VI. BURZA.
Mały Franuś, syn dzierżawcy, pobiegł do lasu zbierać poziomki. Kiedy już miał wracać do domu, powstał gwałtowny wicher, przyczem kroplisty deszcz zaczął padać pośród błyskawic i grzmotów. Strwożony Franuś, schował się w wydrążenie spruchniałego dębu tuż po nad drogą, bo nie wiedział, że piorun najczęściej uderza w wielkie drzewa.
Nagle, posłyszał wołanie:
"Franusiu! Franusiu! choć prędzej tutaj!"
Wyszedł więc z wydrążenia, a zaledwie je opuścił, piorun, z przeraźliwym łoskotem uderzył w tenże sam dąb. Ziemia drżała pod przestraszonym chłopcem, zdawało mu się, że przez chwilę był cały w płomieniu. Jednak nic mu się złego nie stało, obejrzał się do koła i złożywszy ręce jak do modlitwy, zawołał:
"Głos, który słyszałem, był pewno ostrzeżeniem z nieba; to Ty, to Ty mój Stwórco ocaliłeś mi życie! Składam Ci dzięki z całego serca, z całej duszy!"
Zaledwie to wymówił, usłyszał znowu ten sam głos powtarzający:
"Franusiu! Franeczku! gdzie ty jesteś, pójdź tutaj!" - i po chwili, ujrzał jakąś wieśniaczkę, do której przybiegł czemprędzej mówiąc:
"Oto jestem! czego żądacie dobra kobieto?"
Lecz wieśniaczka odpowiedziała:
"Niczego, paniczu - ja wołam mojego syna Franusia, który tam nad strumieniem pilnował gęsi i który niewiem, gdzie schował się przed burzą. Ale patrzaj pan! otóż wychodzi z gęstwiny!"
W samej rzeczy, maleńki, najwiecej pięcioletni chłopczyk, przybiegł do uradowanej matki, poczem nasz starszy Franuś, opowiedział, jak schronił się do wydrążenia, i jak biorąc jej głos za ostrzeżenie z nieba, uszedł niebezpieczeństwa.
"Oh! moje dziecię," rzekła wieśniaczka, składając pobożnie ręce, "podziękuj miłosiernemu Bogu! - bo chociaż głos, który cię wzywał pochodził tylko odemie, jednakże z woli Boga wołałam tak mocno, żeś mię usłyszał i nieznając cię, wymawiałam twoje imię: inaczej, już byś nie żył".
"Oh! tak!" odpowiedział Franuś ze łzami w oczach. "Bóg was tu przyprowadził, aby mię ocalić, Bóg zrządził, że mamy z twoim synkiem jednakowe imiona, to też najpierwej do Nieba zanoszę dziękczynienie!"
Ten, co piorunem chmurę przedarł ciemną,
W niebezpieczeństwie czuwał nade mną!
Więc kto mu ufa, niechaj się nie lęka,
Bo go ochrania wszechwładna ręka!