100 wierszy wypisanych z języka angielskiego - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

18.78 zł
15.59 zł (15,96 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Poezja i nauka

Nauka to rachunek różniczkowy umysłu,

sztuka to rachunek całkowy; osobno mogą być

piękne, ale wielkie - tylko wtedy, gdy są razem.

sir Ronald Ross

Niezwykłą wartość wiedzy naukowej

Mało kto rozumie - człowiek,

Który nie jest botanikiem, nie potrafi pojąć,

Że wiedza specjalistyczna może pogłębić

Estetyczną satysfakcję z oglądania kwiatów.

Częściowo dlatego, że aby nazwać roślinę,

Musisz przyjrzeć się jej dokładniej

Niż zazwyczaj, a wtedy

Zobaczysz subtelne kolory, proporcje i kształty,

Zbyt małe, żeby je ot tak zauważyć.

Co więcej - wydaje się, że wiedza botanika

O wszystkich aspektach struktury roślin

(Podobnie jak wiedza rzeźbiarza o budowie kości i mięśni),

Wiedza o układzie korzeni rozwidlających się pod ziemią,

O wyrastaniu łodyg,

O ukrytych w przylistkach pąkach i

Rozkładzie żyłek na liściu,

Wzbogaca i nadaje trójwymiarowości

Temu, co już wiemy o ich skomplikowanym pięknie.

Dlatego też moim celem jest poezja faktów. Nawet

Najgłębsze powinowactwo wszystkich żywych organizmów

Staje się jasne, jeśli wiemy o krążeniu w nich związków chemicznych.

Bez choćby podstaw chemii człowiek pozostanie

Oniemiałym z wrażenia dzikusem,

Który przygląda się decydującym o życiu reakcjom.

Te piękne zależności,

Które ukazuje nam tylko biochemia,

Zastąpią oszałamiające poczucie cudu

Czymś bardziej cudownym,

Bo naturalnym i dającym się zrozumieć.

Przyroda jest większym cudem,

Kiedy może być zrozumiana, przynajmniej po części.

Takie rozumienie rodzi się

W laiku, kiedy czyta on

O biochemii gruczołów,

O ich związkach z chorobowymi zmianami takimi jak wole

I wpływie, jaki mają na wzrost, seks i reprodukcję.

Zaczyna wtedy co nieco rozumieć

Z subtelności i piękna działania

Enzymów, wirusów i bakteriofagów,

Tych substancji na granicy

Świata żywego i nieożywionego.

Zrozumie, dlaczego biochemik

Może zastanawiać się nad możliwością

Syntezy życia i nie bać się,

Że plecie androny lub bluźni.

Zrozumie, że, przeciwnie,

Odkrywa on coraz więcej,

Bo szuka nieskończonego -

"Nawet nasze najgłębsze emocje

Mogą zależeć od obecności

Pochodnych fenantrenu!".

Hugh MacDiarmid

Inca

Imperium Inków ze stolicą w Cuzco, Peru, osiągnęło największy zasięg w XV wieku, rozciągając się od północnego Chile do Ekwadoru. Pomimo braku koła oraz systemu pisma charakteryzowało się wysokim poziomem cywilizacyjnym.

Longman's English Larousse

Inca. Teraz jest tylko to.

Skoro przeszłość już przeszła,

przyszłość staje się fikcją:

ogród otoczony murem,

gdzie stoję w innym życiu,

pełen blasku leżak,

nieruchomy jak świerszcz

w dusznej poświacie księżyca.

Zegar słoneczny zapisuje cienie

wyblakłe od świateł pobliskich domów.

A łabędzie wystawiają na pokaz

ociekające dzioby,

lecz twoje wargi rozchyliły się,

by całować lub mówić.

Nie wiem sam. Inca.

Teraz jest tylko to:

derwisz w ogrodowej polewaczce,

palisandrowy taktomierz,

od którego kluczyk gdzieś zaginął

i nigdy się nie odnajdzie.

Inca. Będziemy patrzeć na gołębie

zmieniające szarość na biel,

jakby je kto szarpnął

niczym żaluzje

w tej drugiej sypialni.

Gdzie śpi dziecko. Inca.

Zagubiłem się w myślach,

próbując pisać.

Beczka pełna wody żongluje

kroplami deszczu. Inca.

Łzy zbierają się w twoich oczach,

kiedy czytasz pustą kartkę,

nie wiedząc, co chce ci powiedzieć.

Teraz jest tylko to:

długi, nienapisany wiersz,

który nieomal czci

pasternakowe pięty mojej córki

i jej doskonałe, blade brodawki,

jak blizny, które zostały po liściach.

Inca. Jak unosi się jej nocna koszulka...

gdy nadchodzi z poważną miną

ze wszystkich stron ogrodu,

w garści trzymając sekret,

który chce mi pokazać,

jak gdyby w jakiś sposób

wynalazła koło. O, Inca.

Craig Raine

Las Trampas, USA

dla Roberta i Priscilli Bunkersów

Przedzieram się przez malwy

w suchym ogrodzie, do

domu,

pukam, potem proszę

po angielsku o klucze

do kościoła w Las Trampas.

Stara kobieta

mówi do mnie po hiszpańsku: ja

nie mówię po angielsku,

pytam więc: gdzie

są klucze do kościoła,

po hiszpańsku.

Widzisz tych

trzech robotników: ty

ich spytaj. Wchodzi

do środka, ja

ruszam za nią,

mam zamiar zapytać

ich po hiszpańsku:

serwus, mówią

po amerykańsku. Witam,

mówię i pytam

po angielsku:

gdzie są klucze

do kościoła, a oni mi

mówią: on je ma,

i wskazują na czwartego,

który pracuje z motyką na polu

niedaleko, a do niego

(po hiszpańsku): gdzie są

klucze do kościoła? A on:

ja mam. - Okej,

mówią

w hiszpańskiej angielszczyźnie:

przynieś je (a do mnie po angielsku)

przeniesie ci je. Ty

poczekaj na niego

przy drzwiach kościoła.

Dziękuję, mówię, a oni

odpowiadają mi po amerykańsku:

nie ma za co. Idę

tam znowu i

czekam w cieniu na

klucze: facet,

który mi je przynosi, to nie ten

z motyką, ale

jeden z trójki

robotników,

z kastylijskim wdziękiem

wpuszcza mnie do

środka,

gdzie chłód, z dala

od tego sierpniowego słońca.

Charles Tomlinson