Na początku XVIII wieku żył pewien daimy?[1] imieniem Asano Takumi-no Kami, władca na zamku w Ak? w prowincji Harima[2]. Pewnego razu na dwór szoguna w Edo miał przybyć wysłannik dworu cesarskiego[3], a Takumi-no Kami wraz z innym szlachcicem, zwanym Kamei-sama, otrzymali polecenie, by przywitać i podjąć gościa. Wyznaczono także dostojnika wysokiej rangi, Kirę K?tsuke-no Suke, by pouczył ich w kwestii odpowiedniego protokołu, którego należało na tę okazję przestrzegać, a obaj szlachcie mieli stawiać się codziennie na zamku, by słuchać jego instrukcji. K?tsuke-no Suke był jednak człowiekiem chciwym i uznał, że prezenty, które otrzymał od obu daimy? (zgodnie z pradawnym zwyczajem) w ramach podziękowania za naukę, były zbyt skromne i mało kosztowne. Odnosił się więc do nich z jawną niechęcią, nie ucząc ich niczego, a zamiast tego nie przepuszczał żadnej okazji, by się z nich ponaigrywać. Takumi-no Kami, świadom powagi obowiązku, jaki na nim spoczął, znosił wszystkie zniewagi cierpliwie, lecz Kamei-sama, który nie potrafił równie dobrze okiełznać gniewu, wkrótce zapałał taką złością na K?tsuke-no Suke, że postanowił go zgładzić.
Pewnej nocy, zakończywszy wypełnianie swych obowiązków na zamku, Kamei-sama udał się do swojej posiadłości, gdzie zwołał na potajemną naradę swoich doradców[4] i zwrócił się do nich tymi słowami:
- K?tsuke-no Suke obraził Takumi-no Kamiego i mnie w czasie naszej służby na rzecz cesarskich posłów. To karygodne i miałem zamiar zabić go na miejscu, ale zdałem sobie sprawę z tego, że gdybym dopuścił się podobnego czynu na dworze szoguna, oznaczałoby to nie tylko moją śmierć, lecz także unicestwienie całej mojej rodziny i wszystkich wasali, więc się powstrzymałem. A jednak pozostawienie przy życiu takiej gnidy przyniesie tylko straty dla wszystkich, zatem jutro udam się ponownie do zamku i tam go zasiekę. Moje postanowienie jest nieodwołalne, zatem nie będę słuchał żadnych protestów!
Kiedy skończył, jego twarz była aż sina od tłumionego gniewu. Jeden z doradców daimy? był bardzo roztropnym człowiekiem i widząc wzburzenie swego pana, uznał, iż faktycznie przemawianie mu do rozsądku mija się z celem. Zwrócił się więc do niego w ten sposób:
- Słowa mego pana są dla mnie prawem, zatem jako twój poddany niezwłocznie rozpocznę wszelkie stosowne przygotowania, a jeśli jutro, gdy mój pan uda się na zamek szoguna, ów K?tsuke-no Suke ponownie go znieważy, niechaj zginie na miejscu.
Kamei-sama ucieszył się na tę mowę i z niecierpliwością wyczekiwał świtu, by móc powrócić na dwór szoguna i zabić wroga. [...]
___
[1] Daimy? - japoński pan feudalny (przyp. tłum.).
[2] Obecnie część prefektury Hy?go (przyp. tłum.).
[3] Pełny tytuł szoguna w języku japońskim brzmiał sei-i tai sh?gun, czyli "naczelny dowódca poskramiający barbarzyńców". Na cele kontaktów z przedstawicielami Zachodu i podpisania z nimi traktatów międzynarodowych przyjęto inny tytuł, taikun (ang. tycoon), czyli "wielki książę", aby w ten sposób uwiarygodnić jego władzę wykonawczą w państwie. Posłowie wysyłani przez dwór cesarza w Kioto do szoguna celem uprawomocnienia jego tytułu podejmowani byli z najwyższymi honorami, zaś obowiązek dbania o nich powierzano przedstawicielom szlachty. Pierwszym szogunem w znaczeniu władcy militarnego został Minamoto-no Yoritomo w 1192 roku.
[4] Doradcy daimy? dzielili się na dwie klasy: kar? ("starszych"), co było tytułem dziedzicznym, zarezerwowanym dla członków rodu daimy?, oraz y?nin ("ludzi do zadań"), których wybierano na podstawie ich zasług. Owi doradcy odgrywali niebanalną rolę w historii Japonii.