100 dni - Jerzy Bałtakis
16.15 zł
13.40 zł
(16,15 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Niedziela, 13 grudnia 1981 roku
godzina 00:01, Bielsko-Biała, Osiedle Karpackie
Gwałtowny łomot w drzwi.
- Otwierać! Milicja! - rozlega się rozkazujący głos za progiem.
Dzieci śpią w sypialni. Zrywamy się z Marysią z łóżka. Ona, zaspana i wystraszona, patrzy na mnie pytającym wzrokiem - jakby przeczuwała, że coś złego właśnie się zaczyna.
Wstaję powoli. Idę w stronę przedpokoju, staram się opanować i uspokoić natarczywe pukanie. Otwieram drzwi.
- Proszę ciszej, dzieci śpią - mówię, choć wiem, że moje słowa nie mają znaczenia.
W progu stoją milicjant w mundurze, obok niego cywilny "pomocnik" - zapewne funkcjonariusz ZOMO.
- Proszę się ubrać. Zabieramy pana na Komendę Wojewódzką Milicji w Bielsku-Białej.
Nie pierwszy raz mam do czynienia ze Służbą Bezpieczeństwa. Nie panikuję. Spokojnie proszę o wyjaśnienie, o dokument uprawniający ich do zatrzymania mnie w środku nocy. Wiem, że to nie będzie zwykła rozmowa.
Zapalam światło i zapraszam ich do kuchni. Widzę po ich twarzach, że są nieco zażenowani sytuacją i moim opanowaniem. Już mniej szorstko tłumaczą, że to tylko na kilka godzin, że wrócę do domu po złożeniu wyjaśnień.
Siadam przy stole, ale stanowczo oznajmiam, że nigdzie nie pójdę bez okazania dokumentu nakazującego zatrzymanie. Po krótkiej wymianie zdań, ku mojemu zdziwieniu, mundurowy wyciąga dokument - decyzję o internowaniu na czas stanu wojennego, o którym, nawiasem mówiąc, oficjalnie dowiemy się dopiero za sześć godzin.
Teraz już wiem, że to nie przelewki. Wszelka dyskusja, wszelki opór - nie mają sensu.
Powoli się ubieram. Wkładam szczoteczkę do zębów do kieszeni, jakby to miała być zwykła podróż. Ściskam i całuję Marysię na pożegnanie.
- Nie martw się, wszystko się jakoś ułoży. Niedługo wrócę - mówię, choć podświadomie czuję, że nasza walka o demokrację i Solidarność właśnie wchodzi w najtrudniejszy etap.
Zjeżdżamy windą z siódmego piętra. Na dole czeka cywilny samochód, za kierownicą - kolejny tajniak. Mróz szczypie w twarz, osiedlowa droga pokryta jest śniegiem.
Po drodze mijamy wojskowe opancerzone transportery, blokady na ulicach, żołnierzy i oddziały ZOMO w pełnym rynsztunku. Powoli dostaję gęsiej skórki. Dociera do mnie powaga sytuacji.
Wojewódzka Komenda Milicji Obywatelskiej, Bielsko-Biała
1:00-3:00 nad ranem
Pomimo późnej pory przed budynkiem komendy panował spory ruch. Jeden po drugim zajeżdżały samochody z internowanymi działaczami Solidarności. Z aut prowadzono nas na dziedziniec, ustawiano w grupach, w szeregu - jak do apelu.
Niektórzy byli skuci kajdankami, innych wyciągnięto prosto z łóżek, w samych piżamach mimo siarczystego mrozu - minus dwanaście stopni Celsjusza. W powietrzu czuć było napięcie, choć niektórzy próbowali podtrzymać ducha politycznymi dowcipami.
Dopiero po latach z opublikowanych dokumentów dowiedzieliśmy się, że tej jednej nocy zatrzymano w naszym regionie aż 99 osób. Od 13 grudnia 1981 roku do końca 1982 roku liczba internowanych i uwięzionych z Podbeskidzia wzrosła do 295.
Cała operacja w naszym regionie, prowadzona pod kryptonimem "JODŁA", była dziełem Urzędu Spraw Wewnętrznych, czyli politycznej policji. Dowodził nią pułkownik Jerzy Siejek.
Po kilku godzinach stania na mrozie zapakowano nas do milicyjnych ciężarówek. Cała kolumna ruszyła w drogę. W grupach po kilkanaście osób, w nieogrzewanych sukach, przytuleni do siebie, próbowaliśmy choć trochę się ogrzać.
Po kilku godzinach jazdy poczuliśmy, że zjeżdżamy na polną drogę. Ciężarówki podskakują na wybojach, napięcie i niepewność narastają. W końcu cała kolumna się zatrzymuje. Każą nam wysiadać.
13 grudnia 1981, Zakład Karny w Jastrzębiu-Zdroju Szeroka
Niedziela, około 4:00 rano
Przemarznięci do szpiku kości wychodzimy z ciężarówek. Przed nami wysoki mur z drutem kolczastym i ciężka, metalowa brama Zakładu Karnego Jastrzebia-Zdrój Szeroka.
Wchodzimy do środka. Ustawiają nas w szeregu na więziennym placu. Z góry oślepiają nas silne reflektory, a kilka metrów przed nami stoi sznur mundurowych w pełnym uzbrojeniu i ujadające psy na uwięzi.
Po chwili zastraszenia dzielą nas na małe grupki i rozprowadzają do tymczasowych cel.
Trafiam do ciasnej, jednoosobowej celi razem z Mirkiem Styczniem - rzecznikiem prasowym Solidarności Podbeskidzia i przyszłym wojewodą Bielska (lata 1990-1994). Cela ma tylko jedną pryczę, więc razem usadawiamy się na niej i, zmęczeni, usypiamy.
Szósta rano
Ze snu zrywa nas hymn narodowy płynący z głośnika na ścianie. Generał Jaruzelski ogłasza całemu narodowi - i nam, zamkniętym w celach - wprowadzenie stanu wojennego. Powołano wojskową juntę WRON (Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego), zdelegalizowano nasz związek zawodowy Solidarność, działacze opozycji zostali internowani, a czołgi wjeżdżały na ulice polskich miast.
Zaczynamy rozumieć, co wydarzyło się tej nocy. Wciąż jednak mamy nadzieję, że to tylko tymczasowa sytuacja, która wkrótce zostanie wyjaśniona. Wierzymy, że dziesięciomilionowa Solidarność wynegocjuje nasze uwolnienie. Okaże się jednak, że junta wojskowa ma inne plany...
Więzienie było od miesięcy przygotowywane na nasz przyjazd. Trzy duże pawilony zwolniono, a dotychczas przetrzymywanych tu więźniów przeniesiono do pozostałych pięciu pawilonów lub do innych zakładów karnych.
Po kilku godzinach i porannym apelu zaczęto nas rozprowadzać do pawilonów i cel. W końcu trafiam do pawilonu nr 1, cela - 26. Według mojego rozeznania - później potwierdzonego - w trzech pawilonach przebywać będzie (w różnych okresach) około 350 internowanych.
Cele są ośmioosobowe, mają około 16 metrów kwadratowych powierzchni. W każdej znajdują się cztery piętrowe łóżka, stół, kilka taboretów, odsłonięty sedes ("klozecik") oraz umywalka, z której trzy razy dziennie leci zimna woda. Kaloryfer, najczęściej zapowietrzony, grzeje od czasu do czasu. Drzwi zamykane są na klucz i zasuwę, a w oknie znajdują się kraty.
W naszej celi przebywają
- Jerzy Baltakis (ja) - Apena, również zarząd regionu Solidarności Podbeskidzia, kierownik Sekcji Informacji Związkowej, Bielsko-Biała;
- Marian Styczyński - Apena, Bielsko-Biała;
- Zbigniew Baron - Apena, Bielsko-Biała;
- Oswald Dobrzański - Apena, Bielsko-Biała.
Wszyscy wymienieni należą do naszej Komisji Zakładowej "Solidarności" w Fabryce Aparatów Elektrycznych Apena.
Następna czwórka to:
- Mirek Styczeń - zarząd regionu Solidarności Podbeskidzia, rzecznik prasowy, Bielsko-Biała;
- Janusz Warchalowski - WPK (komunikacja miejska), Bielsko- Biała,
- Ireneusz Kóska - zarząd regionu Solidarności Podbeskidzia, Bielsko-Biała;
- Tomek Łagowski - Bewelana, Bielsko-Biała (tymczasowo na izbie chorych).
Mój numer internowanego: 7/81.