48 godzin - Alex Walendziuk

Kup ebooka

44.90 zł
35.92 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ I

Dziwne, że na mnie spojrzał

Witamy w Faktach!

Już miałam przełączyć, gdy nagle usłyszałam coś, co mnie zaciekawiło. Wystarczyło jedno zdanie.

Potwory znów nie dają nam spokoju!

Żyliśmy w dziwnym świecie. Od Wielkiej Wojny między potworami a ludźmi minęło już ponad sto lat. Potwory przegrały. Ich potomkowie jednak ciągle są wśród nas, mimo że utraciły sporą część swoich mocy. Dlatego nie nazwałabym ich potworami, a raczej ludźmi z nadnaturalnymi zdolnościami.

Ale dlaczego "normalni" o wszystko obwiniali właśnie ich? Nieważne. O co chodziło im tym razem?

Wzrasta fala porwań w całym kraju. W ciągu zaledwie trzech ostatnich dni zaginęło już ośmioro nastolatków. Prawdopodobnie ma to związek z nową grą, która pojawiła się w sieci...

- Nela? - Usłyszałam głos mamy. - Spóźnisz się.

- Spoko, zdążę - odparłam krótko.

W necie pojawiła się jakaś gierka, która powodowała zaginięcia, a ludzie oskarżali o to potwory? Nie widziałam w tym żadnej logiki. Ale chyba zawsze musiał być jakiś kozioł ofiarny.

Jak to dobrze, że istniały "potwory"! Inaczej kogo byśmy obwiniali?

Nazwa tej gry to Czterdzieści osiem godzin. Gracz ma za zadanie zniknąć z domu na dwie doby, nie kontaktować się z nikim ani nie mówić nikomu nic na ten temat. Nie wiemy jednak, jak jest sprawdzane, czy uczestnicy wykonali zadanie ani co kryje się za tą grą. Od zniknięcia piątki wspomnianych nastolatków minęło bowiem już więcej czasu, a ślad po nich zaginął. To na pewno przez potwory! Chcą się zemścić, więc porywają niewinne dzieci i...

Wyłączyłam telewizor i przez chwilę wpatrywałam się w czarny ekran.

Ja również jestem potworem, panie prezenterze. Nazywam się Nela Kellers. Jestem normalną uczennicą pierwszej klasy liceum, a w wolnym czasie gadam z duchami, które odwiedzają mnie w nocy.

Ziewnęłam przeciągle.

To właśnie z ich powodu nigdy nie mogę się wyspać.

***

- To może Nela?

Do moich uszu dobiegł głos nauczyciela.

- C-co? - szepnęłam do koleżanki z ławki, Sary, natychmiast odkładając telefon do piórnika.

- Chce, abyś przeczytała mu prasówkę - odparła blondynka.

Otworzyłam zeszyt, w którym miałam przygotowanych sześć informacji na WOS. Zwykłe nagłówki z gazet plus kilka słów wyjaśnienia. Zrobiłam je przerwę temu, ale to nic. Tyle i tak wystarczy.

- Wynaleziono program typu Word, który sam poprawia błędy interpunkcyjne - zaczęłam czytać. - Kolejna próba podróży w czasie zakończyła się klapą. Protesty w Los Angeles...

Po chwili przeczytałam już pięć.

Ostatnia i będzie szóstka!

- Rozd... Nie. Badanie... Nie? Ha, ha! Przepraszam... Zastrzelenie... Nie?!

Co tam napisałam?! Nie mogę rozczytać! Zbyt niewyraźne!

Tak właśnie się kończyło pisanie prasówki w szkolnej toalecie, i to pięć minut przed dzwonkiem.

Nerwowo bawiłam się różową wsuwką, która zdobiła moje czarne włosy.

- Powiedz to, o czym mówiłaś mi przed lekcją - szepnęła Sara.

To, co mówiłam przed lekcją? Chyba nie mam wyjścia.

- Narasta fala porwań w całym kraju - udawałam, że czytam z zeszytu. - W tym tygodniu zaginęło już ośmioro nastolatków. Istnieje teoria, że ma to związek z nową grą, która pojawiła się w Internecie. Jej nazwa to Czterdzieści osiem godzin i polega na tym, aby na dwie doby upozorować swoje zaginięcie. Jak do tej pory nikt nie wrócił, mimo że od zniknięcia minęło dużo więcej czasu.

- Muszę przyznać, że nie słyszałem o tym - odezwał się nauczyciel. - Wiesz może coś więcej?

- Niestety nie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

- Czterdzieści osiem godzin to jak niebieski wieloryb. - Michael, klasowy przygłup, zaśmiał się.

- Ej! - krzyknęła Victoria, która także nie grzeszyła inteligencją. - Lepiej zostańmy wróżkami ognia!

Cała klasa ryknęła śmiechem.

No poważnie, czy tylko mnie to nie bawi? Szczerze mówiąc, martwią mnie te gierki internetowe.

Przegrzewająca się tania lampa sufitowa zamigała.

Poczułam się obserwowana. Rozejrzałam się po klasie i napotkałam spojrzenie rudego okularnika siedzącego w drugiej ławce. To Emil. Nieśmiały chłopak, który praktycznie nigdy z nikim nie rozmawiał. Rzadko w ogóle podnosił wzrok znad książek. To dziwne, że na mnie spojrzał.

***

Powoli szłam w stronę domu. Przeciągnęłam się, uśmiechając do samej siebie. Jak dobrze, że to już piątek! Byłam wykończona całym tygodniem. Wieczorem miała do mnie wpaść Sara, więc uznałam, że warto by kupić coś do jedzenia. Przeszukałam kieszenie. Całe czternaście pięćdziesiąt. Czując się niezwykle bogata, skierowałam się do małego sklepiku nieopodal. W momencie, gdy miałam otworzyć drzwi, zauważyłam na nich plakat. Plakat o zaginięciu. Kolejny. Nie było go tu rano.

Zaginął Kevin Parker.

Zrobiłam szybkie zakupy i wróciłam do domu. Rodziców nie było. Usiadłam przed komputerem. Uruchomiłam przeglądarkę internetową i wpisałam hasło "czterdzieści osiem godzin". Wyświetliły mi się jakieś artykuły i reportaże.

Nigdzie nie ma instrukcji, więc jak ci ludzie mają w to grać? Jeśli to jest gra, to ktoś musi ich sprawdzać. Przecież jakoś muszą wygrywać. Nikt z nich nie wrócił... Jestem po prostu ciekawa, o co w tym wszystkim chodzi.

Za oknem zaczął padać deszcz. Słońce już zaszło.

Może na Facebooku znajdę jakąś grupkę czy stronę?

Otworzyłam nową kartę i się zalogowałam. Wpisałam hasło "czterdzieści osiem godzin". Wyświetliły mi się konta serialu i grupy jego fanów. Nic poza tym. Skąd gracze dowiedzieli się o wyzwaniu?

Nagle, w tym cichym pokoju, usłyszałam charakterystyczny odgłos otrzymania nowej wiadomości. Co? W folderze inne? To ktoś obcy...

Otworzyłam okienko i natychmiast przeszedł mnie zimny dreszcz.

48 godzin challenge: Hej! A więc jesteś graczem? Jeśli tak, to na bank lubisz wygrywać! Przedstawię Ci pewną ciekawą grę. Jej nazwa to Czterdzieści osiem godzin. Aby dołączyć do wyzwania, musisz uciec z domu na dwie doby. Nie możesz się z nikim kontaktować, musisz po prostu zniknąć. W tym czasie Twoi znajomi mogą pisać i udostępniać posty o Twoim zniknięciu czy wieszać plakaty. Każdy taki post lub plakat to 5 punktów dla Ciebie. Każdy komentarz to 2 punkty, a polubienie posta - 1. Wygrasz, jeśli zdobędziesz wystarczająco dużo punktów. Czy podejmujesz wyzwanie?

Namierzyli mnie przez samo wyszukiwanie na Facebooku? To straszne... Ale zarazem nielogiczne. Czy wysyłają wiadomość każdemu, kto wpisze to hasło w wyszukiwarce? Jeśli tak, to jak to możliwe, że policja nic nie wie?

Niemal podskoczyłam, gdy dostałam kolejną wiadomość.

48 godzin challenge: Czy podejmujesz wyzwanie?

Nie odpisałam, zamiast tego szybko sięgnęłam po leżący na biurku telefon. Powinnam zadzwonić na policję?

48 godzin challenge: Nie zdążysz.

Przeszły mnie ciarki. Czy oni znali moje zamiary?

Ledwo przeczytałam tę wiadomość, gdy usłyszałam, jak ktoś po cichu otwiera drzwi do mieszkania. Rodzice pracowali do późna, ponadto byłam pewna, że zamknęłam na klucz. Pamiętałam, że początkowo kręciłam nie w tę stronę, co powinnam była, więc nie było szans, bym się myliła. Czy to włamywacz? Morderca?! Albo...

Spojrzałam na ekran komputera, na którym wciąż widniała ta przerażająca wiadomość.

Nie zdążysz.

W napięciu nasłuchiwałam, co dzieje się na korytarzu, lecz panowała głucha cisza. Jedyne, co słyszałam, to coraz szybsze łomotanie mojego serca.

Powinnam się schować? Nie, wtedy prędzej czy później mnie znajdzie. Uciec przez okno? Tak, pewnie, z piątego piętra!

Racja, telefon!

Gorączkowo zaczęłam wystukiwać numer 112, gdyż w przepływie stresu zapomniałam, jaki był numer na policję.

Serce podeszło mi do gardła, gdy usłyszałam głos automatycznej sekretarki.

- Przepraszamy, wybrany numer nie odpowiada.

Co? Nie, to niemożliwe, to numer alarmowy, ktoś musi odebrać! Rozłączyłam się i zaraz zadzwoniłam ponownie.

- Przepraszamy, wybr...

Przerwałam połączenie i roztrzęsiona rzuciłam telefon na łóżko.

Kto jest na korytarzu? Dlaczego nie słyszę kroków? Gdzie teraz jest? Na co czeka?

Ze stresu zaczęłam ciągać się za włosy.

Muszę się jakoś stąd wydostać.

Po cichu otworzyłam szafę, w której schowany był miecz od mojego brata.

Młody zbierał różne takie dziwne graty, a ten dostałam od niego na ostatnie urodziny. Wydawało mi się to głupie, trochę zabawne, ale jak widać, nigdy nie wiadomo, co może okazać się przydatne. Wzięłam broń do ręki i po cichu wyszłam na korytarz.

Moje szykowanie się trwało prawdopodobnie zaledwie kilkanaście sekund, ale wydawało mi się, że minęła cała wieczność.

Usłyszałam jakieś głosy dobiegające z salonu. Otarłam zimny pot z czoła i zaczęłam skradać się w tamtym kierunku, uważając na skrzypiące deski. Chcąc wyjść na zewnątrz, musiałam minąć salon.

- Widzę cię.

Usłyszałam to jedno zdanie. Zaczęłam krzyczeć, a miecz wypadł mi z rąk. Ktoś wybiegł z salonu, a ja osunęłam się po ścianie na ziemię. Stanęła przede mną wysoka postać. Wiedziałam, że to już koniec.

I wtedy włączyło się światło. Ujrzałam przed sobą Sarę.

- Nela?! Po kij krzyczysz? - spytał mnie "włamywacz".

Wybuchnęłam płaczem, lecz nie był to płacz przepełniony smutkiem, a raczej - wyraz ulgi.

- Co ty robisz w moim domu? - spytałam przez łzy.

- Miałam przyjść o ósmej - odparła dziewczyna, wskazując głową na wiszący na ścianie zegar. Była już dwudziesta piętnaście. - Dzwoniłam, ale długo nie otwierałaś. Pomyślałam, że nie ma cię w domu. Czekałam kilka minut, ale czułam się idiotycznie, stojąc tak pod drzwiami. Zawsze trzymasz zapasowy klucz pod wycieraczką, więc weszłam do środka.

- Rety... - westchnęłam, podnosząc się z podłogi. - Myślałam, że dostanę zawału! Musiałaś tak się skradać?!

- Zawsze cicho chodzę. - Sara się uśmiechnęła. - Dlaczego mi nie otworzyłaś?

- Nie słyszałam dzwonka - odparłam lekko zawstydzona. - Pewnie znowu się zepsuł.

Poszłyśmy do salonu, gdzie był włączony telewizor. Sara oglądała jakąś bajkę dla dzieci. Główny bohater szukał zwierzątek, które uciekły z zoo, a gdy jakieś odnalazł, mówił: "widzę cię".

- Jesteś zbyt dziecinna - westchnęłam z ulgą, opadając na kanapę.

Siedziałyśmy już dłuższą chwilę w salonie, oglądając jakieś durne seriale, kiedy przypomniałam sobie, że nie wyłączyłam Facebooka. Nie chciałam, aby Sara pod pretekstem pójścia do toalety wstawiła jakiś niezwykle zabawny post na moją tablicę, dlatego postanowiłam się wylogować.

- Zaraz wrócę - odezwałam się.

Gdy podeszłam do biurka, stanęłam jak wryta.

Laptop był wyłączony. Ja to zrobiłam? Nie, nie pamiętałam, abym chociażby o tym pomyślała. Z drugiej strony byłam przecież przerażona, nie wiedziałam, co robię, więc może wyłączyłam go odruchowo? A może po prostu się uśpił, bo nikt go nie używał?

Drżącymi dłońmi szybko uruchomiłam komputer i otworzyłam Facebook, na którym wciąż byłam zalogowana. Aż podskoczyłam, gdy w tym momencie dostałam nową wiadomość.

48 godzin challenge: Masz bardzo ładne zdjęcia na ścianie.

Słyszałam tylko bicie swojego serca. Coraz szybsze i szybsze. Po chwili usłyszałam coś jeszcze.

- Cześć - szepnął ktoś.

Tym razem to na pewno nie była Sara. To nie był jej głos. Był straszny, zachrypnięty, ponadto brzmiał troszkę jak robot. Bałam się odwrócić.

- Czy podejmujesz wyzwanie?

***

Sara siedziała na kanapie, oglądając Dlaczego ja. Wzięła do ręki kolejnego chipsa, gdy nagle usłyszała głośny wrzask. Była przekonana, że ten głos należał do jej przyjaciółki.

- Nela?! Wszystko gra?! - krzyczała, biegnąc w stronę jej pokoju, gdyż było w nim włączone światło.

Stanęła w progu i zamarła. Okno było otwarte na oścież, a w pomieszczeniu panował okropny bałagan. Na ekranie laptopa widniała rozmowa na Facebooku.

Czterdzieści osiem godzin?

Konwersacja była otwarta, ale nie zawierała żadnych wiadomości. Sara podeszła do okna i zobaczyła na parapecie różową wsuwkę, jedną z tych, które zawsze zdobiły czarne włosy jej przyjaciółki. W oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Nastolatka natychmiast zadzwoniła na policję, a funkcjonariusze rozpoczęli śledztwo.

Neli jednak nigdy nie odnaleziono.