WSTĘP
Skąd taki tytuł?
153... - bo tyle mniejszych lub większych materiałów (fragmentów) opiszę w książce.
...sceny filmowe... - bo skoncentruję się na materiałach audiowizualnych: filmach, serialach, rzadziej piosenkach, skeczach kabaretowych czy reklamach telewizyjnych. Jest tego naprawdę dużo, stąd wprowadzenie jakiegoś ograniczenia wydawało mi się konieczne.
...z życia korporacji - bo książka będzie o tym, jak w kulturze masowej prezentowany jest świat biznesu.
No i podtytuł.
Seks, kłamstwa i inne obowiązki służbowe
Oczywiście wybór takiego sformułowania ma podkręcić sprzedaż książki - wszak dzięki temu na okładce pojawi się słowo "seks". A poważniej - właśnie o wszystkich tych elementach będzie tutaj mowa. Jest rozdział o seksie i innych historiach obyczajowych plus jedna seksualna ciekawostka, jest sporo o kłamstwach ludzi i korporacji, a o "innych obowiązkach służbowych" są wręcz całe rozdziały.
Wspólnie poszukamy odpowiedzi na pytanie, jak to się dzieje, że obraz biznesu w dziełach kultury masowej jest taki, jaki jest, na ile jest zgodny z prawdą i tym, co o biznesie myśli społeczeństwo. Zastanowimy się, czy to sztuka naśladuje życie, czy życie biznesowe naśladuje sztukę. Będzie okazja do tego, żeby wielokrotnie szczerze się pośmiać, czasem poczuć zadziwienie i zaskoczenie, czasem też pewnie zobaczyć siebie samego w krzywym zwierciadle.
W poprzednim akapicie użyłem nieco górnolotnego sformułowania "sztuka naśladuje życie", co sugeruje, że będę się tu zajmował wielką sztuką. Otóż nie: jedynym kryterium pojawiania się cytatów z konkretnych filmów i seriali było dla mnie to, że w jakiś ciekawy sposób dotyczyły one świata biznesu. Nie kierowałem się ich wartością artystyczną czy ocenami krytyków, co oznacza, że znacznie częściej na kartach tej książki pojawia się kino popularne czy seriale masowe niż arcydzieła wygrywające festiwale w Sundance czy Cannes. Choć oczywiście znajdzie się także kilka tytułów nagrodzonych Oscarem czy Emmy.
Skąd moje zainteresowanie tym tematem? Gdzieś w połowie 2010 roku przeczytałem w prasie, że Ilona Łepkowska, scenarzystka takich seriali jak Klan, Na dobre i na złe czy M jak miłość rozpoczęła pracę nad scenariuszem filmu Och, Karol 2, który miał być remakiem filmu o tym samym tytule z 1985 roku. Podejrzewam, że sam fakt pisania kolejnego scenariusza przez znaną scenarzystkę niespecjalnie by mnie zainteresował - zwłaszcza, że jej wcześniejsze dokonania nie robiły na mnie dużego wrażenia. Jednak dowiedziałem się wtedy, że Karol, tytułowy bohater filmu, tym razem będzie trenerem biznesu. Co było - i jest - dla mnie o tyle ważne, że właśnie ten zawód sam wykonuję. Przypomnę, że w pierwotnej wersji Karol był architektem.
Możesz nie pamiętać tego filmu ani w wersji oryginalnej, ani w tej, która ostatecznie w 2011 roku pojawiła się na ekranach. Napiszę najkrócej, jak potrafię, o tym, co dla mnie miało znaczenie. Karol w obu filmach przedstawiany jest jako kobieciarz, podrywacz, namiętnie zdradzający swoją narzeczoną z licznymi kochankami. Zacząłem się wtedy zastanawiać, w jakim świetle stawia to zawód trenera i na ile ten film może mieć znaczenie dla postrzegania mojej roli zawodowej w społeczeństwie. Na ile rozpowszechni obraz trenerów jako współczesnych marynarzy, żyjących od romansu do romansu. Jak zobaczysz w dalszej części książki, taka obawa nie jest nieuzasadniona, bo szkolenia często kojarzą się ludziom z pewnym rozluźnieniem obyczajów.
Na szczęście okazało się, że film miał marginalne znaczenie dla budowania społecznego odbioru zawodu trenera, bo i sam okazał się raczej nieudaną produkcją filmową (był o włos od zdobycia nagrody za najgorszy film roku 2011). Na szczęście dla mnie ten temat okazał się bardzo inspirujący.
Od tamtej pory kwestia obrazu biznesu w kulturze masowej jest mi bliska. Staram się wyłapywać fragmenty filmów i seriali, w których portretowane są biznes i życie korporacyjne w swoich licznych przejawach. Z uwagi na to, czym się zajmuję na co dzień, zacząłem od obrazu HR-u, czyli od pracy działów personalnych, działów kadr, trenerów oraz innych osób tworzących ten segment biznesu. Najłatwiej było mi zauważać fragmenty dotyczące środowiska, z którego sam się wywodzę. Zacząłem metodycznie przeglądać seriale o tematyce okołobiurowej i odnotowywać ciekawe fragmenty. Zapisywałem wszystkie sceny z filmów związane z tym, czym się zajmuję. Z czasem rozszerzyłem krąg swoich zainteresowań na inne działy biznesu i inne grupy zawodowe. Tak oto w moich zbiorach zaczęły się pojawiać materiały dotyczące informatyków, sprzedawców, marketingowców, szefów, a także korporacji jako takiej i specyfiki życia biurowego.
W tej książce podzieliłem świat biznesu na kilkanaście obszarów. Opowiem o nich kolejno, w trzech osobnych częściach. Do każdej części zaproponuję zestaw materiałów wartych obejrzenia i skomentuję to, co będzie się w nich pojawiać. Oto poszczególne obszary mojej eksploracji:
Życie pracownika (rekrutacja, życie biurowe, szkolenia, wyjazdy integracyjne i zwalnianie). Przegląd zawodów, kast i grup interesów (z uwzględnieniem takich zawodów, jak sekretarki, szefowie, pracownicy HR-u, informatycy, sprzedawcy, maklerzy giełdowi, konsultanci, marketingowcy, inżynierowie i lobbyści). Korporacja jako twór opisywany w kulturze.
Wiem, że samo czytanie o materiałach wideo może być atrakcyjne i zajmujące. Będę się starał z całych sił, żeby tak właśnie było. Jednak suchy tekst nigdy nie przebije możliwości zobaczenia tych materiałów w ich oryginalnej postaci. Dlatego obok każdego cytatu znajdziesz adres strony internetowej. Po wpisaniu adresu w wyszukiwarce wyświetli ci się konkretna strona internetowa z materiałem, o którym piszę. Na stronie www.153sceny.pl są dostępne wszystkie te fragmenty, dobrze więc będzie czytać tę książkę przy komputerze albo tablecie.
Książka taka jak ta zawsze będzie niekompletna. Na pewno okaże się, że przegapiłem lub pominąłem jakiś świetny materiał, a dla jakiejś ważnej postaci nie starczyło miejsca. Ilość materiałów źródłowych, które należałoby przejrzeć, jest tak potężna, że przerasta moje skromne możliwości. I tutaj czas na dobrą wiadomość. Jak już wiesz, w książce są adresy stron odsyłających do materiałów multimedialnych. Wszystkie moje odkrycia zamieszczam na stronie www.153sceny.pl - i zamierzam nadal publikować tam materiały, które trafią do moich zbiorów już po zakończeniu pisania. Zachęcam cię do zaglądania tam raz na jakiś czas, by zobaczyć nowy materiał, rozwijający treści zawarte w książce. Możesz też współtworzyć stronę i zgłosić materiał, który twoim zdaniem jest wart uwagi, a który haniebnie pominąłem. Zamieszczę go wraz z informacją, kto mi go podsunął.
Studiowałem kiedyś przez dwa lata kulturoznawstwo (tak naprawdę zaliczyłem na tym kierunku garść przedmiotów). Wiem dzięki temu, że podczas analizy wiersza można wyróżnić czterostopowce anapestyczne z hiperkataleksą w klauzuli drugiego wersu. Nie będę się jednak silił na poprawną metodologicznie monografię, zawierającą analizę sposobów prowadzenia narracji w poszczególnych odcinkach drugiej serii wybranego serialu. Choć oczywiście obiecuję, że postaram się w miarę adekwatnie używać takich pojęć jak narracja, kompensacyjna rola kultury, tropy czy media masowe.
Chcę dostarczyć ci rozrywki i refleksji.
A zatem: dobrej zabawy!
Zwalnianie
Zwolnienia w klasycznym stylu
Rozdział o życiu biurowym zacząłem od przykładów filmowych rekrutacji. Skończę go materiałami na temat zwalniania. Tak jak rekrutacja była procesem pozyskiwania do firmy wartościowych pracowników, tak zwalnianie będzie opowieścią o pozbywaniu się tych, którzy przestali być potrzebni. Inaczej nazywa się to świadomym kształtowaniem polityki personalnej.
Kino popularne w dużej mierze opiera się na powtarzaniu podobnych elementów. Nazywamy to zwykle kalkami, kliszami, motywami czy tropami. Nie chodzi mi tutaj tylko o powtarzanie schematów fabularnych, ale o stereotypowe przedstawianie pewnych fragmentów rzeczywistości. O to, że w wielu filmach znajdziemy wspólne rysy w opisie konkretnego zjawiska, podobne sceny i uproszczenia. Przykłady? Kiedy bohaterowie filmu jadą do Paryża, na pewno z pokoju hotelowego będzie widok na wieżę Eiffla. Kiedy rano wyjdą po zakupy, z toreb będą im wystawać bagietki[22].
Podobne klisze znajdziemy w scenach dotyczących biznesu. Najbardziej popularną z nich jest chyba sposób zwalniania pracowników. Stałe elementy takich rozmów w filmach i serialach to:
powiadomienie pracownika na ostatnią chwilę; zaproszenie do osobnego pokoju; obecność dwóch konsultantów HR-u; wytłumaczenie, na co zwalniany może liczyć w związku ze zwolnieniem; wręczenie pakietu pozwalającego pomyśleć o przyszłości; odprowadzenie przez ochronę do gabinetu; spakowanie wszystkich rzeczy prywatnych pod czujnym okiem ochrony do jednego lub dwóch kartoników.
Zapewne też dzieje się to w piątek, bo jak mówi jeden z konsultantów z filmu Życie biurowe: "Najlepiej zwalnia się pracowników w piątek. Badania pokazują, że kiedy robisz to pod koniec tygodnia, ryzyko jakiegoś nieprzyjemnego incydentu spada". Poważniejsze źródła też potwierdzają, że zwalnianie w piątek jest dobrym pomysłem. Zacytuję fragment z portalu Nowoczesna Firma:
Generalnie lepiej uczynić to w piątek niż w poniedziałek. (...) Jeśli zdecydujesz się na piątek, to też nie pod sam koniec dnia, bo pracownik gotów jest pomyśleć, że boisz się konfrontacji z innymi pracownikami lub po prostu chcesz mieć tę sprawę z głowy przed weekendem. (...) Tak czy owak, zwolnienie w piątek powoduje, że pracownik ma cały weekend na otrząśnięcie się z szoku, przetrawienie twojej decyzji, podzielenie się nią na spokojnie z rodziną, znajomymi, a być może już rozpoczęcie planowania dalszej przyszłości. (...) Decydując się na piątek, być może oszczędzasz zwalnianemu wstydu przed innymi pracownikami i ich mniej lub bardziej szczerymi próbami pocieszenia oraz bombardowania go pytaniami. Także tobie łatwiej będzie odreagować stres przez weekend, kiedy możesz się do tego trochę zdystansować. W tygodniu myśl ta paraliżowałaby twoją pracę[23].
Rzućmy okiem na przykład takiej rozmowy. Pochodzi ona z filmu Chciwość. Pewnego dnia na jednym z pięter banku inwestycyjnego pojawia się ekipa pracowników HR-u. Jej zadaniem jest przeprowadzenie serii zwolnień. Jeden z bohaterów, Eric, zostaje wezwany do pokoju konferencyjnego na spotkanie z przedstawicielami działu personalnego. Toczy się rozmowa zawierająca wszystkie wymienione wyżej elementy. Oczywiście kończy się ona spakowaniem dobytku do kartonowych pudeł.
PRACOWNICA DZIAŁU HR: Jest mi bardzo przykro, że spotykamy się tutaj dzisiaj. Ale mamy bardzo trudne czasy, o czym pan pewnie dobrze wie.
ERIC: Słuchajcie, zajmuję się zarządzaniem ryzykiem i nie do końca jestem pewien, czy to w tym miejscu powinniście zwalniać ludzi.
PRACOWNIK DZIAŁU HR: Mamy nadzieję, że rozumie pan, że to nic osobistego. Takie są założenia, żeby zająć się tym piętrem dzisiaj. Pani Bratberg przekaże, co firma panu oferuje.
PRACOWNICA DZIAŁU HR: Panie Dale, jesteśmy w stanie zaoferować sześciomiesięczne wypowiedzenie i połowę wynagrodzenia. Zachowa pan wszystkie swoje przywileje inwestycyjne. Ubezpieczenie zdrowotne będzie przedłużone na ten czas. Ma pan czas do jutra, do 4.47 rano, na akceptację oferty - albo będzie unieważniona. Czy pan rozumie?
ERIC: Tak.
PRACOWNICA DZIAŁU HR: Niestety, panie Dale, z powodu delikatnej natury pana pracy firma musi podjąć pewne kroki, które mogą się wydawać karą. Mam nadzieję, że weźmie pan pod uwagę swoją dziewiętnastoletnią karierę w firmie i zrozumie pan, że wszystkie podjęte akcje nie mają wpływu na pana wizerunek w firmie czy osobę.
ERIC: Nie rozumiem.
PRACOWNIK DZIAŁU HR: Ona przeprasza za to, co się stanie.
PRACOWNICA DZIAŁU HR: Pański służbowy mail, dostęp do serwera, dostęp do budynku, dostęp do rozmów przez telefon komórkowy zostaną ograniczone po tym spotkaniu. A ten pan zaprowadzi pana do biura, gdzie będzie pan mógł zabrać swoje prywatne rzeczy.
ERIC: A co z zadaniem, nad którym pracuję? Jestem w połowie...
PRACOWNICA DZIAŁU HR: Firma ma opracowany plan i jest gotowa, żeby poprowadzić to dalej. I doceniamy pana troskę.
PRACOWNIK DZIAŁU HR: Rozumiemy, że to może być trudny moment. To jest moja wizytówka. Proszę się ze mną skontaktować, jakby pan potrzebował jakiejś pomocy.
(Eric dostaje broszurę ze statkiem płynącym po oceanie i hasłem "Spoglądając naprzód").
http://153sceny.pl/zwalnianie-1/
Chciwość, USA 2011
Reżyseria: J.C. Chandor
Łatwo znaleźć opowieści o realnych zwolnieniach, które dokładnie wpisują się w ten schemat - krótkie spotkanie z HR-owcem, spakowanie rzeczy do kartonika i pożegnanie. Zainteresowanych odsyłam chociażby do artykułu z bloga memoslices[24].
Zespół ekstrakcyjny
Zmieńmy ton na nieco lżejszy. Pisałem, że zwolnienia pokazywane są w sposób przewidywalny i stereotypowy. Teraz sprawdzimy, jak sam proces zwalniania może wyglądać w wersji bardziej ekstremalnej. Zobaczymy fragment Korporacji według Teda. Dział personalny podejmuje decyzję o zwolnieniu jednego pracownika. "Szczęśliwcem" jest Larry Pancow. Gdy tylko decyzja zostaje podjęta, do akcji wkracza specjalna ekipa - zespół ekstrakcyjny. Ubrani w stylu militarnym wykonują swoją pracę sprawnie. Niektórzy wynoszą pracownika (który właśnie je pączka), inni pakują jego dobytek, jeszcze inni zaczynają odmalowywać ściany w jego gabinecie.
GŁOS Z OFFU: Kiedy dział kadr podejmuje decyzję o zwolnieniu kogoś...
SZEF DZIAŁU HR: Zajmijcie się Larrym Pancowem.
GŁOS Z OFFU: ...zespół ekstrakcyjny wkracza do akcji. Zaskakuje niczego niespodziewającego się pracownika, zanim zdąży on lub ona usunąć jakąkolwiek ważną informację, wartą miliony dolarów dla naszych konkurentów.
http://153sceny.pl/zwalnianie-2/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 2, odcinek 2
Reżyseria: Chris Koch
Sytuacja wygląda tu inaczej niż w poprzednim przykładzie, ale pewne elementy zostają bez zmian. Pracownik jest zaskakiwany decyzją o zwolnieniu i nie ma zbyt wiele czasu na oswojenie się z tą sytuacją. W użyciu pozostają też nieśmiertelne kartonowe pudełka.
Pierwszy zwalniający
Skoro mowa o zwalnianiu i robieniu tego w profesjonalny sposób, nie sposób pominąć najsłynniejszego zwalniającego w historii kina. Mowa tu o głównym bohaterze amerykańskiego filmu W chmurach. Akcja filmu toczy się w czasach kryzysu ekonomicznego 2008 roku. Ryan Bingham (w tej roli George Clooney) jest konsultantem wynajmowanym do przeprowadzania restrukturyzacji. Mówiąc wprost: jego dzień pracy wygląda tak, że siada przy stole konferencyjnym i zwalnia dziesiątki osób, posługując się wyuczonymi formułkami. Podróżuje po kraju tylko po to, żeby spotykać się twarzą w twarz z osobami, które firmy postanowiły zwolnić, i wykonać "wyrok".
Poniżej zapis pierwszej sceny filmu, w której bohater tłumaczy, czym zajmuje się zawodowo. Widzimy go w momencie, w którym zwalnia kolejną osobę, a jego własny głos z offu komentuje to, co się dzieje.
ZWALNIANY: Kim ty, do cholery, jesteś, człowieku?
RYAN (do siebie): Świetne pytanie! Kim ja, do cholery, jestem? Biedny Steve pracował tutaj przez siedem lat. Nigdy wcześniej nie miał ze mną spotkania, nie minął mnie na korytarzu ani nie opowiedział historyjki na przerwie. Dlatego że ja tu nie pracuję. Pracuję dla innej firmy, która użycza mnie takim mięczakom jak szef Steve'a, który nie ma jaj, by wylać sam swoich pracowników. A dzieje się tak nie bez powodu, bo ludzie wariują, kiedy się ich zwalnia.
ZWALNIANY: Czy coś zrobiłem źle? Czy jest coś, co mógłbym zrobić inaczej?
RYAN: Tu nie chodzi o ocenę twojej produktywności. Nie traktuj tego osobiście.
ZWALNIANY: Nie osobiście...
RYAN: Steven, chciałbym, żebyś przejrzał tę teczkę. Zrób to na poważnie. Znajdziesz w niej wiele odpowiedzi.
ZWALNIANY: Jestem pewien, że będzie to bardzo pomocny "pakiet". Dziękuję... "Pakiet".
RYAN: Każdy, kto zbudował imperium lub zmienił świat, był na twoim miejscu. I dlatego, że tu siedzieli, byli zdolni tego dokonać. Taka jest prawda. Daj mi swoją kartę magnetyczną. Wspaniale! Dobrze! Teraz weź wolne, spakuj swoje rzeczy osobiste, a jutro poćwicz trochę. Wyjdź pobiegać, zbuduj sobie jakiś harmonogram, a szybko staniesz na nogi.
ZWALNIANY: Jak się z tobą skontaktuję?
RYAN: Nie martw się, my się wkrótce skontaktujemy. To dopiero początek.
RYAN (do siebie): Nigdy więcej nie zobaczę Steve'a.
http://153sceny.pl/zwalnianie-3/
W chmurach, USA 2009
Reżyseria: Jason Reitman
Bohater dokonuje takich zwolnień masowo. Często wiążą się one z rujnowaniem ludziom życia - jedna ze zwalnianych osób popełnia samobójstwo. Jednak mimo że bohater zajmuje się zawodowo tym, czym się zajmuje, zyskuje naszą sympatię. Jak to możliwe? Po prostu tę postać gra George Clooney, aktor o dużym potencjale gromadzenia sympatii widzów.
Druga scena warta uwagi to fragment, w którym stare pokolenie zwalniających konfrontuje swoje podejście do zwalniania z przedstawicielem nowej generacji. W firmie zostaje zatrudniona nowa osoba, młoda dziewczyna o imieniu Natalie. Jest ona odpowiedzialna za wprowadzenie systemu, który pozwoli zoptymalizować zwalnianie. Zwalniający będzie siedział w swoim własnym biurze, a cała rozmowa odbędzie się z wykorzystaniem komunikatora internetowego. Na dodatek Natalie twierdzi, że jest w stanie tak przygotować algorytm rozmów służących zwalnianiu, że każda osoba z ulicy będzie w stanie przeprowadzić taką rozmowę. Ryan jest zwolennikiem bardziej ludzkiego podejścia. Rozmawiają na pokładzie samolotu podczas jednej z licznych podróży służbowych.
RYAN: Jesteś zła na swój komputer?
NATALIE: Celowo tak piszę.
RYAN: Nad czym tak wściekle pracujesz?
NATALIE: Buduję algorytmy zwalniania. To pytania i odpowiedzi, akcje i reakcje. Skrypt, który prowadzi przez proces zwalniania kogoś.
RYAN: Dla kogo to?
NATALIE: Teoretycznie... możesz go dać komukolwiek, a on zacznie natychmiast zwalniać. Wszystko, co musi zrobić, to przestrzegać tych kroków.
RYAN: Natalie, jak sądzisz, co my tutaj robimy?
NATALIE: Przygotowujemy świeżo zwolnionych pracowników na psychiczne i fizyczne przeszkody w poszukiwaniu pracy, po to, żeby zminimalizować ich stres.
RYAN: To akurat sprzedajemy. To nie to, co robimy.
NATALIE: No dobrze, to co robimy?
RYAN: Jesteśmy tu po to, by stan zawieszenia uczynić akceptowalnym. Żeby przetransportować zranioną duszę przez rzekę strachu, aż do miejsca, gdzie nadzieja jest ledwo widzialna. Wtedy zatrzymujemy łódź, wrzucamy ich do wody i każemy im pływać.
NATALIE (z ironią): Naprawdę robi wrażenie. Umieścisz to w swojej książce?
http://153sceny.pl/zwalnianie-4/
W chmurach, USA 2009
Reżyseria: Jason Reitman
Główny bohater filmu jest zewnętrznym konsultantem wynajmowanych do zwalniania pracowników. W kolejnym fragmencie zwalniać będzie ktoś z działu personalnego firmy.
Sally Wilcox
Czas na kolejną osobę, która kojarzy się głównie ze zwolnieniami. Sally Wilcox jest jedną z bohaterek filmu W firmie. Film jest opowieścią toczącą się w świecie wielkiej korporacji branży stoczniowej, która próbuje przetrwać kryzys 2008 roku. Główny bohater, Bobby Walker, którego gra Ben Affleck, jest pracownikiem działu sprzedaży firmy, która rozpoczyna proces restrukturyzacji. Zostaje zwolniony z pracy już na samym początku; w zasadzie cała akcja kręci się wokół zmagań Bobby'ego z brakiem pracy i koniecznością znalezienia nowej. Oczywiście widz oglądający film może spać spokojnie. W końcu głównego bohatera gra Ben Affleck, a kiedy on jest głównym bohaterem, film na pewno skończy się dobrze[25].
Ważną postacią w tym filmie jest Sally Wilcox, odpowiedzialna za pracę działu personalnego firmy. Poznajemy ją w momencie, w którym zwalnia Bobby'ego. Robi to oczywiście w najbardziej klasyczny sposób, który opisywałem kilka stron wcześniej (dwójka konsultantów, zaskoczony kandydat, rozmowa, spakowanie rzeczy do kartonika). Wygląda to tak...
PRAWNIK: Firma konsoliduje oddziały. Czekają nas trudne decyzje dotyczące zwolnień. Przygotowaliśmy dla ciebie hojną odprawę. Dwanaście lat w firmie uprawnia cię do pełnej wypłaty za dwanaście tygodni plus dodatki.
BOBBY: Zwalniacie mnie?
SALLY: Usiądź, Bobby.
PRAWNIK: Oferujemy ci także usługi outplacementowe w celu znalezienia nowej pracy.
BOBBY: Gene o tym wie?
SALLY: Proszę, usiądź.
BOBBY: Wiesz co, Sally? Pierdol się.
http://153sceny.pl/zwalnianie-5/
W firmie, USA-Wielka Brytania 2010
Reżyseria: John Wells
Sally jako pracownik działu HR utożsamiana jest ze zwolnieniami, to jej przypisana jest intencja zwalniania, to ona jest uosobieniem tych sił w korporacji, które niesłusznie zwalniają kompetentnych pracowników. Dobrze widać to w scenie, w której Phil, jeden z wiekowych pracowników, przychodzi do swojego przyjaciela poskarżyć się na to, co się dzieje. W tej rozmowie pojawia się konstrukcja: "Sally Wilcox zwolniła więcej ludzi", co pięknie pokazuje odpowiedzialność HR-u za konkretne decyzje personalne.
SEKRETARKA GENE'A: Phil przyszedł.
GENE: Rozgość się, Phil.
PHIL: Nie wrócę do pracy w fabryce. Jednego dzieciaka mam na studiach. Córka idzie na jesieni.
GENE: O czym ty, do cholery, mówisz?
PHIL: Jaja sobie robisz? (do sekretarki): On nic nie wie?
SEKRETARKA: Sally Wilcox zwolniła więcej ludzi.
PHIL: Więcej? Wywaliła wszystkich.
GENE: Ciebie też?
PHIL: Nie. Ale chowam się tutaj cały dzień.
http://153sceny.pl/zwalnianie-6/
W firmie, USA-Wielka Brytania 2010
Reżyseria: John Wells
Charakterystyczna jest także scena, w której Bobby Walker próbuje zadzwonić do Sally. Bobby bierze właśnie udział w programie outplacementowym, w którym on i jemu podobni próbują znaleźć pracę. Po którymś nieudanym telefonie do potencjalnego pracodawcy postanawia zadzwonić do Sally. Udaje mu się jedynie nagrać wiadomość na automatycznej sekretarce. "Rozmowie" przysłuchuje się Danny.
BOBBY: Poproszę z Sally Wilcox.
(Włącza się automatyczna sekretarka).
Cześć, Sally. Bob Walker. Dzięki, że nie oddzwaniasz. Jeśli kiedyś oddzwonisz, z przyjemnością dowiem się, czemu zwolniłaś mnie bez uprzedzenia, pieprzona tchórzliwa suko.
DANNY: Rety, dziwię się, że nigdy nie oddzwania.
BOBBY: Od razu lepiej.
http://153sceny.pl/zwalnianie-7/
W firmie, USA-Wielka Brytania 2010
Reżyseria: John Wells
Sally Wilcox wcale nie jest zresztą taka zła. W jednej ze scen prowadzi rozmowę z prawnikiem firmy Dickiem, drugim prawnikiem, który dla widza pozostaje anonimowy, oraz z Gene'em, należącym do grona najwyższych menedżerów. Rozmowa dotyczy kolejnej serii zwolnień. Sally stara się podchodzić do swojej roli po ludzku, czyli uwzględniać nie tylko interes firmy, ale i to, jaki wpływ będzie miało zwolnienie na życie pracowników.
DICK: Jeszcze przynajmniej siedemdziesięciu pięciu. Może Debra Hayes, szefowa księgowości?
SALLY: Debra pracuje tu dziesięć lat i ma znakomite oceny pracy.
PRAWNIK: Ma też za męża wziętego prawnika... i dwoje dzieci, które ucieszą się, gdy mamusia wróci do domu.
GENE: Ma sześćdziesiąt lat. Wątpię, żeby dzieci wciąż u niej mieszkały i nazywały "mamusią". Phil Woodward znów jest na liście?
DICK: Spełnia kryteria.
GENE: Nie mówiłem do ciebie, Dick.
DICK: Właśnie schrzanił umowę na pół miliarda...
GENE: Głuchy jesteś? Zamknij, kurwa, ryj!
DRUGI PRAWNIK: To wciąż wstępna lista, Gene.
GENE: Kiedy na nią patrzę, to widzę samych ludzi po pięćdziesiątce plus kilku młodych, żeby uniknąć sprawy w sądzie.
DRUGI PRAWNIK: Jestem pewien, że te zwolnienia nie podlegają lustracji prawnej.
GENE: A co z lustracją etyczną?
DRUGI PRAWNIK: Nie łamiemy prawa, Gene.
GENE: Chyba zawsze zakładałem, że staraliśmy się o wyższe standardy.
http://153sceny.pl/zwalnianie-8/
W firmie, USA-Wielka Brytania 2010
Reżyseria: John Wells
Film kończy się wyznaniem Sally, która tłumaczy swoją trudną pozycję. To korporacja podejmuje decyzję o redukcji personelu, dział HR jest jedynie jej wykonawcą.
SALLY: Siedziałam w biurze i... dyskutowałam o rujnowaniu ludziom życia. Mówiłam sobie, że kiedy jestem wewnątrz, to mogę zrobić trochę więcej. Ocalić kilka posad tu i tam. Ale jeśli nie ja, robiłby to ktoś inny.
http://153sceny.pl/zwalnianie-9/
W firmie, USA-Wielka Brytania 2010
Reżyseria: John Wells
Jednym ze zwolnionych przez Sally pracowników jest Bobby Walker. Bobby próbuje się pozbierać po utracie pracy i wrócić na rynek. Zobaczmy, jakie "atrakcje" rynku pracy czekają na niego.
Zwolnienie i co dalej
Zwolnienie nie jest ostatnim momentem, w którym pracownik ma kontakt z firmą. W dużych programach restrukturyzacji po zwolnieniu przychodzi czas na programy outplacementowe, które mają pomóc znaleźć nową pracę. Firma udostępnia pracownikowi przestrzeń biurową i płaci za konsultantów, którzy pomagają mu odnaleźć się na rynku pracy (na którym czasem od wielu, wielu lat go nie było).
Z takiego właśnie programu korzysta Bobby, gdy przychodzi do firmy zajmującej się organizowaniem programów outplacementowych. Najpierw rozmawia krótko z Dannym, także poszukującym pracy. Później trafia na szkolenie mające pobudzić go do działania. W scenie szkolenia prowadzonego przez konsultantkę pięknie pokazany jest charakterystyczny i karykaturalny element takich wydarzeń, czyli zadanie służące pobudzeniu motywacji (tutaj nazywane "tygrysem").
DANNY: Ładny garniak.
BOBBY: Dzięki.
DANNY: Na szkolenie wprowadzające?
BOBBY: Tak.
DANNY: Tędy.
BOBBY: Dzięki.
DANNY: Zrób dla mnie tygrysa.
BOBBY: Co?
DANNY: Na końcu korytarza.
BOBBY: Dzięki.
(Bobby wchodzi do sali szkoleniowej).
KONSULTANTKA: Najpierw powiem wam, czym nie jest zwolnienie monitorowane. Nie jesteśmy agencją pośrednictwa pracy. Jesteśmy tutaj, żeby pomóc wam pomóc samym sobie. Musicie stworzyć listę wszystkich swoich znajomych. Dostawców, konkurentów, ludzi, którzy siedzieli obok was na zebraniach, sąsiadów, dentystów, kogokolwiek i wszystkich. Stworzycie nowe CV. Będziecie wysyłać ich setki, więc mają być dobre.
Zakończenia. Nie jesteśmy do nich przyzwyczajeni. Strach, niepokój, strata. Kto z was to teraz czuje? Zakończenia. Strach. Zmiana... i wreszcie sukces. Dobrze... wszyscy wstajemy. Nie ma co siedzieć i użalać się nad sobą. Nazywamy to "tygrysem". Robimy to, kiedy chcemy trochę podnieść energię. Mam... zamiar... wygrać. Dlaczego? Pokażę wam dlaczego. Bo mam wiarę, odwagę i entuzjazm. Tym razem wszyscy.
BOBBY: Posiedzę.
(W końcu wstaje, uczestnicy skandują coraz głośniej).
UCZESTNICY: Mam zamiar wygrać. Dlaczego? Bo mam wiarę, odwagę i entuzjazm. Dobrze. Mam zamiar wygrać.
http://153sceny.pl/zwalnianie-10/
W firmie, USA-Wielka Brytania 2010
Reżyseria: John Wells
Zobaczyliśmy, jak korporacja dba o swoich zwalnianych pracowników i stara się im zapewnić wsparcie w poszukiwaniu nowego zajęcia. Zobaczmy więc teraz, co się dzieje z tymi pracownikami, którzy mieli więcej szczęścia. Z tymi, którzy zwalniani nie są, ale grupowe zwolnienia widzieli.
Co z pozostałymi?
Masowe zwolnienia pracowników to niezwykle trudny moment w życiu firmy. Oczywiście największy dramat przeżywają osoby zwolnione, ale ta sytuacja wpływa też na pozostałych pracowników. Czasem taki pogrom kończy się spadkiem morale tych, którzy uniknęli zwolnienia.
To, co trzeba zrobić, to jak najszybciej pobudzić pracowników do życia i zmotywować do pracy - szczególnie jeśli do wykonania są trudne zadania. Zobaczymy fragment filmu Chciwość. Sam, jeden z bohaterów, motywuje tam do pracy zespół pracowników, z którego została połowa - resztę właśnie zwolniono. Przed pozostałymi jest zwykły dzień pracy polegającej na handlu na giełdzie.
SAM: Wy ciągle tu jesteście z jakiegoś powodu; 80% osób z tego piętra zostało odesłanych do domu na zawsze. Spędziliśmy kilka ostatnich godzin na żegnaniu się. To byli dobrzy ludzie i byli dobrzy w tej pracy, ale wy jesteście lepsi. Teraz już ich nie ma. Pozostała po nich tylko historia. To jest wasza okazja. Na każdym piętrze w tym budynku, w każdym biurze od Hongkongu po Londyn dzieje się to samo. W efekcie trzech z siedmiu ludzi stojących pomiędzy wami a stołkiem waszego szefa zniknie. To jest wasza okazja. Pracuję w tym miejscu już trzydzieści cztery lata i muszę wam powiedzieć, że nie po raz ostatni przez to przechodzicie. Ale wy przetrwaliście. I w taki sposób ta firma przez ostatnie sto siedem lat staje się silniejsza. Tak więc trzymajcie głowy wysoko i wracajcie do pracy.
http://153sceny.pl/zwalnianie-1/
Chciwość, USA 2011
Reżyseria: J.C. Chandor
Życie biurowe
Piosenka o życiu biurowym
Opowiadanie o życiu biurowym zaczniemy od fragmentu klasycznego już filmu na ten temat, amerykańskiej komedii Od dziewiątej do piątej. Już sam tytuł odpowiada najczęstszym godzinom pracy pracowników biurowych w tamtych czasach. Piszę "w tamtych czasach", bo gdybyśmy zestawili te godziny pracy z dzisiejszym światem korporacji, wielu osobom mogłyby się wydawać szczytem marzeń.
Poniżej zapis piosenki w wykonaniu Dolly Parton, grającej jedną z głównych ról w tym filmie. Piosenka towarzyszy sekwencji obrazów otwierającej film i dobrze opisuje życie w korporacji. Wiele wymienionych tutaj motywów pojawia się także w innych filmach i serialach.
Spadam z łóżka i czołgam się do kuchni,
nalewam sobie filiżankę ambicji,
Ziewam, przeciągam się, próbuję dojść do siebie.
Wskakuję pod prysznic, krew zaczyna krążyć.
Na ulicy już ruch się zwiększa
Przez ludzi, którzy jak ja pracują od dziewiątej do piątej.
Praca od dziewiątej do piątej!
Cóż za sposób na życie!
Ledwo daję sobie radę.
Daję z siebie wszystko i nic nie zyskuję.
Używają twojego umysłu
I nie przypisują ci żadnej zasługi.
To wystarczy, żeby doprowadzić cię do szału!
Od dziewiątej do piątej
Usługuję i dokonuję poświęceń.
Mogłoby ci się wydawać, że zasługuję na awans.
Chcę piąć się wyżej, ale szef mi nie pozwala.
Przysięgam, że kiedyś ten facet mnie wykończy!
Pozwalają ci marzyć tylko po to,
By rozwiać twoje wszelkie nadzieje,
Jesteś tylko stopniem na drabinie twojego szefa.
Jednak masz marzenia, których on nigdy nie odbierze.
Na tej samej łodzi, wraz z twoimi przyjaciółmi,
Czekasz na dzień, gdy wasz statek dopłynie,
A przypływ odwróci sytuację i wszystko będzie po twojej myśli.
Praca od dziewiątej do piątej.
Cóż za sposób na życie!
Ledwo daję sobie radę.
Daję z siebie wszystko i nic nie zyskuję.
Używają twojego umysłu
I nie przypisują ci żadnej zasługi.
To wystarczy, żeby doprowadzić cię do szału!
Od dziewiątej do piątej
Trzymają cię tam, gdzie chcą.
Istnieje lepsze życie. I myślisz o nim, prawda?
To jest zabawa bogatych ludzi, nieważne, jak to nazywają,
A ty spędzasz swoje życie, wkładając pieniądze do jego portfela!
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-1/
Od dziewiątej do piątej, USA 1980
Reżyseria: Colin Higgins
Administracja
Pracownicy traktowani jak tryby w maszynie, firma przedstawiana jako machina opresji - to już wiemy. Jednak nie dość, że organizacja ma w stosunku do podwładnych wygórowane wymagania, to jeszcze tworzy bezduszne procedury, które utrudniają im życie. Pracownicy często mają do czynienia z nudnymi działaniami administracyjnymi, które przeszkadzają w prowadzeniu "prawdziwego" biznesu.
Dokładnie taki problem widać we fragmencie Korporacji według Teda. Główny bohater, Ted, dostaje źle wydrukowany identyfikator. Zamiast nazwiska "Crisp" widnieje na nim nazwisko "Chips". Idzie do pani z działu personalnego, żeby załatwić problem. Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się banalna, lecz szybko okazuje się, że system informatyczny i procedura załatwiania takich spraw są koszmarne. Poniżej zapis rozmowy Teda z przedstawicielką działu personalnego, Janet S. Crotum.
JANET: W porządku. Zobaczymy pana akta i zobaczymy, gdzie leży problem, panie Chips.
TED: Jestem Crisp. Ted Crisp.
JANET: Nie, tu jest napisane "Chips". "Ted Chips".
TED: Wiem. Ale to nie moje nazwisko.
JANET: Bez obrazy, ale czy jest pan pewien? System raczej nie popełniłby takiego błędu.
TED: Myślę, że znam swoje nazwisko. To jedyna rzecz, w jakiej zgadzam się ze swoim ojcem.
JANET (stukając w klawiaturę): Zobaczymy, czy to coś da. Nie, nic to nie dało. Coś nowego. System pana usunął.
TED: Jak to usunął? Można mnie od-usunąć?
JANET: Nie, nie ma już pana akt.
TED: I co teraz?
JANET: Bez obaw. Zgłoszę to informatykom.
(Kilka chwil później następuje kolejne spotkanie).
TED: Wciąż tu pracuję. Wciąż istnieję!
JANET: Wiem, że istniejesz. To komputer musisz przekonać.
TED: Nie możesz mnie po prostu dodać do systemu?
JANET: A masz kod 4-57?
TED (udaje, że wyciąga coś z kieszeni): Być może. Ależ proszę.
JANET (patrzy z dezaprobatą) Tylko nowo zatrudnieni dostają kod 4-57 i tylko ludzi z kodem 4-57 można wprowadzić do systemu.
TED: OK. A co, jeśli bym startował na tę pozycję? Wypełniłbym podanie o pracę, którą już mam?
JANET: Nareszcie... powiedziałeś coś, co ma sens.
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-2/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 1, odcinek 6
Reżyseria: Michael Fresco
Oczywiście rzadko bywa tak, że jakiś konkretny pracownik działu HR sam tworzy takie skomplikowane systemy. Wielu prawdziwych pracowników działów personalnych ma równie krytyczne zdanie na temat różnego rodzaju procedur czy narzędzi informatycznych, których muszą się trzymać. Działy personalne są po prostu użytkownikami takich systemów. Nie zmienia to faktu, że pracownicy firmy często to właśnie ich wskazują jako winnych biurokracji i nadmiernego rozwoju procedur administracyjnych. Zresztą o samych HR-owcach i ich działaniach jeszcze w książce opowiem.
Firma dba o dzieci pracowników
Czasem trudno jest połączyć życie zawodowe z prywatnym. Szczególnie dotyczy to opieki nad dziećmi. Firmy wychodzą naprzeciw takim potrzebom pracowników i tworzą na przykład przedszkola, które są częścią firmy. Zapracowany człowiek może w takim miejscu zostawić swoją pociechę, a sam efektywnie pracować. Wykwalifikowany personel zadba o to, żeby dziecko dobrze się bawiło.
W Polsce przedszkola przyzakładowe były niezwykle popularne w czasach PRL-u. Normą było to, że przy dużych zakładach pracy działało przedszkole zapewniające opiekę dzieciom pracowników. Praktycznie wszystkie takie miejsca po 1989 roku zostały zamknięte i dopiero ostatnie lata przynoszą ponowny wzrost popularności tej formy opieki nad dziećmi[7].
Mogę się jednak założyć, że żadne z nich nie jest tak innowacyjne jak przedszkole w firmie Veridian Dynamics z serialu Korporacja według Teda. Tutaj dziecko nie tylko będzie czuło się dobrze, lecz także przyda się korporacji jako takiej. Zilustruję to ciekawą sceną. Będzie to zapis rozmowy Teda, głównego bohatera, który zostawia w firmowym przedszkolu swoją córkę Rose.
TED (do kamery): Jestem ojcem i mam pracę. Lubię trzymać oddzielnie te dwie rzeczy, ale... dzisiaj nie mogę.
TED (do przedszkolanki): To tylko na dzień czy dwa, zanim nie znajdę opieki po szkole. Nasza niania jest chora.
ROSE: Znowu. Myślimy, że ona może symulować.
TED: Ty myślisz, że ona może symulować. Ja myślę, że jest po prostu chora. Zabrałem Rose ze sobą, ale muszę pracować nad projektem, który nie jest do końca przyjazny dzieciom.
PRZEDSZKOLANKA: To nie problem. W Veridian Dynamics kochamy dzieci. Rose, lubisz malować?
ROSE: Tak.
PRZEDSZKOLANKA: Jesteś więc szczęściarą, ponieważ dzisiaj od rana będziemy malować białe linie na parkingu.
TED: Uhm, dzieciaki malują miejsca parkingowe?
PRZEDSZKOLANKA: Nie całe miejsca parkingowe, tylko linie.
TED: Ale nadal to brzmi trochę...
PRZEDSZKOLANKA: Innowacyjnie? Tak jest. W Veridian Dynamics zmieniamy dzisiejsze dzieci w przyszłych pracowników.
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-3/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 1, odcinek 3
Reżyseria: Michael Fresco
Notabene Rose okazuje się w firmie bardzo przydatna. Veronica, szefowa firmy, wykorzystuje ją jako swoją tajną broń podczas trudnych rozmów z pracownikami. Korzysta też z plotek, które Rose wynosi z zajęć przedszkolnych (czasem plotki te prowadzą do zwalniania pracowników).
Wspomnienia kserokopiarki
Na początek kilka pytań. Co powiedziałaby o życiu biurowym kserokopiarka? Jak wygląda praca biurowa z jej perspektywy? Jakich zachowań jest świadkiem?
Wyobraźmy sobie, że ktoś umieszcza kamerę wewnątrz kserokopiarki. Kamera daje nam możliwość obserwowania świata dokładnie z miejsca, w którym w normalnym użytkowaniu kładziemy kopiowany materiał. W takiej sytuacji szybko okazuje się, że nie jest to sprzęt wykorzystywany jedynie do kopiowania dokumentów.
Poniżej krótka etiuda filmowa, stworzona przez trzy osoby - Cassandrę Chowdhury, Damona Steę i Zacka DeZona. Film trwa zaledwie minutę, a pokazuje rzeczywistość firmową z naprawdę dużą intensywnością (m.in. bójka, seks, kserowanie jedzenia i elementów własnego ciała).
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-4/
Memoirs of the scanner, USA 2009
Reżyseria: Damon Stea
Seks i inne historie obyczajowe
Znalezienie scen seksu biurowego jest niezwykle proste. Motyw romansów biurowych jest mocno eksploatowany w filmach i serialach, wpisuje się też pewnie w stereotypowe myślenie społeczeństwa na temat popularności romansów biurowych. Zresztą, skoro ludzie tak dużo czasu spędzają w pracy, nic dziwnego, że powstają tam także różne związki, zaliczane do grupy romantycznych.
Zobaczmy kilka statystyk. Z sondażu CBOS wynika, że 34% romansów zaczyna się w pracy[8]. Ponad 60% Polaków akceptuje romanse w miejscu pracy, do zdrady w pracy przyznaje się 23% kobiet oraz 25% mężczyzn. W intymne relacje w miejscu pracy wchodzi 60% kobiet i 50% mężczyzn. Dodatkowo: "Z szefem lub szefową dla przyjemności poszłoby do łóżka 40% osób, ale z tego tylko 8% jedynie dla awansu. Około 2% deklaruje, że uprawiałoby seks w pracy za dodatkowe profity lub w zamian za utrzymanie pracy"[9]. Nic dziwnego, że takie seksualne, romansowe konteksty znajdziemy też w wielu filmach i serialach. Zacznę od szybkiego przeglądu kilku takich przykładów. Oto one:
serial
Biuro w amerykańskiej wersji - w ciągu siedmiu sezonów mamy sporo okazji do obserwowania seksu biurowego, chociażby romansu pomiędzy Dwightem a Angelą; serial
Mad Men[10] - w którym każda zatrudniana nowa sekretarka jest gotowa na to, że częścią jej pracy będzie bycie "naprawdę miłą" dla swojego szefa; film
Sekretarka[11] - opowiadający o seksualnym napięciu pomiędzy nowo zatrudnioną sekretarką (właśnie zwolnioną ze szpitala psychiatrycznego) a szefem;
Szef wszystkich szefów[12] - pokazujący seks pomiędzy szefową działu HR a szefem firmy;
W sieci[13] - obraz molestowania seksualnego mężczyzny przez kobietę (plus Demi Moore oraz Michael Douglas);
Wilk z Wall Street[14] - m.in. sceny seksu rozgrywające się w przestrzeni biurowej.
Nie będę rozpisywał się na temat tych wszystkich filmów ani zamieszczał fragmentów nagrań. Praktycznie wszystkie wyglądałyby tak samo, zmieniałby się jedynie wystrój wnętrz, pozycje seksualne i stopień odwagi twórców, jeśli chodzi o filmowanie scen i eksploatowanie nagości.
Opiszę za to trzy inne konteksty, w których seksualność i biuro często się spotykają - jeden będzie romantyczny, drugi komiczny, trzeci dramatyczny. Pierwszy fragment pochodzi z komedii Narzeczony mimo woli. Główna bohaterka Margaret pracuje dla jednego z wydawnictw w Stanach Zjednoczonych. Problem polega na tym, że dziewczyna pochodzi z Kanady, nie ma zalegalizowanego pobytu i grozi jej deportacja. Kiedy zostaje przyciśnięta do muru przez swoich szefów, szybko wymyśla bajkę o tym, że jest zaręczona ze swoim asystentem i ma wziąć ślub (który da jej prawo pobytu w USA). Chwilkę po tej scenie jej asystent Andrew próbuje się dowiedzieć, co się dzieje i o co chodzi w tym pomyśle.
ANDREW: Nie rozumiem, co się dzieje.
MARGARET: Uspokój się. To też dla twojego dobra.
ANDREW: Wyjaśnij mi to.
MARGARET: Bob zostałby twoim szefem.
ANDREW: Więc w związku z tym mam się z tobą ożenić?
MARGARET: W czym problem? Chciałeś zostawić siebie dla kogoś wyjątkowego?
ANDREW: Coś w tym stylu. Poza tym to nielegalne.
MARGARET: Szukają terrorystów, nie wydawców książek.
ANDREW: Margaret, nie ożenię się z tobą.
MARGARET: Oczywiście, że się ożenisz. Bo jeśli tego nie zrobisz, twoje marzenia o dotarciu do milionów ludzi poprzez słowo pisane legną w gruzach. Bob cię zwolni następnego dnia po moim odejściu. Gwarantuję ci to. Wylądujesz na ulicy w poszukiwaniu pracy. Wtedy chwile, które spędziliśmy razem, wszystkie latte, odwołane randki, praca w nocy, wszystko pójdzie na marne. I twoje marzenie, żeby zostać wydawcą, przeminie. Ale nie martw się, długo to nie potrwa i szybko weźmiemy rozwód. Jednak do tego czasu robisz, co zechcę.
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-5/
Narzeczony mimo woli, USA 2009
Reżyseria: Anne Fletcher
Napisałem, że film jest komedią romantyczną - w jego dalszej części następuje proces powolnego zbliżania się do siebie dwójki bohaterów, pokonujących liczne problemy związane z zagrażającą Margaret deportacją.
Drugi fragment - ten komiczny - pochodzi z Korporacji według Teda. W jednym z odcinków możemy zobaczyć, jak firma Veridian Dynamics angażuje się w życie intymne pracowników. Pewnego ranka zastają oni w biurze tablicę z wypisanymi nazwiskami wszystkich pracowników, którzy nie żyją w stałych związkach. Przy każdym nazwisku widnieje informacja o pięciu innych pracownikach biura, którzy pod względem genetycznym są najlepiej dopasowani do danej osoby. Tablica ma ułatwić nawiązywanie trwałych związków. Oczywiście ma też załatwiać inne, bardziej pokrętne interesy firmy. Poniżej rozmowa Teda z Veroniką, szefową firmy.
TED: Firma chce łączyć w pary pracowników na podstawie podobieństwa genetycznego? Próbują wyhodować kogoś wystarczająco wysokiego, żeby wymienić żarówki w lobby?
VERONICA: Dlaczego zawsze myślisz, że za każdym działaniem firmy kryje się jakiś spisek? Czy firma prowadziła kiedyś działania, które sprawiły, że poczułeś się zakłopotany?
TED: Kiedy cofnęli mi emeryturę, poczułem się dotknięty.
VERONICA: Dobra. W całej sprawie chodzi o pieniądze. Zadowolony, panie Cyniczny? Firma ma tysiące pracowników. Każdego roku setki z nich biorą ślub i mają dzieci. Jeśli Veridian może zapewnić tworzenie par genetycznie zbliżonych, będziemy oszczędzać ogromne pieniądze na opiece medycznej dla ich potomstwa.
TED: Czyli żeby zaoszczędzić pieniądze, angażujemy się w życie intymne pracowników? Firma może pożałować, jak wtedy, gdy próbowali karmić nas tymi odżywczymi granulkami.
VERONICA: W przeciwieństwie do karmienia tymi granulkami, to nie jest karalne.
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-6/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 2, odcinek 1
Reżyseria: Michael Fresco
Zupełnie innym tematem związanym z obyczajowością (w jej bardziej dramatycznej odsłonie) jest molestowanie seksualne. Ciekawe obserwacje dotyczące tego, jak ten trudny temat jest pokazywany w polskich serialach, zawiera książka Beaty Łaciak. Pisze ona m.in. tak:
W analizowanych serialach kwestia molestowania seksualnego pojawia się ponad dwadzieścia razy. Trzykrotnie ofiarami nieakceptowanego zainteresowania są młodzi mężczyźni. Poznajemy więc producentkę telewizyjną zainteresowaną dziennikarzem sportowym i promującą go w telewizji (Klan), dyrektorkę szkoły wyraźnie molestującą nowego anglistę (Pierwsza miłość) oraz żonę właściciela myjni samochodowej, w której dorabia student, świetnie bawiącą się nagabywaniem chłopaka (M jak miłość)[15].
Okazuje się, że kiedy molestowaną osobą jest facet, wystarczy, że stanowczo odmówi - i problem się kończy. Zupełnie inaczej pokazywany jest problem molestowania kobiet, ponieważ kobiety boją się zdecydowanie reagować - nie chcą ryzykować zwolnienia czy braku awansu. Takich przypadków jest więcej, bo aż siedemnaście na dwadzieścia wszystkich wystąpień tematu. Beata Łaciak wylicza:
Widzimy więc studentkę dorabiającą w kawiarni, molestowaną przez właściciela (M jak Miłość), dziewczynę zmuszaną do sypiania z kierownikiem sklepu, w którym pracuje (Plebania), dwie pracownice molestowane przez szefa firmy telemarketingowej (Na dobre i na złe); trenerkę fitness napastowaną przez właściciela klubu, w którym pracuje (Pierwsza miłość); pracownicę banku, której awans uzależniony zostaje od przyjęcia dwuznacznej propozycji szefa (Pensjonat pod Różą)[16].
Życie w bezdusznych boksach
Jednym z wynalazków życia biurowego jest open space, biuro, w którym wszyscy pracownicy siedzą razem, oddzieleni jedynie cienkimi ściankami przepierzeń. Przestrzeń tak podzielona często nazywana jest boksami, kubikami, zagrodami. Wielu pracowników uważa, że taka organizacja przestrzeni biurowej jest dowodem na dehumanizację pracy i wtłoczenie ludzi w rolę trybików w maszynie korporacyjnej.
Przed nami znów fragment Korporacji według Teda. W jednym z odcinków Veronica, szefowa firmy, dowiaduje się, że badanie opinii pokazało niskie poczucie satysfakcji pracowników z ich miejsca pracy. Zaprasza do siebie do gabinetu Lindę, by porozmawiać z nią o tym, co może być powodem takiego wyniku. Linda sugeruje, że problemem może być organizacja przestrzeni biurowej i kubiki, które nie pozwalają ludziom czuć się ludźmi. W dalszej części rozmowy zobaczymy, na jakie ustępstwa jest w stanie pójść korporacja dbająca o swoich ludzi.
LINDA: Chciałaś mnie widzieć, szefowo?
VERONICA: Tak, pracownico. Jako że mamy podnieść morale, mam znaleźć coś, co uszczęśliwi pracowników. Pytam ciebie, bo jesteś najbystrzejszą i najbardziej spostrzegawczą osobą w firmie.
LINDA: Rozumiem. Ma pani także komplementować ludzi.
VERONICA: Widzisz, jaka jesteś bystra?
LINDA: Dziękuję. Przez te anonimowe boksy ludzie czują się anonimowo. Nie tworzy się społeczność. Ja zawsze czułam się odłączona, jak jakaś zębatka w gigantycznej, odczłowieczającej maszynie.
VERONICA: Zwolnij, pani przewodnicząca. Niepotrzebny mi manifest, ale coś, co ludzi uszczęśliwi.
LINDA: Firma mogłaby zacząć od tego, żeby pozwolić nam indywidualizować naszą przestrzeń. Wiesz, udekorować boksy, zawiesić zdjęcia i malunki.
VERONICA: Serio? To wszystko? Wy, trutnie, jesteście prości.
LINDA: To nie komplement.
(Następny poranek w firmie. Linda wchodzi do biura i widzi, że kubiki udekorowane są inaczej niż zwykle).
LINDA: Dzień dobry. Rick, chyba zastąpili mnie kimś, kto lubi koty.
RICK: Mój boks udekorowano kosmosem. To agresywne posunięcie, ale kto to zrobił?
(Pojawia się Veronica).
VERONICA: Ładny sweter, Lily. Popieram decyzję, aby go nosić. Witaj, łysiejący gościu, podoba mi się, co zrobiłeś z resztką włosów. Cześć, motłochu, wyglądacie na zdziwionych.
RICK: Zastanawialiśmy się nad naszymi nowymi i uroczymi boksami.
VERONICA: Linda zasugerowała, żeby pozwolić wam udekorować wasze miejsca pracy, aby wyrazić waszą indywidualność. Firma uznała za zbyt ryzykowne, żebyście zrobili, co wam się podoba, więc wyrazili waszą indywidualność za was w czterech ekscytujących i nieszkodliwych tematach. Green Bay Packers. Koty. Kosmos. Klasyczne auta. Czyż to nie wspaniałe? Rozkoszujcie się swoimi nowymi osobowościami.
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-7/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 1, odcinek 7
Reżyseria: Gail Mancuso
Ludzie w boksach czują się niekomfortowo, to już wiemy. W kolejnym materiale zobaczymy, że mogą z powodu pracy w środowisku open space zapadać także na przewlekłe choroby.
Chronical Cubicle Syndrome
W poprzednim punkcie pisałem o biurach typu open space i o tym, że czasem traktowane są one jako uderzające w godność człowieka. Właśnie w takiej przestrzeni funkcjonują bohaterowie animowanego serialu Dilbert. Całe życie spędzają w biurach typu open space, ich miejsca pracy oddzielone są jedynie niskimi ściankami. Ich życie toczy się w malutkim kubiku przestrzeni. Nic dziwnego, że w pewnym momencie zapadają na coś w rodzaju stanu chorobowego, zwanego chronicznym syndromem kubikowym (CCS - od ang. Chronical Cubicle Syndrome).
Na pomysł schorzenia wpada Dogbert, który próbuje od razu go spieniężyć. Wmawia ludziom, że cierpią na ów syndrom, po to, żeby zarabiać na jego leczeniu. Oczywiście firma Dilberta wietrzy w tym interes i bezkrytycznie wierzy w istnienie syndromu. Dilbert zostaje szefem projektu i ma przygotować produkt umożliwiający radzenie sobie z CCS. Dilbert w ogóle nie wierzy w istnienie CCS (jest to o tyle zrozumiałe, że wcześniej był świadkiem sytuacji, w której Dogbert wymyślił to schorzenie), więc żąda badań na ten temat. Szef się zgadza.
Grupa badawcza (Dilbert, Wally i Alice) umieszcza szczura w instalacji przypominającej kubik, w którym zazwyczaj siedzą pracownicy. Jest tam niewielki komputer, krzesła, szafki z dokumentami. Na początku wszystko wydaje się w porządku, po chwili jednak szczur zaczyna okazywać zmęczenie, znużenie, a potem...
DILBERT: Żadnych oznak chronicznego syndromu kubikowego jak na razie.
WALLY: Wygląda na apatycznego i znudzonego.
DILBERT: To niczego nie oznacza.
SZCZUR (rozwalając wyposażenie biura): Moim współpracownicy to idioci! Powiedziałem: idioci. Ja i tylko ja znam wszystkie odpowiedzi.
ALICE: Nie powiesz mi, że to nie jest chroniczny syndrom kubikowy.
DILBERT: Nie ustaliliśmy jeszcze przyczyny.
SZCZUR: Marnuję tutaj swoje życie. Nie ma tu dla mnie ścieżki kariery. Chcę opcji na zakup akcji. Myślę, że mój szef mnie nienawidzi, wiem, jak na mnie patrzy podczas spotkań. Dlaczego moje cele ciągle się zmieniają? Jestem bardzo skoncentrowany na klientach. Ty nie jesteś skoncentrowany na klientach!
DILBERT: Powiedzmy, że dalsze badania są potrzebne.
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-8/
Dilbert, USA 1999-2000, sezon 2, odcinek 16
Reżyseria: Linda Miller
Polecam oczywiście cały odcinek. Prócz oglądania perypetii związanych z tworzeniem produktu świetny jest fragment, w którym Dilbert tłumaczy, że CCS nie istnieje, że zmęczenie jest po prostu naturalnym stanem towarzyszącym pracownikom i trzeba się z tym pogodzić.
DILBERT: To jest szaleństwo. Ludzie są zmęczeni, znużeni i przygnębieni po całym dniu pracy, dzień po dniu, rok po roku, od jednej wiecznie bezsensownej posady do kolejnej, bez przyszłości i bez nadziei. To jest naturalne. To zupełnie właściwe czuć się w ten sposób. Jak inaczej miałbym się czuć? Jeśli czułbyś się dobrze po tym miażdżącym duszę doświadczeniu, to to byłoby chore. Chroniczny syndrom kubikowy to po prostu życie.
Dilbert twierdzi (i pewnie ma sporo racji), że poczucie braku sensu i nadziei w środowisku pracy to norma i tak właśnie wygląda życie. Nic dziwnego, że ludzie, żeby nie zwariować, zajmują się w pracy nie tylko pracą. O tym więcej na kolejnych stronach.
Żarty biurowe
Biuro jest miejscem pracy - żmudnej, nudnej, ogłupiającej, zabijającej kreatywność i chęć do życia. A przynajmniej tak jest często prezentowane w filmach i serialach. Na szczęście nudne życie biurowe od czasu do czasu jest przerywane wygłupami i żartami. Każdy, kto przepracował choć kilka dni w biurze typu open space, wie, jak zabija się w takim miejscu czas, naigrawając się z towarzyszy niedoli.
Zacznę od fragmentu, który pokazuje, że pomysł robienia numerów kolegom z pracy nie jest nowy i właściwy naszym czasom. Scena pochodzi z serialu Mad Men, którego akcja rozgrywa się w świecie amerykańskich agencji reklamowych z początków lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku. Jeden z bohaterów wyjeżdża w podróż poślubną. Kiedy wraca do swojego biura, zastaje w nim chińską rodzinę z żywym inwentarzem.
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-9/
Mad Men, USA 2007-2015, sezon 1, odcinek 3
Reżyseria: Ed Bianchi
Najszerzej życie biurowe portretowane jest - co za niespodzianka! - w serialu Biuro. Tutaj żarty przybierają przeróżne formy, nie zmienia się natomiast jedna rzecz: wkręcającym zawsze jest Jim (jeden ze sprzedawców firmy), a wkręcanym zawsze Dwight (kolega siedzący obok). Generalnie sympatia widzów zwraca się w stronę Jima, a Dwight jest wdzięcznym obiektem drwin.
Subiektywny zestaw najlepszych numerów, jakie Jim zrobił Dwightowi, wygląda tak:
Jim wkłada wszystkie rzeczy z biurka Dwighta do automatu z przekąskami, tak żeby Dwight musiał zapłacić za każdy potrzebny mu przedmiot (zszywacz, dziurkacz itd.); Jim ubiera się dokładnie tak jak Dwight i siedząc przy sąsiednim biurku, naśladuje zachowania kolegi; Jim przysyła na swoje miejsce pracy Azjatę ubranego w swoje ciuchy, a ten w rozmowach z Dwightem umiejętnie udaje, że jest Jimem i zawsze tak wyglądał.
A oto mój ulubiony numer, czyli warunkowanie Dwighta jak psa Pawłowa na dźwięk zamykanego systemu komputerowego (fragment poniżej).
JIM: Kurde. Straciłem kolejny plik. Znowu muszę zresetować komputer.
(dźwięk wyłączanego systemu)
JIM (do Dwighta): Hej, Dwight, chcesz miętówkę?
DWIGHT: A jak sądzisz?
JIM (do kamery): W szkole uczyliśmy się o pewnym naukowcu, który tresował psy, tak by śliniły się na dźwięk dzwonka. Karmił je za każdym razem, gdy dzwonek dzwonił. Więc przez kilka ostatnich tygodni przeprowadzałem podobny eksperyment.
(dźwięk wyłączanego systemu)
JIM: Dwight, chcesz miętówkę?
DWIGHT: Okej.
(dźwięk wyłączanego systemu)
JIM: Miętówkę?
DWIGHT: Jasne.
(dźwięk wyłączanego systemu - Dwight zaczyna mlaskać i automatycznie wyciąga rękę).
JIM: Co ty robisz?
DWIGHT: Ja...
JIM: Co?
DWIGHT: Nie wiem. Ja... Nagle mam jakiegoś takiego kapcia w gębie.
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-10/
Biuro, USA 2005, sezon 3, odcinek 16
Reżyseria: Ken Whittingham
W tej kategorii polecam jeszcze jeden materiał filmowy. W serwisie YouTube można znaleźć zmontowany film ze wszystkimi najlepszymi wkrętami, które Jim urządził Dwightowi. Chwała anonimowym twórcom tworzącym takie kompilacje! Dzięki ich mrówczej pracy otrzymujemy blisko kwadrans kawałów, w których Jim jest oprawcą, a Dwight ofiarą.
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-11/
Biuro, USA 2005-2013
Olimpiada biurowa
Pisałem już o wygłupach biurowych. Osobną podkategorią takich żartów, wartą odnotowania, jest organizowanie zawodów sportowych w środowisku biurowym. Pracownicy startują w różnorakich konkurencjach, które często są odzwierciedleniem realnych dyscyplin sportowych z uwzględnieniem specyfiki biurowej.
Dokładnie takie wydarzenie zobaczymy w trzecim odcinku drugiego sezonu amerykańskiej wersji serialu Biuro. Szef biura, Michael wyjeżdża razem z Dwightem załatwić prywatną sprawę. Korzystając z chwili spokoju, Jim razem z Pam organizują zawody sportowe dla wszystkich zainteresowanych nimi pracowników.
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-12/
Biuro, USA 2005, sezon 2, odcinek 3
Reżyseria: Paul Feig
Sam pomysł organizowania zawodów sportowych w środowisku biurowym ciekawie pokazuje związki pomiędzy kulturą masową a życiem codziennym. Wyraźnie widać tutaj, że do życia biurowego przenikają elementy znane z utworów kultury popularnej.
W 1990 roku twórcy amerykańskiego animowanego serialu komediowego Bobby kontra wapniaki zorganizowali i sfilmowali coś, co nazwali Office Olympic. Nagrali serię sportowych zmagań w estetyce nawiązującej do olimpiady, z prezentacją zawodników, dekorowaniem zwycięzców i zestawem przedziwnych konkurencji. Od tego momentu datuje się popularność podobnej rozrywki w środowisku biurowym. Właśnie wówczas pracownicy realnych firm zaczęli identyczne lub podobne zawody organizować u siebie, nagrywać ich fragmenty i je upubliczniać. Poniżej fragment z serialu Bobby kontra wapniaki (notabene drugiego po Simpsonach najdłużej emitowanego serialu animowanego w historii amerykańskiej telewizji - trzynaście sezonów, 1997-2009).
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-13/
Bobby kontra wapniaki, USA 2005, 1997-2009
W serwisie YouTube można znaleźć mnóstwo filmów dokumentujących takie "sportowe" dokonania pracowników. Co ciekawe, coś, co zaczęło się od wygłupów, dziś często jest narzędziem integrowania pracowników firmy i dostarczania im rozrywki. Firmy organizują i finansują podobne zabawy, a później publikują w sieci materiały nagrane podczas takiego wydarzenia, żeby pokazać "ludzką twarz" biznesu.
Historia z przenikaniem się świata realnego ze światem kultury popularnej na przykładzie olimpiad biurowych wróci jeszcze w podsumowaniu książki. To jeden z tych przykładów, w których widać, że to kultura masowa w jakiś sposób inspirowała realne życie. Ludzie na co dzień zaczęli się zachowywać w określony sposób dzięki czemuś, co zobaczyli w serialu komediowym.
Odzyskiwanie kontroli
Pisałem o żartach biurowych, pisałem o organizowaniu korporacyjnych olimpiad sportowych. Obydwa te elementy służą przełamaniu rutyny i nudy pracy w boksach. Czasem jednak pracownicy potrafią znaleźć bardziej pokrętne metody "odgrywania się" na firmie - skomplikowane mechanizmy, które pozwalają im poczuć się lepiej. Chodzi o takie zachowania, które umożliwiają im odzyskanie kontroli. Korporacja mnie uwiera, czuję się trybikiem, muszę więc zrobić coś, co pozwoli mi uwierzyć w moją własną siłę sprawczą i poczuć się lepiej.
Właśnie tego będzie dotyczyła rozmowa dwójki bohaterów serialu Korporacja według Teda. Pisałem w dziale Seks i inne historie obyczajowe o pomyśle korporacji polegającym na kojarzeniu par. Zobaczymy teraz rozmowę Lindy i Grega, którzy podporządkowali się genetycznemu schematowi i postanowili umówić się na randkę. W którymś momencie spotkania rozmowa schodzi oczywiście na życie zawodowe.
GREG: A później, cztery lata temu, trafiłem do Veridian. Lubię ludzi, ale czasami firma sprawia, że czuję się taki mały i nieistotny.
LINDA: Całkowicie się z tobą zgadzam. Kradłam śmietankę ze stołówki. Nawet jej nie używałam. Chciałam po prostu powiedzieć sobie: "Hej, jestem tutaj. Nie kontrolują wszystkiego".
GREG: To fantastyczne. Całkowicie to rozumiem. Mam swój własny sposób na odreagowanie.
LINDA: Naprawdę? Jaki?
GREG: Nie, pomyślisz, że to dziwne.
LINDA: Daj spokój. Powiedziałam ci, co ja robię.
GREG: W porządku. Dwa razy w tygodniu po pracy zakładam realistyczny kostium niedźwiedzia i wałęsam się po parku.
LINDA: Ty?
GREG: Tak, dzięki temu czuję się silny i mocny. Nie straszę nikogo. Siedzę w krzakach, niedaleko jagód. Raz rzuciłem się na przyczepę kempingową... Wiesz, takie niedźwiedzie sprawy.
http://153sceny.pl/zycie-biurowe-14/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 2, odcinek 1
Reżyseria: Michael Fresco
Dodam tylko, że pomimo najszczerszych starań firmy ten związek nie przetrwał.
Biurowe typy
Najdłużej wyświetlanym serialem o życiu biurowym była amerykańska wersja Biura. Dwieście jeden odcinków (w porównaniu do czternastu w wersji brytyjskiej) pozwoliło nie tylko opowiedzieć o kilku głównych bohaterach, ale rozbudować mocno postacie drugoplanowe. W efekcie przez siedem sezonów twórcy budowali - mniej lub bardziej konsekwentne i spójne - postaci. Cała gromada składa się na zestaw typowych pracowników każdego biura na świecie.
Poniżej podaję ich krótką charakterystykę, opracowaną z wykorzystaniem eseju Michała Zygmunta The Office, czyli jak przetrwać w wielkiej korporacji, zamieszczonego w zbiorze Seriale. Przewodnik Krytyki Politycznej[17].
Michael Scott
Michael należy do kategorii najbardziej nieudolnych szefów, która dostanie w książce swoje osobne miejsce. Tutaj napiszę tylko tyle, że jako menedżer zachowuje się często tak żenująco, że chciałoby się zasłonić oczy. Jest jednak w 100% oddany firmie i chciałby dla niej jak najlepiej.
Ryan Howard
Postać, która zaczyna od bycia pracownikiem tymczasowym, lecz w pewnym momencie robi karierę w korporacji, już poza macierzystym oddziałem. Protegowany Michaela, który zdaje się w nim widzieć prawie syna. Postać, która jest w stanie zrobić wszystko dla kariery - na przykład rzucić swoją dziewczynę w sekundę po tym, gdy dowiaduje się o możliwości awansu. Tacy ludzi są potrzebni, żeby utrzymać korporację w pionie.
Dwight Schrute
Ryan jest korporacji potrzebny, ale to pracownicy pokroju Dwighta utrzymują cały system. Dwight jest w 100% oddany Michaelowi, swojemu szefowi. W serialu uwydatniono jego ślepe oddanie korporacji oraz bezgraniczne pragnienie osobistego awansu. To właśnie dzięki takiemu połączeniu właściwości korporacja w ogóle może działać. Jak pisze Zygmunt: "Na takich jak Dwight opiera się potęga współczesnej korporacji - jest jednym z trybików świadomych absolutnego bezsensu systemu, a jednocześnie aktywnie go rozbudowujących i akceptujących jego logikę. Nie zawsze z braku wyboru"[18].
Jim Halpert
Jeden ze sprzedawców w firmie. Bohater, wokół którego - a raczej wokół jego związku z Pam - budowana jest duża liczba wątków. Jim przykłada się do swojej pracy na tyle, żeby mieć święty spokój. Wspólnie z Pam jest odpowiedzialny za nadawanie pracy biurowej "ludzkiego" wymiaru. Jim osiąga to głównie poprzez robienie sobie żartów z Dwighta (była już o tym mowa).
Pam Beesley
Pam zaczyna jako recepcjonistka, przez chwilkę jest naprawdę beznadziejnym sprzedawcą, a z czasem załatwia sobie pracę menedżera biura. Stara się dbać o pozytywną atmosferę w życiu korporacyjnym; potrafi na przykład zorganizować olimpiadę sportów biurowych i zadbać o to, żeby każdy otrzymał jakiś medal (była o tym mowa w poprzednim punkcie).
Kevin Malone
W każdym biurze powinien być ktoś o statusie "wioskowego głupka". Tutaj jest nim właśnie Kevin. To postać przerysowana do granic możliwości; dość powiedzieć, że Kevin potrafi doskonale liczyć (co może być ważne w pracy księgowego), kiedy przedmiotem liczenia są ciastka. Kiedy obiektem stają się warzywa - traci swoje zdolności.
Creed Bratton
Dziwnie zachowujący się starszy pracownik. Podstarzały hipis, w młodości chętnie eksperymentujący z narkotykami. Co ciekawe, w zasadzie nikt nie wie, czym Creed się dzisiaj zajmuje i na czym polega jego praca. Jednak korporacja nie ma zamiaru się go pozbyć.
Andy Bernard
Andy'ego poznajemy, kiedy pracuje jako słaby sprzedawca, by z czasem zostać nieudolnym menedżerem w firmie (Dunder Mifflin generalnie nie ma szczęścia do kadry menedżerskiej). Wcielenie niekompetencji we wszystkich obszarach zawodowych, za które się bierze. Absolwent elitarnej uczelni, co każe mu zadzierać nosa, choć jego rzekomej wyższości nie potwierdzają codzienne dokonania zawodowe.
Stanley Hudson
Stanley to jedyna postać, której udaje się traktować pracę w normalny sposób i nie dać się zwariować. Stanley nie żyje pracą i nie przejmuje się nią nadmiernie. Po prostu przychodzi, robi swoje i wychodzi. W jednym z odcinków pracownicy biura zmieniają wszystko w jego wystroju (doklejają sobie wąsy, przestawiają biurka, przyprowadzają do biura kozę), żeby sprawdzić, czy Stanley zauważy. Ten spokojnie mówi: "Do widzenia" i wychodzi do domu.
Camera Cafe
Nie tylko kserokopiarka mogłaby snuć ciekawe opowieści o życiu biurowym. Kolejnym niemym świadkiem wszystkiego, co dzieje się w każdym biurze, może być automat z kawą. Taki właśnie pomysł wykorzystali twórcy serialu Camera Cafe. Zamysł serialu świetnie opisany jest na stronie bazy Filmweb:
Każdy pracownik firmy korzysta z automatu do kawy. Automat jest świadkiem naszych radości i smutków.... Gdyby umiał mówić! Przy kawie ludzie rozmawiają o problemach życia codziennego, firmie, polityce i wszystkich nowościach, zwierzają się sobie i plotkują... Firma, w której zainstalowany jest TEN automat, może mieścić się w każdym mieście i miasteczku i działać w każdej branży. Widz oglądający biurowe życie z perspektywy tegoż automatu staje się niewidzialnym obserwatorem w samym środku zdarzeń[19].
Poznajemy tu typowych pracowników korporacji - prezesa, jego asystentkę, sprzedawców, informatyków, księgowe, marketingowców. Każdy odmalowany jest w charakterystyczny sposób, a istotą serialu są ich rozmowy, toczone właśnie przed ekspresem do kawy.
Pomysł na ten serial powstał we Francji - w latach 2001-2003 na antenie M6 ukazało się pięćset siedemdziesiąt jeden odcinków. Polska wersja powstała nieco później, najpierw emitowano ją na antenie stacji TVN (w roku 2004), a później w Comedy Central. Łącznie ukazały się dwa sezony, czyli siedemdziesiąt osiem odcinków. Zresztą Polska nie była jedynym krajem, w którym powstała narodowa wersja tego serialu. Na liście znajdziemy m.in. Portugalię, Hiszpanię, Włochy, ale też Chiny, Filipiny, Tunezję czy Kambodżę.
Wszystkie odcinki serialu można znaleźć bez problemu w serwisie YouTube[20], w sprzedaży są też płyty DVD z kolejnymi sezonami. Oczywiście poszczególne części nie są sobie równe, znajdziemy w nich odcinki śmieszniejsze i mniej śmieszne, bardziej przystające do polskich warunków i takie, które nie bardzo do nich pasują.
Serial o korporacji i produktach Mazdy oraz LG
Warto wspomnieć o jeszcze jednym ciekawym formacie[21], dość rzadko wykorzystywanym w praktyce - o serialu medialnym czy też reklamowym. Citylajf to serial internetowy opisujący perypetie grupy młodych pracowników. Niby nic nadzwyczajnego, ale... ten obraz od początku do końca jest produktem reklamowym sfinansowanym przez Mazdę i LG - wyłącznie po to, by mogły często umieszczać w nim swoje produkty.
W serii krótkich, siedmiominutowych filmów, które ukazywały się na portalu Wirtualna Polska, można było śledzić życie codzienne grupy bohaterów pracujących w jednej z korporacji. Serial ogrywał stałe elementy życia biurowego, takie jak wyjazdy integracyjne, romans biurowy, fuzja, zwiększanie planów sprzedażowych. W warstwie fabularnej nie wychodził poza najbardziej stereotypowe wyobrażenia na temat biznesu, a w tej książce pojawia się jedynie na zasadzie ciekawostki.
Poniżej odnośnik do miejsca, w którym można znaleźć ten serial.
https://www.youtube.com/user/citylajf
Wyjazdy integracyjne
Czym są wyjazdy integracyjne?
Wyjazd integracyjny z założenia jest spotkaniem dużej grupy pracowników firmy, a jego celem jest podniesienie jakości pracy zespołowej i poziomu integracji pracowników z firmą. Zazwyczaj jest to minimalnie dwudniowe wydarzenie, zawierające takie elementy jak: gala z okazji zamknięcia roku czy kwartału, gry i zabawy integracyjne przygotowane przez firmę szkoleniową oraz bankiet toczący się do wczesnych godzin porannych, często uświetniony występem znanego zespołu muzycznego.
Wyjazdy integracyjne to ciekawy obszar rzeczywistości firmowej. Ich wyjątkowość polega na tym, że społeczny odbiór tematu jest bardzo zbliżony (żeby nie powiedzieć tożsamy) z wizją z filmów czy seriali. Tu i tam na pierwszy plan wysuwają się patologie związane z wyjazdami integracyjnymi i ekscesy alkoholowo-obyczajowe.
Na potwierdzenie tej tezy przytoczę zaledwie śródtytuły artykułu z internetowych stron "Gazety Wyborczej". Tekst poświęcony jest wyjazdom integracyjnym i właściwie wystarczy spojrzeć na sam tytuł: Polak na wyjeździe integracyjnym: kac, zdrady i wstyd[5]. Popatrzmy jednak także na śródtytuły; ciekawie pokazują one większość stałych elementów takich imprez.
Bez alkoholu nie ma zabawy. Zaczyna się już w autokarze
Banda pijanych wesołków idzie na paintball
Stały punkt programu: oddawanie moczu do basenu
Pierwsza zasada: na wyjeździe to nie zdrada
Z kim się warto przespać na integracji
Prośby o poranku: Alka Seltzer i... Postinor
Wyjazd integracyjny
Popularność wyjazdów integracyjnych najlepiej widać na przykładzie filmu w całości poświęconego temu zjawisku. W 2011 roku na rynku polskim pojawił się Wyjazd integracyjny. Fabuła jest prosta. Firma Polish Lody organizuje imprezę wyjazdową dla swoich pracowników. Zabawa szybko wymyka się spod kontroli, a jedyną osobą, która próbuje ratować całość wydarzenia przed totalną katastrofą, jest Marek Stasiak, nowy dyrektor personalny firmy. Koniec fabuły. Naprawdę. Na dowód pod adresem poniżej zamieszczam zwiastun.
http://153sceny.pl/wyjazdy-integracyjne-1/
Wyjazd integracyjny, Polska 2011
Reżyseria: Przemysław Angerman
Ten film pokazuje, że nie mamy w Polsce zbyt wiele szczęścia do dobrych filmów o biznesie. Wyjazd integracyjny został oficjalnie uznany za najgorszy polski film 2011 roku. Otrzymał dwa Węże, które są odpowiednikiem Złotych Malin, znanych z rynku amerykańskiego. Film zwyciężył w kategorii "Najgorszy film" oraz - co szczególnie smutne - w kategorii "Występ poniżej godności" (za rolę Jana Frycza, grającego prezesa firmy).
Napisałem wcześniej, że Marek Stasiak stara się uratować imprezę przed katastrofą. Próbuje to robić m.in. przez przygotowanie regulaminu wyjazdu, który ma określać zasady zachowywania się pracowników. Prezes firmy w którymś momencie prosi Stasiaka o regulamin. Jego koledzy korzystają z zamieszania i podsuwają prezesowi inny dokument. Prezes czyta...
STASIAK: Panie prezesie. Napisałem regulamin i uważam, że panujemy nad sytuacją.
(Prezes czyta regulamin).
PREZES: Widzę, Stasiak, że ty to z tych, co tak prosto z mostu?
STASIAK: Tak jest, oczywiście, panie prezesie.
PREZES: Ale z tym dymaniem obcokrajowców po kątach to przesadziłeś... przesadziłeś.
http://153sceny.pl/wyjazdy-integracyjne-2/
Wyjazd integracyjny, Polska 2011
Reżyseria: Przemysław Angerman
Ten przykład pokazuje, że kultura masowa często "ogrywa" gagi znane już wcześniej. W opisywanym fragmencie koledzy Stasiaka podsuwają prezesowi dokument stylizowany na prawdziwy regulamin wyjazdu integracyjnego (opracowanie sporządzone przez naszego bohatera nie byłoby takie ostre). Scenarzyści wykorzystali w tym miejscu internetowego mema, krążącego po sieci już od 2007 roku. Przywoływał on rzekomo autentyczny list szefa do pracowników firmy, wysłany przed wyjazdem integracyjnym. Piszę "rzekomo autentyczny", bo podobnych regulaminów w internecie można znaleźć co najmniej kilka, choć za każdym razem zmienia się informacja dotycząca branży i regionu. Całość można znaleźć pod adresem podanym w przypisie. Tutaj przytoczę tylko kilka najciekawszych punktów regulaminu.
Drodzy Koledzy! W związku z bardzo bliskim już szkoleniem w Rowach czuję się w obowiązku podjąć kolejny raz tą syzyfową pracę i zaapelować do Waszego człowieczeństwa, resztek instynktu samozachowawczego i sumienia (trudny wyraz, zjawisko sumienia nie jest wśród Was powszechne, wiem). Jak wiecie, szkolenie jest przeznaczone dla pracowników działów sprzedaży ze wszystkich spółek grupy. Znaczy to, że oprócz nas będą tam również normalni ludzie. Dlatego proszę o przestrzeganie paru zasad, które pozwolą nam przebrnąć jakoś przez ten kolejny ciężki życiowy egzamin:
- Nie upijamy się do nieprzytomności.
- Nie wolno w żadnym wypadku publicznie bić lub lżyć Jarka W.
- Nie używamy cały czas wyrazów wulgarnych (np. zamiast powiedzieć "kurwa, czy masz jeszcze te w dupę jebane papierosy, bo mi właśnie, kurwa, wyszły, do chuja zajebanego" można powiedzieć: "Czy mógłbyś mnie poczęstować papierosem").
- Nie opowiadamy nikomu głupot i nie zanudzamy opowieściami o naszych pijackich bądź seksualnych osiągnięciach.
- Z Zarządem rozmawiamy TYLKO na trzeźwo!!! W żadnym wypadku nie kiwamy ręką na Członka Zarządu Naszej Firmy.
- Nie zmieniamy, klnąc na czym świat stoi, regulaminu gier i konkursów przygotowanych dla nas przez pracowników firmy szkolącej.
- Jeżeli któryś z uczestników szkolenia nie będzie chciał pić każdej kolejki, nie ryczymy na całą salę: "Nie chlasz? - to po chuj żeś tu przyjechał?".
- Zabraniam łażenia i robienia setek zdjęć w trakcie szkolenia i integracji. W szczególności zakaz ten dotyczy Sebastiana. Jemu nie wolno dotykać aparatu w ogóle!
- Nie odbywamy długotrwałych i głośnych stosunków płciowych w pomieszczeniu, w którym przebywają jeszcze inne, postronne osoby, które pragną odpocząć[6].
Piosenki o integracji
Sięgnijmy teraz po medium, które jeszcze się w książce nie pojawiało - piosenki. Ścieżka dźwiękowa filmu Wyjazd integracyjny zawiera m.in. utwór zespołu Kombii, zatytułowany tak samo jak film. Poniżej zamieszczam fragment tego utworu. W zasadzie analiza tekstu pozwoli się domyślić, jak akcja filmu się zawiązuje, rozwija i kończy. Tym, którym zespół Kombii kojarzy się wyłącznie z takimi utworami jak Słodkiego miłego życia czy Black and white, sugeruję patrzeć na poniższy tekst przez palce.
Wyjeżdżamy dziś, może zmieni się coś,
w biurze szarych dni i zebrań mamy już dość.
Koledzy w krawatach czują zew,
w spokojnym księgowym budzi się lew.
Królowie Excela grzeją się,
dziś bilans dodatni, niech tylko ściemni się.
Żyje się raz, to jest integracja,
zabawa na maksa (uło uło). Flaga na maszt,
wiwat korporacja, świat mamy u stóp.
Karuzela życia trwa, wódka w żyłach zmienia świat.
Żyje się raz, to jest integracja,
nim zerwie się film.
Potem będzie kac, teraz Vegas tu jest.
Oli nie ma już, z integracji ma test,
a prezes pod stołem (je je)
już nie jest aniołem, lecz sobą dziś jest.
Ktoś biegnie z gaśnicą (je je),
w pokojach love story i lata superman.
http://153sceny.pl/wyjazdy-integracyjne-3/
Wyjazd integracyjny, KOMBII, 2011
Zresztą tekst zespołu Kombii nie jest jedynym utworem opisującym wyjazdy integracyjne w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Można tu wymienić także utwór Integracja (Shakin' Dudi), w którym powtarzają się te same wątki: picie, seks, rozluźnienie obyczajów.
W ramach troski o załogę
szef polecił nam
spakować się i ruszać w drogę
na firmowy bal.
Ośrodek stał na uboczu,
cichy, skromny tak jak my,
bez krawatów, białych koszul
każdy jakiś nieswój był.
Pierwszy toast za prezesa
wiceprezes wzniósł,
powolutku w atmosferze
większy czułem luz.
O dwunastej dziób prezesa
wylądował na sałatce,
księgowy oknem wyleciał,
wreszcie się zaczęły tańce.
I-i-i-i-integracja!
Ło-ło-łączymy się!
Pe-pe-pełna demokracja!
Wszyscy równi, prezes też!
Wiceprezes z sekretarką
zamknął się w WC,
a zapłakaną personalną
znalazł w lesie drwal.
Ktoś podpalił auto szefa
i kierowcę kopnął w brzuch,
przyjechała znów karetka
i policji cały tłum.
"Firma bawi się do rana",
prezesowa też -
dopadła mnie, zupełnie naga,
nie broniłem się.
Wszystko byłoby w porządku,
gdyby się nie zbudził szef,
przecież to był jego pomysł,
czemu z pracy wylał mnie?
I-i-i-i-integracja!
Ło-ło-łączymy się!
Pe-pe-pełna demokracja!
Wszyscy równi, prezes też!
http://153sceny.pl/wyjazdy-integracyjne-4/
Integracja, utwór z płyty: Złota płyta - ciąg dalszy, 2008
Shakin' Dudi
Wyjazd dezintegracyjny
Napisałem we wstępie, że podczas wybierania filmów, które pojawią się w tej książce, nie będę się kierował ich wartością artystyczną. To pozwala mi napisać o bardzo słabym filmie, w dosyć luźny sposób odnoszącym się do tematów biznesowych. Mam tu na myśli angielski film Redukcja. Portal Filmweb określa go jako czarną komedię z elementami horroru. W filmie poznajemy grupę pracowników firmy Palisade Defence, światowego potentata w produkcji broni. Wyjeżdżają oni wspólnie ze swoim szefem na wyjazd integracyjny do nieokreślonego kraju gdzieś w Europie Wschodniej. Celem wyjazdu jest zacieśnienie więzi i budowanie ducha pracy zespołowej. Bohaterowie dojeżdżają na miejsce, szef wdaje się w kłótnię z kierowcą autobusu i w efekcie grupa zostaje sama w środku lasu. I w tym momencie zaczyna się bardziej absurdalna część opowieści, w której pojawiają się:
opuszczone dawno temu więzienie, w którym przetrzymywano jeńców; pokoje pełne tajnych dokumentów (oczywiście pisanych cyrylicą); dziwny oddział paramilitarny, dyszący żądzą zemsty za nieczyste interesy firmy Palisade, dostarczającej broń do prowadzenia wojen w kraju, w którym toczy się opowieść; ataki na poszczególnych uczestników wyjazdu oraz uśmiercanie ich na różne wymyślne sposoby (obcinanie kończyn, tortury, palenie żywcem); przypadkowe zestrzelenie samolotu pasażerskiego przez jednego z drugoplanowych bohaterów.
Zwiastun poniżej.
http://153sceny.pl/wyjazdy-integracyjne-5/
Redukcja, Wielka Brytania-Niemcy-Węgry 2006
Reżyseria: Christopher Smith
Szkolenia
Sprytny prowadzący
Nie ma nic dziwnego w tym, że firmy rozwijają kompetencje swoich pracowników. Chodzi im przecież o to, żeby zatrudnieni ludzie pracowali coraz bardziej efektywnie i wydajnie. Stosunkowo łatwo można więc znaleźć materiały pokazujące ten wycinek firmowego życia.
Szkolenia są jednym z obszarów rzeczywistości biznesowej portretowanych w bardzo spójny sposób. Otóż za każdym razem, kiedy pojawiają się w filmach i serialach, pokazywane są jako szczyt nonsensu. Twórcy poszczególnych scen śmieją się albo z trenerów, albo z uczestników, albo jednocześnie z obydwu podmiotów wydarzenia. Nie sposób znaleźć ani jednej sceny, w której szkolenie jawi się jako wartościowe i sensowne.
Na poparcie tych słów można przytoczyć fragment, w którym śmiejemy się właśnie z uczestników szkoleń. Scena pochodzi z komedii Och, Karol 2, czyli z filmu, od którego - jak pisałem we wstępie - zaczęła się moja przygoda z gromadzeniem materiałów na temat obrazu biznesu w kulturze masowej. Karol (w tej roli Piotr Adamczyk), tytułowy bohater filmu, jest rozchwytywanym trenerem firmy pracującej dla największych korporacji na rynku. Poznajemy go, gdy spóźnia się właśnie na szkolenie, które miał prowadzić. Asystentka Mira szybko wprowadza go w tematykę, którą Karol ma się zająć podczas szkolenia. Drugi fragment sceny pokaże, że godzinne spóźnienie nie jest dla bohatera żadnym problemem, a uczestnicy są na tyle nierozgarnięci, że wierzą we wszystkie jego słowa. Pod koniec rozmowy są przekonani, że całe to spóźnienie było wyreżyserowane i potrzebne prowadzącemu do efektywnego przeprowadzenia szkolenia.
MIRA: No nareszcie, Karol. Dwudziestu pięciu szefów działów największych...
KAROL: Papiery daj mi! Nie trzeba.
MIRA: ...największego banku w Polsce czeka na ciebie.
KAROL: Dobrze, jaki temat szkolenia?
MIRA: Nie jesteś przygotowany?
KAROL: Jestem przygotowany zawsze. Na wszystko. Temat szkolenia, jaki?
MIRA: Kamuflowanie asertywności w technikach negocjacyjnych.
KAROL: Nie trzeba... nie trzeba prezentacji. Poczekaj. Kamuflowanie w technikach negocjacyjnych. Gdzie?
MIRA: Na górze! Papiery!
KAROL: Zostaw.
(Karol wchodzi do sali, na sali słychać szum i pomruki niezadowolenia).
KAROL: Oj, niedobrze. Bardzo niedobrze. Daliście się podejść, panowie. Daliście się podejść jak dzieci. W negocjacjach najważniejsza jest zimna krew. Spokój. Opanowanie. Ukrywanie prawdziwych emocji. Wasza reakcja na moje dzisiejsze spóźnienie pokazuje dobitnie, że o tym wszystkim nie macie zielonego pojęcia. I właśnie dlatego będziemy musieli nad tym wspólnie popracować. To jest temat dzisiejszego szkolenia.
JEDEN Z UCZESTNIKÓW: Ale momencik, chwila, przecież pan się spóźnił ponad godzinę!
KAROL: Błąd. Ja się wcale nie spóźniłem. Ja tylko zademonstrowałem panom jedną z najstarszych i najprostszych technik negocjacyjnych, polegającą na wyprowadzeniu przeciwnika z równowagi jeszcze przed rozpoczęciem rozmów. I panowie wszyscy, bez wyjątku, daliście się na to nabrać. Przeczytajcie sobie panowie dokładnie temat dzisiejszych zajęć i zapamiętajcie go sobie. Kamuflowanie asertywności w technikach negocjacyjnych.
UCZESTNICY (z euforią): Brawo!
http://153sceny.pl/szkolenia-1/
Och, Karol 2, Polska 2011
Reżyseria: Piotr Wereśniak
W tym materiale śmialiśmy się z uczestników szkoleń, w kolejnych przyjdzie czas na szydzenie z niekompetencji trenera prowadzącego.
Szkolenie z różnic międzykulturowych
Zobaczmy teraz, jak może wyglądać szkolenie z różnic międzykulturowych. W Polsce takie szkolenia nie są przesadnie popularne, ale w Stanach Zjednoczonych są codziennością. Ich celem jest rozwijanie kompetencji w zakresie efektywnej współpracy osób pochodzących z różnych kultur oraz zaprezentowanie uczestnikom, na czym polega wykorzystanie różnic pomiędzy kulturami.
Scena, którą tu opisuję, pochodzi z amerykańskiej wersji serialu Biuro, a jej głównym bohaterem jest Michael Scott (i serial, i postać Michaela wrócą jeszcze w tej książce wielokrotnie). Pewnego dnia w firmie Dunder Mifflin, na terenie której toczy się akcja serialu, prowadzone jest szkolenie z zakresu różnic międzykulturowych. Michael jest zniesmaczony jego poziomem, a dokładnie tym, że prowadzący, Mr. Brown, nie bierze pod uwagę uwag Michaela dotyczących tego, jak szkolenie powinno wyglądać. Postanawia więc zorganizować tego samego dnia lepszą wersję szkolenia z zakresu różnic międzykulturowych. Zaprasza wszystkich pracowników do sali konferencyjnej. Szkolenie rozpoczyna się od krótkiej rozmowy z Oscarem, pracownikiem o meksykańskim pochodzeniu. W dalszej części Michael przedstawia ćwiczenie, które ma pomóc uczestnikom doświadczyć tego, na czym polegają różnice międzykulturowe.
MICHAEL: Dobrze, ponieważ to prowadzę, może się przedstawię? Jestem Michael i jestem po części: Anglikiem, Irlandczykiem, Niemcem i Szkotem - takie mini-Narody Zjednoczone. Ale czego część z was może nie wie, po części jestem rdzennym Amerykaninem.
OSCAR: W jakiej części?
MICHAEL: 2/15.
OSCAR: Ten ułamek jest bez sensu.
MICHAEL: Wiecie, ciężko mi o tym mówić. To boli. Kto następny? Rozruszajmy się. Kto? Przejdźmy tu. Oscar, twoja kolej!
OSCAR: Dobrze, Michael, moi rodzice urodzili się w Meksyku. Przenieśli się do USA rok przed moimi narodzinami. Więc ja dorosłem w Stanach, a moi rodzice to Meksykanie.
MICHAEL: Wspaniała historia, amerykański sen, prawda?
OSCAR: Dziękuję.
MICHAEL: Wolisz inne określenie niż Meksykanin? Jakieś mniej obraźliwe?
OSCAR: Meksykanin nie jest obraźliwe!
MICHAEL: W pewnych okolicznościach.
OSCAR: Niby jakich?
MICHAEL: Na przykład... nie wiem.
OSCAR: Jakich okolicznościach, Michael?
MICHAEL: Nie...
OSCAR: Musi być coś.
MICHAEL: Nie, pamiętam... szczerość, empatia, szacunek (...)
Mam tu coś, weźcie kartki i przyklejcie je do czoła... Nie patrzcie na nie! Weźcie je, przyklejcie i traktujcie innych jak rasę, którą mają na czole. Każdy ma inną, ale nikt nie wie jaką, więc wczujcie się w role, bo tak jest naprawdę, wiecie, że to nie ćwiczenie - tak jest w życiu.
(Uczestnicy szkolenia przyczepiają sobie do czoła karteczki z nazwą nacji bądź rasy, którą reprezentują).
PAM (z naklejoną kartką "Żyd"): Cześć, jak się masz?
STANLEY (z naklejoną kartką "murzyn"): Dobrze, a ty?
MICHAEL: Z życiem!
PAM: Świetnie.
STANLEY: Podziwiam sukces waszej kultury w Ameryce.
PAM: Dziękuję.
MICHAEL: No dalej! Olimpiada cierpień właśnie tutaj. Niewolnictwo kontra holokaust, dalej!
STANLEY (ściągając kartkę): Kim mam być?
MICHAEL: To było przypadkowe, nie planowaliśmy tego.
DWIGHT (z kartką "Azjata" na czole): Wiele kultur je ryż, to mi nie pomaga.
DWIGHT (zwracając się do Pam): Shalom, chcę wziąć kredyt.
PAM: To miłe, Dwight.
DWIGHT: Dobrze, teraz ty. To stereotyp, więc sprawnie pójdzie.
PAM: Dobrze. Lubię wasze jedzenie.
DWIGHT: Outback Steakhouse, jestem Australijczykiem, stary!
MICHAEL: Nie... Pam... "Lubię wasze jedzenie"? Nie no, z życiem! Z życiem, Pam! No dalej, niech będzie okropnie prawdziwie.
PAM: Dobrze, jeśli miałabym to zrobić na podstawie stereotypów, które są nieprawdziwe i z którymi się nie zgadzam, możesz nie być najlepszym kierowcą.
DWIGHT: Cholera, jestem kobietą?
MICHAEL (do kamery): Zauważcie, że nie kazałem nikomu być Arabem. Uznałem, że to będzie zbyt wybuchowe, bez urazy. Pomyślałem, że jeszcze za wcześnie na Arabów. Może za rok. Piłka po ich stronie.
http://153sceny.pl/szkolenia-2/
Biuro, USA 2005, sezon 1, odcinek 2
Reżyseria: Ken Kwapis
Michael Scott dosyć nieudolnie prowadzi szkolenie, tak jak nieudolnie wywiązuje się z obowiązków menedżera. W kolejnym materiale również pojawi się wątek absurdalnych ćwiczeń szkoleniowych, fundowanych uczestnikom przez prowadzących.
Szkoleniowe absurdy
W dziedzinie szkoleń Michael Scott jest typowym amatorem. Nie dość, że brak mu kwalifikacji, to na dodatek jest - moim zdaniem - jednym z najgorszych szefów w historii kultury masowej. Nic więc dziwnego, że szkolenie wyglądało, jak wyglądało.
W innych filmach można jednak znaleźć przykłady, które pokazują, że nawet jeśli za szkolenie zabierają się profesjonalni trenerzy, sprawy nie toczą się lepiej. Posłużę się przykładem z rodzimego podwórka, a dokładniej filmem Dzień kobiet. Jego akcja toczy się w firmie Motylek, sieci dyskontów spożywczych. Główna bohaterka Halina zostaje właśnie mianowana kierowniczką jednego ze sklepów i zaproszona na serię korporacyjnych szkoleń. Praktycznie w każdej ze scen jest opisywany jakiś absurd związany z ich realizacją.
Na pierwszy ogień idzie wykorzystywanie szkoleń jako elementu prania mózgu. Ich celem ma być nie tyle rozwój kompetencji, ile formowanie pracownika zgodnie z wymogami korporacji, tak by później, w codziennej pracy, zachowywał się w pożądany sposób. W trakcie szkolenia zachęca się uczestników do skandowania najważniejszych dla firmy haseł oraz wykorzystuje się poczucie wspólnoty do tego, żeby bezkrytycznie budować "właściwe" postawy. W pierwszej ze scen trener zaczyna od zadania grupie ważnego pytania.
TRENER: Najważniejsze słowo dla kierownika sklepu? Pani wie? Może ktoś inny? Magiczne słowo na "p".
HALINA: Przepraszam?
INNI UCZESTNICY: Promocja? Przecena? Popyt? Podaż? Podwyżka? Porządek?
TRENER (zapisuje słowo na tablicy): Produktywność. Powtórzmy razem.
UCZESTNICY (skandują coraz szybciej i coraz głośniej): Produktywność! Produktywność! Produktywność! Produktywność! Produktywność! Produktywność!
http://153sceny.pl/szkolenia-3/
Dzień kobiet, Polska 2012
Reżyseria: Maria Sadowska
W kolejnej scenie oglądamy ćwiczenie wykonywane przez grupę w terenie (w miarę typowe dla wydarzeń, których celem jest zintegrowanie ze sobą wielu uczestników). Kursanci biegają swobodnie naokoło trenerki i w pewnym momencie, na sygnał, chwytają za skakanki. Tworzą w ten sposób sznur ludzi połączonych liną. Ich zadaniem jest ustawić się tak, żeby oddać kształt litery wybranej przez trenerkę.
TRENERKA: Raz, raz, raz, raz, raz, biegniemy, biegniemy, kochani, biegniemy, raz, raz, raz. Stop! Uwaga, łapiemy za skakanki. I hop, hop, hop, hop. Jesteście zespołem. Jesteście zespołem. Hop, hop, hop, hop. Stop. Uwaga. Litera "p". Pe! Pe! Pe! Pe! Pe! Pe! Pe! Pe! Pe! No, znowu nie wyszło. Słuchajcie! Współpracujcie. Jesteście zespołem. Tylko wtedy odniesiecie sukces, jeżeli będziecie razem. Jeszcze raz, ustawiamy się. Małe kółko, duże kółko. Uwaga. I raz, raz, raz, raz, raz, raz...
http://153sceny.pl/szkolenia-4/
Dzień kobiet, Polska 2012
Reżyseria: Maria Sadowska
Ostatni genialny fragment to scena, w której pracownicy podczas szkolenia wspólnie śpiewają piosenkę na temat tego, jak wspaniałym miejscem pracy jest firma Motylek. Halina jakoś nie potrafi się przełamać i włączyć w radosne śpiewy. Dla podkreślenia kontrastu chwilkę wcześniej widzimy scenę niedzielnej mszy, podczas której bohaterka wraz z pozostałymi wiernymi śpiewa pieśń religijną. Związki pomiędzy religią a świecką formą religii, którą jest przywiązanie do firmy, są tu bardzo wyraźne.
TRENER (do Haliny): A pani dlaczego nie śpiewa?
TRENERKA: Pani Halino, musi pani śpiewać ze wszystkimi. Na tym to polega, rozumie pani.
HALINA: Yhy.
TRENERKA: Odwagi.
TRENER: Jeszcze raz.
TRENERKA: Chwileczkę, kochani. Nie jesteście beznadziejni. Jesteście najlepsi. To będzie superteledysk. Raz, dwa, trzy, cztery.
UCZESTNICY (śpiewają): Motylek ci wszystko da, Motylek ci wszystko da. Bo on to wszystko ma! Motylek da wszystko ci. Najlepsze ceny w swe dni. Uwierz mi!
http://153sceny.pl/szkolenia-5/
Dzień kobiet, Polska 2012
Reżyseria: Maria Sadowska
W dyskusjach na temat filmu krytycy zwracali czasem uwagę na to, że scena z nagrywaniem euforycznej piosenki wychwalającej firmę jest przerysowana. Żeby szybko udowodnić, że jest inaczej, przytoczę dwa przykłady.
Pierwszy to piosenka nagrana przez pracowników firmy Drutex, mająca 265 tysięcy wyświetleń w serwisie YouTube (litościwie dla samych siebie twórcy wyłączyli możliwość komentowania klipu i oceniania go). Jakość jest bardzo podobna do nagrania z filmu Dzień kobiet.
http://153sceny.pl/szkolenia-6/
Piosenka świąteczna firmy Drutex SA
Drugi fragment to materiał ze szkolenia firmy Orange, który jakiś czas temu wyciekł do internetu. Film pokazuje korporacyjny lip dub[4], nagrany przy okazji jednego ze szkoleń. Do końca nie wiadomo, czy to, że pojawił się w przestrzeni wirtualnej, jest kwestią wycieku czy zaplanowanej akcji marketingowej (wiemy, że materiał zamieścili jego producenci, czyli organizatorzy rozrywki). Tutaj osoby zamieszczające materiał nie zadbały o wyłączenie możliwości dokonywania ocen klipu. Statystyki są mocno niekorzystne, pozytywnych ocen 90, negatywnych - 762.
http://153sceny.pl/szkolenia-7/
Piosenka świąteczna firmy Orange
Obyczajowa strona szkoleń
Prócz naigrawania się z trenerów i uczestników szkoleń charakterystyczne jest także wiązanie takich wydarzeń z seksualnymi zachowaniami uczestników i opisywanie ich właśnie przez pryzmat takich zachowań. W pewnym stopniu jest to zrozumiałe - nie przypadkiem powstały różne obiegowe powiedzonka, wskazujące na rozluźnienie obyczajowe kursantów: "Do 100 km zdrada, powyżej 100 km - delegacja". Sprzyja temu pewnie wyjazdowa forma szkoleń, integracyjna wartość takich spotkań, alkohol i spędzanie czasu w tym samym hotelu, oddalonym od miejsca zamieszkania.
Zobaczmy, jak ten temat został pokazany w skeczu z programu kabaretowego MC2, czyli maszyna czasu Manna i Materny. Skecz pojawił się w jednym z odcinków i warto go zobaczyć chociażby ze względu na aktorów. Prowadzącego sympozjum gra Sławomir Orzechowski, starszego uczestnika - Olgierd Łukaszewicz, a młodego - Mateusz Damięcki. Widzimy salę konferencyjną, na scenie stół zasłany zielonym suknem. Wchodzi prowadzący i po zwyczajowym "Raz, raz" do mikrofonu zwraca się do zgromadzonych.
PROWADZĄCY: Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa, raz... dwa. Witam serdecznie na inauguracyjnym spotkaniu naszej konferencji - konwencji poświęconej tematyce częstotliwości zdrad małżeńskich w określonych grupach zawodowych. Na początek chciałbym przedstawić szanownym zebranym wyniki całorocznych badań dotyczących częstotliwości zdrad małżeńskich w określonych grupach zawodowych. Otóż okazuje się, że najczęstsze przypadki zdrady dotykają lekarzy. Sami rozumiecie, specyfika zawodu, ciągłe napięcie, nocne dyżury, a poza tym pewna swoboda farmakologiczna. Druga najbardziej narażona grupa to artyści estradowi. I tu sprawa również jest jasna. Ciągłe wyjazdy, trasy koncertowe, bezkrytyczne uwielbienie fanów połączone z oddaleniem od domowego ogniska. I trzecia grupa. I tu największa niespodzianka. Otóż okazuje się, że na trzecim miejscu są organizatorzy i uczestnicy takich konwencji jak nasza.
STARSZY UCZESTNIK SPOTKANIA: Ja proszę o głos... Proszę o głos!
PROWADZĄCY: Proszę bardzo.
STARSZY UCZESTNIK SPOTKANIA: Chciałem powiedzieć, że to chyba nie jest dokładnie tak. Ja już od trzydziestu lat organizuję takie konferencje w całym kraju, uczestniczę w nich i nigdy, no... powtarzam, nigdy nie zdradziłem mojej żony!
MŁODY UCZESTNIK SPOTKANIA: No... i patrzcie. Przez takiego fiuta jesteśmy dopiero na trzecim miejscu!
http://153sceny.pl/szkolenia-8/
MC2, czyli maszyna czasu Manna i Materny, Polska 2007
Reżyseria: Jakub Nowak
Opowieść ta krążyła wcześniej w postaci dowcipów, zmieniały się jedynie zawody laureatów trzech pierwszych miejsc, oczywiście w zależności od tego, kto opowiadał dowcip i kto chciał w historii wypaść najbardziej "bohatersko". Mann i Materna zgrabnie zaadaptowali ją na potrzeby programu satyrycznego.
Skoro omówiliśmy już obyczajową stronę szkoleń, pójdźmy krok dalej. Kolejny temat to wyjazdy integracyjne.
Rekrutacja
Popularność rekrutacji
Na początek czas na obszar życia biznesowego chyba najczęściej portretowany w utworach kultury masowej. Weźmy pod lupę rekrutację, czyli proces naboru ludzi do organizacji, pozyskiwania ich z rynku. Jest ona wdzięcznym tematem z wielu powodów; napiszę o kilku, które przychodzą mi do głowy.
Po pierwsze rekrutację łatwo sobie wyobrazić: umie to zrobić większość potencjalnych odbiorców. Nawet jeśli mało wiemy o tym, jak wygląda życie w korporacji, dobrze kojarzymy takie wydarzenia, jak na przykład rozmowa kwalifikacyjna. Znaczna część z nas chociaż raz w życiu wzięła udział w takiej rozmowie. Z perspektywy twórców seriali i filmów rekrutacja jest bezpieczna, większość odbiorców zrozumie, o co chodzi w danej scenie.
Po drugie rozmowa kwalifikacyjna to sytuacja o dużym potencjale dramaturgicznym. Mamy tu jasno zdefiniowanych bohaterów i nieco skonfliktowane interesy. Możemy wyraźnie wskazać dobrych i złych, dwie siły z założenia stojące po dwóch stronach barykady. Po jednej stronie są przebiegli rekruterzy, po drugiej - biedny, przestraszony kandydat. Możemy snuć opowieści o odwiecznym starciu dobra ze złem. Jak przekonamy się za chwilkę, niezwykle rzadko osoby rekrutujące prezentowane są w bardziej korzystnym świetle niż kandydaci.
Po trzecie rekrutacja jest momentem starcia "normalnego" świata ze światem korporacji. Daje to nieograniczone możliwości naśmiewania się z procedur firmowych, zadawanych pytań i zachowań prezentowanych przez HR-owców w trakcie rozmów. Możemy stanąć po stronie "normalnego" bohatera i zobaczyć, jak wypadnie jego starcie z absurdami organizacji.
Nic dziwnego, że w filmach, serialach, skeczach kabaretowych można znaleźć mnóstwo scen rekrutacyjnych. Zobaczmy kilka z nich.
Wymagania
Wymagania stawiane kandydatom do pracy wyśmiewane są na wiele sposobów. Większość z nas zna określenie "dwudziestoletnia kandydatka z trzydziestoletnim doświadczeniem zawodowym", które oddaje charakter wymogów w trakcie rekrutacji. Dużo mówi się o tym, jak wiele trzeba pokazać i udowodnić, żeby dostać pracę.
Jak zobaczymy poniżej, takie wymogi nie są wymysłem naszych czasów. Poznajmy personalnego Łukasika, szefa działu kadr w Warszawskim Przedsiębiorstwie Taksówkarskim, jednego z bohaterów kultowego serialu Zmiennicy. Łukasik jest człowiekiem, który stara się wiedzieć, co w trawie piszczy. Zajmuje się szukaniem przysłowiowych haków na wszystkich pracowników, a w szczególności na kierowców pracujących w firmie.
Scena przytoczona poniżej to właśnie rozmowa kwalifikacyjna. Łukasik prowadzi ją z główną bohaterką serialu, która próbuje dostać pracę kierowcy taksówki. Na razie próbuje tego dokonać jako kobieta. Jak wiemy, później z większym sukcesem spróbuje tego samego przebrana za mężczyznę.
PERSONALNY ŁUKASIK (przeglądając dokumenty): Prawo jazdy kategorii drugiej, zaświadczenie z pracy, opinia, świadectwo zdrowia, egzamin ze znajomości miasta, testy psychotechniczne, zaświadczenie o niekaralności, stały meldunek w Warszawie. Nic więcej pani nie ma?
KANDYDATKA: No... to jest wszystko, co mi kazano przynieść do pana personalnego.
ŁUKASIK: Widzi pani, zawód taksówkarza jest w zasadzie czysto męski. Zwracam uwagę na różnice międzypłciowe, gdyż schemat urawniłowki, który sprowadza je praktycznie do zera, był typowy dla minionego okresu. Kierowca u nas narażony jest na zaczepki ze strony nietrzeźwych i niekulturalnych pasażerów. Dla kobiety tak atrakcyjnej jak pani to zawód niebezpieczny. I vice versa. Przewożenie tak zwanych cór Koryntu. W dodatku etyka kierowcy wymaga, by nosił bagaże pasażerów, ciężkie niekiedy. Służba w WPT jest publiczna. Taksówkarz musi być gotów w każdej chwili udać się do Szczecina albo i dalej. Na dzień, dwa lub dłużej. Zachorowalność dla niego i dla jego dzieci praktycznie nie istnieje, gdyż wówczas ciężar pracy spada na jego zmiennika. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej...
KANDYDATKA: Ale... ja jestem... wolna, silna i zdrowa. Proszę pana, ja nie takie ciężary dźwigałam. Na przykład tydzień temu, w spółdzielni, to nie takie walizeczki, ale pięćdziesiąt felg... i to naraz. Poza tym na zwolnieniu lekarskim nigdy nie byłam i... z pijakami sobie radzę. I to jak.
ŁUKASIK: Prezentuje pani typowo kobiecą logikę myślenia. To znaczy, logikę myślenia wybiórczego. Trzeba patrzeć na okrągło. Jest pani cenionym pracownikiem spółdzielni Tucholskich, braci. Bracia wykształcili panią na cenionego pracownika i my nie mamy prawa pani stamtąd wyrywać. Niech pani pójdzie do MPK, tam szukają kierowców z pani kwalifikacjami. Interes ogółu trzeba preferować... niestety.
(Wyprowadza kandydatkę za drzwi).
http://153sceny.pl/rekrutacja-1/
Zmiennicy, Polska 1986, emisja 1987-1988, odcinek 4
Reżyseria: Stanisław Bareja
Personalny Łukasik jeszcze wróci na łamy tej książki, wszak to jeden z najciekawszych przykładów pracownika działu personalnego. A na pewno najciekawszy na naszym podwórku.
Rekrutacja plemienna
Od czasu do czasu uciekniemy od filmów i seriali w stronę skeczy z programów satyrycznych. W przypadku rekrutacji zrobimy tak co najmniej kilkukrotnie. Zaczniemy od przeniesienia rekrutacji w czasy ludzi pierwotnych. Będzie to scena z brytyjskiego programu komediowego The Armstrong & Miller Show, nadawanego przez BBC One, emitowanego w latach 2007-2011.
Zobaczymy tu rozmowę rekrutacyjną toczącą się w czasach ludzi pierwotnych. Trójka rekruterów przepytuje kandydatów, którzy chcą dołączyć do ich plemienia. Język jest mocno uproszczony (wszak czasy mamy bardzo, bardzo dawne), choć łatwo się zorientować, że padają te same pytania i te same odpowiedzi co w dzisiejszych czasach nowoczesnych korporacji. Podobnie też kandydatowi zależy na zyskaniu nowej przynależności bardziej niż rekruterom na przyjęciu go w poczet członków plemienia. Komizm polega w zasadzie tylko na tym, że normalna, standardowa współczesna rozmowa kwalifikacyjna przeniesiona jest w czasy dawno minione.
REKRUTER 1: Tak więc chcesz przyłączyć się do plemienia.
KANDYDAT 1: Taaa.
REKRUTER 2: Co ty robić?
KANDYDAT 1: Ja być myśliwy.
REKRUTER 3: My mieć dużo myśliwych.
KANDYDAT 1: Ja też zbierać.
REKRUTER 2: Jesteś myśliwy zbieracz?
KANDYDAT 1: W tych czasach człowiek musi dużo umiejętności.
REKRUTER 3: Tak więc... gdzie się widzi za pięćdziesiąt księżyców?
KANDYDAT 1: Polować... może zbierać...
REKRUTER 2: Czemu opuścić poprzednie plemię?
KANDYDAT 1: To być małe plemię. Ja być gotowy na coś większego.
REKRUTER 2: Jak długo być z ostatnie plemię?
KANDYDAT 1: Dziesięć księżyców.
REKRUTER 2: Dziesięć księżyców? Ja słyszeć, że ty odejść po dwa księżyce! Ja słyszeć, że ty odejść i chodzić po łąkach z przyjaciel.
REKRUTER 1: To prawda?
REKRUTER 2: Ja znać wodza plemienia i wódz mi powiedzieć.
KANDYDAT 1: Ja tylko chcieć zobaczyć łąki. Ale już ochota na to odejść.
REKRUTER 1: My być w kontakcie.
KANDYDAT 1: Ale...
REKRUTER 1: Dużo człowiek do obejrzenia.
(Kandydat wychodzi).
REKRUTER 3: Szkoda.
REKRUTER 1: Następny!
(Wchodzi kolejny kandydat, wyciąga zza pazuchy połamaną tabliczkę).
KANDYDAT 2: Przepraszam! Spóźniony... CV połamać.
REKRUTER: To być długi dzień, ludziska.
http://153sceny.pl/rekrutacja-2/
The Armstrong & Miller Show, Wielka Brytania 2007-2010; sezon 2, odcinek 6
Reżyseria: Dominic Brigstocke
Pisałem, że rekrutujący zadają te same pytania co dzisiejsi pracownicy działów personalnych podczas rozmów kwalifikacyjnych. Szczególnie widać to w pytaniach:
Gdzie się widzi za pięćdziesiąt księżyców? Jak długo być z ostatnie plemię? Czemu opuścić poprzednie plemię?
Przyjrzyjmy się uważniej ostatniemu pytaniu: "Czemu opuścić poprzednie plemię?". Kandydat odpowiada: "To być małe plemię. Ja być gotowy na coś większego". Ten kandydat zachowuje się zgodnie z najlepszymi podpowiedziami dotyczącymi zachowania się podczas rozmów kwalifikacyjnych.
Naprawdę skomplikowana procedura
Napisałem, że rekrutacja często jest prezentowana jako starcie dobra ze złem. Zobaczmy więc, jak dziwacznymi metodami korporacje próbują zaskakiwać kandydatów w trakcie rozmów. W scenie z programu Peter Serafinowicz Show, emitowanego w telewizji BBC Two (w latach 2007-2008), zobaczymy Grega, kandydata starającego się o pracę, oraz rekrutera zadającego mu skomplikowane pytania. Ta scena w zabawny sposób pokazuje pokrętność metod doboru personelu, ale też grę, która toczy się pomiędzy kandydatem a rekrutującym. Ten pierwszy domyśla się, po co pada kolejne pytanie i jakie będą prawidłowe odpowiedzi czy prawidłowe zachowania. Ten drugi robi wszystko, żeby zaskoczyć kandydata.
Co ciekawe, tutaj sympatia widzów zostaje przy rekrutującym, który wydaje się mądrzejszy, sprytniejszy, lepiej ubrany. Cóż, z pewnością można też powiedzieć, że w tej rozmowie to on rozdaje karty.
REKRUTER: Greg, cóż, twoje CV robi wrażenie. Obawiam się jednak, że nie do końca pasujesz do naszej koncepcji.
GREG: Rozumiem, trudno. Dziękuję za rozpatrzenie mojej kandydatury.
REKRUTER: Miałem nadzieję, że właśnie to powiesz. Właśnie tak opanowanych osób potrzebujemy w naszym zespole. To był test, a ty go zdałeś. Witam w zespole, Greg.
GREG: Dziękuję! Mam rozumieć, że dostałem tę pracę?
REKRUTER: Nie! Oczywiście, że nie! Nie mam zamiaru zatrudniać naiwnych durni. To był test, Greg, a ty go oblałeś! Żegnam!
GREG: Cóż, więc do widzenia.
REKRUTER: Greg, właśnie o takie nonszalanckie podejście nam chodziło. Zdałeś test!
GREG: Naprawdę zdałem?
REKRUTER: Nie! To był test! Kwestionujesz moje zdanie! Nikt nie ma prawa kwestionować tego, co mówię! Jeśli nie masz nic przeciwko temu...
(Greg wstaje i kieruje się do wyjścia).
REKRUTER: Greg, zdałeś test wyjścia. Chodź, usiądź.
GREG: Więc... mam tę pracę?
REKRUTER: Tak, masz.
GREG: Na pewno?
REKRUTER: Na pewno! Och, Greg, witam w firmie. Przepraszam za te brednie z testami. Można się nieco pogubić, prawda?
GREG: Trochę tak, przyznaję.
REKRUTER: Nie! Dajesz się zbyt łatwo zwieść! Oblałeś test! A wiązałem z tobą takie duże nadzieje!
GREG: To jest żałosne!
REKRUTER: Gratulacje... to jest żałosne. Zdałeś test!
GREG: Na Boga, weź pan sobie sam tę pracę!
(Greg wychodzi z pokoju, na korytarzu słyszy...)
REKRUTER: Greeeeeg... To jest prawdziwy, ostateczny test. Jeśli słyszysz mój głos w swoim umyśle, to znaczy, że zdałeś. Greeeg! Naprawdę! Wracaj do pokoju, Greg, wracaj do pokoju!
(Greg wraca do pokoju).
REKRUTER: Nieee! Oblałeś test!
http://153sceny.pl/rekrutacja-3/
The Peter Serafinowicz Show, Wielka Brytania 2008; odcinek Christmas Special
Reżyseria: Peter Serafinowicz
Oczywiście rozmowa opisana powyżej jest absurdalna (pochodzi w końcu z programu komediowego), ale w realnym świecie kandydaci też często muszą domyślać się prawdziwych intencji rekrutera, ukrytych za pytaniami idiotycznymi na pierwszy rzut oka. Ale chyba musi być jakaś pokrętna logika zadawania pytań takich jak wymienione poniżej?
Wyjaśnij pojęcie "baza danych" w trzech zdaniach tak, aby zrozumiał to ośmiolatek. Czy jest pani osobą wierzącą i czy jest pani zwolenniczką bicia dzieci? Dlaczego szampony do włosów są w różnych kolorach, a piana jest zawsze biała? Proszę omówić budowę łyżki do zupy. Jak pana (pani) zdaniem zmieniłby się świat, gdyby możliwa stała się... teleportacja?[2]
Stress interview
Rozmowy kwalifikacyjne przybierają czasem obrót zaskakujący dla kandydata. Widzieliśmy już takie przykłady. Zobaczmy więc kolejny. Tym razem będzie to skecz z brytyjskiego programu satyrycznego That Mitchell and Webb Look, emitowanego w latach 2006-2010. Jest to fragment pokazujący rozmowę komisji kwalifikacyjnej z kandydatem.
Dwie osoby z komisji zachowują się w miarę standardowo: zadają pytania o doświadczenia zawodowe kandydata i jego wizję przyszłej pracy. Jeden członek komisji, Derek, zachowuje się mniej standardowo. Obraża kandydata, podważa jego zdanie, przeszkadza w wypowiedziach. Słowem, wykorzystuje metodę znaną jako stress interview. W założeniu chodzi o takie prowadzenie rozmowy, by podnieść u kandydata poziom stresu. Ma to pomóc w sprawdzeniu, jak będzie się on zachowywał pod dużą presją. Uzasadnieniem stosowania takiego podejścia jest charakter przyszłej pracy. Jeśli nowy pracownik będzie często narażony na stres, warto sprawdzić, jak sobie z tym radzi. Zobaczmy więc, jak przebiega taka rozmowa.
REKRUTER: Witam, ta rozmowa powinna przebiec w miarę bezboleśnie. Scott, w firmie pracujesz od trzech lat?
KANDYDAT: Tak, od trzech lat, zgadza się.
DEREK: Uaghhhh!
REKRUTER: I do twoich obowiązków należały akcje marketingowe.
KANDYDAT: Ogólnie rzecz biorąc, chociaż moje obowiązki częściowo dotyczyły również dystrybucji.
DEREK: Jasne, jasne, na miłość boską!
REKRUTER: Powinienem wyjaśnić, że Derek jest dziś z nami po to, żeby wyrażać coś, co nazywamy "bardzo negatywną informacją zwrotną". Chodzi o to, abyśmy mogli ocenić twoje umiejętności radzenia sobie w bardzo stresujących sytuacjach. Nie masz nic przeciwko temu?
KANDYDAT: A tak, rozumiem, nie ma problemu.
DEREK: Nie ma problemu, tak, nie ma problemu? Jak tylko nie ma problemu, to wszystko jest w porządku, tak?
REKRUTER: Czy mógłbyś opisać główne zadania stojące przed odpowiednim...
DEREK: Dupek!
REKRUTER: ...twoim zdaniem kandydatem na to stanowisko?
KANDYDAT: Naszym głównym problemem, moim zdaniem, jest to, że zbyt duży nacisk kładziemy na naszych głównych klientów...
DEREK: Jaasne!
KANDYDAT: Oczywiście należy się o nich troszczyć...
DEREK: Ciota!
KANDYDAT: Jednak nie ma możliwości, by nasza firma odniosła znaczący sukces...
DEREK: Głupia ciota!
KANDYDAT: ...na rynku, o ile nie uda nam się znaleźć sposobu - w krótszym lub dłuższym czasie - by przyciągnąć nowych klientów.
DEREK: Świetne, jakie to jest wszystko świetne, nie dam rady, muszę to zapisać.
KANDYDAT: Czy uda nam się to osiągnąć dzięki przeznaczeniu większej ilości środków...
DEREK: Absolutnie, taak.
KANDYDAT: ...czy też będziemy musieli zmienić całe nasze podejście i opracować nowe strategie, to wszystko trzeba dogłębnie przemyśleć.
DEREK: To dobre, taa, taaa, dogłębnie, jaaasne.
KANDYDAT: Jednakże na pewno należy wziąć to pod uwagę...
DEREK: Ding! (odgłos maszyny do pisania)
KANDYDAT ...przy opracowywaniu przyszłorocznego budżetu.
DEREK: Ding!
KANDYDAT: Myślę, że to główne zadania.
DEREK: Ding, ding, ding!
REKRUTER: To brzmi logicznie. Bardzo dobrze poradziłeś sobie z negatywną informacją zwrotną.
KANDYDAT: Dziękuję. On chyba ma już dość.
(Derek rzuca w głowę kandydata maszyną).
http://153sceny.pl/rekrutacja-4/
That Mitchell and Webb look, Wielka Brytania 2008 sezon 2, odcinek 1
Reżyseria: David Kerr
Zapis rozmowy wygląda absurdalnie i wydaje się, że taka sytuacja nie jest możliwa w realnym świecie. W rzeczywistości stress interview był popularny jeszcze kilka lat temu. Zwolennicy tej metody zadawali pytania wyprowadzające kandydata z równowagi oraz zachowywali się w sposób lekceważący. Do moich ulubionych pytań tego typu należą:
Ma pani na imię Kasia. Skąd takie pretensjonalne imię? Czy jest pani konsekwentna? Jeśli tak, to skąd u pani ta kilkukilogramowa nadwaga? Dlaczego dzisiaj pada?
To nie koniec. Jak pisze jeden z portali zajmujących się doradzaniem w procesie rekrutacji:
Jeśli osoba rekrutująca chce zdenerwować kandydata niemalże od samego początku, może:
nie odzywać się przez pierwsze 5 minut rozmowy; udawać, że czyta SMS-y w telefonie, podczas gdy kandydat mówi; ziewać lub udawać, że zasnęła; wyśmiewać się z miejsca pochodzenia kandydata, jego byłej firmy, nazwiska itd.
Metoda zakłada też, że kandydatowi należą się wyjaśnienia, dlaczego komisja zachowuje się w tak ofensywny sposób. W przytoczonym powyżej przykładzie takie wytłumaczenie rzeczywiście się pojawia. Można więc powiedzieć, że wszystko jest w porządku.
Warto w tym miejscu pokazać jeszcze jedną scenę. Nie pochodzi ona z filmu zahaczającego o tematy biznesowe, ale czytelnie pokazuje, że stresowanie kandydatów podczas rozmowy kwalifikacyjnej nie jest charakterystyczne wyłącznie dla świata korporacji. Będzie to fragment z czarnej komedii Płytki grób. Trójka bohaterów zajmuje się właśnie rekrutowaniem współlokatora; mają duże mieszkanie i chcą podnająć jeden wolny pokój. Kolejno pojawiają się u nich kandydaci. Rekrutujący zadają im absurdalne, atakujące, poniżające pytania; im mniej podoba im się kandydat, tym ostrzejsze są kwestie, w których ma się wypowiedzieć. Poniżej zamieściłem zapis tej sceny. Zaczyna się od spotkania z kandydatem już na pierwszy rzut oka niepasującym do trójki bohaterów. To Cameron: niski, chudy, rudy, niepozorny.
ALEX (do swoich współlokatorów): Więc jak on ma na imię?
DAVID: Nie wiem, Campbell czy jakoś tak.
JULIET: Cameron.
ALEX: Cameron?
JULIET: Yhy.
ALEX: Naprawdę?
CAMERON: Tak.
ALEX (do Camerona): Czujesz się komfortowo, Cameron?
CAMERON: Tak, dziękuję.
ALEX: Widziałeś mieszkanie?
CAMERON: Tak.
ALEX: Podoba ci się?
CAMERON: Tak, jest wspaniałe.
ALEX: Oczywiście, czyż nie? Wszyscy je lubimy. Pokój do wynajęcia też jest niezły, nie sądzisz?
CAMERON: Tak.
ALEX: Przestronny, jasny, dobrze wyposażony i wszystkie takie tam pierdoły.
CAMERON: No cóż, tak.
ALEX: Tak. Powiedz mi więc, Cameron, ponieważ bardzo chcę to wiedzieć. Co, do cholery, pozwala ci myśleć, że chcemy dzielić takie mieszkanie z kimś takim jak ty? Wiesz, na pierwszy rzut oka - a ja rzadko się mylę - nie masz ani jednej cechy, której szukamy u przyszłego współlokatora. Takich rzeczy jak prezencja, charyzma, styl i czar. Myślę, że nie oczekujemy zbyt wiele, myślę, że nie jesteśmy nierozsądni. Spójrz na przykład na Davida. Jest biegłym księgowym, ale przynajmniej się stara. Problem polega na tym, że nie sądzę, żebyś ty się starał.
W dalszej części widzimy pytania zadawane innym kandydatom.
DAVID: To tylko kilka pytań.
ALEX: Chciałbym zapytać o twoje hobby.
JULIET: Dlaczego chcesz ten pokój?
DAVID: Palisz papierosy?
ALEX: Czy kiedy składasz w ofierze kozę i wyrywasz jej serce gołymi rękami, wzywasz ognie piekielne?
JULIET: Jedno uczciwe, bezpośrednie pytanie. Jesteś rozwiedziony czy nie?
ALEX (do kandydatki ubranej na czarno): Kiedy wstajesz rano, jak decydujesz, który odcień czerni włożyć na siebie?
DAVID: Odtworzę ci kilka sekund nagrania. Powiedz, co to za utwór, kto jest głównym wokalistą i podaj trzy jego hity nagrane później z innym zespołem.
JULIET: Porozmawiajmy otwarcie. Ten romans, którego nie masz. Nie masz go z mężczyzną czy z kobietą?
DAVID: Porozmawiajmy chwilkę o finansach korporacyjnych. Wrogie przejęcia. Są dobre czy złe?
ALEX: Kiedy po raz ostatni ktoś powiedział do ciebie dokładnie takie słowa: "Jesteś promieniem słońca w moim życiu"?
DAVID: Jak by pani zareagowała, gdybym powiedział, że jestem Antychrystem?
http://153sceny.pl/rekrutacja-5/
Płytki grób, Wielka Brytania 1994
Reżyseria: Danny Boyle
Jak nie rekrutować?
Nie każda osoba prowadząca rekrutację jest kompetentna i robi to we właściwy sposób. Przyjrzyjmy się dla przykładu, jak z tym tematem radzą sobie bohaterowie filmu Szefowie wrogowie 2. W pierwszej części trójka bohaterów zmaga się ze zwyrodniałymi szefami i snuje zuchwałe plany popełnienia na nich zbrodni doskonałej. W drugiej (znacząco słabszej) części Nick, Dale i Kurt próbują razem prowadzić biznes, co oznacza, że sami stają się szefami.
Warto przyjrzeć się scenie, w której we trójkę prowadzą rozmowy kwalifikacyjne. Celem jest zatrudnienie dobrych pracowników w firmie, którą właśnie powołali do życia. Rozmowy są charakterystyczne o tyle, że praktycznie wszyscy kandydaci zostają przyjęci. Największe szanse mają tu atrakcyjne kobiety bez kwalifikacji (takie kandydatki szczególnie chętnie zatrudnia Kurt), lecz przez sito rekrutacyjne przechodzą też gosposie domowe niemówiące po angielsku i kryminaliści.
(Atrakcyjna kandydatka)
NICK: Nie ma pani żadnego doświadczenia zawodowego?
KANDYDATKA: Czy to źle?
KURT: Żartuje pani? To wspaniale. Ma pani w sobie entuzjazm i świeżość.
DALE: I brak kwalifikacji.
KURT: Wie pani co? Ma pani tę pracę!
KANDYDATKA: Naprawdę?
DALE: Ups, to było nieoczekiwane i nieuzasadnione.
(Kandydatka długo opowiada coś po hiszpańsku, opowieść jest wzruszająca, Kurt zaczyna płakać).
NICK: Ma pani pracę.
DALE: Bez cienia wątpliwości.
(Kolejna atrakcyjna kandydatka)
NICK: Nie ma pani CV.
KURT: Nieważne, dobrze pani z oczu patrzy. Wydaje się pani skromną osobą.
DALE: Moment.
KURT: Jest pani przyjęta.
KANDYDATKA: Naprawdę?
KURT: Jeśli pani chce.
KANDYDATKA: Dziękuję.
(Kandydat wyglądający na przestępcę)
NICK: Był pan winny przestępstwa?
KANDYDAT: Gówno prawda!
DALE: Podbijam. Miałem podobną sytuację. Chcieli mi przybić przestępstwa seksualne na nieletnich.
KANDYDAT: Nie kumam się z pedofilami.
DALE: Ani ja.
KURT: Żaden z nas.
NICK: Nie popieramy takich zachowań.
DALE: Dajmy chłopu pracę i tyle. Nie chcę go zasmucać.
(Kolejna atrakcyjna kandydatka)
NICK: Słuchaj, Tiffany.
KURT: Jesteś przyjęta!
KANDYDATKA: Naprawdę?
KURT: Tak. (Wpada w objęcia kandydatki). Widzimy się w poniedziałek. A teraz uciekaj.
(Kandydatka wychodzi).
NICK: Skończ z zatrudnianiem seksownych, niewykwalifikowanych dam.
KURT: Po co być szefem, skoro nie możesz z tego korzystać?
DALE: Zdajesz sobie sprawę, że nie możesz z nimi sypiać?
KURT: O czym on mówi?
NICK: Jesteś szefem, to by było molestowanie seksualne.
DALE: Chciałem za to zabić szefową. Pamiętasz?
KURT: Mam je teraz zwolnić? Przecież dopiero je zatrudniliśmy.
NICK: Nie możesz ich zwolnić dlatego, że nie możesz z nimi spać. To też molestowanie seksualne.
KURT: No to po co w ogóle to wszystko robimy?
http://153sceny.pl/rekrutacja-6/
Szefowie wrogowie 2, USA 2014
Reżyseria: Sean Anders
Opisany fragment dotyczy prowadzenia rozmów rekrutacyjnych, jednak prócz tego pojawiają się w nim dwa ciekawe wątki życia biznesowego. Mamy zestaw niekompetentnych szefów (będzie o nich więcej w dalszej części książki) oraz wątki obyczajowe (też będzie o nich mowa).
Rekrutacja jako gra
Większość powyższych przykładów pokazuje rekrutację sprowadzoną do rozmowy kwalifikacyjnej. Czasem (rzadziej) wygrywa w niej kandydat, a czasem (znacznie częściej) prowadzący rozmowę. Jednak firmy korzystają także z innych metod, niekiedy bardziej skomplikowanych.
Opowiem teraz o dwóch filmach, w których zaprezentowano przedziwną procedurę rekrutacyjną. Gdyby chcieć wskazać, co zainspirowało scenarzystów, wybór padłby zapewne na ośrodek oceny (Assessment Center). Normalnie AC jest formą grupowego sprawdzania kompetencji pracowników w celach rekrutacyjnych. Kilkoro kandydatów gromadzi się w jednym miejscu i zaprasza do serii zadań sprawdzających różnorakie umiejętności. Część zadań wykonywanych jest indywidualnie, część wymaga interakcji z innymi uczestnikami procesu. Całość obserwuje kilku przygotowanych do tego asesorów, czyli osób, które w maksymalnie obiektywny sposób starają się oceniać kompetencje kandydatów. Badanie kwalifikacji w ośrodku oceny nie jest metodą nieetyczną - mało tego, jest najlepszym, najbardziej skutecznym podejściem do rekrutacji. Kandydat wybrany w trakcie dobrze prowadzonego AC ma spore szanse sprawdzić się również w realnej pracy.
To, co widzimy w filmach, o których opowiem, jest luźno inspirowane metodą AC. Mamy tu spotkanie kilku kandydatów, mamy rywalizację o miejsce pracy, mamy zadania, które kandydaci powinni wykonać grupowo. Na tym podobieństwa się kończą. W filmowych wersjach sama metoda wygląda na dużo bardziej diaboliczną.
Zacznę od dzieła historycznie pierwszego, czyli filmu Metoda. Grupa pracowników bierze udział w rekrutacji. W ciągu dnia stają przed zadaniami polegającymi na eliminowaniu kolejnych kandydatów z procesu selekcji. Dodatkowo ich zadaniem jest odkrycie, który z kandydatów jest naprawdę pracownikiem korporacji i bierze udział w rekrutacji tylko po to, żeby utrudnić zadanie prawdziwym kandydatom. Jak łatwo się domyślić, proces rekrutacji, nazywany metodą Grönholma, wyciąga z ludzi wszystko co najgorsze, żeruje na podstawowych instynktach przetrwania, celowo konfliktuje uczestników i każe im zachowywać się tak, jakby nie walczyli o pracę, a o życie.
Pod adresem poniżej można znaleźć zwiastun tego filmu.
http://153sceny.pl/rekrutacja-7/
Metoda, Argentyna-Hiszpania-Włochy 2005
Reżyseria: Marcelo Pineyro
Film jest adaptacją sztuki teatralnej hiszpańskiego dramaturga Jordiego Galcerána. W Polsce od 2007 roku tę sztukę w reżyserii Piotra Łazarkiewicza wystawia Teatr Polonia, a grają w niej Maria Seweryn, Tomasz Karolak, Rafał Mohr oraz Karol Wróblewski. Autorzy spektaklu piszą o nim tak:
METODA, pierwsza sztuka hiszpańskiego dramaturga Jordiego Galcerána prezentowana na scenach polskich, to kolejne spojrzenie na zdehumanizowany świat nowoczesnej korporacji. Cztery osoby zamknięte w jednym pomieszczeniu podlegają serii testów (określanych jako metoda Grönholma), służących wyselekcjonowaniu - metodą "doboru naturalnego" - najlepszych pracowników. Historia o agresji, o konformizmie, o pędzie do sukcesu za każdą cenę... A przede wszystkim o manipulacjach, jakim podlegamy w zglobalizowanym świecie, co gorsza: zgadzamy się na nie - dla pieniędzy. Wstrząsająca groteska o naszej codzienności[3].
Drugi przykład to film Test. Tutaj sytuacja jest podobna. Ośmioro kandydatów zostaje zgromadzonych w jednym pokoju. Każdy siedzi przy stole, na którym leżą kartka papieru z numerem kandydata i ołówek. W sali pojawia się przedstawiciel korporacji, który w kilku słowach tłumaczy kandydatom, na czym polega ich zadanie. Nie będę zdradzał fabuły, napiszę tylko, że każde słowo z instrukcji udzielonej przez egzaminatora okaże się istotne w ciągu osiemdziesięciominutowej próby.
EGZAMINATOR: Ja jestem egzaminatorem.
Słuchajcie uważnie każdego słowa, które powiem. Bo nie będzie powtórek. Pragnę przeprosić za trudy, jakie znosiliście, gdy docieraliście do tego pokoju. Ale presja i ból były konieczne. Elastyczność jest kluczowym atrybutem w tych mrocznych czasach. Więc jeśli nie przetrwacie naszego procesu selekcji, nie przetrwacie też w pracy. Wielu świetnie wykwalifikowanych kandydatów próbowało dotrzeć tak daleko, ale odpadli. Wam się udało. Teraz przed wami ostatni krok. Ostatnia przeszkoda dzieli was od celu, którym jest wstąpienie w nasze cenione szeregi.
Test jest prostą konfrontacją. Pokaże, kto opuści ten pokój z kontraktem o pracę, a kto opuści pokój z biletem do domu. Podczas tego egzaminu zdobędziecie trochę wiedzy o potędze tej organizacji. Możecie mi wierzyć, kiedy mówię, że w tym pokoju nie ma innego prawa poza naszym prawem. A jedyne zasady tutaj to nasze zasady. Macie przed sobą jedno pytanie i wymagana jest jedna odpowiedź. Jeśli spróbujecie komunikować się ze mną lub strażnikiem, zostaniecie zdyskwalifikowani.
Jeśli uszkodzicie swój arkusz - specjalnie lub przypadkowo - zostaniecie zdyskwalifikowani. Jeśli zdecydujecie się opuścić ten pokój z jakiegokolwiek powodu, zostaniecie zdyskwalifikowani.
Jakieś pytania?
Życzę powodzenia, panie i panowie. Całej waszej ósemce dajemy osiemdziesiąt minut. Macie osiemdziesiąt minut, aby przekonać nas do tego, że powinniście do nas dołączyć. Osiemdziesiąt minut, które zadecydują o następnych osiemdziesięciu latach waszego życia. Zaczynajcie.
http://153sceny.pl/rekrutacja-8/
Test, Wielka Brytania 2009
Reżyseria: Stuart Hazeldine
Te dwa filmy i dwie pokrętne metody rekrutacji pokazują, jakim miejscem potrafi być korporacja, i są pewną przestrogą dla odbiorców. To nie jest jedyny moment w tej książce, w którym taki obraz firm wyłania się z materiałów.
Jak ograć rekrutera?
Najczęściej to rekrutujący jest portretowany jako mądrzejszy, sprytniejszy, sprawniejszy w procedurach. Czasem jednak role się odwracają - wówczas kandydat wypada w rozmowie korzystniej i lepiej.
Zaczniemy od przykładu z reklamy telewizyjnej, która jakiś czas temu gościła na naszych ekranach. Produktem reklamowanym była Pepsi Max, a fabuła wyglądała tak, jak opisuję poniżej. (Jeśli chcesz to zobaczyć, wpisz w wyszukiwarce odnośnik do filmu).
Na korytarzu czeka kilkunastu kandydatów do pracy. Otwierają się drzwi i rekrutujący wpuszcza do swojego gabinetu jednego z nich. Pozostali czekają i denerwują się coraz bardziej. W środku rekruter zadaje pytanie: "Dlaczego myśli pan, że jest odpowiedni na to stanowisko?". Do tego momentu wszystko wyglądało na standardową rozmowę, ale nagle przestaje nią być. Kandydat zaczyna wykrzykiwać: "Nie bij mnie", rozrywa koszulę, rozrzuca rzeczy, zanurza głowę w akwarium. Pozostali kandydaci słyszą, co się dzieje, i pośpiesznie uciekają do domu. Wreszcie nasz kandydat rzuca się na ścianę korytarza - wygląda to tak, jakby został wyrzucony z gabinetu. Ostatnie dwie osoby czekające na swoją kolejkę wychodzą. Na korytarzu zostaje tylko jedna osoba, którą rekruter zaprasza do środka. Reklama kończy się spotkaniem na zewnętrz biurowca trzech osób. Pierwsza to człowiek, który odegrał scenkę rzekomego pobicia. Druga to jeden z kandydatów czekających na swoją kolej, który wyszedł przerażony i pociągnął za sobą kilka osób. Trzecia to kandydat, który był ostatni w kolejce i w obliczu braku kontrkandydatów dostał pracę. Trójka przyjaciół "ograła" system i rekrutującego.
http://153sceny.pl/rekrutacja-9/
Reklama pepsi max, Agencja CLM & BBDO 2009
Reżyseria: Soixante Quinze
Kolejny przykład pochodzi z filmu Buntownik z wyboru. W dużym uproszczeniu film opowiada o Willu, uzdolnionym matematycznie chłopaku (w tej roli Matt Damon), który pracuje w charakterze sprzątacza w Massachusetts Institute of Technology. W pewnym momencie jego talent odkrywa profesor matematyki, który bierze go pod opiekę. Will woli jednak spędzać czas na piciu piwa i bójkach barowych z kolegami, którzy nie grzeszą talentami i siłą intelektu. To właśnie profesor, opiekun Willa, wysyła go na rozmowę kwalifikacyjną do pracy w korporacji. Chłopakowi nie uśmiecha się taki pomysł i wysyła na tę rozmowę swojego przyjaciela, Chuckiego (w tej roli Ben Affleck). Ten wprawdzie nie dostaje pracy, ale trudno odmówić mu wygranej w starciu z komisją. Oto zapis rozmowy kandydata z rekrutującymi.
REKRUTER: Nie jestem pewien, czy się rozumiemy. Oferujemy panu pracę.
CHUCKIE: Nikt nie pracuje bez zaliczki. Jeśli potraficie znaleźć kogoś takiego, macie moje błogosławieństwo. Ale nie będzie taki dobry jak ja.
REKRUTER: Proponujemy 84 tysiące dolarów rocznie plus świadczenia.
CHUCKIE: Zaliczka. Zaliczka.
REKRUTER: Domaga się pan od nas gotówki?
CHUCKIE: Wyluzujcie, tego nie powiedziałem. Ale wasza sytuacja mogłaby się niepomiernie poprawić, gdybym miał teraz w tylnej kieszeni 200 dolarów.
REKRUTER: Akurat nie mam... Larry?
REKRUTER 2: Mam siedemdziesiąt trzy dolary.
REKRUTER: Przyjmie pan czek?
(Chuckie odbiera gotówkę).
CHUCKIE: Coś wam powiem. Jesteście podejrzani. Tak, wy. Nie wiem, jaką reputację macie na mieście, ale od tej chwili będę was miał na oku. W sprawie powyższej natomiast proszę o kontakt z przytoczonym uprzednio adwokatem. Miłego dnia, panowie. A tymczasem trzymajcie ucho na pulsie.
http://153sceny.pl/rekrutacja-10/
Buntownik z wyboru, USA 1997
Reżyseria: Gus van Sant
Filmografia, bibliografia
W książce pojawiały się odniesienia do różnych artefaktów kultury (zwracam uwagę na poprawnie zastosowane pojęcie z obszaru kulturoznawstwa!). Znalazły się tu reklamy telewizyjne, teksty piosenek, skecze kabaretowe. Najczęściej jednak korzystałem z filmów i seriali i tym dwóm źródłom chciałbym poświęcić ostatnie strony.
Postanowiłem zebrać w jednym miejscu wszystkie filmy oraz seriale o szeroko rozumianej tematyce biznesowej.
Seriale
Biuro (The Office, wersja brytyjska)
Serial pokazujący życie jednego z oddziałów firmy handlującej papierem. Szef oddziału David Brent (w tej roli Ricky Gervais) jest przykładem nieudolnego menedżera, a serial jest paradokumentalnym zapisem jego niekompetencji.
Serial miał dwa sezony (czternaście odcinków).
Biuro (The Office, wersja amerykańska)
Po wersji brytyjskiej powstała amerykańska, znacznie bardziej rozbudowana. Interesujące są zwłaszcza postać głównego bohatera - w tej wersji menedżerem oddziału jest Michael Scott (grany przez Steva Carella) i ciekawie zarysowana postać HR-owca (Toby Flanderson). Mamy tu mnóstwo obrazków obyczajowych dotyczących życia biurowego i paradoksów życia w korporacji.
Serial składa się z dziewięciu sezonów (201 odcinków).
Korporacja według Teda (Better Off Ted)
Serial pokazujący życie w korporacji Veridian Dynamics, zajmującej się wszystkim prócz prowadzenia etycznego biznesu, wartościowego dla społeczności, w której funkcjonuje. Wyśmiewa życie biurowe, pracowników firmy i sposoby wykorzystywania tych pracowników przez firmę. Pokazuje korporację jako bezduszne miejsce, nastawione wyłącznie na zysk, osiągany bez skrupułów.
Wyprodukowano dwa sezony (dwadzieścia sześć odcinków).
Technicy magicy (IT Crowd)
Serial pokazujący życie pracowników działu IT jednej z brytyjskich korporacji. Główni bohaterowie Moss, Roy i ich szefowa pracują w piwnicach biurowca i starają się jak najmniejszym wysiłkiem spełniać oczekiwania firmy. Serial oczywiście stereotypowo traktuje informatyków, naśmiewa się z ich trudności w nawiązywaniu relacji z kobietami, niedostosowania społecznego, braku chęci pomocy pozostałym pracownikom firmy.
Wyprodukowano cztery sezony (dwadzieścia pięć odcinków).
Dolina Krzemowa (Sillicon Valley)
Serial prezentujący świat programistów pracujących w Dolinie Krzemowej. O ile Technicy magicy pokazują informatyków w firmach, o tyle Dolina Krzemowa koncentruje się na świecie firm nowych technologii, startupów tworzonych na potrzeby kreatywnych informatycznych rozwiązań. Bohaterami są programiści, którzy wpadają na rewolucyjny pomysł związany z nowym podejściem do kompresji plików, a później przeżywają mnóstwo przygód związanych z próbą zrobienia na tym biznesu.
Wyprodukowano dwa sezony (osiemnaście odcinków).
Mad Men
Serial, którego akcja toczy się w latach sześćdziesiątych XX wieku w środowisku nowojorskich specjalistów od reklamy. Pokazuje, jak wyglądał rynek reklamowy tego czasu, w genialny sposób portretuje też zmiany obyczajowe tych lat.
Wyprodukowano siedem sezonów (dziewięćdziesiąt dwa odcinki).
Dilbert Animation
Amerykański serial animowany oparty na przygodach tytułowego Dilberta, inżyniera stworzonego przez Scotta Adamsa. Dilbert pracuje w firmie, która słynie z absurdów organizacyjnych i niekompetentnych postaci.
Ukazały się dwa sezony (trzydzieści odcinków).
Camera Cafe
Serial komediowy pokazujący życie korporacji obserwowane przez kamerę umieszczoną w automacie do kawy. Format obecny w wielu krajach świata, a pochodzący z Francji.
W Polsce wyprodukowano dwa sezony (siedemdziesiąt osiem odcinków).
Filmy
Dzień kobiet
Polski film z 2012 roku. Opowiada o życiu Haliny, pracowniczki sieci dyskontów spożywczych Motylek. Halina staje się kierowniczką sklepu i jest coraz głębiej wciągana w brudne gierki korporacji. Film oparty na historii pozwów sądowych wytaczanych przez pracowników jednej z realnie działających sieci.
Szkoła Buddy'ego (Swimming with Sharks)
Amerykański film z 1994 roku. Guy, młody asystent despotycznego producenta filmowego Buddy'ego, daje sobą pomiatać w nadziei na wielką karierę. Któregoś dnia nie wytrzymuje.
Wyjazd integracyjny
Polski film z 2011 roku, opowiadający o wyjeździe integracyjnym organizowanym przez firmę Polish Lody. Impreza zmierza ku katastrofie, sytuację ratuje Marek Stasiak, nowo zatrudniony szef HR.
Sekretarka (Secretary)
Amerykański film z 2002 roku. Lee opuszcza właśnie szpital psychiatryczny. Zaczyna pracę w charakterze sekretarki w biurze adwokata Edwarda Greya. Wkrótce nawiązuje się między nimi dosyć niecodzienna relacja intymna.
Redukcja (Severance)
Jeden z bardziej absurdalnych filmów niniejszego zestawienia. Angielsko-niemiecki horror komediowy z 2006 roku. Pracownicy korporacji produkującej broń wyjeżdżają na wyjazd integracyjny do bliżej nieokreślonego kraju Europy Wschodniej. Zaczyna płynąć krew.
Dziękujemy za palenie (Thank You for Smoking)
Amerykański film z 2005 roku. Opowiada o lobbyście pracującym dla branży tytoniowej. Ciekawy głos w dyskusji o moralnych powinnościach osób pracujących na rzecz określonych branż.
W sieci (Disclosure)
Opowieść o korporacyjnym molestowaniu seksualnym. O tyle nietypowym, że molestowanym jest mężczyzna (w tej roli Michael Douglas), a molestującą - kobieta (Demi Moore).
W chmurach (Up in the Air)
Film, w którym główny bohater Ryan Bingham (George Clooney) zajmuje się zawodowo zwalnianiem ludzi. Pracuje w firmie wynajmowanej przez korporacje do pomocy w procesach restrukturyzacji (czyli do prowadzenia seryjnych rozmów polegających na zwalnianiu pracowników). Ryan i tak jest bardziej ludzki od niektórych swoich kolegów: jest zwolennikiem starej szkoły zwalniania twarzą w twarz, w przeciwieństwie do Natalie Keener (Anna Kendrick), która próbuje zoptymalizować proces zwalniania ludzi z wykorzystaniem komunikatorów internetowych.
Szefowie wrogowie (Horrible Bosses)
Amerykańska komedia z 2011 roku. Opowiada o trójce przyjaciół, których łączy nienawiść do ich strasznych szefów. Ta nienawiść prowadzi do planu pozbycia się szefów raz na zawsze. Film doczekał się drugiej części, wyprodukowanej w 2014 roku.
W firmie (The Company Man)
Kolejny film poświęcony korporacji. Tym razem nieco poważniejsze ujęcie tematu. Akcja toczy się w firmie, która przechodzi proces restrukturyzacji. Główni bohaterowie (których grają Ben Affleck, Tommy Lee Jones oraz Chris Cooper) są kolejno zwalniani z firmy. Wszystkich zwalnia szefowa działu HR Sally Wilcox (którą gra Maria Bello).
Szef wszystkich szefów (Direkt?ren for det hele)
Duński film Larsa Von Triera. Mało charyzmatyczny szef firmy komputerowej wymyśla postać prezesa, żeby uzasadniać trudne decyzje. Z czasem w rolę prezesa musi się wcielić jego znajomy, który jest aktorem. Jak łatwo się domyślić, całość prowadzi do mnóstwa tragikomicznych sytuacji.
Sprzedawcy (Clerks)
Świetny film Kevina Smitha. Akcja toczy się w typowym sklepie spożywczym gdzieś na amerykańskim przedmieściu. Oglądamy cały dzień zmagań sprzedawcy Dantego ze światem zewnętrznym, klientami, kolegą z sąsiadującej ze sklepem wypożyczalni kaset wideo oraz obecną i było miłością jego życia.
Wilk z Wall Street (The Wolf of Wall Street)
Film pokazuje świat giełdy i prowadzonych tam średnio legalnych interesów. Scenariusz oparty jest na wspomnieniach Jordana Belforta, amerykańskiego maklera giełdowego i założyciela korporacji żyjącej ze sprzedaży groszowych (śmieciowych) akcji. Prócz obrazu nielegalnych interesów pięknie przedstawiona jest w filmie sama telefoniczna sprzedaż akcji.
Od dziewiątej do piątej (Nine to Five)
Amerykańska komedia z 1980 roku, pokazująca kilka kobiet (w tych rolach m.in. Jane Fonda oraz Dolly Parton) pracujących dla szowinistycznego szefa Franklina Harta Juniora. Bohaterki mierzą się z niesprawiedliwościami życia biurowego i dyskryminacją z powodu płci.
Metoda (El Método)
Hiszpański film będący ekranizacją sztuki teatralnej Jordiego Galcerána. Opowiada o grupie pracowników starających się o pracę w korporacji. Wszyscy zostają zamknięci w pokoju i poddani wielu próbom. Najłagodniejsze z prób każą im odkryć, kto jest podstawionym pracownikiem organizacji, i wyeliminować go z dalszej rozgrywki.
Test (Exam)
Brytyjski film, podobny do hiszpańskiego filmu Metoda. Grupa ludzi aplikuje na stanowisko w znanej, międzynarodowej firmie z listy "Fortune 500". Kandydaci zostają zamknięci w pomieszczeniu i rozpoczynają grę, która ma wybrać najlepszego z nich.
Diabeł ubiera się u Prady (The Devil Wears Prada)
Film opisujący środowisko mody. Główna bohaterka Andrea Sachs zaczyna pracę w biurze Mirandy Priestly, niesamowicie wymagającej szefowej magazynu modowego "Runway". Jak łatwo się domyślić, bohaterka najpierw ma problemy z zaaklimatyzowaniem się i sprostaniem oczekiwaniom, lecz z czasem staje się wartościowym pracownikiem.
Wet za wet (Tin Men)
Film z 1987 roku, opowiadający o rywalizacji sprzedawców aluminiowego sidingu. Główną osią filmu jest spór dwóch handlowców, których kłótnia zaczyna się od drobnej stłuczki samochodowej. Ale w międzyczasie widzimy mnóstwo zagrywek sprzedażowych sprzedawców bezpośrednich, sprawdzonych numerów na oszukiwanie klientów i nakłanianie ich do zakupu produktów firmy.
Och, Karol 2
Polska komedia z 2011 roku. Opowiada o perypetiach pewnego trenera biznesu, kobieciarza żyjącego jednocześnie w kilku związkach. Nowa wersja filmu Och, Karol z 1985 roku.
Narzeczony mimo woli (The Proposal)
Amerykańska komedia z 2009 roku. Pochodząca z Kanady menedżerka firmy wydawniczej dowiaduje się, że zostanie deportowana z USA, i uznaje, że najlepszym sposobem uniknięcia problemów z urzędem imigracyjnym jest małżeństwo z obywatelem USA. Pierwsza osoba, która przychodzi jej do głowy, to jej asystent.
Od drzwi do drzwi (Door to Door)
Film opowiadający historię życia Billa Portera, sprzedawcy cierpiącego na porażenie mózgowe. Przez pół wieku Bill odwiedza dom po domu, oferując artykuły gospodarstwa domowego. Bill to jeden z nielicznych miłych i poczciwych sprzedawców w historii kina.
Suckers
Amerykańska komedia z 2009 roku. Film opowiada o cieszących się najgorszą sławą (na pewno w Stanach Zjednoczonych, a być może na całym świecie) sprzedawcach samochodów. Pokazuje kulisy i techniki radzenia sobie z obiekcjami klientów oraz zamykania umów sprzedażowych, zazwyczaj maksymalnie niekorzystnych dla osoby kupującej.
Zbyt wielcy, by upaść (Too Big to Fail)
Amerykański film z 2011 roku, pokazujący kulisy kryzysu finansowego z 2008 roku i działania amerykańskiego skarbu prowadzące do ratowania sytuacji na rynku. Film fabularny, choć dość mocno osadzony w rzeczywistości. Ciekawe studium zachowania rządu i samych bankierów.
Wall Street
Klasyczny film o świecie amerykańskiej finansjery z 1987 roku. Buddy Fox (w tej roli Charlie Sheen) zaczyna swoją karierę zawodową u boku potentata Gordona Gekko (w tej roli Michael Douglas). Plus sporo smaczków i scen pokazujących giełdę od zaplecza.
Wall Street. Pieniądz nigdy nie śpi (Wall Street: Money Never Sleeps)
Kontynuacja filmu Wall Street, wyprodukowana w 2010 roku. Gordon Gekko wychodzi z więzienia i na fali kryzysu z 2008 roku stara się odbudować swoją pozycję. Film nie cieszył się tak dużą przychylnością widzów i krytyków, jak pierwsza część przygód Gordona Gekko.
Glengarry Glen Ross
Amerykański film, którego akcja toczy się w latach osiemdziesiątych XX wieku w środowisku sprzedawców nieruchomości na Florydzie. Wart zobaczenia w całości, ze szczególnym uwzględnieniem legendarnej sceny motywowania pracowników przez Blake'a (którego gra Alec Baldwin).
Buntownik z wyboru (Good Will Hunting)
Film o uzdolnionym matematycznie młodym chłopaku (w tej roli Matt Damon), który próbuje rozmienić się na drobne w towarzystwie swoich znajomych (jednego z nich gra Ben Affleck). W książce ten film pojawia się w zasadzie tylko z powodu jednej wdzięcznej sceny rekrutacyjnej.
Rok kleszcza (El a?o de la garrapata)
Hiszpański film z 2004 roku. Obecny w tym zestawieniu z powodu jednej sceny - przemowy motywacyjnej szefa sprzedaży w firmie zajmującej się sprzedażą bezpośrednią.
Ryzyko (Boiler Room)
Amerykański film opowiadający historię Setha, młodego chłopaka zaczynającego pracę w firmie JT Marlin (nieco gorsza wersja potentata JP Morgan). Firma zajmuje się sprzedażą śmieciowych akcji, a Seth szybko staje się jednym z dobrze radzących sobie sprzedawców.
Chciwość (Margin Call)
Amerykański film z 2011 roku. Jeden z analityków banku inwestycyjnego (niewymienionego z nazwy) odkrywa zbiór danych, które mogą pogrążyć cały świat finansów. Akcja filmu toczy się podczas jednej nocy, gdy bank próbuje rozwiązać problem w taki sposób, żeby stracić jak najmniej.
Spekulant (Rogue Trader)
Brytyjski film z 1999 roku. Opowiada historię Nicka Lessona, maklera, który w 1995 doprowadził do upadku najstarszy brytyjski bank inwestycyjny - Barings Bank. Biograficzna opowieść o człowieku, który traktował giełdę jak kasyno.
Dla żądnych zmiany zastanego obrazu
Jesteś już po lekturze książki. Być może pracujesz w jednym z zawodów, które tu opisałem. Być może nie podoba ci się sposób, w jaki twórcy opisują twoją codzienność zawodową, i zastanawiasz się, czy coś z tym można zrobić.
Można.
Na szczęście na rynku mamy produkt zwany idea placement, z grubsza podobny do product placement (czyli lokowania prawdziwych produktów w filmach i serialach). Tutaj jednak nie chodzi o produkt, a o jakąś ideę, jakąś myśl. Można tym sposobem przekonywać widzów do słuszności konkretnego rozwiązania, budować pozytywny wizerunek pomysłu.
W Polsce po tę technikę często sięga rząd, a raczej poszczególne ministerstwa i agencje rządowe. Szczególnie szeroko korzystano z niej w czasach, kiedy Polacy stali przed decyzją o przystąpieniu do Unii Europejskiej. W takich serialach jak Plebania czy Na dobre i na złe pojawiały się wówczas wątki europejskie, zapisane w scenariuszu w taki sposób, żeby promować pożądane stanowisko. W 2010 roku w wielu serialach (M jak miłość, Plebania i Barwy szczęścia) znalazły się wątki poświęcone posyłaniu pięciolatków do przedszkoli. Ministerstwo Edukacji Narodowej wydało na to ponad pół miliona złotych, co i tak było niewielką kwotą w porównaniu z kosztami podobnej kampanii społecznej.
Jeśli pracujesz w jakimś zawodzie opisanym w tej książce i jakiś szczególnie stereotypowy obraz zasmuca cię lub denerwuje, rozwiązanie jest proste. Zrób zbiórkę wśród znajomych lub ludzi - jak ty - zainteresowanych zmianą wizerunku danej branży. A potem kupcie czas antenowy.
Sprawdźmy, na co pozwoli ci 250 tysięcy złotych.
Możesz pozwolić sobie na:
5 odcinków serialu
M jak miłość, 8 odcinków serialu
Barwy szczęścia, 9 odcinków serialu
Plebania, 357 reklam w TVN 24 po godzinie pierwszej w nocy, lub 1923 reklamy w TVN Meteo niezależnie od pory dnia.
Jeśli masz ochotę któryś z rozdziałów tej książki napisać na nowo i zmienić wizerunek biznesu - ścieżka została wytyczona. Obiecuję, że jeśli obraz wybranego przez ciebie zawodu się zmieni, uwzględnię to w kolejnym wydaniu książki.
Film zapisem świata realnego
Filmy i seriale bywają odbiciem świata realnego i zapisem tego, co o danych zagadnieniach myśli społeczeństwo. Oznacza to, że scenarzyści podpatrują codzienne życie i tworzą z niego filmowe historie. Poznają właściwości życia biznesowego w jego wszystkich, nawet najbardziej absurdalnych wymiarach, a później przenoszą to do wykreowanego świata.
W oczywisty sposób ten zabieg widać w tytułach, którym bliżej jest do dokumentalnego zapisu rzeczywistości niż do świata fantazji. Mamy całą grupę filmów biograficznych, które starają się wiernie opowiedzieć historię ważnej jednostki. Jako przykłady można tu wymienić choćby Wilka z Wall Street (historia Jordana Belforta), Spekulanta (historia Nicka Leesona, doprowadzającego Barings Bank do upadku) czy Od drzwi do drzwi (historia Billa Portera). Mamy też filmy, których celem jest pokazanie pewnego momentu w dziejach albo pewnej specyficznej sytuacji, z jej dynamiką i napięciami. Można tu zaliczyć Chciwość czy Zbyt wielcy, by upaść - utwory opowiadające o kryzysie na rynku finansowym z 2008 roku. Albo polski film Dzień kobiet, który opisuje losy pozwów pracowniczych w firmie Motylek.
Czasem widzimy też, jak film adaptuje na swoje potrzeby żarty znane już wcześniej, czyli wprowadza do świata fikcji coś ze świata realnego. Zgodnie z tym mechanizmem w filmie Wyjazd integracyjny pojawia się żart z listem prezesa do pracowników przed imprezą firmową - tym listem, który wcześniej krążył w przestrzeni wirtualnej.
Film wpływa na świat realny
Znamy też sytuacje, w których sposób prezentowania zagadnień w świecie filmowym wpływał na świat realny. Wiemy, że Gordon Gekko z filmu Wall Street był idolem całego pokolenia maklerów. Jego powiedzenie: "Chciwość jest dobra" weszło do języka, a ulubiona książka Sztuka wojny Sun Tzu wkrótce po filmie stała się ważnym tytułem w świecie korporacyjnych menedżerów.
Równie ciekawe przykłady płyną z kina mafijnego. Po pojawieniu się Ojca chrzestnego prawdziwi gangsterzy stylizowali się na Vita Corleonego (albo raczej na Marlona Brando). Jak pisze Roberto Saviano w książce Gomorra. Podróż po imperium kamorry: "Nawet boss John Gotti zrobił wszystko, by upodobnić się do Vita Corleone, a Luciano Ligio, boss cosa nostry, do zdjęć ustawiał się z wysuniętą dolną szczęką, jak Marlon Brando w Ojcu chrzestnym"[61]. Zresztą dopiero po pojawieniu się filmu na Sycylii przyjęło się określenie il padrino (czyli właśnie ojciec chrzestny) na określenie szefa rodziny mafijnej. Wcześniej stosowano nazwę compare, czyli kum. Po Pulp Fiction Tarantina zabójcy z kamorry zaczęli inaczej używać broni. Saviano cytuje weterana policji z Neapolu, specjalisty ds. balistyki, który mówi:
Po Tarantinie killerzy nie potrafią już strzelać jak Bóg przykazał! Nie trzymają lufy prosto, tylko na ukos, jak w filmach, i ten zwyczaj powoduje prawdziwe nieszczęścia. Strzelają w dół brzucha, w pachwiny, w nogi, ciężko ranią, ale nie zabijają. I wtedy muszą poprawiać. Żeby skończyć z ofiarą, strzelają jej w kark. Jezioro krwi. Niepotrzebny ból, bezcelowe barbarzyństwo[62].
Odbicie zdania społeczeństwa
Czasem obraz pokazywany w filmach i serialach dokładnie odpowiada nastrojom społecznym. Szczególnie widać to w serialach. Dzieje się tak dlatego, że scenarzyści mają dostęp do grup fokusowych i badań ankietowych sprawdzających, jak publiczność przyjmie konkretne wątki. I dopiero na podstawie takich analiz decydują o tym, jakie tematy zostaną poruszone.
Pokazywałem na przykładzie polskich seriali, jak pozytywnie prezentowany jest biznes rodzinny (często w przeciwieństwie do okrutnego biznesu korporacyjnego). Identyczne różnice w postrzeganiu tych dwóch rodzajów firm widać też wśród "zwykłych ludzi". I to niezależnie od tego, czy spojrzymy na obraz firm rodzinnych w Polsce czy na świecie. Dla przykładu polecam ciekawy artykuł zamieszczony na stronie portal.firmyrodzinne.eu - o tym, jak firmy rodzinne zmieniają obraz biznesu w Stanach Zjednoczonych[63].
Śmiech na sali
Kwestie związane z biznesem w filmach i serialach najczęściej są wyśmiewane i wyszydzane. Korporacja prezentowana jest jako twór głupi, odhumanizowany, pełen bzdur i biurokratycznych idiotyzmów. Ludzie w niej pracujący dzielą się na dwie grupy - pierwsza to trybiki w maszynach, czasem równie zidiociałe jak sama firma, a druga to ci, którzy próbują walczyć z tymi absurdami.
Świetnie widać to na przykładzie portretowania sprzedawców. Żeby ciepło opisać sprzedawcę, trzeba znaleźć człowieka dotkniętego niepełnosprawnością, który walczy z ograniczeniami i staje się sprzedawcą wędrującym od drzwi do drzwi. W innych przypadkach dla sprzedawców zarezerwowane są sceny budzące u odbiorcy negatywne uczucia: od lekkiego niesmaku do drwiącego śmiechu.
Często ten śmiech jest wynikiem bezsilności i niemocy. Jest próbą odreagowania albo odbrązowienia kogoś, kto ma nad nami przewagę. Zresztą, to pewnie jeden z powodów, dla których strony takie jak Mordor na Domaniewskiej tak szybko zyskują nowych fanów[64].
Trudne tematy
Warto zwrócić uwagę na fakt, że podejmowanie trudnych wątków czy stawianie odważnych pytań - jeśli w ogóle się one pojawiają - jest charakterystyczne dla filmów, a nie dla seriali. Seriale biurowe czy z korporacją w tle pełnią wyłącznie funkcję rozrywkową, natomiast filmy czasem biorą na siebie ciężar prowadzenia dyskusji (choć nie robią tego zbyt często). Pisze o tym Kinga Dunin we wstępie do opracowania Seriale. Przewodnik Krytyki Politycznej: "Serial to jest w ogóle gatunek konserwatywny, bo nastawiony na masowego odbiorcę. Tak samo jak literatura popularna jest literaturą zgody na zastany świat"[65].
Rzemiosło, a nie artyzm
Większość przedstawionych w książce filmów reprezentuje kino popularne, masowe. Trudno tu o tytuły nagrodzone Oscarem czy wyróżnione na bardziej prestiżowych festiwalach. To kino rzemieślników, nie artystów. I tu niespodzianka: uważam, że na dobrą sprawę jest to jego atut. Właśnie takie kino daje nam lepszy obraz rzeczywistego świata. Po latach pewnie z tych - niejednokrotnie kiepskiej jakości - seriali nasi potomkowie będą czerpać wiedzę na temat naszych czasów i ich specyfiki. Z pewnością będą one pełnić funkcję dokumentacyjną.
Najgorsze filmowe korporacje
Czas na przegląd najbardziej brutalnych, nieetycznych, chciwych i złowieszczych korporacji portretowanych w dziełach kultury masowej. Firmy często są wykorzystywane jako symbol zła, które prowadzi pracowników lub - szerzej - całą ludzkość na granicę upadku.
Podczas opracowywania tej listy opierałem się na licznych istniejących w internecie rankingach najgorszych filmowych korporacji. Odnośniki do właściwych stron znajdziesz w przypisie. Wierz lub nie, ale sporo osób angażuje się w tworzenie takich zestawień. W serwisie YouTube można znaleźć nawet poświęcone temu kilkuminutowe filmiki, prezentujące nie tylko nazwy firm, ale i wybrane kadry, w których dana firma się pojawia[45].
Jakie firmy znajdziemy na liście?
Umbrella Corporation
Firma stojąca za całym złem w serii filmów Resident Evil[46]. Jej krótka charakterystyka pojawia się już w pierwszych słowach pierwszego filmu.
GŁOS Z OFFU: Na początku XXI wieku korporacja UMBRELLA stała się najbardziej dochodową organizacją w USA. Dziewięć na dziesięć domostw zawierało jej produkty. Jej polityczne i finansowe wpływy dawało się odczuć wszędzie. Oficjalnie był to przodujący światowy dostawca: technologii komputerowej, leków oraz opieki medycznej. Druga strona jej działalności nie była znana nawet jej pracownikom. Jej ogromne dochody pochodziły z wojskowej technologii, eksperymentów genetycznych oraz broni opartej na wirusach.
W kolejnych filmach serii mamy do czynienia z ogromem niegodziwości firmy - produkcją śmiercionośnych wirusów, eksperymentami genetycznymi, zabijaniem niewygodnych świadków i praktycznie - doprowadzeniem całej ludzkości na skraj katastrofy.
Weyland-Utani Corporation
Korporacja, bez której seria Obcy[47] nie byłaby tym samym. To ta firma wysyłała wszystkie ekspedycje, których celem było pojmanie obcych. Formalnie była to firma zajmująca się kolonizowaniem przestrzeni kosmicznej oraz budową statków kosmicznych, oczywiście na drugim planie zaangażowana w tworzenie broni. To właśnie formą nowoczesnej broni miała być biotechnologia produkowana z wykorzystaniem obcych. Jak słusznie napisał jeden z twórców internetowego zestawienia, Weyland-Utani ma chyba najgorszy biznesplan w historii. Cały hipotetyczny sukces opiera się na schwytaniu obcego, czego nigdy nie udaje im się osiągnąć[48].
Omni Consumer Products (OCP)
Korporacja pojawiająca się w filmach z serii RoboCop[49]. Z jednej strony jej właśnie zawdzięczamy to, że pojawia się ktoś taki jak RoboCop (będący produktem firmy), lecz z drugiej strony celem OCP jest sprywatyzowanie Detroit, zmiana jego nazwy na Delta City, a następnie sprzedaż akcji miasta mieszkańcom w zamian za usługi publiczne. OCP jest także producentem innego modelu elektronicznego policjanta (który w pewnym momencie staje się przeciwnikiem RoboCopa), a który jest w Detroit testowany po to, żeby stać się później sprzedawaną na rynku bronią.
Tyrell Corporation
Firma z filmu Łowca androidów[50], działająca w obszarze biotechnologii, odpowiedzialna za produkcję androidów, których celem jest praca na rzecz ludzkości. Stojący na jej czele dr Eldon Tyrell, twórca replikantów, uważa samego siebie za współczesny odpowiednik Boga. Wszystko idzie dobrze, dopóki maszyny nie zaczną odczuwać emocji i nie wpadną na pomysł odwiedzenia swojego stwórcy.
Multi-National United (MNU)
Korporacja odpowiedzialna za utrzymanie porządku w świecie sportretowanym w filmie Dystrykt 9[51]. Firma zostaje wynajęta przez rząd Republiki Południowej Afryki, żeby pomogła opanować problem z imigrantami żyjącymi na przedmieściach Johannesburga. Firma z pomocą robotów trzyma w szachu ludność cywilną slumsów i często posuwa się do przemocy.
RDA Corporation
Firma znana z filmu Avatar[52], odpowiedzialna za prowadzenie rabunkowej polityki wydobywczej na planecie zamieszkanej przez Na'vi (łopatologiczne nawiązanie do słowa Native Americans). Jak każda firma w tym zestawieniu zajmuje się głównie zyskiem, bez przejmowania się kosztami swojej polityki dla społeczności. Jak pisze jeden z autorów zestawienia najgorszych firm, twórcom należą się dodatkowe punkty za stworzenie chyba najmniej subtelnej alegorii w historii kina.
Soylent Corporation
Podmiot znany z filmu Zielona pożywka[53]. Akcja toczy się w 2020 roku, Ziemia zmaga się z przeludnieniem, w samym Nowym Jorku mieszka 40 milionów ludzi. Soylent Corporation jest firmą produkującą tytułową zieloną pożywkę, która jest reglamentowaną podstawową żywnością w mieście. Jak się okazuje, pożywienie to produkowane jest z ciał zmarłych ludzi. Trudno wobec tego odmówić Soylent Corporation miejsca na liście złowieszczych firm.
Cyberdyne Systems
Firma, która w serii Terminator stworzyła Skynet, sieć pierwotnie służącą samoobronie. Niestety, sieć ta z czasem uzyskała samoświadomość i starała się doprowadzić do zagłady ludzkości. Charakterystyczne jest to, że postacie grane przez Arnolda Schwarzeneggera często trafiają na korporacje, które chcą zrobić im krzywdę. W filmie Pamięć absolutna[54] firma Rekall chce odpowiednio zadbać o wspomnienia Douglasa Quaida, w Szóstym dniu[55] Adam Gibson walczy z korporacją Replacement Technologies, która klonuje ludzi wbrew ich woli, a w Uciekinierze[56] Ben Richards walczy o przetrwanie w igrzyskach śmierci organizowanych przez firmę ICS.
Co ciekawe, wszystkie te firmy pochodzą z filmów science fiction, których akcja zawsze dzieje się w przyszłości. Korporacje rządzą światem i traktują nie tylko swoich pracowników, ale całą ludzkość jako swoją własność. Pewnie można to wytłumaczyć naturalnym poszukiwaniem w kinie "zła", jakiejś siły, która mogłaby być przeciwstawiana siłom dobra. Od czasu, gdy wyczerpała się retoryka Zachód-Wschód, każąca szukać wroga w obozie sowieckim, świat wielonarodowych korporacji, na czele których stoją często owładnięci chęcią zarobku ekscentryczni milionerzy, zastąpił osie podziałów politycznych.
Ikona zła
Ciekawym przykładem filmu, w którym pojawia się właśnie duży biznes, a na dodatek firma symbolizująca czyste zło, jest Dzień kobiet z 2013 roku. Ikona zła nazywa się Motylek, co jest czytelnym nawiązaniem do sieci dyskontów spożywczych działających w Polsce. Historia jest oparta na serii pozwów sądowych wytaczanych firmie przez byłych pracowników. Pozwy dotyczyły łamania praw pracowniczych, konieczności pracy w bezpłatnych nadgodzinach i złych warunków pracy.
O samym Motylku już pisałem - w części poświęconej szkoleniom śmialiśmy się z piosenki nagrywanej podczas szkolenia przez pracowników. Teraz kilka kolejnych fragmentów pokazujących złowrogość tego miejsca. Główną bohaterką filmu jest Halina Radwan, która właśnie zostaje awansowana na kierowniczkę jednego ze sklepów. Awans jest dla niej okazją do tego, żeby lepiej przyjrzeć się, jak działa firma. Zaczniemy od fragmentu, w którym Halina dostarcza swojemu szefowi, Erykowi Gąsiorowskiemu, zestawienie godzin pracy pracowników ze swojego sklepu. Szefowi nie podoba się liczba nadgodzin (zresztą nadgodziny i brak pieniędzy za ich przepracowanie były podstawowym zarzutem pracowników w pozwach sądowych przeciwko firmie będącej pierwowzorem Motylka)[44].
ERYK: Co to jest?
HALINA: Ewidencja czasu pracy. Tak jak trzeba, w tabelkach.
ERYK: Czy dostawała pani za nadgodziny, kiedy była pani kasjerką? Właśnie. A tu proszę, Jadwiga Staroń, 5 maja 2012. Ile godzin ma Staroń w umowie?
HALINA: Sześć.
ERYK: To dlaczego wpisała pani dziesięć?
HALINA: Bo pracowała czternaście.
ERYK: Posłuchaj, Halina. Naszej firmy nie stać na sponsorowanie. Jeżeli nie wyrabiają się we własnym zakresie godzin, to trudno. Jeżeli będziemy płacić na nadgodziny, to Motylek zbankrutuje. A wtedy ty nie będziesz miała pracy, ja nie będę miał pracy, tak?
HALINA: No tak. Ale nie da się zrobić tej całej pracy w tych sześć godzin, w te kilka osób, co ja mam na sklepie. To jest niemożliwe fizycznie.
ERYK: Oj, niemożliwe, niemożliwe, Halina. Trzeba pozytywnie patrzeć na świat. Wszystko da się zrobić, jeżeli naprawdę się chce. Rozumiemy się?
http://153sceny.pl/korporacja-14/
Dzień kobiet, Polska 2012
Reżyseria: Maria Sadowska
W kolejnym fragmencie Eryk zaprasza Halinę na spotkanie, żeby porozmawiać z nią o poprawie efektywności jej sklepu. Poprawa ta ma nastąpić metodami prostymi, po prostu należy zwolnić jedną z pracownic. Eryk daje Halinie pewien wybór: kiedy ona odmawia zwolnienia kogoś z załogi, proponuje jej inne rozwiązanie.
ERYK: Znasz magiczne słowo na "p" (produktywność - przypomnienie autora). Widzisz, moi szefowie kochają cyferki. A twój sklep ma fatalne wyniki. Proszę. Krzaczkowska. Spóźnia się? Bierze wolne? Staroń w ciąży? Ciągle się bada? Trzeba kogoś zwolnić.
HALINA: No ale dlaczego, za co? To są świetne dziewczyny, naprawdę. A poza tym ja mam i tak za mało ludzi na sklepie. My się ledwo wyrabiamy.
ERYK: Źle mnie zrozumiałaś, ja nie proszę.
HALINA: No ale... Maryla pracuje najdłużej. To teraz, jak ona ma problemy, to ja nagle mam ją zwolnić?
ERYK: Ja też mam kłopoty. Ale czy to wpływa na moją pracę? Zresztą, zwolnij tą drugą. Po co jej praca, jeżeli ma mieć dzieciaka, tak?
HALINA: To mam zwolnić ją za to, że ona jest w ciąży? Ja tego nie zrobię.
ERYK: Halina, ty zapomniałaś. Ty już nie jesteś jedną z nich. Albo ta stara, albo ta w ciąży. Którą wybierasz?
(Eryk wyciąga kartę i podaje Halinie).
Pisz. Ja, Halina Radwan, dobrowolnie rezygnuję z kierownictwa sklepu numer...
(Halina odkłada długopis i mnie kartkę w rękach).
ERYK: No widzisz, brawo, Halina. "Przyszłość zaczyna się dzisiaj, nie jutro" Jan Paweł II. Bardzo cię polubiłem. Smutno byłoby się rozstać, tak?
http://153sceny.pl/korporacja-15/
Dzień kobiet, Polska 2012
Reżyseria: Maria Sadowska
Te dwie sceny pokazują, że to Eryk jest "twarzą" korporacji, uosobieniem zła, które towarzyszy Motylkowi. Film ciekawie pokazuje też, jak to zło wciąga, jak sama Halina na pozycji kierowniczki zaczyna się zachowywać nieetycznie - tylko po to, by sprostać wymaganiom firmy. Widzimy, jak daje kasjerkom pampersy, żeby nie przerywały pracy przez wiele godzin. Widzimy, jak prosi pracowników o podpisanie zaświadczenia o udziale w wielogodzinnym szkoleniu BHP, którego nigdy nie było. Jedną z kasjerek, o której była mowa w drugim fragmencie, zwalnia w sposób perfidny, podrzucając jej do pudełka z kremem zegarek. Zło korporacji wciąga. Oczywiście do pewnego stopnia i do pewnego czasu - Halina w pewnym momencie nie wytrzymuje i rozpoczyna walkę z firmą.
Biznes w polskich serialach obyczajowych
Żeby pokazać w syntetyczny sposób, jak wygląda biznes w polskich serialach, posłużę się książką Beaty Łaciak Kwestie społeczne w polskich serialach obyczajowych - prezentacje i odbiór. Autorka wykonała tytaniczną pracę, polegającą na prześledzeniu wszystkich odcinków wielu seriali, które były emitowane do końca 2012 roku. Na tej liście można znaleźć takie tytuły, jak Klan, Na dobre i na złe, Plebania, M jak Miłość, Samo życie, Na wspólnej, Pensjonat pod Różą, Pierwsza miłość, Barwy szczęścia, Hotel 52, Linia życia, Galeria, Lekarze, Przepis na życie, Prawo Agaty, Przyjaciółki, Wszystko przed nami (lista pokazuje, jak ogromna była praca związana z analizą materiału).
Ja w tym miejscu wykorzystam jej obserwacje dotyczące świata biznesu, choć oczywiście w książce ciekawych wniosków jest więcej - sięgałem już po nie w części poświęconej życiu biurowemu. Autorka opisuje, jak w serialach portretowane są określone środowiska (urzędnicy, politycy, bezrobotni, duchowni), jak są przedstawiane wybrane problemy społeczne (niepełnosprawność, prostytucja, korupcja, stosunek do mniejszości narodowych, alkoholizm i narkomania), jak seriale "dyskutują" o drażliwych kwestiach i jak komentują aktualne, ważne kwestie społeczne.
Co pokazują jej analizy, jeśli chodzi o biznes? Około 15% bohaterów wymienionych seriali stanowią ludzie prowadzący drobne biznesy, najczęściej rodzinne, albo osoby prowadzące samodzielną działalność gospodarczą. Duży biznes pojawia się rzadziej, występuje w 3% przypadków. Te dwa środowiska dzieli przepaść. Drobny, rodzinny biznes w większości przypadków budzi pozytywne skojarzenia. To coś wymagającego wielkiej ilości pracy i wyrzeczeń, ale prowadzonego uczciwie. Z kolei duży biznes często jest na bakier z etyką i prawem. Czasem sugeruje się, że bogacze i potentaci "ukradli pierwszy milion", prowadzą śliskie interesy, unikają płacenia podatków, korumpują i liczy się dla nich tylko zysk.
Co ciekawe jednak, jak pisze Beata Łaciak, w ostatnim czasie obraz korporacji nieco się ociepla.
W serialu Linia życia poznajemy szanowanego właściciela dużego zakładu spożywczo-przetwórczego, człowieka uczciwego, wrażliwego na problemy innych, troskliwego i kochającego ojca rodziny. W Hotelu 52 pojawia się właściciel sieci hoteli, który dba o swoich pracowników, interesuje się ich problemami, potrafi docenić pracowitość i kreatywność. (...) Od września 2011 roku do lutego 2012 był emitowany w programie pierwszym telewizji publicznej serial Rezydencja, reklamowany jako polska wersja Dynastii, prezentujący rodzinę biznesowych potentatów. Główny bohater, właściciel ogromnego holdingu obejmującego imperium kosmetyczne, fabrykę, lokalną gazetę, sieć aptek, jest człowiekiem uczciwie prowadzącym interesy, dbającym o dyplomatyczne rozwiązywanie sporów i krytycznie odnoszącym się do poczynań swojego syna, dla którego najważniejszy jest zysk, osobisty prestiż i poczucie wyższości wobec innych[43].
Na awans trzeba zasłużyć
Druga właściwość korporacji, opisywana w wielu miejscach, brzmi: jeśli chcesz zasłużyć na awans, musisz się zapracowywać i dać sobą pomiatać. Ci, którzy dzisiaj tobą zarządzają, przeszli tę samą drogę i tylko dlatego są teraz dla ciebie wredni. Naturalne jest wobec tego maksymalne wykorzystywanie świeżo zatrudnionych, traktowanie ich z góry, poniżanie. Zresztą zobaczmy, jak wiele mamy przykładów na to, że tak właśnie o roli świeżo zatrudnionych "myśli" kultura masowa.
Na początek drobny fragment serialu W garniturach, którego akcja toczy się w świecie amerykańskich prawników. Mike, dla którego jest to pierwszy dzień pracy w firmie, zbiera się do wyjścia do domu.
RACHEL: Gdzie się wybierasz?
MIKE: Do domu. Jest 18.30.
(Rachel się uśmiecha).
MIKE: Co cię tak śmieszy?
RACHEL: Jesteś tu nowy. Jeśli w pierwszym tygodniu wyjdziesz przez 21.00, nie dotrwasz do końca miesiąca.
http://153sceny.pl/korporacja-9/
W garniturach, USA 2011-2016, sezon 1, odcinek 1
Reżyseria: Kevin Bray
Kilka odcinków później Harvey, szef Mike'a, tłumaczy mu, dlaczego w początkach kariery trzeba pracować maksymalnie wydajnie (a przynajmniej sprawiać takie wrażenie).
HARVEY: Rano miałeś mi za złe, że przychodzę, o której chcę. Czemu tak jest? Kiedy tu przyszedłem, byłem najlepszy. Myśleli, że pracuję sto godzin dziennie. Teraz nieważne, o której jestem, nikt nie kwestionuje tego, że wykonam swoją pracę dobrze. Wbij to sobie do głowy. Liczy się pierwsze wrażenie.
http://153sceny.pl/korporacja-10/
W garniturach, USA 2011-2016, sezon 1, odcinek 3
Reżyseria: Kevin Bray
Kolejny fragment pochodzi z zupełnie innego filmu, ale opisuje podobny schemat. Trzeba dać się upodlić, żeby odnieść sukces. Takimi słowami zaczyna się na przykład Szkoła Buddy'ego. Widzimy pierwsze sceny, a z offu dobiega głos.
GŁOS Z OFFU: W Hollywood jednym z najszybszych sposobów zrobienia kariery jest praca dla kogoś, kto już sam ją zrobił. A system wygląda tak, że aby osiągnąć sukces, trzeba najpierw stać się niewolnikiem. I jest to bardzo wymagająca droga. Trzeba potrafić dać się upokorzyć i zgodzić na warunki stawiane przez system.
http://153sceny.pl/korporacja-11/
Szkoła Buddy'ego, USA 1994
Reżyseria: George Huang
Jak widać w kolejnym przykładzie, tym razem pochodzącym z filmu Szefowie wrogowie, gnębieni pracownicy zdają się akceptować taki porządek rzeczy. Posłuchamy kilku zdań otwierających ten film. Jeden z bohaterów, Nick, pracownik jednego z tytułowych strasznych szefów, opowiada o tym, jak na razie wygląda jego życie zawodowe.
NICK: Pracę zaczynam przed wschodem słońca, a kończę długo po zachodzie. Pół roku nie miałem stosunku z kimś innym niż własna ręka. A jedyną rzeczą, którą mam w lodówce, jest zgniła limonka... chyba że to kiwi. Ale o co chodzi? To tylko okres przejściowy.
Szybka historia. Moja babcia przyjechała do USA z dwudziestoma dolarami w kieszeni. Harowała i nie dawała sobą pomiatać. Gdy zmarła, miała na koncie dwa tysiące. Co za wtopa!
Dlaczego poległa? Bo nie dała sobą pomiatać. A kluczem do sukcesu - i nie dowiecie się tego na studiach - to dać sobą pomiatać. Po mnie jeżdżą już osiem lat, ale to się opłaci. Jestem o krok od awansu i własnego biura. A wtedy dłużące się godziny i poświęcenia zwrócą się z nawiązką.
http://153sceny.pl/korporacja-12/
Szefowie wrogowie, USA 2011
Reżyseria: Seth Gordon
No i na koniec ważny fragment ze Szkoły Buddy'ego. Rozmawiają ze sobą Buddy i Guy (dla oddania dramatyzmu sceny warto napisać, że Buddy jest związany, a Guy właśnie go torturuje). Buddy opowiada o tym, jak bardzo Guy jest niewdzięczny i jak bardzo nie docenia tego, co po roku pracy udało mu się osiągnąć.
BUDDY: Jesteś po prostu hipokrytą! Próbujesz jak każdy gnojek przebić się jak najwyżej! Jak tylko potrafisz! I potrzebujesz mnie do tego!
GUY: I to daje ci prawo poniżać ludzi? Obrażać ich? Co ci daje prawo tak robić? Jesteś...
BUDDY: Zasłużyłem na to! Myślisz, że łatwo było zdobyć tę pracę? Odbierałem telefony, wynajmowałem dziewczyny. Znosiłem skandalistów, łajdaków i krzykaczy. Zrobiłem więcej, niż potrafisz ogarnąć swoim małym rozumkiem! Zarobiłem na siebie!
GUY: Spędziłem cały rok...
BUDDY: A ja dziesięć! Cholera, teraz moja kolej być egoistą! Moja! Wiesz, jaki jest podstawowy problem twojego pokolenia MTV i kuchenek mikrofalowych? Chcecie dostać wszystko i od razu! Myślisz, że zasłużyłeś sobie na to, bo ci się tak zachciało? To tak nie działa. Na wszystko trzeba sobie zapracować! Trzeba to wziąć! Samemu!
http://153sceny.pl/korporacja-13/
Szkoła Buddy'ego, USA 1994
Reżyseria: George Huang
Ten ostatni fragment jest o tyle ciekawy, że pojawia się w nim figura młodego, niewdzięcznego pracownika, żądnego natychmiastowego awansu. Ta charakterystyka wypisz wymaluj pasuje do pokolenia Y, którym dzisiaj określa się ludzi urodzonych na przykład w Polsce w latach 1984-1997. W Stanach Zjednoczonych mówi się tak o pokoleniach nieco wcześniejszych, z lat 1980-1990. Jest to o tyle ciekawe, że film pochodzi z 1994 roku, Wyraźnie widać, że już wtedy, na kilka lat przed tym, zanim rzeczywiście przedstawiciele pokolenia Y weszli na rynek pracy, doświadczeni i starsi pracownicy w ten sposób patrzyli na młodych.
Kradzież pomysłów
Niektóre właściwości korporacji są w identyczny sposób prezentowane w wielu filmach i serialach. Kultura masowa powtarza motywy, ślady, pomysły fabularne, tropy. Takim właśnie powtarzającym się motywem jest konstrukcja: "Jeśli jesteś młodym pracownikiem i zgłosisz jakiś pomysł, to na pewno znajdzie się ktoś, kto chętnie się pod tym pomysłem podpisze i zgarnie wszystkie laury. Prawdopodobnie będzie to twój szef".
Taki motyw pojawia się w kilku filmach, tu opowiem o najważniejszych. Pierwszym jest Szkoła Buddy'ego. Od razu trzeba przyznać, że angielski tytuł - Swimming with Sharks - lepiej od polskiego oddaje charakter filmu i stosunki w nim opisywane. Głównym bohaterem jest Guy, który zaczyna pracę na stanowisku asystenta producenta filmowego Buddy'ego Ackermana. Buddy jest apodyktycznym, strasznym szefem (na pewno pamiętasz, że plasuje się bardzo wysoko w rankingu najgorszych szefów świata filmu). W pewnym momencie Guy postanawia pracować nad wybranym przez siebie scenariuszem i długo przekonuje Buddy'ego, że to dobry pomysł. Kiedy Buddy zaakceptuje już pomysł, oczywiście przedstawia go swojemu szefowi, Siriusowi, jako swój. Poniżej ta właśnie scena. Zobaczmy najpierw scenę rozmowy Buddy'ego z Guyem, a później rozmowę Buddy'ego z jego szefem Siriusem.
BUDDY: To jest genialne, cholera. Świetna robota, Guy!
GUY: Dziękuję. Powiedział pan, że potrzebne jest zakończenie.
BUDDY: Mówiłem ogólnikowo, ale to jest idealne i bardzo prawdziwe.
GUY: Tak, tak. Nie ma niczego bardziej romantycznego od kobiety robiącej pranie.
BUDDY: Doskonale. Naprawdę, dobra robota.
GUY: Naprawdę? Dzięki wielkie.
BUDDY: Mamy gotowy film. Sirius od razu da nam zielone światło. Pokażę mu szkice. Będzie zachwycony. Żegnaj, Stello, niech żyją Buddy i Guy!
GUY: Poczekaj, muszę poprawić literówki.
BUDDY: Nie przejmuj się nimi. To szczegóły. Spodoba mu się zawartość, nie zauważy błędów. Gratuluję. Dałeś sobie radę. Nie zapomnę o tym. Przygotuj się do spotkania z zarządem. Powiem Siriusowi o tobie. Zasłużyłeś sobie na to.
(Chwilkę później Guy obserwuje rozmowę Buddy'ego z Siriusem).
BUDDY: Nie ma nic bardziej romantycznego niż dziewczyna piorąca bieliznę chłopaka!
SIRIUS: Myślisz, że dzieciaki to zrozumieją?
BUDDY (patrząc w stronę Guya): Oczywiście. To manifest całego pokolenia. Pokolenia odrzuconych, pozbawionych iluzji, rozczarowanych, rozdeptanych.
SIRIUS: Tak, trzeba tylko poprawić literówki. To mało profesjonalne.
BUDDY: Proszę o wybaczenie, mogłem to sprawdzić. Guy dopiero to zapisał. Ale sama idea jest rewelacyjna. Sam pan rozumie.
SIRIUS: Tak, znam ten zapał. Wspaniały projekt. Buddy, jak tak dalej pójdzie, będę musiał dać ci awans na prezesa do spraw produkcji.
BUDDY: Mnie? Nie, ja tylko przygotowuję materiały dla naszej ekipy.
http://153sceny.pl/korporacja-7/
Szkoła Buddy'ego, USA 1994
Reżyseria: George Huang
Identyczny motyw znajdziemy w filmie Od dziewiątej do piątej. Violet, jedna z pracownic Franklina Harta juniora, wymyśla sposób oznaczania dokumentacji firmowej z wykorzystaniem kolorów. Sposób jest efektywny i lepszy od rozwiązań stosowanych dotychczas. Najpierw rozmowa Violet z jej szefem, który studzi jej zapał, a później drugi fragment, w którym widzimy, jak Franklin przed swoim własnym szefem przypisuje sobie zasługi Violet.
VIOLET: Obejrzał pan mój raport o kodowaniu kont kolorami? Dałam go panu miesiąc temu. Możemy zwiększyć efektywność o 20%.
FRANKLIN: Przeglądałem, ale to wymaga pracy. Odezwę się do ciebie w tej sprawie. OK.
(Chwilkę później Violet stoi na korytarzu z Roz, spotykają Franklina z jego szefem - panem Hinklem).
PAN HINKLE: Roz, dostaniesz kopię raportu, który właśnie dostałem od Franka. Zaczniemy kodować kolorami nasze konta. Frank sprawdził efektywność tego projektu.
FRANKLIN: Dziękuję panu.
ROz: Naprawdę? Gratulacje, panie Hart.
FRANKLIN: Dzięki, Roz.
PAN HINKLE: Doskonale. Jesteś dobrym przykładem człowieka sukcesu. Twoje inne reformy również są niezłe.
FRANKLIN: Dziękuję!
PAN HINKLE: To jest twoje piętro. Działa według twojego życzenia.
http://153sceny.pl/korporacja-8/
Od dziewiątej do piątej, USA 1980
Reżyseria: Colin Higgins
Napisałem o kradzieży pomysłów biznesowych, teraz czas na kolejny motyw pojawiający się w wielu obrazach.
Etyka korporacji
Firmy mają swoje kodeksy etyczne, starają się działać w zgodzie z powszechnie akceptowanymi wartościami. Często nazywają swoje działania społeczną odpowiedzialnością biznesu. Zobaczmy, co ma na ten temat do powiedzenia Veridian Dynamics. Przed nami kolejny fragment Korporacji według Teda.
Veridian Dynamics. Robienie właściwych rzeczy. To ważne. Co to oznacza w biznesie? Nie mamy pojęcia. Wiemy, co to jest zło. Chociaż właściwie nie wiemy. Bo jesteśmy odnoszącą sukcesy firmą, a nie jakimś nudnym profesorem etyki. Veridian Dynamics. Dobro i zło. Coś znaczą. My po prostu nie wiemy co.
http://153sceny.pl/korporacja-4/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 2, odcinek 9
Reżyseria: Michael Spiller
Pojawiały się już w tej książce złe korporacje, które nie zaprzątały sobie głowy etyką. Kiedy jest się firmą przyszłości, która stara się zawładnąć całym światem, trudno myśleć o robieniu tego fair. Ale jak wyzwania etyczne są opisywane w firmach mniej złowieszczych, bardziej codziennych i normalnych? Przed nami krótki fragment amerykańskiej wersji jednego z odcinków serialu Biuro. Podczas seminarium poświęconego etyce (jego przeprowadzenie jest obowiązkiem korporacyjnym) na wierzch wychodzą nadużycia, których dopuściła się jedna z pracownic firmy. Ściśle rzecz biorąc, złamała ona zasady etyczne po to, żeby załatwić upust od jednego z dostawców. Holly Flax, przedstawicielka działu personalnego odpowiedzialna za przeprowadzenie zajęć z etyki w oddziale firmy, postanawia sprawę nieetycznych zachowań zgłosić do centrali. A oto telekonferencja, podczas której Kendall (szef HR-u z centrali firmy) rozmawia z Holly oraz Michaelem Scottem (szefem oddziału, w którym nadużycia zostały wykryte).
MICHAEL: Kendall, co słychać?
KENDALL: Holly, Michael, dostałem wasz raport, jest tam sporo uwag na temat związku Meredith...
HOLLY: To wyszło podczas seminarium z etyki.
MICHAEL: Na to seminarium przydzielono immunitet.
KENDALL: Wątpię, by coś takiego istniało.
HOLLY: Myślę, że to dosyć oczywiste, że to było nieetyczne zachowanie.
KENDALL: To wygląda mi na szarą strefę. Firma w trudnym czasie dostaje duży upust i nie możemy tego odrzucić.
HOLLY: Kendall, rozumiem, że upust jest dobry dla firmy, ale sposób jego uzyskania mnie martwi.
KENDALL: Myślałem, że to było dla ciebie jasne. Miałaś tylko zebrać podpisy, że pracownicy wzięli udział w szkoleniu. Inne filie dały sobie z tym radę, ale jeśli ty nie możesz, to inaczej pogadamy.
HOLLY: Dam sobie radę.
KENDALL: To dobrze.
http://153sceny.pl/korporacja-5/
Biuro, USA 2005-2013, sezon 5, odcinek 2
Reżyseria: Jeffrey Blitz
Sytuacja opisana w poprzednim punkcie zaczęła się od tego, że wzmiankowana tu Meredith przyjęła łapówkę. Korupcja w świecie biznesu często bywa inspiracją dla scenarzystów filmowych. Nawet w świecie polskich seriali znajdziemy sporo takich przykładów. W serialach Klan oraz Na dobre i na złe słyszymy o pseudoszkoleniach, na które zapraszani są lekarze w zamian na wypisywanie recept na leki określonych producentów. W Pierwszej miłości znaleźć można scenę, w której pracownicy firm farmaceutycznych obdarowują właścicieli aptek drogimi prezentami za polecanie produktów firmy[42].
W mniemaniu korporacji dobrym sposobem na poradzenie sobie z problemami natury etycznej jest zorganizowanie szkolenia z etyki. Sprawdźmy, jak może wyglądać takie wydarzenie. Scena pochodzi z animowanej wersji Dilberta. Jeden z odcinków zaczyna się od spotkania, podczas którego szef opowiada pracownikom, że w mediach pojawiły się zastrzeżenia dotyczące tego, czy firma działa legalnie. W związku z tym wszyscy pracownicy mają wziąć udział w obowiązkowym szkoleniu z etyki.
SZEF: Mogliście słyszeć, że nasza korporacja została oskarżona o prowadzenie interesów w sposób nieetyczny.
ALICE: Czy to przez fałszowanie testów dotyczących bezpieczeństwa naszych produktów?
WALLY: Czy to przez fałszywe historie, które sprzedajemy mediom o naszych konkurentach?
DILBERT: Czy to przez nasze związki z przestępczością zorganizowaną?
SZEF: Co? Próbujecie mi powiedzieć, że te rzeczy też są nieetyczne? Dobry Boże. To jest jak kula śniegowa. Wyższa kadra menedżerska zdecydowała, żeby poradzić sobie z problemem bezpośrednio.
DILBERT: Przyznamy się?
SZEF: Ktoś mógłby tak pomyśleć, ale ten ktoś by się mylił. Nie. Zarząd wysyła wszystkich pracowników na obowiązkowe szkolenie z zakresu etyki.
ASOK: Razem z menedżerami takimi jak ty, mam rację?
SZEF: Nie, Asok. To byłoby bardzo menedżerskie, czyż nie?
DILBERT: Popraw mnie, jeśli się mylę. Ale czy to nie jest tak, że każde naruszenie etyki w tej firmie jest popełniane przez menedżerów?
SZEF: Tak. Ale menedżerowie są zbyt ważni, żeby marnować ich czas na bezwartościowe szkolenia. Do tego służą podwładni.
http://153sceny.pl/korporacja-6/
Dilbert, USA 1999-2000, sezon 2, odcinek 17
Reżyseria: Michael Goguen
Widzimy, że biznes w specyficzny sposób traktuje etykę. Nic dziwnego, już na starcie rozdziału padło zdanie: "Bo jesteśmy odnoszącą sukcesy firmą, a nie jakimś nudnym profesorem etyki".
Korporacja sama o sobie
Spróbujmy najpierw określić, jaka jest sama korporacja. W filmach i serialach trudno znaleźć choć jeden pozytywny przykład dużej firmy. Praktycznie zawsze jest to obszar wyzysku, wykorzystywania ludzi do granic możliwości, a także źródło ucisku i bzdurnych procedur.
Oczywiście wszystkie przytoczone w tej książce fragmenty w jakiś sposób opisują świat biznesu. Poznajemy bohaterów działających na jakimś tle, co pozwala nam się domyślać, gdzie pracują. Niekiedy można jednak trafić na fragmenty, które wprost opisują współczesne korporacje. Tak się dzieje w serialu Korporacja według Teda. W rozdziale o szefach pojawił się już jeden taki materiał, stylizowany na filmik reklamowy.
Czas na kilka kolejnych scen z tego serialu. Najpierw zobaczymy, jak w komunikacji wewnętrznej definiowane jest kłamstwo. Jak się łatwo domyślić, kłamstwo w wykonaniu korporacji oraz kłamstwo w wykonaniu normalnych ludzi to coś zupełnie innego.
Veridian Dynamics. Kłamstwo. Jest zawsze złe. Lecz czasem firmy muszą mówić rzeczy, które nie są w 100% prawdą. Czy to źle? Nie. Kiedy firmy nie są prawdomówne, nie znaczy to, że są złe. Po prostu rozumiemy rzeczy, których wy nie rozumiecie. Veridian Dynamics. Ludzie kłamią. Firmy chronią swoje interesy. To różnica.
http://153sceny.pl/korporacja-1/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 2, odcinek 12
Reżyseria: Michael Spiller
Korporacje dbają też o swoich pracowników i wciąż to podkreślają. Wszak najważniejszym zasobem organizacji są ludzie. Jak pokazano poniżej, umiłowanie pracowników jest jednak warunkowe.
Veridian Dynamics. Nasz zespół. Ponad 100 tysięcy pracowników. I kochamy ich wszystkich. Dopóki nie wejdą nam w drogę. Wtedy polujemy na nich i ranimy. Ponieważ taka jest miłość. Veridian Dynamics. Nie wchodź nam w drogę. Nigdy. Poważnie. Po prostu tego nie rób.
http://153sceny.pl/korporacja-2/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 2, odcinek 2
Reżyseria: Chris Koch
No, a skoro firma dba o pracowników, powinno jej zależeć na tym, żeby czuli się oni dobrze. Żeby nie tylko pracowali wydajnie, ale też dobrze się ze sobą dogadywali, lubili się, spędzali ze sobą czas w dobrej atmosferze. Oczywiście z tą dobrą atmosferą nie powinno się przesadzać.
Veridian Dynamics. Przyjaźń. Tak wiele dla nas znaczy. Ale w pracy jest inaczej. Czas, który spędzamy z przyjaciółmi w pracy, kradnie czas produktywnej pracy dla twojego pracodawcy. A kradzież jest zła. Veridian Dynamics. Przyjaźń. Znaczy tyle co kradzież.
http://153sceny.pl/korporacja-3/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 2, odcinek 7
Reżyseria: Lee Shallat-Chemel
Jasne, że to materiał przerysowany, szyderczy, ironiczny, sarkastyczny. Ale trudno pozbyć się wrażenia, że to właśnie korporacje chciałyby powiedzieć na swój własny temat. Powstrzymuje je tylko dbałość o swój wizerunek.
Inne grupy zawodowe
Inżynierowie
Pisałem już wcześniej o informatykach. Teraz napiszę o inżynierach, czyli osobach, które w zasadzie charakteryzowane są bardzo podobnie. Najlepszym źródłem wiedzy o nich jest seria komiksów i filmów animowanych o Dilbercie. Scott Adams naśmiewa się tam równo ze wszystkich przejawów życia biurowego, ale już samo to, że uczynił tytułowego Dilberta właśnie inżynierem, pokazuje jego szczególnie ciepły stosunek do tej grupy zawodowej.
Opiszę dwa krótkie fragmenty pokazujące dwie cechy inżynierów - nie potrafią się komunikować, a ich zawód nie cieszy się społecznym uznaniem. Pierwszy to rozmowa pomiędzy Dilbertem a jego matką. Grają we trójkę, razem z Dogbertem, w scrabble. Dilbertowi udaje się właśnie ułożyć słowo "IT". Pozostali gracze (raczej słusznie) zaczynają się śmiać z jego zdolności komunikacyjnych. Jest to szczególnie bolesne, jeśli wziąć pod uwagę, że ważnym aktualnym zadaniem zawodowym Dilberta jest wymyślenie nazwy dla nowego produktu firmy. Krótka rozmowa wygląda tak:
MAMA: Wiem, że trudno jest ci wymyślić nazwę, biorąc pod uwagę twoje niewielkie zdolności werbalne.
DILBERT: Nie ma niczego złego w moich zdolnościach werbalnych. Po prostu wydają się niższe, bo moje zdolności matematyczne są tak wysokie.
http://153sceny.pl/inne-zawody-1/
Dilbert, USA 1999-2000, sezon 1, odcinek 1
Reżyseria: Seth Kearsley
Drugi fragment pokazuje, jakim szacunkiem cieszy się zawód inżyniera. W jednym z odcinków Dilbert trafia do więzienia pod absurdalnym zarzutem. Grozi mu kara śmierci, a raczej praktycznie czeka na wykonanie wyroku. Odwiedza go mama i chwilę rozmawiają na temat jego sytuacji i jej wpływu na życie matki.
MAMA: Czy wiesz, że jestem jedyną osobą w moim klubie brydżowym z synem czekającym na wyrok śmierci?
DILBERT: Przepraszam, mamo, że jestem dla ciebie rozczarowaniem.
MAMA: Rozczarowaniem? Każdy o ciebie pyta, jesteś newsem. Kiedyś wpatrywali się we mnie pustymi oczami, kiedy mówiłam, że jesteś inżynierem. Ale morderca - to pozwala zdobyć szacunek.
http://153sceny.pl/inne-zawody-2/
Dilbert, USA 1999-2000, sezon 2, odcinek 4
Reżyseria: Chris Dozois
Marketingowcy
Czas na pracowników marketingu. Najczęściej kojarzymy ich w dwóch rolach: albo pracują w dziale marketingu firmy i są odpowiedzialni za budowanie jej obrazu oraz tworzenie rynku sprzedaży produktów, albo pracują w agencjach reklamowych i tworzą kampanie reklamowe na rzecz zewnętrznych klientów.
Zaczniemy od marketingu wewnątrz firmy i fragmentu animowanej wersji Dilberta. W jednym z pierwszych odcinków serii Dilbert zostaje szefem projektu wdrożenia nowego produktu. Problem polega na tym, że nie wiadomo jeszcze, czym produkt jest i do jakiego segmentu klientów jest kierowany. Zdaniem szefa Dilberta trzeba zacząć od wymyślenia jego nazwy. Pojawia się więc nazwa "Gruntmaster 6000". Teraz Dilbert jest odpowiedzialny za opracowanie produktu.
A oto spotkanie, na którym trójka pracowników działu marketingu tłumaczy Dilbertowi, jak wprowadzić na rynek produkt, jeśli nie ma się wiedzy na temat jego nazwy, przeznaczenia i ostatecznego kształtu. Na deser dostajemy piękne zdanie jednego z marketingowców, doskonale wpisujące się w stereotypy o ludziach reklamy i marketingu.
MARKETINGOWIEC 1: Po pierwsze, Dilbo, chcemy ci powiedzieć, jaką fantastyczną pracę wykonałeś przy projekcie Puntblaster. Nawet magazyn "Nowości produkcyjne" tak twierdzi. Nazwali go "produktem wartym lepszej firmy".
POZOSTALI MARKETINGOWCY: O tak, brawo, świetna robota. Brawo.
DILBERT: Dzięki. A przy okazji, tak naprawdę nazywa się Gruntmaster.
MARKETINGOWIEC 1: O, proszę, zobaczmy, kto się tak przyzwyczaił do nazwy.
MARKETINGOWIEC 2: Spokojnie, człowieku, nie ma sensu przyzwyczajać się do nazwy na tym etapie.
(...)
MARKETINGOWIEC 1: Tak jak mówiliśmy - sądzimy, że wykonałeś już 90% pracy. Te zmiany, o których tutaj rozmawiamy, to zaledwie drobiazgi.
MARKETINGOWIEC 3: Nic nie zachwieje zaufania, które pokładamy w tym, co robisz, w żaden sposób.
(...)
MARKETINGOWIEC 1: Te zmiany są w twojej gestii. Nie są bardzo ważne.
MARKETINGOWIEC 2: Czuj się uprawniony do zignorowania ze dwóch z nich.
MARKETINGOWIEC 3: Dopóki to nie będą dwie moje uwagi.
(Wybuchają śmiechem).
MARKETINGOWIEC 1: Ale poważnie, Dilb, musimy sięgnąć do grupy demograficznej, którą przegapiłeś.
MARKETINGOWIEC 2: Konsumentów.
MARKETINGOWIEC 3: Właśnie, ludzi, którzy kupią to coś. I zrobią to nie tylko dlatego, że... czymkolwiek to jest...
DILBERT: To maszyna do ćwiczeń.
MARKETINGOWIEC 2 (ze zdziwieniem): Naprawdę?
DILBERT: Jak w ogóle możecie pracować nad marketingiem czegoś, jeśli nawet nie wiecie, co to jest?
MARKETINGOWIEC 2: Hola, hola. Przyhamuj trochę z negatywnym podejściem. To nie tylko możliwe. To możliwe. To, co musisz zrobić, to dodać właściwe nastawienie.
MARKETINGOWIEC 1: Zrób z tego coś retro, ale nie antycznego.
Marketingowiec 3: Wiesz, futurystyczne, ale nie techno.
MARKETINGOWIEC 1: Seksowne.
MARKETINGOWIEC 2: Ale bardziej neutralne seksualnie.
MARKETINGOWIEC: Widzisz, o czym mówimy? Myślimy, że mamy jasność.
DILBERT: Jaką jasność?
MARKETINGOWIEC 1: Więc jesteśmy nadal na drodze do wiosennego debiutu, czy tak? Musimy pokazać Gruntmastera, zanim konkurencja się do nas dobierze. (...) Wygląda na to, że skończyliśmy.
MARKETINGOWIEC 2: Dilbertio, myślę, że powiem to w imieniu wszystkich zgromadzonych. Jesteśmy absolutnie pewni, że uda ci się zrealizować ten projekt.
MARKETINGOWIEC 3: Ale pamiętaj, że jesteśmy tylko bandą wielkich kłamców.
http://153sceny.pl/inne-zawody-3/
Dilbert, USA 1999-2000, sezon 1, odcinek 2
Reżyseria: Seth Kearsley
Scott Adams, twórca serii opisującej przygody Dilberta, musi zresztą żywić szczególnie ciepłe uczucia wobec marketingu. W tym samym odcinku opowiada historię o tym, jak powołanie działu marketingu niszczy korporację.
Dilbert zaczyna pracę w nowym miejscu, nazywanym Nirvana Company. Dostaje swoje własne biuro, z drzwiami. Dostaje stanowisko szefa zespołu inżynierów, w magazynie z zaopatrzeniem można znaleźć wszystkie potrzebne rzeczy i nie trzeba o nie walczyć, w firmie nie ma kolejek do ksera. Nazwa firmy wydaje się adekwatna do tego, jak się w niej pracuje. Zobaczmy fragment rozmowy Dilberta z grupą inżynierów. Dilbert zauważa, że w firmie nie ma działu marketingu. Jako że Nirvana Company jest firmą innowacyjną, zaraz powstaje taki dział. W efekcie biurowiec pogrąża się w chaosie, firma Nirvana upada, a kurs jej akcji spada do poziomu minus dwadzieścia dolarów.
INŻYNIEROWIE: Słyszeliśmy o tobie wiele dobrego. Założę się, że pracujesz nad czymś wyjątkowym.
DILBERT (wymyślając na bieżąco odpowiedź): Ja... tak... pracuję nad grillem. Podwodnym grillem. Więc jeśli nurkujesz...
INŻYNIEROWIE: Wow, dobry jesteś.
DILBERT: Chcę po prostu sprawdzić, czy to jest możliwe. Jestem pewien, że marketing będzie chciał zabić ten pomysł.
INŻYNIEROWIE: Dział marketingu? Nie wiem, czy w ogóle taki mamy.
DILBERT: Kto decyduje o tym, co produkować? Kto wam mówi, że wasze pomysły są głupią stratą czasu i nie da się ich sprzedać? Czy nikt nie depcze waszych marzeń?
INŻYNIEROWIE: Dobrze się czujesz?
DILBERT: Tak, jest OK. Po prostu nie wiedziałem, że może istnieć firma bez działu marketingu.
MENEDŻER (podchodząc do rozmawiających): Hej, co słychać, chłopaki?
INŻYNIEROWIE: Nowy ma pomysł, żeby otworzyć dział marketingu.
DILBERT: Nie, o nie. Ja tylko mówiłem, że nie widziałem nigdy firmy bez niego.
WICEPREZYDENT (podjeżdża autem): Cześć, Dilbert. Jestem wiceprezydentem odpowiedzialnym za natychmiastowe wdrażanie pomysłów, które mogą niekorzystnie wpłynąć na firmę. Ten twój pomysł dotyczący działu marketingu brzmi trochę ryzykownie, ale tutaj, w Nirvana Company, jesteśmy dumni z naszej gotowości do sprawdzania nowych pomysłów. Dotychczas działało to świetnie. Mam nadzieję, że to nie jest ten raz, w którym się tragicznie pomylę. Dobrego dnia!
http://153sceny.pl/inne-zawody-4/
Dilbert, USA 1999-2000, sezon 1, odcinek 2
Reżyseria: Seth Kearsley
Zobaczyliśmy pracowników działu marketingu żyjących w korporacji, a teraz zerknijmy, jak wygląda druga strona barykady. Naszym kolejnym przewodnikiem po tym świecie jest Octave Parango, główny bohater francuskiego filmu 99 franków. Octave jest copywriterem w wielkiej międzynarodowej agencji Ross and Witchcraft. A sam film jest dekonstrukcją świata reklamy, dokonywaną od środka. W jeden ze scen ta dekonstrukcja jest nawet dosłowna, Octave wdziera się na plan kręconej reklamy i demonstruje grającym w nim aktorom, że nie jest to realny świat.
Film pokazuje, jak tworzone są reklamy i jak wygląda współpraca agencji z klientami. To wszystko w obecności dużych ilości narkotyków, alkoholu i seksu. W sekwencji kilku pierwszych scen filmu widzimy głównego bohatera, który opowiada o specyfice pracy w branży.
OCTAVE PARANGO: Wszystko można kupić. Miłość, sztukę, ziemię, ciebie, mnie, zwłaszcza mnie. Człowiek to produkt, jak inne z terminem sprzedaży. Jestem specem od reklamy. Jestem częścią tych, którzy sprawiają, że marzysz o tym, czego nigdy nie będziesz miał. Zawsze niebieskim niebie, panienkach bez nadwagi, doskonałej szczęśliwości z PhotoShopa. Wierzysz, że czynię świat piękniejszym? Błąd: czynię go spieprzonym. (...) Jestem tym, kto dziś decyduje, czego będziesz chciał jutro. Odurzam cię nowościami, a zaletą nowości jest to, że nie pozostają nowe na długo. Powinniście mnie znienawidzić, zanim znienawidzicie czasy, które mnie stworzyły. Zatem jestem. Nazywam się Octave Parango. Spędzam moje życie na manipulowaniu tobą za 75 tysięcy franków miesięcznie. Kiedy dzięki oszczędnościom stać was będzie na samochód waszych marzeń, ja zdążę już uczynić go staromodnym. Zawsze dam radę was sfrustrować. Penetruję wasze mózgi, wchodzę do waszej prawej półkuli. Wasze pragnienia już do was nie należą, narzucam wam swoje. Żaden głupi skurwiel przez dwa tysiące lat nie był wszechmocny jak ja.
http://153sceny.pl/inne-zawody-5/
99 franków, Francja 2007
Reżyseria: Jan Kounen
Lobbyści
Lobbyści to osoby, które biorą pieniądze za przekonywanie władzy do podjęcia określonych decyzji biznesowych. Nieczęsto stają się oni bohaterami kultury masowej, temat jest chyba mało atrakcyjny, a i sami lobbyści niespecjalnie zabiegają o rozgłos. Zerknijmy na świat lobbingu, dodatkowo prowadzonego na rzecz moralnie wątpliwych biznesów. Naszymi przewodnikami będą twórcy filmu Dziękujemy za palenie. Jego reżyserem jest Jason Reitman, którego filmy już się tu pojawiały. Pisałem na przykład o filmie W chmurach. Reitman reżyserował też jeden odcinek amerykańskiego Biura.
Głównym bohaterem filmu jest Nick Naylor, sprawny lobbysta pracujący na rzecz branży tytoniowej. W jednej ze scen rozmawia z synem na temat tego, czym zajmuje się zawodowo. Po pierwsze wyraźnie mówi o tym, jaki wymogi względem moralności stawia praca lobbysty. Po drugie zgrabnie uzasadnia, dlaczego praca takich osób jest społecznie ważna.
SYN: Więc idziesz do biura, potem idziesz do TV i rozmawiasz o papierosach. Potem odlatujesz do LA, by pogadać z pewnym gościem pracującym z gwiazdami filmowymi. Co to jest?
NICK: To moja praca, jestem lobbystą.
SYN: Wiem, ale czy studiowałeś po to, by to robić?
NICK: Nie. Nie, wymyśliłem później, by tym się zająć.
SYN: Więc czy każdy się może tym zajmować?
NICK: Nie, to... uch... wymaga... moralnej elastyczności, co przerasta większość ludzi.
SYN: Czy ja mam elastyczną moralność?
NICK: Hmm, powiedzmy, że stajesz się prawnikiem, tak? I pytają się ciebie, czy będziesz bronić mordercy. A nawet gorzej - dzieciobójcy. Prawo stanowi, że każdy ma prawo do uczciwej obrony. Broniłbyś ich?
SYN: Nie wiem. Myślę, że każda osoba zasługuje na uczciwą obronę.
NICK: Tak. Dokładnie do tego samego mają prawo międzynarodowe korporacje.
http://153sceny.pl/inne-zawody-6/
Dziękujemy za palenie, USA 2005
Reżyseria: Jason Reitman
Ciekawa jest też rozmowa w barze trójki lobbystów: Nicka z branży tytoniowej, Polly Nailey z branży alkoholowej oraz Bobby'ego Jaya Blissa z branży producentów broni. Tworzą oni nieformalny klub, którzy sami nazywają MOD, od angielskiego sformułowania Merchants of Death (Kupcy śmierci). Cała trójka lobbuje na rzecz branż, którym moralnie można zarzucić niejedno.
W pewnym momencie Nick staje przed sytuacją, w której ktoś publicznie groził mu śmiercią. Nasza trójka bohaterów siedzi sobie w barze i na kanwie tej sytuacji dyskutuje, która z reprezentowanych przez nich branż jest najbardziej prawdopodobnym celem ataku terrorystów. Nick stawia na branżę tytoniową i podaje ciekawy argument - ciekawy właśnie z punktu widzenia etycznego podejścia do wykonywanej pracy.
NICK: Nie wydaje mi się, żebyście w przemyśle alkoholowym musieli martwić się o porwania.
POLLY: Przepraszam?
NICK: Nie bierz tego do siebie, ale problemy tytoniowe są bardziej "gorące" niż te alkoholowe.
POLLY: Och, naprawdę?
NICK: Moje produkty przynoszą śmierć 475 tysiącom osób rocznie.
POLLY: Och, 475 tysięcy to przesadzona liczba.
NICK: OK, 435 tysięcy. To 1200 na dzień. Ile ofiar alkoholizmu umiera rocznie?
POLLY: Czy to konkurs?
NICK: Sto tysięcy maksymalnie. To jest, no ile, 270 na dzień? Wow! Dwustu siedemdziesięciu ludzi, tragedia. Wybaczcie, jeśli nie widzę terrorystów myślących z podekscytowaniem o porwaniu kogokolwiek z branży alkoholowej.
POLLY: Wiesz, ty nawet nie bierzesz pod uwagę...
BOBBY: Odetchnijmy, odetchnijmy.
NICK: Ile ofiar strzelanin mamy rocznie w USA?
BOBBY: Jedenaście tysięcy.
NICK: Jedenaście tysięcy. Żartujesz sobie ze mnie? Trzydzieści dziennie. To mniej niż wynosi śmiertelność w wypadkach samochodowych. Żaden z terrorystów nie zaprzątałby sobie głowy żadnym z was.
http://153sceny.pl/inne-zawody-7/
Dziękujemy za palenie, USA 2005
Reżyseria: Jason Reitman
Sekretarki i asystentki
Jednym z najbardziej stereotypowo postrzeganych stanowisk w środowisku biznesowym jest sekretarka. Już sam sposób zwyczajowego stosowania formy żeńskiej pokazuje pewne uproszczenie. Motyw szefa i sekretarki eksploatowano setki razy. Najczęściej on jest starszy, a ona młodsza, a ponadto znacząco bardziej atrakcyjna. Często takie zestawienie dwójki bohaterów od razu określa kontekst obyczajowy - sekretarki sypiającej ze swoim szefem.
Ostro, ale wdzięcznie opisuje to prosty dowcip słowny. Szef w trakcie rekrutacji na stanowisko sekretarki podaje kandydatce kartkę z napisem: "Pieprzyć nie wolno zwolnić" i mówi: "Przecinek postaw sama". W zależności od tego, gdzie kandydatka postawi przecinek, rekrutacja zakończy się powodzeniem lub nie.
Oczywiście w filmach i serialach również pojawia się taki obraz sekretarek (Sekretarka). Wątki obyczajowe znajdziemy także w starszych tytułach, jak Żona czy sekretarka[40], gdzie w głównych rolach wystąpili Clark Gable i Jean Harlow, czy Moja kochana sekretarka[41].
Chciałbym tu jednak napisać kilka słów o innym filmie. Poniższy fragment pochodzi z filmu Wspaniała, francuskiej komedii romantycznej. Jest rok 1958. Główna bohaterka, Rose, przyjeżdża do Paryża, żeby zostać sekretarką w biurze. Zobaczmy scenę jej rozmowy rekrutacyjnej z przyszłym szefem.
LOUIS: Jeszcze raz, jak się nazywasz, moja droga?
ROSE: Rose Pamphyle, przez "y". Jestem z Saint-Fraimbault.
LOUIS: Co cię tu sprowadza, Rose Pamphyle przez "y"? Saint-Fraimbault nie jest zbyt blisko.
ROSE: Do tej pory pracowałam dla ojca w jego aptece. To najlepszy sklep w miasteczku.
LOUIS: To ważne, by być numerem jeden.
ROSE: Już wystarczająco przepracowałam w sprzedaży. Pojawiają się nowe możliwości. Szczególnie, gdy można zostać sekretarką.
LOUIS: Wszystkie dziewczyny chcą być sekretarkami. To teraz modne.
ROSE: Być sekretarką oznacza być nowoczesną. Zawierać znajomości, podróżować po świecie i pracować dla wielkich ludzi.
LOUIS: Jeśli pracowałabyś u mnie, czekałaby cię podróż tylko do Lisieux.
ROSE: Nieźle jak na początek.
LOUIS: Rzeczywistość jest mniej kolorowa, niż mówią gazety. Nie wszyscy szefowie mają wspaniałe przygody, tak jak i ich sekretarki.
http://153sceny.pl/inne-zawody-8/
Wspaniała, Francja 2012
Reżyseria: Régis Roinsard
Ta rozmowa odbywa się na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, gdy rzeczywiście praca sekretarki była formą emancypacji kobiet. Kolorowe pisma budowały obraz pracy atrakcyjnej, pełnej wyzwań, "światowej". W tym samym filmie pojawia się definicja dobrej sekretarki. Widzimy scenę rozgrywającą się tuż przez rozmową kwalifikacyjną, którą opisałem przed momentem. W korytarzu czeka kilka kandydatek, rozmawiają między sobą o tym, jaka powinna być idealna sekretarka. Dzielą się obserwacjami na temat tego, co doceniają potencjalni szefowie. Brzmi to tak:
KANDYDATKA 1: Kluczem do bycia dobrą sekretarką jest roztropność. Musisz być niezastąpiona, ale nie natarczywa. Pracodawca musi wiedzieć, że jesteś kompetentna, energiczna. Okulary to podstawa.
KANDYDATKA 2: Ale ja nie mam problemów ze wzrokiem.
KANDYDATKA 1: No to co? Ja też nie. Noszę zerówki. W okularach sprawiasz wrażenie poważnej i nie rzucasz się w oczy. Jeśli chodzi o resztę, masz to, co trzeba. Naturalny makijaż, ułożona, schludna fryzura, trochę perfum. Delikatne mydło też jest dobre, jeśli nie masz perfum. To wszystko, jeśli chodzi o postawę. Właściwą postawę.
http://153sceny.pl/inne-zawody-9/
Wspaniała, Francja 2012
Reżyseria: Régis Roinsard
Taka asystentka może być prawdziwym skarbem dla swojego szefa. Idealna potrafi w lot odgadywać myśli przełożonego i służyć mu pomocą we wszelkich, nawet najdrobniejszych sprawach. Kimś takim jest właśnie Donna pracująca dla Harveya Spectera, jednego z głównych bohaterów serialu prawniczego W garniturach. Harvey jest najlepszym prawnikiem w kancelarii, potrzebuje więc dyskretnej i oddanej asystentki. Poniżej krótka scena, która w kilku prostych kadrach pokazuje, jak wygląda genialne odgadywanie potrzeb szefa.
HARVEY: Donna, potrzebuję...
(Donna podaje kopertę).
HARVEY: Nie miałem też czasu...
(Donna podaje kubek kawy).
HARVEY: Wyjdź za mnie.
DONNA: Też się tym zajęłam. Byliśmy małżeństwem przez ostatnie siedem lat.
HARVEY: Świetnie.
http://153sceny.pl/inne-zawody-10/
W garniturach, USA 2011-2016, sezon 1, odcinek 1
Reżyseria: Kevin Bray
Konsultanci
Najbardziej znany dowcip o konsultantach brzmi: "Kto to jest konsultant? To ktoś, kto powie ci, która jest godzina, po zerknięciu na twój własny zegarek, a potem każe ci za to zapłacić". Dokładnie taką logikę znajdziemy w jednej ze scen serialu Dilbert. Kiedy okazuje się, że firma ma do wydania nadmiarowe 20 miliardów dolarów, Szef wpada na pomysł zatrudnienia konsultantów. Dzieli się tym pomysłem na spotkaniu z załogą, odpowiada mu Dilbert.
SZEF: Może powinienem zatrudnić konsultantów, żeby dali nam jakiś pomysł.
DILBERT: Konsultanci nie przychodzą z pomysłami. Biorą pomysły, które już masz, i sprawiają, że wyglądają na bardziej skomplikowane. A potem dają ci wielki rachunek.
http://153sceny.pl/inne-zawody-11/
Dilbert, USA 1999-2000, sezon 2, odcinek 7
Reżyseria: Jim Hull
Zobaczmy teraz, jak na zewnętrznych konsultantów patrzą pracownicy korporacji. Jesteśmy w firmie Initech, portretowanej w filmie Życie biurowe. Właśnie pojawili się w niej zewnętrzni konsultanci, których zadaniem jest poprawienie wyników efektywności. W naturalny sposób zatrudnionym pracownikom konsultanci z miejsca kojarzą się ze zwolnieniami. Szczególnie dotyczy to tych pracowników, którzy na własną efektywność nie zwracają przesadnej uwagi.
Posłuchajmy rozmowy pomiędzy kilkoma pracownikami firmy. Tom Smykowski jest osobą najbardziej zmartwioną obecnością konsultantów, pozostali starają się go uspokoić.
TOM: Hej, hej, chłopaki. Peter.
SAMIR: Czy to Smykowski?
TOM: Samir!
SAMIR: Co on tu robi?
MICHAEL: Prawdopodobnie pracuje na następny atak serca.
TOM: Wszędzie was szukam. Widzieliście to? Wiedziałem, wiedziałem.
PETER: Co, zebranie załogi, i co z tego?
TOM: Co z tego? Już po nas. Będę redukcje w Initechu.
SAMIR: Skąd wiesz? Co ty wygadujesz?
TOM: Skąd wiem? Ściągnęli konsultantów. Stąd wiem. O to właśnie chodzi w tym zebraniu załogi. Tak samo zaczęło się w Initrode w zeszłym roku. Czeka cię wywiad z tym konsultantem, nazywanym ekspertem ds. efektywności, który tak naprawdę sprawdza, czy się nadajesz do pracy na własnym stanowisku.
PETER: Co tydzień mówisz, że wylecisz. A cały czas tu jesteś.
MICHAEL: Nie tym razem. Tym razem wylecę na bruk. Będę musiał stać w kolejce po zasiłek razem z tymi wszystkimi nierobami.
http://153sceny.pl/inne-zawody-12/
Życie biurowe, USA 1999
Reżyseria: Mike Judge
Kolejna scena pokazuje, że Tom Smykowski rzeczywiście może czuć się zagrożony. Konsultanci dosyć szybko odkrywają, że jego praca jest zbędna. Potwierdza to ich status ekspertów ds. efektywności - przynajmniej w tym przypadku. Widać też, że nie wszystkie działania konsultantów są pozbawione sensu. Zobaczmy rozmowę Toma Smykowskiego z dwójką konsultantów, w której próbują ustalić, czym Tom tak naprawdę zajmuje się w pracy.
KONSULTANT 1: Twoja praca polega na tym, że odbierasz zamówienia od klientów i dostarczasz je programistom?
TOM: Tak, zgadza się.
KONSULTANT 2: Muszę zapytać. Dlaczego klienci nie mogą przekazywać zamówień bezpośrednio do programistów?
TOM: Powiem wam dlaczego. Ponieważ programiści nie potrafią radzić sobie z klientami.
KONSULTANT 1: A więc odbierasz zamówienia osobiście od klientów?
TOM: No więc... nie. To robi moja sekretarka. Ewentualnie są faksowane.
KONSULTANT 2: Ale osobiście dostarczasz je programistom?
TOM: No więc... nie. To znaczy czasami tak.
KONSULTANT 1: Więc co tu właściwie robisz?
TOM (podnosząc głos, a potem krzycząc): Posłuchajcie, już wam mówiłem. Rozmawiam z cholernymi klientami, żeby nie musieli tego robić programiści. Mam umiejętności interpersonalne! Mam doskonały kontakt z ludźmi! Nie rozumiecie tego? Co jest z wami nie tak?
http://153sceny.pl/inne-zawody-13/
Życie biurowe, USA 1999
Reżyseria: Mike Judge
Najlepiej jednak świat konsultantów opisuje serial Kłamstwa na sprzedaż. Dotychczas wyprodukowano cztery sezony, wszystkie opowiadają o przygodach czwórki konsultantów - Marty'ego, Jeanie, Clyde'a oraz Douga. Sam serial ma oczywiście charakter obyczajowy i opowiada po prostu o stosunkach między ludźmi: przyjaźniach, związkach, zdradach i codzienności. To wszystko dzieje się jednak wewnątrz firmy konsultingowej, co daje nam możliwość pewnego wglądu w ten świat, ze szczególnym uwzględnieniem tego, jak traktuje się w nim klientów. Producenci słusznie założyli, że część odbiorców może nie wiedzieć, na czym w ogóle polega praca konsultanta, zadbali więc o to, by w wielu odcinkach pojawiały się opisy tej pracy.
Poniżej adres strony, na której można znaleźć kilka drobnych fragmentów złożonych w jeden materiał.
http://153sceny.pl/inne-zawody-14/
Kłamstwa na sprzedaż, USA 2012-2016
Maklerzy
Giełda wciąga
Przed nami obraz świata giełdy, maklerów, papierów wartościowych. Nawet jeśli słabo się orientujemy w instrumentach pochodnych, lewarowaniu czy opcjach walutowych[34], to i tak chociaż raz w życiu widzieliśmy filmowy obraz tego świata.
Na początek szybki przegląd kilku materiałów, pokazujących, jaki jest filmowy świat giełdy. Zobaczymy cztery krótkie fragmenty, które pokażą nam energię tego świata, ale też jego bezwzględność, chamstwo, ostrość języka i sądów na temat biznesu.
Zacznę od sekwencji kilku scen, które pokazują, jak wygląda praca maklerów. Charakterystyczne jest to, że zawsze miejsce prowadzenia interesów giełdowych wiąże się z hałasem, krzykiem, chaosem, widokiem przekrzykujących się maklerów i gromad ludzi biegających - na pozór - bez składu i ładu. Tak jest zawsze, niezależnie od tego, czy spojrzymy na parkiet giełdowy czy na sale operacyjne w bankach i innych instytucjach tego rynku. Oczywiście, dzisiaj na giełdzie jest ciszej niż jeszcze dwadzieścia lat temu, ale nadal nie jest to spokojne miejsce[35]. Popatrzmy, jak to wygląda w filmach Wall Street, Ryzyko, Spekulant.
http://153sceny.pl/maklerzy-1/
Ryzyko, USA 2000
Reżyseria: Ben Younger
Wall Street, USA 1987
Reżyseria: Oliver Stone
Spekulant, Wielka Brytania 1999
Reżyseria: James Dearden
Teraz czas na drugą właściwość świata giełdy. Napisałem, że widzimy chaos i słyszymy hałas. Sprawdźmy, z jakich głosów składa się ten hałas. Posłużę się tu fragmentem Wilka z Wall Street. Jordan Belfort właśnie zaczyna poznawać Wall Street. Nie ma jeszcze licencji maklera, pracuje więc na rzecz bardziej doświadczonych kolegów i wykonuje telefony sprzedażowe. Pojawia się w biurze po raz pierwszy i z miejsca się zakochuje. Zachwyca go na przykład język, idealnie dopasowany do twardości prowadzonego tutaj biznesu. Jego słowa brzmią tak: : "Chcecie się dowiedzieć, jak brzmią pieniądze? Odwiedźcie parkiet giełdowy na Wall Street. "Pierdol", "jeb to", "kutas", "chuj", "pizda". Nie mogłem uwierzyć, jak ze sobą gadali. Uzależniłem się w kilka sekund".
http://153sceny.pl/maklerzy-2/
Wilk z Wall Street, USA 2013
Reżyseria: Martin Scorsese
Warto dodać, że w swojej karierze Jordan nie tylko zaakceptuje w pełni ten świat wulgarnego i bezpośredniego języka, lecz także dołoży sporo od siebie - alkohol i narkotyki, biurowe imprezy z prostytutkami, publiczne golenie maszynką włosów pracownic, które dostały za to premię, czy rzucanie karłami do tarczy.
Drugi fragment z tego samego filmu w zgrabny sposób pokazuje, jaka jest rola maklerów i jak powinna wyglądać współpraca pomiędzy maklerem a jego klientem. Jordan zostaje zaproszony na lunch (solidnie zakrapiany i doprawiany kokainą) przez bardziej doświadczonego kolegę o imieniu Mark. Mark tłumaczy mu, na czym polega sekret Wall Street.
MARK: Twoim zadaniem jest transfer pieniędzy z kieszeni klientów do twoich.
JORDAN: No tak, a jeśli klienci też na tym zarobią, skorzysta każdy, czy tak?
MARK: Nie. Pierwsza zasada Wall Street: nikt, nawet jeśli jesteś Warrenem albo Jimmym Buffettem, nikt nie wie, czy akcje pójdą w górę, w dół, w bok, czy będą robić kółka. A już na pewno nie maklerzy. Chodzi o "fugazi". Wiesz, co to jest?
JORDAN: Tak, to fałszywka.
MARK: Tak, to nie istnieje. Nigdy nie było na tej ziemi, nie ma go na tablicy pierwiastków, nie jest prawdziwe. Skup się. Niczego nie tworzymy ani nie budujemy niczego. Jeśli masz więc klienta, który kupił akcje za osiem, a teraz są po szesnaście, więc jest w pizdu szczęśliwy i chce je wypłacić, zabrać jebane pieniążki i zwiać do domu, nie pozwalasz mu na to. To by wszystko urzeczywistniło. Co więc robisz? Masz kolejny świetny pomysł. Wyjątkowy. Kolejna sytuacja, kolejna akcja, by zainwestował swój zarobek. I zrobi to za każdym razem, bo to jebany ćpun. A ty to tylko powtarzasz. Znowu i znowu. On tymczasem myśli, że ma w chuj kasy. Na papierze - faktycznie. Ale my, maklerzy? Zgarniamy tą prawdziwą forsę. Prowizje, skurwysynu!
JORDAN: No tak!
http://153sceny.pl/maklerzy-3/
Wilk z Wall Street, USA 2013
Reżyseria: Martin Scorsese
Za nami dwa fragmenty z popularnego Wilka z Wall Street, przed nami jeszcze kultowy film Wall Street. Trudno przecież charakteryzować świat giełdy bez odniesienia się do tego dzieła. Skończmy zatem słowami Gordona Gekko, rekina giełdowego, jednego z głównych bohaterów filmu. Wybrałem fragment, w którym Gekko broni idei giełdy przed grupą mniejszościowych udziałowców firmy, którą właśnie przejmuje. Tłumaczy wszystkim, że chęć zarabiania pieniędzy nie jest niczym złym.
GEKKO: Chodzi o to, panie i panowie, że chciwość, z braku lepszego słowa, jest dobra. Chciwość jest właściwa. Chciwość działa. Chciwość wyjaśnia, streszcza i wyraża esencję ducha ewolucji. Chciwość we wszystkich swych formach - życia, pieniędzy, miłości, wiedzy - popycha w górę rozwój ludzkości.
http://153sceny.pl/maklerzy-4/
Wall Street, USA 1987
Reżyseria: Oliver Stone
Film Wall Street doczekał się kontynuacji o tytule Wall Street: Pieniądz nigdy nie śpi. Gordon Gekko jest w nim autorem bestsellera, którego tytuł pochodzi właśnie z opisanego przeze mnie monologu - Chciwość jest dobra.
My i oni
W wielu filmach opisujących świat spółek giełdowych pojawia się wspólny rys wprowadzający podział na "nas" i "nich". "My" - to ludzie zajmujący się akcjami, giełdą, inwestycjami, skomplikowanymi machinacjami. "Oni" - to klienci, którzy jedynie korzystają z naszych usług, którym umożliwiamy osiąganie celów życiowych. My rozumiemy więcej i być może jesteśmy odpowiedzialni za kryzysy giełdowe, a oni są odpowiedzialni za swoje decyzje i za to, że chcą żyć ponad stan. My podejmujemy czasem ryzyko i złe decyzje, oni są ich ofiarami.
Taką scenę widzimy w filmie Chciwość. Rozmawia ze sobą dwóch maklerów, młody Seth i bardziej doświadczony Will. Rozmowa toczy się o poranku, w dniu, w którym zacznie się kryzys 2008 roku. Ta dwójka bohaterów już o tym wie, świat zewnętrzny nie ma o niczym pojęcia. Jeszcze nie otwarto giełdy, więc nikt na zewnątrz nie wie, że dzień będzie szczególnie ciekawy. Seth pyta Willa, jak będzie wyglądała przyszłość. Ładnie rozmawiają o tym, na czym polega podział na normalnych ludzi i ludzi żyjących z giełdy.
SETH: To naprawdę odbije się na ludziach?
WILL: Tak, odbije się na ludziach jak ja.
SETH: Nie, nie, mówię o prawdziwych ludziach.
WILL: Jezu, Seth. Jeśli chcesz się tym zajmować w życiu, to musisz wierzyć, że jesteś niezbędny. I naprawdę jesteś. Ludzie chcą żyć w ten sposób, mając supersamochody, ogromne domy, na które ich nie stać. I wtedy ty jesteś niezbędny. Jedynym powodem, dlaczego mogą nadal żyć jak królowie, jest to, że nasze palce przechylają szale na ich korzyść. Jak tylko zabiorę moją rękę, bardzo szybko zapanuje na całym świecie pieprzona sprawiedliwość i nikt cię o nic nie poprosi. Oni chcą tego, co my im dajemy. Ale również chcą zgrywać niewinnych i udawać, że nie mają pojęcia, skąd to się bierze. To jest więcej hipokryzji, niż ja jestem w stanie połknąć. Tak więc jebać ich. Jebać normalnych ludzi! A wiesz, co jest najśmieszniejsze? Jutro, jak wszystko wyjdzie na jaw, oni nas ukrzyżują z powodu lekkomyślności.(...)
SETH: Myślisz, że możemy się mylić?
WILL: Nie, oni wszyscy mają przejebane.
http://153sceny.pl/maklerzy-5/
Chciwość, USA 2011
Reżyseria: J.C. Chandor
W tym fragmencie pojawia się sugestia, jakoby ludzie giełdy wiedzieli więcej od przeciętnych ludzi, byli mądrzejsi. Jakby to oni byli aktorami w grze, w której pozostała część społeczeństwa jest tylko widownią. Rzeczywistość nie jest jednak taka prosta.
Nikt nic nie wie
Poprzedni fragment pokazywał, jak w oczach maklerów wygląda świat: społeczeństwo dzieli się na tych, którzy wiedzą więcej i wiedzą mniej; na bardziej świadomych użytkowników rynku finansowego i mniej wyrobionych; na tych, którzy jedynie korzystają z systemu, i na tych, którzy potrafią przewidzieć, co się wydarzy.
W kolejnym fragmencie zobaczysz, że nawet ci, którzy wyglądają na lepiej zorientowanych, nie rozumieją nic z rynku finansowego. W obliczu kryzysów są równie bezradni - mogą tylko reagować na to, co się dzieje. Poniższa rozmowa pochodzi z filmu Chciwość. Właśnie skończył się pierwszy dzień kryzysu 2008 roku. Ten dzień, który opisywałem w poprzednim punkcie. W biurowcu firmy spotykają się właściciel firmy John oraz Sam, doświadczony szef zespołu maklerów. Sam właśnie przeprowadził trudną operację, ratującą częściowo firmę Johna, ale de facto wywołującą kryzys o szerokim zasięgu. John przyjmuje to z dużym spokojem, Sama dopadają wyrzuty sumienia. Zastanawia się nad tym, jakim cudem udało im się nie zauważyć nadchodzących turbulencji.
SAM: Tylko się zastanawiam, jak mogliśmy to aż tak bardzo spieprzyć?
JOHN: Kiedy zacząłeś się tak nad sobą rozczulać? Nie da się tego znieść. Może i puściliśmy kilka osób z torbami. Tu chodzi o kasę. Robiłeś dokładnie to samo codziennie przez prawie czterdzieści lat, Sam. Jeśli tu nie chodzi o kasę, to o co niby innego? To tylko pieniądze. Wszystko jest wymyślone. Kawałek papieru z wizerunkiem, żebyśmy nie musieli zabijać się nawzajem, żeby zdobyć coś do jedzenia. To nie jest złe. I definitywnie dzisiejszy dzień nie różni się od wszystkich poprzednich. 1637, 1797, 1819, 37, 57, 84, 1901, 07, 29, 1937, 1974, 1987... Jezu, wtedy dopiero dostałem po tyłku. 92, 97, 2000 i jakkolwiek chcesz nazwać dzień dzisiejszy. To wszystko dzieje się w kółko i nie możemy nic z tym zrobić. Chcielibyśmy to kontrolować, zatrzymać, zwolnić. Nawet tego nie mogliśmy zwolnić. My tylko reagujemy. Robimy na tym duże pieniądze, jeśli robimy to dobrze. Albo lądujemy na złym torze, jak zrobimy coś źle. Zawsze był i zawsze będzie taki sam procent zwycięzców i przegranych. Wesołych popaprańców i smutnych nieudaczników. Grubych kotów i głodujących psów. Tak, może mieliśmy dzisiaj przewagę, ale stosunek procentowy pozostanie taki sam.
http://153sceny.pl/maklerzy-6/
Chciwość, USA 2011
Reżyseria: J.C. Chandor
Johna i Sama grają Jeremy Irons oraz Kevin Spacey (chyba jeden z najczęściej pojawiających się aktorów na łamach tej książki). To dodatkowy powód, by zainteresować się całym filmem.
Finansowa mafia
Teraz drobny fragment pochodzący z filmu Zbyt wielcy, by upaść. Film opowiada o kulisach kryzysu 2008 roku i działaniach amerykańskiego sekretarza skarbu Henry'ego Paulsona między sierpniem a październikiem 2008 roku. Paulson w imieniu rządu amerykańskiego stara się zapanować nad kryzysem, który zaczyna się niewypłacalnością banku Lehman Brothers. Cały film opisuje działania, które podejmował, z niemal dokumentalnym podejściem do tematu.
Tytuł nawiązuje do teorii ekonomicznej, zgodnie z którą pewne bardzo duże firmy na rynku, szczególnie finansowym, nie mogą upaść, ponieważ spowodowałoby to katastrofę na skalę światową. Henry Paulson zdaje się kierować tą logiką, gdy walczy o stabilność systemu finansowego wszelkimi sposobami.
A oto scena, w której Paulson zaprasza na spotkanie szefów największych banków działających na rynku. Paulson zza kadru komentuje w kilku słowach każdą z przyjeżdżających postaci.
(JAMIE DIMON, JP Morgan Chase)
Jamie jest sprytny. Nie ma za wielu pieniędzy, którymi może obracać, odkąd kupił Bear[36].
(LLOYD BLANKFEIN, Goldman Sachs)
Lloyd jest gwiazdą. Najmądrzejszy sprzedawca w dzielnicy. A to, że byłem kiedyś jego szefem, nie oznacza, że będzie mnie słuchał.
(JOHN MACK, Morgan Stanley)
John Mack kiedyś biegał po parkiecie, krzycząc: "W wodzie jest krew! Zabijmy dziś kogoś". Jest walczakiem.
(JOHN THAIN, Merrill Lynch)
Thain był moim numerem dwa w Goldmanie. Jest samolubny. Jest pragmatyczny. Wie, że jeśli Lehman upadnie, Merrill będzie następny.
(VIKRAM PANDIT, Citygroup)
Vikram Pandit jest nowym człowiekiem w Citygroup. Nikt nie wie, czy to on rządzi w City, czy City rządzi nim.
http://153sceny.pl/maklerzy-7/
Zbyt wielcy, by upaść, USA 2011
Reżyseria: Curtis Hanson
Ciekawa jest sama konstrukcja tej sceny i jej dynamika - jakby żywcem wyjęte z filmów gangsterskich, pokazujących spotkania szefów mafii. Szefowie poszczególnych rodzin mafijnych (w tym przypadku banków) wchodzą do budynku od zaplecza, przez magazyn. Wszyscy są spięci. Wnętrza, w których się spotykają, toną w półmroku, każdy gracz stara się mieć poważną minę i dobrze wypaść na tle pozostałych. Zresztą także sposób, w jaki Paulson charakteryzuje każdą z postaci, przywodzi na myśl takie klasyczne sceny jak ta z Chłopców z ferajny[37]. Tam Henry Hill przedstawia widzom kolejno kolegów mafiosów, podczas gdy kamera krąży od jednego do drugiego. Tutaj jest podobnie.
Złote spadochrony
No to jeszcze raz o podziałach na "nas" i "nich", tym razem w innej odsłonie. Kryzys 2008 roku wydobył na światło dzienne spór pomiędzy światem zwykłych ludzi i światem amerykańskiej finansjery. Wielu zwykłych ludzi zadawało sobie pytanie, dlaczego rząd ma inwestować ogromne środki w ratowanie banków, podczas gdy one same są odpowiedzialne za to, co się wydarzyło. W pewnym momencie jasne stało się, że rząd pracuje nad planem poprawy sytuacji banków (i tym samym nad ratowaniem całego systemu finansowego). Jednocześnie zwykli ludzie zrozumieli, w jaki sposób kryzys powstał i w jak dużym stopniu odpowiedzialni za jego wywołanie są sami bankierzy. Na Wall Street zaczęły się protesty. Do ludzi dotarły m.in. informacje o tym, jak wielkie premie otrzymywali pracownicy banków, doprowadzający system na skraj przepaści. Żeby oddać atmosferę tamtych dni, wystarczy jedno zdjęcie - hasło pokazywane bankierom siedzącym w swoich wysokich biurowcach, z czytelnym przesłaniem, co powinni zrobić[38].
Banki miały dostać wsparcie od rządu. Celem wsparcia miało być uruchomienie akcji kredytowej, żeby zwykli ludzie byli w stanie sfinansować konsumpcję i tym sposobem pobudzić rynek. Oczywiście rząd chciał się zabezpieczyć przed wyrzuceniem tych pieniędzy w błoto. Poniżej fragment filmu Zbyt wielcy, by upaść, w którym przedstawiciele skarbu i banków rozmawiają ze sobą na temat premii i złotych spadochronów.
JOHN THAIN (Merrill Lynch): Jakie możecie zagwarantować zabezpieczenia przez zmianami w polityce wynagrodzeń? Rząd chce być częściowym właścicielem, ale czy to oznacza, że będzie nam dyktował warunki wynagradzania?
HENRY PAULSON (sekretarz skarbu USA): John, czy ty mnie właśnie pytasz o swoją premię?
JOHN THAIN: Prowadzę firmę. Jeśli FED powie mi, że nie mogę płacić w konkurencyjny sposób za talenty, uruchomicie największy drenaż talentów, jaki ten kraj widział. Czy tak chcecie prowadzić banki?
TIMOTHY GHEITNER (Bank Rezerwy Federalnej): Dopóki pieniądze pochodzą ze skarbu państwa, będą ograniczenia w redukcji podatków i złotych spadochronach.
JOHN THAIN: O, proszę, o tym właśnie mówię.
BEN BERNANKE (Szef Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej): Nie rozumiem, dlaczego musimy teraz o tym rozmawiać. Kraj stoi przed największym kryzysem ekonomicznym od czasów Wielkiej Depresji. Jeśli system finansowy runie, wszystkich was pociągnie za sobą.
http://153sceny.pl/maklerzy-8/
Zbyt wielcy, by upaść, USA 2011
Reżyseria: Curtis Hanson
Dobrym komentarzem do tego, jak sprawa złotych spadochronów potoczyła się dalej, są trzy małe fragmenty filmu. W pierwszym rozmawiają ze sobą pracownicy Paulsona. Wydaje się, że bankierzy podpiszą porozumienie, w którym skarb państwa zainwestuje w nich ogromne środki. Pracownicy zastanawiają się, jakie ograniczenia w sposobie wydawania tych środków wpisać do umowy. Paulson twierdzi, że banki nie zgodzą się na ostre zapisy. Michele Davis, pracowniczka Paulsona odpowiedzialna za PR, komentuje to zdaniem: "Oni nieomal położyli na łopatki całą amerykańską ekonomię, jaką znamy. A kiedy chcemy im nałożyć pewne ograniczenia na to, jak mają wydać 125 miliardów dolarów, które im dajemy, oni mogą tej pomocy nie przyjąć?".
W drugim Ben Bernanke (Szef Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej) rozmawia z Henrym Paulsonem. Mówi do niego: "Mam nadzieję, że wydadzą te pieniądze tak, jak o to prosiliśmy. Pożyczą je ludziom, uruchomią kredyty?". Paulson odpowiada: "Oczywiście, że to zrobią, oczywiście". I są to ostatnie słowa wypowiadane w filmie.
Ostatni komentarz dopisało życie. Pojawia się on w napisach po zakończeniu filmu, zaraz po słowach Paulsona. Brzmi tak: "Banki uruchomiły mniej kredytów i rynek nadal się staczał. Bezrobocie wzrosło do 10%, miliony rodzin straciły swoje domy".
Spekulant
Wśród filmów opisujących świat giełdy wiele ma charakter niemal dokumentalny - są mocno oparte na realnych wydarzeniach rynkowych. O kilku z nich już pisałem. Istnieje też grupa filmów w zasadzie biograficznych, takich jak Wilk z Wall Street, którego bohaterem jest Jordan Belfort. Tego typu filmem jest też Spekulant, angielski film z 1999 roku.
Ewan McGregor gra w nim Nicka Leesona, maklera pracującego dla Barings Bank. To jeden z najstarszych brytyjskich banków, założony w 1762 roku. Nick Leeson pracował w singapurskiej filii banku i handlował instrumentami pochodnymi. Robił to na tyle ryzykownie, że ostatecznie w 1995 roku doprowadził do upadłości całego, istniejącego przez kilka stuleci banku.
Co ciekawe, dla Nicka giełda była czymś w rodzaju kasyna - był bardziej hazardzistą niż "inżynierem" finansów. Prowadził swoje inwestycje w taki sposób, że sam nie zyskał na tym ani grosza. Nie chodziło mu o świadome doprowadzenie banku do upadku przez wyprowadzenie z niego znacznych sum. Po prostu grał, grał, aż zgrał się do zera. Kiedy wiedział już, że straty są niewyobrażalne (sięgały 827 milionów funtów), zostawił wiadomość o treści: "I'm sorry" i uciekł z Singapuru.
Fascynujące jest to, że działania jednej osoby potrafiły doprowadzić do upadku wielkiej i nobliwej instytucji finansowej. Bank, który w 1802 roku współfinansował zakup Luizjany za 15 milionów dolarów, w 1995 roku został przejęty przez ING za funta.
Trudno jest wyróżnić jakieś specyficzne sceny tego filmu, warto po prostu zobaczyć całość. Poniżej krótki zwiastun.
http://153sceny.pl/maklerzy-9/
Spekulant, Wielka Brytania 1999
Reżyseria: James Dearden
Życie naśladuje sztukę
W całej książce przyglądam się temu, jak portretowany jest biznes w dziełach kultury masowej, jak wyglądają związki pomiędzy życiem a filmami, serialami i innymi artefaktami. Najczęściej jest tak, że to filmy opowiadają o życiu, czerpią z tego, co jest wspólnym doświadczeniem ludzi, i pokazują im to na ekranie. Jednak czasem bywa i tak, że to życie wzoruje się na przykładach filmowych i prawdziwi ludzie zaczynają powielać w swojej codzienności pewne teksty czy zachowania. Więcej napiszę o tym w podsumowaniu książki.
W filmie rzadko można natknąć się za to na scenę, w której bohaterowie wykonujący jakiś zawód oglądają film o ich własnym środowisku. Wyjątkiem jest film Ryzyko. Napiszę tu o dwóch wartych uwagi scenach. W pierwszej z nich Greg, doświadczony sprzedawca - makler giełdowy, tłumaczy młodemu adeptowi, Sethowi, na czym polega sprzedaż akcji w firmie JT Marlin. Opowiada mu o tym, że nie warto sprzedawać akcji kobietom, bo będą dzwonić codziennie i pytać, jak wygląda kurs, i o tym, że trzeba się przykładać do każdej rozmowy. Powołuje się tu na przykład z innego filmu o sprzedawcach.
GREG: Widziałeś Glengarry Glen Ross?
SETH: Tak.
GREG: Znasz ABC?
SETH: Tak. Always Be Closing[39].
GREG: Dokładnie!
http://153sceny.pl/maklerzy-10/
Ryzyko, USA 2000
Reżyseria: Ben Younger
Jeszcze lepsza jest druga scena, w której Seth zostaje zaproszony na wieczorne spotkanie w domu jednego z bardziej doświadczonych kolegów. Kiedy wchodzi do salonu, zastaje grupę maklerów siedzących przy pizzy i piwie. Wszyscy oglądają film wideo. Filmem jest Wall Street, legendarny obraz portretujący rynek finansowy. Bohaterowie patrzą z zachwytem na Gordona Gekko w jednej z pierwszych scen filmu. Gekko wydaje się ich bohaterem, rekinem Wall Street, podczas gdy oni pracują w szemranej firmie gdzieś na Long Island. Wszyscy zgromadzeni bawią się doskonale, na głos deklamują całe zdania wypowiadane przez Gordona, odgrywają sceny znane z filmu. Co ważniejsze, widać, że nie robią tego po raz pierwszy.
http://153sceny.pl/maklerzy-11/
Ryzyko, USA 2000
Reżyseria: Ben Younger
Sprzedawcy
Sprzedaż nie jest spełnieniem marzeń
Tradycyjnie sprzedaż nie jest postrzegana jako spełnienie marzeń zawodowych. Pewnie składa się na to milion powodów. Sprzedaż kojarzy się ze światem manipulacji i naciągania klienta, nachalną akwizycją, zaczepianiem obcych i wciskaniem im towaru.
Na pewno dokładnie w taki sposób patrzy na to Carl Fox, ojciec Buda Foksa, jednego z głównym bohaterów filmu Wall Street. Bud pracuje jako makler giełdowy, Carl, jego ojciec, jest mechanikiem w liniach lotniczych Blue Star (w których kiedyś dorywczo pracował też Bud). Poniżej jedna z pierwszych scen filmu. Bud rozmawia ze swoim ojcem, ten bez ogródek wytyka mu rodzaj pracy. Co ciekawe, w tych dwóch rolach faktycznie obsadzono ojca i syna - Martina Sheena i Charliego Scheena.
CARL: Robią ci się worki pod oczami, jak u staruszka.
BUD: Miałem ciężki dzień. Jakiś kretyn dał mi NCCZ. Muszę pokryć jego straty.
CARL: Mów po ludzku.
BUD: NCCZ - Nie Chcę Cię Znać. Wyparł się mnie, drań, po tym, jak spadły jego akcje.
CARL: Mówiłem, żebyś nie brał się za to kanciarstwo. Mogłeś zostać lekarzem albo prawnikiem. Gdybyś został w Blue Star, byłbyś dziś menedżerem, a nie sprzedawcą.
BUD: Tato, ile razy mam ci powtarzać. Nie jestem sprzedawcą, jestem kierownikiem ds. kluczowych klientów. Już niedługo przechodzę do bankowości inwestycyjnej.
CARL: Dzwonisz do obcych i wyciągasz od nich pieniądze, czy tak? Jesteś sprzedawcą!
http://153sceny.pl/sprzedawcy-1/
Wall Street, USA 1987
Reżyseria: Oliver Stone
Telefon jako narzędzie pracy sprzedawcy
Na początek dwa fragmenty pokazujące, jak prostymi zasadami rządzi się świat sprzedaży. Z grubsza chodzi o to, żeby chwycić za telefon i dzwonić do klientów. Prosto i logicznie mówi o tym Chris Gardner, główny bohater filmu W pogoni za szczęściem. Gardner dostaje się na staż dla maklerów giełdowych. Jednym z jego zadań jest wykonywanie telefonów sprzedażowych, które mają przyciągnąć do firmy kolejnych klientów. W jego rozumieniu sprzedaż polega na prostej sekwencji czynności: : "To było proste. X rozmów telefonicznych równa się X szans sprzedażowych. X szans sprzedażowych równa się X klientów. X klientów równa się X dolarów w kieszeni firmy".
http://153sceny.pl/sprzedawcy-2/
W pogoni za szczęściem, USA 2006
Reżyseria: Gabriele Muccino
Podobnie o roli telefonu w pracy sprzedawcy mówi Jordan Belfort, mocno kontrowersyjna postać amerykańskiego rynku kapitałowego, tytułowy wilk z Wilk z Wall Street, gdy próbuje zmotywować pracowników do tego, żeby czynili z telefonów właściwy użytek.
JORDAN BELFORT: Posłuchajcie. Widzicie te czarne pudełka? To telefony. Zdradzę wam mały sekret na ich temat. Same nie zadzwonią. Bez was są tylko bezużytecznym badziewiem z plastiku. Jak naładowany M16 bez żołnierza, który pociągnie za spust. Ten telefon jest zależny od was, wytrenowanych Strattonitów. Morderców, dla których nie istnieje słowo "nie". Jebanych wojowników, którzy nie odłożą słuchawki, póki klient nie kupi bądź nie odjebane kity! Dlatego słuchajcie mnie uważnie. Macie debet na karcie kredytowej? Świetnie! Chwytajcie słuchawki i dzwońcie! Chcą was eksmitować? Świetnie! Chwytajcie słuchawki i dzwońcie! Laska ma was za jebanego frajera? Świetnie! Chwytajcie słuchawki i dzwońcie! Uporajcie się z problemami, stając się bogaczami! Chwyćcie za słuchawki i wprowadźcie w czyn to, czego was nauczyłem, a zrobię z was większych bogaczy niż większość dyrektorów w pierdolonej Ameryce.
http://153sceny.pl/sprzedawcy-3/
Wilk z Wall Street, USA 2013
Reżyseria: Martin Scorsese
Te dwa przykłady pokazują, że sprzedaż może być postrzegana jako bardzo proste działanie, w którym sukces zależy jedynie od liczby podejmowanych prób. Co ciekawe, kiedy pojawia się w Polsce Brian Tracy, jeden z najbardziej znanych na świecie ludzi sprzedaży, zawsze mówi, że żeby zwiększyć sprzedaż dwukrotnie, trzeba po prostu dwa razy więcej dzwonić.
Najlepsza gadka sprzedażowa
Kino często podsuwa nam obraz spektakularnych rozmów sprzedawcy z klientem. Sytuacji, w których początkowo niechętny klient jest urabiany, przekonywany, manipulowany tak, że ostatecznie godzi się skorzystać z oferty. W tych scenach pojawia się coś, co w Stanach nazywane jest hard sell, czyli sprzedaż, która opiera się na mocnej perswazji i nie kłopocze się takimi szczegółami jak to, czy klient potrzebuje danego produktu.
Pierwszy fragment, który chcę pokazać, pochodzi z filmu Wilk z Wall Street. Jordan Belfort zaczyna pracę na giełdzie i dostaje licencję maklera. Niestety, pierwszy dzień jego pracy przypada na czarny poniedziałek (19.10.1987), czyli dzień, w którym indeksy giełdowe w Stanach spadły o 22%. Kończy się wtedy jego kariera na Wall Street, a zaczyna praca w firmie sprzedającej śmieciowe akcje, działającej na granicy prawa, gdzieś poza centrum Nowego Jorku. Zobaczmy scenę, w której wykonuje w swojej nowej firmie pierwszy telefon sprzedażowy i próbuje zainteresować klienta akcjami firmy Aerotyne International (czyli mieszczącego się w garażu warsztatu prowadzonego przez dwóch braci). Jak się okaże, robi to naprawdę skutecznie, czym wprawia w zdumienie swoich nowych kolegów z pracy.
JORDAN BELFORT: Witaj, John. Jak się dzisiaj miewasz? Kilka tygodni temu przesłałeś do naszej firmy pocztówkę, prosząc o informacje na temat akcji groszowych z dużym potencjałem wzrostu i niskim ryzykiem spadku. Kojarzysz?
KLIENT: Tak, możliwe.
JORDAN: Świetnie. Dzwonię dzisiaj, bo coś właśnie wpadło mi w oko, John. To może być najlepsza okazja od pół roku. Poświęć mi minutę, a wszystko ci opowiem.
KLIENT: Jestem w sumie zajęty.
JORDAN: Chodzi o Aerotyne International. To nowatorskie przedsiębiorstwo technologiczne ze Środkowego Zachodu, oczekujące na bliskie przyznanie patentu na produkcję antyradarów nowej generacji, które będą mieć zastosowanie zarówno w wojsku, jak i dla cywilów. A teraz słuchaj, John. W obrocie pozagiełdowym akcje kosztują dziesięć centów. I przy okazji, John, według naszego analityka będą piąć się wysoko w górę. Przy zainwestowaniu ledwie sześciu tysięcy zyskasz nawet do sześćdziesięciu!
KLIENT: Jezu, to moja hipoteka!
JORDAN: Dokładnie, mógłbyś ją spłacić. John, jedno mogę ci obiecać. Nawet na tym rynku proszę swych klientów, by oceniali mnie nie po zwycięstwach, ale po moich porażkach, jako że jest ich tak niewiele. A w przypadku Aerotyne, biorąc pod uwagę każdy możliwy czynnik, czeka nas coś wielkiego.
KLIENT: Dobra, dam cztery tysiące.
JORDAN: To 40 tysięcy akcji, John. Pozwól, że zatwierdzę transakcję, a moja sekretarka oddzwoni ze szczegółami. W porządku, John?
KLIENT: Jak najbardziej.
JORDAN: Dziękuję za twoje zaufanie i witamy w Centrum Inwestorów.
KLIENT: Jasne, wielkie dzięki.
JORDAN: Trzymaj się.
http://153sceny.pl/sprzedawcy-3/
Wilk z Wall Street, USA 2013
Reżyseria: Martin Scorsese
Podobny fragment znajdziemy w filmie Ryzyko. Akcja toczy się w firmie JT Marlin, handlującej akcjami podobnymi do tych w poprzednim fragmencie. Zresztą charakterystyczne jest to, że zarówno firma, w której pracę zaczyna Jordan Belfort, jak i JT Marlin mieszczą się nie na Wall Street, ale na Long Island. Chris Varick, jeden z maklerów, dzwoni do klienta, by przekonać go do kupna akcji. Rozmowie przysłuchuje się całe biuro.
CHRIS: Witam, dr Jacobs? Chris Marlin z JT Marlin.
KLIENT: Marlin?
CHRIS: Zgadza się. To mój ojciec. Mój pracownik powiedział mi, że jest pan zainteresowany naszą ofertą.
KLIENT: Tak. M.S.C. może brzmieć interesująco.
CHRIS: Może? "Może" nie sprzedaje akcji jak M.S.C., dr Jacobs. Mówimy tu o dużych zyskach.
KLIENT: Moi ludzie muszą to sprawdzić.
CHRIS: W porządku, doktorze, jeśli woli pan patrzeć, jak pańscy koledzy się wzbogacają... Proszę się rozłączyć.
KLIENT: Chwileczkę. Chciałbym o tym porozmawiać.
CHRIS: Szczerze, nie mam czasu. W firmie teraz wrze jak w ulu. Te akcje oszalały. Otworzę drzwi od mojego gabinetu.
(Pozostali pracownicy robią hałas).
KLIENT: O mój Boże!
CHRIS: Słyszał pan, doktorze? To mój parkiet. Muszę jeszcze zadzwonić do miliona innych doktorów. Nie mam czasu na rozmowę teraz.
KLIENT: OK, OK. Zróbmy to.
CHRIS: Jest pan nowym klientem, więc 2000 akcji to wartość maksymalna.
KLIENT: 2000? Oszalał pan? Nie myślałem o aż takiej ilości. 2000? Jezus! Tak z ciekawości, dlaczego nie więcej?
CHRIS: Cóż, najpierw musimy poznać klienta, zanim zaczniemy prawdziwy handel. Proszę pozwolić, żebyśmy zarobili na tej małej transakcji, a potem przejdziemy do poważniejszych rzeczy.
KLIENT: Brzmi nieźle. Biorę 2000.
CHRIS: Załatwione.
KLIENT: Na pewno nie mogę więcej?
CHRIS: Przykro mi, dr Jacobs. Nie mogę.
KLIENT: Dobrze. Zaczniemy od tego zatem.
CHRIS: Obiecuję, że następnym razem nie będzie ograniczeń. Czy potwierdzenie mam przesłać do biura czy do posiadłości?
KLIENT: Bardzo zabawne, Mr. Marlin.
CHRIS: Łączę pana z moją sekretarką. To była przyjemność robić z panem interesy.
http://153sceny.pl/sprzedawcy-5/
Ryzyko, USA 2000
Reżyseria: Ben Younger
Można doceniać kunszt sprzedawców z tych dwóch rozmów. W kolejnym fragmencie zobaczymy jednak prawdziwe arcydzieła manipulacji i najlepszą, moim zdaniem, scenę sprzedaży.
Magiczne techniki sprzedawców
Przykłady opisywane w poprzednim punkcie pokazywały, jak skuteczny sprzedawca prowadzi rozmowę, by zapewnić sobie sukces. Oczywiście mnóstwo w tych rozmowach niedomówień, zagrywek sprzedażowych, ściemy mniejszej lub większej. Nieetyczna sprzedaż często pokazywana jest bardziej dosłownie: jako oszustwo w czystej formie.
Przykłady pochodzą z filmu Wet za wet, którego akcja toczy się w 1963 roku. Film opowiada o konflikcie dwóch sprzedawców. Wszystko zaczyna się od stłuczki samochodowej, w której biorą udział dwaj domokrążcy, pracujący w tej samej branży. Obaj zajmują się sprzedażą aluminiowych fasad budynków. Rozwój tego konfliktu wart jest zobaczenia (plus Danny DeVito oraz Richard Dreyfuss w roli skłóconych sprzedawców). Z perspektywy tej książki szczególnie ciekawe są liczne sceny, w których sprzedawcy sidingu oszukują klientów po to, żeby zdecydowali się oni na zakup. Zresztą w filmie pojawia się w końcu komisja rządowa, która ma walczyć z podobnymi praktykami i odbierać sprzedawcom licencje.
Kilka ciekawych technik:
Sprzedawca umawia się na spotkanie. Podczas niego daje klientom absurdalnie duże rabaty, praktycznie rozdaje usługi firmy za darmo. Zadowoleni klienci żegnają go w drzwiach, sprzedawca wychodzi. Jakiś czas później pojawia się drugi sprzedawca i tłumaczy, że jego kolegę dopadło załamanie nerwowe, stracił rozum i dlatego tak chętnie rozdawał produkty za tak niewielkie pieniądze. Tłumaczy, że oczywiście trzeba będzie zapłacić więcej, w innym wypadku jego biedny kolega zostanie zwolniony i wyląduje na ulicy. Klienci oczywiście się zgadzają. Żeby przekonać klientów do kupienia aluminiowego sidingu, sprzedawca proponuje transakcję wiązaną. Jeśli klienci zdecydują się na remont budynku, wielu potencjalnych kolejnych klientów to zauważy, ponieważ dom stoi w dobrej lokalizacji. Sprzedawca obiecuje więc, że za każdego klienta, który zgłosi się do firmy, gdy zobaczy tak pięknie odnowiony dom, zapłaci właścicielom domu 200 dolarów. Na poparcie tych słów z góry płaci 400 dolarów, za dwa pierwsze polecenia. Oczywiście kolejnych poleceń nie będzie. Sprzedawca upuszcza na ziemię banknot - tak, żeby klient tego nie widział. Później podnosi go i oddaje klientowi, twierdząc, że to jego zguba. Klient zaprzecza, sprzedawca oponuje i przysięga, że te pieniądze nie należą do niego. Niezależnie od tego, kto ostatecznie zabierze banknot - w oczach klienta sprzedawca zyskuje opinię ekstremalnie uczciwego.
Na koniec zapis mojej ulubionej techniki. Dwójka sprzedawców (Moe oraz BB) rozkłada na trawniku przed domem potencjalnych klientów aparat fotograficzny. Wyglądają, jakby przygotowywali się do profesjonalnej sesji zdjęciowej. W pewnym momencie wychodzi pani domu i zaczyna się rozmowa.
PANI DOMU: Dzień dobry. Co panowie tutaj robią?
MOE: Mamy nadzieję, że nie przeszkadzamy. Jesteśmy z magazynu "Life". To zajmie tylko chwilkę.
BB: Muszę przesunąć aparat o pół metra.
PANI DOMU: Co to znaczy, że jesteście z magazynu "Life"?
BB: Jeszcze dwie minutki, proszę pani. I ruszamy dalej. Potrzebujemy po prostu kilku zdjęć do magazynu. I nie będziemy dalej niepokoić.
PANI DOMU: Magazyn "Life" jest na moim trawniku?
BB: Tak, dokładnie. Widzi pani, robimy materiał o korzyściach z aluminiowego sidingu. Wie pani, taki materiał pokazujący dom przed i po remoncie.
PANI DOMU: Zdjęcia przed?
MOE: Tak. Czytelnicy zobaczą pani dom, a później dom z aluminiowym sidingiem. Ten drugi dom będzie wyglądał dużo piękniej.
PANI DOMU: W magazynie "Life"?
MOE: Tak, specjalne wydanie na temat ulepszeń domów, o sposobach upiększania domów.
BB: O tak, to będzie fantastyczne wydanie. Jeden z najlepszych numerów, jakie zrobiliśmy w "Life". Wie pani, o ulepszaniu domów.
MOE: O.. to będzie wyglądało naprawdę dobrze, BB.
PANI DOMU: Nasz dom będzie domem "przed" w magazynie "Life"? Oszalał pan? Trzymamy "Life" na stoliku do kawy. Czy mój dom nie może być domem "po"?
BB: Nie, nie, o, to takie słodkie. Nie, dziękujemy. Ale mamy już wybrany dom "po". Ma aluminiowy siding. Wygląda dokładnie jak pani dom, ale o wiele piękniej.
MOE: O tak, widać wyraźnie, jak taki dom mógłby wyglądać.
PANI DOMU: A ile to kosztuje?
BB: Co?
PANI DOMU: No, to...
BB: A... aluminiowy siding? Nie wiem w sumie. Wiesz coś o kosztach?
MOE: Nie, ale myślę, że to jakieś rozsądne pieniądze.
PANI DOMU: Więc czy możemy zrobić tak, żeby mój dom był w sekcji "po", a wy znajdziecie sobie inny dom do części "przed"?
BB: Co pani ma na myśli? Myśli pani... aha... chce pani, że domem "po" był pani dom z aluminiowym sidingiem. A my znajdziemy sobie podobny dom do sekcji "przed".
PANI DOMU: Czy to możliwe?
BB: Hmm, nie wiem, czy możemy tak zrobić. Co myślisz?
MOE: Nie wiem. Hmm, no OK. O której pani mąż wraca z pracy? Musiałby porozmawiać o kosztach ze sprzedawcą. Oczywiście jeśli jakiś będzie dzisiaj dostępny.
PANI DOMU: Jerry będzie w domu około piątej.
http://153sceny.pl/sprzedawcy-6/
Wet za wet, USA 1987
Reżyseria: Barry Levinson
Scena kończy się rozmową małżeństwa ze sprzedawcą sidingu. Pada cena 3700 dolarów za remont, którą mąż przerażonym tonem powtarza na głos. Żona kwituje to słowami: "Kochanie, będziemy w magazynie "Life"!".
Jak sprzedać gumy do żucia (a nie papierosy)
Skoro rozmawiamy o sprzedaży, nie sposób pominąć filmu Kevina Smitha Sprzedawcy. Akcja toczy się w typowym sklepie spożywczym gdzieś na amerykańskim przedmieściu. To o tyle ważne, że bohaterami nie są przedstawiciele handlowi aktywnie poszukujący klientów. Nie żyją z prowizji, nie wiszą na telefonach, nie dzwonią do nieznanych sobie klientów. Bliżej im do ekspedientów, czekających za ladą na klientów.
Główny bohater, Dante, ma właśnie niespodziewany dyżur w sklepie. Dzień pełen wyzwań zaczyna się od wizyty przedstawiciela handlowego producenta gum do żucia Chewlies. Fragment pokazuje, jak może radzić sobie sprzedawca na bardzo konkurencyjnym rynku. Przedstawiciel wchodzi do sklepu, kupuje kawę, pije ją sobie spokojnie przy ladzie. A później wdaje się w rozmowę z pierwszym napotkanym klientem, który chce kupić papierosy.
KLIENT (do Dantego): Paczkę papierosów.
PRZEDSTAWICIEL (wtrąca się): Jesteś pewien?
KLIENT: Czy jestem pewien?
PRZEDSTAWICIEL: Czy jesteś pewien?
KLIENT: Czy jestem pewien czego?
PRZEDSTAWICIEL: Naprawdę chcesz kupić te papierosy?
KLIENT: Żartujesz?
PRZEDSTAWICIEL: Jak długo palisz?
KLIENT: Co to jest, żart?
PRZEDSTAWICIEL: Jak długo jesteś palaczem?
KLIENT: Nie wiem, od trzynastego roku życia.
PRZEDSTAWICIEL: Od trzynastego. Zobaczmy, masz około dziewiętnastu, dwudziestu lat. Mam rację?
(Przedstawiciel wyciąga coś z torby).
KLIENT: Co to jest, do diabła?
PRZEDSTAWICIEL: To twoje płuca. Dzisiaj wyglądają tak.
KLIENT: Podpuszczasz mnie.
PRZEDSTAWICIEL: Myślisz, że cię podpuszczam? Trzymaj.
(Przedstawiciel podaje klientowi małą rurkę).
KLIENT: Co to?
PRZEDSTAWICIEL: Pierścień udrażniający. Zainstalują ci to w gardle, kiedy rak odbierze ci mowę. To wyjęli z sześćdziesięcioletniego człowieka.
KLIENT: O Boże!
PRZEDSTAWICIEL: Jarał do dnia swojej śmierci. Wkładał papierosa tu i palił tak.
DANTE: Przepraszam, ale czy mógłbyś...
PRZEDSTAWICIEL: Do tego zmierzasz. Smoła na płucach, palenie przez otwór w twoim gardle. Naprawdę tego chcesz?
KLIENT: Jeżeli jest już i tak za późno, to w sumie...
PRZEDSTAWICIEL: Nie, nigdy nie jest za późno. Odłóż papierosy i spróbuj gumy do żucia zamiast nich. Masz, gumy Chewlies, spróbuj tego.
KLIENT: To nie to samo.
PRZEDSTAWICIEL: Jest tańsza od papierosów i znacznie lepsza od tego.
KLIENT: O Jezu!
PRZEDSTAWICIEL (podając zdjęcie): To zdęcie płuc z rakiem. Zatrzymaj je.
KLIENT (mówi do Dantego): Wezmę tylko gumę.
DANTE: Pięćdziesiąt pięć centów.
PRZEDSTAWICIEL: Dokonałeś mądrego wyboru. Oby tak dalej.
http://153sceny.pl/sprzedawcy-7/
Sprzedawcy, USA 1994
Reżyseria: Kevin Smith
Ta scena to tylko początek problemów z przedstawicielem handlowym. W dalszej części filmu udaje mu się praktycznie zorganizować bunt klientów, którzy na co dzień kupują papierosy, przeciwko Dantemu. Jakimś cudem Dante staje się symbolem zła korporacji tytoniowych, jest porównywany do nazisty i handlarza śmiercią. Sytuację ratuje dziewczyna Dantego z użyciem gaśnicy. Wtedy też na jaw wychodzi to, że tajemniczy zwolennik gum do żucia jest przedstawicielem handlowym.
Źli klienci
Genialny jest też fragment, w którym Dante i Randal, bohaterowie Sprzedawców, rozmawiają na temat najgorszych klientów, z którymi mieli do czynienia. Żeby w pełni zrozumieć scenę i prezentowane przez nich stanowiska, trzeba wiedzieć, że Dante jest raczej dobrym pracownikiem firmy i często używa słowa "przepraszam", a Randal okropnie traktuje klientów. Zobaczmy ich w scenie, w której dzielą się swoimi przemyśleniami na temat złych klientów.
Chwilę przed ich rozmową miało miejsce następujące wydarzenie: Dante i Randal rozmawiali na wyjątkowo seksualnie drażliwy temat. Pewien klient zwrócił im uwagę - powiedział, że używanie takiego języka w jego obecności jest niedopuszczalne i powinni zostać zwolnieni. Dante - w swoim stylu - przeprosił klienta, Randal - w swoim stylu - zaprezentował mu rozkładówkę z pisma pornograficznego.
DANTE: Dlaczego robisz takie rzeczy? Wiesz, że wróci i powie szefowi?
RANDAL: Kogo to obchodzi? Ten facet to dupek. Każdy, kto tu wchodzi, jest w jakiś sposób spięty. Ta praca byłaby świetna, jeśliby nie było tych pojebanych klientów.
DANTE: Jezu, jutro nasłucham się od szefa.
RANDAL: Wyluzuj trochę. Poczułbyś się dużo lepiej, gdybyś powrzeszczał na przypadkowego klienta.
DANTE: Dlaczego? Ja nie wadzę im, a oni mnie.
RANDAL: Kłamca! Powiedz, że nie ma tutaj klientów, którzy wkurwiają cię każdego dnia.
DANTE: Nie ma.
RANDAL: Jak możesz tak kłamać? Dlaczego się nie otworzysz? Okaż swoje frustracje. Kto cię wkurza?
DANTE: No cóż, myślę, że nie są to konkretni klienci. Bardziej może grupy klientów.
RANDAL: No, wyduś to z siebie.
DANTE: To mleczne pokojówki.
RANDAL: Mleczne pokojówki?
DANTE: Kobiety, które przeglądają każdy galon mleka, szukając najświeższej daty, jakby wśród tych wszystkich innych butli z mlekiem był taki, który się nie zestarzeje przez dekadę.
RANDAL: Wiesz, kogo ja nie znoszę? Ludzi przychodzących do wypożyczalni.
DANTE: Których?
RANDAL: Wszystkich.
KLIENT 1: Co by pan wybrał dla sześciolatka, który systematycznie moczy łóżko?
KLIENT 2 (stojąc na tle regału z napisem "Nowości"): Więc czy są jakieś nowe filmy?
KLIENT 3: Macie ten film, w którym grał ten facet z filmu, który miał premierę w zeszłym roku?
RANDAL: Nigdy nie wybierają dobrych filmów. Zawsze wybierają najbardziej odmóżdżony film, jaki znajdą na półce.
KLIENT 3 (z radością): Ooo, Navy Seals.
RANDAL: Jakby zamówienie, które składają, musiało mieć IQ mniejsze niż ich rozmiar buta.
DANTE: Myślisz, że zadają ci głupie pytania? Powinieneś usłyszeć głupoty, które ja słyszę.
KLIENT 4: Jak to nie ma lodu? Mam pić gorącą kawę?
KLIENT 5 (stojący na tle plakatu z ceną "99 centów"): Więc ile to kosztuje?
KLIENT 6: Sprzedajecie kołpaki do Pinto hatchback rocznik 1972?
http://153sceny.pl/sprzedawcy-8/
Sprzedawcy, USA 1994
Reżyseria: Kevin Smith
Obydwaj bohaterowie mają codziennie swoich trudnych klientów, kategorie ludzi, którzy szczególnie ich irytują. Kolejny fragment pokaże, że różnie sobie z nimi radzą i różnie postrzegają powinności związane z pracą sprzedawcy.
Filozofia pracy sprzedawców
Sprzedawcy Kevina Smitha to przede wszystkim dobra, inteligentna rozrywka. Rozmowy Dantego z jego dziewczyną na temat liczby ich partnerów seksualnych czy rozmowa Dantego z Randalem na temat tego, że na drugiej Gwieździe Śmierci w Gwiezdnych wojnach pracowali wynajęci podwykonawcy, przeszły do legendy. Te dialogi z jednej strony dotyczą codziennych spraw, a z drugiej stają się niemal dysputami filozoficznymi toczonymi w przaśnej scenografii sklepu spożywczego.
Dwaj bohaterowie prowadzą takie rozmowy także podczas sprzedaży i budowania relacji z klientami. Najlepsza jest ta, w której Dante próbuje nakłonić Randala do lepszego traktowania klientów. Argumentuje to zobowiązaniami wynikającymi z charakteru pracy sprzedawcy. Randal nie zgadza się z tą argumentacją i dowodzi w praktycznym eksperymencie z przygodnie pojawiającym się klientem, że filozofia Dantego ma spore luki. Randal chce pojechać samochodem Dantego do konkurencyjnej wypożyczalni, a wcześniej oczywiście zamknąć na czas swojej nieobecności swoją wypożyczalnię wideo. To punkt wyjścia rozmowy.
DANTE: Czy mógłbyś czasem być tylko w połowie niemiły dla klientów?
RANDAL: Pożycz mi samochód.
DANTE: Mogę być z tobą szczery?
RANDAL: Jeśli musisz.
DANTE: Jesteśmy pracownikami samoobsługowego sklepu i wypożyczalni wideo. I jako tacy mamy pewne zobowiązania. Chociaż może się to wydawać okrutne i niezwykłe, oznaczają one zajmowanie się sklepem do końca dnia.
RANDAL: Rozumiem. Więc gra w hokeja i uczestniczenie w czuwaniu przy zmarłym są normalnymi procedurami.
DANTE: To różnica. To są zobowiązania, które nie mogły być załatwione innego dnia. Wypożyczanie filmów wideo jest bezsensowne, żeby nie powiedzieć nielogiczne. Pracujesz przecież w wypożyczalni wideo.
KLIENT (wchodząc do sklepu): Otwarte?
DANTE: Tak.
RANDAL: Wiesz co, nie obchodzą mnie twoje wywody.
DANTE: Muszą, bo chodzi ci o pożyczenie mojego samochodu.
DANTE (do klienta): Czym mogę służyć?
KLIENT: Paczkę papierosów.
RANDAL: Więc o co ci chodzi?
DANTE: Chodzi o to, że jesteś sprzedawcą, któremu płacą za pracę. Nie możesz po prostu robić wszystkiego, co chcesz, kiedy pracujesz.
KLIENT (czyta nagłówek z tabloidu): "Zdemaskowany kosmita był naczelnym Time Warner. Wzrost kursu akcji". Wydrukują każde gówno w tej gazecie.
DANTE (do klienta): Tak właśnie robią. Trzy dolary.
RANDAL: Czyli twierdzisz, że tytuł dyktuje zachowanie.
DANTE: Co?
RANDAL: Powodem, dla którego nie pożyczysz mi samochodu, jest to, że mam stanowisko oraz opis wymogów i powinienem się do niego stosować, tak?
DANTE: Dokładnie.
KLIENT: Widziałem, jak raz pisało "Za tydzień koniec świata". W tydzień później pisało: "Zostaliśmy cudownie ocaleni w godzinie zero przez latającego mutanta rybo-koali". Zwariowane gówno.
RANDAL: Więc nie jestem bardziej odpowiedzialny za moje decyzje niż na przykład żołnierz brygady śmierci w Bośni?
DANTE: To już przegięcie. Nikt cię nie prosi o zarzynanie dzieci lub coś takiego.
RANDAL: Tak, jeszcze nie.
KLIENT: A pamiętam, że raz...
(Randal opluwa klienta wodą).
KLIENT: Rozgniotę twój łeb, pierdolony ćwoku.
DANTE: Przepraszam, on celował we mnie.
KLIENT: Taa? No to chybił.
DANTE: Proszę, oddam panu pieniądze i zapomnimy o tym, dobrze?
KLIENT: Nigdy już tu nie przyjdę. A jeśli zobaczę tu ciebie, to rozwalę ci czaszkę.
(Klient wychodzi, Dante i Randal rozmawiają dalej).
DANTE: Czemu to zrobiłeś?
RANDAL: Z dwóch powodów. Po pierwsze nie cierpię, kiedy ludzie nie potrafią się zamknąć i mówią o nagłówkach z tabloidów. Po drugie, żeby udowodnić twierdzenie: tytuł nie dyktuje zachowania.
DANTE: Co?
RANDAL: Jeśli tytuł dyktuje moje zachowanie jako sprzedawcy służącego społeczeństwu, to nie powinienem wypluć wody na tego faceta. A to zrobiłem. Chodzi mi o to, że ludzie sami kierują swoim zachowaniem. Mimo że pracuję w wypożyczalni wideo, postanowiłem wziąć film z Big Choice.
http://153sceny.pl/sprzedawcy-9/
Sprzedawcy, USA 1994
Reżyseria: Kevin Smith
Dialogi takie jak powyższy są największym chyba atutem filmu Sprzedawcy oraz wielu innych filmów Kevina Smitha. Przyjemnie jest zobaczyć sprzedawców zwykłego sklepu spożywczego toczących w zasadzie filozoficzne dyskusje.
Sprzedawca rozumie sprzedawcę
Wyobraźmy sobie, jak to jest, kiedy sprzedawca próbuje sprzedać coś innemu sprzedawcy. Z jednej strony sprawa staje się trudniejsza, bo profesjonalista spotyka profesjonalistę. Z drugiej strony - każda ze stron rozumie interesy i techniki drugiej.
Opiszę w tym miejscu fragment pochodzący z filmu Ryzyko. Seth, początkujący makler giełdowy, pracuje w firmie JT Marlin, sprzedającej śmieciowe akcje. Seth siedzi właśnie w swojej kuchni, jest sobotni poranek. Jak w każdym tygodniu, dzwoni do niego sprzedawca prenumeraty "Daily News". Przeprowadza tę rozmowę nieco nieporadnie, Seth stara się mu pomóc.
SETH: Halo?
RON (sprzedawca): Dzień dobry, panie Davis. Tu Ron z "Daily News". Jak się pan miewa?
SETH: Nie jestem zainteresowany.
RON: OK, przepraszam, że przeszkadzam. Miłego dnia.
SETH: Zaczekaj. To wszystko? Nazywasz to rozmową sprzedażową? Co sobotę do mnie dzwonicie zawsze z tą gównianą gadką. Jeśli mnie chcecie, musicie się postarać.
RON: W porządku.
SETH: Zacznij jeszcze raz.
RON: OK. Witam, tu Ron z "Daily News". Jak pan się miewa?
SETH: Gównianie. Czego chcesz?
RON: Nie chodzi o to, czego ja chcę, tylko pan.
SETH: Ron, teraz rozmawiamy. Co masz?
RON: Oferuję panu subskrypcję "Daily News" po specjalnej cenie. Chcemy dotrzeć do nowych klientów, którzy nigdy nie korzystali z dostawy do domu.
SETH: Więc próbujesz mi powiedzieć, że tych klientów, którzy już mają subskrypcję, macie w dupie?
RON: Tak, tak mi się wydaje.
SETH: OK, mogę to znieść. Dlaczego miałbym kupić waszą gazetę? Rozumiesz, dlaczego nie "Timesa" albo "The Voice"?
RON: "Daily News" oferuje coś więcej. Klimat Nowego Jorku. Mamy najlepsze zdjęcia, najwięcej fotografii z nowojorskich dzienników i najlepszy kolportaż. Co pan myśli?
SETH: Wiesz, co myślę, Ron? Myślę, że to był telefon sprzedażowy. Niezła robota.
RON: Wykupi pan subskrypcję?
SETH: Nie. Kupuję już "Timesa".
http://153sceny.pl/sprzedawcy-10/
Ryzyko, USA 2000
Reżyseria: Ben Younger
Seth stara się pomóc koledze sprzedawcy i rozwinąć jego kompetencje. Nie decyduje się ostatecznie na subskrypcję, ale przynajmniej daje Ronowi konkretne wskazówki rozwojowe. Co ciekawe, wielu sprzedawców twierdzi, że jeszcze lepiej, jeśli dzwoni do nich dobry sprzedawca. Słuchają wtedy do końca i starają się zapamiętać wszystkie stosowane przez niego techniki, by wprowadzić je do swojego arsenału zachowań.
Ludzie uwielbiają, kiedy się ich dyma
Gdybyśmy chcieli znaleźć sprzedawców, którzy cieszą się najmniejszą sympatią, to o palmę pierwszeństwa może powalczyć kilka kategorii. Na podium na pewno znajdą się jednak sprzedawcy używanych samochodów. Tradycyjnie kojarzymy ich z zawyżaniem wartości, okłamywaniem na temat zalet i ukrywaniem wad oferowanych pojazdów. W polskich realiach wygląda to tak, że żadne używane auto "nie było bite", "ma jedynie 100 tysięcy przebiegu", a "Niemiec płakał, jak sprzedawał". Z tych powodów część ludzi odwiedzających komisy samochodowe ma wrażenie, że są stale oszukiwani.
Sprzedawcę samochodów widzimy na przykład w amerykańskiej komedii z 1990 roku Sprzedawca cadillaców. Główny bohater (gra go Robin Williams) dostaje od swojego szefa propozycję nie do odrzucenia - jeśli w ciągu dwóch dni nie sprzeda dwunastu samochodów, straci pracę. Stara się z całych sił, próbuje na przykład sprzedać cadillaca wdowie podczas pogrzebu męża. Poniżej zwiastun tego filmu.
http://153sceny.pl/sprzedawcy-11/
Sprzedawca cadillaców, USA 1990
Reżyseria: Roger Donaldson
Najlepiej jednak o pracy sprzedawców samochodów opowiada amerykański film Suckers. Film nie pojawił się w dystrybucji w naszym kraju, stąd brak polskiego tytułu. Akcja toczy się w salonie samochodowym, w którym każdy klient może liczyć na to, że zostanie oszukany.
Szefem salonu jest Reggie, sprzedawca z krwi i kości, który potrafi sprzedać wszystko. Żeby pokazać, jak pracuje on sam i jak pracują jego ludzie, przytoczę na początek dwa fragmenty szkoleń, które Reggie prowadzi dla pracowników swojej firmy. Nie można mu odmówić sprawności w tym, co robi. Pracownicy patrzą na jego pomysły i odpowiedzi z zachwytem, a potem sami próbują je stosować. Reggie nie tylko dostarcza im gotowe techniki i podrzuca sformułowania do zastosowania. Dba też o odpowiedni poziom motywacji do sprzedaży.
REGGIE: Zaczynajmy! Wszyscy wstają. Wstawać! Podnieście jedną rękę w górę - najwyżej, jak się da. Sięgnijcie aż po same chmury! Eddie, rusz dupę z tego krzesła.
EDDIE: Słyszałem już te brednie.
REGGIE: Wali mnie to, te spotkania są dla wszystkich. Sięgaj, ty stary fiucie. Trzymajcie ręce w górze. Dobra, wszyscy ręka w górę, najwyżej, jak potraficie. Macie rękę w górze - najwyżej, jak się da?
SPRZEDAWCY: Tak.
REGGIE: OK, to teraz niech każdy spróbuje sięgnąć jeszcze wyżej! Dawać! Bobby, ty pipo, sięgaj wyżej! Widzicie, chłopaki? Myśleliście, że nie dacie rady sięgnąć ani trochę wyżej. Jak wszyscy damy z siebie tylko trochę więcej, to uda nam się sprzedać pięćdziesiąt samochodów w tym tygodniu.
SPRZEDAWCY: Tak.
REGGIE: Spróbujemy to zrobić?
SPRZEDAWCY: Tak!
REGGIE: Dobra, siadajcie. Shamin, kim jesteśmy?
SHAMIN: Dziwkami.
REGGIE: Właśnie, pieprzonymi dziwkami. Pieprzymy się i obciągamy lepiej niż ktokolwiek. I zapłacą nam sporo pieniędzy, bo jesteśmy najlepsi. Jak ktoś w to nie wierzy, niech wypierdala. Marnujesz swój i mój czas. Moja babka, która jest ślepa, potrafi sprzedać auto komuś, kto wchodzi i mówi: "Chcę tamten". Bobby, dlaczego tu jesteśmy?
BOBBY: Dlaczego tu jesteśmy?
REGGIE: Dlaczego ty tu jesteś, de Luca?
BOBBY: Żeby zarabiać?
REGGIE: Właśnie, kupę forsy! Chcesz płacę minimalną, to wypierdalaj. Marco, kiedy sprzedawca zaczyna pracę?
MARCO: O ósmej rano w sobotę, szefie.
REGGIE: Nie, ty idioto! Praca sprzedawcy zaczyna się, kiedy klient mówi "nie". Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?! Nieważne, co mówią, pytacie: "Dlaczego?". Dajcie im się przejechać, dotknąć, poczuć, powąchać. Niech się podekscytują. Napaleni płacą więcej! Przytakujcie. Cały czas przytakujcie. (...) "Proszę pana, wie pan, że pana wychujałem?" "Tak, wiem, Reggie". "Jak się pan z tym czuje?" "Dobrze, Reggie". Wychujajcie ich najmocniej, jak się da, oni to kochają! Następnego dnia, gdy się otrząsną, nie dopuszczą do siebie faktu, że zostali oszukani. Wyślą do was swoich kumpli. Nie ma problemu, ich też wychujacie. Potem dzięki nim będziecie mieć jeszcze więcej klientów.
http://153sceny.pl/sprzedawcy-12/
Suckers, USA 2001
Reżyseria: Roger Nygard
W równie sprawny sposób Reggie uczy swoich chłopców radzenia sobie z obiekcjami klientów. Zaprasza ich, żeby podzielili się najczęściej spotykanymi zarzutami - i z każdym radzi sobie doskonale.
REGGIE: Dobra, musimy zwiększyć tempo! Stać was na więcej, chłopaki. Zbyt dużo klientów odchodzi z niczym. Chcę usłyszeć parę wymówek. Dalej, zaskoczcie mnie. Mam odpowiedź na wszystko. Dawać!
SPRZEDAWCA: Tylko oglądam.
REGGIE: A ja tylko sprzedaję. Nie można się dobrze przyjrzeć, dopóki się pan nie przejedzie. Dalej.
SPRZEDAWCA: Wydaje mi się, że gdzie indziej jest lepsza oferta.
REGGIE: Proszę pana, wszyscy płacimy tyle samo za samochody, nikt panu nie da lepszej ceny. Zapraszam do środka, pokażę panu.
SPRZEDAWCA: To jedyny salon, w jakim byłem.
REGGIE: W takim razie idealnie pan trafił za pierwszym razem.
SPRZEDAWCA: Muszę sprawdzić, jakie oprocentowanie kredytu mogę dostać.
REGGIE: Mamy książkę ze wszystkimi stawkami. Mogę panu powiedzieć, jakie będzie oprocentowanie i stawki. Dalej! Coś trudniejszego!
SPRZEDAWCA: Muszę rozmówić się z żoną.
REGGIE: Proszę podać numer, zadzwonimy natychmiast.
SPRZEDAWCA: Chciałbym się rozejrzeć za innymi modelami.
REGGIE: Dlaczego? "Consumer Report", "Car&Driver" i "Triple A" już przejrzeli inne samochody za pana i zgodnie stwierdzili, że ten jest najlepszy.
SPRZEDAWCA: Chciałbym zobaczyć jeszcze forda.
REGGIE: Rozumiem, proszę za mną. Zaciągnijcie kolesia ze sobą. "Dokąd idziemy?" Do dilera Forda po drugiej stronie ulicy, porównamy je jeden obok drugiego.
SPRZEDAWCA: Nie dostanę dobrego kredytu.
REGGIE: Znajdziemy coś dla każdego.
SPRZEDAWCA: Zadeklarowałem bankructwo dwa tygodnie temu.
REGGIE: To co tu, kurwa, robisz?! OK, łapiecie, o co chodzi. Sprzedajmy trochę złomu. Chcę podpisów. Zobowiązań. Stawiam lunch temu, kto pierwszy podpisze umowę. Jazda!
http://153sceny.pl/sprzedawcy-13/
Suckers, USA 2001
Reżyseria: Roger Nygard
Film mocno eksploatował społeczny odbiór sprzedawców samochodów. Producenci wykorzystywali to także w promocji filmu, na przykład na plakatach reklamowych pojawił się tekst: "Nie kupuj samochodu, dopóki nie zobaczysz tego filmu".
Czy nachalna sprzedaż to coś złego?
No to z rozpędu jeszcze jeden fragment filmu Suckers. Główny bohater, Bobby de Luca, nie wytrzymuje tego, co sprzedawcy (i on sam) robią klientom. De Luca sprzedał samochód klientowi (oszukując go przy tym, jak tylko się dało). Następnego dnia klient wrócił z całą rodziną i tłumaczył sprzedawcy, że nie stać go na to auto i wyląduje na bruku. Bobby przejmuje się losem klienta i idzie do Reggiego porozmawiać o rozwiązaniu problemu. Reggie wraca do klienta, pyta go, czy na umowie kredytowej jest jego podpis. Klient potwierdza, więc Reggie kończy rozmowę słowami: "Wypierdalaj stąd!".
Chwilkę później Bobby wchodzi do pokoju socjalnego i słyszy rozmowę kilku sprzedawców. Nie wytrzymuje i próbuje zwrócić ich uwagę na chamstwo, którego się dopuszczają. Klamrą sceny jest pojawienie się Reggiego, który w przekonujący sposób tłumaczy pracownikom, że nie robią nic złego.
SPRZEDAWCA 1: Kolejny dzień użerania się z idiotami, którzy chcą 10 tysięcy dolarów rabatu.
SPRZEDAWCA 2: Jak ktoś jeszcze powie mi, że nienawidzi sprzedawców samochodów, to nie wytrzymam.
SPRZEDAWCA 3: Wczoraj miałem kolesia, który kupował tylko samochody złożone w środę. Co za pierdolony kretyn.
BOBBY: Wiecie co? Nie mogę już tego dłużej znieść! Reggie ma rację, jesteśmy jebanymi dziwkami. Bandą niedouczonych, aroganckich, pierdolonych kurew. Jak możesz obwiniać tych biedaków? Każdy, kto tutaj wszedł, został kiedyś wydymany przez sprzedawcę samochodów. I wie bez cienia wątpliwości, że to się znowu stanie. Chcecie wiedzieć, czemu tu jestem? Jestem tu, bo próbuję zrobić coś ze swoim życiem. Nie udało mi się, ale przynajmniej spróbowałem. Javier, gdybyś nie sprzedawał samochodów, to albo byś je mył, albo kradł. Shamin, wydaje ci się, że jesteś lepszy od reszty? Powiem ci coś. Auta, które sprzedajesz, są więcej warte niż twoje rodzinne miasteczko. Widzicie, ci ludzie nie zarabiają pieniędzy, okradając z nich innych. A wszystko, czego chcą, to mieć czym nakarmić dzieci, może wysłać je do przyzwoitej szkoły. I tutaj wchodzimy my, zabierając im wszystko, co się tylko da. I wiecie, co jest najgorsze? Jesteśmy w tym tak dobrzy, że jak już skończymy, większość z nich ma nas za bohaterów. Skoro już okradacie tych ludzi, okażcie im chociaż trochę szacunku. Nie obrażajmy ich bardziej, niż musimy.
(Do pokoju wchodzi Reggie).
REGGIE: Wydaje mi się, że żółtodziób nie jest już żółtodziobem. Wykorzystujemy ludzi? Sprawdźmy to. Wasza praca polega na tym, żeby sprzedać auto tak drogo, jak tylko wam się uda. Rolą klienta jest kupienie auta za jak najmniejsze pieniądze. Dlaczego macie się czuć winni z tego powodu, że jesteście lepsi w swojej roli, niż oni są w swojej? Gdybym dogadał się z klientem i powiedział mu, że oszukamy sprzedawcę, byłby wniebowzięty! Kiedy on ubija dobry interes, zabiera pieniądze z waszej kieszeni. Jak robicie to wy, zabieracie jego pieniądze. Co za różnica? Jeśli ktoś kupi samochód i wychodzi z przekonaniem, że został oszukany, to znaczy, że jest idiotą. Nabywca ma pełną kontrolę. Może wstać i wyjść w każdym momencie. Nie wchodzi w posiadanie pojazdu do momentu, w którym wyjedzie nim z parkingu. Nawet nie w momencie podpisania umowy. Nie wchodzi w posiadanie samochodu, dopóki go nie odbierze. Więc kto ma kontrolę? Jak dał się wyruchać, to wyruchał się sam. To takie proste. Bądźcie dumni z tego, co robicie. Bądźcie najlepsi. I nigdy, nigdy za to nie przepraszajcie.
http://153sceny.pl/sprzedawcy-14/
Suckers, USA 2001
Reżyseria: Roger Nygard
Co ciekawe, linia obrony pod hasłem: "To jest wybór klienta, cały czas miał kontrolę nad tym, czy kupuje czy nie", jest najczęstszym tłumaczeniem tych, którzy są oskarżani o nieetyczną sprzedaż.
Zarobki miarą wartości sprzedawcy
Zwrócę uwagę jeszcze na jeden rys, który pojawia się w kilku filmach i pokazuje ciekawą rzecz na temat sprzedawców. Chodzi o to, że w świecie, w którym zarabia się sprzedażą, miarą wartości człowieka jest to, ile zarabia. Sprzedawcy otwarcie mówią, ile zarabiają. Czynią z tego argument w dyskusjach, czasem porównują się między sobą i zawsze z szacunkiem patrzą na tych, którzy zarabiają więcej od nich. Osobą zawsze dopytującą o zarobki jest chociażby Seth, jeden z młodych maklerów z filmu Chciwość, dla którego wiedza na temat tego, ile zarabiają inni, jest jedną z najważniejszych spraw w życiu zawodowym.
Zaczniemy od klasycznego tytułu, filmu Wall Street. Gordon Gekko, rekin giełdowy, nakłania właśnie Buda Foksa do prowadzenia interesów giełdowych w sposób mało legalny (zdobywanie informacji z nielegalnych źródeł, wykorzystywanie poufnych danych). Bud ma opory. Gordon przekonująco na nie odpowiada. Zwraca uwagę na to, na czym polega praca dla niego i jakie są jej skutki finansowe.
GEKKO: Mój ojciec harował jak wół, zanim padł na zawał serca w wieku czterdziestu dziewięciu lat. Obudź się, chłopcze, dobrze? Albo jesteś z nami, albo bez nas, OK? I nie mówię tutaj o rocznej pensyjce 400 tysięcy dolarów wyrobnika z Wall Street. Loty pierwszą klasą i cały ten bajer. Mówię o prawdziwych pieniądzach. O lataniu własnych odrzutowcem. O niemarnowaniu czasu. Pięćdziesięciu, stu milionach, Buddy. Albo jesteś graczem, albo nikim.
Drugi fragment to scena z filmu Ryzyko, którego akcja toczy się w świecie amerykańskich maklerów. Główny bohater, Seth Davis, zaczyna właśnie pracę w JT Marlin. Seth jest uczestnikiem spotkania, podczas którego Jim Young, zajmujący się rekrutacją nowych pracowników, opowiada, na czym polega praca w firmie. Słowa o zarobkach robią potężne wrażenie na kandydatach do pracy. Oto słowa Jima.
JIM: Nie zamierzam marnować waszego czasu. Liczę, że wy nie będziecie marnować mojego. Powiem krótko. Pracując dla tej firmy, zarobicie milion w ciągu trzech lat. OK? Powtórzę: milion dolarów w trzy lata, pracując dla JT Marlin. Nie ma gadania, czy wam się uda czy nie. Pytanie tylko, ile razy przeskoczycie ten milion. Myślicie, że żartuję? Nie żartuję. Jestem milionerem. Dziwnie to brzmi, czyż nie? Powiem wam tak: jestem pierdolonym milionerem. Zgadnijcie, ile mam lat. Dwadzieścia siedem. Jestem tu starcem. Pracują tu ludzie w waszym wieku, nie w moim. Na szczęście dla siebie jestem dobry. Wy jesteście świeżą krwią. Jesteście przyszłymi grubymi rybami tej firmy. Chcecie kasę, to dobrze. Ten, kto mówił, że forsa to źródło całego zła, nie miał jej. Powiedział, że kasa szczęścia nie daje? Patrzcie na uśmiech na mojej twarzy. Chcecie detali? Jeżdżę ferrari 355 cabriolet. Mam niesamowitą chatę w South Fork. Mam każdą superzabawkę, o jakiej pomyślicie. I - co najważniejsze - mam gotówki w bród.
Kolejna scena pochodzi z filmu Glengarry Glen Ross. W biurze firmy zajmującej się sprzedażą nieruchomości pojawia się przedstawiciel zarządu Blake, który ma zmusić sprzedawców do pracy. Robi to w sposób specyficzny i zwraca się do sprzedawców per "lachociągu" lub "sukinsynu". W pewnej chwili Moss, jeden ze sprzedawców, od dłuższego czasu mieszany z błotem, nie wytrzymuje i zwraca się do Blake'a słowami: "Jesteś takim bohaterem, jesteś tak bogaty, dlaczego marnujesz swój czas z takimi menelami jak my?". Blake wskazuje na swój zegarek i odpowiada: "Widzisz ten zegarek? Jest wart więcej niż twój samochód. W ubiegłym roku zarobiłem 970 tysięcy dolarów. A ty ile? Widzisz, koleżko... oto, kim jestem, a ty jesteś nikim". Co ciekawe, Moss wówczas milknie - wygląda na to, że informacja o zarobkach robi na nim wrażenie. Tak jakby pieniądz był wartością określającą to, czy ktoś jest lepszym lub gorszym człowiekiem.
Poniżej wszystkie te krótkie sceny zebrane w jeden materiał.
http://153sceny.pl/sprzedawcy-15/
Wall Street, USA 1987
Reżyseria: Oliver Stone
Ryzyko, USA 2000
Reżyseria: Ben Younger
Glengarry Glen Ross, USA 1992
Reżyseria: James Foley
Ciepło sportretowany sprzedawca
Poprzednie dwa punkty opisywały najgorszy sort sprzedawców, manipulantów, krętaczy. Na tle tych wszystkich obrazów wyróżnia się amerykański film Od drzwi do drzwi. Sprzedawca jest tu bohaterem pozytywnym: nie oszukuje, a rozwiązuje problemy swoich klientów, zżywa się z nimi. Film jest pochwałą konsekwentnej pracy, uporu i działania z wiarą w końcowy sukces.
Opowiada on prawdziwą historię Billa Portera, sprzedawcy pracującego dla amerykańskiej firmy Watkins. Przez pięćdziesiąt lat Bill był obwoźnym sprzedawcą wszelkiego rodzaju dóbr gospodarstwa domowego. Komiwojażerem, którego dobrze kojarzymy z amerykańskich filmów, choć w Polsce ta forma sprzedaży nigdy się nie spopularyzowała. Bill codziennie pokonywał kilkanaście kilometrów swojego terenu po to, by kolejno odwiedzać mieszkańców dzielnicy. Nie byłoby w tym nic epickiego, gdyby nie fakt, że Porter był osobą niepełnosprawną, dotkniętą dziecięcym porażeniem mózgowym. Poruszał się z trudem, nie miał w pełni sprawnych rąk, mówił z dużą trudnością, w sposób niełatwy do zrozumienia.
Bill Porter rozpoczął pracę sprzedawcy w 1962 roku, a film świetnie pokazuje, jak zmieniały się pomysły na sprzedaż przez kolejnych pięćdziesiąt lat - od czasów, w których ta forma sprzedaży była główną siłą firm, do momentu, w którym dział door to door przestaje istnieć, a sprzedaż przenosi się w świat bardziej wirtualny. Oglądamy też zmagania Billa ze swoją ułomnością. Jak napisał jeden z dziennikarzy: "Sprzedawca typu door to door, który liczy na sukces, musi umieć prowadzić samochód, umieć sporo chodzić i mieć gadane. Pan Porter pierwszej z tych rzeczy nie robił wcale, a dwie pozostałe robił z ogromnym trudem". Pomimo tych wszystkich trudności przez wiele lat był najlepszym sprzedawcą firmy w regionie.
W 1995 roku Bill Porter stał się znany - po tym, jak miejscowa gazeta w Oregonie zamieściła serię artykułów o jego życiu i pracy. Artykuły wzbudziły potężną falę zainteresowania - opowieść Billa pojawiła się w "Readers Digest", telewizyjnym programie 20/20, powstała też książka autorstwa Shelly Brady, zatytułowana Ten Things I Learned from Bill Porter (Dziesięć rzeczy, których nauczyłam się od Billa Portera). Ukoronowaniem popularności Portera był film Od drzwi do drzwi.
http://153sceny.pl/sprzedawcy-16/
Od drzwi do drzwi, USA 2002
Reżyseria: Steven Schachter
Informatycy
Informatycy i kobiety
Nie trzeba, myślę, definiować, kim jest informatyk. Napiszę tylko, że w filmach i serialach o biznesie widzimy zazwyczaj ludzi IT w jednej z dwóch ról. Albo jest to informatyk pracujący dla korporacji, którego zadaniem jest pomaganie w sprawach informatycznych pozostałym pracownikom, albo informatyk, który jest programistą i zajmuje się tworzeniem nowego oprogramowania. Obydwie te wersje pojawią się na kolejnych stronach i obydwie zostaną solidnie wyśmiane.
Zacznijmy od ważnej charakterystyki tej grupy zawodowej. Standardowo i domyślnie informatyk w filmie i serialu to mężczyzna (postacie kobiece zdarzają się tutaj niezwykle rzadko). To nas kieruje w stronę jednej z najczęściej wyśmiewanych właściwości informatyków. Chodzi o legendarną "łatwość" nawiązywania przez nich kontaktów z kobietami, podrywania czy szerzej - życia w związku.
Oto przykłady. Zaczniemy od krótkiego dialogu dwóch głównych bohaterów serialu Technicy magicy. To informatycy w korporacji, a część ich obowiązków to obsługa zgłoszeń serwisowych pracowników firmy. Oznacza to, że od czasu do czasu muszą wyjść ze swojej piwnicy (bo dział IT mieści się w piwnicy) i odwiedzić kogoś z wyższych pięter w celu naprawienia komputera. Na tych wyższych piętrach pracują kobiety. I właśnie o takiej interakcji z kobietą rozmawiają dwaj korporacyjni informatycy - Roy i Maurice.
MAURICE: Miałeś robotę?
ROY: Dziewczyna na piątym.
MAURICE: Czy ty i ona... poszliście na całość?
ROY: Zdefiniuj "pójście na całość".
MAURICE: Czy rozmawiała z tobą już po tym, jak naprawiłeś jej komputer?
ROY: Nie. A kiedy nad nim pracowałem, położyła mi kubek na plecach.
MAURICE: Nie!
ROY: O tak.
MAURICE: Niewiarygodne.
ROY: No właśnie, oni w ogóle nie mają dla nas szacunku.
http://153sceny.pl/informatycy-1/
Technicy magicy, Wielka Brytania 2006-2010, sezon 1, odcinek 1
Reżyseria: Graham Linehan
Z tego samego serialu pochodzi kolejny uroczy fragment. Jeden z naszych bohaterów, Roy, postanawia zarejestrować się w internetowym serwisie randkowym. Wspólnie z Mauricem siadają do komputera i zaczynają szukać właściwej strony. Maurice podsuwa Royowi adres www. A później zamieniają kilka zdań na temat tego, skąd Maurice ma wiedzę na temat portali randkowych.
ROY: Skąd znasz tę stronę?
MAURICE: Jestem członkiem.
ROY: Serio? Bawisz się w te całe... samotne serca?
MAURICE: Jestem trzydziestodwuletnim informatykiem, który pracuje w piwnicy. Tak, bawię się w te samotne serca.
http://153sceny.pl/informatycy-2/
Technicy magicy, Wielka Brytania 2006-2010, sezon 1, odcinek 3
Reżyseria: Graham Linehan
Ostatni fragment pochodzi z innego serialu. Tym razem zobaczymy fragment Doliny Krzemowej. Wydaje się, że bohaterowie tej produkcji czynią pewne postępy w kontaktach z kobietami. Nie tylko jeden z bohaterów poznał kobietę i zamienił z nią kilka słów, lecz także udało mu się w niej zakochać. Niestety, miłość informatyka nie jest prosta, a powód zakochania nie jest tak oczywisty, jak się wydawał na pierwszy rzut oka. Zobaczmy fragment, w którym Dinesh opowiada kolegom, że poznał dziewczynę, w której się zakochał. W którymś momencie do rozmowy włącza się Gilfoyle.
DINESH: Chyba znalazłem idealną kobietę.
ERLICH: Opowiadaj.
DINESH: Ma stanowisko obok nas. Charlotte. Nawet nie jest fizycznie w moim typie. To blondyna z różowymi pasemkami. Nie wygląda na dominę. Ale chyba się zakochałem. Zaprosiła mnie dzisiaj do swojego pokoju na seans Atlasu chmur.
GILFOYLE: Chce, żebyś ją przeleciał.
DINESH: Na pewno?
ERLICH: Tego filmu nie da się oglądać dłużej niż minutę. Powiedz coś o niej? Jest atrakcyjna?
DINESH: Tak, jest atrakcyjna. Ale prawie każda kobieta jest atrakcyjna. Chodzi o jej umysł. Napisała w Javie najpiękniejszą rzecz na świecie. Elegancką, zwięzłą. Jest coś pociągającego w kobietach, które umieją tak programować.
(Gilfoyle zaczyna rechotać).
DINESH: Co jest?
GILFOYLE: Wiesz, że ja napisałem ten kod, tak?
DINESH: Nie, program był w jej komputerze.
GILFOYLE: Poobijany, 15-calowy MacBook Pro z gównianymi nalepkami?
DINESH: Wszyscy tu mają takie MacBooki.
GILFOYLE: Procesor 1,3 i tylko 2 Giga RAM-u? Ona nie zna Javy. Ja napisałem ten kod. Mówiłeś, że kochasz jej umysł?
DINESH: Kurwa!
GILFOYLE: Wiesz, co się właśnie stało? Nie ona cię podnieca, tylko mój program.
http://153sceny.pl/informatycy-3/
Dolina Krzemowa, USA 2014-2015, sezon 1, odcinek 7
Reżyseria: Mike Judge
Napisałem o wyśmiewaniu zdolności informatyków do budowania kontaktów z kobietami. Na kolejnych stronach okaże się, że to jedna z najpopularniejszych właściwości dowcipów na temat świata IT, dostrzegana również przez kulturoznawców.
Inne charakterystyki informatyków
Dorzucę jeszcze kilka kolejnych, drobnych charakterystyk środowiska informatyków.
Pierwsza ogrywa stereotyp mówiący o tym, że informatycy nie potrafią komunikować się w sposób zrozumiały. Scena pochodzi z serialu Technicy magicy. Na biurku Maurice'a dzwoni telefon. Okazuje się, że to pracownik firmy chce zgłosić problem z działaniem komputera. Maurice w niezwykle jasny sposób tłumaczy mu, na czym polega problem.
MAURICE: IT, słucham? Próbował pan wymusić niespodziewany reboot? Widzi pan, ten sterownik przejmuje funkcję w systemowej tablicy wywołań, więc lepiej go nie wyładowywać, chyba że inny wątek wskoczy na jego miejsce i się tym zajmie. A nie chcemy przecież wylądować gdzieś w środku błędnego bloku pamięci.
http://153sceny.pl/informatycy-4/
Technicy magicy, Wielka Brytania 2006-2010, sezon 1, odcinek 1
Reżyseria: Graham Linehan
Zresztą w tym samym serialu znaleźć można jeszcze jedną podobną scenę. Jen rozmawia z Royem o skomplikowanych kwestiach informatycznych. Widzimy scenę, w której usta Roya się poruszają, a do uszu Jen dociera jedynie szum.
http://153sceny.pl/informatycy-5/
Technicy magicy, Wielka Brytania 2006-2010, sezon 1, odcinek 1
Reżyseria: Graham Linehan
Na koniec jeszcze jedna krótka impresja. Widzieliśmy informatyków korporacyjnych, teraz czas na programistów. Scena pochodzi z serialu Dolina Krzemowa. Gavin Belson, menedżer firmy Hooli (mocno wzorowanej na Google'u), spędza właśnie czas ze swoim duchowym doradcą. Spogląda przez okno i zauważa grupki przechodzących programistów. Nagle dostrzega w tym, co widzi, pewien wzorzec. Dzieli się myślą, która jest w zasadzie analizą socjologiczną czy też antropologiczną.
GAWIN: To dziwne. Oni zawsze chodzą w pięcioosobowych grupach. Wśród programistów jest zawsze wysoki, chudy biały, mały Azjata, gruby chłopak z kucykiem, koleś z dziwną brodą i Hindus. Jakby robili między sobą transfery, aż stworzą odpowiednią grupę.
http://153sceny.pl/informatycy-6/
Dolina Krzemowa, USA 2014-2015, sezon 1, odcinek 1
Reżyseria: Mike Judge
Dla fanów świata IT, ale też świata programistów, nowoczesnych firm i rewolucyjnych pomysłów biznesowych, dobrą propozycją jest cały serial Dolina Krzemowa. Akcja toczy się w miejscu, które określa tytuł, i portretuje świat firm, firemek i garażowych przedsięwzięć informatycznych. To świat, w którym każdy chce być nowym Apple'em czy nowym Google'em, a pomysły biznesowe są do siebie podobne i podobnie przez twórców pozycjonowane na rynku. Zresztą nawet plakaty reklamujące serial nawiązywały do popularnego pragnienia ludzi IT: żeby być jak Steve Jobs. Bohaterowie stają do zdjęcia w pozie, z której znany był właśnie szef firmy Apple.
Jak śmiejemy się z informatyków
Do informatyków i ich obrazu podejdę teraz w sposób bardziej naukowy. Naszym przewodnikiem będzie Piotr Grochowski, kulturoznawca z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, a materiałem - jego obserwacje zawarte w tekście Dlaczego śmiejemy się z informatyków? Przyczynek do kulturowej analizy współczesnych przekazów humorystycznych[33]. Autor analizuje wprawdzie specyficzne artefakty kultury, którymi są dowcipy słowne, ale jak się za chwilkę okaże, ostrze satyry wymierzone jest w dowcipach dokładnie w tę samą stronę co w filmach i serialach, o których pisałem.
Zobaczmy więc, w jaki sposób najczęściej śmiejemy się z informatyków. Po każdym elemencie przytoczę jeden dowcip opisywany przez Grochowskiego.
Informatycy to prawie w 100% faceci.
Dowcip: Kobieta informatyk jest jak świnka morska. Ani świnka, ani morska. Informatycy ubierają się niechlujnie, nie dbają o siebie.
Dowcip: Obok siebie w autobusie stały dwie osoby: ona i on. Ona spojrzała na niego, on na nią?. "Informatyk" - pomyślała studentka. "Studentka" - pomyślał bezdomny. Informatycy są niedostosowani społecznie, nie radzą sobie z codziennym życiem.
Dowcip: Mówi żona do informatyka: - Poznajesz tego człowieka na fotografii? - Tak. - OK, więc dzisiaj o 16 odbierzesz go z przedszkola. Informatycy w życiu codziennym posługują się często technikami i procedurami, które znają z programowania, żyją zgodnie z algorytmami. Te
dowcipy bywają często bardziej hermetyczne. Mówi informatyk do informatyka: - Pożycz 500 złotych. - Pożyczę ci 512, to będzie równo. Informatycy nie są opisywani jako geniusze swojej profesji. Często śmiejemy się z nich dlatego, że w życiu biurowym nie potrafią w niczym pomóc.
Dowcip: Tabliczka na drzwiach w dziale wsparcia komputerowego: "Teoria - to kiedy wiecie wszystko, lecz nic nie działa. Praktyka - to kiedy wszystko działa, lecz nikt nie wie dlaczego. W tym miejscu łączymy teorie? z praktyka? - nic nie działa i nikt nie wie dlaczego". Tradycyjnie śmiejemy się też z jakości kontaktów informatyków z kobietami.
Dowcip: Spotkało się kilku informatyków i jak to zwykle bywa, rozmowy szybko zeszły na tematy komputerowe. Wreszcie któryś z nich zaproponował: - Panowie, porozmawiajmy o czymś normalnym, np. o dupach. Nastąpiła bardzo długa cisza, a po niej jeszcze więcej krępującego milczenia. Wreszcie któryś odpowiada: - Słuchajcie, moja karta graficzna jest do dupy... A jak już informatyk pozna kobietę, to i tak ich wzajemne relacje nadają się do wyszydzenia.
Dowcip: Upojna noc, para informatyków, świece, wino. On do niej namiętnym szeptem: - Kochanie, myślisz o tym co ja? - Tak! - I ile ci wyszło?
Dlaczego śmiejemy się z informatyków
W większości przykładów, które opisałem, informatycy są wyszydzani, pojawiają się jako postaci, z których chętnie się śmiejemy. Spróbujmy zobaczyć, skąd wziął się taki stosunek do tej grupy zawodowej. Zerknijmy, co na ten temat piszą kulturoznawcy. Posłużę się tekstem, który pojawił się już w poprzednim punkcie.
Zacznijmy od podstawowych powodów decydujących o tym, że ludzie IT tak łatwo stają się obiektem żartów. To powody, dla których generalnie śmiejemy się z kilku grup zawodowych. Najważniejsze są tu dwa aspekty:
Kontakty zwykłego pracownika z informatykami są częste, nieuniknione i okupione stresem. Jeśli już wchodzimy z nimi w interakcję, stoimy na straconej pozycji, jesteśmy słabsi w tej relacji. Informatycy wykonują zawód, który wydaje się lekko "magiczny" normalnym ludziom, którzy informatykami nie są. Nie do końca wiemy, czym się zajmują, nie rozumiemy ich procedur, nie znamy się na świecie technologii i oprogramowania. Samo zajmowanie się sprawami IT jest elitarne, dziwne i tajemnicze.
Z tych samych powodów, zdaniem Grochowskiego, śmiejemy się z policjantów, księży czy lekarzy. Autor dodaje do tego zestawu jeszcze kilka elementów charakterystycznych dla samych informatyków. Po pierwsze, śmiejemy się z ich "głupoty", polegającej na stosowaniu procedur informatycznych w codziennym życiu. Wyśmiewamy posługiwanie się na co dzień logiką języków programowania i procedur informatycznych. Po drugie, śmiejemy się z niedopasowania społecznego, braku umiejętności w kontaktach społecznych, braku dbałości o siebie. Informatyk to trochę outsider i człowiek, który najlepiej czuje się w towarzystwie osób sobie podobnych. Po trzecie, informatyk może być tutaj stroną konfliktu my-inni. "Inni" są tutaj postrzegani jako "głupsi". I na koniec: szyderstwa z informatyków są formą zemsty na silniejszych, są wynikiem kompleksów i bezradności tych, którzy śmieją się ze świata IT.
HR
Rola HR-u
HR (od ang. Human Resources - zasoby ludzkie) to dział obsługi pracowników. Ta obsługa przyjmuje różne formy - od naliczania pensji, ewidencjonowania urlopów i obecności (czyli tak zwanego HR-u twardego) do rekrutacji, rozwoju, wytyczania ścieżek kariery, motywowania i oceniania (czyli HR-u miękkiego).
W firmach działy HR mają bardzo różną pozycję. Czasem pełnią funkcje usługowe, czyli wykonują zadania na zlecenie pozostałych działów firmy, a czasem są wręcz strategicznymi partnerami biznesu, czyli współtworzą kierunki rozwoju firmy. Zaczniemy od zastanowienia się, jaka jest siła przebicia HR-u w twardym świecie biznesu. Szybko okaże się, że wypowiedzi na temat roli HR-u wskazują na słabość tej roli i niewielki zakres wpływu na życie reszty organizacji.
Na początek Marek Stasiak, dyrektor personalny z filmu Wyjazd integracyjny, o którym już była mowa. W jednej ze scen przy ognisku, w schyłkowej fazie imprezy integracyjnej, zwraca się do niego jeden z klientów, który właśnie podjął decyzję o tym, że wybiera tę firmę jako swojego dostawcę. Chce przy tym, żeby to dyrektor personalny pilotował całą sprawę. Stasiak odpowiada na to: "Ale ja jestem z HR-u. Ja tu... ja nic nie mam do gadania".
http://153sceny.pl/HR-1/
Wyjazd integracyjny, Polska 2011
Reżyseria: Przemysław Angerman
W podobnym stylu wypowiada się w jednym z odcinków reprezentant HR-u Toby Flanderson z serialu Biuro (USA). W firmie trwa narada poświęcona jakiejś ważnej kwestii biznesowej. W pewnym momencie dyskusja zbacza w dziwny sposób na problemy z erekcją menedżera oddziału. Jedna z bohaterek, wyraźnie wzburzona, pyta Toby'ego, czy czasem nie ma jakiejś reguły, mówiącej o tym, że HR nie pozwala na takie rozmowy w miejscu pracy. Toby odpowiada zrezygnowanym tonem: "HR to żart. Nie mogę zrobić niczego w żadnej sprawie".
http://153sceny.pl/hr-2/
Biuro, USA 2005-2013, sezon 8, odcinek 21
Reżyseria: Claire Scanlon
Na koniec krótka wypowiedź najbardziej chyba "charakternego" HR-owca z polskiego podwórka. Mowa o Łukasiku, dyrektorze personalnym z Warszawskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego, jednym z bohaterów serialu Zmiennicy.
Łukasik jest człowiekiem, którego podstawowym zadaniem jest wyszukiwanie haków na pracowników firmy. Stara się wszystko kontrolować i mieć wpływ na wszystkie decyzje. Jak być może pamiętasz, najważniejszy pomysł fabularny tego serialu polega na tym, że główna bohaterka udaje mężczyznę po to, żeby dostać pracę jako taksówkarz. Kiedy prawda w końcu wychodzi na jaw, Łukasik bez zastanowienia stwierdza, że od początku wiedział o całej mistyfikacji, ale nie chciał jej ujawniać dla dobra firmy.
Warto zacytować jego ciekawy pogląd na sprawę własnej pozycji zawodowej. W jednym z odcinków w taki oto sposób definiuje rolę HR-owca. "Czy pan się kiedyś zastanawiał, kto to jest personalny? To człowiek, który - no, nie mówię o sobie - może być kompletnym idiotą, leniem, moczymordą. Ale jedno, co on musi, to wiedzieć wszystko o wszystkich".
http://153sceny.pl/hr-3/
Zmiennicy, Polska 1986, emisja 1987-1988, odcinek 6
Reżyseria: Stanisław Bareja
Tak oto kończymy temat tego, co przedstawiciele HR-u mówią o swojej roli i swoim znaczeniu. Czas przejść do tego, co o pracownikach działów personalnych mówią przedstawiciele biznesu.
HR a biznes
Styk biznesu z HR-em jest obszarem ciekawie portretowanym. Wzajemny stosunek ludzi "prawdziwego" biznesu i pracowników działów personalnych jest raczej niechętny, a najlepszą tego ilustrację znajdziemy w amerykańskiej wersji Biura. Znany nam już Michael Scott, menedżer oddziału firmy papierniczej Dunder Mifflin, organicznie nienawidzi pracowników działu HR. Michael - sprzedawca, a później szef oddziału firmy - postrzega siebie jako część prawdziwego biznesu, realnego świata. Świat HR-u jest dla niego jedynie dodatkiem, naroślą administracyjną.
Antagonistą Michaela, a zarazem najważniejszym HR-owcem w tym serialu jest Toby Flanderson, którego Michael darzy nienawiścią czystą, szczerą i prawdziwą. Zresztą ułatwia to sama konstrukcja postaci Toby'ego, człowieka bez właściwości, wykonującego swoje zadania bez pasji i zaangażowania. Michael wykorzystuje każdą okazję do tego, żeby szydzić z Flandersona i jego roli w firmie, ale też z jego życia osobistego, ze szczególnym uwzględnieniem rozpadu rodziny.
Pierwszy fragment od razu odnosi się do dwóch obszarów, który opisałem. Michael Scott mówi do kamery dokumentalistów. Jednym zdaniem udaje mu się uderzyć w rolę zawodową, ale też w rolę społeczną Toby'ego: "Toby jest z personalnego, więc technicznie pracuje dla firmy. Ale tak naprawdę nie jest częścią naszej rodziny. Jest również rozwiedziony, więc nie jest też częścią swojej rodziny".
http://153sceny.pl/hr-4/
Biuro, USA 2005-2013, sezon 2, odcinek 2
Reżyseria: Ken Kwapis
Kolejny fragment z tego samego źródła. Znowu Michael Scott, tym razem w rozmowie ze swoim asystentem, Ryanem, który wchodzi do biura i zapowiada telekonferencję z lokalnym przedstawicielem HR-u oraz szefem HR-u z centrali. Następuje krótka wymiana zdań pomiędzy panami. Jej logika jest porażająca.
MICHAEL: Jest coś gorszego niż ktoś z działu HR?
http://153sceny.pl/hr-5/
Biuro, USA 2005-2013, sezon 5, odcinek 2
Reżyseria: Jeffrey Blitz
Na koniec najbardziej ekstremalny przykład stosunku Michaela Scotta do Toby'ego. Toby prowadzi szkolenie dla pracowników. Tłumaczy zagrożenia związane ze współczesnym miejscem pracy. Jedną z groźnych dla zdrowia substancji jest radon. Michael jest bardzo znudzony, w pewnym momencie wstaje i atakuje Toby'ego.
MICHAEL: Nie umrzemy przez radon, umrzemy przez nudę. Poza tym gdybym miał pistolet i dwie kule, i był w pokoju z Hitlerem, bin Ladenem i Tobym, zastrzeliłbym dwa razy Toby'ego.
PRACOWNICY (zniesmaczeni): O nie! Byłeś naprawdę zabawny, a potem przesadziłeś.
MICHAEL: OK. Zastrzeliłbym bin Ladena, a później Toby'ego.
http://153sceny.pl/hr-6/
Biuro, USA 2005-2013, sezon 6, odcinek 23
Reżyseria: Randall Einhorn
Żeby była jasność: to nie jest tak, że to twórcy seriali wymyślili sobie konflikt między środowiskami pracowników HR-u i przedstawicieli biznesu. To raczej kultura masowa zgrabnie podchwyciła istniejące wątki. Mamy na portalu Facebook szyderczą stronę Pani z HaeRu[31] i równie szyderczą stronę Specjalista ds. HR[32]. Zresztą nawet w świecie poważnej refleksji nad tym, jaki biznes ma stosunek do HR-u, widać zastrzeżenia i pretensje. Znanym przykładem jest esej Dlaczego nienawidzimy HR-u, który w 2007 roku na łamach portalu Fast Company zamieścił Keith Hammond. Autor w kilku zgrabnych punktach streścił główne zarzuty świata biznesu pod adresem pracowników personalnych. W skrócie lista wygląda tak:
HR nie jest rzecznikiem pracowników, a raczej narzędziem w rękach korporacji. Z HR-em nikt się nie liczy. Nie jest strategicznym partnerem biznesu. Nie jest ważny w firmie. HR-owcy to nie "najostrzejsze ołówki w piórniku", czyli nie najbardziej bystre i inteligentne osoby. HR-owcy głównie koncentrują się na działaniu, a nie na efektach; ich działania są w związku z tym nieefektywne.
W postaci Toby'ego Flandersona odnajdziemy pewnie wszystkie rysy, o których pisał Hammond. A do tego Toby prezentowany jest jako człowiek miękki, niekompetentny, uległy, toporny w kontaktach społecznych i - najprościej mówiąc - nudny. To obraz krzywdzący, ale nie najgorszy w zestawie materiałów, do których można dotrzeć. Jak zobaczysz na kolejnej stronie, można posunąć się krok dalej w tendencyjnym i szyderczym prezentowaniu pracowników HR-u.
Pani M.
Wróćmy na chwilkę do jednej z bohaterek serialu Korporacja według Teda. Pisałem już wcześniej o pani Janet S. Crotum. Pojawiła się we fragmencie opisującym nieludzką biurokrację i paradoksy administrowania danymi pracowników. Panią Janet S. Crotum widzimy na zdjęciu poniżej.
Widzimy coś jeszcze - tabliczkę z jej imieniem i nazwiskiem. Na pierwszy rzut oka wszystko jest OK. Gdyby jednak usunąć kropkę i połączyć samotną literkę "S" z resztą nazwiska, powstanie słowo scrotum, czyli moszna.
Mamy więc bohaterkę, pracownicę działu personalnego, która w wolnym tłumaczeniu nazywa się Żaneta M. Oszna. To chyba wyraźnie oddaje stosunek twórców serialu do działu HR...
Najcenniejszy zasób organizacji
Działy personalne zajmują się zasobami ludzkimi. Niektórym osobom samo nazywanie ludzi w firmie zasobem, a działów działami zasobów ludzkich wydaje się niehumanitarne i stawia pod znakiem zapytania życzliwe podejście do pracowników organizacji.
Człowiek często jest nazywany najważniejszym zasobem organizacji... choć czasem zgodnie z popularnym powiedzeniem z czasów gospodarki socjalistycznej: "Najważniejszym celem gospodarki jest człowiek. Szkoda, że jest to cel ruchomy". Taka idea przyświeca z pewnością uczestnikom pewnej rozmowy pochodzącej z animowanej wersji Dilberta. Rozmawiają ze sobą Szef, nieudolny menedżer firmy, z Dogbertem, wynajętym konsultantem. Szef wpadł na pomysł, że potrzebna mu fuzja (ponieważ fuzje są modne). Dogbert słusznie dopytuje go, jaka jest wartość firmy, która ma podlegać fuzji. Odpowiedź i reakcja Dogberta pokazują zadziwiającą matematykę. Z ludźmi firma warta jest mniej niż bez nich.
DOGBERT: Ile jest warta twoja firma?
SZEF: Hmm, mamy 20 miliardów dolarów w gotówce i żadnych zobowiązań. No, chyba że weźmiemy pod uwagę pracowników, których nazywamy naszym najcenniejszym zasobem.
DOGBERT: 20 miliardów w gotówce plus pracownicy. To daje jakieś 15 miliardów netto.
http://153sceny.pl/hr-7/
Dilbert, USA 1999-2000, sezon 2, odcinek 7
Reżyseria: Jim Hull
Opisałem, jak HR sam definiuje swoją rolę i jak na ten dział patrzą pracownicy biznesowi. Pokazałem, że ludzie mogą być traktowani w bilansach jako element zmniejszający wartość firmy. Czas na odpowiedź na ważne pytanie: czym dział personalny w ogóle się zajmuje? Zobaczymy kilka przejawów takiej działalności, w zamyśle wpływających dodatnio na poziom motywacji pracowników.
System ocen pracowniczych
Jednym z zadań działów personalnych jest wprowadzanie i utrzymywanie różnego rodzaju systemów wspierających zarządzanie pracownikami, takich jak system ocen pracowniczych. W założeniu działanie systemu polega na tym, że od czasu do czasu przełożony dokonuje oceny jakości pracy swoich pracowników, a następnie w rozmowie z nimi dzieli się swoją oceną. Pracownik w tym samym czasie ocenia sam siebie według tych samych kryteriów. Rozmowa jest okazją do porównania ocen i ustalenia planów rozwojowych. Bez cienia przesady można stwierdzić, że działy personalne zazwyczaj przywiązują do takich ocen większe znaczenie niż pozostali uczestnicy życia korporacyjnego.
W praktyce z tym systemem często powiązane są na przykład wynagrodzenia pracowników, premie okresowe, decyzje o awansach zawodowych. Im wyższa ocena, tym większe korzyści dla pracownika. Nic więc dziwnego, że od czasu do czasu pojawiają się głosy dotyczące sprawiedliwości tych ocen. Wszak stawianie wysokich ocen nie do końca jest na rękę korporacji, która musi wtedy rozdać więcej pieniędzy. Poza tym w oczach pracowników działu HR sytuacja, w której większość pracowników uzyskuje najwyższe noty, jest co najmniej podejrzana. Czasem można usłyszeć, że oceny w firmach przyznawane są "z rozdzielnika", co oznacza, że określony procent pracowników powinien otrzymywać oceny określonej wysokości. Czasem słyszy się o naciskach, którym poddawani są szefowie prowadzący oceny swoich pracowników.
Coś takiego widzimy we fragmencie animowanej wersji Dilberta. Szef zespołu jest właśnie po ocenie pracowników. Od szefa HR-u Catberta dowiaduje się, że ocenia swoich ludzi za wysoko i powinien zmienić podejście. Najpierw przed nami rozmowa szefa z Catbertem, a później ponowna ocena Wally'ego i moment przekazania mu informacji o nowej polityce firmy oraz zmianie jego oceny.
CATBERT: Zgodnie z dokumentami wszyscy twoi pracownicy dostali ocenę "dobry".
SZEF: Mówiąc szczerze, ledwie ich na co dzień rozróżniam.
CATBERT: Hmm. Czy to nie zabija ich motywacji i chęci do życia?
SZEF: Co prawda chodzą z głowami wciśniętymi w ramiona, ale sądziłem, że to dlatego, że nie piją mleka.
CATBERT: Hmm, niby wszystko jest OK, ale moglibyśmy chyba mieć trochę więcej radości ich kosztem.
SZEF: Moglibyśmy?
CATBERT: Możemy ich arbitralnie ukarać!
SZEF: Możemy?
CATBERT: Możemy, ale to musi wyglądać jak nowa polityka firmy. Nowa polityka firmy jest taka, że każda grupa pracowników ma właściwą dystrybucję ocen w ocenie okresowej. Co najmniej 20% twoich pracowników musi być ocenione najniżej w rankingu.
SZEF: Masz na myśli... niesatysfakcjonujący?
CATBERT: Niżej.
SZEF: Niekompetentny?
CATBERT: Niżej, niżej.
SZEF: Myślisz... że...
CATBERT: Dokładnie.
(I dalej rozmowa szefa z jednym z pracowników, którym jest Wally).
SZEF: Wally, musiałem obniżyć twoją ocenę z oceny "dobry" na naszą najniższą ocenę, którą jest "opóźniony w rozwoju".
WALLY: Opóźniony?
SZEF: Wiem, to brzmi ostro, może nawet nie jest to poprawne politycznie. Ale nasza nowa polityka firmy mówi o właściwym rozkładzie ocen okresowych. I skoro Todd dostał najwyższą ocenę, to pozostałym muszę ocenę obniżyć.
WALLY: Sądzę, że się do tego przyzwyczaję.
SZEF: Na pewno. Ale będziesz musiał to zrobić gdzie indziej. Polityka firmy jest taka, że zwalniam każdego, kto ma najniższą ocenę.
http://153sceny.pl/hr-8/
Dilbert, USA 1999-2000, sezon 2, odcinek 12
Reżyseria: Perry Zombalas
Oczywiście żadna firma nie pozwoliłaby sobie na stosowanie takich określeń poziomu kompetencji jak "opóźniony w rozwoju". Często jednak można usłyszeć głosy, że oceny w systemie przyznawane są z rozdzielnika, że istnieją wewnętrzne wytyczne firmy dotyczącego tego, ile osób może otrzymać ocenę na najwyższym poziomie, a ile powinno zostać ocenionych krytycznie.
Oceny okresowe działają
W poprzednim punkcie zobaczyliśmy, jak oceny okresowe mogą być dopasowywane do potrzeb polityki firmy. Teraz zobaczymy - oczywiście w krzywym zwierciadle - inne narzędzie w arsenale HR-owców. Zobaczymy też, że systemy takie rzeczywiście mogą wpływać na zachowania osób, które były oceniane.
Fragment pochodzi z Korporacji według Teda. Kadra menedżerska firmy została właśnie oceniona przez swoich współpracowników. Procedura przypomina ocenę 360 stopni, w której na temat konkretnej badanej osoby wypowiada się grupa ludzi wypełniających kwestionariusz. Badana osoba otrzymuje później raport zbierający obserwacje kilku wypowiadających się (wśród nich najczęściej są: szef, podwładni, współpracownicy i klienci).
W naszym fragmencie wśród ocenianych byli oczywiście Ted (ludzki szef działu badań) i Veronica (ostra szefowa firmy). Clark, konsultant personalny, dzieli się z nimi wiadomościami o tych ocenach. Zobaczmy, jak reagują bohaterowie.
TED (do siebie): Firma ma problem. Ostatnia ankieta pokazała, że morale spadło z "niskiego", które im nie przeszkadzało, do "chcę zrównać to miejsce z ziemią". Szczerze mówiąc, dziwi mnie, że była taka opcja. Oto Clark. On prowadził ankietę. Teraz właśnie mówi Veronice, co pracownicy o niej sądzą. Co oznacza, że od teraz Veronica nie cierpi Clarka.
CLARK: 63% ma panią za zbyt onieśmielającą.
VERONICA: Jest coś takiego jak zbyt onieśmielająca? Jest? Mów, liczniku fasolek.
CLARK: Mówiłem już trzy razy, że nie lubię tego określenia.
(Wchodzi Ted).
TED: Przepraszam, miałem być o 11.00.
VERONICA: Skończyliśmy. Wszyscy się mnie boją, co wygląda mi na ich problem, ale widać nie jest.
CLARK: Firma martwi się, że spadek morale ma wpływ na produktywność. Powinna pani złagodzić swój image. Komplementować i być bardziej wspierająca. Jeśli ludzie czują się doceniani, to ciężej pracują.
TED: Veronica, na pewno wszyscy musimy wprowadzić jakieś zmiany.
CLARK: Nie pan.
TED: Wszyscy mnie lubią?
(...)
CLARK: Panie Crisp, miał pan nieomal jednomyślne oceny "doskonały". W zasadzie było kilka opinii "uroczy".
VERONICA: O, bracie. Patrzcie, jaki Jezus.
TED (zaniepokojony): Nieomal jednomyślne? To znaczy kilka mniej czy kilka więcej?
CLARK: Jedyna grupa, która pana nie ocenia dobrze, to mężczyźni po pięćdziesiątce z niższego kierownictwa.
VERONICA: Kiepsko, Ted. Oni kochają mnie.
CLARK: Nieprawda, nie kochają.
VERONICA: Cicho, liczniku fasolek.
TED: Nie rozumiem. Czemu po pięćdziesiątce?
CLARK: Jest pan młody, przystojny, odnosi sukcesy. Oni pana nienawidzą.
TED: Może powinienem dać się im poznać lepiej.
http://153sceny.pl/hr-9/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 1, odcinek 7
Reżyseria: Gail Mancuso
Zresztą sama Veronica pod wpływem tej oceny też zmienia swoje zachowanie - na przykład próbuje stosować komplementy. Najlepsze z nich to: "Ładny sweter, Lily. Popieram decyzję, aby go nosić", "Witaj, łysiejący gościu, podoba mi się, co zrobiłeś z resztką włosów". Co z tego wychodzi, opisywałem już w punkcie traktującym o zmianie wystroju biura open space, zafundowanego nieszczęsnym pracownikom (Życie w bezdusznych boksach).
Pracownik miesiąca
W poprzednim punkcie pokazałem, jak oceny okresowe potrafią wpływać na zachowania pracowników. Czas na kolejny instrument w arsenale HR-owców - nagrody dla pracowników miesiąca. W założeniu jest to laur ważny dla pracowników i - jako taki - mogący wpłynąć na ich poziom motywacji. Jeśli ludziom zależy na tytule, będą pracować bardziej wydajnie. Tyle teoria, a jak to wygląda w serialowej praktyce?
Poniżej fragment serialu Technicy magicy. Jen, naprawdę niekompetentna szefowa działu IT, otrzymała właśnie tytuł pracownika miesiąca. Najpierw zobaczymy scenę rozmowy Jen z jej współpracownikiem Royem, a później fragment, w którym szef firmy Douglas tłumaczy reporterce, jak dokonuje zazwyczaj wyboru najlepszych pracowników. Te dwie sceny pięknie pokazują rozdźwięk pomiędzy wyobrażeniami pracowników a tym, jak do sprawy podchodzi sama firma.
ROY: To dopiero coś. Prawdziwy zaszczyt.
JEN: Wiem.
ROY: Musiałaś im zaimponować.
JEN: Nawet nie wiedziałam, że organizują tutaj coś takiego jak pracownik miesiąca.
ROY: Serio? Myślałem, że już raz wygrałaś.
JEN: Nie, wtedy wszyscy myśleli, że umarłam. Pracownik miesiąca.
ROY: To bardzo cenny tytuł.
JEN: Wygrałeś go kiedyś?
ROY: Nie. Nie wygrałem. Czasem myślę, że to dlatego, iż tak rozpaczliwie go pragnę!
JEN: Jestem pracownikiem miesiąca.
ROY: Pomimo tego, że dla zwykłego obserwatora nie robisz tu prawie nic.
JEN (rozmarzona): Musieli zobaczyć coś więcej. Ktoś na górze musiał coś we mnie wyczuć. Coś, co zawsze czułam, że jest we mnie. Mój geniusz? Nie, tak nie powiem, ale coś.
(Chwilkę później rozmawiają ze sobą Douglas, szef firmy, i reporterka).
DOUGLAS: Jestem szefem, bossem, numero uno, Panem Wielkim, Ojcem Chrzestnym, Władcą Pierścieni, Tożsamością Bourne'a... Taksówkarzem, Szczękami. Już zapomniałem, jakie było pytanie. Przypomnij mi, kim jesteś?
REPORTERKA: Jestem April Shepherd. Został pan człowiekiem roku według magazynu "Najbogatsi". Przygotowuję profil.
DOUGLAS: Ach tak, rzeczywiście.
REPORTERKA: Wiem, że jest pan szefem, ale jakie ma pan obowiązki?
DOUGLAS: Wiele obowiązków. Na przykład dziś rano... musiałem wybrać pracownika miesiąca z kartonu.
(Douglas wskazuje na karton pełen zdjęć pracowników).
http://153sceny.pl/hr-10/
Technicy magicy, Wielka Brytania 2006-2010, sezon 1, odcinek 5
Reżyseria: Graham Linehan
To też przerysowany sposób zwrócenia uwagi na ważny problem. To, co komunikowane jest pracownikom jako ważne narzędzie rozwojowe i motywacyjne, przez kadrę menedżerską bywa postrzegane jako bezużyteczne i zajmujące cenny czas.
Zwykła pani z działu personalnego
Można śmiało założyć, że przeciętny człowiek z przedstawicielem HR-u widuje się przede wszystkim w sytuacjach rekrutacyjnych, a prócz tego ma mgliste pojęcie o tym, czym ktoś taki się zajmuje. Zresztą nawet przeciętny pracownik korporacji zwykle nie ma dużej wiedzy o obowiązkach tego działu. Upraszczając - HR zajmuje się czymś dla większości ludzi tajemnym.
Dlatego właśnie mało oczywistym zabiegiem jest wykorzystanie postaci HR-owca w reklamie jednego z leków przeciwbólowych. Fabuła jest prosta. Zwykły człowiek opowiada o niezwykłym osiągnięciu. W tym konkretnym przypadku jest to Agnieszka Kiela-Pałys, pracownica działu HR i jednocześnie zdobywczyni Mount Everestu.
Opowiada (oczywiście na tle zdjęć ze zdobywania Góry) m.in. tak:
AGNIESZKA KILELA-PAŁYS: Zobaczyłam tę piramidę Everestu, która jest bardzo charakterystyczna i rozwiewa się ten pióropusz, tak wiesz, tak fsiuuu... I wygląda niepowtarzalnie. Inne góry tego nie mają. Jedna lawina zeszła dosyć blisko. Wielka chmura i takie puf. I w tym momencie nie wiadomo, czy to jest tuż za plecami czy jakoś dalej. Także ten dźwięk zapamiętam do końca życia.
Następnie dochodzi się do wierzchołka południowego i w tym momencie już miałam ochotę biec na ten szczyt. No i około 5.30 byłam na szczycie. To było takie dosyć surrealistyczne wrażenie. Fajnie.
Na imię mam Agnieszka, pracuję w dziale personalnym.
http://153sceny.pl/hr-11/
Reklama Ibupromu MAX
Reżyseria: Marek Dawid
Chciałbym tu zwrócić uwagę na kilka smaczków. Po pierwsze, jest to pierwszy i jedyny HR-owiec sportretowany w polskiej reklamie telewizyjnej. Po drugie, na potrzeby reklamy pojawia się: "Pracuję w dziale personalnym", a nie "Pracuję w dziale HR". Pewnie po to, żeby większa część odbiorców miała szansę zrozumieć przekaz. Po trzecie, konstrukcja reklamy jest następująca: nawet zwyczajny człowiek może dokonać nadzwyczajnych rzeczy, zatem HR-owiec pojawia się tutaj jako przedstawiciel "zwykłych ludzi", potencjalnie każdego z nas, odbiorców.
Mali HR-owcy
Wyobraźmy sobie taką sytuację. Rodzice patrzą na swoje dziecko bawiące się grzecznie zabawkami na kocyku. Przyjmijmy, że to mały, rozkoszny, dwuletni chłopczyk. Rozczuleni rodzice spoglądają na pociechę, później głęboko patrzą sobie w oczy. Potem znowu rzut oka na dziecko. Wreszcie któreś z nich mówi z nadzieją w głosie: "Ech, żeby tak wyrosło z niego coś porządnego. Może HR-owiec!".
Jeśli masz trudności z wyobrażeniem sobie takiej sceny, nic w tym dziwnego. Niewielu rodziców myśli o przyszłości swoich dzieci w taki sposób, osadzając je w dziale personalnym. Zresztą podobnie rzadko myślimy, że będą na przykład sprzedawcami. Zdanie: "Żeby z niego wyrosło coś porządnego, może sprzedawca" brzmi jeszcze mniej prawdopodobnie.
Piszę to wszystko, żeby pokazać, jak ciekawy jest zabieg, który wykorzystał portal HR.com. W 2006 roku pojawił się pewien film reklamujący ten portal. Grupa kilkuletnich dzieciaków staje tam przed kamerą i mówi o tym, że w dorosłym życiu chce pracować w dziale personalnym. Na tle romantycznej muzyki wszyscy po kolei wypowiadają zdania, które znajdziesz poniżej. Jak zobaczysz, same zdania są gorzkie i mocno ironiczne względem zadań działów personalnych i pozycji HR-owców w firmach. Wrażenie dodatkowo potęguje fakt, że zdania są wypowiadane słodkim, dziecięcym głosem.
Kiedy dorosnę, chcę pracować w HR. Chcę wypruwać sobie żyły przez czterdzieści godzin tygodniowo. Pięćdziesiąt godzin tygodniowo. Sześćdziesiąt godzin tygodniowo. I być postrzeganym tylko jako koszt.
Chcę być specjalistą do spraw płac. Którego się wini za błędy komputera. Za błędy banku. Za błędy w zatrudnieniu. Który jest zatrudniany przez najnowsze i najlepsze firmy obsługujące płace.
Chcę być kierownikiem działu HR. Który spędza miesiące, badając nowe systemy zarządzania wydajnością. Systemy śledzenia aplikacji. Systemy planowania awansów. Tylko po to, by usłyszeć, że nie ma na to budżetu.
Kiedy dorosnę, chcę być specjalistą od spraw rekrutacji. I oferować pracę ludziom dwa razy młodszym ode mnie. Dwa razy mniej ode mnie doświadczonym. Którzy zarobią dwa razy więcej ode mnie.
Chcę być dyrektorem do spraw rekrutacji. Który powie zespołowi, że zatrudniamy najlepszych pracowników. Za marne pieniądze. Chcę być zakopany pod stertą papierów. I przeklinać znienawidzony komputer.
Kiedy dorosnę, chcę być specjalistą do spraw obsługi świadczeń. By w magiczny sposób rozszerzyć zakres ochrony ubezpieczeniowej, zmniejszając koszty. I patrzeć, jak codziennie sytuacja na koncie się pogarsza.
Chcę pracować jako coach dla liderów. I tworzyć siłę rezerwy kadrowej. By przygotować moją firmę na przyszłość. Ale nie ma nikogo, kto miałby umiejętności przywódcze. I nikogo, kto chciałby mieć.
Chcę być specjalistą do spraw personalnych. By podarować firmie moją duszę. Poświęcić moją godność. Oddać swoje wakacje. I organizować imprezy świąteczne za 200 dolarów.
Kiedy dorosnę, chcę być trenerem biznesu. I spędzać całe tygodnie w podłych hotelach. Organizować gry integracyjne dla dorosłych ludzi, którzy oczywiście docenią mnie, siedząc przy biurku i surfując w necie.
Chcę być wiceprezesem do spraw HR. I udawać, że zapraszają mnie na spotkania zarządu. I z uwielbieniem wypowiadać się o kijach golfowych nowego prezesa. Przy okazji wręczania pasków wypłaty najważniejszym zasobom organizacji.
Odkryj na nowo, co tak bardzo uwielbiasz w HR.
Kiedy dorosnę, chcę pracować w HR.
http://153sceny.pl/hr-12/
Reklama portalu HR.com
Jak taki materiał odbierają sami pracownicy działów HR? Zacytuję jedną z wypowiedzi z portalu, na którym film został zamieszczony. Pięknie pokazuje ona, że tak naprawdę śmiech wzbudzany przez nagranie jest gorzki i potrafi zaboleć. "TAAAAK. Tak! Tak! Tak! To wszystko prawdziwe, bardzo, bardzo prawdziwe. Dalej wycieram łzy śmiechu / bólu".
Szefowie
O szefach
Na początek fragment trwający trzydzieści sekund, ale wart osobnej strony. Scena pochodzi z Korporacji według Teda. Niemal w każdym odcinku tego serialu pojawia się fragment stylizowany na film reklamowy, w którym firma stara się powiedzieć coś ciekawego na swój własny temat. Dziś tego rodzaju film potraktowalibyśmy jako employer branding. Mógłby być puszczany potencjalnym pracownikom, by przekonać ich, że w tej firmie warto pracować.
Poniższy fragment powie nam, kim są szefowie i dlaczego są oni ważni w życiu korporacyjnym.
Szefowie. Każdy ich ma. Bez szefów bylibyśmy jak robaki. Obrzydliwi. Szefowie sprawiają, że wszystko jest lepsze. Więc słuchaj swojego szefa. I nie podważaj jego decyzji. W przeciwnym wypadku będziesz nie lepszy niż robak. Veridian Dynamics. Szefowie. Konieczność.
http://153sceny.pl/szefowie-1/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 1, odcinek 8
Reżyseria: Michael Spiller
Wiele kolejnych materiałów idealnie wpisze się w ten krótki fragment, od którego zacząłem.
Pośpiewajmy o szefach
Na łamach tej książki pojawiały się już piosenki, chociażby w części poświęconej wyjazdom integracyjnym. Teraz garść utworów opisujących figurę szefa. Zaczniemy od utworu zespołu Big Cyc z 2004 roku o wdzięcznym tytule Nienawidzę szefa. Oto opowieść o typowym szefie typowego biura w korporacji.
Wcześnie rano, korytarzem
Niczym sprytny, chiński szpieg
Z neseserem, w czarnym płaszczu
Po cichutku skrada się
Beznamiętnie już roztacza
Groźny Bazyliszka wzrok
Przerażeni za biurkami
Śledzą każdy jego krok
Dziś od rana jest przemiły
Wszyscy czują zapach krwi
Nieustannie od dziesiątej
Obserwują jego drzwi
Telefony ciągle dzwonią
W gabinecie słychać młyn
Sekretarki już donoszą
Na odprawie będzie dym
Nie- nie- nie- nienawidzę szefa
Na bankiecie przy kieliszku
Niczym ojciec, druh i brat
Gdy do błędu się nie przyznasz
Bezlitosny jest jak kat
Nienawidzisz jego gestów
Gdy szyderczo śmieje się
I uprzejmie, przy kolegach
Jak codziennie zbeszta cię
Gdy się śmieje, tłum lizusów
Znowu cieszy się wraz z nim
Gdy jest smutny, to smutasy
Wśród usłużnych wiodą prym
Nieomylny, bo pomylić się
Najwyżej możesz ty
Szef ma rację, ty na zawsze
Zapamiętaj gdzie są drzwi
Nie- nie- nie- nienawidzę szefa...
http://153sceny.pl/szefowie-2/
Nienawidzę szefa, Big Cyc, 2004
Tak właśnie Big Cyc śpiewał o nienawiści do szefa. Krok dalej idzie zespół Castet w utworze Zabij szefa z 2008 roku. Klasycznie - szef to tyran zmuszający cię do ciężkiej pracy, źle cię wynagradzający i tuczący się na Twojej krzywdzie. Ciekawą figurą retoryczną, pokazującą, że nienawiść do szefa jest nie tylko normą, lecz także właściwym podejściem, jest fraza: "Zabij swego szefa w pracy Bóg na pewno to wybaczy".
Zabij swego szefa w pracy
Bóg na pewno to wybaczy
Zbierzesz punkty, będziesz w niebie
On się będzie smażył w piekle
Wykorzysta sytuację
By pozbawić cię wakacji
Da ci urlop w październiku
Sam się bawi w sierpniu, lipcu
Robisz co dzień dziesięć godzin
Masz płacone jak za osiem
Dwie godziny na dojazdy
Szef najnowszy model Audi
Zabij swego szefa w pracy
Bóg na pewno to wybaczy
Zbierzesz punkty, będziesz w niebie
On się będzie smażył w piekle
http://153sceny.pl/szefowie-3/
Zabij szefa, Castet, 2008
Szef motywuje
Menedżer w środowisku zawodowym ma do wykonania wiele ważnych zadań. Powinien zaplanować pracę zespołu, zorganizować zasoby do tej pracy i wreszcie - po jej wykonaniu - sprawdzić, jakie są efekty. Wiadomo jednak, że pracownikom może skończyć się zapał w połowie zadania i mogą stracić energię do pracy. Wtedy potrzebna jest szczypta motywacji. Zobaczmy kilka fragmentów, w których szefowie używają swoich kompetencji w zakresie motywowania. Oczywiście każdy robi to na swój własny, oryginalny sposób.
Pierwszym naszym przewodnikiem po świecie motywacji będzie Veronica z serialu Korporacja według Teda. W jednym z odcinków z przepracowania umiera niejaki Jenkins. Veronica, szefowa firmy, próbuje bronić dobrego imienia Veridian Dynamics. Twierdzi, że nie wiadomo, czy śmierć Jenkinsa ma jakiś związek z jego ciężką pracą. Argumentuje, że być może w momencie przyjęcia do pracy Jenkins był już martwy. Kiedy te sposoby zawodzą, firma organizuje uroczystość upamiętniającą stachanowca[26]. Veronica postanawia wykorzystać okazję do zmotywowania załogi.
VERONICA: Ten człowiek kochał swoją pracę. Żył nią i umarł dla niej, choć nie z prawnego punktu widzenia. Musimy więc zapytać sami siebie, jak godnie uczcić jego pamięć? Zaniedbując projekt, który był mu tak bliski? Powtórzę, zaniedbując projekt, który był mu tak bliski? Przekreślając jego marzenia o najlepszym systemie usypiającym w dziejach ludzkości? Czy kończąc jego dzieło tak, jak on je zaczął, po to, aby jego śmierć nie poszła na marne? Pracując dzień i noc, aby zabłysnąć na targach? Moi przyjaciele, skończymy ten projekt na czas i zrobimy to dla Jenkinsa! Nie słyszę!
TŁUM PRACOWNIKÓW: Pomścimy go!
VERONICA: Na kim?
TŁUM PRACOWNIKÓW: Na bezsenności.
VERONICA: Kogo pomścimy?
TŁUM PRACOWNIKÓW: Jenkinsa!
VERONICA: Żebyście wiedzieli. A teraz do pracy, bo dziś będziemy wieczerzać w piekle!
http://153sceny.pl/szefowie-4/
Korporacja według Teda, USA 2009-2010, sezon 2, odcinek 6
Reżyseria: Marc Buckland
Drugi przykład pochodzi z filmu Szefowie wrogowie. Dave Harken jest jednym z tytułowych strasznych szefów. W jednej ze scen ogłasza, że sam zostanie swoim zastępcą (jest prezesem, a dodatkowo zajmie stanowisko wiceprezesa). Nick, który od miesięcy liczył na to stanowisko, ciężko znosi tę decyzję. Zdobywa się na odwagę, żeby porozmawiać ze swoim szefem i pokazać mu, co myśli o całej sytuacji. Scena świetnie opisuje różnicę pomiędzy motywacją a manipulacją. To, co pracownikowi wydaje się oszustwem, w oczach szefa staje się po prostu strategią motywacyjną.
NICK: Możemy porozmawiać? Od miesięcy mnie obiecywał pan to stanowisko.
DAVE: I zobacz, jak ciężko pracowałeś.
NICK: Okłamywał mnie pan?
DAVE: Nie, Nick, motywowałem cię. Wszyscy gramy tutaj w jednej drużynie. Zresztą to ja będę miał więcej zajęć.
NICK: W zeszłym miesiącu zmusił mnie pan do zostania w pracy tak długo, że nie pożegnałem się z Bunią.
DAVE: Słucham?
NICK: Z babcią. Była bardzo chora, chciałem się z nią zobaczyć. Powiedział pan, że jak wyjdę, to wylecę z roboty. Umarła, zanim zjawiłem się w szpitalu.
DAVE: Przykro mi.
NICK: Dziękuję.
DAVE (wybuchając śmiechem): Nie miałem pojęcia, że mówiłeś na babcię Bunia. Przepraszam. Przykro mi, że nie pożegnałeś się z Bunią. Naprawdę. Ale musiałeś pracować do późna, bo jesteś bezcennym pracownikiem i musisz zostać na swoim stanowisku.
NICK: Takiego wała. Pracuję na tym stanowisku osiem lat. Dlaczego mam na nim zostać po latach takiego traktowania?
DAVE: Bo upewnię się, że nikt w tym biznesie cię nie zatrudni.
NICK: Gówno prawda.
DAVE: Nie. Będą chcieli moich referencji, prawda? Z chęcią napiszę, że jesteś nieposłusznym, nieuczciwym pijakiem.
NICK: Nie może pan tak zrobić, to nieprawda.
DAVE: Coś ci powiem. Jesteś moją własnością, moją dziwką. Więc niech ci się nie wydaje, że masz wolną wolę. Mogę cię zniszczyć, kiedy zechcę. Więc przywyknij, bo posiedzisz tu długo.
http://153sceny.pl/szefowie-5/
Szefowie wrogowie, USA 2011
Reżyseria: Seth Gordon
W bardzo nowoczesny sposób próbuje podejść do tematu motywowania Andy, jeden z bohaterów amerykańskiej wersji serialu Biuro, który w siódmej serii staje się szefem oddziału firmy papierniczej Dunder Mifflin. Zauważa spadek morale wśród załogi i dochodzi do wniosku, że coś trzeba z tym zrobić. Wpada na pomysł, żeby motywować pracowników systemowo. Tworzy grę, w której pracownicy zdobywają punkty, które mogą wymieniać na nagrody. W trakcie opowiadania o systemie nagród Andy jest tak podekscytowany, że zgadza się na różne dziwne nagrody. Obiecuje na przykład, że zdobycie 5000 punktów uprawni zwycięzcę do wytatuowania pośladka szefa. Wzór tatuażu wybrać mają pracownicy.
ANDY: Dzięki za przyjście.
GLADYS: Nie musisz nam dziękować za przyjście, to nasza praca.
ANDY: Mnie nigdy nie podziękowano za przyjście na spotkanie, a zawsze chciałem, więc ja będę wam dziękował.
MEREDITH: Co jest pod kocem?
ANDY: To jest pod kocem.
OSCAR: Nie rozumiemy.
ANDY: To są nagrody. Tak podwoimy nasze zyski. Pewnie pytacie siebie: "Jak to działa?".
PAM: Wygląda jak prosty program lojalnościowy, w którym dostajemy od ciebie punkty i wymieniamy je na nagrody.
ANDY: Masz rację i otrzymujesz punkt.
RYAN: Czy to wibrator?
ANDY: Za dwadzieścia punktów.
MEREDITH: Jak się zdobywa punkty?
ANDY: Wysłałem wam maila, więc sprawdźcie folder ze spamem. W skrócie chodzi o to, że dostajecie punkty za lepiej wykonywaną pracę. Za piętnaście punktów możecie zdobyć pluszowego misia.
KELLY: Czemu są tylko zabawki dla dzieci i wibratory? To ohydne.
ANDY: Są też inne rzeczy. Zbiór prac Johna Irvinga za dwadzieścia dwa punkty. Albo możecie złączyć punkty i kupić sukienkę ciążową za pięćdziesiąt pięć punktów.
STANLEY: Może za cięższą pracę będziesz nam więcej płacił?
ANDY: Nie mogę.
KELLY: Ten system punktowy jest obraźliwy.
ANDY: Nie chciałem cię urazić i mam nadzieję, że mi wybaczysz, ponieważ jest też sari. Za szesnaście punktów.
KELLY: To obrus.
JIM: Co, jeśli zbierzemy 500 punktów?
ANDY: To jest prawie niemożliwe.
JIM: Ale co jeśli?
ANDY: Co byś chciał?
JIM: Nie wiem. Za taką szaloną liczbę coś naprawdę szalonego.
ANDY: Za 500 punktów założę sukienkę do pracy.
JIM: Całkiem nieźle. A co za 1000?
ANDY: Przebiegnę nago parking z pączkiem na ptaszku. Podoba się wam? Dobra, za 5000 punktów pozwolę wam wytatuować, co chcecie, na moim ciele, kadłubie starego SS "Bernard".
JIM: I mówisz zupełnie poważnie?
ANDY: Przysięgam na Boga. A teraz do roboty!
JIM: Powiedziałeś, że możemy razem zbierać punkty. W takim razie do roboty.
http://153sceny.pl/szefowie-6/
Biuro, USA 2005-2013, sezon 8, odcinek 2
Reżyseria: Charles McDougall
Andy nie zauważa, że pozwolił pracownikom na zbieranie punktów do wspólnej puli, co oznacza, że liczba potrzebnych punktów, czyli 5000, staje się realna do zdobycia. Na tyle realna, że odcinek serialu kończy się poniższym kadrem.
No to jeszcze jeden przykład, tym razem ze świata sprzedaży. Oto fragment z hiszpańskiego filmu Rok kleszcza. I tutaj przy okazji jedna ważna obserwacja dotycząca dostępności filmów. Jest to jedyny w książce tytuł hiszpański i jeden z niewielu spoza kręgu USA-Wielka Brytania. Jasne jest, że taka optyka zniekształca obraz biznesu, ale wynika to z dostępności tych tytułów w Polsce. Zresztą o Roku kleszcza dowiedziałem się z serwisu YouTube, próby obejrzenia filmu za pośrednictwem legalnego źródła zakończyły się kupieniem kopii na portalu E-Bay i trzytygodniowym czekaniem na przesyłkę.
Na sali widzimy sprzedawców bezpośrednich - takich, którzy krążą po mieście i zaczepiają potencjalnych klientów. O poranku staje przed nimi menedżer, który stara się zmotywować ich do lepszej pracy danego dnia. Umiejętnie buduje zaangażowanie podczas całego spotkania. Większość pracowników (w zasadzie prócz jednej osoby, nowicjuszki) wpada w euforię i z energią zabiera się do działania.
MENEDŻER: Dzień dobry państwu. Każdy wie, po co tu jesteśmy. Prawda?
PRACOWNICY: Żeby sprzedawać!
MENEDŻER: Nie przekonaliście mnie... Zobaczymy... na przykład ty. Jakie masz plany na dzisiaj?
FONSECA: Mam zamiar dużo sprzedać!
MENEDŻER: Nie... Nie sprzedasz nic, bo nie masz motywacji do sprzedawania. Ty, Fonseca, jesteś typowym dupkiem, który nie potrafi sprzedać pieprzonych lodów na pieprzonej wycieczce szkolnej.
FONSECA: Nie, proszę pana! Jestem gotowy, by sprzedać ogromne ilości!
MENEDŻER: Jesteś pewny, głupku?
FONSECA: Tak, proszę pana! Jestem gotowy, by sprzedać ogromne ilości!
MENEDŻER: Nie słyszę cię!
FONSECA: Jestem gotowy, by sprzedać ogromne ilości!
MENEDŻER: Brzmicie, jak byście nie mieli siły, Fonseca.
FONSECA: Jestem gotowy, by sprzedać ogromne ilości!
MENEDŻER: Głośniej, Fonseca!
FONSECA: Jestem gotowy, by sprzedać ogromne ilości!
MENEDŻER: Z mocą aż spod jaj, Fonseca!
FONSECA: Jestem gotowy, by sprzedać ogromne ilości!
MENEDŻER: Bardzo dobrze! A jakie wy macie plany na dzisiaj?
WSZYSCY PRACOWNICY: Jesteśmy gotowi, by sprzedać ogromne ilości!
MENEDŻER: Nie słyszałem!
PRACOWNICY: Jesteśmy gotowi, by sprzedać ogromne ilości!
MENEDŻER: Powstań! Wstawajcie, sukinsyny! Z życiem! Jakie macie dzisiaj, kurwa, plany?
PRACOWNICY: Jesteśmy gotowi, by sprzedać ogromne ilości!
MENEDŻER: Nie słyszę!
PRACOWNICY: Jesteśmy gotowi, by sprzedać ogromne ilości!
MENEDŻER: Nie słyszę!
PRACOWNICY: Jesteśmy gotowi, by sprzedać ogromne ilości!
MENEDŻER: Wszyscy skakać! Skakać! Jakie macie dzisiaj, kurwa, plany?! Szanowni państwo, to wszystko, co chciałem usłyszeć. Życzę dziś owocnych sprzedaży. Dziękuję bardzo.
http://153sceny.pl/szefowie-7/
Rok kleszcza, Hiszpania 2004
Reżyseria: Jorge Coira
Mogłoby się wydawać, że takie sceny są jedynie wymysłem scenarzystów. Nic bardziej mylnego. Wiele firm zajmujących się sprzedażą bezpośrednią, akwizycyjną ma (lub miało) w zwyczaju dokładnie w taki sposób prowadzić motywacyjne spotkania z załogą. Wygląda to idiotycznie, ale można w tym zauważyć pewien sens. Wyobraźmy sobie, że rano podczas spotkania pracownik skacze publicznie, wykrzykuje hasła, udaje zwierzęta, słowem: robi z siebie idiotę. Po czymś takim zaczepienie nieznajomych ludzi na ulicy po to, żeby zaproponować im kupno noży, nie będzie żadnym problemem. Tak bardzo przełamywane są bariery i przesuwane granice żenady, że atakowanie nieznajomych okaże się całkiem normalne.
Na koniec jedna z najbardziej znanych scen motywacyjnych, pochodząca z jednego z najlepszych filmów opisujących świat biznesu: Glengarry Glen Ross. Film jest adaptacją sztuki Davida Mameta, za którą w 1984 roku autor otrzymał Nagrodę Pulitzera. Akcja filmu toczy się w środowisku sprzedawców nieruchomości na Florydzie. Sprzedawcy od jakiegoś czasu nie mają dobrych wyników, w ich miejscu pracy pojawia się zatem wezwany przez zarząd Blake (w tej roli Alec Baldwin), którego zadaniem jest zmotywować zespół. Wysłannik centrali robi to w bardzo efektowny sposób, poniewierając przy tym praktycznie wszystkimi (w rolach pracowników równie znane nazwiska - Jack Lemmon, Ed Harris oraz Alan Arkin). Co do samego wystąpienia Blake'a - jak napisał jeden z recenzentów, Alec Baldwin dostaje w tym filmie dla siebie dziesięć minut i wykorzystuje je naprawdę dobrze.
BLAKE: Porozmawiajmy o czymś ważnym. Odstaw tę kawę. Kawa jest tylko dla tych, którzy zamykają sprzedaż. Myślisz, że się z tobą pieprzę? Nie, nie pieprzę się z tobą. Jestem z centrum. Od Mitch & Murray. I jestem tu na misji litości. Nazywasz się Levene?
LEVENE: Tak.
BLAKE: I nazywasz sam siebie sprzedawcą, ty sukinsynu.
MOSS: Nie muszę słuchać tego gówna.
BLAKE: Oczywiście, że nie musisz, bo mam dla ciebie dobrą wiadomość - jesteś zwolniony. Zła wiadomość jest taka, że macie... wszyscy... tylko tydzień, by odzyskać swoje stołki, zaczynając od dzisiaj wieczorem, od dzisiejszych spotkań. Teraz mnie słuchacie? Dobrze... Ponieważ dodaliśmy małe co nieco do konkursu sprzedażowego w tym miesiącu. Jak wszyscy wiecie, pierwszą nagrodą jest cadillac Eldorado. Chcecie wiedzieć, jaka jest druga? Otóż drugą nagrodą jest komplet noży do steków. Trzecia nagroda to wylanie z pracy. Zrozumieliście, jak to wygląda? Będziecie się teraz śmiać? Macie polecenia. Mitch & Murray słono za nie zapłacili. Otrzymaliście je, żeby sprzedawać. Nie potraficie zamknąć sprzedaży, jesteście gównem. Pożegnajcie się, ponieważ wylatujecie.
LEVENE: Te polecenia są słabe.
BLAKE: Polecenia są słabe? Sami jesteście słabi. Siedzę w tym biznesie piętnaście lat.
MOSS: Jak się nazywasz?
BLAKE (do Mossa): Pierdol się. Tak się nazywam. Wiesz dlaczego? Bo ty przyjechałeś tutaj hyundaiem, a ja bmw za 80 tysięcy dolarów. To moje imię. (do Levene'a) A twoje to "Chciałbym". Nie potrafisz zagrać w męską grę? Nie potrafisz zamknąć sprzedaży? Więc idź do domu i opowiedz swojej żonie o kłopotach. Bo tylko jedna rzecz liczy się w życiu... dopaść ich i uzyskać podpis! Słyszycie mnie, wy popaprańcy? A-B-C Always Be Closing (zawsze zamykaj sprzedaż). AIDA - Attention, Interest, Decision, Action (Uwaga, Interes, Decyzja, Akcja). UWAGA - czy mam waszą uwagę? INTERES - czy jesteście zainteresowani? Wiem, że jesteście, bo albo to pieprzycie, albo wchodzicie. Albo zamykasz sprzedaż, albo lądujesz na ulicy. DECYZJA... Czy podjęliście decyzję, na rany Chrystusa? I DZIAŁANIE... A-I-D-A! Wyłaź na ulicę, masz przed sobą potencjalnych klientów. Oni tam siedzą i czekają, żeby dać ci swoje pieniądze. Weźmiesz je? Czy masz wystarczające jaja, by je wziąć?
MOSS: Bzdury.
BLAKE: W czym problem, koleżko? Ty... Moss.
MOSS: Jesteś takim bohaterem, jesteś tak bogaty, dlaczego marnujesz swój czas z takimi jak my?
BLAKE: Widzisz ten zegarek? Widzisz go?
MOSS: Tak.
BLAKE: Ten zegarek jest wart więcej niż twój samochód. W ubiegłym roku zarobiłem 970 tysięcy dolarów. A ty ile? Widzisz, koleżko... oto, kim jestem, a ty jesteś nikim. Miły gość? Co za gówno. Dobry ojciec? P...dol się, idź domu i baw się z dziećmi. Chcesz tu pracować... Zamykaj sprzedaż! Myślisz, że to jest obelga? Myślisz tak, ty obciągaczu? Nie dasz rady, bo ta obelga cię przerasta? Nie podoba ci się, odejdź. Mogę wyjść dzisiaj wieczorem i na materiałach, które macie, zarobię 15 tysięcy dolców. Dzisiaj... w dwie godziny! Zrobisz to? Zrobisz to? Idźcie i róbcie podobnie. A-I-D-A. Zaszalejcie, wy sukinsyny. Zaszalejcie! Wiecie, co to znaczy sprzedać nieruchomość? To znaczy mieć jaja ze spiżu. Idźcie i róbcie to samo, panowie. Pieniądze są tam, wy je tylko podnieście, będą wasze. Jeśli tego nie zrobicie, będę wami gardził. Macie wyjść dzisiaj na ulicę i sprzedać. Zróbcie to. Jeśli nie, będziecie czyścić mi buty. I dobrze wiecie, co będziecie mówić. Banda przegranych siedząca w barze: "Och, tak, byłem kiedyś sprzedawcą. To twarda robota". To są nowe polecenia dotyczące Glengarry. Dla was są jak złoto, lecz nie otrzymacie ich. Dlaczego? Bo dać je wam to tak, jakby je wyrzucić w błoto. One są dla tych, którzy zamykają sprzedaż. Życzyłbym wam powodzenia, ale nie wiedzielibyście, co z nim zrobić. (do Mossa) A odpowiadając na twoje pytanie, koleżko, dlaczego tu jestem? Przyszedłem tutaj, ponieważ Mitch & Murray poprosili mnie o to. Poprosili mnie o przysługę. Prawdziwą przysługą byłoby, gdyby poszli za moją radą i odstrzelili twoją pierdoloną dupę, bo przegrany zawsze będzie przegranym.
http://153sceny.pl/szefowie-8/
Glengarry Glen Ross, USA 1992
Reżyseria: James Foley
Szef wszystkich szefów
Na tle filmowych figur szefów wyróżnia się bohater filmu Larsa Von Triera Szef wszystkich szefów. Fabuła jest prosta. Rzecz dzieje się w firmie informatycznej, której szefem jest Ravn. Ponieważ daleko mu do charyzmatycznego przywódcy, w którymś momencie wymyśla sobie postać swojego szefa. To ułatwia mu działanie w wielu sprawach. Winę za niepopularne decyzje zawsze może zwalić na szefa wszystkich szefów, by sam dobrze wypaść w oczach pracowników. Sprawa komplikuje się, kiedy chce sprzedać swój biznes Islandczykom.
W siedzibie firmy musi pojawić się najwyższy szef, który ma podpisać kontrakt. Ravn wynajmuje do tego swojego kolegę, aktora. Kristoffer ma zagrać prostą rolę: siąść do stołu i podpisać umowę, lecz wcześniej nieopatrznie na korytarzu firmowym przedstawia się grupie pracowników. Do ujawnienia prawdy jest blisko. Oto rozmowa pomiędzy Kristofferem a Ravnem, która następuje zaraz po tym zdarzeniu.
RAVN: Miałeś im się nie pokazywać. Zaraz zaczną plotkować.
KRISTOFFER: Wiedzą, że nie jestem ich szefem. Nie powiedzą nic Finnurowi?
RAVN: Nie o to chodzi. Oni naprawdę ci uwierzyli.
KRISTOFFER: Przyznaję, byłem przekonujący. Chociaż nie dałeś mi za dużo materiału. Ale przy tej klasie aktorstwa fizyczne podobieństwo nie ma już znaczenia.
RAVN: Oczywiście, że nie ma. Bo nigdy go nie widzieli.
KRISTOFFER: Nie widzieli swojego szefa?
RAVN: Nie.
KRISTOFFER: Nie rozumiem.
RAVN: Jestem słaby. Firmie potrzebny jest naturalny przywódca. Mnie brak charyzmy. Nie radziłem sobie. Wmówiłem im, że też jestem na pensji. Że właściciel mieszka i pracuje w Stanach. Wiem, to chore, ale wymyśliłem szefa. Ale dopóki nikt z nim nie chciał rozmawiać, było dobrze.
http://153sceny.pl/szefowie-9/
Szef wszystkich szefów, Dania-Francja-Islandia-Niemcy-Szwecja-Włochy 2006
Reżyseria: Lars von Trier
To tylko niewielki fragment filmu. Jak łatwo się domyślić, zobaczymy w nim jeszcze wiele zabawnych sytuacji, w której Kristoffer udawać będzie szefa wszystkich szefów. Tym bardziej, że Ravn wiele gierek wewnętrznych w firmie rozgrywał z wykorzystaniem figury szefa wszystkich szefów i tego, że mógł się pod niego podszywać. Dość powiedzieć, że w jednej ze scen nasi bohaterowie wymyślają kolejną postać - tym razem szefa szefa wszystkich szefów (po to, żeby szef wszystkich szefów też mógł dobrze wypaść w oczach pracowników).
Najgorsi szefowie świata filmu
Myślę, że warto też wspomnieć tu o rankingu najgorszych szefów ze świata filmu, przygotowanym przez portal Total Film. Portal opracował listę pięćdziesięciu najtrudniejszych szefów-bohaterów filmowych. Na tej liście znajdziemy postaci, które nie wywodzą się ze świata biznesu, więc nie do końca będą przedmiotem naszego zainteresowania w tej książce, choć trudno odmówić etykiety "straszny szef" takim postaciom jak Darth Vader z Gwiezdnych wojen, Blofeld - czarny charakter z serii filmów o agencie 007, Cruella de Vil ze 101 Dalmatyńczyków czy Amon Göth, komendant hitlerowskiego obozu sportretowany w Liście Schindlera.
Na gruncie bardziej biznesowym ranking wspomina o takich postaciach jak:
Mark Zuckerberg, szef portalu społecznościowego Facebook, postać z filmu
The Social Network[27]; Gordon Gekko, drapieżny przedstawiciel świata finansów z filmu
Wall Street; Miranda Priestly, kapryśna szefowa magazynu modowego z filmu
Diabeł ubiera się u Prady[28], dwóch z trzech szefów z filmu
Straszni szefowie, Katherine Parker z filmu
Pracująca dziewczyna[29].
Ranking wygrywa bezapelacyjnie Buddy Ackerman, szef z filmu Szkoła Buddy'ego, którego opiszę szerzej na kolejnej stronie.
Najgorszy szef filmowy
Buddy Ackerman należy do kategorii szefów-psychopatów, w sposób przemyślany znęcających się nad swoimi pracownikami. Żeby zilustrować, dlaczego Buddy zwyciężył w konkursie na najgorszego szefa ze świata filmu, zaprezentuję fragment jego rozmowy z asystentem. Rzecz dzieje się pierwszego dnia pracy Guya w firmie. Buddy wysyła go po kawę i prosi o słodzik Sweet'n'law. Guy przynosi inny, marki Ickwall, a potem - pogarszając swoją sytuację - zaczyna się tłumaczyć. Buddy reaguje tak:
BUDDY: Wyświadcz mi przysługę, do cholery! Zamknij się, słuchaj i ucz się! Wiem, że to twój pierwszy dzień w tej pracy i nie wiesz jeszcze, jak tu wszystko działa, więc sam ci o tym opowiem. Nie masz mózgu. Nikogo nie obchodzi, o czym myślisz. Nikogo nie obchodzi, co czujesz. Jesteś tu dla mnie. Jesteś tu, żeby bronić moich interesów i zaspokajać moje potrzeby. I nawet jeśli uważasz, że nie jest to ważne, kiedy proszę torebkę Sweet'n'law, właśnie tego potrzebuję. A teraz to ty odpowiadasz za to, żebym dostał to, czego potrzebuję. Jasne? Nie chcę być okrutny. Chcę po prostu pomóc. Jeśli dasz sobie z tym radę, będziesz słuchać i uczyć się, będziesz mógł zrobić wszystko i dostaniesz wszystko, czego potrzebujesz.
http://153sceny.pl/szefowie-10/
Szkoła Buddy'ego, USA 1994
Reżyseria: George Huang
W tym fragmencie pada zresztą ulubione powiedzonko tego szefa: "Zamknij się, słuchaj i ucz się". W całym filmie pojawia się ono wielokrotnie. A teraz drugi fragment. Guy ma dość pomiatania i po kolejnej sytuacji, w której szef się na niego wydziera w obecności innych ludzi, zbiera się na odwagę i prosi o chwilkę rozmowy. Jej przebieg doskonale charakteryzuje ich wzajemne stosunki i podejście Buddy'ego do pracowników.
BUDDY: Uważam, że praca nie będzie szła poprawnie, jeśli nie będziemy się komunikować wprost. Prawda?
GUY: Prawda.
BUDDY: W takim razie wyjaśnijmy sobie kilka spraw.
GUY: Dobrze. To nam pomoże... to znaczy...
BUDDY: Przypomnijmy. Co ci powiedziałem pierwszego dnia pracy? Twoje myśli są niczym, ty też jesteś nikim. A ty wciąż jesteś na tyle bezczelny, żeby przyłazić do mojego gabinetu i mi rozkazywać.
GUY: Ja nie...
BUDDY: Zamknij się. Pozwól mi chociaż dokończyć zdanie. To i tak niewiele w obliczu zniewag, których musiałem od ciebie wysłuchać.
GUY: Chyba przyszedłem nie w porę...
BUDDY: Za kogo ty się masz, ty tępy kretynie?! Wyjaśnię ci coś, postaraj się mnie wysłuchać. Jeśli będziesz uważał, może uda ci się zrozumieć. Jesteś niczym. Jeśli utknąłbyś w mojej muszli klozetowej, nie spuszczałbym nawet wody. Dla mnie ważniejsza jest szczotka do kibla. Widzisz to? To jest ważniejsze w moim biurze. Czy słyszysz jakieś skargi, kiedy tym rzucam? Te ołówki są ważniejsze, te długopisy są ważniejsze, te spinacze również. Jesteś tylko małym gnojkiem, lalusiem. Nie podoba ci się, to zjeżdżaj. Są tysiące takich, którzy zabiliby za taką pracę, zabiliby, żeby być na twoim miejscu. Plunę i trafię w kogoś, kto poradzi sobie z tą pracą lepiej od ciebie.
http://153sceny.pl/szefowie-11/
Szkoła Buddy'ego, USA 1994
Reżyseria: George Huang
Buddy Ackermann jest przykładem szefa o silnym rysie psychopatycznym. Zobaczmy, więc jakie inne typy szefów można jeszcze wyróżnić.
Przegląd szefów
Wielu różnych szefów pojawiło się już na łamach tej książki. Zakończę ten rozdział próbą opracowania pewnego rodzaju typologii. Pogrupuję liczne przykłady w kilka kategorii i pokażę, czym się od siebie różnią.
Kompetentny, ludzki szef
Najtrudniej znaleźć szefa przedstawianego w pozytywnym świetle. Kogoś, kto dba o pracowników i nie jest bezdusznym egzekutorem oczekiwań organizacji. Kimś takim jest Ted Crisp z Korporacji według Teda, szef działu badań i rozwoju, stanowiący przeciwwagę dla bezwzględnej Veroniki. W polskich serialach można wskazać szefa z Hotelu 52 (szef sieci hoteli) czy z Rezydencji (nestor rodu Podhoreckich).
Szef - uosobienie korporacji
Warto też wyróżnić szefów, którzy są pewnego rodzaju uosobieniem korporacji, personifikacją tego dziwnego tworu. Kimś takim jest Veronica Palmer z Korporacji według Teda, kierująca Veridian Dynamics. Trudno przypisać jej satysfakcję ze znęcania nad ludźmi czy ich cierpienia, choć nie waha się działać bez litości.
Szef psychopata
Najcięższy kaliber szefów. Sadyści i psychopaci znęcający się nad pracownikami w sposób świadomy i celowy, czerpiący satysfakcję z ich poniżania i cieszący się każdą chwilą ich nieszczęścia.
To kategoria dla takich osobników jak Dave Harken, jeden z bohaterów filmu Szefowie wrogowie. Pisałem o jego zachowaniach w punkcie Szef motywuje. Tu trafi też Buddy Ackerman ze Szkoły Buddy'ego. Co ciekawe, obydwie te role zagrał Kevin Spacey, co daje mu pewnego rodzaju licencję na granie podobnych postaci.
Na koniec jeszcze jeden typ, na tyle zasłużony, że dostanie swój własny podrozdział.
Szef nieudacznik
Nieudacznik to szef, który wykazuje się przede wszystkim brakiem kompetencji. Jeśli jego zachowania krzywdzą innych, najczęściej dzieje się to bez wyraźnej intencji krzywdzenia. Nie grzeszy inteligencją, nie rozumie biznesu, w którym pracuje, choć często stara się prezentować jako znawca.
Tę klasyfikację w moich oczach wygrywają Michael Scott z amerykańskiej wersji Biura oraz David Brent z brytyjskiej wersji tego samego serialu. W zasadzie można powiedzieć, że są oni wzorcem z S?vres, jeśli chodzi o niekompetencję średniego szczebla zarządzania. Ale to nie koniec. Mamy jeszcze Bobby'ego Pellitta, jednego z tytułowych bohaterów filmu Szefowie wrogowie, który dziedziczy firmę po ojcu i prowadzi ją szybko w kierunku bankructwa. Do tego elitarnego grona dołącza jeszcze Szef z Dilberta, świetny przykład braku nie tylko kompetencji zawodowych, lecz także podstawowych zrębów zdrowego rozsądku.
Zapraszam na krótki przegląd dokonań królów niekompetencji. Zacznijmy od Szefa z serialu animowanego Dilbert. W jednym z odcinków serii firma jest przygotowywana do fuzji. Na spotkaniu pojawia się zewnętrzny konsultant, który ma przeprowadzić korporację przez ten trudny czas. Zaczyna od zorientowania się w tym, co czyni wyjątkową firmę, w której pracuje Dilbert. Kolejno wypowiadają się wszyscy uczestnicy zebrania. Jako ostatni przemawia Szef, pokazujący pokłady swojej niekompetencji.
KONSULTANT: Porozmawiajmy na początek o tym, co czyni tę firmę wyjątkową. A potem pomogę wam znaleźć idealnego kandydata do fuzji.
WALLY: Jesteśmy słabo zarządzani.
ASOK: Nasz szef ignoruje wszystko, co mówimy.
DILBERT: Kadra menedżerska jest kompletnie głucha na potrzeby pracowników.
SZEF: Mam miejsce parkingowe zaraz obok wejścia. Wygląda jak chodnik, ale jest to miejsce parkingowe.
http://153sceny.pl/szefowie-12/
Dilbert, USA 1999-2000, sezon 2, odcinek 7
Reżyseria: Jim Hull
Podobnym okazem chodzącej niekompetencji jest Bobby Pellitt (Szefowie wrogowie). Poznajemy go w chwili, gdy zostaje właścicielem firmy chemicznej (po śmierci ojca, Jacka). Zobaczmy jego rozmowę z Kurtem, który był prawą ręką ojca. Kurt wrócił właśnie z pogrzebu Jacka. Za chwilkę dowie się, że w firmie zaczynają się nowe porządki.
BOBBY: Hej, ćwoku. Co jest grane?
KURT: Co?
BOBBY: Trzy godziny spóźnienia. O co chodzi?
KURT: Byłem na pogrzebie twojego ojca.
BOBBY: Jasne. Może ta wymówka by przeszła, gdyby ojciec był dalej szefem, ale teraz ja rządzę.
KURT: Ta wymówka nie miałaby sensu, gdyby twój ojciec tu był.
BOBBY: Do mojego gabinetu. Teraz.
(Kurt wchodzi do gabinetu).
BOBBY: Siadaj.
KURT: Nie jestem psem, Bobby.
BOBBY: Sprawdzałem księgi. To ty jesteś księgowym. Powiedz mi, dlaczego jesteśmy w dupie.
KURT: Nie jesteśmy w dupie. To się nazywa recesja. Ciągle mamy zyski.
BOBBY: Gówno prawda. Posłuchaj. Wiem, że ty i mój ojciec byliście kumplami. I szczerze mówiąc, zawsze myślałem, że on jest dziwny i lekko gejowaty. I nie wiem, co takiego w tobie widział. Ale to teraz nieważne. Bo on leży w ziemi, a szefem teraz jestem ja. A w tym miejscu zajdą pewne zmiany.
KURT: Słucham.
BOBBY: OK. Najpierw rzeczy najważniejsze. Ekologiczna gospodarka odpadami kosztuje nas sporo pieniędzy.
KURT: Twój ojciec postanowił, że będziemy usuwać odpady odpowiedzialnie, a to kosztuje.
BOBBY: Boliwijczycy twierdzą, że zrobią to za 1/3 ceny. Zatrudnię ich.
KURT: Nie, nie możesz tego zrobić. Narazisz tysiąc niewinnych ludzi.
BOBBY: Wali mnie to, czy jakieś lokalne plemiona dostaną raka. (...) Co dalej? O tak. Cięcia tłuszczu.
KURT: Co masz na myśli, mówiąc "cięcia tłuszczu"?
BOBBY: Zwolnisz grubasów. Są leniwi i powolni, staję się smutny, gdy na nich patrzę. Najpierw Wielka Margie.
KURT: Margie nie jest gruba, jest w ciąży.
BOBBY: OK, możesz zwolnić profesora Xaviera.
(Wskazuje na pracownika na wózku).
KURT: O kim ty mówisz? O Hanku?
BOBBY: Tak. Przeraża mnie. Cały dzień popierdziela na tym wózku.
KURT: Nie zwolnię nikogo. Tobie nie zależy na tej firmie.
BOBBY: Nie żartuj. Ale odkrycie. Oczywiście, że mi nie zależy. To mój bankomat. Myślisz, że kiedy byłem dzieckiem, marzyłem, żeby prowadzić firmę chemiczną? Nie! Chciałem leżeć na plaży z modelką podającą mi tropikalne drinki. I będę tak leżał, jak tylko wyduszę z tej firmy ostatni grosz. Ale najpierw rzeczy najważniejsze. Zwolnisz tłustą, kalekę albo wylecicie w trójkę. Policz sobie. Jedna osoba traci pracę albo trzy. I każ mu zostawić kartę parkingową dla niepełnosprawnych.
http://153sceny.pl/szefowie-13/
Szefowie wrogowie, USA 2011
Reżyseria: Seth Gordon
No i na koniec melancholijne wyznanie Davida Brenta z brytyjskiej wersji serialu Biuro. Cały serial jest zapisem jego ogromnej niekompetencji, jego koleje wpadki i absurdalne zachowania posuwają akcję do przodu.
Biuro jest mockumentem - co oznacza, że należy do świata fikcji, a udaje film dokumentalny. Dominika Grochowska na portalu film.org.pl pisze o tym gatunku tak: "Mock oznacza tyle co: wykpiwać, wyśmiewać, przedrzeźniać, oszukiwać, drwić, a połączone ze słowem documentary, czyli dokumentalny, daje nam dokument imitowany czy też - inaczej mówiąc - pozorny dokument"[30]. W Biurze akcję poznajemy za pośrednictwem kamer ustawionych w różnych miejscach, ale od czasu do czasu bohaterowie kierują swoje komentarze w sprawie wydarzeń w firmie wprost do ekipy filmowej, której istnienia są świadomi.
W dodatkowych materiałach do brytyjskiej wersji serialu taka ekipa wraca po trzech latach do bohaterów i nagrywa materiał dodatkowy. W pierwszych minutach widzimy Davida Brenta, znającego już całość serialu i wiedzącego, jak w nim wypadł. Smutnym głosem tłumaczy, co się wydarzyło.
DAVID BRENT: Wrobili mnie. Nagrali godziny materiału. Większość pokazuje fajnego gościa odwalającego kawał dobrej roboty. Raz walnąłem niechcący prowadzącą w łeb, a oni zrobili ze mnie wała. Walniesz w telewizji dziewczynę i masz etykietkę palanta. BBC kręciła dziennie z osiem godzin materiału, a o większości mówili: "Ten facio sobie radzi, jest i przyjacielem, i szefem zarazem, motywuje i zabawia, dużo fajnego robi". Popełnił jeden błąd, każdemu się zdarza, może to wytniemy? Co wy, zostawcie to, a wytnijcie całą resztę. Potrzebny nam kozioł ofiarny, chcemy pokazać największego durnia roku. Wiecie.... Ja nie jestem durniem.
http://153sceny.pl/szefowie-14/
Biuro, Wielka Brytania 2011-2012, odcinek Christmas Special
Reżyseria: Ricky Gervais, Stephen Merchant
Cytowałem wypowiedź menedżera-nieudacznika, Davida Brenta z brytyjskiej wersji serialu Biuro. Jego amerykański odpowiednik Michael Scott nie jest od niego lepszy. Jego styl zarządzania najlepiej podsumowuje tytuł książki, którą Michael pisze przez wiele sezonów. Książka jest poradnikiem dla młodych, początkujących menedżerów i nosi tytuł Somehow I Manage, czyli Jakoś zarządzam. Wprawdzie taki tytuł nie pojawił się na rynku, ale można liczyć na fanów serialu.
ZANIM ZACZNIEMY
Przez całą książkę będziemy przyglądać się głównie filmom i serialom. Zacznijmy więc od korzeni filmu. Cofnijmy się do 1895 roku. Jest 28 grudnia, jesteśmy w Paryżu, a dokładniej mówiąc, w Salonie Indyjskim "Grand-Cafe" przy bulwarze Kapucynów. Jesteśmy wśród trzydziestu pięciu osób zgromadzonych na widowni. Właśnie zaczyna się pierwsza w historii publiczna projekcja filmowa.
Tę projekcję zorganizowali bracia Lumi?re, konstruktorzy kinematografu. Od blisko roku eksperymentowali oni z urządzeniem, które byłoby w stanie odtwarzać nagrany wcześniej ruchomy obraz. Udało się. Seans, o którym piszę, składał się z kilku krótkich filmów, nagrywanych statyczną kamerą. Kamera rejestrowała przypadkowe fragmenty życia miejskiego.
Dlaczego ten seans ma znaczenie dla mojej książki? Jednym z prezentowanych wówczas filmów był obraz po tytułem Wyjście robotników z fabryki rodziny Lumi?re w Lyonie (La Sortie de l'usine Lumi?re a Lyon). Ten materiał nie jest zbyt spektakularny. Opis jego akcji z portalu Internet Movie Database brzmi tak:
Mężczyzna otwiera bramę do fabryki rodziny Lumi?re. Przez bramę i mniejsze drzwi obok niej wychodzą pracownicy i skręcają w lewo lub w prawo. Większość z nich to kobiety w długich sukniach i wielkich kapeluszach, niektórzy są mężczyznami. Nagle mężczyzna w długim fartuchu wybiega przed tłum, goniąc wielkiego psa. Kilka osób przechodzi przez bramę z rowerami. Kiedy już wszyscy pracownicy wychodzą, odźwierny zaczyna zamykać bramę[1].
http://153sceny.pl/zanim-zaczniemy/
Wyjście robotników z fabryki Lumi?re w Lyonie (La Sortie de l'usine Lumi?re a Lyon), Francja 1895
Reżyseria: August Marie Louis Lumi?re, Louis Jean Lumi?re
Pół żartem, pół serio można więc powiedzieć, że to pierwszy film, w którym został sportretowany świat przedsiębiorstw. Mamy więc dowód, że od samego początku świat kina interesuje się biznesem.