300 rozkładów Tarota. Praktyczny poradnik dla tarocistów - Zygmunt Krok

Kup ebooka

36.99 zł

-
Proszę czekać

Spis treści

Rozdział 1. Karty, które znają odpowiedź

1.1. Jak Tarot przemawia do nas przez rozkład

1.2. Przygotowanie talii i przestrzeni do wróżenia

1.3. Tasowanie, przekładanie i wybór kart

1.4. Pozycje w rozkładzie - mapa znaczeń

1.5. Karty odwrócone i ich ukryty głos

1.6. Jak zadawać pytania, by karty odpowiedziały jasno

Rozdział 2. Rozkłady na każdy dzień

2.1. Jedna karta - przesłanie na dziś

2.2. Rozkłady trzykartowe

2.3. Poranne wskazówki i wieczorne podsumowania

2.4. Szybka odpowiedź: tak czy nie?

2.5. Rozkłady na tydzień

Rozdział 3. Miłość i serce

3.1. Czy on/ona jest mi przeznaczony?

3.2. Rozkład na bratnią duszę

3.3. Związek pod lupą - co nas łączy, co dzieli

3.4. Rozstanie, powrót i pojednanie

3.5. Otwieranie serca na nową miłość

3.6. Relacje rodzinne i przyjacielskie

Rozdział 4. Praca, pieniądze, powołanie

4.1. Rozkład na odnalezienie powołania

4.2. Nowa praca czy zostać?

4.3. Przepływ obfitości - rozkłady finansowe

4.4. Własny biznes w świetle kart

4.5. Konflikty i relacje w pracy

4.6. Ważne decyzje zawodowe

Rozdział 5. Rozwój duchowy i dusza

5.1. Rozkłady na poznanie siebie

5.2. Cień i jego lekcje

5.3. Kontakt z przewodnikami duchowymi

5.4. Karma i zadania duszy

5.5. Czakry w rozkładzie Tarota

5.6. Medytacja z kartami

Rozdział 6. Czas: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

6.1. Klasyczna linia czasu

6.2. Rozkłady na nadchodzący miesiąc

6.3. Rozkład roczny - dwanaście domów

6.4. Poprzednie wcielenia

6.5. Jak odczytywać czas w kartach

Rozdział 7. Rozkłady na święta i fazy Księżyca

7.1. Nów - rozkłady na intencje

7.2. Pełnia - rozkłady na spełnienie i uwolnienie

7.3. Koło Roku: Samhain, Yule, Imbolc, Ostara

7.4. Koło Roku: Beltane, Litha, Lughnasadh, Mabon

7.5. Rozkłady urodzinowe i noworoczne

7.6. Zaćmienia i retrogradacje

Rozdział 8. Wielkie rozkłady mistrzów

8.1. Krzyż Celtycki krok po kroku

8.2. Drzewo Życia

8.3. Rozkład Podkowy

8.4. Wielka Tablica

8.5. Rozkład astrologiczny

8.6. Jak tworzyć własne rozkłady

Rozdział 1. Karty, które znają odpowiedź

1.1. Jak Tarot przemawia do nas przez rozkład

Wyciągnąłeś kartę. Patrzysz na nią, sięgasz do podręcznika, czytasz trzy zdania o jej znaczeniu i odkładasz talię z poczuciem niedosytu. Znasz to uczucie? Prawie każdy, kto zaczyna pracę z Tarotem, przez nie przechodzi.

Powód jest prosty: pojedyncza karta mówi o czymś, ale nie mówi o twojej sprawie. Daje temat, nie odpowiedź. Odpowiedź rodzi się dopiero wtedy, gdy kart jest kilka i gdy każda z nich stoi na wyznaczonym miejscu.

Różnica między jedną kartą a rozkładem jest różnicą między słowem a zdaniem. Weź Wieżę. Sama w sobie oznacza nagłe zawalenie się czegoś, co wydawało się trwałe. Ale czy to zwolnienie z pracy, czy koniec związku, czy po prostu prawda, która wreszcie wyszła na jaw? Karta tego nie powie, bo nie ma w niej nic, co wskazywałoby obszar życia.

Teraz połóż obok niej dwie inne i nadaj każdej pozycję. Na miejscu "co się dzieje" Wieża, na miejscu "dlaczego" Siódemka Mieczy, na miejscu "co robić" Gwiazda. I nagle masz zdanie: coś się rozpadło, bo ktoś działał w ukryciu, a droga wyjścia prowadzi przez cierpliwe odbudowywanie zaufania. Żadna z tych kart osobno tego nie mówiła.

Na tym polega cała sztuka rozkładu. Pozycja nadaje karcie kontekst, sąsiedztwo nadaje jej odcień, a całość układa się w narrację, która ma początek, środek i kierunek. Twoim zadaniem jako tarocisty nie jest tłumaczenie kart pojedynczo, tylko przeczytanie tej narracji.

Dlatego radzę od początku ćwiczyć się w patrzeniu na cały stół, zanim spojrzysz na pierwszą kartę z osobna. Zanim zaczniesz interpretować, obejmij wzrokiem wszystko, co przed tobą leży, i zadaj sobie kilka pytań ogólnych. Odpowiedzi na nie dadzą ci szkielet, na którym zawiesisz resztę.

Pierwsze pytanie brzmi: ile w tym rozkładzie Wielkich Arkanów, a ile Małych?

Talia liczy siedemdziesiąt osiem kart, z czego dwadzieścia dwa to Wielkie Arkana, a pięćdziesiąt sześć Małe. Wielkich jest więc nieco ponad jedna czwarta. Gdy w rozkładzie pięciokartowym trafi się jedna Wielka, to sytuacja zwyczajna. Gdy trafią się trzy albo cztery, to już informacja.

Przewaga Wielkich Arkanów mówi, że sprawa jest ważna i że w dużej mierze dzieje się poza kontrolą pytającego. Działają tu siły większe niż jego codzienne decyzje: okoliczności zewnętrzne, cudze wybory, procesy dojrzewające od lat. To sprawa, o której będzie się pamiętać, a nie taka, która rozejdzie się po kościach w miesiąc.

Przewaga Małych Arkanów mówi rzecz odwrotną. Sprawa mieści się w codzienności i w znacznym stopniu zależy od tego, co pytający zrobi. Rozkład złożony wyłącznie z Małych, przy pytaniu o wielką życiową zmianę, często oznacza, że to jeszcze nie ten moment - że sprawa dopiero się zawiązuje i na razie rozgrywa się na poziomie drobnych kroków.

Sprawdzaj tę proporcję zawsze, bo zmienia ona ton całego odczytu. Przy przewadze Wielkich mówisz o przyjmowaniu i przechodzeniu przez coś; przy przewadze Małych o działaniu i planowaniu. Dwa zupełnie różne rodzaje rozmowy.

Drugie pytanie ogólne dotyczy kolorów. Małe Arkana dzielą się na cztery kolory, a każdy z nich odpowiada innemu obszarowi życia.

Buławy to działanie, zapał, praca w znaczeniu twórczym, przedsięwzięcia, energia, wola. Kielichy to uczucia, związki, rodzina, wyobraźnia, to wszystko, co dzieje się w sercu. Miecze to myśli, słowa, rozmowy, konflikty, decyzje, prawda i to, jak boli. Denary to ciało, pieniądze, dom, zdrowie, praca w znaczeniu zarobkowym, wszystko, czego można dotknąć.

Gdy w siedmiokartowym rozkładzie cztery karty są Kielichami, rozkład mówi o uczuciach, choćby pytanie dotyczyło pracy. I to jest cenna informacja: pytający myśli, że pyta o etat, a w rzeczywistości chodzi o to, że czuje się w tej pracy niekochany albo samotny. Kolory potrafią przekierować cały odczyt.

Brak koloru działa tak samo mocno. Rozkład o sprawach zawodowych, w którym nie ma ani jednego Denara, mówi, że pieniądze nie są tu prawdziwą stawką. Rozkład o związku bez jednego Kielicha każe zapytać, czy tam jeszcze jest uczucie, czy już tylko przyzwyczajenie i logistyka.

Radzę wyrobić sobie odruch liczenia kolorów na palcach, zanim cokolwiek powiesz. Zajmuje to pięć sekund, a często ustawia całą rozmowę.

Trzecie pytanie dotyczy powtarzających się liczb. Jeżeli w rozkładzie pojawiają się trzy Piątki albo dwie Dziesiątki, nie jest to przypadek wart pominięcia.

Liczby w Małych Arkanach mają własne znaczenie, niezależne od koloru. Asy to początki i czyste możliwości. Dwójki to wybór, para, równowaga i napięcie między dwiema rzeczami. Trójki to pierwszy owoc, rozwinięcie, współpraca. Czwórki to stabilizacja, zatrzymanie, struktura. Piątki to strata, kryzys, brak, walka. Szóstki to wyrównanie, pomoc, odzyskanie równowagi. Siódemki to próba, wytrwałość, iluzja i sprawdzian. Ósemki to ruch, tempo, przemiana. Dziewiątki to kulminacja, moment tuż przed końcem. Dziesiątki to domknięcie i przejście do nowego cyklu.

Trzy Piątki w jednym rozkładzie mówią więc o człowieku, który jest w środku prawdziwego kryzysu, i to w kilku obszarach naraz - wystarczy sprawdzić kolory, by wiedzieć w których. Trzy Trójki mówią o etapie, w którym wszystko dopiero zaczyna owocować. Trzy Czwórki mówią o utknięciu.

Powtarzające się karty dworskie tej samej rangi czytaj tak samo. Trzy Królowe wskazują na sprawę, w którą wmieszanych jest kilka kobiet albo w której główną rolę gra troska i opieka. Trzy Rycerze wskazują na ruch, pośpiech i wydarzenia następujące szybko po sobie.

Przy liczeniu powtórzeń pamiętaj o proporcjach. W rozkładzie trzykartowym dwie Piątki to niewiele. W rozkładzie dziesięciokartowym trzy Piątki to sygnał wyraźny, bo prawdopodobieństwo takiego układu jest niewielkie.

Czwarte pytanie dotyczy kart dworskich, a to zagadnienie sprawia początkującym najwięcej kłopotu. Paziowie, Rycerze, Królowe i Królowie mogą bowiem oznaczać trzy zupełnie różne rzeczy.

Możliwość pierwsza: karta dworska oznacza konkretną osobę z otoczenia pytającego. Rozpoznasz to po tym, że rozkład dotyczy relacji, że karta stoi na pozycji opisującej kogoś innego, i że pytający po usłyszeniu opisu od razu mówi: "to moja teściowa". Reakcja pytającego jest tu najlepszym sprawdzianem.

Możliwość druga: karta dworska opisuje cechę samego pytającego, część jego osobowości, którą w tej sprawie uruchamia. Król Mieczy na pozycji rady nie oznacza wtedy żadnego mężczyzny - oznacza, że pytający ma w tej sprawie działać chłodno, rzeczowo i zgodnie z zasadami.

Możliwość trzecia: karta dworska opisuje sposób działania albo postawę, jaką należy przyjąć. Paź Denarów na pozycji "co robić" oznacza wtedy "ucz się, zacznij od małego, traktuj to jak praktykę".

Jak rozstrzygnąć, która z tych trzech możliwości obowiązuje? Trzy wskazówki działają nieźle. Po pierwsze, patrz na pozycję: pozycje opisujące otoczenie i wpływ innych ludzi sprzyjają odczytowi osobowemu, pozycje rady i postawy - odczytowi cechy. Po drugie, patrz na liczbę kart dworskich: jedna w rozkładzie to zwykle osoba, cztery to raczej opis różnych stron pytającego. Po trzecie, pytaj. Zdanie "czy jest w tej sprawie ktoś stanowczy, praktyczny i niecierpliwy?" kosztuje nic, a rozstrzyga sprawę natychmiast.

Piąte pytanie dotyczy tego, co dzieje się między kartami. Rozkład to nie lista, tylko układ, a karty stojące obok siebie na siebie oddziałują.

Wzmacnianie zachodzi wtedy, gdy dwie sąsiadujące karty mówią o tym samym. Ósemka Mieczy obok Diabła to dwa razy to samo: uwięzienie, ograniczenie, poczucie braku wyjścia. Gdy karty się wzmacniają, temat jest pewny i możesz o nim mówić stanowczo.

Osłabianie zachodzi wtedy, gdy sąsiadka odbiera karcie ostrość. Dziesiątka Mieczy obok Słońca wciąż mówi o bolesnym końcu, ale Słońce zapowiada, że ten koniec wyjdzie na dobre i że światło jest już widoczne. Nigdy nie interpretuj ciężkiej karty w oderwaniu od jej sąsiadek - bardzo często stojąca obok karta zupełnie zmienia wymowę.

Kontrast zachodzi, gdy dwie karty mówią rzeczy przeciwne. Czwórka Denarów, czyli trzymanie kurczowo, obok Sześciu Denarów, czyli dzielenia się, opisuje człowieka rozdartego między zachowaniem a oddawaniem. Kontrast nie jest błędem rozkładu; to opis wewnętrznego konfliktu i często najciekawsza rzecz na stole.

Kierunek spojrzenia postaci to technika, której nie znajdziesz w wielu podręcznikach, a która działa znakomicie w taliach opartych na systemie Ridera-Waite'a-Smith, bo tam prawie wszystkie karty mają postacie. Sprawdź, w którą stronę patrzy postać z każdej karty.

Postać patrząca w stronę sąsiedniej karty zwraca się ku niej: zajmuje się tym, co tamta karta opisuje. Postać odwrócona od sąsiadki odwraca się od tego tematu, unika go, nie chce go widzieć. Dwie postacie patrzące na siebie oznaczają relację, porozumienie albo konfrontację. Dwie postacie odwrócone od siebie plecami oznaczają rozejście, brak kontaktu, mijanie się.

Sprawdź też, czy większość postaci patrzy w lewo, czy w prawo. Lewa strona rozkładu wiąże się z przeszłością i z tym, co już było; prawa z przyszłością i z tym, co nadchodzi. Rozkład, w którym wszystkie postacie patrzą w lewo, opisuje człowieka zapatrzonego wstecz.

Szósta rzecz, i chyba najważniejsza dla twojego rozwoju: łączenie znaczeń z podręcznika z tym, co widzisz i czujesz sam.

Znaczenia podręcznikowe są potrzebne i nie daj sobie wmówić, że są zbędne. Dają wspólny język, chronią przed dowolnością i zawierają setki lat doświadczenia. Początkujący, który ich nie zna, nie wróży - zgaduje.

Ale one nie wystarczą. Karta ma obraz, a obraz mówi więcej niż trzy słowa klucze. Popatrz na kartę przez chwilę, zanim sięgniesz do pamięci. Co na niej widzisz? Co ta osoba robi? Jaka jest pora dnia, jaka pogoda, czy ktoś tu na kogoś patrzy, czy coś jest odwrócone tyłem? Te szczegóły bywają odpowiedzią.

Pierwsze skojarzenie ma wartość szczególną i najczęściej ginie, bo tarocista natychmiast je zagłusza podręcznikiem. Kiedy odkryjesz kartę, przez sekundę coś ci przychodzi do głowy - czyjeś imię, wspomnienie, słowo. Zapisz to, zanim zaczniesz myśleć. W dziewięciu przypadkach na dziesięć okaże się to trafniejsze niż wszystko, co powiesz później.

Sposób łączenia obu warstw, który polecam, jest taki: najpierw obraz i pierwsze skojarzenie, potem znaczenie podręcznikowe, na końcu sprawdzenie, czy jedno z drugim się zgadza. Gdy się zgadza, mów pewnie. Gdy się rozchodzi, powiedz o obu i zapytaj pytającego, które bardziej do niego trafia. Nie ma w tym słabości - jest uczciwość.

Na koniec rzecz, którą polecam najmocniej z całego tego podrozdziału, a którą prawie wszyscy pomijają: dziennik odczytów.

Prowadzi się go tak. Po każdym odczycie zapisujesz datę, pytanie w dokładnym brzmieniu, nazwę rozkładu, wyłożone karty wraz z pozycjami oraz swoją interpretację. Nie streszczenie - interpretację tak, jak ją wygłosiłeś, z wnioskami i przewidywaniami. Dwie trzecie strony wystarczy.

Zostaw pod spodem puste miejsce. To jest najważniejsza część i dlatego musi być pusta od razu, a nie dopisana w zeszycie na końcu. Za tydzień, za miesiąc albo za pół roku wrócisz do tej notatki i dopiszesz, co się naprawdę wydarzyło.

Właśnie to sprawdzanie buduje warsztat. Po pięćdziesięciu wpisach zobaczysz, które karty u ciebie zapowiadają konkretne rzeczy, gdzie regularnie przesadzasz, a gdzie regularnie łagodzisz. Dowiesz się, że twoja Wieża prawie zawsze oznacza wiadomość, a nie katastrofę, i że twoja Ósemka Kielichów niemal zawsze zapowiada wyjazd. Takich rzeczy żadna książka ci nie powie, bo są twoje.

Zapisuj też odczyty, które się nie sprawdziły, i to z tą samą starannością co trafione. Zbiór pomyłek jest w tej pracy cenniejszy niż zbiór sukcesów, bo pokazuje twoje stałe błędy. Najczęstsze to nadinterpretowanie kart ciężkich, dopasowywanie odczytu do tego, co pytający chce usłyszeć, i traktowanie własnej obawy jako wskazania kart.

Zeszyt papierowy sprawdza się tu lepiej niż plik, bo rysunek rozkładu robi się szybciej ręką. Jeżeli wolisz komputer, fotografuj rozłożone karty i wklejaj zdjęcia - odtworzenie układu z samej listy nazw jest po pół roku prawie niemożliwe.

1.2. Przygotowanie talii i przestrzeni do wróżenia

Zanim położysz pierwszą kartę, musisz mieć trzy rzeczy: talię, miejsce i siebie w odpowiednim stanie. Każda z nich wymaga trochę uwagi, a żadna nie wymaga wydatków ani rytuałów, których ktoś ci nie zaproponował za pieniądze.

Zacznijmy od talii, bo to wybór na lata. W sprzedaży jest ich dziś kilka tysięcy, ale prawie wszystkie wywodzą się z trzech systemów i różnica między nimi jest praktyczna, nie estetyczna.

System Ridera-Waite'a-Smith powstał w 1909 roku. Opracował go Arthur Edward Waite, a narysowała Pamela Colman Smith - i to jej nazwisko przez dziesięciolecia pomijano, choć wkład artystki był w tej talii co najmniej równy wkładowi autora. Cechą decydującą jest to, że wszystkie siedemdziesiąt osiem kart, łącznie z Małymi Arkanami, ma pełne sceny z postaciami. To zmienia wszystko: zamiast pamiętać, że Pięć Kielichów oznacza żal po stracie, widzisz postać w czarnym płaszczu pochyloną nad rozlanymi kielichami, która nie zauważa dwóch stojących za nią pełnych.

Dla początkującego to ogromna przewaga i dlatego radzę zacząć właśnie od tego systemu. Obraz podpowiada znaczenie nawet wtedy, gdy pamięć zawodzi, a większość dostępnej literatury i większość rozkładów w tej książce opiera się na tym właśnie porządku. Talii wzorowanych na nim są setki, w każdej możliwej stylistyce, więc wybór szaty graficznej jest tu wolny.

System Thotha stworzył Aleister Crowley wraz z malarką Friedą Harris w latach 1938-1943, a wydano go dopiero w 1969 roku. Karty są malarskie, gęste od symboli kabalistycznych, astrologicznych i alchemicznych. Małe Arkana nie mają scen - mają układy symboli koloru wraz z wpisanym słowem kluczem, na przykład "Klęska" albo "Obfitość". Talia jest znakomita i dla wielu doświadczonych tarocistów pozostaje talią główną, ale wymaga znajomości systemu, który za nią stoi. Bez tej wiedzy zostają ci gotowe słowa klucze, a to za mało.

Tarot Marsylski to system najstarszy z trzech, ukształtowany we Francji i północnych Włoszech w siedemnastym i osiemnastym wieku. Wielkie Arkana mają proste, mocne rysunki w płaskich kolorach; Małe Arkana są czysto znakowe - pięć kielichów to pięć kielichów w układzie ozdobnym, bez żadnej sceny. Odczyt opiera się tu na liczbie, kolorze i układzie kart względem siebie, a nie na obrazie. Szkoła marsylska ma dziś wielu zwolenników i uczy patrzenia na strukturę rozkładu, ale początkującemu daje bardzo mało oparcia.

Rada praktyczna przy zakupie pierwszej talii: weź do ręki i obejrzyj kilka kart przed kupnem, jeżeli sklep na to pozwala. Sprawdź trzy rzeczy. Czy rozmiar mieści się wygodnie w twojej dłoni przy tasowaniu - talie wielkoformatowe wyglądają pięknie, a tasuje się je fatalnie. Czy karty mają powłokę, która pozwala im ślizgać się po sobie. I czy obrazy ci odpowiadają, bo będziesz na nie patrzył setki razy.

Nie kupuj talii, której rysunki cię odpychają, choćby wszyscy ją chwalili. I nie zaczynaj od talii tematycznej - kotów, roślin, ulubionego serialu - bo one zwykle naginają znaczenia do tematu i uczysz się wtedy czegoś, czego potem nie przeniesiesz na inną talię.

Kiedy talia już jest, nie rozkładaj nią od razu. Poświęć jej kilka wieczorów na poznanie, a zwróci ci to stokrotnie.

Robi się to tak. Wyjmij karty i ułóż je w kolejności: najpierw Wielkie Arkana od Głupca do Świata, potem cztery kolory, każdy od Asa do Króla. Już samo to przejście przez uporządkowaną talię pokazuje ci, z czym masz do czynienia.

Potem bierz po jednej karcie dziennie albo po kilku, jak wolisz, i patrz na nią przez dwie, trzy minuty bez zaglądania do żadnej książki. Zapisz w zeszycie, co widzisz: kto jest na karcie, co robi, jakie są kolory, jaka pora dnia, co jest na pierwszym planie, a co w tle, co ta karta w tobie wywołuje. Dopiero potem przeczytaj znaczenie podręcznikowe i dopisz je niżej.

Robota jest żmudna i zajmie kilka tygodni. Jest też najlepszą inwestycją, jaką w tej dziedzinie zrobisz, bo po niej każda karta ma dla ciebie własną twarz, a nie tylko formułkę. Ludzie, którzy przez to przeszli, odczytują szybciej i pewniej od tych, którzy przeczytali dziesięć książek.

Szczególną uwagę zwróć na karty, które budzą w tobie silny opór albo znudzenie. To właśnie one będą sprawiały kłopot przy odczytach, bo przy nich odruchowo przyspieszysz i powiesz cokolwiek. Wypisz je osobno i wróć do nich po miesiącu.

Kolejna sprawa to oczyszczanie talii. Podchodzę do niej praktycznie: jest pożyteczne, nie jest konieczne, a przesadzanie z nim bywa formą odwlekania pracy.

Sposobów jest kilka. Dym: przeciągasz talię kilka razy przez dym z palonej szałwii, jałowca albo kadzidła. Sól: kładziesz zamkniętą talię obok miseczki soli na noc, przy czym soli nigdy nie sypiesz bezpośrednio na karty, bo niszczy powłokę. Dźwięk: uderzasz w misę albo dzwonek nad rozłożoną talią. Światło: zostawiasz karty na parapecie przy świetle Księżyca, w miejscu, gdzie nie zmoczy ich rosa.

Sposób, który uważam za najskuteczniejszy i najmniej zabobonny, to ułożenie kart w kolejności. Bierzesz potasowaną talię, rozkładasz ją i ustawiasz od Głupca do Króla Denarów, wszystkie prosto. Przechodzisz przez każdą kartę ręką, przywracasz porządek wyjściowy i masz talię, która zaczyna od zera. Zajmuje to dziesięć minut i działa również na twoją głowę, co w tej pracy nie jest bez znaczenia.

Kiedy warto oczyszczać? Po odczycie wyjątkowo ciężkim, po którym sam czujesz się nieswojo. Po tym, jak ktoś obcy dotykał twojej talii. Po dłuższej przerwie w pracy. Po przeprowadzce. I wtedy, gdy przez kilka odczytów z rzędu karty wydają ci się głuche - co zwykle oznacza, że to ty potrzebujesz przerwy, ale rytuał z talią pomaga to zauważyć.

Przechowywanie kart to sprawa czysto praktyczna, choć obrosła w tradycje. Karty niszczą trzy rzeczy: wilgoć, światło słoneczne i tarcie o twarde przedmioty.

Tekturowe pudełko fabryczne chroni dobrze, ale rozpada się po kilkuset otwarciach. Woreczek z tkaniny, najlepiej bawełnianej albo jedwabnej, chroni przed światłem i kurzem i jest wygodny w noszeniu; wadą jest to, że karty w środku ocierają się o siebie przy transporcie. Drewniane albo metalowe pudełko chroni najlepiej i jest rozwiązaniem, które polecam, jeżeli talia ma ci służyć latami.

Tradycja każe owijać karty jedwabiem i wiele osób to robi. Jedwab jest gładki, nie pyli i nie ściera farby, więc uzasadnienie praktyczne tu jest, niezależnie od tego, jakie znaczenie mu się przypisuje.

Czego unikać: gumek recepturek, które odciskają się na krawędziach, plastikowych woreczków, w których zbiera się wilgoć, oraz parapetów i okolic kaloryferów. I nie trzymaj talii w kieszeni kurtki - po miesiącu poznasz po rogach.

Tkanina do rozkładania kart to element, który wygląda na ozdobny, a ma bardzo konkretne zadania. Chroni karty przed brudem i wilgocią stołu, a przede wszystkim ułatwia ich podnoszenie: karta leżąca na gładkim blacie przykleja się do niego, a leżąca na tkaninie daje się podważyć paznokciem bez zginania rogu.

Dobierz ją rozsądnie. Rozmiar co najmniej siedemdziesiąt na siedemdziesiąt centymetrów, bo Krzyż Celtycki i większe rozkłady zajmują sporo miejsca. Kolor jednolity i ciemny, bo na wzorzystej tkaninie karty giną i trudniej ocenić ich kolorystykę. Materiał niepoślizgowy - atłas wygląda pięknie, ale karty po nim jeżdżą. Bawełna, len albo aksamit sprawdzają się najlepiej.

Praktyczna zaleta dodatkowa: tkanina wyznacza granicę pracy. Rozłożyłeś ją - zaczynasz; zwinąłeś - skończyłeś. Głowa reaguje na taki sygnał lepiej, niż mogłoby się wydawać.

Miejsce do odczytu wymaga mniej, niż mówią poradniki, ale kilku rzeczy jednak wymaga.

Potrzebujesz stołu dość dużego, żeby zmieścił się na nim rozkład dziesięciokartowy z zapasem, oraz krzesła, na którym wytrzymasz czterdzieści minut bez wiercenia się. Blat powinien być stabilny; chwiejny stolik przy wykładaniu kart potrafi doprowadzić do szału.

Światło ma być równomierne i dość mocne, żeby widzieć szczegóły rysunku, ale nie rzucać ci cienia na karty. Najlepsze jest światło z boku albo z góry, nie zza pleców. Jeżeli pracujesz wieczorami, sprawdź, czy twoja lampa nie zmienia kolorów - przy ciepłym świetle o niskiej mocy błękity na kartach robią się szare i sporo szczegółów znika.

Porządek na stole ma znaczenie praktyczne: kubek z herbatą obok rozłożonego Krzyża Celtyckiego to wypadek, który prędzej czy później nastąpi. Uprzątnij blat do czysta przed rozłożeniem tkaniny.

Rozpraszacze wyłącz, i to naprawdę, a nie tylko wycisz. Telefon leżący ekranem do góry również przerywa odczyt, nie tylko dzwoniący. Telewizor, radio i cudza rozmowa w tle odbierają ci tę część uwagi, której w tej pracy potrzebujesz najbardziej. Jeśli mieszkasz z innymi, umów się z nimi, że przez pół godziny nie wchodzą do pokoju.

Muzyka jest sprawą osobistą. Jednym pomaga, drugim przeszkadza. Jeżeli ją włączasz, niech będzie bez słów, bo tekst piosenki zaczyna wchodzić w interpretację i trudno potem odróżnić, co powiedziały karty, a co refren.

Przedmioty pomocnicze - świeca, kryształy, kadzidło - są opcjonalne i chcę to powiedzieć wyraźnie, bo początkujący często odkładają pierwszy odczyt, dopóki nie skompletują wyposażenia.

Nie potrzebujesz niczego oprócz talii. Karty działają tak samo przy zapalonej świecy i przy zgaszonej. Cała reszta służy tobie, nie kartom, i na tym polega jej wartość.

Bo wartość jest rzeczywista. Zapalenie świecy przed odczytem jest sygnałem dla twojej głowy, że zaczyna się coś innego niż przed chwilą, a zdmuchnięcie jej - że to się skończyło. Zapach kadzidła po kilkudziesięciu odczytach zaczyna sam wywoływać skupienie. Kryształ trzymany w dłoni daje rękom zajęcie i pomaga wyciszyć się szybciej. To mechanizm przyzwyczajenia i działa niezależnie od tego, co kto sądzi o właściwościach minerałów.

Dlatego rada brzmi: jeżeli te rzeczy ci pomagają, używaj ich; jeżeli ci przeszkadzają albo czujesz się z nimi niezręcznie, nie używaj. Nie kupuj wyposażenia, zanim nie zrobisz pięćdziesięciu odczytów - wtedy sam będziesz wiedział, czego naprawdę potrzebujesz.

Uwaga bezpieczeństwa, bo trzeba: nigdy nie zostawiaj palącej się świecy obok tkaniny i kart, a kadzidło stawiaj na naczyniu, nie na blacie.

Ostatnia rzecz przygotowania, i najważniejsza: przygotowanie siebie.

Odczyt wymaga dwóch rzeczy naraz: skupienia i otwartości. Skupienie pozwala pamiętać o pytaniu i o pozycjach; otwartość pozwala zauważyć to, czego się nie spodziewałeś. Gdy jesteś rozbiegany, tracisz pierwsze; gdy jesteś napięty, tracisz drugie.

Wyciszenie nie musi być długie. Usiądź, połóż dłonie na talii i weź pięć spokojnych oddechów, licząc na cztery przy wdechu i na sześć przy wydechu. Wydech dłuższy od wdechu uspokaja ciało i jest to fizjologia, nie ezoteryka. Potem powiedz w myślach, o co chcesz zapytać. To wszystko - całość trwa minutę.

Jeżeli lubisz dłuższe przygotowanie, przejrzyj przed odczytem talię w kolejności albo posiedź chwilę przy zapalonej świecy. Jeżeli nie lubisz, nie rób. Minuta oddechów wystarczy w zupełności.

Teraz sprawa, którą mówię stanowczo: nie wróż w silnych emocjach ani w wielkim zmęczeniu.

Gdy jesteś wściekły, zakochany, przerażony albo zrozpaczony, nie odczytasz kart - odczytasz własny stan i przypiszesz go kartom. Każda karta ciężka potwierdzi twój lęk, każda dobra da ci złudną nadzieję. Po dwóch dniach spojrzysz na tamten rozkład i nie będziesz rozumiał, jak mogłeś tak go przeczytać.

Podobnie ze zmęczeniem. Po szesnastu godzinach na nogach głowa idzie na skróty i sięga po pierwsze znaczenie z brzegu. Odczyt zrobiony o drugiej w nocy, przy piątej kawie, nie jest wart papieru, na którym go zapisałeś.

Co zrobić zamiast tego? Odłóż. Napij się wody, wyjdź na spacer, prześpij się. Sprawa, która wydaje się pilna o północy, o dziewiątej rano bywa zupełnie innej wagi. A gdy naprawdę potrzebujesz oparcia w trudnej chwili, wyciągnij jedną kartę na uspokojenie i nie rób z niej prognozy.

To samo dotyczy odczytów dla innych: nie siadaj do pracy z kimś, na kogo jesteś zły, i nie wróż osobie, która przyszła w stanie ostrego kryzysu, dopóki się nie uspokoi. Najpierw rozmowa i herbata, karty potem albo wcale.

Na koniec pytanie, które zadaje mi prawie każdy początkujący: czy trzeba mieć osobną talię do odczytów dla siebie i osobną dla innych?

Nie trzeba. Można całe życie pracować jedną i wielu bardzo dobrych tarocistów tak robi. Są jednak argumenty za rozdzieleniem i warto je znać.

Argument pierwszy jest praktyczny: talia używana do odczytów dla innych zużywa się znacznie szybciej, bo dotykają jej dziesiątki rąk o różnej czystości i różnej delikatności. Osobna talia "do pracy" chroni tę, którą lubisz najbardziej.

Argument drugi dotyczy pamięci. Kiedy pracujesz jedną talią dla siebie i dla innych, zaczynasz kojarzyć konkretne karty z konkretnymi ludźmi i sprawami. Wyciągasz Wieżę i przypomina ci się zeszłotygodniowa klientka, a nie twoje własne pytanie. Rozdzielenie talii rozdziela też te skojarzenia.

Argument trzeci dotyczy granicy. Praca dla innych bywa obciążająca, a talia, która służy wyłącznie do niej, daje się schować do szuflady razem z tą pracą. Talia osobista zostaje twoja i wolna od cudzych spraw.

Argument przeciw jest jeden, ale mocny: dwie talie oznaczają dwa zestawy skojarzeń i dwa razy dłuższe docieranie. Jeżeli dopiero zaczynasz, pracuj jedną talią i poznaj ją do końca. Rozdzielenie ma sens dopiero wtedy, gdy zaczynasz odczytywać dla innych regularnie, a nie od czasu do czasu.

1.3. Tasowanie, przekładanie i wybór kart

Tasowanie wygląda na czynność techniczną, którą wystarczy wykonać byle jak, żeby karty się wymieszały. W praktyce to moment, w którym odczyt naprawdę się zaczyna, a sposób, w jaki go przeprowadzisz, wpływa i na wynik, i na to, jak długo twoja talia przeżyje.

Zacznijmy od technik, bo tu początkujący popełniają najwięcej szkód.

Tasowanie ręczne przez przekładanie, czyli branie talii do jednej dłoni i przerzucanie z niej pakietów do drugiej, jest sposobem najłagodniejszym dla kart. Nic się nie zgina, nic nie ociera o krawędzie, a mieszanie jest zupełnie wystarczające, jeśli powtórzysz ruch kilkanaście razy. To technika, którą polecam wszystkim, a zwłaszcza posiadaczom talii wielkoformatowych i drogich.

Tasowanie kaskadowe, znane z gry w karty - dzielisz talię na dwie części, zazębiasz je kciukami i puszczasz tak, że karty wpadają jedna między drugą - miesza najskuteczniej i najszybciej. Ma jednak wadę zasadniczą: zagina karty w łuk i ściera farbę na krawędziach. Talia tasowana w ten sposób codziennie traci wygląd po roku, a po dwóch zaczyna się rozwarstwiać. Jeśli nie umiesz sobie tego odmówić, rób to bez efektownego "mostku" na końcu, bo właśnie on niszczy karty najbardziej.

Mieszanie kart rozłożonych na stole polega na wysypaniu całej talii na tkaninę odkrytą stroną do dołu i mieszaniu jej dłońmi ruchem okrężnym po całej powierzchni. Jest to technika najstarsza i najbezpieczniejsza dla kart - nic się nie zgina, nic nie ociera. Miesza bardzo dokładnie i przy okazji naturalnie obraca część kart, co ma znaczenie, jeśli pracujesz z kartami odwróconymi. Wady są dwie: zajmuje dużo miejsca i trwa dłużej.

Moja rada praktyczna: używaj mieszania na stole wtedy, gdy masz miejsce i czas, oraz tasowania ręcznego przez przekładanie w pozostałych przypadkach. Kaskadę zostaw do gry w tysiąca.

Ile tasować? Pytanie, na które podręczniki odpowiadają mętnie, a odpowiedź da się podzielić na dwie części.

Część techniczna jest policzalna. Żeby talia siedemdziesięciu ośmiu kart była rzeczywiście wymieszana, potrzeba około siedmiu dokładnych tasowań kaskadowych albo kilkunastu tasowań przez przekładanie. Mniej znaczy, że fragmenty poprzedniego układu przetrwały - i jeśli poprzedni odczyt zostawił obok siebie trzy Miecze, jest spora szansa, że wyjdą razem znowu.

Część praktyczna jest odczuwalna. Tasuj, dopóki nie poczujesz, że można przestać. Brzmi to nieprecyzyjnie, ale po kilkudziesięciu odczytach będziesz wiedział dokładnie, o co chodzi: w pewnym momencie ruch przestaje być mechaniczny i pojawia się zatrzymanie - ręce zwalniają, myśl o pytaniu staje się wyraźna, karty zaczynają się kleić albo przeciwnie, przestają.

Sygnały, po których poznasz, że pora skończyć: karta wypada z talii, ręce same się zatrzymują, przestajesz myśleć o liczeniu ruchów. Jeżeli żaden z nich nie przychodzi, licz do dwudziestu i kończ. Tasowanie przez pięć minut nie daje lepszego odczytu - daje tylko zmęczone ręce i rozproszoną głowę.

Zasada odwrotna też obowiązuje: nie skracaj. Trzy machnięcia talią to za mało i podświadomie o tym wiesz, co odbiera ci pewność przy interpretacji.

Kto powinien tasować, gdy odczytujesz dla kogoś innego? To pytanie dzieli tarocistów i ma kilka sensownych odpowiedzi.

Rozwiązanie pierwsze: tasuje pytający. Uzasadnienie brzmi, że to jego sprawa i jego pytanie, więc jego ręce powinny wprowadzić je do talii. Przekazujesz karty, prosisz, by tasował, myśląc o swoim pytaniu, i czekasz, aż sam przestanie. To rozwiązanie najczęstsze i najbardziej angażujące pytającego, co samo w sobie ma wartość - człowiek, który dotknął kart, inaczej słucha odczytu.

Rozwiązanie drugie: tasuje tarocista. Uzasadnienie brzmi, że to ty prowadzisz odczyt i to twoja uwaga ma być w kartach. Stosuje się je zwłaszcza przy odczytach na odległość, przy pytających, którzy z jakiegoś powodu nie mogą albo nie chcą dotykać kart, oraz wtedy, gdy talia jest delikatna i wolisz nie powierzać jej obcym rękom.

Rozwiązanie trzecie, pośrednie i chyba najlepsze: tasujesz ty, a pytający przekłada. Ty mieszasz talię, potem podajesz ją i prosisz o przełożenie. Karty mają wtedy kontakt z obiema stronami, a ryzyko uszkodzenia jest niewielkie.

Rozwiązanie czwarte, przy odczytach zdalnych: pytający tasuje we własnym wyobrażeniu, a ty fizycznie, i mówi "stop", kiedy uzna. Wielu tarocistów pracujących przez telefon czy wideo stosuje właśnie to i jest z niego zadowolonych.

Uwaga praktyczna niezależna od wyboru: jeżeli oddajesz talię w cudze ręce, pokaż, jak tasować. Wielu ludzi odruchowo zaczyna tasować kaskadą i w trzy sekundy zagnie ci pół talii. Wystarczy powiedzieć: "proszę mieszać spokojnie, przekładając z ręki do ręki".

Przekładanie talii na stosy jest krokiem osobnym i w tradycji obrosło szczegółowymi regułami.

Najczęstsza wersja wygląda tak: po tasowaniu kładziesz talię odkrytą stroną do dołu, a pytający dzieli ją lewą ręką na trzy stosy, kładąc je obok siebie. Potem składasz je z powrotem w jedną talię, również lewą ręką, w kolejności, którą ustaliłeś wcześniej.

Lewa ręka bierze się z tradycji, która wiązała ją ze stroną odbierającą i mniej kontrolowaną przez świadomy zamiar. U osób leworęcznych logika ta odwraca się i wtedy stosuje się prawą. Uzasadnienie nie jest rozstrzygalne, ale reguła ma jedną zaletę niewątpliwą: lewa ręka u praworęcznego człowieka działa mniej wprawnie, więc podział wypada mniej zamierzony.

Liczba trzy również pochodzi z tradycji i wiąże się z trójpodziałem czasu albo trzema poziomami sprawy. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby stosów było dwa albo pięć, jeśli tak wolisz. Ważne, żebyś robił to zawsze tak samo.

Sposoby ponownego złożenia. Najprostszy: składasz stosy w odwrotnej kolejności, niż je rozdzieliłeś - ten, który był na dole, idzie na wierzch. Drugi: pytający sam wskazuje, który stos ma być na górze, co daje mu jeszcze jeden moment wyboru. Trzeci, stosowany przez część tarocistów: każdy z trzech stosów zostaje na miejscu, a wierzchnie karty z każdego z nich stają się pierwszymi trzema kartami rozkładu.

Cokolwiek wybierzesz, ustal to raz i trzymaj się tego. Zmienianie reguł w trakcie odczytu, żeby uzyskać inny wynik, jest jedną z tych rzeczy, które podkopują zaufanie do własnej pracy.

Teraz wybór kart, bo tu są dwie szkoły i obie mają swoje argumenty.

Dobieranie z wierzchu talii to metoda podstawowa. Po tasowaniu i przełożeniu zdejmujesz karty po kolei z góry i kładziesz na wyznaczonych miejscach. Zaleta: prostota, szybkość i to, że przypadek jest tu czysty - nie ma miejsca na nieświadome kierowanie ręką. Wada: dla pytającego jest to bierne, bo tylko patrzy.

Wybór z rozłożonego wachlarza polega na rozłożeniu całej talii odkrytą stroną do dołu w łuk i wyciągnięciu z niego tylu kart, ile potrzeba. Robi to pytający albo ty. Zaleta: pytający uczestniczy, a wielu ludzi bardzo silnie odczuwa moment, w którym ręka zatrzymuje się nad konkretną kartą. Wada: wachlarz wymaga sporo miejsca, karty łatwiej przy tym uszkodzić, a przy talii nowej i śliskiej rozłożenie równego łuku bywa udręką.

Trzecia metoda, pośrednia: rozkładasz talię w wachlarz, ale wybierasz sam, prowadząc dłoń nad kartami i zatrzymując ją tam, gdzie poczujesz zatrzymanie. Przy odczytach dla siebie sprawdza się dobrze.

Którą wybrać? Przy rozkładach krótkich i codziennych - wachlarz, bo daje więcej uczestnictwa i nie zajmuje wiele czasu. Przy rozkładach dużych, na dziesięć i więcej kart - dobieranie z wierzchu, bo wyciąganie dwunastu kart z wachlarza trwa wieczność i rozprasza.

Karty, które wypadają z talii podczas tasowania, to zjawisko, o które pyta każdy początkujący.

Stanowisko pierwsze, i moje: kartę wypadającą traktuj jako sygnał i odłóż ją na bok jako komentarz do całego odczytu. Nie wchodzi do rozkładu, nie zajmuje pozycji, ale czytasz ją na końcu jako dodatkową uwagę - coś, co chciało być powiedziane niezależnie od pytania. Jeżeli wypadną trzy albo cztery karty naraz, potraktuj to jako znak, że tasowałeś niedbale, i po prostu włóż je z powrotem.

Stanowisko drugie: karta wypadająca staje się pierwszą kartą rozkładu albo jego sygnifikatorem. Też sensowne, jeśli stosujesz je konsekwentnie.

Stanowisko trzecie: karta wypadająca to karta wypadająca, wkładasz ją z powrotem i tasujesz dalej. Zwolennicy tego podejścia zwracają uwagę, że karty wypadają najczęściej wtedy, gdy talia jest nowa i śliska albo gdy tasujący jest niewprawny, a to nie wymaga żadnej interpretacji.

Wybierz jedno z tych stanowisk i trzymaj się go. Najgorszym rozwiązaniem jest uznawanie wypadającej karty za znaczącą wtedy, gdy pasuje, i za przypadek wtedy, gdy nie pasuje.

Kolejność wykładania kart wynika ze schematu rozkładu i nie podlega improwizacji. Każdy rozkład w tej książce ma podaną numerację pozycji - trzymaj się jej.

Powód nie jest ceremonialny. Pozycje w dobrze zbudowanym rozkładzie tworzą ciąg, w którym jedna wynika z drugiej: najpierw sytuacja, potem przeszkoda, potem rada, na końcu wynik. Wykładanie w tej kolejności buduje narrację już na poziomie ruchu ręki, a zamiana miejscami psuje logikę całości.

Praktycznie oznacza to, że schemat rozkładu musisz znać, zanim zaczniesz wykładać. Przy rozkładach nowych rysuj sobie wcześniej szkic na kartce i miej go obok - nie ma nic gorszego niż orientacja w połowie wykładania, że pomyliłeś pozycję piątą z szóstą.

Osobna decyzja: odkrywać karty pojedynczo czy wszystkie naraz?

Odkrywanie pojedyncze polega na tym, że odsłaniasz kartę, mówisz o niej, dopiero potem odsłaniasz następną. Zaleta: odczyt ma napięcie i rytm, pytający jest wciągnięty, a ty nie sugerujesz się z góry całością. Wada zasadnicza: nie widzisz kontekstu, więc pierwsza karta zostaje zinterpretowana bez wiedzy o pozostałych, a to bardzo często prowadzi do konieczności wycofywania się z tego, co się powiedziało.

Odkrywanie wszystkich naraz polega na odsłonięciu całego rozkładu i dopiero potem rozpoczęciu interpretacji. Zaleta: widzisz proporcję Arkanów, dominację kolorów, powtórzenia liczb i wzajemne relacje kart, zanim powiesz pierwsze słowo. Wada: pytający dostaje przed oczy wszystkie karty naraz i jeśli wśród nich jest Śmierć albo Wieża, przez najbliższe dwie minuty będzie patrzył tylko na nią i nie usłyszy niczego innego.

Rozwiązanie, które stosuję i które polecam: odkrywam wszystkie naraz, przez chwilę patrzę w milczeniu na całość, a potem mówię i pokazuję palcem kartę, o której właśnie mówię. Jeżeli w rozkładzie jest karta budząca lęk, zaczynam od zdania, które odbiera jej grozę, zanim ktokolwiek zdąży zapytać.

Przy odczytach dla osób bardzo zdenerwowanych warto zrobić odwrotnie i odkrywać pojedynczo, bo wtedy nikt nie ogląda całego rozkładu naraz i emocje rozkładają się równomiernie.

Na koniec sprawa, o którą nikt nie pyta, a która ma znaczenie: zbieranie kart po odczycie.

Zbieraj je w ustalonej kolejności, najlepiej odwrotnej do wykładania, i rób to spokojnie. Ten ruch zamyka odczyt tak samo, jak tasowanie go otwierało, i po jakimś czasie zaczyna działać jako sygnał końca - dla ciebie i dla pytającego.

Jeżeli pracujesz z kartami odwróconymi, zdecyduj, czy przy zbieraniu przywracasz wszystkim pozycję prostą, czy zostawiasz je tak, jak leżały. Obie metody są dopuszczalne; pierwsza daje czystszy start, druga oszczędza pracy.

Kiedy przetasować przed kolejnym pytaniem? Reguła jest prosta: zawsze, gdy zmienia się pytanie, i zawsze, gdy zmienia się pytający. Nowe pytanie na kartach z poprzedniego rozkładu daje odpowiedź na poprzednie pytanie.

Wyjątkiem są karty dobierane w ramach tego samego odczytu. Gdy rozkład jest niejasny i chcesz wyciągnąć jedną kartę wyjaśniającą, bierzesz ją z tej samej, nieprzetasowanej talii - bo to wciąż ta sama rozmowa. Tak samo przy rozkładach wielostopniowych, gdzie druga część wynika z pierwszej.

Między kolejnymi odczytami dla różnych osób tasuj zawsze i dłużej niż zwykle. Jeżeli pracujesz jednego dnia z kilkoma osobami, warto między nimi przejść talię w kolejności albo choćby przełożyć ją kilka razy na stosy - dla porządku w kartach i w twojej głowie.

1.4. Pozycje w rozkładzie - mapa znaczeń

Karta położona na stole bez wyznaczonego miejsca mówi o wszystkim i o niczym. Ta sama karta położona na miejscu oznaczonym "przeszkoda" mówi już o czymś bardzo konkretnym. Ta różnica to cała tajemnica rozkładów.

Pozycja to wyznaczone z góry miejsce w układzie kart, któremu przypisałeś określone pytanie. "Co się dzieje teraz". "Czego pytający nie widzi". "Co robić". Karta, która tam trafi, odpowiada właśnie na to pytanie i na żadne inne.

Zwróć uwagę na trzy słowa: "z góry". Pozycję ustalasz przed wyłożeniem kart, nigdy po. Tarocista, który patrzy na wyłożone karty i dopiero wtedy decyduje, która z nich będzie radą, a która przeszkodą, nie odczytuje rozkładu - dopasowuje go do tego, co chciałby powiedzieć. To najczęstszy sposób, w jaki oszukuje się samego siebie w tej pracy.

Mechanizm działania pozycji jest prosty: zawęża. Karta ma kilkanaście możliwych znaczeń, pozycja odcina większość z nich i zostawia to jedno, które pasuje do zadanego pytania. Im precyzyjniej sformułujesz pozycję, tym mniej dowolności zostaje w odczycie.

Dlatego dobrze zbudowany rozkład to taki, w którym każda pozycja odpowiada na inne pytanie i w którym żadne dwie pozycje nie pytają o to samo dwoma słowami. Zobaczysz w tej książce trzysta rozkładów i przy każdym warto sprawdzić, czy jego pozycje rzeczywiście się nie powielają.

Typów pozycji jest właściwie kilkanaście i z nich buduje się wszystko. Warto je znać z nazwy, bo wracają w każdym rozkładzie.

Sytuacja obecna to pozycja opisująca stan rzeczy w chwili odczytu - co naprawdę się dzieje, niezależnie od tego, jak pytający to przeżywa. Karta na tej pozycji nie ocenia i nie doradza; ona informuje. Bywa, że jest to najbardziej wartościowa pozycja w całym rozkładzie, bo ludzie przychodzą z pytaniem o przyszłość, a nie wiedzą, w jakim punkcie właściwie są.

Przeszkoda to pozycja wskazująca, co blokuje sprawę. Uwaga metodyczna: przeszkoda najczęściej leży w pytającym, a nie w świecie. Karta na tej pozycji zwykle opisuje nawyk, lęk albo przekonanie, nie zaś wrogiego szefa. Jeżeli wychodzi tam karta dworska, sprawdź szczególnie uważnie, czy to na pewno ktoś z zewnątrz.

Rada to pozycja mówiąca, co robić. Jest to pozycja, przy której najłatwiej o pomyłkę, bo karty ciężkie w pozycji rady brzmią absurdalnie, dopóki nie nauczysz się ich czytać czynnie. O tym za chwilę, bo to zagadnienie zasługuje na osobny przykład.

Wpływ otoczenia to pozycja opisująca, co przychodzi z zewnątrz: co robią inni ludzie, jakie są okoliczności, czego pytający nie kontroluje. Odczytuj ją zawsze jako coś, co się dzieje niezależnie od woli pytającego.

Ukryty czynnik to pozycja opisująca to, czego pytający nie widzi albo nie chce widzieć. Bywa najcenniejsza w całym rozkładzie i najtrudniejsza do przekazania, bo z definicji mówi o czymś, czemu pytający zaprzeczy. Mów o niej ostrożnie i w formie pytania: "czy możliwe, że w tej sprawie chodzi również o...".

Możliwy rezultat to pozycja opisująca, dokąd sprawa zmierza, jeżeli nic się nie zmieni. Podkreślam obie części tego zdania: zmierza i jeżeli nic się nie zmieni. Karta na tej pozycji nie jest wyrokiem, tylko przedłużeniem obecnego kierunku. Cały sens rozkładu polega na tym, że po jego przeczytaniu pytający może ten kierunek zmienić.

Poza tymi sześcioma spotkasz jeszcze: przeszłość, przyszłość, nadzieje i obawy, to, co pomaga, to, czego się unika, postawę pytającego, postawę drugiej osoby, lekcję do wyciągnięcia oraz podsumowanie całości.

Teraz przykład, który pokazuje, jak mocno pozycja zmienia kartę. Weźmy Ósemkę Kielichów - postać odchodzącą nocą od ułożonych kielichów, w górę, ku wzgórzom, nie oglądając się za siebie. Znaczenie podstawowe: odejście od czegoś, co już nie wystarcza, poszukiwanie czegoś głębszego, świadoma rezygnacja.

Na pozycji przeszkody Ósemka Kielichów mówi: przeszkodą jest to, że pytający odchodzi. Wycofuje się zbyt wcześnie, rezygnuje wtedy, gdy sprawa wymaga jeszcze trochę wytrwałości, ucieka od rozmowy zamiast ją odbyć. Tym, co blokuje sprawę, jest jego skłonność do zostawiania rzeczy niedokończonych.

Na pozycji rady ta sama karta mówi coś przeciwnego: odejdź. Zostaw to, przestań się szarpać, uznaj, że ten etap się skończył, i idź dalej, nie oglądając się. Karta, która przed chwilą była zarzutem, teraz jest zaleceniem.

Na pozycji możliwego rezultatu Ósemka Kielichów mówi: to się skończy odejściem. Sprawa, o którą pytasz, zmierza do tego, że ktoś stąd wyjdzie - ty albo druga strona - i że nastąpi to raczej spokojnie niż z hukiem, bo na tej karcie nie ma wojny, jest zmierzch i decyzja.

Trzy zupełnie różne zdania z jednego obrazka. I to właśnie dlatego nie można czytać rozkładu jako listy kart, a trzeba czytać go jako zestaw odpowiedzi na wcześniej zadane pytania.

Ćwiczenie, które polecam na tym etapie: weź dowolną kartę i przeczytaj ją kolejno na sześciu podstawowych pozycjach, zapisując po jednym zdaniu. Zrób tak z dziesięcioma kartami, a nauczysz się więcej niż z przeczytania trzech podręczników.

Sygnifikator to osobne zagadnienie i warto je rozumieć, bo w starszych rozkładach pojawia się stale, a w nowszych prawie zniknął.

Sygnifikator to karta wybrana świadomie, a nie wylosowana, która w rozkładzie reprezentuje pytającego albo sprawę. Kładzie się ją na stole przed wyłożeniem pozostałych, jako punkt odniesienia.

Sposobów wyboru jest kilka. Najstarszy opiera się na karcie dworskiej dobranej według wyglądu i wieku pytającego: Króla dla dojrzałego mężczyzny, Królowej dla dojrzałej kobiety, Rycerza dla osoby młodej i aktywnej, Pazia dla dziecka albo dla kogoś, kto w danej sprawie dopiero się uczy. Kolor dobiera się wtedy według karnacji i usposobienia: Buławy dla osób rudych i porywczych, Kielichy dla jasnych i wrażliwych, Miecze dla ciemnych i rzeczowych, Denary dla śniadych i praktycznych. Powiem wprost, że ta metoda pochodzi z dziewiętnastowiecznych zwyczajów i dziś wypada dość niezręcznie, więc rzadko ją stosuję.

Metoda druga, znacznie lepsza: dobierasz kartę dworską według usposobienia i sposobu działania pytającego, pomijając wygląd. Osoba stanowcza i chłodno myśląca dostaje Króla albo Królową Mieczy niezależnie od tego, jak wygląda i ile ma lat.

Metoda trzecia: sygnifikatorem jest karta opisująca sprawę, nie osobę. Przy pytaniu o pieniądze Denary, przy pytaniu o związek Dwójka Kielichów albo Kochankowie, przy pytaniu o podróż Ósemka Buław.

Metoda czwarta, najprostsza i moim zdaniem najlepsza: pytający sam wybiera z odkrytej talii kartę, w której się rozpoznaje. Zajmuje to dwie minuty i mówi ci o nim więcej niż cała tabela karnacji.

Gdzie kłaść sygnifikator? W Krzyżu Celtyckim leży pod pierwszą kartą rozkładu. W rozkładach liniowych kładzie się go na początku linii albo z boku. W rozkładach kolistych - w środku. Najważniejsza zasada: sygnifikator wyjmujesz z talii przed tasowaniem, więc nie może się potem wylosować. Alternatywnie zostawiasz go w talii i wtedy nie kładziesz go osobno, tylko sprawdzasz, czy i gdzie wyszedł sam - co bywa bardzo wymowne.

Czy sygnifikator jest potrzebny? Nie zawsze. W rozkładach krótkich zabiera miejsce i nic nie wnosi. W rozkładach dużych i w odczytach dla obcych osób pomaga, bo daje punkt, wokół którego układa się reszta, i bo pozwala zobaczyć, w którą stronę pytający jest na rozkładzie zwrócony.

Kolejna sprawa, o której podręczniki milczą, a która daje sporo: układ przestrzenny kart mówi sam z siebie, niezależnie od przypisanych pozycji.

Środek rozkładu to miejsce najważniejsze. Karta leżąca w środku jest sercem sprawy, a wszystko inne krąży wokół niej. Gdy patrzysz na nowy rozkład po raz pierwszy, zacznij od środka i sprawdź, co tam wypadło.

Oś pozioma to czas i ruch. Lewa strona wiąże się z przeszłością, z tym, co już było, z tym, od czego pytający odchodzi. Prawa z przyszłością i z tym, ku czemu zmierza. Dlatego postacie na kartach patrzące w lewo oglądają się wstecz, a patrzące w prawo idą naprzód.

Oś pionowa to świadomość i głębokość. Góra to to, co jawne, przemyślane, widoczne dla innych, cele i zamiary. Dół to to, co ukryte, podświadome, korzenie sprawy, jej fundament albo jej niewygodna podstawa. Karta na samej górze rozkładu i karta na samym dole często tworzą parę wartą osobnego spojrzenia.

Karta położona w poprzek innej to układ znany przede wszystkim z Krzyża Celtyckiego, gdzie druga karta leży na pierwszej pod kątem prostym. Poprzeczne ułożenie zawsze oznacza przecinanie: coś, co krzyżuje sprawę, wchodzi jej w drogę albo ją modyfikuje. Uwaga ważna: karta w poprzek nie musi być zła. Gdy pierwsza karta opisuje sytuację ciężką, a poprzeczna jest łagodna, to właśnie ona przecina trudność i przynosi ulgę.

Kolejność interpretacji to pytanie, na które istnieją dwie sensowne odpowiedzi i warto umieć obie.

Czytanie według numeracji pozycji polega na przejściu po kolei od pierwszej pozycji do ostatniej i powiedzeniu o każdej z nich. Zaleta: porządek, niczego nie pominiesz, a pytający łatwo nadąża. Wada: rozkład rozpada się na listę zdań i łatwo przegapić to, co widać dopiero z całości.

Czytanie od ogólnego przeglądu polega na tym, że najpierw patrzysz na wszystko naraz - proporcję Arkanów, kolory, powtórzenia liczb, kierunki spojrzeń, ogólny nastrój - mówisz o tym kilka zdań, a dopiero potem schodzisz do pojedynczych pozycji. Zaleta: odczyt ma tezę i pozycje układają się w jej uzasadnienie. Wada: wymaga wprawy i pewności, bo trzeba postawić diagnozę, zanim się cokolwiek szczegółowo przeczytało.

Sposób, który polecam i który łączy oba: przegląd ogólny na trzy, cztery zdania, potem kolejność według numeracji, a na końcu powrót do całości i jedno zdanie domykające. Zajmuje to nie więcej czasu niż sama lista, a odczyt brzmi zupełnie inaczej.

Wyjątek od kolejności: gdy w rozkładzie leży karta, która oczywiście bije wszystkie pozostałe - Wieża w środku, Śmierć na pozycji rezultatu - powiedz o niej wcześnie. Pytający i tak na nią patrzy, a każde zdanie wygłoszone przed jej wyjaśnieniem przepada.

Zapamiętywanie pozycji w nowych rozkładach jest problemem czysto praktycznym i ma trzy rozwiązania.

Szkic to najprostsze. Zanim zaczniesz wykładać, narysuj na kartce układ: prostokąty w miejscach kart, w każdym numer i jedno słowo opisujące pozycję. Kartkę połóż obok tkaniny. Nie ma w tym nic wstydliwego, a zapobiega wykładaniu kart w złych miejscach.

Ściąga to szkic zrobiony na stałe. Zrób sobie zeszyt formatu kieszonkowego, w którym każdy rozkład, którego używasz, ma własną stronę ze schematem i wypisanymi pozycjami. Przy trzystu rozkładach z tej książki taki zeszyt staje się twoim narzędziem pracy.

Notatka w dzienniku to rozwiązanie najlepsze na dłuższą metę, bo łączy zapamiętywanie z nauką. Gdy stosujesz rozkład po raz pierwszy, zapisz w dzienniku odczytów jego schemat razem z wynikiem. Przy trzecim zastosowaniu tego samego rozkładu będziesz go pamiętał, a przy okazji zobaczysz, czy w twojej praktyce działa.

Metoda dodatkowa, niedoceniana: wykładaj nowy rozkład najpierw na sucho, kartami odkrytymi i bez pytania, żeby przećwiczyć sam ruch ręki. Pięć minut ćwiczenia oszczędza nerwów przy pierwszym prawdziwym odczycie.

Zostaje sytuacja, która prędzej czy później spotka każdego: karta, która pozornie nie pasuje do pozycji. Pytanie o rozstanie, a na pozycji rady wychodzi Trójka Buław. Pytanie o pieniądze, a na pozycji przeszkody Kochankowie. Siedzisz i nie wiesz, co powiedzieć.

Pierwsza rzecz, którą trzeba zrobić: nie panikuj i nie zmieniaj pozycji. Pokusa, żeby uznać, że karta "chyba odnosi się do czegoś innego", jest w tym momencie bardzo silna, a uleganie jej rozwala cały warsztat.

Druga rzecz: sprawdź szersze znaczenia karty. Prawie zawsze okazuje się, że karta ma znaczenie, którego nie wziąłeś pod uwagę, bo pamiętałeś tylko to najbardziej oczywiste. Kochankowie to nie tylko związek, ale przede wszystkim wybór między dwiema drogami - a to w pytaniu o pieniądze ma sens natychmiastowy.

Trzecia rzecz: przeczytaj kartę czynnie, zwłaszcza na pozycjach rady i działania. Każdą kartę da się przetłumaczyć na czasownik. Trójka Buław na pozycji rady przy pytaniu o rozstanie: stań z boku, popatrz na to z dystansu, zobacz szerszy widok, poczekaj na to, co dopiero płynie ku tobie. Sens jest zupełnie dobry.

Czwarta rzecz: rozważ, czy karta nie mówi "nie tam patrzysz". Rozkład bywa mądrzejszy od pytania i czasem odpowiada nie na to, co zapytano, ale na to, o co naprawdę chodzi. Karta niepasująca na pozycji ukrytego czynnika prawie zawsze oznacza właśnie to.

Piąta rzecz, jeśli wszystko zawiedzie: powiedz o tym otwarcie. "Ta karta na tej pozycji nie układa mi się w oczywistą całość - mówi o wyborze między dwiema rzeczami; czy w tej sprawie jest coś takiego?" Pytający bardzo często odpowiada zdaniem, które rozwiązuje zagadkę w dwie sekundy.

I szósta rzecz, dla porządku: czasem karta nie pasuje, bo pomyliłeś pozycje przy wykładaniu. Sprawdź szkic, zanim zbudujesz wielką interpretację na własnej pomyłce.

1.5. Karty odwrócone i ich ukryty głos

Karta odwrócona to karta, która przy wykładaniu trafiła na stół obrócona o sto osiemdziesiąt stopni - obrazem do góry nogami z twojego punktu widzenia. Pytanie, co z nią zrobić, dzieli tarocistów od stu lat i nie ma tu jednej słusznej odpowiedzi.

Zacznę od argumentów, bo decyzję musisz podjąć sam, i to zanim usiądziesz do odczytu.

Za stosowaniem kart odwróconych przemawia przede wszystkim rozdzielczość. Siedemdziesiąt osiem kart daje siedemdziesiąt osiem znaczeń podstawowych; z odwróceniami masz ich sto pięćdziesiąt sześć. Odczyt robi się przez to znacznie bardziej szczegółowy, a subtelne różnice - między pragnieniem a jego blokadą, między działaniem a zamiarem - stają się widoczne.

Drugi argument za: odwrócenia pokazują dynamikę. Karta prosta mówi, że coś działa; odwrócona, że coś się zacięło. Bez tego rozróżnienia rozkład bywa zbyt gładki i trudno w nim znaleźć miejsce, w którym naprawdę coś się psuje.

Trzeci argument za: karty odwrócone rozkładają ciężar. Rozkład złożony z samych kart prostych, w którym wypadło kilka bardzo ciężkich Arkanów, brzmi znacznie groźniej niż ten sam rozkład, w którym część z nich leży odwrócona i przez to osłabiona.

Przeciw stosowaniu odwróceń przemawia argument pierwszy i najpoważniejszy: każda karta już zawiera w sobie swoje ciemne strony. Wieża nie potrzebuje odwrócenia, żeby mówić o katastrofie, a Dziesiątka Denarów zawiera w sobie również pułapkę majątku, który wiąże. Zwolennicy tego stanowiska twierdzą, że odwrócenia są sztucznym dodatkiem do czegoś, co i tak jest pełne.

Argument drugi przeciw: odwrócenia wprowadzają chaos interpretacyjny. Istnieją co najmniej cztery różne szkoły ich czytania, często dające sprzeczne wyniki, a początkujący korzysta z nich naprzemiennie, wybierając to znaczenie, które pasuje. To najprostsza droga do odczytów, których nie da się obronić.

Argument trzeci przeciw: przy rozkładach wielkich, takich jak Wielka Tablica, dodanie odwróceń czyni odczyt praktycznie niewykonalnym dla osoby niedoświadczonej.

Moje stanowisko jest takie: zacznij bez odwróceń. Przez pierwsze pół roku pracuj wyłącznie kartami prostymi i naucz się ich pełnego zakresu, łącznie z ciemnymi stronami każdej. Dopiero potem wprowadź odwrócenia, jeżeli poczujesz, że czegoś ci brakuje. Wielu bardzo dobrych tarocistów nigdy ich nie wprowadziło i nic nie stracili.

Rzecz absolutnie kluczowa, niezależnie od wyboru: decyzję podejmujesz przed rozpoczęciem odczytu, a nie w jego trakcie. Nie wolno uznawać karty za odwróconą wtedy, gdy pasuje, i za prostą wtedy, gdy nie pasuje. Jeśli pracujesz bez odwróceń, po prostu obracasz każdą kartę, która wyszła do góry nogami, i czytasz ją normalnie.

Jeżeli decydujesz się na odwrócenia, musisz przygotować talię tak, by pojawiały się naturalnie. Nowa talia wyjęta z pudełka ma wszystkie karty ułożone jednakowo i przy zwykłym tasowaniu żadna się nie obróci.

Sposób pierwszy, najprostszy: podziel talię na dwie części, jedną z nich obróć o sto osiemdziesiąt stopni, złóż z powrotem i potasuj. Od tej chwili mniej więcej połowa kart leży odwrotnie i przy kolejnych tasowaniach proporcja sama się utrzyma.

Sposób drugi, dokładniejszy: rozsyp całą talię na stole i mieszaj ją dłońmi ruchem okrężnym. Przy tej technice karty obracają się same i to w sposób nieregularny, co daje najbardziej naturalny rozkład odwróceń. Powtarzaj to co kilka odczytów, bo przy zwykłym tasowaniu proporcje z czasem się ujednolicają.

Sposób trzeci: przy przekładaniu talii na stosy obróć jeden ze stosów, zanim złożysz je z powrotem. Prosty, szybki i łatwy do zapamiętania.

Uwaga praktyczna: sprawdzaj co jakiś czas, ile kart w twojej talii leży odwrotnie. Jeżeli przez dziesięć odczytów z rzędu nie wyszła ani jedna odwrócona, twoja talia się "wyprostowała" i trzeba ją przemieszać od nowa. I odwrotnie - jeżeli nagle w każdym rozkładzie połowa kart jest odwrócona, sprawdź, czy przypadkiem nie obracasz ich sam przy zbieraniu.

Przejdźmy do znaczeń, bo tu zaczyna się właściwa praca. Szkoła pierwsza czyta kartę odwróconą jako energię osłabioną albo zablokowaną.

Karta zachowuje swoje znaczenie, ale działa słabiej, z trudem albo wcale. Coś stoi jej na drodze. Dziewiątka Denarów prosto to dostatek i niezależność; odwrócona to dostatek, który jest w zasięgu, ale z jakiegoś powodu nie przychodzi. Rydwan prosto to zwycięstwo przez panowanie nad sobą; odwrócony to rozsypujące się panowanie, konie ciągnące w różne strony, wysiłek, który nie daje ruchu naprzód.

Ta szkoła jest najprostsza i najbardziej rozpowszechniona, a przy tym najmniej ryzykowna dla początkującego. Wadą jest jednolitość: wszystkie odwrócenia zaczynają brzmieć tak samo i po kilku odczytach zauważysz, że mówisz stale "to nie działa".

Szkoła druga czyta kartę odwróconą jako energię skierowaną do wewnątrz, przeżywaną prywatnie.

Karta działa w pełni, ale wewnątrz człowieka, nie na zewnątrz. Nikt tego nie widzi, nic z tego nie wychodzi w świat, dzieje się to w myślach i uczuciach. Słońce prosto to radość widoczna, sukces, którym można się dzielić; odwrócone to radość cicha, prywatna, której człowiek nie pokazuje - albo dlatego, że nie umie, albo dlatego, że nie chce.

To ujęcie jest moim zdaniem najciekawsze i najbardziej użyteczne w pracy z ludźmi, bo bardzo dobrze opisuje różnicę między tym, co ktoś przeżywa, a tym, co z siebie pokazuje. Wymaga jednak wprawy, bo dla każdej karty trzeba umieć znaleźć jej wersję wewnętrzną.

Szkoła trzecia czyta kartę odwróconą jako opóźnienie albo jako znaczenie przeciwne.

Wersja z opóźnieniem mówi: to, co karta zapowiada, nastąpi, ale później, niż się spodziewasz. As Buław odwrócony to początek, który się przesuwa; Trójka Buław odwrócona to statek, który przypłynie z opóźnieniem. To odczyt bardzo praktyczny przy pytaniach o czas.

Wersja z przeciwieństwem mówi: karta oznacza swoje zaprzeczenie. Siła odwrócona to brak siły, Sprawiedliwość odwrócona to niesprawiedliwość, Umiarkowanie odwrócone to brak umiaru. To ujęcie najstarsze i najczęściej spotykane w dziewiętnastowiecznych podręcznikach.

Ostrzegam przed tą ostatnią wersją i robię to stanowczo. Czytanie odwrócenia jako prostego przeciwieństwa daje wyniki mechaniczne i często bezsensowne. Śmierć odwrócona miałaby oznaczać brak przemiany, Wieża odwrócona brak katastrofy, a wtedy najcięższe karty w talii stają się w połowie przypadków obojętne. Praktyka tego nie potwierdza.

I teraz rzecz najważniejsza z całego tego podrozdziału: wybierz jedną metodę i stosuj ją konsekwentnie.

Nie chodzi o to, która jest słuszna, bo tego nikt nie rozstrzygnie. Chodzi o to, że jeżeli będziesz przy każdej karcie wybierał tę interpretację, która akurat pasuje do twojej tezy, to przestaniesz odczytywać karty, a zaczniesz potwierdzać własne domysły. Będziesz mieć zawsze rację i nigdy się niczego nie nauczysz.

Praktycznie radzę tak: zapisz na pierwszej stronie dziennika, którą szkołę stosujesz, i trzymaj się jej przez co najmniej trzy miesiące. Potem sprawdź w zapiskach, jak ci szło, i ewentualnie zmień na inną - znowu na trzy miesiące. Po roku będziesz wiedział, która u ciebie działa, i to będzie wiedza oparta na twoim materiale, nie na cudzym zdaniu.

Metoda mieszana jest dopuszczalna, ale tylko wtedy, gdy reguła mieszania jest z góry określona. Na przykład: odwrócenia czytam jako blokadę, chyba że karta stoi na pozycji opisującej wnętrze pytającego - wtedy jako energię skierowaną do środka. Taka reguła jest jasna i sprawdzalna. Reguła "czytam tak, jak czuję" nią nie jest.

Różnica między odwróconymi Wielkimi a odwróconymi Małymi Arkanami jest realna i warto ją znać.

Wielkie Arkana odwrócone rzadko znikają. Opisują siły duże, które i tak działają; odwrócenie mówi raczej o tym, że pytający ich nie przyjmuje, opiera się im albo przeżywa je w sposób utrudniony. Wisielec odwrócony nie oznacza, że nie ma zawieszenia - oznacza, że pytający szarpie się w tym zawieszeniu zamiast je przyjąć. Diabeł odwrócony nie oznacza braku uzależnienia, lecz najczęściej moment, w którym więzy zaczynają się rozluźniać i człowiek zaczyna widzieć, w co się wplątał.

Właśnie przy Wielkich Arkanach odwrócenie bardzo często oznacza początek wyzwalania się. Wieża odwrócona to katastrofa, która już się odbyła, albo taka, której udało się uniknąć mniejszym kosztem. Śmierć odwrócona to opór przed nieuchronnym końcem, czepianie się tego, co już się skończyło.

Małe Arkana odwrócone zachowują się prościej. Tu odwrócenie najczęściej rzeczywiście osłabia, opóźnia albo przenosi sprawę do środka. Dwójka Kielichów odwrócona to porozumienie, które się nie klei; Ósemka Buław odwrócona to wiadomości, które nie nadchodzą; Czwórka Denarów odwrócona to albo jeszcze ciaśniejsze trzymanie, albo wreszcie rozluźnienie chwytu - i tu dopiero sąsiedztwo rozstrzygnie, która wersja obowiązuje.

Karty dworskie odwrócone mają własną specyfikę. Najczęściej opisują tę samą postać, ale z jej trudną stroną na wierzchu: Król Mieczy odwrócony to ta sama bystrość użyta okrutnie, Królowa Kielichów odwrócona to ta sama wrażliwość, która przelewa się i topi wszystko dookoła.

Duża liczba kart odwróconych w jednym rozkładzie jest sygnałem samym w sobie i warto go umieć odczytać.

Jeżeli w rozkładzie siedmiokartowym pięć kart leży odwrotnie, to pierwsza rzecz, jaką mówisz, brzmi: w tej sprawie prawie nic nie idzie wprost. Człowiek jest zablokowany, sprawa jest zatrzymana, a to, co widać na zewnątrz, słabo odpowiada temu, co dzieje się w środku.

Możliwe odczyty takiego rozkładu są trzy. Pierwszy: sprawa stoi i potrzeba czasu, a nie działania. Drugi: pytający zmaga się z czymś, o czym nie mówi, i cała energia idzie do wewnątrz. Trzeci, najciekawszy: pytanie zostało źle postawione i rozkład nie ma jak na nie odpowiedzieć.

Ten trzeci przypadek warto sprawdzić od razu. Duża liczba odwróceń bardzo często pojawia się przy pytaniach o cudze decyzje, przy pytaniach zadanych po raz trzeci w ciągu tygodnia oraz przy pytaniach, na które pytający tak naprawdę zna już odpowiedź i szuka w kartach pozwolenia.

Zjawisko odwrotne czytaj tak samo. Rozkład bez jednej karty odwróconej, przy talii, która odwrócenia zawiera, mówi o sprawie klarownej, idącej wprost, bez ukrytego dna.

Na koniec przykład, który pokazuje różnicę w praktyce. Weźmy Dziewiątkę Mieczy: postać siedząca na łóżku w środku nocy, z twarzą ukrytą w dłoniach, nad nią dziewięć mieczy zawieszonych w ciemności.

W pozycji prostej ta karta mówi o lęku nocnym, o rozpamiętywaniu, o bezsenności i o cierpieniu, które w dużej mierze rozgrywa się w głowie. Zwróć uwagę na szczegół: miecze wiszą nad postacią, ale żaden jej nie dotyka. To nie jest karta nieszczęścia, które nastąpiło - to karta nieszczęścia, którego człowiek się spodziewa. Cierpienie jest prawdziwe, a jego przyczyna wyobrażona albo wyolbrzymiona.

W pozycji odwróconej, czytanej według szkoły pierwszej, ta karta mówi o lęku słabnącym: noc się kończy, najgorsze minęło, człowiek zaczyna wychodzić z tego stanu. To bardzo częsty odczyt i zwykle trafny, zwłaszcza gdy obok leżą karty świtu i ruchu.

Czytana według szkoły drugiej, mówi o cierpieniu jeszcze głębiej schowanym: pytający nie daje po sobie nic poznać, dla otoczenia wszystko jest w porządku, a w środku dzieje się dokładnie to, co na obrazku. To odczyt trudniejszy i przy pracy z ludźmi często najbardziej celny.

Czytana według szkoły trzeciej, w wersji z opóźnieniem, mówi, że stan ten potrwa dłużej, niż pytający zakłada.

Trzy odpowiedzi, wszystkie sensowne. I dlatego właśnie wracam do zasady, od której zacząłem: wybierz jedną i zostań przy niej, dopóki nie sprawdzisz jej na własnym materiale.

1.6. Jak zadawać pytania, by karty odpowiedziały jasno

Większość nieudanych odczytów nie bierze się ze złej interpretacji. Bierze się ze złego pytania. Karty odpowiadają na to, o co je zapytano - a jeżeli pytanie było mętne, odpowiedź będzie mętna i żadna wprawa tego nie naprawi.

Dobra wiadomość jest taka, że formułowania pytań da się nauczyć w kilka wieczorów, a korzyść widać natychmiast. Zajmiemy się tym teraz, bo to najlepiej zainwestowany czas w całej nauce Tarota.

Pierwsza rzecz: różnica między pytaniem otwartym a zamkniętym.

Pytanie zamknięte to takie, na które można odpowiedzieć jednym słowem: tak, nie, w marcu, ta druga. "Czy dostanę tę pracę?". "Czy on do mnie wróci?". "Czy sprzedać mieszkanie?". Pytanie otwarte wymaga odpowiedzi rozwiniętej: "Co wpłynie na moje szanse przy tej rekrutacji?". "Co dzieje się teraz między nami?". "Na co powinienem zwrócić uwagę przy decyzji o mieszkaniu?".

Przewaga pytań otwartych w pracy z rozkładami wynika z prostego rachunku. Rozkład sześciokartowy daje sześć różnych informacji. Pytanie zamknięte potrzebuje jednej, więc pięć pozostałych kart nie ma do czego się odnieść i albo je zignorujesz, albo zaczniesz na siłę dopasowywać. Pytanie otwarte wykorzystuje cały rozkład.

Przewaga druga jest praktyczniejsza. Odpowiedź "nie" zamyka rozmowę i nic z niej nie wynika. Odpowiedź opisująca, co się dzieje i od czego to zależy, daje pytającemu materiał do działania. A o to w tej pracy chodzi.

Nie znaczy to, że pytania zamknięte są zakazane. Mają swoje miejsce i cały podrozdział 2.4 poświęcam rozkładom typu tak lub nie. Znaczy to tyle, że są narzędziem wąskim i że sięganie po nie odruchowo marnuje możliwości Tarota.

Ćwiczenie: weź pięć pytań, które sam ostatnio zadawałeś kartom, i przepisz każde na formę otwartą. "Czy to się uda?" zamienia się w "Co zadecyduje o powodzeniu?". "Czy mnie kocha?" w "Co ta osoba wnosi do naszej relacji?". Różnica w jakości odczytu będzie natychmiastowa.

Druga zasada, i chyba najważniejsza w całym tym podrozdziale: pytaj o siebie i o własne działanie, nie o cudze myśli i decyzje.

Powód pierwszy jest praktyczny. Rozkład postawiony na cudze myśli opisuje najczęściej to, co pytający o tych myślach sądzi, a nie to, co dzieje się w drugiej głowie. Sprawdzalność takich odczytów jest bardzo niska i każdy, kto prowadzi dziennik, szybko to zauważa.

Powód drugi jest bardziej zasadniczy: odpowiedź na pytanie "co on myśli" nic nie zmienia. Załóżmy, że dowiesz się, iż myśli o tobie ciepło. I co dalej? Nadal nie wiesz, czy zadzwonić. Pytanie "co mogę zrobić, żeby ta rozmowa się odbyła" daje odpowiedź, z którą da się wyjść od stołu i coś zrobić.

Powód trzeci dotyczy przyzwoitości. Stawianie rozkładów na cudze uczucia i zamiary bez wiedzy tej osoby jest wchodzeniem tam, gdzie się nie zostało zaproszonym. Piszę o tym bez moralizowania, bo każdy z nas to robił, ale warto mieć świadomość, że to inna sytuacja niż pytanie o siebie.

Jak przekształcać? Bardzo prosto: przenieś czasownik na pytającego. "Czy on chce ze mną być?" staje się "Co mogę zrobić, żeby wiedzieć, na czym stoję?". "Czy szefowa mnie nie lubi?" staje się "Jak wygląda moja pozycja w tym zespole i co mogę w niej poprawić?". "Czy mnie zdradza?" staje się "Co w tej relacji wymaga wyjaśnienia?".

Wyjątek, który uznaję: pytania o postawę drugiej osoby w konkretnej sytuacji, gdy ta sytuacja dopiero nadejdzie i gdy pytający ma się do niej przygotować. "Z jaką postawą rozmówcy powinienem się liczyć jutro na spotkaniu" jest pytaniem dopuszczalnym i użytecznym, bo służy przygotowaniu, a nie podglądaniu.

Trzecia zasada dotyczy pytań wyrosłych z lęku, a te są najczęstsze ze wszystkich.

Pytanie z lęku poznasz po tym, że zadaje się je z ciasnotą w żołądku i że oczekuje się od kart pocieszenia. "Czy mi się uda?". "Czy to się dobrze skończy?". "Czy stracę pracę?". "Czy on odejdzie?".

Kłopot z takimi pytaniami jest podwójny. Po pierwsze, są zamknięte, więc marnują rozkład. Po drugie, i gorzej: zadający je człowiek jest w stanie, w którym każdą ciężką kartę odczyta jako potwierdzenie najgorszego, a każdą dobrą jako obietnicę, że nic nie trzeba robić. Ani jedno, ani drugie mu nie pomoże.

Przekształcenie polega na przeniesieniu punktu ciężkości z wyniku na działanie. "Czy mi się uda?" staje się "Co mogę zrobić, żeby zwiększyć swoje szanse?". "Czy stracę pracę?" staje się "Jak wygląda moja sytuacja zawodowa i o co warto teraz zadbać?". "Czy on odejdzie?" staje się "Co dzieje się w tej relacji i co jest w mojej mocy?".

Zwróć uwagę, że przekształcone pytanie nie ucieka od tematu. Ono go otwiera. Rozkład na "jak wygląda moja sytuacja zawodowa" bardzo często pokaże wprost, że posada jest zagrożona - tylko powie przy tym, co z tym zrobić.

Gdy pracujesz dla kogoś, kto przychodzi z pytaniem z lęku, nie poprawiaj go z góry. Powiedz: "możemy zapytać wprost, czy tak się stanie, ale wtedy dostaniemy jedno słowo; proponuję zapytać, co się tam naprawdę dzieje i co jest w pani rękach - zgoda?". Prawie nikt nie odmawia.

Czwarta zasada: nie łącz dwóch spraw w jednym pytaniu.

"Czy zmienić pracę i przeprowadzić się do innego miasta?" to dwa pytania. Karty odpowiedzą na jedno z nich albo na oba naraz w sposób nierozróżnialny, a ty nie będziesz wiedział, do czego odnieść którą kartę.

Pytania złożone rozpoznaje się po spójnikach: "i", "oraz", "czy też", "a jeśli". Za każdym razem, gdy zobaczysz taki spójnik w swoim pytaniu, sprawdź, czy nie sklejasz dwóch spraw.

Rozwiązanie jest jedno: rozdzielić. Zrób dwa osobne rozkłady, jeden po drugim, i przetasuj między nimi. Albo - jeżeli sprawy są ze sobą naprawdę związane - użyj rozkładu porównawczego, w którym każda opcja ma własne pozycje, i zadaj jedno pytanie nadrzędne: "co wynika z każdej z tych dwóch dróg?".

Nie myl pytania złożonego z pytaniem szczegółowym. "Co powinienem wziąć pod uwagę, rozważając przeprowadzkę do Gdańska w związku z nową pracą?" jest jednym pytaniem, tylko dokładnie opisanym. To dobrze - im więcej kontekstu, tym lepiej.

Piąta zasada jest czysto techniczna, a zmienia bardzo wiele: zapisz pytanie przed tasowaniem i trzymaj się jego brzmienia.

Zapisz dosłownie, w całym zdaniu, na kartce albo w dzienniku. Potem tasuj. Potem wykładaj. I w trakcie interpretacji miej tę kartkę przed oczami.

Powód jest taki, że pytanie ma skłonność do wędrowania. Zaczynasz od "co mogę zrobić dla tej relacji", w trzeciej karcie zaczynasz myśleć "a czy on w ogóle chce", w piątej jesteś już przy "czy warto to ciągnąć", a na końcu nie wiesz, co właściwie przeczytałeś. Zapisane zdanie trzyma cię na miejscu.

Powód drugi ujawnia się później. Kiedy po miesiącu wracasz do dziennika, żeby sprawdzić trafność odczytu, musisz wiedzieć, o co dokładnie pytałeś. Streszczenie z pamięci zawsze wypada na korzyść tarocisty.

Przy odczytach dla innych zapisz pytanie w słowach pytającego, nie w swoich. Jego sformułowanie zawiera informacje, których twoje nie ma - to, co podkreślił, i to, co pominął.

Szósta zasada: nie zadawaj tego samego pytania wielokrotnie w krótkim czasie.

Każdy to robił. Wychodzi odpowiedź, która się nie podoba, więc tasujesz jeszcze raz - "może źle zrozumiałem" - i wykładasz od nowa. Potem trzeci raz. Za czwartym razem karty zaczynają mówić cokolwiek i zwykle właśnie to, co chciałeś usłyszeć.

Powód pierwszy, dlaczego tego nie robić: to nie jest już pytanie, tylko targowanie się. Prawdziwym pytaniem przestaje być "co się stanie", a staje się "czy uda mi się wyciągnąć lepszą odpowiedź". I na to pytanie karty rzeczywiście odpowiadają.

Powód drugi: tracisz sprawdzalność. Mając pięć rozkładów na to samo, zawsze znajdziesz taki, który się potem sprawdził, i uznasz, że ten był "prawdziwy". Dziennik przestaje mieć jakąkolwiek wartość.

Powód trzeci, najbardziej ludzki: powtarzanie pytania podtrzymuje niepokój, który miało uspokoić. Człowiek, który wykłada karty w tej samej sprawie codziennie, nie szuka odpowiedzi - szuka ulgi, a Tarot nie jest do tego narzędziem.

Jaki odstęp jest rozsądny? Przy sprawach bieżących - tydzień. Przy sprawach dużych - miesiąc. Wcześniej wracaj tylko wtedy, gdy zmieniły się okoliczności, bo wtedy to jest już inne pytanie. "Co teraz, skoro on się odezwał" to nowa sprawa, nie powtórka.

Jeśli naprawdę nie możesz się powstrzymać, zrób co innego: wyciągnij jedną kartę na pytanie "czego w tej sprawie nie chcę zobaczyć?". To zwykle kończy temat skuteczniej niż piąty rozkład.

Siódma zasada dotyczy tematów, przy których trzeba szczególnej ostrożności, i mówię o niej bez ogródek.

Zdrowie. Tarot nie diagnozuje. Nie powiesz nikomu, że ma chorą tarczycę, że guzek jest niegroźny ani że badanie można odłożyć. Nie wolno też sugerować odstawienia leków ani zmiany dawki, choćby pytający prosił wprost. Gdy ktoś przychodzi z pytaniem o zdrowie, odpowiedź brzmi za każdym razem tak samo: to sprawa dla lekarza, proszę się zbadać. Możesz natomiast zapytać kart, co pomoże pytającemu przejść przez leczenie, jak zadbać o siebie w tym okresie albo co go blokuje przed pójściem do gabinetu. To są pytania w twoim zakresie.

Śmierć. Nie przepowiada się śmierci - ani własnej pytającego, ani cudzej. Takie przewidywania się nie sprawdzają, a wyrządzają szkodę niezależnie od tego, czy były trafne. Karta Śmierci nigdy nie oznacza śmierci fizycznej i trzeba to powiedzieć pytającemu w chwili, gdy ta karta wychodzi, zanim zdąży się przestraszyć.

Sprawy prawne. Nie orzekniesz z kart, kto wygra proces, jaki będzie wyrok ani czy umowa jest korzystna. Brak wiedzy prawniczej sprawia, że nawet trafne wskazanie zostanie źle zinterpretowane. Kieruj do prawnika. Rozkład może natomiast pokazać, jaką postawę przyjąć, czego się trzymać i co pytający w tej sprawie przeoczył.

Ciąża. Nie orzekaj z kart, czy ktoś jest w ciąży, czy ciąża się utrzyma ani jakiej płci będzie dziecko. To obszar, w którym błędne wskazanie potrafi wyrządzić krzywdę bardzo dotkliwą, a sprawdzalność takich odczytów jest znikoma. Odsyłaj do lekarza i do badań.

Sprawy dotyczące innych osób bez ich wiedzy. Poruszyłem to wyżej i wracam tylko po to, by dodać: odmowa jest tu odpowiedzią pełnoprawną i wypowiedzianą spokojnie brzmi zupełnie naturalnie.

Formułka, która sprawdza się w każdym z tych przypadków: "na to pytanie karty nie odpowiedzą rzetelnie, ale możemy zapytać, co pani w tej sytuacji pomoże i o co warto zadbać". Nikt się na nią nie obraża, a rozmowa idzie dalej.

Ósma zasada: rozmawiaj z pytającym przed odczytem i doprecyzujcie pytanie wspólnie.

Człowiek, który siada naprzeciwko ciebie, rzadko przychodzi z gotowym, dobrze postawionym pytaniem. Przychodzi z niepokojem i pierwszym zdaniem, jakie przyszło mu do głowy w drzwiach. Twoim zadaniem jest zamienić to zdanie w pytanie, na które da się odpowiedzieć.

Rozmowa nie musi być długa - pięć minut wystarcza. Pytaj o kontekst: od kiedy to trwa, co się ostatnio zmieniło, co pytający już próbował zrobić, co konkretnie chciałby wiedzieć. Odpowiedzi zwykle same wskazują właściwe pytanie.

Uwaga metodyczna dla tych, którzy boją się, że dowiedzą się za dużo: informacje z rozmowy nie psują odczytu, tylko go umożliwiają. Tarocista pracujący całkowicie na ślepo, bez wiedzy o sprawie, nie jest bardziej obiektywny - jest po prostu gorzej poinformowany. Pilnuj tylko tego, żebyś potem mówił to, co pokazują karty, a nie to, co usłyszałeś w rozmowie.

Gdy pytający sformułuje pytanie, powtórz mu je własnymi słowami i zapytaj, czy dobrze zrozumiałeś. To zdanie ratuje odczyty częściej, niż mógłbyś przypuszczać, bo bardzo często okazuje się, że chodziło o coś zupełnie innego.

I ostatnia zasada, praktyczna: dopasuj wielkość rozkładu do złożoności pytania.

Reguła kciuka brzmi: im prostsze pytanie, tym mniej kart. Pytanie o jedną rzecz - jedna karta. Pytanie o sytuację i kierunek - trzy. Pytanie o sprawę z kilkoma stronami - pięć do siedmiu. Pytanie o całą dziedzinę życia albo o splątaną historię z wieloma osobami - dziesięć i więcej.

Błąd w jedną stronę: za duży rozkład na małe pytanie. Dziesięć kart na "jaki będzie mój dzień" daje dziewięć kart, którym nie potrafisz przypisać żadnego sensu, więc zaczynasz je naciągać. Odczyt robi się długi, mętny i mniej trafny niż jednokartowy.

Błąd w drugą stronę: za mały rozkład na wielkie pytanie. Trzy karty na "co dalej z moim życiem" dają trzy zdania ogólników. Nie dlatego, że karty nie wiedzą, tylko dlatego, że nie ma gdzie tego zmieścić.

Zasada pomocnicza: jeżeli po wyłożeniu okaże się, że rozkład był za mały, możesz dobrać karty uzupełniające z tej samej talii. Jeżeli był za duży - nie wolno ci wykładu skracać w trakcie, bo to wybieranie tego, co pasuje. Zbierz karty i zrób nowy, mniejszy rozkład.