofem i matematykiem, przydzielając mu stałą pensję. Dla wielkiego uczonego był
to życiowy przełom -?czasy żebrania o mecenat odeszły już do
przeszłości.
Wnioski
Dzięki swojej nowej strategii Galileusz jednym sprytnym posunięciem
osiągnął więcej niż przez lata usilnych zabiegań. Powód był prosty -
wszyscy władcy chcą się prezentować bardziej imponująco niż inni ludzie.
Nie obchodzą ich odkrycia naukowe ani prawda empiryczna; liczy się dla
nich tylko własna chwała. Nadając imiona magnatów ciałom niebieskim,
Galileusz przysporzył im nieporównywalnie więcej splendoru, niż gdyby
uczynił ich patronami jakiegoś instrumentu badawczego albo odkrycia
naukowego.
Uczeni też podlegali kapryśnym regułom dworskiego życia i mecenatu. Tak
samo jak reszta poddanych musieli służyć możnym, którzy dysponowali
kapitałem. W obliczu ich nieprzeciętnego intelektu niejeden magnat mógł
poczuć się niepewnie, jakby oczekiwano od niego wyłącznie pieniędzy -?co
swoją drogą jest upokarzającą i niewdzięczną rolą. Fundator wielkiego
sukcesu chciałby być kimś więcej niż tylko dostarczycielem wsparcia
finansowego. Chciałby uchodzić za kogoś kreatywnego i potężnego, a także
ważniejszego niż samo dzieło stworzone w ich imieniu. Zamiast poczucia
niepewności spodziewał się splendoru.
Swoim odkryciem Galileusz nie podważył autorytetu intelektualnego
Medyceuszy ani nie sprawił, by w jakikolwiek sposób poczuli się gorsi -
dosłownie wyniósł ich do gwiazd i dzięki niemu mogli błyszczeć na tle
innych rodów Italii. Nie przyćmił swoich panów, ale pomógł im przyćmić
wszystkich dookoła.
Tajniki władzy
Każdy nosi w sobie jakieś obawy. Kiedy prezentujecie światu swoje
talenty, naturalną koleją rzeczy wzbudzacie niechęć, zazdrość oraz inne
przejawy kompleksów. Musicie być na to przygotowani. Nie możecie przez
całe życie zamartwiać się małostkowością innych. Jednak wobec tych,
którzy górują nad wami w hierarchii, musicie zastosować inne podejście.
Przyćmiewanie władcy lub zwierzchnika jest przypuszczalnie najgorszym z błędów.
Myślicie, że świat się zmienił od czasów Medyceuszy i Króla Słońce? Nic
bardziej mylnego. Ci, którzy zajmują wysoką pozycję społeczną, są dziś
jak monarchowie i magnaci. Chcą się czuć pewnie na swoich stanowiskach,
przewyższając wszystkich dookoła inteligencją, dowcipem i urokiem
osobistym. Nie dajcie się zwieść zgubnemu, lecz szeroko
rozpowszechnionemu przekonaniu, że demonstrując swoje talenty i umiejętności, możecie sobie zaskarbić względy zwierzchnika. Wasz pan
będzie symulował uznanie, lecz przy pierwszej nadarzającej się okazji
zastąpi was kimś mniej inteligentnym, mniej atrakcyjnym i mniej groźnym,
tak jak Ludwik XIV, który na miejsce błyskotliwego Fouqueta powołał
nijakiego Colberta. I tak jak Ludwik XIV nie wyjawi swoich prawdziwych
intencji, ale znajdzie pretekst, żeby się was pozbyć.
Prawo to obejmuje dwie zasady, które musicie sobie uświadomić. Po
pierwsze możecie nieumyślnie przyćmić swojego zwierzchnika, będąc po
prostu sobą. Niektórych ludzi na wysokich stanowiskach cechuje taki brak
pewności siebie, że wystarczy okazać przy nich odrobinę charyzmy, aby
poczuli się zagrożeni.
Nikt nie mógł się poszczycić tyloma wrodzonymi przymiotami co Astorre
Manfredi, książę Faenzy. Najprzystojniejszy ze wszystkich młodych
książąt zachwycał poddanych swoją wielkodusznością i otwartością.
W 1500 roku Cesare Borgia oblegał Faenzę. Kiedy miasto się poddało,
mieszkańcy spodziewali się najgorszego po okrutnym księciu Romanii, ale
ten oszczędził wszystkich. Zajął tylko twierdzę i nie stracił żadnego z obrońców, a księciu Manfrediemu, który wówczas liczył osiemnaście lat,
pozostawił pełną swobodę wraz z całym jego dworem.
Minęło jednak zaledwie kilka tygodni i młodziutki książę pod eskortą
żołnierzy trafił do więzienia w Rzymie. Rok później wyłowiono z Tybru
jego ciało z kamieniem przywiązanym do szyi. Borgia usprawiedliwiał ten
okrutny mord spreparowanym oskarżeniem o zdradę, lecz prawdziwa
przyczyna tkwiła w jego próżności i niskim poczuciu własnej wartości.
Astorre Manfredi wpędzał go w kompleksy, chociaż nawet nie próbował tego
robić. Wystarczyła sama jego obecność, by Cesare Borgia czuł się gorszy.
Nasuwa się prosty wniosek -?jeśli nie potraficie nic poradzić na to, że
jesteście atrakcyjni i czarujący, starajcie się unikać takich
zakompleksionych potworów jak Borgia. Ewentualnie znajdźcie jakiś
sposób, by maskować swoje walory, przebywając w ich towarzystwie.
Po drugie nie wyobrażajcie sobie, że jeśli zwierzchnik darzy was
sympatią, możecie sobie pozwalać na wszystko. Można by napisać wiele
książek o faworytach, którzy brali swój status za pewnik i popadli w niełaskę, gdyż ośmielili się wywyższać ponad władcę.
Sen no Riky? cieszył się szczególnymi względami cesarza Hideyoshiego,
który panował w Japonii pod koniec XVI wieku. Był mistrzem ceremonii
parzenia herbaty -?sztuki niezwykle popularnej wśród arystokracji -?oraz
jednym z najbardziej zaufanych doradców monarchy. Miał swoją kwaterę w pałacu cesarskim i był poważany w całym kraju. Mimo to w 1591 roku
Hideyoshi wydał na niego wyrok śmierci, każąc mu popełnić seppuku.
Dopiero później wyszła na jaw przyczyna tej radykalnej zmiany
nastawienia. Okazało się, że Rikyu, człowiek pochodzący z nizin
społecznych, zamówił drewniany posąg, który przedstawiał go w wyniosłej
pozie i sandałach stanowiących atrybut szlachectwa. Co więcej, kazał
ustawić swoją podobiznę w pałacowej świątyni, gdzie rzucała się w oczy
członkom rodziny cesarskiej. Dla Hideyoshiego był to jednoznaczny sygnał
-?jego faworyt stracił poczucie umiaru. Cieszył się takimi samymi
przywilejami jak szlachetnie urodzeni, jednak zapomniał, że niczego nie
zawdzięcza samemu sobie i jego pozycja jest zależna od cesarza.
Niewybaczalnie przecenił swoją wartość i za ten błąd zapłacił życiem.
Dlatego pamiętajcie: nigdy nie bierzcie swojej pozycji za pewnik i nie
pozwólcie, aby zaszczyty uderzyły wam do głowy.
Skoro już wiecie, jak niebezpieczne może być wywyższanie się nad
sprawującego władzę, możecie obrócić to Prawo na swoją korzyść. Przede
wszystkim musicie schlebiać władcy i karmić jego próżność. Jawne
komplementy bywają skuteczne, ale mają swoje ograniczenia -?są zbyt
bezpośrednie i mogą razić innych dworzan. O wiele lepiej działają
zawoalowane pochlebstwa. Jeśli na przykład przewyższacie swojego pana
intelektem, sprawiajcie odwrotne wrażenie. Niech mu się wydaje, że jest
mądrzejszy od was. Grajcie naiwniaków. Zachowujcie się, jakbyście
potrzebowali jego rad. Popełniajcie niewinne błędy, które nie zaszkodzą
wam na dłuższą metę, ale stworzą okazję, by poprosić go o pomoc. Władcy
uwielbiają takie sytuacje. Czują potrzebę obdzielania poddanych swoim
doświadczeniem, a jeżeli nie mają takiej możliwości, odnoszą się do nich
z urazą i okazują złą wolę.
Jeśli jesteście bardziej kreatywni od zwierzchnika, przypisujcie mu
swoje pomysły, w miarę możliwości na forum publicznym. Dawajcie do
zrozumienia, że wasze rozwiązania są tylko echem jego rad.
Jeśli przewyższacie go dowcipem, możecie wcielić się w rolę nadwornego
błazna, jednak wasz pan nie powinien wyglądać na bezdusznego i gburowatego w porównaniu z wami. Postarajcie się sprawiać wrażenie,
jakby to on dozował wasze dowcipy i dobry nastrój. Jeśli z natury
jesteście bardziej towarzyscy i wielkoduszni, starajcie się nie
przewyższać go pod tym względem. Nie przysłaniajcie innym jego blasku -
władca musi być w centrum uwagi, promieniejąc mocą i chwałą niczym
słońce, wokół którego wszyscy krążą. Każda próba zaimponowania komuś
takiemu może okazać się zgubna -?uczcie się od Fouqueta, żeby nie
napytać sobie biedy.
Ukrywanie swoich mocnych stron nie świadczy o słabości, jeżeli w ostatecznym rozrachunku prowadzi do zdobycia przewagi. Pozwalając innym
górować nad sobą, zachowujecie kontrolę, zamiast paść ofiarą ich
poczucia niższości. Możecie to wykorzystać w dniu, w którym postanowicie
podnieść swój status. Jeżeli tak jak Galileusz potraficie sprawić, że
wasz pan jeszcze bardziej zabłyśnie w oczach innych, będziecie dla niego
darem niebios i natychmiast otrzymacie nagrodę.
Wizja:
Gwiazdy na niebie. Świecić może tylko jedno słońce. Nigdy nie
przysłaniaj jego blasku ani nie próbuj świecić jaśniej. Postaraj się
raczej zniknąć na niebie i znajdź sposób, by rozjaśnić blask swojego
władcy.
Rzeczywistość: Nie przyćmiewaj swojego zwierzchnika. Bycie gorszym od
kogoś to stan budzący nienawiść, a odniesienie zwycięstwa nad
zwierzchnikiem wynika albo z głupoty, albo z fatalnego zbiegu
okoliczności. Gwiazdy uczą nas tej subtelności. Są błyszczącymi dziećmi
Słońca, ale nigdy nie próbują go zaćmić (Baltasar Gracián, Sztuka
doczesnej mądrości).
Wyjątki
Nie możecie się przejmować uczuciami każdej napotkanej osoby, gdyż w niektórych sytuacjach musicie być okrutni. Jeśli wasz władca jest
przygasającą gwiazdą, bez obaw możecie go przyćmiewać. Nie znajcie
litości -?wasz pan nie miał skrupułów, kiedy piął się na szczyt. Oceńcie
jego siłę. Jeżeli jest słaby, dyskretnie przyspieszajcie jego upadek -?w rozstrzygających momentach róbcie wszystko, by go przechytrzyć. Jeżeli
jest bardzo słaby i zbliża się jego koniec, pozwólcie naturze robić
swoje. Nie ryzykujcie jednak otwartego wywyższania się ponad słabnącego
pana, który może okazać się bezwzględny i zjadliwy. Jeśli natomiast
trzyma się mocno na swojej pozycji, czekajcie cierpliwie na odpowiedni
moment. Naturalną koleją rzeczy każda władza w końcu przygaśnie i osłabnie. Pewnego dnia wasz pan upadnie, a jeżeli właściwie rozegracie
swoją partię, przeżyjecie go i przyćmicie swoim blaskiem.
Prawo 2
Nigdy nie ufaj zbytnio przyjaciołom, Naucz się wykorzystywać wrogów
Nauka
Uważaj na przyjaciół -?oni pierwsi cię zdradzą, bo łatwiej wzbudzić w nich zazdrość. Stają się również zepsuci i despotyczni. Zaangażuj za to
dawnego wroga, a będzie wierniejszy od przyjaciela, ponieważ ma więcej
do udowodnienia. W gruncie rzeczy bardziej należy się obawiać przyjaciół
niż wrogów. Jeśli nie masz wrogów, znajdź sposób, aby ich stworzyć.
Jak czynić nie należy
W połowie IX wieku na tronie Cesarstwa Bizantyjskiego zasiadł młody
władca Michał III. Przejmując władzę, zesłał swoją matkę cesarzową
Teodorę do klasztoru, a jej kochanka Teoktysta kazał zamordować. Na
czele przewrotu pałacowego, który miał na celu obalić Teodorę i przekazać rządy w ręce Michała, stał jego wuj Bardas, człowiek
inteligentny i ambitny. Michał był młodym i niedoświadczonym władcą
otoczonym przez intrygantów, morderców i hochsztaplerów. W tym trudnym
czasie potrzebował zaufanego doradcy i powierzył tę funkcję Bazylemu,
swojemu serdecznemu przyjacielowi. Bazyli nie znał się na rządzeniu
państwem -?piastował urząd koniuszego -?lecz wiele razy dał dowód swojej
lojalności i przywiązania.
Jeśli chcesz mieć pewnego wroga, wybierz przyjaciela. Przyjaciel wie,
gdzie uderzyć.
Diana de Poitiers, kochanka Henryka II, króla Francji
Przyjaciele poznali się kilka lat wcześniej, gdy Michał wizytował jedną
z cesarskich stajni i poniósł go narowisty koń. Wtedy to Bazyli, młody
stajenny z Macedonii, uratował mu życie. Siła i odwaga stajennego
zrobiły wrażenie na władcy, który natychmiast awansował swojego zbawcę,
by później obsypywać go podarkami i zaszczytami. Bazyli trafił do
najlepszej szkoły w Bizancjum, gdzie nabrał dworskiej ogłady i z nieokrzesanego chłopskiego syna zamienił się w dystyngowanego kawalera.
Ilekroć obsadzam jakiś wolny urząd, stu jest zawiedzionych, a jeden
niewdzięczny.
Ludwik XIV
Teraz Michał rządził krajem i potrzebował kogoś zaufanego. Komu mógł
powierzyć godność szambelana i głównego doradcy, jak nie człowiekowi,
który zawdzięczał mu wszystko? Kochał Bazylego jak brata i był
przekonany, że można go podszkolić do pełnienia nowej funkcji. Ignorując
rady dworzan, którzy polecali mu bardziej doświadczonego Bardasa,
postawił na swojego faworyta.
Dlatego od czasu, kiedy zdarzyło mi się nie raz jeden zostać oszukanym
przez kogoś, kogo kochałem najbardziej, ponad wszystkich innych, i przez
kogo, jak byłem pewien, także byłem kochany -?myślałem sobie czasami, że
byłoby dobrze dla nas nigdy już nie ufać nikomu na świecie (...). Dlatego
więc sądzę, że dobrze by było kochać kogoś i służyć mu bardziej niż
komuś innemu wedle zasług i wartości; przecież jednak nigdy nie
dowierzając przyjacielskiej, słodkiej perswazji, abyśmy na koniec nie
musieli żałować naszego zaufania.
Baltazar Castiglione, Książka o dworzaninie
Bazyli szybko się uczył i wkrótce zaczął doradzać cesarzowi we
wszystkich sprawach państwowych. Jedynym problemem okazały się
pieniądze, których wciąż było mu mało. Posmakował wystawnego życia na
bizantyjskim dworze i stał się łasy na korzyści płynące z władzy. Michał
podwoił, a potem potroił jego wynagrodzenie, nadał mu tytuł szlachecki i ożenił go z własną kochanką Eudokią Ingeriną. Zadowolenie przyjaciela i zaufanego doradcy było dla niego warte każdej ceny. Ale kłopoty miały
dopiero się zacząć. Bazyli przekonał cesarza, że Bardas, który teraz
dowodził armią, ma dużo większe ambicje -?licząc, że zdoła kontrolować
siostrzeńca, dokonał przewrotu i osadził go na tronie, ale mógł nadal
knuć, żeby samemu zostać cesarzem. Michał tak długo słuchał wrogich
podszeptów, aż wreszcie zgodził się na zgładzenie wuja. Bazyli osobiście
zasztyletował Bardasa, gdy ten siedział na trybunie i oglądał wyścigi
konne. Wkrótce potem doradca cesarza oznajmił, że chce przejąć
zwierzchność nad armią, aby móc czuwać nad bezpieczeństwem kraju i tłumić rebelie. Michał spełnił jego wolę.
Od tej pory Bazyli rósł w siłę i pomnażał swoją fortunę. Niebawem cesarz
wskutek własnej rozrzutności znalazł się w tarapatach finansowych i zażądał od przyjaciela zwrotu pożyczek, których udzielał mu przez lata.
Ku jego bezgranicznemu zdumieniu Bazyli miał czelność odmówić. Uczynił
to z taką zuchwałością, że Michał nagle uświadomił sobie, w jak
nieciekawym jest położeniu -?oto były chłopiec stajenny ma więcej
pieniędzy i więcej popleczników, a co za tym idzie, posiada większą
władzę niż sam cesarz. Kilka tygodni później po nocy suto zakrapianej
alkoholem Michał obudził się otoczony przez żołnierzy, którzy zadźgali
go mieczami. Bazyli przyglądał się egzekucji, a potem ogłosił się
cesarzem i triumfalnie przejechał na koniu ulicami Bizancjum, obnosząc
głowę swojego dobroczyńcy i przyjaciela zatkniętą na ostrzu dzidy.
Wąż, rolnik i czapla
Uciekający przed myśliwymi wąż poprosił rolnika o pomoc. Aby go ukryć,
mężczyzna kucnął i pozwolił mu wpełznąć do swojego brzucha. Gdy
zagrożenie minęło, kazał wężowi wyjść, ten jednak odmówił. W środku było
ciepło i bezpiecznie. Wracając do domu, rolnik natknął się na czaplę.
Podszedł do niej i powiedział, co go spotkało, ta zaś poradziła mu, aby
kucnął i się naprężył. Gdy wąż wystawił głowę, czapla złapała go,
wyciągnęła na zewnątrz i zabiła. Rolnik obawiał się jadu, który wąż mógł
zostawić w jego ciele, ale czapla powiedziała, że lekarstwem na wężowy
jad jest mięso sześciu białych ptaków. "Ty jesteś białym ptakiem" -
rzekł rolnik. "Ciebie zjem na początku". Włożył czaplę do worka i poszedł do domu, gdzie opowiedział żonie o swej przygodzie. "Zadziwiasz
mnie" -?odparła
kobieta. "Ptak okazuje ci życzliwość, wybawia cię z opresji, właściwie
ratuje ci życie, a ty chcesz go zabić". Natychmiast uwolniła czaplę,
która odleciała, ale uciekając, wydziobała jej oczy.
Morał: kiedy widzisz wodę płynącą pod górę, oznacza to, że ktoś
odwdzięcza się komuś za przysługę.
Afrykańska przypowieść ludow
Wnioski
Michał III postawił całą swoją przyszłość na poczucie wdzięczności,
którego spodziewał się po swoim przyjacielu. Wszak Bazyli zawdzięczał mu
bogactwo, wykształcenie i pozycję społeczną; jakże mógłby nie odpłacić
się wierną służbą? Cesarz spełniał wszystkie jego zachcianki, wychodząc
z założenia, że jest to najlepszy sposób na umocnienie przyjacielskiej
więzi. Dopiero tamtego feralnego dnia, gdy zobaczył zuchwały uśmiech na
twarzy faworyta, zdał sobie sprawę, że sam stworzył potwora.
Bazyli posmakował władzy i wciąż wyciągał rękę po więcej. Dostawał
wszystko, czego zażądał, i najwyraźniej czuł się przytłoczony
szczodrością, gdyż zachował się tak jak większość ludzi w takiej
sytuacji -?zapomniał o względach, których doświadczył, i uważał, że cały
swój sukces zawdzięcza wyłącznie sobie.
Kiedy Michał zorientował się, że popełnił błąd, mógł jeszcze ujść z życiem, ale za bardzo był zaślepiony przyjaźnią i miłością. Aż do dnia,
w którym jego głowa została zatknięta na włóczni, nie wierzył, że
przyjaciel mógłby go zdradzić.
Boże, chroń mnie od przyjaciół; z wrogami poradzę sobie sam.
Wolter
Postępowanie godne naśladowania
Przez kilka stuleci po upadku dynastii Han (220 r.) w dziejach Chin
przewijał się ten sam wzorzec oparty na gwałtownych i krwawych zamachach
stanu. Wojskowi spiskowali, doprowadzając do obalenia słabego cesarza, i zastępowali go silnym generałem. Generał jako nowy cesarz likwidował
innych generałów, żeby zapewnić sobie przetrwanie. Jednak po kilku
latach schemat się powtarzał. Nowi generałowie dokonywali przewrotu i zabijali cesarza lub jego synów. Władca Chin rządził samotnie -?było to
najmniej znaczące i najbardziej zagrożone stanowisko w całym cesarstwie.
W 960 roku generał Zhao Kuangyin został cesarzem, dając początek
dynastii Song. Zdawał sobie sprawę, że wedle wszelkiego
prawdopodobieństwa w ciągu najbliższego roku zostanie zamordowany. Jakże
mógłby przełamać ten ponury schemat? Wkrótce po wstąpieniu na tron
wyprawił uroczysty bankiet, na który zaprosił najwyższych rangą dowódców
armii. Kiedy wszyscy spili się winem, cesarz Song odesłał strażników
oraz innych gości i został sam na sam z generałami, którzy teraz drżeli
ze strachu o własne życie.
-?Każdy mój dzień przepełnia trwoga i nic mnie nie cieszy zarówno przy
stole, jak i w alkowie -?odezwał się władca. -?Któż z was nie marzy o wstąpieniu na tron? Nie wątpię w waszą lojalność, ale cóż byście
uczynili na moim miejscu, gdyby wasi poddani w pogoni za bogactwem i urzędami chcieliby was obedrzeć z żółtych cesarskich szat?
Stąd wyrodziło się zdanie, że mądry książę powinien gdzie tylko może,
bodaj fortelami, nieprzyjaciół wynachodzić, aby mieć komu rogi utrzeć i tym samym sławy sobie przyczynić, albowiem trwalszą wierność i więcej
pożytku znachodzili wszyscy, a szczególniej nowi książęta, u takich
ludzi, którzy zrazu byli ich przeciwnikami lub przynajmniej zostawali w podejrzeniu, niżeli u innych, co natychmiast czołem przed nimi bili,
czego także Pandolfo Petrucci, książę Sieny doświadczał.
Niccol? Machiavelli, Książę
Pijani i przerażeni generałowie prześcigali się w zapewnieniach o swej
niewinności i wierności, cesarz jednak nie dał się zbić z tropu:
-?Najlepszym sposobem na życie jest spokojne rozkoszowanie się
dostatkiem i zaszczytami -?mówił dalej. -?Jeśli zgodzicie się ustąpić ze
swoich stanowisk, jestem gotów ofiarować wam okazałe rezydencje, w których będziecie mogli cieszyć się dźwiękami muzyki i towarzystwem
pięknych dziewcząt.
Zdumieni generałowie uzmysłowili sobie, że zamiast utarczek i niepewności monarcha oferuje im bogactwo i poczucie bezpieczeństwa.
Następnego dnia wszyscy złożyli rezygnacje i obdarzeni tytułami
szlacheckimi odeszli na emeryturę, by zamieszkać w posiadłościach, które
podarował im Song.
Tak oto za jednym zamachem cesarz zamienił sforę "przyjacielskich"
wilków, po których spodziewał się rychłej zdrady, w stadko potulnych
owieczek pozbawionych jakichkolwiek wpływów. Przez kolejne lata
prowadził kampanię, która miała na celu umocnienie władzy. W 971 roku
Liu Cheng, władca niezależnego państwa zwanego Południowym Han, które
ponad pół wieku wcześniej oderwało się od Chin, uznał zwierzchność
dynastii Song. Ku jego zdumieniu cesarz nadał mu godność na swoim dworze
i zaprosił na ucztę. Kiedy wzniósł toast, by przypieczętować nowy
sojusz, Liu zawahał się, wietrząc podstęp.
-?Występki moje bez wątpienia zasługują na najwyższą karę -?rzekł pełen
obaw. -?Ale błagam cię, najjaśniejszy panie, oszczędź swego sługę. Nie
odważę się wypić tego wina.
Song, śmiejąc się, wziął jego puchar i wychylił go do dna. Wino nie było
zatrute. Od tej pory Liu był jego najbardziej zaufanym i lojalnym
przyjacielem.
W tamtym okresie Chiny były podzielone na wiele niezależnych państewek.
Gdy Song podbił jedno z nich, ministrowie radzili mu, aby wtrącił do
więzienia jego władcę. Przedstawili mu dokumenty, z których wynikało, że
pokonany Chien Zhou nadal spiskuje przeciwko niemu i zamierza go
zgładzić. Mimo to cesarz ugościł Zhou i obdarzył zaszczytami, a na
pożegnanie ofiarował mu paczkę, którą kazał otworzyć w połowie drogi do
domu. W paczce Zhou znalazł papiery stanowiące dowód własnej zdrady.
Dotarło do niego, że Song wiedział o jego knowaniach, a jednak darował
mu życie. Ujęty tą wielkodusznością stał się jednym z najwierniejszych
poddanych cesarza.
Zdobywszy godną wojownika broń, uszczęśliwiony bramin Drona udał się do
pałacu króla Drupady, spodziewając się, że ucieszy się on na widok swego
przyjaciela z dzieciństwa i odda mu, jak obiecywał, połowę królestwa.
Jednak Drupada rzekł: "O, braminie, chyba straciłeś rozum, nazywając
mnie swym przyjacielem! Któż to słyszał, aby wyniosły król taki jak ja
przyjaźnił się z kimś całkowicie pozbawionym dóbr jak ty, braminie.
Nasza przyjaźń zestarzała się. To prawda, że w dzieciństwie byliśmy
przyjaciółmi, ale przyjaźń owa bazowała na tym, co wówczas posiadaliśmy.
Przyjaźń starzeje się i umiera. Niszczy ją żądza i okalecza ją gniew.
Nie licz więc na starą przyjaźń i rozejrzyj się raczej za nową. O, dobry
braminie, byłem twym przyjacielem, gdy było to zgodne z moim interesem.
Biedak nie może być przyjacielem bogatego, a głupiec nie może być
przyjacielem mędrca. I po co komu stary przyjaciel? Przyjaźń i małżeństwo są możliwe jedynie wśród tych, którzy są sobie równi zarówno
pod względem bogactwa, jak i urodzenia. Jaki król zechce przyjaźnić się
z kimś, kto królem nie jest?".
Mahabharata
Wnioski
Według starego chińskiego przysłowia przyjaciele są jak szczęki groźnej
bestii -?jeśli nie będziemy ostrożni, bestia zatopi w nas ostre zęby.
Musiał o tym wiedzieć Song, kiedy wstępował na tron. Jego "przyjaciele"
dowodzący armią byli gotowi go zagryźć, a gdyby jakimś cudem przeżył,
padłby łupem "przyjaciół" ministrów. Cesarz nie chciał mieć do czynienia
z takimi przyjaciółmi -?przekupił swoich generałów wspaniałymi
posiadłościami i trzymał ich z dala od siebie. W ten sposób stali się
bardziej nieszkodliwi, niż gdyby kazał ich zabić, co skłoniłoby innych
generałów do szukania zemsty. Nie chciał też mieć nic wspólnego z "przyjacielskimi" ministrami, których zazwyczaj częstował zatrutym
winem.
Zamiast polegać na przyjaciołach, Song wykorzystywał wrogów, zamieniając
ich jednego po drugim w godnych zaufania poddanych. Podczas gdy
przyjaciel wciąż domaga się kolejnych gratyfikacji i kipi z zazdrości,
dawny wróg nie oczekuje niczego, a dostaje wszystko. Jeżeli ktoś uniknął
katowskiego topora, potrafi być naprawdę wdzięczny i pójdzie na koniec
świata za władcą, który okazał mu łaskę. Z czasem dawni przeciwnicy
stali się najbardziej zaufanymi przyjaciółmi Songa. Cesarzowi udało się
w końcu przełamać schemat zamachów stanu, mordów politycznych i wojen
domowych -?dynastia Song rządziła Chinami przez ponad trzysta lat.
Weź do ręki pszczołę, by jej pomóc, a przekonasz się, że dobroć ma
swoje granice.
Przysłowie sufickie
W przemówieniu wygłoszonym podczas wojny secesyjnej Abraham Lincoln
nazwał zwolenników Południa bliźnimi, którzy zbłądzili. Pewna leciwa
dama zganiła go za to, że zbyt łagodnie wyraża się o zaprzysięgłych
wrogach, których należy zniszczyć. "Szanowna pani -?odparł prezydent -
czyż nie niszczę swoich wrogów, czyniąc ich przyjaciółmi?"
Tajniki władzy
To naturalne, że oczekujecie pomocy ze strony przyjaciół, kiedy
znajdziecie się w potrzebie. Świat potrafi być surowy, ale przyjaciele
łagodzą tę surowość. Poza tym znacie ich od dawna. Po co liczyć na
obcych, skoro macie przyjaciół?
Problem często polega na tym, że nie znacie swoich przyjaciół tak
dobrze, jak się wam wydaje. Nierzadko przyjaciele zgadzają się z wami,
żeby uniknąć kłótni. Ukrywają swoje przywary, bo nie chcą was urazić.
Śmieją się głośno z waszych żartów. Ponieważ szczerość zwykle nie służy
przyjaźni, nie dowiecie się, co naprawdę czuje wasz przyjaciel. Gdy
zapewnia, że zachwyca się waszymi wierszami, uwielbia waszą muzykę i zazdrości wam gustu, rzeczywiście może tak być -?albo i nie.
Ludzie chętniej odwzajemniają się za krzywdy niż za korzyści,
ponieważ wdzięczność jest ciężarem, a zemsta przyjemnością.
Publiusz Korneliusz Tacyt
Kiedy postanowicie powierzyć przyjacielowi jakąś ważną funkcję,
stopniowo zaczniecie odkrywać cechy, które trzymał w tajemnicy. Co
dziwne, to właśnie wasz życzliwy gest zaburzył relację między wami.
Ludzie chcą wierzyć, że zasługują na to, aby los im sprzyjał.
Przyjmowanie pomocy może się kłócić z tym wyobrażeniem -?oznacza, że
spotkało ich coś dobrego w imię przyjaźni, a niekoniecznie są
wybrańcami, którym wszystko się należy. Jest w takiej przysłudze
odrobina protekcjonalizmu, która skrycie uwiera przyjaciela. Uraza
będzie wychodziła na jaw powoli -?trochę więcej niewygodnej szczerości,
przebłyski niechęci, zazdrość i zanim się obejrzycie, po waszej
przyjaźni nie zostanie ani śladu. Im więcej przysług i prezentów
będziecie dawać, aby ożywić waszą przyjaźń, tym mniej wdzięczności
otrzymacie.
Niewdzięczność ma długą i bogatą tradycję. Pokazuje swoją moc od tylu
wieków, że aż trudno pojąć, dlaczego ludzie nadal nie traktują jej z należytą powagą. Lepiej zachować ostrożność. Jeśli nie oczekujecie
wdzięczności od przyjaciela, będziecie mile zaskoczeni, gdy wam ją
okaże.
Problem polega na tym, że korzystanie z pomocy lub zatrudnianie
przyjaciela zawsze ogranicza wasze pole manewru. Rzadko kiedy przyjaciel
jest akurat tym, który może wam najbardziej pomóc -?koniec końców
umiejętności i doświadczenie są o wiele ważniejsze niż przyjacielskie
uczucia. Wszak Michał III miał w swoim otoczeniu człowieka, którego rady
pozwoliłyby mu właściwie pokierować państwem i pozostać przy życiu -?był
nim Bardas.
We wszystkich sytuacjach służbowych konieczny jest pewien dystans między
ludźmi. Bądź co bądź spotykacie się, żeby wykonywać swoją pracę, a nie
zaprzyjaźniać się ze sobą, a przyjaźnie -?prawdziwe lub fałszywe -?tylko
przysłaniają cel waszych działań. Dlatego kluczem do władzy jest
zdolność oceny, kto najlepiej potrafi zadbać o wasze interesy w każdej
sytuacji. Zadawajcie się z przyjaciółmi dla przyjaźni, ale pracujcie z ludźmi kompetentnymi.
Jaki pożytek mogą nam przynieść wrogowie
Któryś z nieprzyjaciół Hierona złośliwie zauważył, że cuchnie mu z ust.
Po powrocie do domu Hieron zwrócił się do żony: "Co na to powiesz?
Dlaczego mi nigdy o tym nie mówiłaś?". Ona zaś, kobieta prosta i łagodna, odrzekła: "Sądziłam, że wszyscy mężczyźni tak pachną". Tak oto
tego, co dla wszystkich jest widoczne, co łatwo postrzec zmysłami, co
jest namacalne, wrogowie lepiej potrafią nas nauczyć niż nasi
przyjaciele i bliscy.
Plutarch, Jaki pożytek mogą nam przynieść wrogowie
Z kolei wasi wrogowie są niewyczerpanymi kopalniami złota, które musicie
nauczyć się wykorzystywać. W 1807 roku Talleyrand, minister spraw
zagranicznych za rządów Napoleona, doszedł do wniosku, że jego pan
prowadzi Francję ku niechybnej zgubie i nadszedł czas, by zwrócić się
przeciwko niemu. Zdawał sobie sprawę, jak niebezpieczne jest spiskowanie
przeciwko cesarzowi, dlatego potrzebował sojusznika. Jakiemu
przyjacielowi mógł zaufać, porywając się na takie przedsięwzięcie?
Wybrał Josepha Fouchégo, szefa tajnej policji i swojego
najzacieklejszego wroga, który swego czasu próbował nawet go zgładzić.
Wiedział, że długoletnia nienawiść może stanowić podłoże do pojednania.
Wiedział również, że Fouché niczego nie oczekuje od niego, za to będzie
próbował się wykazać -?a ludzie, którzy chcą dowieść swej wartości, są
zdolni góry przenosić. Wiedział w końcu, że połączy ich relacja oparta
na wzajemnym interesie, która nie będzie skażona osobistymi odczuciami.
Jego wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Chociaż spiskowcom nie
udało się dokonać przewrotu, sojusz tak wpływowych partnerów budził
coraz większe zainteresowanie sprawą i opozycja przeciwko Napoleonowi
zaczęła się powoli rozrastać. Od tamtego czasu Talleyrand i Fouché
kontynuowali owocną współpracę. Dlatego postarajcie się zakopać topór
wojenny, jeśli to tylko możliwe, żeby wykorzystać wroga do swoich celów.
Jak zauważył Lincoln, można zniszczyć wroga, czyniąc go swoim
przyjacielem. W 1971 roku podczas wojny w Wietnamie złożona głównie z katolickich duchownych grupa pacyfistycznych aktywistów zwana Siódemką z Harrisburga planowała porwanie amerykańskiego doradcy ds. bezpieczeństwa
Henry'ego Kissingera. Nie informując organów ścigania, dyplomata
zaprosił trzech spośród niedoszłych porywaczy na prywatne spotkanie i zapewnił, że do połowy 1972 roku większość amerykańskich żołnierzy
opuści Wietnam. Całkowicie oczarował swoich gości, którzy podarowali mu
kilka plakietek z hasłem "Porwać Kissingera", a jeden zaprzyjaźnił się z nim i często go odwiedzał. Nie było to jedyne zagranie tego rodzaju -
Kissinger stosował politykę współpracy z tymi, którzy się z nim nie
zgadzali. Jego współpracownicy uważali, że lepiej dogaduje się z przeciwnikami niż ze sprzymierzeńcami.
Kiedy nie mamy wrogów, stajemy się leniwi. Wróg, który depcze nam po
piętach, działa na nas mobilizująco, dzięki czemu wciąż jesteśmy czujni
i skoncentrowani. Dlatego czasami lepiej wykorzystać wrogów jako takich,
zamiast przeciągać ich na swoją stronę.
W swoim podejściu do władzy Mao Zedong uważał konflikt za czynnik o kluczowym znaczeniu. Gdy w 1937 roku Japończycy dokonali inwazji na
Chiny, przerwali wojnę domową między komunistami pod wodzą Mao a nacjonalistami z Kuomintangu. W obliczu zagrożenia niektórzy przywódcy
komunistyczni sugerowali, aby pozostawić nacjonalistom walkę z najeźdźcą
i korzystając z okazji, zregenerować siły. Mao był innego zdania.
Uważał, że Japończycy nie zdołają opanować tak olbrzymiego kraju jak
Chiny i prędzej czy później się wycofają. Jednak do tego czasu komuniści
zdążą skostnieć z bezczynności i nie będą dostatecznie przygotowani, by
ponownie stawić czoła nacjonalistom. Walka z tak potężnym wrogiem jak
Japończycy byłaby w gruncie rzeczy doskonałą zaprawą dla ich
prowizorycznej armii. Plan Mao zyskał aprobatę i z czasem okazał się
trafiony. Zanim Japończycy w końcu ustąpili, siły komunistyczne zdążyły
nabrać doświadczenia bojowego, które pomogło im pokonać nacjonalistów.
Po latach pewien japoński polityk podczas wizyty w Pekinie chciał
przeprosić Chińczyków za to, że padli ofiarą napaści ze strony jego
kraju.
-?Czy nie powinienem raczej wam podziękować? -?odparł Mao, po czym
wyjaśnił, że bez godnego przeciwnika żaden naród nie urośnie w siłę.
Oparta na nieustannym konflikcie doktryna chińskiego przywódcy składa
się z kilku kluczowych elementów. Po pierwsze musicie być pewni swojego
zwycięstwa -?tak jak Mao, który wiedział, że Japończycy w końcu
przegrają. Nigdy nie podejmujcie walki, nie mając pewności, że zdołacie
pokonać przeciwnika. Po drugie, jeśli nie macie jawnego wroga,
powinniście wyznaczyć sobie dogodny cel, nawet gdyby polegał na zamianie
sprzymierzeńca w przeciwnika. Mao wielokrotnie stosował taką strategię.
Po trzecie wykorzystujcie przeciwników, aby przedstawiać wyraźnie swoje
dążenia, nawet w kategoriach walki dobra ze złem. Mao celowo doprowadzał
do niesnasek ze Związkiem Radzieckim i Stanami Zjednoczonymi, uważał
bowiem, że bez jasno określonego wroga naród mógłby zatracić poczucie,
czym jest chiński komunizm. Wyraźnie zdefiniowany przeciwnik jest o wiele mocniejszym argumentem przemawiającym na waszą korzyść niż
jakiekolwiek słowa.
Nie pozwólcie, aby obecność wrogów wytrącała was z równowagi albo
przyprawiała o niepokój -?o wiele lepiej mieć zdeklarowanego
przeciwnika, niż nie wiedzieć, skąd może nadejść atak. Człowiek
sprawujący władzę z zadowoleniem przyjmuje konflikt, wykorzystując
wrogów do wzmocnienia swojej reputacji wojownika, na którym można
polegać w trudnych czasach.
Wizja: Szczęki niewdzięczności. Nie wkładasz ręki w paszczę lwa, jeśli
wiesz, co może cię spotkać. Wobec przyjaciół nie zachowujesz się tak
ostrożnie i gdy okażesz im zaufanie, w swojej niewdzięczności zjedzą cię
żywcem.
Rzeczywistość: Wiedz, jak wykorzystać swoich wrogów. Chwytaj rzeczy nie
za ostrze, które Ci grozi, lecz za rękojeść, która będzie Cię bronić.
Mądra osoba znajduje wrogów bardziej użytecznych niż przyjaciele,
których wybiera głupiec (Baltasar Gracián, Sztuka doczesnej mądrości).
Wyjątki
Choć na ogół lepiej nie łączyć pracy z przyjaźnią, w niektórych
sytuacjach można wykorzystać przyjaciela z dużo lepszym skutkiem niż
wroga. Na przykład człowiek sprawujący władzę często staje w obliczu
niewdzięcznych zadań, które ze względu na wizerunek zazwyczaj powierza
innym ludziom. Najlepiej nadają się do tego przyjaciele, gdyż ich
przywiązanie sprawia, że są skłonni do podjęcia ryzyka. Również jeśli z jakiegoś powodu wasze plany skończą się porażką, możecie wykorzystać
przyjaciela jako kozła ofiarnego. Królowie lub magnaci często stosowali
takie sztuczki -?pozwalali, aby ich przyjaciel poniósł odpowiedzialność
za porażkę, gdyż nikomu nie przyszłoby do głowy, że władca byłby gotów
celowo poświęcić swojego faworyta. Decydując się na takie zagranie,
stracicie bezpowrotnie czyjąś przyjaźń, więc do roli kozła ofiarnego
wybierzcie kogoś, kto jest wam bliski, ale nie najbliższy.
I wreszcie współpraca z przyjaciółmi grozi mylnym postrzeganiem granic i dystansu wymaganego w relacjach służbowych. Jeśli jednak zaangażowane
strony zdają sobie sprawę z ryzyka wkalkulowanego w ich układ,
zatrudnienie przyjaciela może przynieść doskonałe efekty. Mimo to nigdy
nie traćcie czujności i uważajcie na wszelkie oznaki zaburzeń
emocjonalnych, jak zazdrość czy niewdzięczność. W świecie władzy nie ma
nic stałego i nawet najbardziej zaufany sprzymierzeniec może się
zamienić w najzacieklejszego wroga.
Prawo 3
Ukrywaj swoje zamiary
Nauka
Utrzymuj swoje otoczenie w niepewności, nigdy nie zdradzając, jakie
motywy kierują twoim postępowaniem. Jeżeli ludzie nie wiedzą, do czego
zmierzasz, nie będą w stanie przygotować się do obrony. Wyprowadź ich w pole i otocz zasłoną dymną, a kiedy zdadzą sobie sprawę z twoich
prawdziwych intencji, będzie już za późno.
Część I: Używajcie zwodniczych przynęt i fałszywych tropów, żeby zmylić ludzi
Jeżeli ludzie, których próbujecie oszukać, na jakimś etapie nabiorą
najmniejszych wątpliwości co do waszych zamiarów, wszystko stracone. Nie
pozwólcie, aby wyczuli, o co wam chodzi. Podrzucajcie im fałszywe tropy,
aby wywieść ich w pole. Udawajcie szczerość, wysyłajcie dwuznaczne
sygnały, odwracajcie ich uwagę zwodniczymi przynętami. Zagubieni między
prawdą a mistyfikacją nie będą w stanie przejrzeć waszych planów.
Jak czynić nie należy
Przez kilka tygodni Ninon de Lenclos, słynna paryska kurtyzana i skandalistka, cierpliwie słuchała, jak markiz de Sévigné opowiadał o swoich zmaganiach z piękną, ale niedostępną młodą hrabiną. Ninon miała
wtedy sześćdziesiąt dwa lata i wiedziała wszystko o miłości, jej
rozmówca zaś był dwudziestodwuletnim młodzieńcem, śmiałym i przystojnym,
lecz straszliwie niedoświadczonym. Początkowo Ninon była rozbawiona jego
perypetiami, lecz w końcu straciła cierpliwość. Nie znosiła nieudolności
w żadnej dziedzinie życia, zwłaszcza gdy chodziło o uwodzenie kobiet,
dlatego postanowiła wziąć markiza pod swoje skrzydła. Wyjaśniła mu, że
romansowanie jest wojną, a piękna hrabina twierdzą, której oblężenie
trzeba starannie zaplanować z najwyższą dbałością o każdy szczegół.
Doradziła markizowi, aby rozpoczął swoje zaloty od podstaw, podchodząc
do hrabiny z odrobiną dystansu i nonszalancji. Podczas kolejnego
spotkania sam na sam powinien się jej zwierzyć z jakiegoś sekretu, jakby
uważał ją za przyjaciółkę, ale nie potencjalną kochankę. Miał ją w ten
sposób zmylić, aby przestała odbierać jego zainteresowanie w sposób
jednoznaczny i zaczęła się zastanawiać, czy nie zależy mu tylko na
przyjaźni.
Ninon zaplanowała również kolejny krok. Kiedy hrabina będzie
zdezorientowana, należy wzbudzić jej zazdrość. Przy okazji kolejnego
spotkania na wielkiej fecie de Sévigné powinien się pojawić z piękną
młodą kobietą u boku. Zainteresuje się także nie mniej olśniewającymi
przyjaciółkami swojej nowej towarzyszki, więc gdziekolwiek hrabina
natknie się na niego, zobaczy go w otoczeniu największych piękności
Paryża. Nie tylko będzie kipieć z zazdrości, ale również zacznie
postrzegać swojego adoratora jako przedmiot pożądania innych kobiet.
Leciwej kurtyzanie trudno było sprawić, aby markiz zrozumiał jej plan,
ale tłumaczyła mu cierpliwie, że jeśli mężczyzna chce zwrócić na siebie
uwagę swojej wybranki, powinien jej pokazać, że inne kobiety też są nim
zainteresowane. Dzięki temu nie tylko zyskuje na wartości, ale także
staje się łakomym kąskiem, którego zdobycie jest tym bardziej
satysfakcjonujące.
Gdy hrabina była zaintrygowana i zazdrosna, nadszedł czas, aby ją
uwieść. Zgodnie z instrukcjami swojej mentorki markiz przestał pojawiać
się w miejscach, w których hrabina spodziewała się go zobaczyć. Potem
nagle zaczął bywać na salonach, których nigdy wcześniej nie odwiedzał,
za to jego wybranka bawiła tam regularnie. Hrabina nie mogła przewidzieć
jego ruchów. Wszystkie te zabiegi wprawiły ją w stan niepewności, który
był warunkiem skutecznego uwodzenia.
Podczas gdy markiz wcielał w życie ustalony plan, co trwało kilka
tygodni, Ninon poprzez siatkę swoich szpiegów śledziła jego poczynania.
Dowiedziała się, że hrabina śmieje się teraz nieco głośniej z jego
żartów, uważniej słucha jego opowieści, wypytuje o niego, a podczas
spotkań towarzyskich przygląda mu się często i wodzi za nim wzrokiem.
Ninon była pewna, że młoda kobieta uległa czarowi jej podopiecznego i jeżeli wszystko pójdzie dobrze, w ciągu kilku tygodni niezdobyta
twierdza upadnie.
Parę dni później markiz znalazł się na przyjęciu w domu hrabiny. Gdy
zostali sami, nagle stał się innym człowiekiem -?zamiast postępować
zgodnie z radami swojej mentorki, uległ impulsowi i ująwszy hrabinę za
ręce, wyznał jej miłość. Młoda kobieta zareagowała w sposób, którego się
nie spodziewał -?zakłopotana przeprosiła go uprzejmie i wyszła. Przez
resztę wieczoru unikała jego spojrzenia, a kiedy wychodził, nie
podeszła, aby go pożegnać. Markiz kilka razy próbował ją odwiedzać, ale
dowiadywał się, że nie ma jej w domu. Gdy w końcu go przyjęła, obydwoje
czuli się niezręcznie w swoim towarzystwie. Czar prysł.
Wnioski
Ninon de Lenclos nie miała sobie równych w sztuce miłości. Jej
kochankami byli najwięksi pisarze, myśliciele i politycy epoki -?La
Rochefoucauld, Molier i Richelieu. Traktowała uwodzenie jak grę, w której należy dążyć do mistrzostwa. Gdy z wiekiem zyskała renomę,
najznakomitsze francuskie rody wysyłały do niej swoich synów, aby
wprowadziła ich w arkana romansu.
Ninon zdawała sobie sprawę, że kobiety i mężczyźni bardzo różnią się od
siebie, ale pewne rzeczy przeżywają tak samo. W głębi ducha wyczuwają,
kiedy ktoś ich uwodzi, ale poddają się, ponieważ sprawia im to
przyjemność. Z upodobaniem ulegają drugiej osobie, pozwalając się porwać
na wyprawę do nieznanej krainy. Jednak uwodzenie opiera się całkowicie
na sugestii. Nie można ujawnić swoich zamiarów ani wyrazić ich w sposób
jednoznaczny. Należy zbić z tropu osobę, którą chcemy usidlić. Aby
poddała się naszym zalotom, powinna być zdezorientowana. Musimy wysyłać
sprzeczne sygnały -?okazywać zainteresowanie komuś innemu, poświęcać
uwagę naszemu celowi, a następnie udawać obojętność i tak na przemian.
Takie zachowania nie tylko zbijają z tropu, ale działają podniecająco.
Przyjrzyjmy się tej historii z perspektywy hrabiny. Kobieta zorientowała
się, że markiz prowadzi jakąś grę, ale była tym zachwycona. Nie
wiedziała, do czego zmierza jej adorator, co jeszcze bardziej się jej
podobało. Była nim zaintrygowana i niecierpliwie czekała na każdy jego
kolejny ruch. Nawet zazdrość i niepewność przypadły jej do gustu, bo
czasem jakiekolwiek emocje są lepsze od nudnej stabilizacji. Być może
markiz kierował się ukrytymi motywami, tak jak większość mężczyzn. Mimo
to ona była gotowa czekać, aby się o tym przekonać, i prawdopodobnie
gdyby zwodził ją dostatecznie długo, jego intencje nie miałyby większego
znaczenia.
Jednak w chwili, gdy wypowiedział fatalne słowo "kocham", wszystko się
zmieniło. To już nie były fascynujące podchody, lecz bezmyślny poryw
namiętności. Ujawnił swój zamiar -?chciał uwieść hrabinę. To jedno
wyznanie rzuciło całkiem nowe światło na jego dotychczasowe poczynania -
wszystko, co wydawało się urocze, teraz było odrażające i podstępne.
Hrabina poczuła się zawstydzona i wykorzystana. Markiz bezpowrotnie
stracił u niej szanse.
Nie bądź sławny z powodu swoich forteli, chociaż bez nich nie możesz
żyć. Najlepszym fortelem okazuje się jego ukrycie, ponieważ fortel
uznany jest za oszustwo.
Baltasar Gracián, Sztuka doczesnej mądrości
Postępowanie godne naśladowania
W 1850 roku Otto von Bismarck, trzydziestopięcioletni poseł Landtagu -
parlamentu Królestwa Prus -?znalazł się w punkcie zwrotnym swojej
kariery. Palącą kwestią było wówczas zjednoczenie Niemiec podzielonych
na wiele mniejszych państw, do których zaliczały się także Prusy.
Problem stanowiła również rywalizacja z Austrią, która dbała, aby
niemieckie państewka pozostawały słabe i skłócone, a nawet groziła
interwencją zbrojną, gdyby próbowały się zjednoczyć. Pruski następca
tronu książę Wilhelm był zwolennikiem wojny z Austrią i miał poparcie
parlamentu. Przeciwne stanowisko zajmowali panujący wtedy król Fryderyk
Wilhelm IV oraz jego ministrowie, którzy woleli raczej udobruchać
groźnego sąsiada.
W trakcie swojej kariery politycznej Bismarck dał się poznać jako
lojalny poddany oraz zagorzały orędownik hegemonii i potęgi Prus. Marzył
o zjednoczeniu Niemiec i pragnął rozprawić się z Austrią, która od dawna
udaremniała to marzenie. Jako były żołnierz uważał wojnę za chwalebne
rozwiązanie. Bądź co bądź to on powiedział kilkanaście lat później:
"Problemów współczesności nie rozstrzyga się przemówieniami i uchwałami,
tylko żelazem i krwią".
Jednak pomimo żarliwego patriotyzmu i zamiłowania do zbrojnych
konfrontacji w szczytowym momencie wojennej gorączki wygłosił w parlamencie przemówienie, którym wszystkich zaskoczył: "Biada mężowi
stanu wszczynającemu wojnę z powodu, który nie będzie nadal ważny, kiedy
opadnie bitewny kurz. Po wojnie wszyscy ujrzycie inaczej pewne sprawy.
Czy wtedy będziecie mieli odwagę spojrzeć w oczy rolnikowi, który patrzy
na zgliszcza swojego gospodarstwa; mężczyźnie, który został trwale
okaleczony; ojcu, który stracił swoje dzieci?". Bismarck nie tylko
zwrócił uwagę na szaleństwo wojny, ale też usprawiedliwiał poczynania
Austrii, czym wzbudził największe zdumienie swoich słuchaczy. Na
konsekwencje nie trzeba było długo czekać. Bismarck okazał się przeciwny
wojnie -?cóż to mogło oznaczać? Wprawił w dezorientację innych
deputowanych, a kilku z nich zmieniło stanowisko, kiedy doszło do
głosowania. Fryderyk Wilhelm i jego stronnicy dopięli swego -?udało się
uniknąć wojny. Wdzięczny król mianował elokwentnego posła ministrem.
Kilkanaście lat później Bismarck został premierem i na tym stanowisku
poprowadził swój kraj oraz miłującego pokój króla do wojny z Austrią, by
rozgromić dawne imperium i ustanowić silne państwo niemieckie z Prusami
na czele.
Wnioski
Przygotowując swoje wystąpienie w 1850 roku, Bismarck dokonał gruntownej
kalkulacji. Po pierwsze zdawał sobie sprawę, że armia pruska nie
dotrzymuje kroku siłom zbrojnym innych krajów europejskich i nie jest
gotowa do wojny -?w konfrontacji z Austrią poniosłaby klęskę, co miałoby
katastrofalne skutki. Po drugie gdyby Bismarck zachęcał do wojny, której
Prusy nie miały szans wygrać, jego kariera polityczna byłaby poważnie
zagrożona. Król i jego konserwatywni ministrowie chcieli pokoju;
Bismarck chciał władzy. Dlatego postanowił dla zmyłki wesprzeć przeciwną
orientację, mówiąc rzeczy, które sam by wyśmiał, gdyby padły z ust kogoś
innego. Cały naród dał się nabrać, a Bismarck dzięki swojemu
przemówieniu otrzymał stanowisko ministra. Później awansował na urząd
premiera, zyskując władzę niezbędną do wzmocnienia armii i osiągnięcia
celu, do którego dążył cały czas -?pokonania Austrii i zjednoczenia
Niemiec pod przewodnictwem Prus.
Bismarck był niewątpliwie jednym z największych polityków wszech czasów,
mistrzem strategii i podstępu. Nie dopuścił, aby ktokolwiek przejrzał
jego zamiary. Gdyby wyjawił swoje prawdziwe stanowisko i próbował
dowodzić, że rozsądniej jest odłożyć walkę na potem, nie przekonałby
nikogo, ponieważ większość Prusaków chciała wojny natychmiast, żywiąc
błędne przekonanie o wyższości swojej armii. Gdyby kokietował króla,
prosząc o stanowisko ministra w zamian za poparcie pokoju, też niewiele
by wskórał -?Fryderyk Wilhelm nie wierzył w jego ambicje i wątpił w jego
szczerość.
Posuwając się do mistyfikacji i wysyłając mylne sygnały, wywiódł
wszystkich w pole i osiągnął to, czego chciał. Taka moc tkwi w ukrywaniu
intencji.
Tajniki władzy
Większość ludzi jest jak otwarte księgi. Opowiadają o swoich uczuciach,
wyrażają swoje opinie przy każdej okazji i wciąż ujawniają swoje
zamiary. Czynią tak z kilku powodów. Po pierwsze mówienie o własnych
odczuciach i planach na przyszłość przychodzi nam z łatwością i jest
rzeczą naturalną. Potrzeba trochę wysiłku, żeby powściągnąć gadulstwo i kontrolować to, o czym się mówi. Po drugie wiele osób uważa, że
szczerość i otwartość świadczą o szlachetnym charakterze i pomagają
zjednać serca innych. Nic bardziej mylnego. Szczerość jest jak tępe
narzędzie, które nie nadaje się do wykonywania precyzyjnych cięć, a raczej do zadawania bólu. Może być obraźliwa dla innych -?o wiele
rozsądniej jest ważyć słowa i mówić ludziom, co chcą usłyszeć, a nie
przykrą prawdę o waszych przemyśleniach i odczuciach. Co ważniejsze,
jeśli będziecie otwarci, staniecie się tak przewidywalni i dosłowni, że
nikt nie będzie was szanował ani się bał, a władza nie jest domeną
ludzi, którzy nie potrafią wzbudzać takich emocji.
Jeżeli pragniecie władzy, zapomnijcie o uczciwości i uczcie się
ukrywania swoich intencji. Opanujcie tę sztukę, a zawsze będziecie mieli
przewagę. Podstawą tej umiejętności jest prosta prawda o ludzkiej
naturze -?w pierwszym odruchu człowiek zawsze ufa pozorom. Nie możemy
wątpić w autentyczność tego, co widzimy i słyszymy -?gdybyśmy ciągle
uświadamiali sobie, że pod pozorami kryje się coś innego, byłoby to dla
nas zbyt męczące i przerażające. Fakt ten sprawia, że odwracanie uwagi
od prawdziwych zamiarów jest stosunkowo łatwe. Wystarczy pokazać ludziom
jakiś obiekt pragnień albo cel, który rzekomo chcecie osiągnąć, a wezmą
to za rzeczywistość. Jeśli skupią wzrok na pozorach, nie zauważą, do
czego naprawdę dążycie. Próbując kogoś uwieść, wysyłajcie sprzeczne
sygnały wskazujące na zainteresowanie i obojętność, a nie tylko
wywołacie dezorientację, ale również wzbudzicie pożądanie.
Skuteczną taktyką odwracania uwagi jest pozorne wspieranie idei lub
sprawy, która w rzeczywistości jest sprzeczna z naszymi przekonaniami.
(Bismarck z powodzeniem zastosował ten zabieg w swoim przemówieniu w 1850 roku). Większość ludzi uwierzy, że nagle doświadczyliście
radykalnej przemiany, ponieważ rzadko się zdarza, aby ktoś stroił sobie
żarty z rzeczy tak poważnych jak światopogląd czy system wartości. To
samo dotyczy wszystkich fałszywych celów -?sprawiajcie wrażenie, że
dążycie do czegoś, czym w rzeczywistości nie jesteście wcale
zainteresowani, a zbijecie z tropu swoich przeciwników, doprowadzając
ich do błędnych kalkulacji.
W 1711 roku podczas hiszpańskiej wojny sukcesyjnej John Churchill,
książę Marlborough i wódz naczelny wojsk brytyjskich, zamierzał
zniszczyć twierdzę Douai, która broniła dostępu do Francji. Wiedział
jednak, że jeśli to zrobi, Francuzi przejrzą jego plany -?domyślą się,
że zamierza wkroczyć na ich teren. Dlatego zdobył jedynie twierdzę i obsadził ją swoją załogą, sprawiając wrażenie, jakby była mu potrzebna
do jakiegoś ważnego celu. Następnie pozwolił, aby twierdza trafiła z powrotem w ręce Francuzów, którzy odbili ją i zniszczyli, wychodząc z założenia, że książę Marlborough wiąże z nią swoje plany strategiczne.
Gdy twierdza zniknęła, droga została pozbawiona obrony i wojska koalicji
mogły bez przeszkód wkroczyć do Francji.
Również możecie zastosować podobną taktykę. Jeżeli chcecie ukryć swoje
zamiary, nie zamykajcie się w sobie -?skrytość budzi podejrzenia -?ale
opowiadajcie nieustannie o swoich pragnieniach i celach, tylko nie tych
prawdziwych. W ten sposób osiągniecie trzy rzeczy za jednym zamachem:
zrobicie wrażenie przyjaznych, otwartych i ufnych; zataicie swoje
intencje; narazicie przeciwnika na czasochłonne poszukiwanie wiatru w polu.
Kolejną skuteczną taktyką pozwalającą na zbicie przeciwnika z tropu jest
fałszywa szczerość. Ludzie łatwo mylą szczerość z uczciwością.
Pamiętajcie -?w pierwszym odruchu zawierzają pozorom, a ponieważ cenią
uczciwość i chcą wierzyć, że wszyscy dookoła są uczciwi, mało który
okaże się nieufny i przejrzy wasz podstęp. Gdy zdajecie się wierzyć w to, co mówicie, wasze słowa nabierają mocy. W taki właśnie sposób Jagon
oszukał i zniszczył Otella -?ale któż by nie dał wiary jego głębokiemu
zatroskaniu i szczerym obawom o wierność Desdemony? Z tej metody
korzystał również Yellow Kid Weil, gdy mydlił oczy swoim ofiarom -
zdawał się wierzyć tak niezbicie w autentyczność przynęt, które im
rzucał (fałszywe akcje albo przereklamowanego konia wyścigowego), że nie
sposób było mu się oprzeć. Oczywiście nie należy posuwać się zbyt
daleko, gdyż udawana szczerość jest narzędziem wymagającym precyzji.
Jeśli będziecie okazywać przesadny entuzjazm, możecie budzić
podejrzenia. Bądźcie wyważeni i wiarygodni, w przeciwnym razie wasz
podstęp wyjdzie na jaw.
Aby skutecznie maskować swoje prawdziwe intencje za pomocą tej taktyki,
obnoście się z wiarą w prawość i uczciwość, traktując je jako
fundamentalne wartości. Róbcie to w miarę możliwości jak najbardziej
publicznie. Podkreślajcie swoje stanowisko w tej kwestii, od czasu do
czasu dzieląc się z rozmówcami jakimś szczerym przemyśleniem -?lecz
tylko takim, rzecz jasna, które w rzeczywistości nie ma dla was
znaczenia. Talleyrand, minister Napoleona, po mistrzowsku potrafił
zjednywać sobie ludzi, ujawniając pozorne tajemnice. Za pomocą takiej
przynęty -?fałszywego zaufania -?wzbudzał w nich autentyczne zaufanie.
Pamiętajcie: najbardziej wytrawni oszuści robią wszystko, aby ukryć
swoje niecne zamiary. Roztaczają wokół siebie aurę uczciwości, aby
odwrócić uwagę od nieuczciwości. Uczciwość jest tylko jednym ze
zwodniczych narzędzi w ich arsenale.
Część II: Ukrywajcie swoje poczynania, stawiając zasłonę dymną
Oszustwo jest zawsze najlepszą strategią, ale te najbardziej
wyrafinowane wymagają zasłony dymnej, która ma za zadanie uśpić czujność
ofiar. Nijaka powierzchowność -?nieodgadniona mina pokerzysty -?często
bywa idealną zasłoną dymną, która pozwala ukryć prawdziwe zamiary pod
pozorami swojskości i zwyczajności. Zwabiona w pułapkę ofiara nie będzie
niczego podejrzewać, jeżeli poprowadzicie ją dobrze znaną ścieżką.
Postępowanie godne naśladowania
W 1910 roku Sam Geezil z Chicago sprzedał swoją firmę za blisko milion
dolarów. Przeszedł na emeryturę i zajął się zarządzaniem swoimi
nieruchomościami, ale w głębi duszy tęsknił za dawnymi czasami, kiedy
zajmował się robieniem interesów. Pewnego dnia odwiedził go pewien młody
mężczyzna, niejaki Joseph Weil, zainteresowany kupnem jednego z jego
mieszkań wystawionych na sprzedaż. Geezil przedstawił mu warunki: cena
wynosiła osiem tysięcy dolarów, a zaliczka dwa tysiące. Weil postanowił
przemyśleć sprawę, ale wrócił nazajutrz i powiedział, że jest gotów
zapłacić od razu całe osiem tysięcy gotówką, jeżeli Geezil zgodzi się
poczekać -?wyjaśnił, że potrzebuje kilku dni na sfinalizowanie pewnej
transakcji. Nawet jako emeryt stary biznesmen był ciekaw, skąd jego
potencjalny kontrahent weźmie tyle pieniędzy -?równowartość obecnych stu
pięćdziesięciu tysięcy dolarów -?w tak krótkim czasie. Młody mężczyzna
nie kwapił się do odpowiedzi i szybko zmienił temat, ale Geezil był
nieustępliwy. W końcu Weil wymógł na nim obietnicę dyskrecji i opowiedział mu swoją historię.
Wuj Weila był sekretarzem grupy zamożnych finansistów. Przed dziesięciu
laty jego pracodawcy kupili tanio domek myśliwski w Michigan. Nie
korzystali z niego od dłuższego czasu, więc poprosili swojego
sekretarza, aby sprzedał go po jak najkorzystniejszej cenie. Wuj od
wielu lat żywił do nich urazę -?miał ku temu swoje powody -?i teraz
nadarzyła mu się okazja, aby się odegrać. Zamierzał sprzedać
nieruchomość za trzydzieści pięć tysięcy podstawionemu kupcowi, którego
miał za zadanie znaleźć Weil. Finansiści byli zbyt bogaci, by zwrócić
uwagę na tak niską cenę. Następnie nowy właściciel domku myśliwskiego
miał go sprzedać po normalnej cenie rynkowej -?około stu pięćdziesięciu
tysięcy -?i podzielić się zyskiem z Weilem oraz jego wujem. Cała
transakcja była legalna i przyświecał jej szlachetny cel -?sprawiedliwa
zemsta wuja.
Geezil usłyszał już wystarczająco dużo i chciał wystąpić w roli
podstawionego kupca. Uparł się i nie dawał za wygraną, mimo że Weil nie
chciał go angażować. Wizja dużego zysku połączonego z przygodą sprawiły,
że nie mógł się oprzeć pokusie. Musiał wyłożyć trzydzieści pięć tysięcy
w gotówce, żeby transakcja doszła do skutku, ale jako milioner mógł bez
większego trudu dostarczyć taką sumę. Weil w końcu ustąpił i zgodził się
zaaranżować spotkanie z wujem oraz finansistami w miasteczku Galesburg w Illinois.
Król Izraela Jehu podstępem rozprawia się z czcicielami Baala.
Jehu zgromadził cały lud i powiedział do niego: "Achab za mało czcił
Baala, Jehu będzie czcił go bardziej. Teraz więc zwołajcie do mnie
wszystkich proroków Baala, wszystkie jego sługi i wszystkich jego
kapłanów. Niech nikogo nie zabraknie, ponieważ mam złożyć wielką ofiarę
krwawą Baalowi. Kogokolwiek by zabrakło, nie pozostanie przy życiu".
Jehu działał w sposób podstępny, aby wytracić wyznawców Baala. Jehu
dalej rozkazał: "Urządźcie święte zgromadzenie dla Baala!"; i zwołali
je. Jehu rozesłał posłańców po całym Izraelu, i przyszli wszyscy
wyznawcy Baala. Nie pozostał nikt, kto by nie przyszedł. Weszli więc do
świątyni Baala, która wypełniła się od krańca do krańca. Wtedy rzekł do
strażnika szatni: "Wyłóż szaty dla wszystkich czcicieli Baala!"; i wyłożył dla nich szaty. Wtedy Jehu wraz z Jonadabem, synem Rekaba,
wszedł do świątyni Baala i powiedział do czcicieli Baala: "Przeszukajcie
i zobaczcie, czy nie ma tutaj z wami kogoś z czcicieli Jahwe, a są tylko
czciciele Baala". Następnie wyszedł, aby złożyć ofiary krwawe i całopalne. Jehu postawił na zewnątrz osiemdziesięciu swoich ludzi i powiedział: "Ktokolwiek by pozwolił ujść komuś z ludzi, których ja
wydaję w ręce wasze, płaci życiem swoim za życie zbiega". Kiedy Jehu
skończył składać ofiarę całopalną, rozkazał straży przybocznej i tarczownikom: "Idźcie, uderzcie na nich! Niech nikt nie ujdzie!". Więc
straż przyboczna i tarczownicy wycięli ich ostrzem miecza, położyli ich
trupem i dotarli aż do sanktuarium świątyni Baala. Wynieśli stele
świątyni Baala i spalili je. Następnie wyrzucili aszerę świątyni Baala i spalili ją. Potłukli też stele Baala. Wreszcie zburzyli świątynię Baala
i zamienili ją na kloaki -?aż do dnia dzisiejszego. Tak Jehu wyrugował
Baala z Izraela.
Stary Testament, 2 Księga Królewska 10,18-28
Udali się tam pociągiem i podczas podróży Geezil poznał wuja,
charyzmatycznego mężczyznę, z którym wdał się w ożywioną dyskusję o interesach. Weilowi towarzyszył również niejaki George Gross. Młody
mężczyzna, jak się okazało, był trenerem bokserskim i zabrał ze sobą
Grossa, swojego podopiecznego i obiecującego zawodnika, ponieważ chciał
go mieć na oku i czuwać nad jego formą. Jak na obiecującego boksera
Gross nie prezentował się zbyt imponująco -?miał siwe włosy i wydatny
brzuch -?jednak Geezil był tak przejęty czekającą go transakcją, że nie
przywiązywał wagi do takich szczegółów.
Po przybyciu do Galesburga Weil i jego wuj udali się na spotkanie z finansistami, podczas gdy Geezil i Gross mieli czekać na nich w hotelowym pokoju. Bokser założył strój treningowy i zaczął ćwiczyć walkę
z cieniem. Chociaż jego technika wydawała się dosyć poprawna,
obserwujący go kątem oka biznesmen był zbyt rozkojarzony, by zwrócić
uwagę, że tęgi mężczyzna ciężko dyszy po kilku minutach treningu. Po
godzinie Weil i jego wuj przyprowadzili kontrahentów -?grupę
onieśmielająco dystyngowanych dżentelmenów w eleganckich garniturach.
Negocjacje przebiegły pomyślnie i finansiści zgodzili się sprzedać domek
myśliwski Geezilowi, który wcześniej przelał już ustaloną sumę do
lokalnego banku.
Doprowadziwszy do końca tę drobną transakcję, milionerzy rozsiedli się w fotelach i zaczęli dyskutować o interesach, wspominając o J.P. Morganie,
jakby znali go osobiście. W końcu jeden z nich zauważył stojącego w kącie Grossa. Weil wyjaśnił, kim jest jego towarzysz, a wtedy finansista
oznajmił, że również ma boksera w swojej świcie, i wymienił jego
nazwisko. Młody mężczyzna roześmiał się kpiąco i oświadczył, że jego
podopieczny może z łatwością pokonać wspomnianego zawodnika. Rozmowa
przerodziła się w kłótnię. Wzburzony Weil zaproponował zakład, na który
finansiści chętnie przystali i uzgodnili termin walki na następny dzień.
Gdy goście wyszli, wuj zaczął robić Weilowi wyrzuty w obecności Geezila.
Nie mieli dosyć pieniędzy, aby postawić na swojego konkurenta, i obawiał
się, że gdy jego pracodawcy to odkryją, straci posadę. Weil miał jednak
w zanadrzu chytry plan. Całkiem dobrze znał drugiego boksera i wiedział,
że można go przekupić, aby ustawić walkę. Tylko skąd wziąć pieniądze na
zakład? -?wciąż dopytywał wuj. Bez nich mogą zapomnieć o transakcji.
Wtedy do rozmowy włączył się Geezil. Nie chciał zaprzepaścić swojej
szansy na zysk, dlatego postanowił dołożyć swoje pieniądze do stawki.
Doszedł do wniosku, że nawet jeśli przegra, zatelegrafuje do swojego
banku, aby zlecić przesłanie kolejnych trzydziestu pięciu tysięcy
dolarów, a potem i tak odkuje się na sprzedaży domku myśliwskiego. Weil
i jego wuj nie posiadali się z wdzięczności. Dzięki pomocy
wspaniałomyślnego biznesmena mogli przystąpić do zakładu. Gdy wieczorem
Geezil przyglądał się, jak dwaj bokserzy trenują w pokoju hotelowym,
jego myśli krążyły wokół świetnego interesu, jaki zamierzał ubić na
swoich inwestycjach.
Walka odbyła się następnego dnia w miejscowej sali gimnastycznej. Weil
dostarczył gotówkę, którą dla bezpieczeństwa zdeponowano w sejfie.
Wszystko potoczyło się zgodnie z planem uzgodnionym w hotelu. Finansiści
mieli posępne miny, ponieważ ich zawodnik przegrywał, a Geezil już
marzył o łatwych pieniądzach, które miał zainkasować. Nagle Gross
ugodzony potężnym ciosem zwalił się na podłogę. Gdy uderzył głową o deski, z ust buchnęła mu krew. Wydał z siebie stłumiony charkot i znieruchomiał. Jeden z finansistów, były lekarz, podbiegł do niego i zbadał mu puls. Bokser był martwy. Milionerzy wpadli w panikę i rzucili
się do wyjścia. Chcieli się ulotnić, zanim na miejsce przybędzie policja
-?żaden nie chciał być zamieszany w zabójstwo.
Przerażony Geezil również czym prędzej opuścił salę, udał się na dworzec
i wrócił do Chicago. Zostawił w Galesburgu trzydzieści pięć tysięcy
dolarów, o których zapomniał bez żalu, gdyż wydawały się stosunkowo
niewielką ceną za uniknięcie konsekwencji prawnych. Nie chciał mieć już
więcej nic wspólnego z Weilem ani pozostałymi mężczyznami.
Po jego wyjściu Gross nagle ożył. Wstał z podłogi i wypluł resztki
pęcherza wypełnionego krwią kurczaka, który miał ukryty w ustach. Całą
scenę wyreżyserował Joseph Weil, znany jako Yellow Kid, jeden z najbardziej kreatywnych oszustów wszech czasów. Weil podzielił pieniądze
Geezila między swoich wspólników -?fałszywych finansistów i bokserów -
dla których był to całkiem niezły zarobek jak na parę dni pracy.
Poruszanie się wśród ciemności i cieni, przebywanie w odizolowanych
miejscach czy wyszukiwanie osłony jedynie przyciągnie pełną
podejrzliwości uwagę. Aby skłonić przeciwnika do opuszczenia gardy,
należy działać otwarcie, ukrywając prawdziwe intencje pod płaszczykiem
zwyczajnych, codziennych działań.
Stefan Verstappen, Trzydzieści sześć strategii starożytnych Chin
Wnioski
Yellow Kid upatrzył sobie Geezila jako idealną ofiarę na długo przed
tym, jak ukartował swój przekręt. Przewidział, jakiego rodzaju oszustwo
będzie najlepszym sposobem na oskubanie emerytowanego biznesmena z pieniędzy. Wiedział również, że gdyby próbował go zainteresować
pojedynkiem bokserskim, poniósłby klęskę. Musiał ukryć swoje intencje i odwrócić uwagę ofiary za pomocą zasłony dymnej -?w tym przypadku kupna
domku myśliwskiego.
Podczas podróży pociągiem i w hotelu Geezil myślał wyłącznie o czekającej go transakcji, łatwych pieniądzach i okazji do zawarcia
znajomości z bogatymi finansistami. Nie zauważył, że Gross był trochę za
stary jak na obiecującego zawodnika, a jego forma fizyczna pozostawiała
wiele do życzenia. Taka jest moc zasłony dymnej. Pochłonięty
rozmyślaniem o interesach Geezil zainteresował się wprawdzie walką
bokserską, ale nie zwrócił już uwagi na szczegóły, które mogłyby
wzbudzić jego podejrzenia. Zresztą wynik pojedynku i tak zależał od
przekupstwa, a nie kondycji zawodników. W kulminacyjnym momencie był tak
przejęty fikcyjną śmiercią boksera, że zapomniał o pieniądzach.
Uczcie się od Josepha Weila -?niepozorna swojska fasada jest idealną
zasłoną dymną. Zaproponuj swojej ofierze coś, co wydaje się całkiem
zwyczajne -?na przykład wspólny interes -?a gdy odwrócisz jej uwagę i uśpisz czujność, pójdzie za tobą i pozwoli ci się zaprowadzić prosto w zastawioną pułapkę.
Postępowanie godne naśladowania
W połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku potężni etiopscy watażkowie
zaczęli zdawać sobie sprawę, że młody regent ras Tafari Makonnen -
późniejszy cesarz Hajle Sellasje -?przerasta ich wszystkich i wkrótce
nadejdzie czas, gdy ogłosi się ich władcą, aby zjednoczyć kraj po raz
pierwszy od dziesięcioleci. Wielu nie mogło pojąć, jak ten delikatny i spokojny mężczyzna o łagodnym usposobieniu zdołał osiągnąć tak wysoką
pozycję. Mimo to w 1927 roku Tafari wezwał wszystkich możnowładców,
jednego po drugim, do Addis Abeby, aby złożyli mu przysięgę wierności i uznali jego zwierzchność. Niektórzy przybyli niezwłocznie, inni się
wahali i tylko jeden, dejazmach Balcha Safo z Sidamo, ośmielił się
przeciwstawić. Porywczy Balcha był wielkim wojownikiem i uważał nowego
przywódcę za niegodnego władzy słabeusza. Ostentacyjnie trzymał się z dala od stolicy. W końcu Tafari w uprzejmy, lecz stanowczy sposób
ponowił wezwanie. Watażka postanowił spełnić żądanie, ale w taki sposób,
aby obrócić całą sytuację na niekorzyść pretendenta do etiopskiego
tronu. Przybył do Addis Abeby w niespiesznym tempie i na czele
dziesięciotysięcznej armii -?siły na tyle potężnej, by mógł czuć się
nietykalny, a nawet dokonać zamachu stanu. Zatrzymał się w dolinie kilka
kilometrów od miasta i czekał niczym udzielny władca, aż Tafari wyjdzie
mu naprzeciw.
Przyszły cesarz wyprawił do niego posłańców i zaprosił go na wieczorny
bankiet, który wydał na jego cześć. Balcha nie był głupcem i wiedział,
że w przeszłości wielu etiopskich władców organizowało uczty, aby zwabić
swoich przeciwników w pułapkę. Obawiał się, że jeśli nie zachowa
ostrożności, regent każe go aresztować albo nawet zamordować. Aby dać
wyraz swojej nieufności, zgodził się przyjść na bankiet, ale pod
warunkiem, że będzie mógł przyprowadzić swoją gwardię przyboczną -
sześciuset najlepszych żołnierzy uzbrojonych po zęby i gotowych oddać
życie w jego obronie. Ku jego zdumieniu Tafari odpowiedział z rozbrajającą uprzejmością, że będzie zaszczycony, mogąc gościć tak
znakomitych wojowników.
W drodze do pałacu Balcha przestrzegł swoich żołnierzy, aby się nie
upijali i zachowali czujność. Gdy dotarł na miejsce, książę powitał go
wylewnie i płaszczył się przed nim, jakby desperacko zabiegał o jego
aprobatę i wsparcie. Jednak watażka nie dał się oczarować i oznajmił, że
jeśli nie wróci do obozu przed zapadnięciem zmroku, jego armia zaatakuje
stolicę. Gospodarz zareagował, jakby poczuł się dotknięty jego brakiem
zaufania. Gdy podczas uczty przyszedł czas na tradycyjne pieśni na cześć
etiopskich przywódców, odśpiewano tylko te, które wychwalały możnego
pana Sidamo. Balcha odnosił wrażenie, że Tafari jest onieśmielony jego
obecnością -?czuje respekt przed wielkim wojownikiem, którego nie
potrafi przechytrzyć. Widząc tę zmianę nastawienia, watażka nabrał
przekonania, że to on będzie dyktował warunki w najbliższych dniach.
Gdy przyjęcie dobiegło końca, Balcha wraz ze swoim orszakiem wyruszył z powrotem w stronę obozu przy wtórze wiwatów i salw honorowych. Oglądając
się przez ramię, planował kolejne posunięcia i wyobrażał sobie, że w ciągu paru tygodni jego armia przemaszeruje triumfalnie ulicami Addis
Abeby, a młody regent trafi do więzienia albo zostanie stracony. Ale gdy
znalazł się w pobliżu obozu, uświadomił sobie, że stało się coś złego. W miejscu, gdzie jak okiem sięgnąć stały rzędy kolorowych namiotów, teraz
snuł się jedynie dym z dogasających ognisk. Cóż to była za diabelska
sztuczka?
Wkrótce doniesiono mu, co się stało. Podczas bankietu wielka armia pod
dowództwem jednego ze stronników regenta zakradła się do obozu boczną
drogą. Jednak jej celem nie było przeprowadzenie ataku z zaskoczenia.
Gdyby przebywający w pałacu Balcha usłyszał odgłosy walki, popędziłby
wraz ze swoją gwardią na miejsce bitwy. Dlatego Tafari wyposażył swoich
ludzi w kosze pełne złota i pieniędzy, za które odkupili całą broń od
żołnierzy watażki. Nieliczni, którzy próbowali się opierać, szybko
ulegli presji. W ciągu kilku godzin cała dziesięciotysięczna armia
została rozbrojona i rozproszona.
Zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa, Balcha wyruszył na południe ze
swoją gwardią, aby przegrupować siły. Wkrótce jednak napotkał na swojej
drodze tę samą armię, która rozbroiła jego oddziały. Mógł zawrócić i ruszyć na stolicę, ale wiedział, że tam również napotka zbrojny opór.
Niczym wytrawny szachista Tafari przewidział każdy ruch przeciwnika i zakończył partię matem. Po raz pierwszy w życiu Balcha skapitulował. Aby
odpokutować za swoją pychę i wygórowane ambicje, wstąpił do klasztoru.
Wnioski
Nikt nie potrafił przejrzeć Tafariego -?który później wstąpił na tron
jako cesarz Hajle Sellasje I -?przez długie lata jego panowania.
Etiopczykom podobali się surowi władcy, on jednak mimo swej łagodności i pokojowego nastawienia rządził krajem dłużej niż którykolwiek z jego
poprzedników. Nigdy nie okazywał gniewu ani zniecierpliwienia, a swoje
ofiary mamił słodkimi uśmiechami i urokiem osobistym, by uśpić ich
czujność. Wykorzystał nieufność Balchy, który obawiał się, że uczta na
jego cześć jest pułapką -?i była, lecz nie taką, jak się spodziewał.
Przyszły cesarz rozwiał obawy swojego gościa, pozwalając mu przybyć z obstawą, traktując go ze szczególnymi względami i dając mu poczucie
kontroli, ale w ten sposób stworzył gęstą zasłonę dymną, za którą ukrył
swoje właściwe poczynania.
Pamiętajcie: paranoików i osoby przesadnie ostrożne zwykle najłatwiej
jest oszukać. Zdobądźcie ich zaufanie w jednej kwestii, a odwrócicie ich
uwagę od innej, co pozwoli wam zakraść się niepostrzeżenie i zadać
zabójczy cios. Idealną zasłoną dymną może być drobna przysługa, pozornie
szczere wyznanie albo gest świadczący o wyższości ofiary.
Odpowiednio wykorzystana zasłona dymna jest potężną bronią. Dzięki niej
łagodny Tafari bez jednego wystrzału doszczętnie rozgromił potężnego
wroga.
Nie lekceważcie potęgi Tafariego. Jest niepozorny jak mysz, ale ma
szczęki lwa.
Balcha Safo z Sidamo
Tajniki władzy
Jeśli uważacie, że oszuści są barwnymi postaciami, które wprowadzają
swoje ofiary w błąd wymyślnymi kłamstwami, jesteście w wielkim błędzie.
Najbardziej wyrafinowani oszuści ukrywają się za nijaką i niepozorną
fasadą, która nie rzuca się w oczy. Wiedzą, że ekstrawaganckie słowa i gesty natychmiast budzą podejrzenia. Dlatego dbają, aby wszystko, co
robią, wydawało się zwyczajne, swojskie i nieszkodliwe. Przekręt,
którego ofiarą padł Sam Geezil, opierał się na banalnym zakupie
nieruchomości. W przypadku Tafariego zwodnicza była jego uniżoność -
zachowanie, którego Balcha spodziewał się po słabszym rywalu.
Ofiara nie zauważy, że coś knujecie, gdy uśpicie jej czujność pozorami
zwyczajności. Wynika to z prostego faktu, że ludzie mogą się
koncentrować tylko na jednej rzeczy naraz. Trudno im wyobrazić sobie, że
temu niepozornemu osobnikowi, z którym mają do czynienia, może chodzić o coś zupełnie innego. Im gęstszą i bardziej nieprzeniknioną zasłonę dymną
stworzycie, tym lepiej będzie ona skrywać wasze dążenia. Przynęty i fałszywe tropy omówione w części I służą do aktywnego odwracania uwagi;
za pomocą zasłony dymnej możecie omamić ofiarę i zwabić ją w pułapkę.
Hipnotyczne właściwości tej metody sprawiają, że idealnie nadaje się ona
do maskowania prawdziwych intencji.
Najprostszą formą zasłony dymnej jest wyraz twarzy. Bezbarwny i nieprzenikniony wygląd zewnętrzny umożliwia planowanie wszelkiego
rodzaju sztuczek bez obaw o wykrycie. Jest to kamuflaż, którego
stosowanie wielcy tego świata opanowali do perfekcji. Mówiono, że nikt
nie potrafi odczytać wyrazu twarzy Benjamina Franklina. Baron James
Rothschild przez całe życie ukrywał swoje myśli za mdłymi uśmiechami i nijakimi spojrzeniami. Stendhal napisał o Talleyrandzie: "Nigdy twarz
nie była mniej barometrem". Podczas negocjacji Henry Kissinger z pustym
spojrzeniem recytował monotonnym głosem długie litanie nieistotnych
szczegółów, zanudzając na śmierć swoich oponentów; gdy zaczynali
przysypiać, atakował ich znienacka śmiałymi tematami, a zaskoczeni łatwo
dawali się zbić z tropu. Jeden z pokerowych podręczników wyjaśnia:
"Podczas rozgrywania swojej ręki dobry gracz rzadko bywa aktorem. Ćwiczy
za to nijakie zachowania, które ograniczają do minimum liczbę czytelnych
sygnałów, frustrują przeciwników, wprawiają ich w dezorientację, a jemu
pomagają się skoncentrować".
Ponieważ zasłona dymna jest elastyczną metodą, znajduje zastosowanie na
wielu różnych poziomach, opierając się na psychologicznych mechanizmach
rozpraszania i odwracania uwagi. Do najskuteczniejszych zasłon dymnych
należy szlachetny gest. Ludzie chcą wierzyć, że tego rodzaju gesty są
autentyczne, ponieważ takie przeświadczenie podnosi ich na duchu. Rzadko
zauważają, co naprawdę się za nimi kryje.
Handlarz dziełami sztuki Joseph Duveen stanął pewnego razu przed bardzo
poważnym problemem. Milionerom, którzy kupowali od niego obrazy za
ciężkie pieniądze, zaczynało brakować miejsca na ścianach, a coraz
wyższe podatki od wzbogacenia zniechęcały ich do dalszych transakcji.
Rozwiązaniem okazała się Narodowa Galeria Sztuki w Waszyngtonie, do
której powstania Duveen przyczynił się w 1937 roku, zachęcając Andrew
Mellona, aby przekazał jej swoją kolekcję. Gdy za przykładem Mellona
poszli inni, galeria stała się dla marszanda idealną fasadą. Za jednym
zamachem darczyńcy unikali płacenia podatków, zwalniali miejsce na nowe
nabytki i na bieżąco redukowali liczbę dzieł sztuki na rynku, utrzymując
ich ceny na wysokim poziomie. Jednocześnie zyskiwali opinię
wspaniałomyślnych dobroczyńców.
Inną skuteczną zasłoną dymną jest sekwencja zachowań, które utwierdzają
ofiarę w przekonaniu, że nadal będziemy postępować w taki sam sposób.
Działa tutaj psychologiczny mechanizm oczekiwania: nasze zachowania
opierają się na ustalonych wzorcach, a przynajmniej tak nam się wydaje.
W 1878 roku amerykański przemysłowiec i finansista Jay Gould założył
firmę, która zaczęła zagrażać monopolowi spółki telekomunikacyjnej
Western Union. Dyrektorzy Western Union postanowili odkupić firmę Goulda
-?chociaż musieli sporo zapłacić, byli przekonani, że udało im się
wyeliminować groźnego konkurenta. Jednak kilka miesięcy później Gould
powtórzył swoje zagranie, skarżąc się, że został niesprawiedliwie
potraktowany. Założył nową firmę, która stanowiła konkurencję dla
Western Union i jej nowego nabytku. Telekomunikacyjny gigant zareagował
tak samo i znów go podkupił. Wkrótce historia powtórzyła się po raz
trzeci, ale tym razem Gould przeszedł do ofensywy i po bezpardonowej
walce o przejęcie zdołał uzyskać pełną kontrolę nad Western Union. Jego
schemat działania wprowadził w błąd dyrektorów spółki, którzy myśleli,
że jego celem jest odsprzedanie firmy po korzystnej cenie. Zapłacili mu
i odprężyli się, nie zdając sobie sprawy, że ich konkurent gra o znacznie wyższą stawkę. Schematyczne zachowania są bardzo skuteczną
metodą, która sprawia, że ofiara spodziewa się czegoś przeciwnego, niż w rzeczywistości robimy.
Kolejnym słabym punktem, który można wykorzystać do stworzenia zasłony
dymnej, jest instynkt stadny -?ludziom wydaje się, że jeśli ktoś należy
do ich grupy, jest z nimi autentycznie związany. To iluzoryczne
przekonanie sprawia, że umiejętność adaptacji może być bardzo skuteczną
maską. Sztuczka jest prosta: wystarczy gładko wtopić się w otoczenie, by
nie wzbudzać podejrzeń. Podczas zimnej wojny w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku wielu wysokich rangą brytyjskich
urzędników państwowych pracowało dla sowieckiego wywiadu. Przez długie
lata działali w ukryciu, ponieważ sprawiali wrażenie przyzwoitych
facetów, ukończyli odpowiednie szkoły i doskonale wpasowali się w elitarne środowisko. Wtapianie się w tłum jest idealną strategią dla
szpiegów. Im lepiej opanujecie tę sztukę, tym skuteczniej zamaskujecie
swoje zamiary.
Zapamiętajcie: potrzeba cierpliwości i pokory, aby zrezygnować z wyrazistych barw i przywdziać nijaką maskę. Nie jest to powód do
rozpaczy -?często taka niepozorna powierzchowność przyciąga ludzi i pomaga w zdobyciu władzy.
Wizja: Owcza skóra. Owca nigdy nie wchodzi w szkodę, owca nigdy nie
oszukuje, owca jest urzekająco głupia i potulna. Otulony owczą skórą lis
może zakraść się do kurnika.
Rzeczywistość: Czy słyszeliście o sprytnym generale, który zamierza
zdobyć twierdzę z zaskoczenia i ujawnia wrogowi swoje plany? Ukrywajcie
swoje cele i postępy; nie ujawniajcie swoich planów, dopóki trwa walka i wróg może je pokrzyżować. Odnieście zwycięstwo jeszcze przed
wypowiedzeniem wojny. Słowem: naśladujcie wojowników, którzy odsłaniają
swoje zamiary dopiero wtedy, gdy pozostawiają za sobą spustoszenie.
Ninon de Lenclos
Wnioski
Nie pomoże ci żadna zasłona dymna, fałszywy trop ani inna metoda, jeżeli
masz ugruntowaną opinię oszusta. Gdy z upływem lat osiągasz kolejne
sukcesy w tej dziedzinie, coraz trudniej jest ci ukrywać swoje zamiary.
Wszyscy już dobrze znają twoje podstępne zagrania. Udając naiwność,
ryzykujesz oskarżenie o hipokryzję, co jeszcze bardziej ograniczy twoje
pole manewru. W takim wypadku lepiej przyznać się do winy i wyjść na
uczciwego łotra, albo jeszcze lepiej -?skruszonego łotra. Ludzie nie
tylko będą podziwiać twoją szczerość, ale co najdziwniejsze, nadal będą
się nabierać na twoje sztuczki.
Na starość Phineas Taylor Barnum, dziewiętnastowieczny przedsiębiorca
rozrywkowy, nauczył się żyć ze swoją reputacją wielkiego oszusta.
Pewnego razu zorganizował w New Jersey polowanie, na które specjalnie
sprowadził kilka bizonów i grupkę Indian. Rozreklamował je jako
autentyczne, ale widowisko wypadło tak sztucznie, że publiczność zamiast
się oburzyć i zażądać zwrotu pieniędzy za bilety, była szczerze
rozbawiona. Wszyscy wiedzieli, że Barnum cały czas wodzi ich za nos, ale
w tym właśnie tkwiła tajemnica jego sukcesu i za to go uwielbiali.
Barnum wyciągnął wnioski z tej zaskakującej przygody i przestał ukrywać
swoje sztuczki, a nawet przyznał się w autobiografii do oszustw. Jak
stwierdził Kierkegaard, "świat chce być oszukiwany". Choć mądrzej jest
odwracać uwagę od swoich zamiarów, prezentując nijaką i pospolitą
powierzchowność, w niektórych sytuacjach lepszą taktyką maskującą
okazuje się ekstrawagancki i ostentacyjny gest. Wielcy szarlatani
siedemnastowiecznej i osiemnastowiecznej Europy do oszukiwania ludzi
wykorzystywali rozrywkę. Oczarowany wspaniałym widowiskiem tłum nie
dostrzegał ich prawdziwych intencji, gdy wjeżdżali do miasta powozem
zaprzężonym w czarne konie w otoczeniu klaunów i żonglerów. Cała ta
cyrkowa otoczka, która wydawała się głównym punktem programu, służyła
przywabianiu ludzi i stanowiła przykrywkę dla prawdziwej działalności,
czyli sprzedaży cudownych mikstur i eliksirów. Jednak nie dało się tego
ukrywać w nieskończoność. Znudzona publiczność z czasem nabierała
podejrzeń i oszustwo wychodziło na jaw. Szarlatani musieli szybko
wędrować tam, gdzie jeszcze nie dotarła wieść, że ich specyfiki są
bezużyteczne, a występy kuglarzy mają za zadanie odwrócić uwagę.
Tymczasem potężni ludzie o niepozornej powierzchowności -?tacy jak
Talleyrand, Rothschild albo Hajle Sellasje -?stosują podstępy przez całe
życie i nie muszą się przeprowadzać. Ich sztuczki nigdy nie stają się
nudne i rzadko budzą podejrzenia. Kolorową zasłonę dymną należy stosować
z ostrożnością i tylko przy odpowiednich okazjach.
Prawo 4
Zawsze mów mniej niż trzeba
Nauka
Jeżeli próbujesz zaimponować komuś słowami, im więcej mówisz, tym
bardziej pospolite robisz wrażenie i tracisz kontrolę nad sytuacją.
Nawet coś banalnego zabrzmi intrygująco, jeśli przedstawisz to w tajemniczy i zawoalowany sposób. Dzięki niedopowiedzeniom ludzie potężni
budzą podziw lub strach. Im więcej mówisz, tym większe
prawdopodobieństwo, że palniesz coś głupiego.
Jak czynić nie należy
Gnejusz Marcjusz, zwany Koriolanem, był rzymskim wodzem. W pierwszej
połowie V wieku p.n.e. stoczył wiele zwycięskich bitew, raz za razem
ratując republikę przed katastrofą. Ponieważ większość czasu spędzał w obozach wojskowych, niewielu Rzymian znało go osobiście, przez co stał
się postacią niemal legendarną.
W 454 roku p.n.e. Koriolan postanowił wykorzystać swoją reputację i zająć się polityką. Wystartował w wyborach na urząd konsula. Zgodnie z tradycją kandydaci na to wysokie stanowisko wygłaszali na początku
kampanii przemówienie do ludu i zanim Koriolan zabrał głos, pokazał
dziesiątki blizn, które zebrał przez siedemnaście lat walki o Rzym. Mało
kto zwracał uwagę na długą mowę, która nastąpiła później; blizny jako
świadectwo męstwa i patriotyzmu poruszyły wszystkich do głębi.
Zwycięstwo Koriolana wydawało się pewne.
Ale gdy nadszedł dzień głosowania, Gnejusz Marcjusz wkroczył na forum w otoczeniu senatorów i patrycjuszy. Prości ludzie, którzy się temu
przyglądali, byli skonsternowani tym buńczucznym pokazem pewności
siebie.
Scenarzysta Michael Arlen cienko prządł, kiedy w 1944 roku przyjechał
do Nowego Jorku. Postanowił utopić smutki i wstąpił do słynnej
restauracji 21. W lobby natknął się na Sama Goldwyna, a ten udzielił mu
niezbyt praktycznej rady, zachęcając go do kupna koni wyścigowych. Przy
barze spotkał starego znajomego Louisa B. Mayera, który zapytał o jego
plany na przyszłość. "Właśnie rozmawiałem z Samem Goldwynem", zaczął
Arlen, lecz Mayer wszedł mu w słowo: "Ile ci zaproponował?". "Za mało",
odparł wymijająco scenarzysta. "Zgodziłbyś się na piętnaście tysięcy za
pół roku?" Tym razem Arlen bez wahania potwierdził.
Clifton Fadiman, The Little Brown Book of Anecdotes
A potem Koriolan przemówił, zwracając się do zamożnych obywateli, którzy
mu towarzyszyli. Jego słowa były pełne zuchwałości i arogancji. Pewien
zwycięstwa w wyborach przechwalał się swoimi bohaterskimi czynami,
opowiadał kiepskie żarty zabawne tylko dla arystokratów, rzucał gniewne
oskarżenia pod adresem przeciwników i rozprawiał o dostatku, jaki
zapanuje w Rzymie za jego rządów. Tym razem wszyscy zebrani słuchali. Do
tej pory nie zdawali sobie sprawy, że legendarny wojownik jest również
pospolitym samochwałem.
Wieść o drugim przemówieniu Koriolana szybko rozeszła się po mieście i lud masowo wziął udział w wyborach, by zagłosować przeciwko niemu.
Pokonany Gnejusz Marcjusz wrócił do swoich zajęć i poprzysiągł zemstę
pospólstwu, które pogrzebało jego marzenie o karierze politycznej.
Kilka tygodni później do Rzymu dotarł wielki transport zboża, które
senat zamierzał rozdzielić między mieszkańców. Zanim jednak doszło do
głosowania nad tą kwestią, w senacie pojawił się Koriolan i zabrał głos.
Argumentował, że rozdawanie żywności może mieć zgubny wpływ na miasto, i udało mu się przekonać kilku senatorów, przez co inicjatywa stanęła pod
znakiem zapytania. Co więcej, zaczął potępiać całą ideę demokracji.
Postulował, aby pozbyć się przedstawicieli niższych warstw -?trybunów -
i oddać rządy w ręce patrycjuszy.
Wieść o jego wystąpieniu wywołała ogromne wzburzenie. Do senatu udali
się trybuni i zażądali, aby Koriolan stawił się przed nimi. Gdy ten
odmówił, w Rzymie wybuchły zamieszki. W obawie przed gniewem ludu senat
przeprowadził w końcu głosowanie i zatwierdził dystrybucję zboża.
Trybuni byli usatysfakcjonowani, ale lud nadal domagał się, aby Koriolan
publicznie wyraził skruchę -?jeżeli przeprosi i obieca, że zachowa swoje
opinie dla siebie, będzie mógł nadal dowodzić armią.
Jedna z historyjek o Kissingerze (...) dotyczyła raportu, nad którym
Winston Lord pracował przez wiele dni. Kissinger oddał mu go z powrotem
z dopiskiem: "To wszystko, na co cię stać?". Lord poprawił raport,
dopracował go i ponownie przekazał Kissingerowi, ale znów otrzymał go z takim samym lakonicznym pytaniem. Gdy jeszcze raz przeredagował tekst i ponownie dostał go z tą samą uwagą, nie wytrzymał i krzyknął: "Tak, do
cholery, to wszystko, na co mnie stać". "Świetnie" -?odparł Kissinger.
"W takim razie go przeczytam".
Walter Isaacson, Kissinger
Gnejusz Marcjusz po raz ostatni przemówił do obywateli, którzy słuchali
go z zapartym tchem. Zaczął łagodnie, ale z czasem stawał się coraz
bardziej dosadny. Jego twarz przybrała pogardliwy wyraz, a ton głosu
stał się arogancki. Znów rzucał obelgami. Im dłużej mówił, tym większy
gniew ogarniał jego słuchaczy, którzy w końcu go zakrzyczeli.
Po krótkiej naradzie trybuni skazali Koriolana na śmierć i rozkazali
strażnikom, aby niezwłocznie strącili go w przepaść ze Skały
Tarpejskiej. Tłum był zachwycony takim obrotem sprawy, lecz ostatecznie
dzięki interwencji patrycjuszy złagodzono wyrok, zamieniając go na
dożywotnią banicję. Lud świętował na ulicach, dowiedziawszy się, że
wielki bohater zostanie wygnany z miasta. Nigdy dotąd nie widziano w Rzymie takich uroczystości, nawet z okazji wygranych wojen.
Wnioski
Zanim Koriolan postanowił zająć się polityką, jego imię budziło
szacunek.
Dzięki swoim wojennym dokonaniom zyskał opinię człowieka o wielkiej
odwadze. Ponieważ ludzie niewiele o nim wiedzieli, na jego temat krążyły
rozmaite legendy. Ale kiedy stanął przed rzymskimi obywatelami i przemówił, jego dostojeństwo i tajemniczość znikły. Okazał się zupełnie
inny, niż wyobrażali go sobie ludzie -?przechwalał się i pysznił jak
pospolity żołnierz, a gdy czuł się niepewnie, obrażał i szkalował swoich
przeciwników. Rozbieżność między legendą a rzeczywistością przyniosła
wielkie rozczarowanie tym, którzy wierzyli w swojego bohatera. Im więcej
Koriolan mówił, tym mniej majestatyczny się stawał. Jeżeli ktoś nie
potrafi kontrolować swoich słów, nie potrafi także panować nad sobą i nie zasługuje na szacunek.
Gdyby Koriolan mówił mniej, nikt nie poczułby się urażony, a jego
prawdziwa natura nie wyszłaby na jaw. Zachowałby swoją reputację, z pewnością zostałby konsulem i mógłby dążyć do celów godzących w demokrację. Ludzki język jest bestią, którą niewielu potrafi okiełznać.
Ciągle usiłuje wyrwać się z klatki, a gdy nieujarzmiony zacznie hulać
samopas, może narobić wiele szkód. Władza nie może przypaść tym, którzy
trwonią słowa.
Król (Ludwik XIV) utrzymuje sprawy państwowe w najgłębszej tajemnicy.
Ministrowie uczestniczą w posiedzeniach rady, on jednak odsłania przed
nimi swoje plany tylko wtedy, gdy przemyśli wszystko gruntownie i podejmie ostateczną decyzję. Szkoda, że nie możesz go wtedy zobaczyć.
Jego twarz przybiera nieprzenikniony wyraz, oczy mają lisie spojrzenie.
O sprawach państwa nie rozprawia z nikim oprócz ministrów. Z dworzanami
mówi jedynie o ich przywilejach albo powinnościach. Nawet najbardziej
błaha z jego wypowiedzi brzmi jak ogłoszenie wyroku.
Primi Visconti (Louis Bertrand, Louis XIV, 1928)
Ostrygi otwierają się podczas pełni Księżyca. Gdy krab widzi ostrygę,
wrzuca do jej skorupy kamień lub kawałek wodorostu, by nie mogła się
zamknąć i stała się jego pożywieniem. Taki los spotyka tego, kto otwiera
usta zbyt szeroko i w ten sposób zdaje się na łaskę słuchacza.
Leonardo da Vinci
Postępowanie godne naśladowania
Na dworze Ludwika XIV arystokraci i ministrowie dniami i nocami
rozprawiali o sprawach państwa. Naradzali się, spierali, zawierali i zrywali sojusze, znowu się spierali, aż w końcu następował przełom -
wybierano dwóch przedstawicieli, którzy mieli zaprezentować różne
stanowiska samemu królowi, by ten podjął ostateczną decyzję. Potem
należało uzgodnić jeszcze jedno: w jaki sposób sformułować kwestie pod
rozwagę monarchy. Co trafi Ludwikowi do przekonania, a co go rozzłości?
O jakiej porze dnia i w której części Wersalu delegaci powinni stanąć
przed jego obliczem? Jakie powinni mieć miny?
Kiedy wszystko było ustalone, nadchodziła wreszcie podniosła chwila i dwaj mężczyźni udawali się na audiencję. Król zaszczycał ich uwagą i z nieodgadnionym wyrazem twarzy słuchał w milczeniu, jak każdy z nich
wyłuszcza swoje argumenty. Gdy wreszcie kończyli mówić i pytali Ludwika
o zdanie, ten odpowiadał: "Zobaczymy". Potem wychodził.
Ministrom i dworzanom nigdy nie było dane poznać jego opinii -?po prostu
oglądali efekty, gdy kilka tygodni później zapadały decyzje. Monarcha
nigdy nie zawracał sobie głowy konsultowaniem z nimi spraw, które
poddawali mu pod rozwagę.
Niezręczne słowa poddanego często bywają bardziej dotkliwe niż
wspomnienie jego niecnych czynów. Nieżyjący już hrabia Essex powiedział
królowej Elżbiecie, że warunki, które mu postawiła, są tak pokręcone jak
jej kończyny. Zapłacił za to głową, a nawet próba rewolty uszłaby mu
płazem, gdyby nie ta przemowa.
Walter Raleigh
Wnioski
Ludwik XIV był człowiekiem niezwykle małomównym. Jego najsłynniejsza
wypowiedź brzmi: "Państwo to ja" (L'État, c'est moi) -?trudno o coś
bardziej zwięzłego, a zarazem pełnego treści. Nie mniej słynne
"Zobaczymy" należy do kilku lapidarnych zwrotów, których używał w odpowiedzi na różnego rodzaju prośby.
Ludwik nie zawsze był taki lakoniczny -?w młodości słynął z tego, że
wygłaszał długie przemowy, rozkoszując się własną elokwencją. Późniejsza
oszczędność w słowach była maską, którą narzucił sobie sam, by sprawować
kontrolę nad swoimi poddanymi. Nikt nie był pewien swojej sytuacji i nie
potrafił przewidzieć, jak zareaguje król. Nie dało się go omamić, mówiąc
mu to, co chciałby usłyszeć, ponieważ nikt nie miał pojęcia, co Ludwik
chciałby usłyszeć. Podczas audiencji dworzanie opowiadali bez przerwy o sobie, ujawniając informacje, które milczący monarcha mógł później
wykorzystać przeciwko nim.
Małomówność była jednym z fundamentów jego władzy. Sprawiała, że wszyscy
dookoła czuli przed nim respekt i byli mu posłuszni. Jak napisał Henri
de Saint-Simon: "Nikt tak dobrze jak on nie potrafił sprzedać swoich
słów, uśmiechów, a nawet spojrzeń. Wszystko w nim było cenne, ponieważ
tworzył różnice, a oszczędność w słowach potęgowała jego majestat".
Bardziej szkodliwe jest dla ministra powiedzieć coś głupiego, niż
zrobić.
Kardynał Retz
Tajniki władzy
Pod wieloma względami władza opiera się na grze pozorów i kiedy mówicie
mniej, wydajecie się wspanialsi i potężniejsi niż w rzeczywistości.
Wasze milczenie sprawia, że inni czują się niepewnie. Ludzie mają
potrzebę interpretowania i wyjaśniania -?muszą wiedzieć, co myślicie.
Jeżeli zapanujecie nad tym, co ujawniacie, nie będą w stanie przejrzeć
waszych zamiarów.
Zdawkowymi odpowiedziami i milczeniem zepchniecie ich do defensywy, a wtedy zaczną nerwowo wypełniać ciszę, zdradzając cenne informacje o sobie i swoich słabych punktach. Po spotkaniu poczują się ograbieni z tajemnic i w drodze do domu będą rozpamiętywać każde wasze słowo.
Skupienie na waszych krótkich wypowiedziach doda wam jeszcze więcej
powagi.
Małomówność jest nie tylko cechą królów i mężów stanu, ale przydaje się
w wielu innych sferach życia. Im mniej mówicie, tym bardziej poważni i tajemniczy się wydajecie. Jako młody artysta Andy Warhol odkrył, że
samym mówieniem na ogół nie można skłonić ludzi do takiego postępowania,
jakiego od nich oczekujemy -?będą sprzeciwiać się naszej woli ze zwykłej
przekory. Wyznał kiedyś przyjacielowi: "Przekonałem się, że w gruncie
rzeczy człowiek ma większą moc, kiedy zamilknie".
Później Warhol stosował tę strategię z dużym powodzeniem. Wywiady,
których udzielał, stanowiły przykład enigmatycznych wypowiedzi -?mówił
coś niejasnego i zawiłego, a prowadzący rozmowę usiłował to rozgryźć,
wyobrażając sobie, że w tych często pozbawionych sensu zdaniach kryje
się głęboka treść. Warhol rzadko mówił o swojej pracy; pozwalał innym na
snucie domysłów. Nauczył się tego od mistrza tajemniczości Marcela
Duchampa, innego genialnego artysty, który zauważył, że im mniej mówi o swojej pracy, tym więcej mówią o niej ludzie. A im większe
zainteresowanie budziły jego dzieła, tym wyższe osiągały ceny.
Mówiąc mniej, niż to konieczne, stwarzacie pozory mądrości i siły.
Mniejsze jest również ryzyko, że powiecie coś głupiego albo nawet
niebezpiecznego. W 1825 roku na rosyjskim tronie zasiadł car Mikołaj I.
Wkrótce potem wybuchło powstanie dekabrystów -?postępowych liberałów,
którzy domagali się reform gospodarczych i politycz nych. Car brutalnie
stłumił rebelię, a większość jej przywódców, w tym Kondratija Rylejewa,
skazał na śmierć. W dniu egzekucji Rylejew stanął na szafocie z pętlą na
szyi. Kiedy jednak otworzyła się pod nim zapadnia, lina pękła pod jego
ciężarem i runął na ziemię. W tamtych czasach zdarzenia tego rodzaju
traktowano jako znak opatrzności i zazwyczaj skazaniec, który uszedł z życiem, mógł liczyć na ułaskawienie.
Rylejew, potłuczony i brudny, ale przekonany, że uniknął śmierci,
podniósł się z ziemi.
-?Widzicie? -?zawołał do tłumu. -?W Rosji nie potrafią nawet zrobić
porządnego sznura.
Do Pałacu Zimowego natychmiast udał się posłaniec z wieścią o nieudanej
egzekucji. Mikołaj I był zirytowany i zawiedziony takim obrotem sprawy,
mimo to sięgnął po pióro, by podpisać akt ułaskawienia.
-?Czy Rylejew coś powiedział, kiedy wydarzył się cud? -?zapytał.
-?Tak, najjaśniejszy panie -?odparł posłaniec. -?Powiedział, że w Rosji
nie potrafią nawet zrobić porządnego sznura.
-?W takim razie udowodnimy, że jest inaczej.
Car podarł dokument i następnego dnia Rylejew zawisnął ponownie. Tym
razem lina wytrzymała.
Morał: kiedy coś powiecie, nie można już tego cofnąć. Dlatego panujcie
nad swoimi słowami. Ze szczególną ostrożnością posługujcie się
sarkazmem. Czasem chwilowa satysfakcja z wypowiedzenia kąśliwej uwagi
może nie być warta ceny, jaką przyjdzie wam za nią zapłacić.
Wizja: Wyrocznia delficka. Kiedy przybysze pytali wyrocznię o radę,
kapłanka mówiła coś niezrozumiałego, w czym doszukiwano się ukrytego
znaczenia. Nikt nie podważał słów wyroczni -?decydowały one o życiu i śmierci.
Rzeczywistość: Nigdy nie otwieraj ust, zanim nie zrobią tego twoi
podwładni. Im dłużej milczę, tym szybciej inni się rozgadują. A gdy
ruszają ustami, poznaję ich prawdziwe zamiary. Kiedy władca nie jest
tajemniczy, ministrowie zawsze znajdą okazje, by go wykorzystać.
Han Feizi, filozof chiński, III w. p.n.e.
Wyjątki
Zdarzają się sytuacje, w których milczenie nie jest najlepszym wyjściem.
Człowiek milczący może wzbudzać podejrzenia albo nawet niepewność,
zwłaszcza gdy sprawuje władzę; niejasna lub dwuznaczna wypowiedź może
rodzić nieoczekiwane domysły. Dlatego małomówność jest strategią, którą
należy stosować z rozwagą i tylko w odpowiednich okolicznościach.
Czasami rozsądniej jest brać przykład z nadwornego błazna, który udaje
głupca, lecz zdaje sobie sprawę, że jest mądrzejszy od króla. Błazen
dużo mówi, zabawiając wszystkich, i nikt nie podejrzewa, że jest kimś
więcej niż tylko niegroźnym głupkiem.
Ponadto słowa mogą służyć jako zasłona dymna dla waszych podstępów.
Zajmując słuchacza rozmową, możecie go rozproszyć i omamić; im więcej
mówicie, tym łatwiej uśpicie jego czujność. Człowiek gadatliwy nie
sprawia wrażenia przebiegłego manipulatora, ale wydaje się raczej
pospolity i nieszkodliwy. Jest to odwrotność strategii milczenia, którą
stosują potężni -?gdy mówicie więcej, wydajecie się słabsi i mniej
inteligentni, dzięki czemu łatwiej będzie wam podejść upatrzoną ofiarę.
Prawo 5
Tak wiele zależy od reputacji -?dlatego strzeż jej JAK OKA W GŁOWIE
Nauka:
Reputacja jest fundamentem władzy. Sama reputacja wystarczy, by
zastraszać i wygrywać. Ten, kto ją traci, staje się bezbronny i narażony
na ataki ze wszystkich stron. Dlatego twoja reputacja musi być
niepodważalna. Przygotuj się na potencjalne ataki i udaremniaj je, zanim
nastąpią. Naucz się niszczyć swoich wrogów, podważając ich reputację.
Potem stań z boku i przyglądaj się, jak opinia publiczna wydaje na nich
wyrok.
Postępowanie godne naśladowania I
Podczas wojny w Epoce Trzech Królestw (III w.) chiński generał Zhuge
Liang, dowodzący siłami królestwa Shu, wysłał swoją armię do odległego
obozu, sam natomiast został w niewielkim miasteczku z garstką żołnierzy.
Pewnego dnia wartownik przybiegł do niego z alarmującą wieścią -?do
garnizonu zbliżały się liczące sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi wrogie
siły, którymi dowodził generał Sima Yi. Mając do dyspozycji jedynie
stuosobowy oddział, Liang znalazł się w beznadziejnej sytuacji. Był
słynnym wodzem i wszystko wskazywało na to, że dostanie się do niewoli.
Jednak zamiast rozpaczać nad swoim losem albo tracić czas na rozmyślanie
o przyczynach porażki, Liang rozkazał swoim podwładnym, by opuścili
flagi, otwarli bramy i ukryli się. Potem zasiadł w najlepiej widocznym
miejscu na murze obronnym, ubrany w obrzędową szatę, zapalił kadzidło i zaczął śpiewać, akompaniując sobie na lutni. Po kilku minutach zobaczył
nadciągające szeregi wrogiej armii. Udając, że ich nie widzi,
kontynuował swoje śpiewy.
Wkrótce nieprzyjaciel podszedł bliżej i Sima Yi rozpoznał człowieka na
murze. Choć jego żołnierzy korciło, by wtargnąć do niestrzeżonego miasta
przez otwarte bramy, generał wahał się i nie wydał rozkazu do ataku.
Przez chwilę przyglądał się Liangowi, a potem zarządził natychmiastowy
odwrót.
Rada zwierząt
Złe, które wszędy trwogę rozpościera,
Złe, które niebo w swym gniewie wywiera
Na karę ziemi za zbrodnie przeklętej,
Dżuma (albowiem trzeba ją wymienić),
Gotowa we dniu cały świat wyplenić,
Walczyć poczęła z Zwierzęty.
Nie wszystkieć, prawda, umierały, ale
Zaraza wszystkich zesłabiła wcale:
Nie widać było, by który
Pokarmu dla się szukał i napicia;
Każdy z nich chory, smutny i ponury,
Czekał na koniec mdlejącego życia.
Liszki do kaczek już się nie skradały,
Wilk się nie czaił na niewinne cielę,
Synogarlice z krzaków pozmykały...
Zniknęła miłość, zniknęło wesele!
Lew zatem, zwierzęcego król udzielny państwa,
Uczynił walną radę z swojego poddaństwa:
"O moi, rzecze, mili przyjaciele!
Czujemy złe powszechne, i wątpić nie trzeba,
Że to za nasze winy jest z wyroku nieba.
Kto tu z nasz najwinniejszy, niechaj na ofiarę
Pójdzie gniewu boskiego; może srogą karę
Ubłagamy tym czynem; może (kto zaprzeczy?)
Jednego zguba skazę powszechną uleczy.
Dzieje stare nas uczą, że w takowej mierze
Za niewinnych szło jedno najwinniejsze zwierzę.
Nie pochlebiajmy sobie, i bez pobłażenia
Chciejmy ściśle rozważyć stan swego sumienia.
Co się więc tyczy najprzód mnie samego,
Wyznaję, iżem dość poczynił złego.
Nieraz bez prawa żadnego napadłem
Na cudze stada i sąsiedzkie sioła,
Bydląt niewinnych tysiące pojadłem,
Cóż mi te, proszę, zrobiły? nic zgoła.
Nawet zjadałem -?(jeśli wyznać szczerze)
Pasterze.
Jeżeli tedy ze mnie jest potrzeba,
Pójdę sam za was na ofiarę nieba;
Lecz sądzę, by rzetelnie, jakem ja uczynił,
Każdy z was równym siebie sposobem obwinił;
Bowiem podług słuszności życzyć nam należy,
By zginął najwinniejszy". A wtem Lis wybieży
Na środek koła: "Miłościwy panie,
Skrupuł ci, rzecze, podał to wyznanie.
I cóż to za grzech, uważcie zwierzęta,
Jeść niewolnicze i głupie bydlęta?
I owszem, dla nich honor czynisz, panie!
Jeślić się które na pokarm dostanie.
Co zaś pasterze, o! ci wszyscy warci,
By żywcem byli ze skóry obdarci!
To są tyrani, co w srogiej zniewadze
Chcą mieć nad nami chimeryczną władzę".
To Lis wymówił, a podchlebce mili
Zgodnie toż samo stwierdzili.
Nie chciano zatem zbytnie przetrząsać i innych
Potężniejszych matedor, choć najbardziej winnych;
Ni zajadłość Lamparta, ni Tygrysa zbrodnie:
Wzgląd miano na każdego, kto broił swobodnie.
Zgoła wszystkie Zwierzęta, lubo grzeszne były,
Za mniej winnych, za świętych jednak się sądziły.
Nareszcie Osioł, w podobnym sposobie
Zaczyna spowiedź: "Przypominam sobie
Iżem raz, rzecze, o wieczornej chwili,
Szedł po święconej Kamedułów łące:
Głód wielki, pochop, i ziółka pachnące,
Czyli też, myślę, djabli mnie skusili,
Że garstkę trawy zerwałem;
Źlem to uczynił, bo prawa nie miałem.
-?Łotr i złoczyńca!" wszyscy krzyknęli.
Wilk na trzy części kazanie podzieli,
Że winien Osioł pójść na ofiarę.
Cały go naród lżył i przeklinał,
Że na nich ściągnął tak srogą karę.
Jeść cudzą trawę: co za kryminał!
Zatem na Osła padł wyrok śmierci:
Żywcem roztargać na ćwierci.
Jean de La Fontaine, Bajki
Wnioski
Zhuge Liang był powszechnie znany jako Drzemiący Smok, a jego wojenne
czyny przeszły do legendy. Pewnego razu przybył do jego obozu człowiek
podający się za oficera, który zdezerterował z wrogiej armii. Zaoferował
pomoc armii Shu, jednak Liang od razu zwietrzył podstęp i kazał go
ściąć. W ostatniej chwili wstrzymał egzekucję i oświadczył, że daruje
szpiegowi życie, jeśli ten zgodzi się zostać podwójnym agentem.
Przerażony i wdzięczny mężczyzna przystał na jego warunki. Wkrótce
zaczął przekazywać swoim przełożonym fałszywe informacje, dzięki czemu
Liang wygrał kilka bitew.
Innym razem Liang wykradł generalską pieczęć i sporządził fałszywe
rozkazy, wysyłając oddziały wroga na odległe placówki. Kiedy rozproszył
nieprzyjacielskie siły, mógł opanować trzy twierdze, co pozwoliło mu
przejąć kontrolę nad szlakiem prowadzącym w głąb wrogiego królestwa.
Rozpuścił również pogłoskę, że jeden z nieprzyjacielskich generałów jest
zdrajcą, zmuszając go do ucieczki i doprowadzając do połączenia sił z armią Shu. Uchodził za najsprytniejszego wodza w Chinach; człowieka,
który zawsze chowa w zanadrzu jakąś sztuczkę. Pielęgnował swoją
reputację -?potężną broń, za pomocą której siał postrach.
Sima Yi walczył z Drzemiącym Smokiem dziesiątki razy i dobrze go znał.
Kiedy przybył do opuszczonego miasta i zobaczył go na murze, nie
posiadał się ze zdumienia. Taoistyczne szaty, śpiew, kadzidło -?to
musiała być jakaś gra. Liang najwyraźniej drwił sobie z niego i prowokował go, próbując wciągnąć w pułapkę. Jego zachowanie wyglądało
jednak na grubymi nićmi szytą mistyfikację i przez chwilę Sima pomyślał,
że jego przeciwnik faktycznie jest sam. Ale tak bardzo bał się Lianga,
że nie odważył się tego sprawdzić. W tym właśnie tkwi potęga reputacji -
może powstrzymać wielką armię, a nawet zmusić ją do odwrotu, i to bez
jednego wystrzału.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki