ROZDZIAŁ 1
Narodziny pomysłu
Od samego początku drugiej wojny światowej panowało wśród aliantów przekonanie, że w dziedzinie zbrojeń Niemcy mają przewagę pod względem technicznym... Gdy alianci planowali wkroczyć do samej Rzeszy, zaczęli też rozważać, co należałoby zrobić, aby poznać tajne niemieckie osiągnięcia techniczne[1].
Wchodzący do gmachu Admiralicji wczesnym wiosennym porankiem Ian Fleming, trzydziestoczteroletni komandor ochotniczej rezerwy marynarki wojennej, był jednym z tysięcy młodych mężczyzn i kobiet udających się do pracy w Whitehall. W biurach rządowych, pełnych uwijających się ludzi, biło serce wojennego rządu Wielkiej Brytanii. Każdego dnia tysiące pracowników cywilnych i personelu wojskowego w mundurach wszystkich służb i każdej narodowości należącej do Imperium i Wspólnoty Brytyjskiej przychodziły do biur, aby wykonać pracę zapewniającą funkcjonowanie państwa i jego potężnej machiny wojennej. Każda z tych osób wniosła istotny wkład w wysiłek wojenny, ale niektóre odegrały role o długotrwałym wpływie na przyszłość świata.
W kwietniu 1942 roku komandor Fleming wszedł do pokoju numer trzydzieści dziewięć starego gmachu Admiralicji. Czekał go kolejny dzień pracy w charakterze adiutanta dyrektora wywiadu marynarki wojennej. W tym pokoju, o pomalowanych na biało, do połowy krytych boazerią ścianach, z marmurowym kominkiem i coraz bardziej zapchanymi szafkami na akta, snuł plany, jak zebrać potrzebne Royal Navy informacje wywiadowcze. Niektóre z tych planów były dziwaczne, więc je odrzucono. Inne zostały zaakceptowane i zrealizowane. Kluczowe znaczenie miało jednak to, że komandor dał się poznać jako człowiek bystry, pracowity oraz skrupulatny w planowaniu szczegółów operacji. Siedzący za biurkiem często już o szóstej rano i pracujący do późna w nocy, Fleming miał wszystkie cechy niezbędne sekretarzowi admirała Johna Godfreya. Był zatem odpowiednim człowiekiem do zajęcia się najnowszym projektem admirała.
Admirał Godfrey zadzwonił do pokoju sąsiadującego ze swoim biurem i poprosił, aby komandor Fleming przyszedł do niego w celu omówienia nowego pomysłu: jak zebrać dane dla wywiadu marynarki wojennej. Admirał nie tracił czasu. W scenie, która później wielokrotnie pojawiała się w beletrystycznych dziełach Fleminga, starszy oficer przedstawił swojemu podwładnemu całkiem sensowny zarys swoich oczekiwań.
Komandor Fleming wysłuchał propozycji admirała. Z analizy raportów aktywności Niemców podczas inwazji na Grecję i śmiałego ataku na Kretę w roku 1941 dowiedział się, że naziści mieli "komandosów wywiadu". W szczególności korzystali z wysuniętych polowych grup wywiadowczych, które posuwając się tuż za regularnymi oddziałami szturmowymi, a czasem nawet je wyprzedzając, wkraczały do sztabów i przejmowały dokumentację. Do ich zadań należał szturm na porty i dotarcie do pomieszczeń dowódców Royal Navy w celu zebrania wszelkich materiałów wywiadowczych, w szczególności przejęcia książek kodowych i sygnałów radiowych.
Komandor Fleming zagłębił się w szczegóły raportów. Jego zadaniem było prześledzenie niemieckich operacji i ustalenie, jak Brytyjczycy mogliby skorzystać z tych doświadczeń. Przez kilka kolejnych tygodni pilnie studiował niemieckie metody działania. Było to zadanie dokładnie tego rodzaju, który uwielbiał, a także okazja do planowania skutecznych operacji komandosów i osobistego zaangażowania się w konflikt zbrojny. Następnie przedstawił admirałowi swój plan stworzenia "ofensywnej grupy wywiadu marynarki wojennej". W lipcu 1942 roku admirał Godfrey zameldował swojemu przełożonemu o rezultatach pracy Fleminga: "Przygotowałem plan wykorzystania niemieckiej formacji z uwzględnieniem potrzeb wywiadu marynarki wojennej podczas przyszłych ataków na kontynencie lub w Norwegii, który sprawdzi się także w przypadku dużej ofensywy"[2]. Na tym etapie przewidywano, że powstanie niewielka elitarna grupa, ale stworzono zarówno podwaliny formacji zbierającej dane wywiadowcze, jak i główny zarys przyszłej jednostki T-Force.
Następnie komandor Fleming został wezwany do Ministerstwa Wojny, aby przedstawić swoje pomysły. Jako oficer reprezentujący Admiralicję, Fleming wyjaśnił, że pilnie potrzebni są ludzie, których będzie można poddać intensywnemu treningowi i przeszkolić do wykonywania zadań specjalnych na zlecenie marynarki wojennej. Zaznaczył, że Admiralicja jako pierwsza dostrzegła potrzebę stworzenia takiej jednostki, i podkreślił, że "obecnie coraz pilniejsza jest potrzeba powołania stałego organu, któremu będzie można powierzyć odpowiedzialność za tego typu pracę wywiadowczą w marynarce wojennej"[3]. Uczestnicy spotkania w większości się z nim zgodzili. Fleming zakładał, że do wykonania tego zadania wystarczy jeden pluton piechoty morskiej (Royal Marines). Poważnie nie doszacował sił przyszłej jednostki wywiadu - z proponowanego przez niego plutonu komandosów wyrosła jednostka licząca tysiące ludzi.
We wrześniu 1942 roku, otrzymawszy uprzednio poparcie Ministerstwa Wojny, admirał Godfrey oficjalnie zatwierdził plan Fleminga przewidujący powołanie "specjalnej jednostki wywiadu", której zadaniem miało być prowadzenie tajnych operacji, przenikanie za linie wroga i przechwytywanie materiałów wywiadowczych potencjalnie przydatnych Royal Navy. Odbyła się poważna debata, jak nazwać tę nową jednostkę. W chwili jej powołania ktoś w Admiralicji zaproponował, by była to 30. Jednostka Wywiadu (30 Intelligence Unit), gdyż "jej zadaniem są operacje wywiadowcze, a nie szturmowe"[4]. Zanim została formalnie powołana, roboczo określano ją jako Jednostka Szturmowa Wywiadu (Intelligence Assault Unit, IAU). Jednak inne jej opisy z tamtego okresu były mniej pochlebne. W notatce służbowej z listopada 1942 roku opisano ją jako "grupę uzbrojonych, wykwalifikowanych i działających z upoważnienia rabusiów"[5].
Mimo zachwytu, jaki ten pomysł wzbudził w Royal Navy, gdzie indziej został mniej entuzjastycznie przyjęty. W postaci, w której przedstawiono go Połączonemu Komitetowi Wywiadu, wymagał włączenia do jednostki żołnierzy armii, marynarki wojennej i piechoty morskiej. Sprzeciwiły się temu zarówno Króleskie Siły Powietrzne (RAF), jak i armia. Ich zdaniem nowa jednostka wkraczałaby w kompetencje zarówno RAF Regiment[6], jak i Field Security Police[7].
Niezniechęcony tą odmową admirał Godfrey ponaglał komandora Fleminga, aby forsował realizację planu. W końcu udało im się uzyskać poparcie Połączonego Komitetu Wywiadu i szefów sztabu. Dzięki temu nowa jednostka została sformowana pod fikcyjną nazwą Specjalna Jednostka Inżynieryjna (Special Engineering Unit) w ramach Special Service Brigade i podlegała szefowi Operacji Połączonych. Nazwę wybrano tak, aby ukryć prawdziwe przeznaczenie jednostki. Było to skutkiem wydania przez Hitlera słynnego "rozkazu o komandosach", na mocy którego wszyscy jeńcy z oddziałów komandoskich i dywersyjnych mieli być natychmiast rozstrzeliwani. Zatem wróg nie mógł postrzegać tych ludzi jako komandosów. Wkrótce jednak oddział przemianowano na 30. Komando tylko dlatego, że powstało według pomysłu Fleminga, którego sekretarka pracowała w pokoju numer trzydzieści gmachu Admiralicji. Liczba trzydzieści przetrwała w nazwie jednostki aż do 1945 roku.
Gdy plan komandora Fleminga został formalnie przyjęty, zarząd wywiadu marynarki wojennej zaczął powoływać zespół, który miał działać w basenie Morza Śródziemnego. Marynarze Royal Navy, którzy stanowili trzon grupy - ponownie przemianowanej i nazwanej 30. Jednostką Szturmową (30 Assault Unit, 30 AU) - rekrutowali się spośród chętnych do niebezpiecznej służby członków rezerwy ochotników marynarki wojennej. Pierwszym dowódcą 30. Jednostki Szturmowej został odznaczony Krzyżem Wiktorii komandor Robert "Red" Ryder z Royal Navy, a jego zastępcą major W.G. Cass, najwyższy stopniem przedstawiciel armii w jednostce. Do jednostki przydzielono także grupę prężnych oficerów, którzy pozostali w niej przez dłuższy czas - między innymi komandora podporucznika Quintina Rileya, doświadczonego badacza polarnego, i komandora Dunstana Curtisa, weterana rajdów na Saint-Nazaire i Dieppe, a przy tym najmłodszego komandora w całej brytyjskiej marynarce wojennej.
Nawet na tym początkowym etapie jednym z zadań 30. Jednostki Szturmowej (doprecyzowanym później po stworzeniu T-Force) był udział w szturmach: "posuwanie się z drugą i trzecią falą atakujących port, dotarcie prosto do różnych budynków itp., w których można się spodziewać znalezienia łupów wojennych, przejęcie ich i powrót"[8]. Na początku oficerowie i żołnierze przeszli trening w prowadzeniu szturmów i walk ulicznych w stylu komandoskim. Wszyscy sprawnie posługiwali się między innymi bronią strzelecką, moździerzami, granatami ręcznymi, minami, minami pułapkami i materiałami wybuchowymi. Ich szkolenie obejmowało rozpoznawanie pojazdów wroga, skoki spadochronowe, sterowanie małymi łodziami, rozpoznawanie dokumentów, włamywanie się do sejfów i otwieranie zamków wytrychem. Do ich zadań należało zbieranie informacji o technice i technologii wroga. Przeszkolono ich zatem we wchodzeniu na pokład U-bootów w dokach i fotografowaniu pulpitów sterowniczych w celu zdobycia informacji o możliwościach okrętów podwodnych. W ramach przygotowań do wykonywania tych zadań oficerowie Royal Navy przeszli kurs poświęcony niemieckim minom morskim, torpedom, układom elektrycznym i systemom wykrywania okrętów podwodnych. W miarę zdobywania przez nich umiejętności program szkolenia uzupełniano o kolejne elementy wiedzy, między innymi o systemy naprowadzania torped, napęd U-bootów, sieci, zagrody bonowe i pozostały sprzęt do blokowania portów. Wraz z postępem prac planistycznych lista zadań wydłużyła się o techniki stawiania min przez wroga, szybkostrzelną broń przeciwlotniczą do stosowania na morzu, przeliczniki do kierowania ogniem artylerii okrętowej oraz informacje o celach i zamiarach niemieckich wojsk.
Jeszcze zanim 30. Jednostka Szturmowa została wysłana na drugi brzeg kanału i przystąpiła do działania, stało się jasne, że nie wszyscy rozumieją i pochwalają jej metody działania. Obawiano się, że dowódcy "na miejscu" odmówią współpracy z grupą wyglądającą na oddział szturmowy. Już w grudniu 1942 roku admirał Andrew Cunningham przewidział trudności w realizacji takich misji i zanotował: "Ich działalność nie zostanie w pełni zrozumiana przez władze wojskowe"[9]. Nie ograniczył się do wskazania przeszkód, na jakie prawdopodobnie natrafi 30. Jednostka Szturmowa, przeprowadzając tak innowacyjne operacje, ale podjął też starania, aby wesprzeć jednostkę, i zażądał, aby jej członkom wydano specjalne przepustki, które miały im ułatwić działanie. Ten pomysł był bardzo prosty, ale w przyszłości zadecydował o sukcesie T-Force.
Pierwsza okazja, by 30. Jednostka Szturmowa mogła się sprawdzić i wykazać, pojawiła się pod koniec kampanii aliantów w Afryce Północnej w 1943 roku. W Tunezji świeżo opierzeni komandosi 30. Jednostki Szturmowej zostali skierowani do akcji wraz ze sformowaną na poczekaniu S-Force, która miała zebrać dane wywiadowcze na terenie zajmowanych tunezyjskich portów. Jednak współpraca komandosów z nowymi kolegami nie układała się najlepiej, ponieważ obwiniali oni ponoć nieudolnych członków S-Force o opóźnianie ich działań aż o dobę. Tego problemu nigdy nie udało się do końca rozwiązać, co później rzutowało na myślenie członków jednostki i kształt operacji T-Force w północno-zachodniej Europie.
Jak na ironię - choć zdaniem członków 30. Jednostki Szturmowej niewielka liczebność stanowiła ich zaletę - podczas pierwszych operacji w Afryce Północnej inni obawiali się, że wystarczy jedna seria z karabinu maszynowego, by zdziesiątkować tak małą grupę i przekreślić szanse na powodzenie całej akcji. Obawy były tak silne, że nawet admirał Louis Mountbatten, pełniący funkcję szefa Operacji Połączonych, zasugerował, że należy jednostkę wycofać z Afryki Północnej, odesłać do Wielkiej Brytanii i tam wzmocnić ochotnikami z Royal Marines.
Po mało udanym początku w Afryce Północnej jednostka wkrótce nabrała hartu podczas operacji na Sycylii i we Włoszech, a zebrane przez nią dane wywiadowcze zrobiły duże wrażenie. Znalazła niemieckie mapy morskie dla U-bootów usiłujących uniknąć wykrycia w Cieśninie Gibraltarskiej oraz graficzne instrukcje do rozpoznawania sylwetek zakamuflowanych okrętów dla włoskiej floty. Zdobyła także kodowane sygnały identyfikacyjne stosowane na włoskich lotniskach i natychmiast przekazała je dowództwu RAF-u, a brytyjscy lotnicy wykorzystywali włoskie radiolatarnie do przeprowadzania nalotów bombowych, aby podziurawić pasy startowe i wyłączyć z akcji samoloty wroga. Weszła też w posiadanie mapy pokazującej rozmieszczenie podobnych radiolatarni na terenie Niemiec, co RAF również wykorzystał. Ale członkowie 30. Jednostki Szturmowej nie tylko zdobywali informacje. Zatrzymali również czołowego włoskiego faszystę, odpowiedzialnego za organizację niemieckiej administracji w Zatoce Neapolitańskiej.
Ponadto 30. Jednostka Szturmowa miała osiągnięcia w dziedzinie szpiegostwa przemysłowego, ponieważ między innymi poznała niemieckie rozkazy dla włoskich przedsiębiorstw i dokumenty dotyczące dostaw surowców dla niemieckiej marynarki wojennej. Royal Navy była szczególnie zainteresowana prowadzonymi we Włoszech badaniami dotyczącymi torped, a 30. Jednostka Szturmowa dostarczyła Admiralicji próbki licznych projektów torped, w tym zdalnie kontrolowanych urządzeń. Admiralicja otrzymała też szczegółowe dane o minach morskich i projekcie nowych bomb głębinowych z mechanizmem odpalającym je po pięćdziesięciu dniach, które zaprojektowano z myślą o niszczeniu urządzeń portowych. W sumie zdobyto informacje o czternastu rodzajach torped i min, w tym o kilku nieznanych wcześniej aliantom modelach.
Po tych zakończonych sukcesem operacjach oficerowie jednostki zażądali większej ilości środków transportu i zaopatrzenia w samochody pancerne. Wcześniej oddział nie mógł się posuwać dostatecznie szybko, ponieważ dysponował tylko pojazdami nieopancerzonymi. Jak raportował później jeden z oficerów, samobójstwem były próby wykonywania zleconych im zadań w pojazdach nieopancerzonych. Podczas jednego z natarć musieli porzucić swoje wozy i wdrapać się na tyły jadących czołgów, aby na czas dotrzeć do swoich celów. Uważał, że traktowanie czołgów jak taksówek było nie w porządku wobec ich załóg.
W czasie operacji włoskich żołnierze 30. Jednostki Szturmowej zebrali nawet nadpalone dokumenty, które, jak mieli nadzieję, mogły zawierać cenne informacje. Natomiast jednym z ich największych sukcesów na wybrzeżu Morza Śródziemnego było zdobycie niemieckich maszyn kodujących Enigma. Alianci mieli już sporo informacji wywiadowczych o tych maszynach, ale ich wiedza była niekompletna. Aby ją uzupełnić, wydano 30. Jednostce Szturmowej instrukcje dotyczące szukania egzemplarzy maszyn i książek kodowych do nich. Ten cel był okryty taką tajemnicą, że członkom 30. Jednostki Szturmowej zakazano nawet robienia jakichkolwiek notatek na odprawach. Operacje jednostki w Afryce Północnej zaowocowały zdobyciem maszyny szyfrującej o niedającym się dotąd złamać kodzie. Dzięki temu aliancki wywiad przez sześć tygodni odczytywał niemieckie transmisje radiowe w tym rejonie. Powiązane z tym poszukiwania doprowadziły do znalezienia niemieckich dokumentów, z których wynikało, że naziści prowadzą próby złamania alianckich kodów.
W 1943 roku dyrektor wywiadu marynarki wojennej napisał do szefa Dowództwa Operacji Połączonych, aby go poinformować o znaczeniu 30. Jednostki Szturmowej i korzyściach, jakie w przyszłości mogą przynieść podobne oddziały zbierające dane wywiadowcze. Przeświadczony o jej przydatności stwierdził, że: "jednostki tego typu powinny mieć stałe miejsce w naszych podstawowych strukturach na czas wojny"[10]. Dzięki swoim sukcesom jednostka mogła się też ubiegać o zwiększenie stanu osobowego. Podkreślano, że gdyby dysponowała większymi siłami na Capo Passero na Sycylii, udałoby się zapobiec zniszczeniu danych technicznych i urządzeń stacji radarowej oraz nie dopuścić do rozgrabienia sprzętu zarówno przez włoskich cywilów, jak i przez alianckich żołnierzy.
Pierwsze operacje przeprowadzone przez 30. Jednostkę Szturmową były dla nich kolejną, przyspieszoną lekcją. Niekiedy zapał jej członków powodował, że wysuwali się przed żołnierzy alianckiej piechoty i byli ostrzeliwani przez obie strony. Poza tym na szkoleniu dla oficerów sztabu nie powiedziano im, co mają robić z ogromnymi archiwami wywiadu wojskowego i politycznego. Toteż wciąż uczyli się na własnych błędach.
W czasie kampanii włoskiej zdecydowano, że oddziały bojowe jednostki wywiadu powinny wejść do miasta, które było celem natarcia, tuż za formacjami szturmowymi. Ponieważ cechowała je duża mobilność, mogły zająć cele i utrzymać je do czasu, aż wyspecjalizowani inspektorzy dotrą z tyłów. Ta metoda działania stała się później wzorem dla T-Force. Wciąż jednak 30. Jednostkę Szturmową czekały kolejne lekcje. Mimo początkowych sukcesów na Sycylii, po dotarciu do kontynentalnych Włoch musiała znowu współdziałać z wyznaczonymi jednostkami w ramach S-Force. Miały one międzynarodowy charakter i w większości były organizowane ad hoc, a nie powoływane w konkretnym celu. We Florencji S-Force składała się z jednej amerykańskiej kompanii piechoty, grupy z 30. Jednostki Szturmowej, trzech sekcji żandarmerii polowej, kilku włoskich inżynierów i plutonu amerykańskiej żandarmerii wojskowej.
Te nowe jednostki do zbierania danych wywiadowczych i przejmowania nowoczesnego sprzętu uczyły się na własnych błędach, ale też wyciągały wnioski ze swoich sukcesów. Zwykle nie było żadnej kontroli nad tymi, którzy przeglądali zdobyte dokumenty. Po prostu przetrząsali pudła papierów i segregatory akt, wyrzucając to, co ich zdaniem nie było interesujące. W efekcie na ulicach Rzymu znaleziono niezwykle cenne dokumenty - wyrzucone tam przez tych, którzy mieli je zabezpieczyć. Jeden ze świadków poinformował, że szli przez biura "jak burza, dosłownie niszcząc i drąc akta". Patrząc na dość przypadkowy sposób traktowania dokumentów, ten sam świadek zalecał, aby archiwa były pieczętowane, a ich przydatność oceniana pod kątem naukowym dopiero przez kompetentny personel. Jego końcowe uwagi miały później istotny wpływ na tworzenie i działanie T-Force: "Mam nadzieję, że w przyszłości unikniemy takich zniszczeń"[11].
Gdy uświadomiono sobie znaczenie odrzucanych informacji - po przeczytaniu raportów potępiających takie metody działania - wydano rozkazy, aby ograniczyć niekontrolowane przesiewanie dokumentów. Oskarżeni, broniąc się przed tymi zarzutami, podkreślali, że szukali dokumentów dotyczących najbliższych operacji wojskowych, mających większy priorytet niż jakiekolwiek inne materiały.
Żołnierze ci nie zdawali sobie sprawy, że wertowane przez nich archiwa, oprócz raportów dotyczących bieżącego konfliktu, zawierały dokumenty, które mogły się okazać niezwykle cenne w powojennym świecie. Należały do nich notatki o relacjach między Kościołem katolickim a rządem generała Franco w Hiszpanii oraz raporty na temat włoskiej aktywności w Indiach, Iranie, na Bliskim Wschodzie i w Tajlandii. Znalazły się tam również dokumenty wymieniające nazwiska sympatków faszyzmu w Egipcie i Iranie, którzy mogli zagrozić brytyjskim interesom w tych krajach. To jeszcze nie wszystko. Inne dokumenty rzucały światło na poglądy osób znanych na arenie międzynarodowej, które, jak do tej pory wierzono, były niezłomnymi antyfaszystami. Materiały zdobyte i przeanalizowane we Włoszech zawierały ponadto raporty o włoskiej propagandzie prowadzonej na terenie Wielkiej Brytanii w latach 30. XX wieku, dokumentację włoskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych na temat zagranicznych grup faszystowskich, dostaw surowców o znaczeniu strategicznym do Hiszpanii podczas wojny domowej i sposobach traktowania we Włoszech wziętych do niewoli Hindusów, a także poufne informacje o skutkach alianckich bombardowań Berlina i Monachium. Autor jednego z tajnych raportów stwierdził: "Jeśli będziemy w stanie zdobyć inne archiwa wywiezione do północnych Włoch przez faszystowski rząd republiki, w pełni poznamy historię ogromnej międzynarodowej sieci włoskiej i niemieckiej propagandy"[12].
Jednak nie wszyscy byli zachwyceni postępowaniem 30. Jednostki Szturmowej. Niektóre raporty donosiły, że została wycofana z Włoch z powodu metod stosowanych przez nią podczas operacji zdobywania materiałów wywiadowczych. Zdaniem obserwatorów była to prywatna armia grabieżców, niezdolnych do wypełniania rozkazów, których styl ubierania pozostawia wiele do życzenia. Nawet ci, którzy popierali istnienie jednostki, meldowali, jak ważne jest podniesienie poziomu dyscypliny, aby wyżsi alianccy dowódcy nie bulwersowali się liberalnym podejściem do umundurowania czy nawet "pirackim" wyglądem niektórych żołnierzy, odnotowanym przez krytyków. Jeden z takich krytyków zanotował na marginesie oficjalnego dokumentu, że byli "wyspecjalizowanymi złodziejami"[13].
Pod koniec 1943 roku misja 30. Jednostki Szturmowej we Włoszech dobiegła końca i wróciła ona do Wielkiej Brytanii, aby rozpocząć przygotowania do następnej fazy działalności - nieuniknionej inwazji na "twierdzę Europa". Poszerzono ją także o nowe skrzydło - oficerów techników marynarki wojennej, którzy mieli wybierać cele, zbierać informacje, a następnie przekazywać je do Admiralicji. Było to nowe podejście, przeniesione później do większej jednostki, jaką była T-Force. Ludzi tych ochraniali komandosi piechoty morskiej ze skrzydła Royal Marines. Ich zadaniem była walka i zdobycie celów, ochrona oficerów marynarki, a następnie zapewnienie ochrony celów i transportu zdobytych materiałów. Dyrektor wywiadu marynarki wojennej zanotował: "Zadania każdego skrzydła jednostki są równie istotne dla sukcesu zespołu jako całości - to znaczy bez skrzydła Royal Navy jednostka nie będzie miała celu działania, ale bez skrzydła Royal Marines skrzydło Royal Navy nie przetrwa długo w terenie"[14].
Operacje w basenie Morza Śródziemnego wykazały, jak przydatne są tego typu działania. Dzięki temu, że 30. Jednostka Szturmowa błyskawicznie wkraczała do włoskich miast i obiektów wojskowych, dostarczyła materiałów przydatnych wywiadowi wojskowemu i dokumentów politycznych. Narastała jednak świadomość, że jednostka jest zbyt mała do wykonywania takich zadań, a jej metody działania mogą się nie sprawdzić w Niemczech, gdzie sytuacja będzie nieco inna. Kampania włoska dowiodła także, że tworzone na poczekaniu oddziały S-Force nie są dobrym rozwiązaniem. Opieranie się na siłach akurat dostępnych w danym rejonie nie zapewniało niezbędnej ciągłości doświadczeń. Dni rywalizujących ze sobą agencji rozrzucających papiery po podłogach biur podczas szukania potrzebnych im informacji musiały szybko dobiec końca. Potrzebna była współpraca, a nie rywalizacja. Potrzebna była jednostka, która mogłaby się uczyć, zbierając doświadczenia, adaptować do nowych wyzwań i dostarczać naprawdę przydatnych informacji, które później można byłoby rozpowszechnić wśród wszystkich nimi zainteresowanych. To, co zapoczątkował komandor Fleming, trzeba było teraz dokładnie przeanalizować, a wyciągnięte wnioski wykorzystać do tworzenia tego, co miało się stać częścią największego w historii współczesnej epizodu zbierania danych wywiadowczych i technicznych.
Wiadomo było, że niezależnie od struktury, jaką będzie miała ta nowa siła, potrzebni będą żołnierze piechoty do opanowywania, wyszukiwania, zabezpieczania i obrony celów, a także transport, aby szybko dowieźć inspektorów do celów, zanim ktokolwiek poważnie je zniszczy, a potem wywieźć wszelkie zdobyte przez nich materiały. Nie można się też obejść bez saperów rozbrajających napotkane miny pułapki i żołnierzy wojsk inżynieryjnych rozmontowujących wszelkie urządzenia, które miały zostać zabrane. Biorąc pod uwagę te założenia, alianccy planiści zaczęli się przygotowywać do nadchodzących dni. Zanim jednak mogli przystąpić do przeszukiwania ruin Niemiec, musieli się zająć pilniejszymi sprawami - przygotowaniem bezpiecznego lądowania we Francji.
Przypisy
[1] Podpułkownik R.D. Bloomfield, cytowany w "The T-Force Story", 5th King's/No.2 T-Force Old Comrades Association.
[2] National Archives ADM 223/500.
[4] National Archives DEFE2/1107.
[5] National Archives ADM223/500.
[6] Royal Air Force Regiment - założony w 1942 roku specjalistyczny pułk ochrony lotnisk (przyp. tłum.).
[7] Field Security Police - utworzone w 1937 roku skrzydło brytyjskiej żandarmerii wojskowej, w 1940 roku włączone do reaktywowanego Korpusu Wywiadu (przyp. tłum.).
[8] National Archives ADM223/500.
[11] National Archives WO204/795.
[13] National Archives FO935/20.
[14] National Archives DEFE2/1107.