114 Decybeli Ciszy - Dorota Górczyńska-Bacik

Kup ebooka

14.13 zł
11.73 zł (12,01 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

***

Samotność jest bezpieczna

nie pyta...

Stąpam zatem pośpiesznie

z głową wypchaną myślami

i wystukuję patykiem rytm

w takt uderzeń skrzydeł motyla.

Pofrunę z nim przez szerokość godzin

raz

dwa

jeszcze chwila

i zasmakuję

nektaru żonkili...

próżno...

grawitacja

co nad uchem przekornie

gwiżdże

ciężarem zabija

Upadam zatem kamieniem

w dzień

w drogę

w życie

lecz bez tłumaczeń

dlaczego bose stopy tęsknią do zimy

a głowa płodna wciąż rodzi szaleństwo

samotność bowiem jest bezpieczna

nie pyta...

9.04.2018

Obraz olejny Doroty Górczyńskiej-Bacikinspirowany fotografią Daniela Cichego

***

Powrócę

Bez pytań o wczoraj

usiądziemy na ganku dogasającego życia

i zapłaczemy nad brakiem

co nawet nie nieobecnością

opowiesz mi o gajach zielonych

co latem pachniały szarlotką i cynamonem

o smaku polskiego chleba

który

otulał stęsknione wargi

o zimie co zawsze w grudniu skrzypiała

wesołą kolędą

a potem

kroplą

lecz nie deszczu

zagościsz na moich powiekach

i bólem spłyniesz

przez sękate rany

łącząc splecione dłonie

na zawsze

powrócę

w oddechu ciszy szczęśliwej

otulając się jedynie mrozem

zapadnę w Ciebie

prochem i kamieniem

oddając Tobie mój ostatni oddech

13.04.2018

Nagrodzony w konkursie poetyckim im Tadeusza Murdzeńskiego: Stulecie Odzyskania Niepodległości Londyn 2018

***

Czerwony żakiet

tuż obok obrażonej

sukienki w groszki seledynowe

liczy guziki - bo na cud za późno

kulawy pasikonik na zegarze

kolebie smutno główką w takt

na raz

na dwa

i tak do obłędu

już nie mojego

gapię się tępo

w jego naderwaną nogę

nie zatańczy...

zerkam ukradkiem na moje

rozflaczone pantofle

wdychające kurz

wygniecionej wersalki

tik tak

za oknem

świerszcze przywołują

mojego zmartwychwstania

okna zaryglować trzeba!!!

niebo zachmurzyć!!!

kwaśne mleko wlewam do herbaty

na wypadek gdybym przypadkiem

potknęła się gdzieś o resztki uśmiechu

16.04.2018

Pamięci poległych

Autobus z ronda Matecznego

pomału

rytmicznie wtacza się

na zachlapany

przystanek

siadam tuż za kierowcą

gapię się w rozmazaną ciszę

co koleboce na szybie...

Papierniczy

RUCH co tu od zawsze

w którym kupowałam Popularne

piekarnia u pani Zosi...

wspomnienie bagietek z kminkiem do dziś

wstrząsa moimi zmysłami

potem jeszcze jedna prosta i autobus

pomału mija świat

w którym cisza

dokańcza niedopowiedziane słowa

tu tylko gwiazdami patrzą na nas

cisi bohaterowie

nie wiedząc

że po nich już tylko chrabąszcz

w gęstwinie słów nie napisanych

gubi czasem swą drogę

kościół

dom drewaniany

jutro co zaplanowane

gdyby wiedzieli

że nie tylko za marzenia...

wysiadam

przystanek kino Kijów

bilet ściskam w dłoni

macham już jutru na powitanie

bohaterowie pierwszego planu zostali

na przystanku przy ulicy Focha

26.04.2018

Małe śmierci

Będę odchodziła powoli

wyrywana z twojego krwiobiegu

najpierw z muśnięcia dłoni

i ze spojrzenia którego

o każdy dzień mniej

potem odejdę uboższa o słowo

cóż

ponoć nie wszystko trzeba mówić

lecz ja kobieta

lubię gdy nazywa się

mnie nie tylko po imieniu

potem już będę odchodziła

rutynowo i coraz szybciej

od kubka goracej herbaty

której nagle zabraknie

(koc w końcu w szafie)

po wyblakłą wiadomość na lodówce

napisaną niegdyś czerwonym długopisem

spójrz jednak po raz ostatni

moje usta nadal mają kolor maków

zagryzłam je bólem

powróciły purpurą

nie patrzyłeś

odeszłam...

i tylko pióro

którym kiedyś napisałeś

"Kawa dla ciebie kochanie"

dowodem na moje istnienie

niewymiernym

papier wyblakł

a szminka co leży tuż obok

nic ci nie powie

nie nosiłam wszak szminek

10.05.2018