Zakochać się w kimś od pierwszego wejrzenia...
To motto było dla mnie banalne, nieoczywiste, nierealne... bujda, bajka. Tak myślałam.
Ale...
Pamiętam ten dzień, gdy pierwszy raz Go zobaczyłam. To było dziesięć lat temu.
Jego oczy kryły coś, czego nie mogłam sobie wytłumaczyć, poczułam się wtedy jak irydolog szukający przyczyny choroby.
Wpatrzona w Jego oczy, nie potrafiłam skupić się na niczym innym.
- Co one kryją? - myślałam, wypowiadając te słowa prawie na głos.
Siedział wtedy za biurkiem, z długopisem w ręku, wkładając jego końcówkę do ust i opierając się o fotel, który wyginał się delikatnie pod wpływem ciężaru Jego ciała.
Zastanawiał się nad moją chorobą.
Nie mogłam skupić się na tym, co do mnie mówił. Dla mnie to już był znak, iż dzieje się coś dziwnego.
Wyszłam. Następnie wsiadłam do samochodu, spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i powiedziałam sobie: "Nie, Anka. Niech twoja wyobraźnia nie działa zbyt intensywnie".
Minęło parę miesięcy i odezwałam się znowu. Napisałam SMS.
Witam, doktorze. Leki zadziałały, ale chciałbym usłyszeć obiektywną ocenę mojego stanu, czy mogłabym umówić się na wizytę w tym miesiącu?
Pisząc to, miałam nadzieję na szybką odpowiedź.
Zobaczę go? Co powiem? Jak się ubiorę? Jak rozpocznę rozmowę?
W głowie krążyły pytania bez odpowiedzi.
W końcu odpisał.
Witam. Zapraszam na 10.30.
Odpowiedź normalna, zbyt oficjalna, jakby obojętna.
Odbyłam u Niego kilka wizyt kontrolnych. Rozmawialiśmy też na luźne tematy, lecz nie mogłam do końca Go przejrzeć. Był bardzo tajemniczy.
Życzenia imieninowe, świąteczne czy noworoczne wysyłałam co roku i otrzymywałam krótką odpowiedź: Dziękuję.
Było mi mało. Czemu?
Podjęliśmy kolejne rozmowy - o podróżach, które przebyliśmy w danym roku. Krótkie, szybkie wiadomości raz na jakiś czas.
I tak minęło dziesięć lat do momentu, aż na sylwestra wysłałam Mu wiadomość bardziej odważną. Moje zdjęcie z życzeniami.
Pamiętam, że wtedy zadałam pytanie, dlaczego tak rzadko piszemy, a On odpowiedział, że od Nowego Roku się poprawi.
Chwila po godzinie dwudziestej czwartej i otrzymałam wiadomość: Szczęśliwego nowego roku.
"Cooooo?!" - pomyślałam.
Dwadzieścia minut po północy, a on już działa?
I tak się zaczęło...
Pisaliśmy ze sobą dzień i noc.
Pamiętam dreszcze na całym ciele, jak zaczęliśmy imaginować sobie spotkanie w hotelu w Gdyni. Był wówczas na jakiejś międzynarodowej konferencji i to była pierwsza z naszych odważniejszych rozmów.
Wirtualnie przytulaliśmy się i całowaliśmy...
Odprowadzał mnie wtedy do pokoju w naszej wybujałej wyobraźni.
Czy On to pamięta?
O naszych dalszych losach opowie ta książka.
*
Paryż niczym zręczny iluzjonista potrafi czarować i wciągać.
Początkowo za każdym razem, gdy jechała na spotkanie z nim, jej wyobraźnia szalała. Na początku imaginowała sobie pocałunek w policzek, ale szybko było jej mało, więc pozwalała myślom na coś więcej. Następny w kolejce był namiętny pocałunek. Jednak jej wyobraźnia była już bardziej dojrzała i bardziej niegrzeczna, więc mogła pozwolić sobie na trochę więcej.
Ania była z tych osób, które lubiły marzyć i lubiła swoje powiedzenie: "dobrze, że za marzenia nie karzą, bo dostałabym dożywocie".
Oczami duszy widziała, jak On pieprzy ją na biurku w gabinecie. Nie wierzyła jednak, że w ogóle do takiej sceny kiedykolwiek dojdzie.
Ponieważ ich spotkania były początkowo czysto formalne, za każdym razem, gdy z nich wracała, czuła się rozczarowana, ale kto normalny ma takie pomysły.
Każde spotkanie w gabinecie kończyło się tak samo. Szybka pogawędka i brak języka w ustach.
Anka zapominała przy nim, do czego służy język. A to raczej nienormalne, gdyż na co dzień była wygadana oraz energiczna. Co sprawiało, że przy nim czuła skrępowanie?
Czy to dlatego, że zajmował kierownicze stanowisko? W dwóch miejscach, gdzie pracował, miał pod sobą garstkę podwładnych.
A może dlatego, że sprawiał wrażenie poważnego, niedostępnego?
Czy może przez jego oczy... ciemne... brązowe... tajemnicze oczy.
Teraz jednak to już przeszłość. Siedzi w samolocie. Wygodne miejsce zostało zamienione na inną lokalizację, podobno gabaryty samolotu się zwiększyły. Turystom nie wystarcza, że samolot odlatuje stąd dwa razy w tygodniu.
To jej pierwszy samodzielny lot, bez nikogo bliskiego, bez nikogo znajomego. Lekko się stresuje, lecz myśl wypełnia spotkanie z ukochanym i już jest bezpiecznie.
Żartowała z Damianem:
- Kto będzie trzymał mnie za rękę?
- Poprosisz sąsiada z siedzenia obok - zaśmiał się.
- A jak będzie to mężczyzna?
- Wolałbym, abyś poprosiła o to kobietę.
Dość tęgiej postury mężczyzna zajął środkowe siedzenie obok Anki. Rozkraczył się lekko, więc będzie miała mniej swobody niż myślała, jednak wszystko rekompensuje jej miejsce przy oknie. Zwykle takie wybiera.
Lot przebiegał spokojnie, więc senność i przyjemne myśli szybko powróciły.
"Oby tylko wsiąść w prawidłowy autobus" - rozmyślała.
Nigdy nie była w Paryżu. Wydawał jej się mało atrakcyjny, przereklamowany. Dziwiła się początkowo, co Damian może robić tam tak długo i tak często.
Teraz przekona się sama.