12 lekcji św. Tomasza. Duchowa mądrość na burzliwe czasy - Kevin Vost

-
Proszę czekać

Przypisy

* Jeśli nie zaznaczono inaczej, wszystkie cytaty z Pisma Świętego pochodzą z: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu - Biblia Tysiąclecia, Pallottinum, wydanie piąte, na nowo opracowane i poprawione, Poznań 2002.

1 Będę na tych stronach cytował wielką Summę teologii św. Tomasza z Akwinu (Summa theologiae) setki razy. Dla ułatwienia, od tego miejsca będę pomijał skrót "ST", podając jedynie numery części, zagadnień oraz artykułów. Dla przykładu "II-II, 1, 9" będzie oznaczać, że cytuję drugą część drugiej części Summy, zagadnienie 1, artykuł 9. Ponadto, aby ograniczyć liczbę przypisów, źródło cytatu będę zamieszczał w samym tekście. [Wszystkie cytaty z Summy teologii na podstawie łacińskiego oryginału, Sancti Thomae Aquinatis Summa Theologiae, ed. Leonina, Romae 1888-1906, przeł. Marcin Beściak - przyp. red.].

2 Papież Pius XI, Studiorum ducem, 1923, http://rodzinakatolicka.pl/pius-xi-studiorum-ducem-o-swietym-tomaszu-z-akwinu/ [dostęp 22.03.2021 - data dostępu jest taka sama dla wszystkich kolejnych źródeł internetowych, dlatego dalej nie jest przytaczana - przy. red.].

3 Jeśli chcesz, możesz rzucić na nią okiem tutaj: Dr. Kevin Vost: The Meaning of Life... and the Virtuous Keys, Excellence Reporter, 9 maja 2018, https://excellencereporter.com/2018/05/09/dr-kevin-vost-the-meaning-of-life-and-thevirtuous-keys/. (Mój dług wobec św. Tomasza, jak zwykle, jest tu dość oczywisty).

4 Autor książki posługuje się dwoma terminami na określenie grzechów głównych: capital sins deadly sins. Pierwszy jest dosłownym odpowiednikiem określenia polskiego. Drugi oznacza grzechy "zabójcze", "śmiercionośne" czy "śmiertelne". W tłumaczeniu posługujemy się zamiennie terminami "główny" i "śmiertelny". Trzeba jednak pamiętać, że gdy w książce jest mowa o "grzechach śmiertelnych", przeważnie rozumie się pod tym terminem "grzechy grożące śmiercią" (ang. deadly), ale niekoniecznie "grzechy ciężkie" (ang. mortal), czyli "śmiertelne" w tym sensie, że ich popełnienie pozbawia osobę łaski uświęcającej - przyp. red. meryt.

5 Polityczna forma sekularyzacji, której przyjrzymy się w tej części książki.

6 Bertrand Russell, Podbój szczęścia, przeł. A. Pański, Rój, Warszawa 1933. Rozdział 6 zatytułowany jest Zazdrość, a rozdział 7: Poczucie grzechu.

7 Centers for Disease Control and Prevention, Suicide Rates Rising across the U.S., CDC, https://www.cdc.gov/media/releases/2018/p0607-suicide-prevention.html.

8 W języku angielskim science oznacza "nauka", od łacińskiego scire - "wiedzieć" - przyp. tłum.

9 Arystoteles, Metafizyka, t. 1, przeł. T. Żeleźnik, Lublin 1986, s. 3.

10 Prawda z ludzkiej perspektywy to zgodność między rzeczywistością a naszym jej pojmowaniem, zgodność między rzeczą i myślą. Rzeczy stworzone nie tylko są zgodne z myślą Boga, lecz także "Jego poznanie jest miarą i przyczyną każdego innego istnienia i każdego innego poznania". Prawda nie tylko jest w Bogu, tak jak może być w nas, ale także "On sam jest najwyższą i pierwszą Prawdą" (I, 16, 5). Nasze myślenie nie działa w ten sposób, Jego tak!

11 Święty Tomasz z Akwinu, Modlitwy i myśli, wybrał i przeł. o. Mirosław Wylęgała OP, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2005, s. 22-23 (o. Mirosław Wylęgała tak wyjaśnia pochodzenie tej modlitwy i kolejnych modlitw, które autor niniejszej książki zaczerpnął z The Aquinas Prayer Book: The Prayers and Hymns of St. Thomas: "Przez wiele wieków nikt nie podawał w wątpliwość Tomaszowego autorstwa tych modlitw. Cieszyły się one dużą popularnością wśród wiernych, a niektóre z nich były nawet zamieszczane w Mszale rzymskim. Stosunkowo niedawno usunięto je z katalogu autentycznych dzieł Akwinaty. Są one jednak nadal zalecane przez Kościół. Także nasz Zakon, który szczyci się tak znamienitym synem, proponuje te teksty do modlitwy" - przyp. tłum.).

12 Tamże, s. 31.

13 Każdy rozdział zakończymy prostym podsumowaniem lekcji życia. Nazwiemy je "sumą" - co będzie ukłonem w stronę św. Tomasza. Ale spokojnie, choć jego Summa theologiae liczy ponad półtora miliona słów, nasze podsumowania rzadko będą przekraczały sto czy dwieście.

Tytuł oryginału

12 life lessons from St. Thomas Aquinas: timeless spiritual wisdom for our turbulent times

? Copyright by Sophia Institute Press, 2019. All rights reserved 

? Copyright by Kevin Vost, 2019 

? Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2022

Redaktor prowadzący - Justyna Olszewska

Redaktor merytoryczny - Marcin Beściak

Redaktor językowy - Katarzyna Smardzewska 

Korekta - Agnieszka Czapczyk, Katarzyna Smardzewska 

Redakcja techniczna - Józefa Kurpisz

Projekt okładki - Krzysztof Lorczyk OP

Grafika (strona przed tytułową) - Krzysztof Lorczyk OP

Obraz (strona po Dodatku) - Carlo Crivelli, Saint Thomas Aquinas | commons.wikipedia.org

 

ISBN 978-83-7906-516-5

 

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o.

Wydanie I

ul. Kościuszki 99

61-716 Poznań

tel. 61 852 39 62

sprzedaz@wdrodze.pl

www.wdrodze.pl

 

Przygotowanie wersji elektronicznej Epubeum

Nasze niespokojne czasy

Z miłością do Boga i Jego Kościoła katolickiego, jaka została mi przywrócona po dwudziestu pięciu latach spędzonych na ateistycznym pustkowiu, oraz dzięki poruszeniom Ducha Świętego i pismom św. Tomasza z Akwinu, staram się pisać pozytywne, podnoszące na duchu teksty. Chcę, by moje książki były źródłem informacji i inspirowały czytelników. Mam nadzieję w tejże uczynić to samo, ale ostatnią rzeczą, jaką chciałbym zrobić, to zaoferować plastry z uśmiechniętymi buźkami z aureolami nad głowami na wszelkie jątrzące się rany naszych dusz, naszej kultury oraz, niestety, na niektóre kwestie w ramach naszego świętego Kościoła. W historii dwóch tysięcy lat istnienia naszego Kościoła zawsze bywało niespokojnie, ponieważ, ponieważ Kościół składa się z grzeszników dążących do bycia świętymi, ale obecnie fale dwuznaczności i bezcelowości, zamętu i chaosu, skandalu i zeświecczenia nieustannie wznoszą się wysoko, tworząc niezwykły sztorm, który naraża wszystkich na poważne ryzyko duchowej katastrofy. Tych kwestii nie wolno ignorować.

Wiele jest oznak tych niespokojnych czasów na całym świecie. Wystarczy włączyć telewizor, komputer, a nawet telefon komórkowy, aby zobaczyć nowe przykłady zamętu i konfliktów, jakie mają miejsce każdego dnia. Niestety, takie złe wiadomości dochodzą do nas nie tylko ze świata zewnętrznego, tego przyziemnego, ale także z samego łona Kościoła katolickiego.

Kościół w Ameryce cierpiał i kurczył się na tak wiele sposobów już przez wiele dziesięcioleci, zanim kryzys związany z nadużyciami seksualnymi wśród duchowieństwa wzmógł się na nowo w roku 2018. Od czasów mojego dzieciństwa, które przypadło na lata sześćdziesiąte ubiegłego stulecia, liczba księży zmniejszyła się o jedną trzecią, podczas gdy populacja Stanów Zjednoczonych wzrosła o dwie trzecie. Mamy o ponad czterdzieści procent mniej szkół katolickich, likwiduje się parafię za parafią. Podobnie katastrofalne spadki obserwujemy w liczbie zakonników i zakonnic. Spośród tych, którzy pozostali, niektórzy nadal są dzielnymi obrońcami Kościoła, podczas gdy inni porzucili nawyk odważnego głoszenia niepopularnych prawd katolickich, takich jak świętość życia i małżeństwa, jednocześnie rezygnując z noszenia habitów i stając się bardziej pracownikami społecznymi czy działaczami politycznymi i ekonomicznymi, niż sługami Bożymi dążącymi do zbawienia duszy własnej i innych. W Europie majestatyczne katedry stoją prawie puste. Do dziś liczba katolików w USA wzrosła prawie tak samo jak ogólna liczba ludności, w dużej mierze dzięki katolickim imigrantom, jednak największą chrześcijańską "denominację" reprezentuje w Stanach Zjednoczonych grupa określająca się mianem "byłych katolików".

Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę z tego, jak często w latach mojego dzieciństwa i dorastania w Kościele oraz w okresie mojej wczesnej dorosłości poza nim wciąż nam powtarzano, że Kościół potrzebuje aggiornamento, poważnej zmiany i unowocześnienia, aby dostosować się do "nowoczesnego człowieka" czy też "współczesnego człowieka", aby "przemawiać naszym dzisiejszym językiem" i stać się "dopasowanym do złożonej rzeczywistości naszych czasów". Od mojego powrotu do Kościoła w 2004 roku te wiatry zmian osiągnęły siłę niemalże huraganu, a do tego, jak na ironię, ci "nowocześni mężczyźni" (i kobiety) z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zdecydowanie nie są już zbyt nowocześni. Efektem wiatrów zmian są kościoły przypominające stodoły, przeniesione w inne miejsce tabernakula, zatłoczone przez świeckich prezbiteria, a także wywiały dawne wielkie ołtarze główne, balaski, łacinę, chorał i dzwony, rzeźby oraz sztukę sakralną. Źle się dzieje, gdy wiatry napędzane przez wilki modernizmu wieją na domy Boże, a jeszcze gorzej, gdy pozwalamy tym podmuchom przenikać nasze dusze poprzez przyjmowanie wątpliwych, nowatorskich doktryn, usiłujących dostosować odwiecznego Ducha Kościoła do ducha "nowoczesnego" świata.

Ten upadek Kościoła mający miejsce za mojego życia mógłby wywołać we mnie uczucie smutku, a czasem nawet gniewu, skłaniając mnie do tego, bym zawołał jak król Dawid: "Ratuj, Panie, bo nie ma pobożnych, zabrakło wiernych wśród ludzi" (Ps 12,1). Jednak jako tomista zanurzony w filozofii i teologii Akwinaty oraz jego znajomości ludzkiej natury stale przypominam sobie o tym, że nigdy nie jesteśmy całkowicie zdani na łaskę naszych uczuć, nawet jeśli wydają się one w pewnym stopniu uzasadnione ze względu na zewnętrzne okoliczności. Bóg stworzył człowieka na swój obraz, obdarzając nas intelektem i wolą. Dał nam zarówno intelektualną zdolność do rozumienia wagi wszelkich problemów, w obliczu których stajemy, jak i wolę, dzięki której możemy podejmować wysiłki mające na celu naprawianie różnych sytuacji, jeśli jak Dawid, będziemy prosić Go o pomoc. Zatem, choć nie trzeba być nadmiernie pesymistycznym, nawet w naszych burzliwych czasach zasadne jest zadanie sobie pytania, gdzie podziały się odwieczne prawdy, gdzie podziali się święci i pobożni mężczyźni i kobiety? Czy możemy ich ponownie odnaleźć? Czy możemy się nimi na nowo stać?

Na szczęście św. Tomasz z Akwinu przypomina nam, że "Kościół powszechny nie może się mylić, bo jest kierowany przez Ducha Świętego, który jest Duchem Prawdy" (ST, II-II, 1, 9)1. Duch Święty nie popełnia błędów, ponieważ, jak powiedział nam Chrystus, On "doprowadzi was do całej prawdy" (J 16,13). Duch Święty nie wycofuje się, nie ustępuje ani nie umiera, ale jak mówi Chrystus, będzie z nami na zawsze (zob. J 14,16). Kościół katolicki narodził się w święto Pięćdziesiątnicy, kiedy Duch Święty zstąpił w postaci ognistych języków na Piotra, naszego pierwszego papieża, na Maryję, Matkę naszego Kościoła, oraz na apostołów, pierwszych biskupów (Dz 2).

W odniesieniu do urzędu papieskiego przekazanego następcom przez św. Piotra, św. Tomasz zauważa, że do papieża należy

ostateczny osąd nad tym, co dotyczy wiary, tak aby wszyscy trzymali się jej niewzruszenie. To zaś należy do władzy papieża, któremu (...) przedkładane są wszystkie ważniejsze i trudniejsze sprawy Kościoła. Stąd też Pan powiedział do Piotra, którego ustanowił papieżem: "Ale ja prosiłem za tobą, by nie ustała wiara twoja; a ty kiedyś nawróciwszy się, utwierdzaj braci twoich" (Łk 22,32). A to dlatego, że cały Kościół musi mieć jedną wiarę, zgodnie ze słowami z Listu do Koryntian: "Abyście żyli w zgodzie, i żeby nie było wśród was podziałów" (1 Kor 1,10). Tego zaś nie da się utrzymać, chyba że każdą powstałą kwestię sporną dotyczącą wiary rozstrzygnie ten, który stoi na czele całego Kościoła, tak aby cały Kościół trzymał się mocno jego orzeczenia (II-II, 1, 10).

W ostatnich dekadach upadku Kościoła słyszeliśmy wiele o "ekumenizmie" i znajdowaniu wspólnej płaszczyzny w dążeniu do jedności z chrześcijanami niekatolikami, a także z wyznawcami innych religii świata. Jednak w ramach jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła zaczęto mówić o "tradycyjnych katolikach", "katolikach sedewakantystach", "katolikach konserwatywnych", "katolikach liberalnych", "neokatolikach", "katolikach dysydentach", "katolikach soborowych" i wielu innych. Gdzie podziała się "jedna wiara" całego, po prostu "katolickiego" Kościoła?

Ponadczasowa mądrość duchowa

Gdzie więc możemy szukać najbardziej jasnych odpowiedzi na niektóre z najważniejszych pytań dotyczących wiary - pytań, które mają wpływ na nasze życie wieczne? Cytując jednego z wcześniejszych papieży: "Idźcie do Tomasza, a on udzieli wam pokarmu zdrowej nauki, który posiada w obfitości na wieczny żywot ich dusz"2. Święty Tomasz z Akwinu (1225-1274) jest jednym z największych doktorów (tzn. nauczycieli, od łacińskiego docere, "nauczać") w historii Kościoła.

* Tomasz znany jest jako "Doktor Anielski" od 1567 roku, kiedy to papież św. Pius V oficjalnie ogłosił go doktorem Kościoła. Na ten "anielski" tytuł zasłużył z wielu powodów, które omówimy w dziesiątym rozdziale niniejszej książki.

* Dla uczczenia sześćsetnej rocznicy kanonizacji Tomasza jego pisma o Eucharystii - które omówimy w rozdziale 12 - przyniosły mu kolejny wzniosły tytuł "Doktora Eucharystii", nadany 29 lipca 1923 roku przez papieża Piusa XI w encyklice Studiorum ducem.

* W 1999 roku, w uroczystość św. Tomasza, papież Jan Paweł II nazwał go "Doktorem Człowieczeństwa" (Doctor Humanitatis), ponieważ tak wnikliwie nauczał o wszelkich dobrach, jakimi Bóg obdarzył osobę ludzką, co zostanie omówione w kilku kolejnych rozdziałach.

* Przede wszystkim jednak najstarszym tytułem honorowym nadanym Tomaszowi przez papieża Jana XXII w roku 1323, około czasu jego kanonizacji, jest tytuł "Doktora Powszechnego", nauczyciela, którego filozofia i podejście do prawdy powinny być wspólne, pielęgnowane, i podzielane przez cały Kościół w każdym czasie.

Od tamtego czasu niemal każdy papież wychwalał Tomasza, przede wszystkim z tego powodu, że jego mądrość, podobnie jak sama prawda, jest ponadczasowa. W czasach, gdy żył, prawie osiemset lat temu, Tomasz był oczywiście "człowiekiem współczesnym", ale pisał nie tylko dla ludzi jego czasów, lecz także dla nas i naszych potomków. Pisał o fundamentalnych, niezmiennych prawdach dotyczących Boga, Trójcy Świętej, całego stworzenia, włączając w to człowieka i aniołów, Słowa Wcielonego oraz Kościoła i sakramentów, które Ono nam pozostawiło.

Ponadto geniusz Tomasza wcale nie tkwił w nowościach czy niespodziankach. Akwinata zawsze w pełni stosował się do słów św. Pawła skierowanych do wszystkich wiernych: "Trwajcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu (2 Tes 2,15). Doktor Powszechny czynił to poprzez zachowywanie, wyjaśnianie, syntetyzowanie oraz dzielenie się z nami mądrością Kościoła katolickiego, przekazaną przez Chrystusa, apostołów, świętych oraz doktorów, którzy żyli na długo przed nim.

Przeglądając strony Summy teologii, natkniemy się na cytaty ze świętych: Ambrożego, Atanazego, Augustyna, Chryzostoma, Grzegorza Wielkiego, Grzegorza z Nazjanzu, Hieronima, Hilarego, Kasjana oraz ojców Kościoła, doktorów, świętych i teologów spod każdej litery alfabetu. Tomasz był także dobrze zaznajomiony z mocnymi i słabymi stronami największych filozofów pogańskich: Sokratesa, Platona, Arystotelesa, Cycerona, Seneki i innych, a do tego doskonale znał Pismo Święte. Wiele przykładów zobaczymy na kolejnych stronach.

Burzliwy świat naszych czasów potrzebuje ponadczasowej duchowej mądrości Tomasza jak nigdy dotąd. Potrzebuje jej także nasz Kościół i my, jako poszczególni członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa. Musimy nauczyć się skupiać na tym, co najważniejsze, nastawiać serca, umysły i dusze na Boga i porządkować nasze życie w taki sposób, aby było zgodne z Jego wolą wyrażoną w dwóch księgach, które dla nas napisał: w księdze natury, którą czytamy naszymi zmysłami i rozumem, oraz w księdze objawienia, którą poznajemy w Piśmie Świętym dzięki darowi wiary.

Zainspirowany dobrem w Bożym stworzeniu i w pokornej wdzięczności za potężny intelekt, jakim Bóg go obdarzył, św. Tomasz napisał wiele ksiąg, z których możemy czerpać niezliczone święte lekcje, zdolne prowadzić nas nie tylko do lepszego życia na ziemi, ale także do niewysłowionej rozkoszy wieczności spędzonej w wizji uszczęśliwiającej Boga. Na tych stronicach zawęzimy te lekcje życia wiecznego do prostej dwunastki, niebiańskiego tuzina, który - jeśli Bóg zechce - pomoże doprowadzić nas do Niego. Wnikniemy głęboko w mądrość Doktora Anielskiego, Powszechnego, Eucharystycznego oraz Doktora Człowieczeństwa i pozwolimy mu pokazać, jak dzięki pięciu "konspektom lekcji" opartym na zgłębianiu podstawowych prawd wiary, eliminowaniu grzechu, praktykowaniu cnoty, modlitwie oraz przyjmowaniu sakramentów możemy realizować w życiu te lekcje życia wiecznego.

Święty Tomasz z Akwinu może być dla nas znakomitą pomocą w osiągnięciu owych celów, jeśli tylko będziemy gotowi iść za tym mędrcem, słuchać jego mądrości i wprowadzać ją w nasze codzienne życie. Dlatego włóżmy dobre buty i wyruszmy razem w podróż opisaną w tej książce!

PYTANIE PIERWSZE

Jaki jest sens życia?

Tomasz odpowiada: "Ostatecznym i najważniejszym dobrem człowieka jest radowanie się Bogiem".

II-II, 23, 7

Cel = Dobro = Bóg

"Jaki jest sens życia?" Dobre pytanie! W zeszłym roku postawiła mi je świecka strona internetowa, która zadała je tysiącom ludzi z całego świata, mającym najróżniejsze punkty widzenia i pochodzącym z wszelkich możliwych środowisk3. Na potrzeby tej strony internetowej skupiłem się na naszym ziemskim życiu i nie powiem, że oszukiwałem, udzielając odpowiedzi, ale muszę przyznać, że najpierw przejrzałem, co myśli na ten temat św. Tomasz! Jeśli chodzi o jego odpowiedź, to jedno z jej streszczeń znajduje się powyżej, w cytacie otwierającym ten rozdział.

Ostateczny sens życia, ostateczne spełnienie tego, dlaczego tu jesteśmy, to cieszenie się ostatecznym i wiecznym szczęściem w uszczęśliwiającej wizji Boga. Przejdźmy zatem do "wnikania w zasady wiary" i z pomocą Tomasza zanurzmy się w głębokie prawdy wiary leżące u podstaw tej pierwszej i ostatecznej lekcji życia.

Każdy z nas, dzięki ludzkiej naturze danej przez Boga, obdarzony intelektem i wolą, pragnie wiedzieć, co uczyni go szczęśliwym i co należy zrobić, aby to osiągnąć. Szczęście jest tym ostatecznym dobrem. Jeśli spędzamy nasze życie w pogoni za przyjemnością, pieniędzmi, władzą czy sławą, to dlatego, że wierzymy, iż takie rzeczy są najwyższymi dobrami, które uczynią nas szczęśliwymi.

Tomasz jednak, podobnie jak przed nim św. Augustyn, dobrze wiedział, że nasze serce zawsze będzie niespokojne, póki nie spocznie w Bogu. Wszelkiego rodzaju dobra ludzkie - można by powiedzieć: dobra stworzone pisane przez małe "d" - są jedynie ograniczonymi środkami prowadzącymi do ograniczonych celów lub celów pisanych przez małe "c", które mają dawać szczęście tu na ziemi, ale nigdy nie zadowolą nas w taki sposób, jak ostateczne Dobro przez wielkie "D". Naszym ostatecznym Celem przez wielkie "C" powinno być ostateczne Dobro przez wielkie "D", które samo w sobie nie jest żadnym ograniczonym, ziemskim, fałszywym bogiem, ale Bogiem przez wielkie "B".

Istotą są tu wielkie litery, ponieważ Bóg, jako nasz kres, jest rzeczywiście naszym ostatecznym Celem, a jako źródło, początek oraz doskonałość wszystkiego, co dobre, jest najwyższym Dobrem. Czwarty i piąty dowód Tomasza na istnienie Boga ukazują Go jako źródło i doskonałość istnienia oraz przyczynę celową wszystkiego, co istnieje (I, 2, 3). Dalej Akwinata wyjaśnia w zdumiewający sposób, że Bóg jest najwyższą Dobrocią, opisując, jak każde poszczególne dobro w każdej stworzonej rzeczy, od prostego piękna kwiatu bądź niemowlęcia, po majestat góry bądź galaktyki, jest dobrem ze względu na udział, jaki ma w dobroci Boga:

Powołał On bowiem rzeczy do istnienia po to, by udzielać swojej dobroci stworzeniom i by one ją objawiały. A ponieważ nie może się ona dostatecznie objawiać w jednym stworzeniu, dlatego stworzył wiele rozmaitych stworzeń, aby to, czego jednemu brakuje dla objawiania dobroci Bożej, mogło uzupełniać drugie. Albowiem dobroć, która w Bogu istnieje w sposób niezłożony i jednolity, w stworzeniach przyjmuje postać zwielokrotnioną i podzieloną. Dlatego w dobroci Bożej doskonalej uczestniczy i objawia ją cały wszechświat niż jakiekolwiek inne jedno stworzenie (I, 47, 1).

Jeśli więc kiedykolwiek marzyłeś o gwiazdce z nieba lub o tym, aby udać się na jedną z gwiazd i zobaczyć ją w całym jej majestacie (bez zamieniania się w popiół), albo jeśli marzyłeś o tym, aby osobiście poznać jakąś wspaniałą postać z historii świata, pamiętaj, że Bóg jest źródłem wszelkiego dobra, które podziwiamy, i że oglądanie Go w niebie twarzą w twarz będzie dalece przewyższać łączną sumę wszelkich ograniczonych dóbr, jakie możemy sobie wyobrazić, tak że nie jesteśmy w stanie tego pojąć. Nasze serca są niespokojne, ponieważ, choć rzeczy stworzone są dobre, to wszystkie one są dobre tylko częściowo i nigdy nie będą w stanie w pełni nas zaspokoić. Bóg, i tylko Bóg, całkowite i ostateczne Dobro, może w pełni zaspokoić nasze pragnienia w taki sposób, że nie będziemy się już zwracać ku niczemu innemu, ponieważ przez Niego będziemy mieli wszystko. Jak to ujął Tomasz:

Wola jednego człowieka nie może być równocześnie nakierowana na różne rzeczy jako na swoje cele ostateczne... Dlatego ostateczny cel musi tak zaspokajać całe pożądanie człowieka, by poza nim nic innego nie pozostawało już do pożądania (I-II, 1, 5).

Gdybyśmy więc mieli przekształcić nasze pytanie "Jaki jest sens życia?" na: "Dobry Boże, co jest naszym ostatecznym celem w życiu?", Tomasz mógłby odpowiedzieć: "Dokładnie! George, sądzę, że właśnie znalazłeś odpowiedź! Dobry Bóg jest Ostatecznym Celem naszego życia!". Jak pokazuje pierwsza lekcja tego rozdziału, zostaliśmy stworzeni, aby przyjmować tylko to, co najlepsze! Dołóżmy wszelkich starań, aby nigdy o tym nie zapomnieć, ponieważ jest to lekcja nad lekcjami, "matka wszystkich lekcji", można by powiedzieć dla dodania dramatycznego efektu. To lekcja, która wskazuje na "ostateczny cel", mówiąc językiem Tomasza, i z której "czerpiemy całą naszą regułę życia".

Tak więc, jeśli widzimy teraz nieco wyraźniej sens życia, będący tutaj naszym celem, poczyniliśmy pewien postęp w naszym pierwszym konspekcie, polegający na przeniknięciu do serca, do głównej zasady tej lekcji. W wolnej chwili możesz zajrzeć do Summy teologii, do Traktatu o celu ostatecznym (ST, I-II, 1-5), zaczynającego się od kwestii "O ostatecznym celu człowieka" i kończącego się na kwestii "O osiągnięciu szczęścia", aby zobaczyć, jak Tomasz odpowiada na wszystkie czterdzieści pytań w artykułach wyjaśniających prawdziwy sens życia. Tymczasem pora, abyśmy przeszli do naszego kolejnego konspektu lekcji o niszczeniu grzechu!

Odwrócenie się od fałszywych celów, fałszywych dóbr i fałszywych bogów

Wyobrażam sobie, że jeżeli jesteś podobny do mnie, to czym innym dla ciebie jest zgodzić się z tym, że naszym celem powinno być osiągnięcie w niebie szczęścia z Bogiem (z czym nietrudno jest się zgodzić), a czym innym przeżywać swoje życie ze wzrokiem skupionym na Bogu zamiast na samym sobie. Od upadku Adama i Ewy nieustannie walczymy z grzechem. Grzech odciąga nasz wzrok od naszego niebiańskiego celu i kieruje go ku rzeczom znacznie mniej wartościowym.

Święty Tomasz napisał, że "nieuporządkowana miłość własna jest przyczyną wszelkiego grzechu" (I-II, 77,4). "Nieuporządkowana" znaczy: "chora", "niepohamowana" i "nieodpowiednia". Oznacza przedkładanie miłości do niższego, cielesnego, zwierzęcego "ja" nad miłość do swojej duszy; miłość do prostych przyjemności, do pieniędzy, do wszelkiego rodzaju fałszywych bogów w miejsce miłości do Boga. W kategoriach naszej pierwszej lekcji życia grzech oznacza akceptowanie tego, co jest nieskończenie gorsze od tego, co najlepsze. Wszelki grzech odciąga nasz wzrok od Boga i kieruje go, w taki czy inny sposób, na nas samych. Pokusie nieczystości, na przykład, zawsze znakomicie wychodzi skłanianie nas do zaakceptowania czegoś znacznie gorszego niż to, co możliwie najlepsze. Pożądliwość seksualna sprawia, że skupiamy się na ludzkich ciałach i pozostajemy ślepi na ukryte w nich dusze, stworzone na obraz i podobieństwo Boga. I rzeczywiście, podczas gdy święci i filozofowie na przestrzeni historii szukali sposobów na poskromienie pożądliwości, w dzisiejszych czasach aktywnie dąży się do niej i promuje w sposób, który jeszcze kilkadziesiąt lat temu byłby nie do pomyślenia.

Przez obżarstwo (łakomstwo) żyjemy, aby jeść, zamiast jeść, aby żyć. Przez chciwość ulegamy obsesji na punkcie zdobywania rzeczy doczesnych. Przez gniew atakujemy tych, którzy powstrzymują nas od realizowania naszych zmysłowych i doczesnych celów. Przez zazdrość smuci nas myśl, że inni mają więcej rzeczy lub przyjemności niż my. Przez pychę w najbardziej bezpośredni i umyślny sposób zmieniamy nasz cel ze służenia Bogu na służenie sobie, robienie wszystkiego po swojemu.

Wszystkie sześć z klasycznych siedmiu grzechów głównych wymienionych powyżej odciąga nas od naszego ostatecznego celu. Przyjrzymy się im bardziej szczegółowo w kolejnych rozdziałach, aby dowiedzieć się, z jakimi konkretnymi lekcjami dotyczącymi życia wiecznego każdy grzech bezpośrednio się kłóci. W tym rozdziale jednak, zerkając zza szerokich barków Tomasza, widzę, że pisze on o jeszcze jednym grzechu głównym, który jest najbardziej istotny w kontekście naszej pierwszej lekcji: "Acedia nie jest odstąpieniem umysłu od jakiegokolwiek dobra duchowego, lecz od dobra Boskiego, do którego umysł powinien koniecznie przylgnąć" (II-II, 35, 3).

Zniechęcenie (lenistwo, znużenie duchowe) jest więc grzechem, który stanowi najbardziej bezpośrednią przeszkodę dla naszej pierwszej lekcji życia. Odwraca nasze umysły od dobra, którym jest Bóg. Dla niektórych może się to wydawać nieco zaskakujące. W końcu, czyż leniwce to nie te urocze futrzane stworzenia, które nigdy się nie spieszą? Co więcej, w dzisiejszych czasach lenistwo prawdopodobnie najpierw przywodzi na myśl "lenistwo" opisywane w wielu słownikowych definicjach. Czy lenienie się po obiedzie na kanapie przed telewizorem i senne chrupanie chipsów naprawdę jest tą czynnością, której powinniśmy najbardziej unikać, jeśli chcemy się cieszyć życiem w niebie? Dobre pytanie!

A jednak nie. Gdy głębiej się zastanowimy - bardzo złe pytanie! Prawdziwe znaczenie lenistwa zrozumiemy dzięki słowu, którego na jego określenie używał Tomasz - acedia, będącego zlatynizowaną wersją greckiego słowa akedia, złożonemu z "a", znaczącego "bez", oraz cedia (albo kedia, jeśli ktoś woli grecki) pochodzącemu od kedos oznaczającego "opiekę" bądź "troskę". Śmiertelny4 grzech zniechęcenia jest lenistwem duchowym, które wyraża postawę: "Nie dbam o sprawy Boże". Konsekwencją tego będzie także lenistwo w odniesieniu do spraw Bożych, ponieważ mało prawdopodobne jest, abyśmy podejmowali działania w służbie spraw, o które się zbytnio nie troszczymy.

Dalej Tomasz definiuje "zniechęcenie" jako "jakiś gnębiący smutek". Pisze, że jest "odrętwieniem umysłu, który zaniedbuje podejmowanie dobrych dzieł" (II-II, 35, 1). Lenistwo jest duchową apatią, smutkiem lub znudzeniem w odniesieniu do Bożego dobra. Ten brak pasji służenia w odniesieniu do służenia Bogu i radowania się Nim jest antytezą naszej pierwszej lekcji życia, a jednak w pewnym sensie stanowi pierwszą lekcję życia w otaczającej nas kulturze popularnej. Możemy to dostrzec w kulturze i w nas samych, kiedy przyjrzymy się grzechom, które towarzyszą lenistwu, służą mu i z niego wypływają. Święty Tomasz, odwołując się do św. Grzegorza Wielkiego, zauważa, że każdy grzech główny ma wiele "córek", a zatem przyjrzyjmy się smutnemu potomstwu lenistwa.

Córką lenistwa szalejącą w naszej dzisiejszej kulturze jest "błąkanie się umysłu po rzeczach niegodziwych" (II-II, 35, 4). Tomasz zgadza się z Arystotelesem, że "ci, którzy nie potrafią radować się przyjemnościami duchowymi, przerzucają się na przyjemności cielesne". Zauważmy, że w naszych czasach skrajnego "rozdziału Kościoła od państwa"5 ogromna większość najgorętszych debat politycznych dotyczy właśnie "przyjemności cielesnych". Najbardziej sporne, gorące kwestie dotyczące aborcji, przymusu zapewnienia środków antykoncepcyjnych, homoseksualnych "małżeństw", "transgenderyzmu", skandali związanych z molestowaniem seksualnym i nadużyciami, handlu ludźmi w celach seksualnych oraz legalnego dostępu do pornografii, a nawet usług seksualnych (tj. prostytucji) pojawiają się w nagłówkach naszych codziennych gazet, prowadząc do debat, marszów, protestów, spraw sądowych oraz innych sytuacji powodujących głębokie podziały.

Paradoksalnie, Tomasz, pisząc o rzeczach "niegodziwych" (dosłownie: "bezprawnych"), odnosił się do prawa moralnego, do prawa naturalnego, opartego na odwiecznym prawie Bożym. Różnego rodzaju nieodpowiednie przyjemności cielesne, którym sprzeciwiał się w swoich pismach, często były "bezprawne" także w sensie prawnym, ponieważ organy władzy zdawały sobie sprawę z faktu, że prawa stanowione przez ustawodawcę powinny odzwierciedlać prawa Boże, jeśli mają służyć dobru publicznemu. Nawet gdy królowie ogłaszali swoje "boskie prawo" do sprawowania władzy, byli zobowiązani do przestrzegania praw Bożych, takich jak dziesięć przykazań, jako instrumentów Bożej woli.

Obecnie tak wiele praw uchwala się w imię przyjemności ciała, że wiele z tych grzechów nie jest już "bezprawnych" w sensie prawnym, a co więcej zyskały one prawną ochronę, a nawet są aktywnie promowane i narzucane tym, którzy moralnie się im sprzeciwiają. Ponadto przeciwnicy tych praw są opodatkowywani i często zmuszani jako osoby wykonujące konkretne zawody czy będące właścicielami firm do podejmowania pozytywnych działań wspierających te niegdyś "bezprawne" praktyki. Tak wiele umysłów w naszej kulturze pobłądziło tak daleko w kierunku niegodziwych przyjemności cielesnych, odrzucając prawa Boże, że można to traktować jako oddawanie czci fałszywym bogom. Co gorsza, głównym fałszywym bogiem wydaje się Moloch, który rozkoszował się ofiarami z niewinnych dzieci (por. Kpł 18,21; 20,1-5; 2 Krl 23,10; Jr 32,35).

Mamy nadzieję, że nasze umysły nie oddaliły się zbytnio od duchowego dobra w pogoni za cielesnymi przyjemnościami, ale wciąż musimy badać nasze sumienia, aby tropić i sprowadzać do domu własne błądzące, marnotrawne umysły. Duchowa opieszałość nie jest domeną wyłącznie leniwych. Jeśli jesteśmy obsesyjnie pochłonięci naszą pracą, jakimś hobby lub szczególnym zainteresowaniem, a nawet naszymi telefonami komórkowymi lub kontami w mediach społecznościowych, możemy być niezwykle aktywni fizycznie, a jednocześnie pogrążeni w duchowym lenistwie.

Tomasz wymienia jeszcze inne córki lenistwa, a wśród nich "opieszałość w zachowywaniu przykazań", "małoduszność w wypełnianiu duchowych obowiązków", "rozpacz", "niechęć do tych, którzy prowadzą innych do dóbr duchowych" i wprost "złość" (por. II-II, 35, 4).

Dobrze by nam zrobiło, gdybyśmy sprawdzili, czy nie czają się one leniwie w naszych duszach:

* Opieszałość w zachowywaniu przykazań. Aby utrzymać wzrok na celu, którym jest Bóg, musimy zapytać samych siebie, czy robimy te konkretne rzeczy, które On nam przykazał, takie jak czczenie Jego dnia poprzez uczestnictwo we mszy świętej w każdą niedzielę.

* Małoduszność. Czy angażujemy w pełni nasz wysiłek i uwagę w duchowe obowiązki, w rzeczach tak prostych jak rozmowa z Bogiem na modlitwie, a także w rzeczach tak trudnych jak publiczne stawanie w obronie prawa do życia?

* Rozpacz. Czy wykazujemy duchową apatię i rozpacz, ponieważ wątpimy w to, że Bóg mógłby okazać przebaczenie i miłosierdzie grzesznikom takim jak my? Taka postawa to powątpiewanie w miłującą moc Boga oraz Jego miłosierdzie; przyjmowanie za nasz los nie tego, co najlepsze, ale tego, co najgorsze.

* Niechęć do osób, które prowadzą innych do duchowych dóbr. Czy dokuczaliśmy tym, którzy odważnie starają się pełnić wolę Bożą? Czy nie dyskredytowaliśmy kapłanów, którzy mieli odwagę głosić pełne mocy kazania poruszające kontrowersyjne tematy, albo sąsiadów z kościelnej ławki, którzy byli gotowi publicznie modlić się przed kliniką aborcyjną czy służyć radą kobietom przeżywającym kryzys?

* Złość. Miejmy nadzieję, że nie okazujemy otwartej niechęci względem duchowych dóbr od Boga, jak czynią to niektórzy z najbardziej szkodliwych "nowych ateistów", określających chrześcijańskie wychowanie jako znęcanie się nad dziećmi. Ale czy robimy cokolwiek, gdy wiara jest atakowana w naszej obecności?

Jeśli lenistwo lub któraś z jego grzesznych, samolubnych córek mieszka w naszych sercach lub wyraża się w naszych czynach, czas je wykorzenić i roznieść w pył, ponieważ oddalają nas one od naszego ostatecznego celu, i mogą także stanowić przeszkodę dla naszych najbliższych, którzy liczą na to, że będziemy dla nich przewodnikami.

Niestety, lenistwo ma innych potężnych sojuszników, którzy w dość bezpośredni sposób usiłują odwrócić nasz wzrok od celu, jakim jest Bóg, i skierować go w przeciwnym kierunku, tak abyśmy wpatrywali się w świat. Jednym z terminów określających światopogląd, który broni lenistwa w naszych czasach, jest ideologia "sekularyzmu". Słowo to pochodzi od łacińskiego wyrazu saecularis, który znaczy: "dotyczący wieku lub pokolenia", a w chrześcijańskim użyciu od dawna odnosi się do "światowości" i "przyziemności". Sekularyzm jest światopoglądem, w którym nie ma miejsca na religię, a co za tym idzie, dla Boga. Osoby o na wskroś sekularystycznym światopoglądzie z pewnością nie będą poświęcać czasu na próby zwalczania grzechu w ramach pierwszego kroku na drodze do umiłowania Boga.

Bardzo wpływowy filozof ubiegłego stulecia, ateista Bertrand Russell, napisał w 1930 roku, że to nie grzech, ale raczej poczucie grzechu, sama koncepcja, że można zachowywać się w sposób sprzeczny z wolą Boga, prowadzi do nieszczęścia człowieka. Paradoksalnie jednak, choć Russell chciałby, abyśmy pozbyli się samej idei grzechu, w swojej książce o szczęściu zawarł rozdział o unikaniu zazdrości6. Zazdrość, o czym wie każdy katolik, który odbierał nauki katechizmu, jest jednym z siedmiu grzechów głównych, przed którymi Kościół ostrzega od tysiącleci! Co więcej, wygląda na to, że Russell zgadza się z Kościołem co do tego, że zazdrość jest śmiertelnie niebezpieczna dla naszego szczęścia. (Mogłoby się wydawać, że logik powinien być nieco bardziej świadomy tego, że sam sobie zaprzecza, ale rozdział, który napisał na temat poczucia grzechu, powstał po rozdziale na temat zazdrości, więc może do tego czasu zdążył o nim już zapomnieć).

W 1973 roku wybitny psychiatra Karl Menninger napisał książkę Whatever Became of Sin? (Co się stało z grzechem?), dowodząc w niej, że rosnące problemy społeczne, coraz częstsze występowanie zaburzeń psychicznych i wzmagające się poczucie braku szczęścia wynikają z upowszechnienia sekularyzmu oraz odrzucenia przez współczesną kulturę koncepcji grzechu. Od tego czasu minęło ponad cztery i pół dekady, a nasze problemy wciąż narastają, ponieważ coraz więcej osób wydaje się grzęznąć w życiu, straciwszy poczucie sensu. Co więcej, Amerykańskie Centrum do Spraw Kontroli i Prewencji Chorób podało w roku 2018, że w latach 1999-2016 wskaźnik samobójstw znacznie wzrósł w czterdziestu dziewięciu stanach, przy czym większość ofiar samobójstw w ponad połowie stanów nie wykazywała wcześniej żadnych zaburzeń psychicznych, co czyni z samobójstwa nie tylko problem zdrowia psychicznego, lecz także powszechną trudność zdrowia publicznego. Skutki tego są tak ogromne, że doprowadziły do spadku przeciętnej długości życia Amerykanów7. Ogromnie smutny jest fakt, że obecnie rosnąca liczba ludzi w naszym kraju nie znajduje wystarczającego sensu, aby dalej żyć.

Chociaż mam nadzieję i modlę się o to, aby każdy z moich czytelników nadal miał w sobie chęć życia, można zadać sobie pytanie, jak bagatelizowanie ogromnego znaczenia grzechu, przejawiające się w milczącej akceptacji społecznych trendów naszych czasów, nasiliło się w samym Kościele, nie mówiąc już o naszych własnych duszach. Aby wykorzenić kluczowe przeszkody, które powstrzymują nas przed cieszeniem się Bogiem, musimy rozprawić się nie tylko z lenistwem, które odwraca nasze serca od Boga, ale także z sekularyzmem, który stara się odwracać naszą uwagę i zatruwać zarówno nasze umysły, jak i nasz Kościół. Nie dając lenistwu dostępu do naszych serc, a sekularyzacji do naszych umysłów, czynimy nasze dusze gotowymi do przyjęcia tylko tego, co najlepsze: tego, co prowadzi nas do Boga.

Budowanie domu mądrości i miłości

Miejmy nadzieję, że zaczęliśmy już rozpoznawać i rozprawiać się z grzechami oraz fałszywymi ideami, które trzymają nas z dala od naszego głównego celu, jakim jest wieczność z Bogiem. Teraz nadszedł czas, aby chwycić za nasze miecze do niszczenia grzechów, drugą ręką sięgając po narzędzia, by móc rozwijać cnoty pomagające nam ćwiczyć się w przyjmowaniu tylko tego, co najlepsze. Arystoteles powiedział nam przecież, że budowniczymi stajemy się przez budowanie; podkreślił w ten sposób zasadniczą rolę praktyki w rozwijaniu wszelkiej ar?te (doskonałości), którą tłumaczymy jako cnotę. Dom naszej pierwszej lekcji życia nazywam domem mądrości i miłości, ponieważ radowanie się Bogiem jest najważniejszą lekcją, a mądrość i miłość są najważniejszymi darami i cnotami, które prowadzą nas do Niego. Co więcej, mądrość od dawna miała zwyczaj zakładania domów!

* "Mądrość zbudowała sobie dom, wyciosała siedem kolumn" (Prz 9,1).

* "Mądrość niewiast dom sobie buduje, własnoręcznie go zniszczy głupota" (Prz 14,1).

* "Dom buduje się mądrością, a rozumem umacnia. Wiedzą napełnia się spichlerze wszelkimi dobrymi, miłymi zasobami" (Prz 24,3-4).

Mądrość, jak mówi nam Tomasz, jest najwyższą z trzech "cnót umysłowych", które doskonalą zdolność naszego umysłu do pojmowania prawdy. Pozostałe dwie są wymienione w ostatnim cytacie z Księgi Przysłów. Cnota wiedzy pomaga nam przyjmować konkretne dane dotyczące otaczającego nas świata. Patrząc na współczesną naukę, możemy dostrzec, w jaki sposób cnota ta, znana także jako cnota pojętności8, dąży do pojmowania przyczyn i skutków, aby zrozumieć, jak działają różne rzeczy w świecie przyrody. Cnota rozumu doskonali nasze pojmowanie zasad, takich jak ogólne prawa natury, które nadają sens i wyjaśniają wszelkiego rodzaju konkretne przyczyny i skutki. Jednak na samym szczycie gmachu cnót umysłowych znajduje się mądrość. Tomasz mówi nam, że obie te cnoty, wiedza i rozum, "zależą od mądrości jako od tego, co naczelne, bo mądrość obejmuje zarówno rozum jak i wiedzę, gdyż osądza wnioski poszczególnych dziedzin wiedzy i ich zasady" (I-II, 57, 2).

Filozofia oznacza miłość (philos) do mądrości (sophia), a jak mądrość przewyższa wiedzę, tak metafizyka jako dziedzina filozofii przewyższa nauki przyrodnicze. Bada ona to, co jest poza (meta) naturą (physis). Poszukuje najwyższej z przyczyn i głównej zasady wszystkich zasad, którą Arystoteles, podobnie jak św. Tomasz z Akwinu, nazywał Bogiem. Arystoteles pisał, że lepiej jest wiedzieć choć trochę o rzeczach wzniosłych, niż bardzo wiele o rzeczach trywialnych (w tym, co dotyczy wiedzy, akceptował jedynie to, co najlepsze!). Co więcej, Arystoteles, poganin żyjący przed Chrystusem, nazywał metafizykę nauką najbardziej "zaszczytną", a nawet "boską", ponieważ bada ona rzeczy boskie. Zauważa, że "wiedza boska jest taka, którą może posiadać Bóg przede wszystkim"9.

Metafizyka jest nauką o bycie samym w sobie, o wspólnym i podstawowym fundamencie wszystkich stworzeń oraz zjawisk badanych przez wszystkie nauki. Ale nie martw się. Nie mówię, że wszyscy musimy zostać zawodowymi filozofami zajmującymi się metafizyką. Arystoteles i Akwinata byli najlepszymi fachowcami w tej dziedzinie, jakich widział świat, w szczególności zaś Tomasz jest całkowicie godnym zaufania przewodnikiem po tego rodzaju "boskiej mądrości", której potrzebujemy, aby osiągnąć cel naszej pierwszej lekcji życia.

Święty Tomasz wiedział o najwyższej spośród wszelkich form mądrości coś, czego nie wiedział Arystoteles. Trzy stulecia po śmierci Arystotelesa, Logos, Słowo Boże, stało się człowiekiem; Sama Mądrość przyjęła ciało i została wcielona (J 1,14). Mądrość Wcielona, Bóg-człowiek Jezus Chrystus, obiecał nam "Ducha", który doprowadzi nas do całej prawdy (J 16,13), i ten Duch Prawdy przyszedł, jak obiecał, w dniu Pięćdziesiątnicy (Dz 2). Chrystus objawił nam, że jeden Bóg, do którego prowadzi rozum Arystotelesa, jest jednocześnie trzema Osobami: Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Co więcej, Trójca Święta daje nam dostęp do boskiej mądrości w sposób, jakiego nie znali najmądrzejsi filozofowie. Owa "mądrość (...) zstępująca z góry" (Jk 3,17) jest nam dana w siedmiu darach Ducha Świętego: w "duchach" czy też darach mądrości, rozumu, rady, męstwa, umiejętności, pobożności i bojaźni Pańskiej (por. Iz 11,2). Kiedy współpracujemy z tymi łaskawie nam udzielonymi darami Ducha Świętego, naszymi cnotami rządzi nie tylko nasz ludzki rozum, lecz kierują nimi także Jego poruszenia. Cnoty odgrywają rolę wioseł, dzięki którym płyniemy w górę strumienia ku niebu, a dary będą nieskończenie potężniejszymi wiatrami w naszych żaglach, o ile tylko zechcemy je rozwinąć.

Dary te omówimy w kolejnych lekcjach życia, ale na razie chciałbym zwrócić uwagę na dwa z nich. Tomasz, podobnie jak inni wielcy teologowie przed nim, zauważa, że kolejność tych darów wymienionych w Piśmie Świętym przebiega od najwyższego lub największego do najmniejszego lub najniższego, zgodnie z tym, jak zstępują one z nieba na człowieka. Ułożone od najmniejszego do największego, działają jak duchowa drabina Jakuba, wznosząca się z ziemi i sięgająca do nieba (por. Rdz 28,12). Pismo Święte wielokrotnie potwierdza pogląd mówiący, że aby osiągnąć mądrość znajdującą się na szczycie drabiny, musimy zacząć od pierwszego szczebla, czyli od bojaźni Pańskiej.

"Bojaźń Boża - zaiste mądrością" (Hi 28,28).

"Bojaźń Pańska jest początkiem mądrości" (Ps 111,10; Prz 9,10).

"Bojaźń Pańska jest szkołą mądrości" (Prz 15,33).

"Początkiem mądrości jest bojaźń Pana" (Syr 1,14).

Zauważmy również, jak to koresponduje z naszymi "konspektami lekcji". Kiedy już wnikniemy w zasadę mówiącą, że sensem życia jest dosięgnąć Boga, naszym następnym krokiem jest wyeliminowanie grzechów i błędów, które nas od Niego oddalają. Sam strach przed grzechem jest przejawem bojaźni Pańskiej. Na początku obawiamy się popełniać grzechy, które mogłyby sprawić, że Bóg nas ukarze, jednak w miarę jak postępujemy na duchowej drabinie, zaczynamy tak bardzo kochać Boga, że obawiamy się dopuścić grzechów, którymi moglibyśmy Go zawieść. Tomasz nazywa to przejściem od miłości niewolniczej do miłości dziecięcej. Ten lęk przed grzechem jest pierwszym krokiem na drabinie darów, który pomaga nam osiągnąć znajdującą się na samym szczycie mądrość. Cnota mądrości doskonali nasze przyrodzone życie umysłowe pod kierownictwem rozumu; dar mądrości pochodzący od Ducha Świętego doskonali nasze życie nadprzyrodzone i duchowe pod Jego kierownictwem.

Tomasz mówi, że dar mądrości, podobnie jak cnota mądrości, odnosi się do najwyższych sfer wiedzy, ale przewyższa dziedzinę samego rozumu i doskonali nas w tym, co dotyczy prawd wiary: pozwala "rozumieć je same w sobie przez pewnego rodzaju zjednoczenie z nimi" (II-II, 9, 2). Ponadto, "mądrość jako dar przewyższa mądrość jako cnotę umysłową, ponieważ bardziej zbliża się do Boga, dosięgając Go, mianowicie przez pewnego rodzaju zjednoczenie duszy z Bogiem. I dlatego kieruje człowiekiem zarówno w kontemplacji, jak i w praktycznym działaniu" (II-II, 45, 3). Dar mądrości jest zatem dla naszego intelektu największym darem Boga, który ma nam pomagać dosięgnąć Go w najlepszy możliwy na ziemi sposób i cieszyć się Jego obecnością na zawsze w niebie. Utrzymuje nasz wzrok na naszym celu i kieruje działaniami naszego codziennego życia w taki sposób, aby pomóc nam go osiągnąć.

Tomasz mówi nam jednak, że ten wspaniały dar mądrości zostaje "wlany" w nasze dusze przez otrzymaną od Boga teologalną cnotę miłości. Święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (rozdz. 13) mówi nam o trzech cnotach teologalnych: wierze, nadziei i miłości (agape, caritas). Mówi także, że spośród nich największa jest miłość. Znać Boga to kochać Boga. Kiedy Bóg obdarza nas łaską miłości, która pozwala nam kochać Go najpełniej, obdarza nasz umysł darem mądrości, abyśmy mogli poznawać Go coraz głębiej.

Zauważmy raz jeszcze, że - jak powiedział Tomasz - "ostatecznym i głównym celem człowieka jest radowanie się Bogiem" (wyróżnienie dodane). Akwinata definiuje samą radość jako skutek lub rezultat miłości (caritas). Kiedy szukamy czegoś, co kochamy, doświadczamy pragnienia, a kiedy osiągamy przedmiot naszej miłości, radujemy się nim. "Radość ma się do pragnienia tak, jak spoczynek do ruchu" (II-II, 28, 3). Kiedy dosięgamy Boga, nasz niepokój znika, a nasza radość staje się pełna. Jeśli chodzi o radość doskonałą i jej związek z mądrością i miłością, Tomasz zauważa: "Radość miłości jest radością z mądrości Bożej. Taka radość nie ma w sobie żadnej domieszki smutku, zgodnie ze słowami Księgi Mądrości (8,16): "Obcowanie z nią nie sprawia przykrości"" (II-II, 28, 2).

Mądrość i miłość z pewnością mają fundamentalne znaczenie dla sensownie przeżywanego życia na ziemi oraz pełnego szczęśliwości życia wiecznego w niebie. Przyjęcie tych nadprzyrodzonych cnót i darów rzeczywiście jest przyjęciem tego, co najlepsze. Przejdźmy teraz do naszego kolejnego konspektu lekcji, aby przyjrzeć się środkom, w jakie wyposażył nas Bóg, abyśmy byli w stanie je przyjąć i w pełni wykorzystać.

Wznoszenie serc i umysłów ku Bogu

Przechodzimy teraz do naszego czwartego konspektu lekcji, czyli do modlitwy. Jak możemy dostąpić słusznie upragnionego daru mądrości? Święty Jakub mówi nam całkiem prosto: "Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając, a na pewno ją otrzyma" (Jk 1,5). Trudno o coś prostszego! Jakub radzi nam jednak, abyśmy prosili Boga z wiarą i nie żywiąc wątpliwości, gdyż w przeciwnym razie będziemy podobni do "fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam" (Jk 1,6). Dalej ostrzega nas, aby nie być człowiekiem "chwiejnym, niestałym na wszystkich swych drogach" (Jk 1,7). Taka osoba nic nie otrzyma od Boga.

Według św. Tomasza modlitwa to "wzniesienie umysłu ku Bogu" (II-II, 83, 17), a proszenie Boga o dary - jak mówi nam Jakub - jest jedną z kluczowych części modlitwy: jest to część błagalna (pokorne prośby) o konkretne błogosławieństwa, podczas gdy drugą część stanowi modlitwa dziękczynna za otrzymane już od Niego błogosławieństwa. Mądrość doskonali nasz rozum, a Tomasz mówi nam, że modlitwa (oratio) to "jakby rozum ust" (oris ratio) (II-II, 83, 1). Co więcej, nowych prawd uczymy się od nauczycieli, a w modlitwie mówimy i otwieramy się na lekcje Nauczyciela przez wielkie "N", który jest Prawdą przez wielkie "P"10.

Zwróćmy również uwagę na ostrzeżenia Jakuba przed wątpliwościami i niestałością. Jeśli doświadczamy zwątpienia, sam akt modlitwy jest aktem wiary mającym na celu przeciwdziałanie mu, a w dodatku możemy przez naszą modlitwę prosić Boga, aby uleczył nas z wszelkich wątpliwości. Jeśli chodzi o chwiejność, która sprawia, że jesteśmy podobni do fali morskiej miotanej wiatrem, zobaczmy, jak odnosi się to do tak powszechnych dziś fałszywych poglądów sekularyzmu oraz do grzechu duchowego lenistwa. Kiedy nasze umysły rozdarte są pomiędzy "mądrością zstępującą z góry" (por. Jk 3,17) oraz nierozumną "mądrością tego świata" (por. 1 Kor 3,19), jesteśmy miotani to tu, to tam przez wichry kultury popularnej, zamiast pozwolić się prowadzić ku naszym celom przez tchnienia Ducha Świętego.

Modlitwa sama w sobie pomaga nam czynić postępy w życiu duchowym, skupiając naszą uwagę na radowaniu się Bogiem. Przez modlitwę sięgamy w górę ku Bogu i pozwalamy Mu sięgnąć w dół ku nam. Skuteczna modlitwa może przyjąć formę spontanicznej rozmowy z Bogiem, albo może wyrażać się w oficjalnych modlitwach przekazanych nam przez świętych, przez Kościół, a nawet bezpośrednio przez Chrystusa (zob. Mt 6,9-15, choć założę się, że już ją znasz). Spontaniczną modlitwę pozostawię czytelnikom, tutaj zaś zaproponuję kilka modlitw formalnych, które pomogą nam skupić się na naszej najważniejszej lekcji życia.

Być może nie każdy myśli o tej pierwszej krótkiej modlitwie jako o modlitwie, mimo że - podobnie jak Ojcze nasz - pochodzi ona od słów samego Chrystusa. Mówię o prostym znaku krzyża świętego. W tej modlitwie powtarzamy słowa, które Chrystus wypowiedział do swoich uczniów, pouczając ich, że mają udzielać chrztu ludziom z wszystkich narodów: "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28,19). Święty Paweł zaleca nam: "Nieustannie się módlcie" (1 Tes 5,17), a ta prosta modlitwa i ten gest mogą być powtarzane wielokrotnie w ciągu dnia, aby pomóc nam utrzymać nasze serca i umysły nieustannie skupione na celu, którym jest Bóg.

Jeśli chodzi o cnoty i dary, które pomagają nam żyć życiem skupionym na Bogu, przedstawię kilka fragmentów modlitwy, którą św. Tomasz ułożył, by prosić Boga o cnoty:

Wszechmogący Boże, który wszystko wiesz,

nie masz początku ani końca,

który obdarzasz cnotami i w nich utwierdzasz,

racz mnie umocnić

na trwałym fundamencie wiary,

bronić niezwyciężoną tarczą nadziei,

i ozdobić weselną szatą miłości.

(...)

Panie, zaszczep we mnie cnoty,

abym był oddany sprawom Bożym,

abym był przezorny w ludzkich obowiązkach

(...)

Racz mną kierować od wewnątrz

po dobrej drodze,

abym czynił to, co godziwe,

i co mi wyjedna zasługę,

a dla innych bliźnich będzie przykładem

(...)

Amen11.

Na koniec jeszcze zakończenie modlitwy Tomasza o osiągnięcie nieba, ostatecznego celu naszej pierwszej lekcji życia:

Panie Boże, daj życie bez śmierci,

radość bez bólu,

Tam, gdzie jest największa wolność,

bezgraniczne bezpieczeństwo,

bezpieczny spokój, radosne szczęście,

szczęśliwa wieczność, wieczna szczęśliwość,

oglądanie prawdy i chwała,

Boże! Amen12.

Specjalne środki do eliminowania grzechu i do rozwijania cnót i darów

Bóg jest w stosunku do nas tak nieskończenie hojny, że przez wcielenie i ofiarę swojego Syna wyposażył nas w dodatkowe nadprzyrodzone środki, które nie tylko "usuwają wady pozostałe po popełnionych grzechach", lecz także "doskonalą duszę w tym, co dotyczy oddawania czci Bogu" (III, 62, 5). Ponadto,

jak cnoty i dary dodają do łaski w znaczeniu ogólnym pewną doskonałość, przyporządkowaną w sposób określony do właściwych aktów poszczególnych władz, tak łaska sakramentalna dodaje do łaski w znaczeniu ogólnym oraz do cnót i darów swego rodzaju Bożą pomoc dla osiągnięcia celu sakramentu. I w ten właśnie sposób łaska sakramentalna dodaje coś do łaski cnót i darów (III, 62, 2).

Łaska sakramentalna jest oczywiście tym, co zawiera się w siedmiu sakramentach, o których Kościół naucza i których udziela. Sakramentami tymi są chrzest, bierzmowanie, pokuta, małżeństwo, kapłaństwo, namaszczenie chorych i - najważniejszy z nich - Eucharystia. Tomasz wyjaśnia, że Kościół otrzymał sakramenty od Chrystusa. W rzeczy samej, "sakramenty wypłynęły z boku Chrystusa wiszącego na krzyżu" (III, 64, 2). Sakrament "jest znakiem rzeczy świętej, w tej mierze, w jakiej uświęca ludzi" (III, 60, 2). Sakramenty są szczególnymi narzędziami łaski Bożej, które zawierają w sobie widzialny, materialny element, taki jak na przykład woda chrzcielna, ponieważ "czymś naturalnym dla człowieka jest to, że do poznania prawd umysłowych dochodzi on przez to, co podpada pod zmysły" (III, 60, 4). Woda, którą możemy dostrzec oczami cielesnymi, oznacza niematerialną, duchową łaskę, którą możemy pojąć wyłącznie za pomocą naszego intelektu przemienionego przez wiarę.

Sakramenty zawierają w sobie i nadają szczególną moc modlitwie, ponieważ drugim elementem sakramentu jest użycie określonych słów, oznaczających Słowo Boże. "Można je rozpatrywać w odniesieniu do przyczyny uświęcającej, którą jest Słowo Wcielone. Sakrament w pewien sposób upodabnia się do Niego przez to, że z rzeczą postrzeganą zmysłami łączy się słowo, tak jak w tajemnicy wcielenia Słowo Boże złączyło się ze zmysłowym ciałem" (III, 60, 6).

Sakramenty są konieczne dla naszego zbawienia. Tomasz przypomina, że Chrystus powiedział: "Jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego" (J 3,5). To odrodzenie dokonuje się w sakramencie chrztu. Słowa, które stanowią formę tego sakramentu, pochodzą bezpośrednio od Chrystusa. Polecił On swoim uczniom, aby chrzcili wszystkie narody, używając słów, które upamiętniamy we wspomnianym wcześniej znaku krzyża świętego. Podczas katolickiego obrzędu chrztu kapłan polewa przyjmującego sakrament wodą lub trzykrotnie zanurza go w wodzie, wypowiadając słowa: "Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego".

Sakramenty "sprawiają to, co wyrażają" (III, 62, 1), i to ma największe znaczenie w odniesieniu do naszej pierwszej lekcji życia. Tomasz nazywa chrzest "bramą sakramentów" (III, 63, 6). Podczas gdy św. Jan Chrzciciel chrzcił wodą, Chrystus, który jest bramą (por. J 10,9), dał nam chrzest Duchem Świętym, który otwiera nam drzwi do królestwa Bożego.

Na kolejnych stronach przyjrzymy się wszystkim siedmiu sakramentom i zobaczymy, w jaki sposób uczestnictwo w nich pomaga nam doskonalić się w realizowaniu każdej z lekcji życia. Tymczasem możemy zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o tym, że za każdym razem, gdy wykonujemy znak krzyża świętego, przypominamy sobie, jak dzięki łasce Bożej udzielonej nam w sakramencie chrztu zostały przed nami otwarte bramy nieba. Od nas zależy, czy będziemy współpracować z łaską Bożą, czy chwycimy za dłoń Mądrość Wcieloną i razem pójdziemy zobaczyć, jakie mieszkanie przygotował dla nas Król Niebios (por. J 14,2). A z każdego z nich roztacza się cudowny widok na całe stworzenie i na samego Stwórcę.

Pierwsza lekcja życia - Suma13

Przyjmować tylko to, co najlepsze, oznacza, że będziemy starali się pamiętać, iż ostatecznym celem oraz zasadą porządkującą w naszym życiu jest osiągnięcie wiecznej szczęśliwości z Bogiem w niebie. Cel ten będziemy realizować w codziennym życiu na ziemi poprzez przypominanie sobie o tym, że jedynie Bóg może usunąć nasz niepokój, że musimy przezwyciężać śmiertelny grzech duchowego lenistwa, stawać się odporni na kulturowe trendy prowadzące do sekularyzacji, starać się wzrastać w cnocie miłości i rozwijać w sobie dar mądrości, każdego dnia modlić się o Boże wsparcie oraz z wdzięcznością przyjmować łaski płynące ze wszystkich sakramentów, tak abyśmy pewnego dnia mogli uśmiechnąć się do Boga w niewysłowionej błogości wizji uszczęśliwiającej.