Zygmunt StępińskiDyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN
Piaskowiec dobry
do ostrzenia kos
więc ostało się tylko
żebro kamienia
tu stopa kamienia
piszczel
tam goleń
kość kamie
gnat ka
(...)
I nikt już nie wie
i wiedzieć nie będzie
co Alef co Bejs
co Gimel znaczy
(...)
Jerzy Ficowski,
Pismo umarłego cmentarza.
Pamięci Racheli Auerbach
Hebrajskie litery wyryte w kamieniu, widoczne na rozbitych macewach, których nie sposób złożyć w całość. Fragment inskrypcji w języku hebrajskim, widniejący na kole szlifierskim wykonanym z żydowskiego nagrobka. To jedne z pierwszych obiektów, które widzimy na wystawie 1945. Nie koniec, nie początek, opowiadającej o losach ocalałych z Zagłady polskich Żydów i ich doświadczeniu końca II wojny światowej.
Przestrzenie otwierające wystawę ukazują pejzaż po katastrofie. Zdewastowane i wypalone mury synagog, zniszczone cmentarze żydowskie, zrujnowane i rozgrabione lub zajęte domy. Macewy wykorzystane jako podmurówki i do wybrukowania ulic; zwoje Tory przerobione na przedmioty codziennego użytku. Do takiej rzeczywistości wracali ci, którzy przeżyli Zagładę - było ich niewielu, zaledwie około 10% wszystkich Żydów, którzy przed wojną mieszkali w Polsce. Schorowani, okaleczeni i skrajnie straumatyzowani, zostali pozbawieni niemal wszystkiego: zarówno najbliższych osób, jak i całych społeczności, w których dawniej żyli. Najczęściej nie mieli domu i majątku. Trwali w strachu przed przemocą i antysemityzmem, które nie ustały wraz z końcem wojny. Czy w tych warunkach potrafili rozpocząć życie na nowo? Skąd czerpali siłę, by tego dokonać? Przecież tak wielu Żydów postrzegało powojenny świat jako ruiny i cmentarzysko, gdzie "nikt już nie wie i wiedzieć nie będzie co Alef co Bejs co Gimel znaczy".
Jerzy Ficowski zadedykował wiersz, z którego pochodzą te słowa, Racheli Auerbach - jednej z bohaterek wystawy, pisarce, dziennikarce i działaczce społecznej. Spośród kilkudziesięciu twórczyń i twórców Podziemnego Archiwum Getta Warszawskiego ocalała tylko ona oraz Bluma i Hersz Wasserowie. Po wojnie Rachela nie ustawała w apelach i staraniach o odnalezienie bezcennej dokumentacji, będącej świadectwem Zagłady Żydów. Odpowiadała na pytanie o sens swojego przeżycia i późniejszych działań:
A gdy tak szukam dla siebie nowej racji bytu, gdy nazbyt lękam i troszczę się o moją nędzną egzystencję, wydaje mi się (a może wmawiam w siebie, dla uspokojenia nieczystego sumienia), że mam nie prawo, ale obowiązek życia. A to dlatego mianowicie, że we mnie żyje pamięć tych, którzy zginęli. I żyje we mnie - żywe świadectwo - dramat ich zguby.
Powojenne losy Racheli Auerbach wspólnie z życiorysami kilkunastu innych osób tworzą wątki, z których utkana została opowieść na wystawie. Motywacje towarzyszące Racheli w jej działaniach były jednymi z wielu, które popychały Ocalałych w różnych kierunkach. Ścieżki, którymi podążali, były bardzo różne, czasem przecinały się lub łączyły ze sobą, czasem wiodły w zupełnie inne strony i nie miały prawa się spotkać. Wielogłos bohaterek i bohaterów ekspozycji wybrzmiewa w konkretnych historycznych okolicznościach, o których mówimy z perspektywy ocalałych Żydów. Celowo zachowujemy ten punkt widzenia, chcąc uchwycić ich ówczesne doświadczenia. Niniejsza publikacja towarzysząca wystawie ów wielogłos poszerza, uzupełnia o współczesne spojrzenia i refleksje autorów esejów, którzy czerpią z różnych dziedzin, a zarazem odnoszą się do prezentowanych zdjęć, dokumentów, filmów i innych obiektów. Zaglądają w głąb tego, co kryje się za tymi artefaktami.
W 80. rocznicę zakończenia II wojny światowej opowiadamy, czym był ten czas dla ocalałych Żydów, co wówczas czuli i myśleli, jakich wyborów dokonywali w pierwszych powojennych latach. To w dużej mierze historia jednej grupy - tych, którzy przeżyli Zagładę - przekazywana poprzez indywidualne losy i z osobistej perspektywy. Być może znane są nam inne historie dotyczące tego okresu w Polsce i na świecie. Wysłuchajmy i tej, która przez wiele lat pozostawała nieopowiedziana i szerzej nieznana. Choć bolesna i trudna, zasługuje na wysłuchanie oraz włączenie jej do opowieści, na zachowanie w pamięci tego wątku zakończenia II wojny światowej i ludzi, którzy go doświadczyli.
Zuzanna Schnepf-Kołacz"My, którzy przeżyliśmy" O wystawie "1945. Nie koniec, nie początek"
Nie ma jednej ustalonej daty zakończenia II wojny światowej. Dla niektórych był to 1944 rok, gdy Armia Czerwona wkroczyła na wschodnie ziemie II Rzeczpospolitej. Dla innych tym momentem było wejście wojsk radzieckich do Warszawy 17 stycznia lub do obozu Auschwitz-Birkenau 27 stycznia 1945 roku. Oficjalnie uznawana na świecie cezura to 8 maja 1945 roku, czyli kapitulacja III Rzeszy. Wiele różnych dat, związanych z osobistymi przeżyciami lub punktem widzenia, może oznaczać kres tego największego konfliktu zbrojnego XX wieku. Koniec wojny jest nazywany wyzwoleniem, ale też ponowną okupacją Polski, tym razem radziecką.
Różne nazwy, daty i miejsca. Czym był koniec wojny? Co tak naprawdę oznaczał dla tych, którzy przeżyli? Opowiadamy o tym z perspektywy polskich Żydów. Ocalałych z Zagłady w kryjówkach "pod powierzchnią" i "na powierzchni" - pod przybraną tożsamością, w obozach koncentracyjnych, w partyzantce, w armiach Berlinga i Andersa oraz - a była to najliczniejsza grupa - w Związku Radzieckim. Mówimy o tym, co czuli i myśleli w chwili odzyskania wolności i w pierwszych powojennych latach, jak zmieniło to ich sytuację i możliwości, jakie decyzje podejmowali i co nimi kierowało. W jaki sposób odbudowywali swoje życie po katastrofie i czy byli w stanie tego dokonać.
Jednym z pierwszych po zakończeniu wojny doświadczeń osób, które ocalały z Zagłady, była pustka spowodowana stratą bliskich, domu, społeczności - wszystkiego, co daje poczucie bezpieczeństwa, oparcie i możliwość zakorzenienia. Dopiero wtedy w pełni uświadamiali sobie ogrom Zagłady. Byli bezdomni zarówno w sensie dosłownym - najczęściej nie mieli dokąd pójść, jak i w wymiarze emocjonalnym - zostali pozbawieni swojego miejsca na ziemi. Władka Meed (wcześniej Fajgiel Peltel-Międzyrzecka) wspominała powrót do Warszawy w styczniu 1945 roku:
Nie mieliśmy gdzie mieszkać. Jednocześnie jakiś nieodparty impuls gnał nas z powrotem do getta. [...]
W milczeniu, wzrokiem pełnym bólu, ogarnialiśmy ten widok: każdy kamień, każdy stos gruzu przypominał nam o życiu, którego byliśmy cząstką. Tu wystający kawałek rury, tam pogięty pręt i zwęglone, nadpalone drzewko: tylko tyle pozostało z naszego spustoszonego świata. Mój wzrok zatrzymał się na strzępach podartego, zabrudzonego ziemią modlitewnika, na zardzewiałym, wyszczerbionym garnku... I nagle znowu ujrzałam mój dom rodzinny, mojego tatę i mamę...1
Mniej więcej w tym samym czasie, 19 stycznia 1945 roku w odległych o 150 kilometrów Końskich Halina Zawadzka stojąc na ul. Kilińskiego, przeżywała chwile wkroczenia radzieckich żołnierzy do miasta:
Rosjanie zdejmowali ze mnie karę śmierci, przywracali mi na nowo prawo do życia i godność człowieka. Zdałam sobie wreszcie sprawę, że przeżyłam Niemców, i ta świadomość wywołała we mnie uczucie strasznej samotności. Poczułam tłumiony od dawna ból po stracie całego mojego świata i pustkę w otaczającym mnie wrogim otoczeniu. Znów zaczęłam płakać2.
Tego samego dnia Irena Grocher opuściła schron przy ul. Mariańskiej w Warszawie i zanotowała w swoim dzienniku:
O 10:00 w nocy wyszłam z bunkra na wolny świat. Dziwne uczucie mnie opanowało. Przecież powinnam być szczęśliwa, skakać do góry z radości. Cały czas męczyliśmy się po to, by dożyć tej chwili [...]. Dlaczego się wcale nie cieszę. Czuję tylko, że serce we mnie zamarło. Tak, to żal za tymi, których straciłam. I co dalej, jak sobie utorować drogę na przyszłość, sama jedna na tym obcym świecie, bez żadnego kapitału, fachu. Ot, taka niedokończona studentka3.
Te trzy świadectwa, przedstawiające trzy różne sytuacje dziejące się niemal równocześnie, ukazują wspólnotę doświadczeń ocalałych kobiet, które dopiero wraz z wyzwoleniem w pełni zdały sobie sprawę z utraty całego swojego świata. Pytanie, czy wojna faktycznie zakończyła się dla nich w tej właśnie chwili?
Dla każdego symboliczny koniec okupacji mógł wiązać się z różnymi wydarzeniami. Dla jednych był to widok żołnierzy polskich lub radzieckich, dla innych - powrót do przedwojennego domu czy rodzinnej miejscowości, odnalezienie bliskich, ujawnienie żydowskiej tożsamości polskiemu otoczeniu... Wielu Żydów nie mogło doświadczyć tych właśnie oznak wyzwolenia: nie mieli do kogo ani dokąd wracać, a nawet jeśli kierowali się do swoich dawnych miejsc zamieszkania, zazwyczaj bardzo szybko z nich uciekali w obawie o swoje bezpieczeństwo, zastraszeni przez miejscowych Polaków. Często kierowani strachem pozostawali przy swoich okupacyjnych fałszywych tożsamościach. Koniec wojny nie dopełnił się. Samuel Puterman zapisał:
Wróciłem, ale nikogo to nie ucieszyło. Szedłem z biciem serca [...] na miejsce, gdzie rok temu rozłączali nas. [...] Powitał mnie jeszcze niewywietrzały [swąd] spalenizny i puste oczodoły zniszczonego domu. Serce przestało mi bić [...], ścisnęło się i skurczyło boleśnie, i tak już zostało do dziś. Piękny sen o wolności spełnił się tylko w maleńkiej części. Urwał się przed domem, gdzie miałaś czekać4.
Wraz z zakończeniem okupacji rodziło się pytanie o przyczynę własnego ocalenia: dlaczego ja przeżyłem/przeżyłam, skoro miliony Żydów zostało zamordowanych? Odpowiedzią były nie tylko odpowiednie warunki sprzyjające uratowaniu się. Równie często w świadectwach uzasadniano to cudem, opatrznością, zrządzeniem losu, szczęściem, przypadkiem... Ten ostatni, rozumiany jako splot okoliczności, Małgorzata Melchior uznaje za czynnik przesądzający o życiu i śmierci w czasach Zagłady w dużo większym stopniu niż podczas pokoju5.
Wydaje się, że podobnie o roli przypadku można myśleć w kontekście pierwszych lat powojennych. Był to obfitujący w wydarzenia okres, kiedy zmieniały się granice państwa, ogromne tłumy przemieszczały się lub przymusowo je przesiedlano, brakowało żywności, lekarstw oraz innych środków do życia, szerzyła się demoralizacja, przemoc i przestępczość, a nowa władza wprowadzała swoją politykę, zwalczając jednocześnie antykomunistyczne podziemie. Wszystko działo się bardzo szybko i często w nieprzewidywalny sposób. Jednocześnie wojenne mechanizmy determinujące zdarzenia lub procesy pozostawały w mocy. Nadal za przynależność do określonej wspólnoty narodowej lub społecznej można było być dyskryminowanym, prześladowanym lub wręcz zabitym.
W tym intensywnym czasie prezentujemy na wystawie - niczym na tarczy zegara, którego wskazówki odmierzają pierwsze powojenne lata - kolejne wydarzenia, procesy i okoliczności, które wywarły decydujący wpływ na życie ocalałych. Opowiadamy o pustce po Zagładzie, powrotach w rodzinne strony, antysemityzmie, z jakim się spotykali - od podszytego niechęcią zdziwienia: "To ty przeżyłeś?", przez pogróżki oraz ulotki antysemickie po morderstwa i pogromy. Pokazujemy pierwsze upamiętnienia i starania, by udokumentować Zagładę, a także brak zgody polskiego otoczenia na żydowską żałobę, niszczenie pomników i rozkopywanie grobów. Przedstawiamy dylematy, z którymi musieli mierzyć się ocalali i argumenty przemawiające za pozostaniem bądź wyjazdem. Podążamy różnymi drogami za tymi, którzy zdecydowali się odbudować życie w Polsce (funkcjonowanie w żydowskiej społeczności; zaangażowanie w działalność komunistyczną; ukrywanie żydowskiego pochodzenia). Śledzimy losy tych, którzy najczęściej drogą nielegalnej emigracji, możliwą dzięki działaniom organizacji Bricha (hebr. ucieczka), trafili do obozów dipisów, a następnie, często po długotrwałym oczekiwaniu i tułaczce, rozproszyli się po świecie.
Wskazówki niewidzialnego zegara nie zawsze poruszały się w tym samym kierunku, nie zawsze regularnie odmierzały następne miesiące i lata. Powojenny czas rządził się własnymi prawami. Był nieprzewidywalny, nagle zmieniał swój bieg, zatrzymywał się i przyspieszał. Opowiadamy o losach konkretnych ludzi - kilkunastu bohaterów i bohaterek wystawy, którzy starali się ułożyć sobie życie od początku w tej niestabilnej rzeczywistości, nie wiedząc, co nastąpi dalej. Czy w takich warunkach mieli możliwość realnego dokonywania wyborów i kształtowania swoich losów w zaplanowany sposób?
Opisywane na wystawie lata były czasem podejmowania decyzji, spośród których jedna z najważniejszych dotyczyła tego, jak i gdzie zbudować nowe życie - w Polsce czy za granicą. Często odpowiedź na to pytanie zależała od wielu procesów i wydarzeń historycznych oraz wpływu otoczenia. W znacznym stopniu wynikała z przypadku i tylko w ułamku było to indywidualne, świadome postanowienie. Dokonane wybory być może nie były nieodwracalne, ale w dużej mierze kształtowały późniejsze losy ocalałych i kolejnych pokoleń polskich Żydów.
Z drugiej strony, jak wskazuje Małgorzata Melchior, wyzwolenie stanowiło dla ocalałych moment odzyskania kontroli nad własnym życiem oraz częściowo nad światem, który ich otaczał. Po latach okupacji mieli świadomość nowego początku i chcieli o nim decydować. Dawid Fogelman tak pisał o końcu wojny: "Zdałem sobie wtedy dokładnie sprawę, że jestem nowo narodzonym człowiekiem, że nareszcie odzyskałem wolność i zaczynam nowe życie"6.
Nowe życie. Odrodzenie. Odbudowa, która - obok powojennej pustki i ruin - jest drugim z kluczowych wątków opowieści na wystawie. Ten mało znany szerszej publiczności rozdział historii polskich Żydów ukazuje ocalałych w zupełnie innym świetle.
Wyszli z Zagłady z ogromną traumą, pozbawieni wszystkiego, co w życiu najważniejsze, jednocześnie sprzeciwiając się postrzeganiu ich przez pryzmat ofiar. Chcieli być aktywni, sprawczy i mieć podmiotowość. Pragnęli samodzielnie kształtować swoje życie w wymiarze osobistym, a także na poziomie społeczności żydowskiej w Polsce i poza nią. Czuli się częścią międzynarodowej wspólnoty Żydów, ich kultury, tradycji i historii.
Zdawali się mówić, odwołując się do tytułu znanego powojennego filmu: "My, którzy przeżyliśmy7. Jesteśmy tu, i tu chcemy odbudować nasze życie". Wszystko jedno, czy owa odbudowa przejawiała się w układaniu na nowo swoich prywatnych spraw, czy w działalności w licznych instytucjach i organizacjach żydowskich. Każda podjęta w tamtych czasach próba odnalezienia swojego miejsca na ziemi wymagała niezwykłej siły i determinacji, stawienia czoła traumie, bezdomności i wrogości otoczenia.
Zdjęcie, które pokazujemy na ekspozycji, w symboliczny sposób ilustruje wysiłki na rzecz powrotu do życia po Zagładzie, zbudowania go od nowa na ruinach utraconego świata, w zupełnie innej rzeczywistości. Młody mężczyzna na fotografii to pochodzący z Białegostoku Zeev Szewach8, działacz syjonistycznego ruchu Dror9, od 1945 roku członek organizacji Bricha.
Zeev Szewach na tle ruin łódzkiego getta. Łódź, 17 września 1945 r. Fot. Beit Lohamei Hagetaot
Sfotografowano go 17 września 1945 roku, w przeddzień święta Jom Kipur. W tle widać ruiny getta w Łodzi, która w pierwszych powojennych latach była centrum odradzającego się życia żydowskiego w Polsce w wymiarze instytucjonalnym, politycznym, społecznym, religijnym i kulturowym.
Wiadomo, że Szewach stracił w czasie wojny większość bliskich. W bazie ofiar Zagłady Instytutu Yad Vashem widnieje szesnastu zgłoszonych przez niego członków rodziny z Białegostoku10, w tym jego ojciec Henoch i młodsza o dwa lata siostra Szraga. On sam przebywał w Wilnie do 1941 roku, potem wraz z innymi działaczami syjonistycznymi wyjechał do Kazachstanu, gdzie doczekał końca wojny. Wrócił do Polski latem 1945 roku11. Był jednym z organizatorów kibucu Droru w Łodzi, dołączył do Brichy, która skupiała żydowskich działaczy i ochotników z różnych państw. Należeli do niej głównie młodzi ludzie, którzy przeżyli Zagładę i oddolnie prowadzili działalność wspierającą nielegalną lub półlegalną emigrację Żydów z Europy Środkowo-Wschodniej do brytyjskiego protektoratu w Palestynie.
Jest coś poruszającego w zdjęciu stojącego w ruinach getta młodzieńca, który w Zagładzie stracił rodzinę i dom, a jednocześnie działał na rzecz ocalałych Żydów i pomagał im zbudować ich życie na nowo, w innej części świata. Zbliżał się Jom Kipur - jedno z najważniejszych świąt żydowskich, kończące okres Dziesięciu Dni Pokuty. W judaizmie to dzień pojednania i odpuszczenia przez Boga grzechów. Początek nowego życia.
Zeev Szewach wyjechał wkrótce z Polski, miał troje dzieci, zmarł w Izraelu w 1994 roku12. Dwa lata przed śmiercią zgłosił w Instytucie Yad Vashem swoją rodzinę - szesnaścioro Żydów i Żydówek z Białegostoku zamordowanych w czasie Zagłady.
1 W. Meed, Po obu stronach muru. Wspomnienia z warszawskiego getta, przedm. E. Wiesel, tłum. K. Krenz, Warszawa 2003, s. 302-305.
2 H. Zawadzka, Ucieczka z getta, Warszawa 2001, s. 161-162.
3 Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego (dalej: AŻIH), sygn. 102/103, Zbiór relacji ocalałych z Zagłady, Relacja Ireny Grocher, [za:] Pamiętniki z getta warszawskiego. Fragmenty i regesty, oprac. M. Grynberg, Warszawa 1988, s. 300.
4 AŻIH, sygn. 302/27, Zbiór relacji ocalałych z Zagłady, Relacja Samuela Putermana, [za:] Pamiętniki z getta warszawskiego..., s. 323.
5 Autorka powołuje się na wypowiedź Michała Głowińskiego, zob. M. Melchior, Zagłada a tożsamość. Polscy Żydzi ocaleni "na aryjskich papierach". Analiza doświadczenia biograficznego, Warszawa 2004, s. 310.
6 AŻIH, sygn. 302/35, Zbiór relacji ocalałych z Zagłady, Relacja Dawida Fogelmana, [za:] Pamiętniki z getta warszawskiego..., s. 310.
7 Mir, lebngeblibene (My, którzy przeżyliśmy) [film], reż. N. Gross, Centralny Komitet Żydów w Polsce, 1948.
8 Zeev Szewach urodził się w 1921 roku w Białymstoku. Nie znalazłam informacji o imieniu, jakie nosił przed wojną, a które zapewne było inne. Być może nadano mu imię Wolf, będące odpowiednikiem hebrajskiego Zeev ("wilk"). W powojennych dokumentach zapisywał swoje nazwisko Shevach.
9 Organizacja była młodzieżową przybudówką Poalej Syjon Prawicy, która dążyła do utworzenia socjalistycznego państwa żydowskiego na Bliskim Wschodzie.
10 Zgłoszenia dotyczą ojca, siostry, ciotek, wujów i kuzynów, zob. Yad Vashem, the World Holocaust Remembrance Center, [on-line:] https://tiny.pl/8_gnddvd (dostęp: 22 VIII 2024).
11 L.A. Sarid, Ruin and Deliverance: Pioneer Movements in Poland Throughout the Holocaust and During Its Aftermath 1939-1949, t. 1: The Road of Torment and Rebellion, Tel Aviv 1997. Dziękuję Liorowi Inbarowi z archiwum Muzeum Bojowników Getta za informacje o Zeevie Szewachu i cytowanej publikacji.
12 Dziękuję Danowi Barburowi, pracownikowi Działu Genealogii Żydowskiego Instytutu Historycznego za znalezienie tej informacji.