Recenzje:
Książka Anny Jaklewicz  "Indonezja. Po drugiej stronie raju" jest zajmującą opowieścią o życiu w tym chyba mało znanym rejonie świata.Jest to zbiór reportaży opisujących różne aspekty życia w Indonezji. Autorka wprowadza nas w świat szamanów i uzdrowicieli, pokazuje jak mieszkańcy wysp zarabiają (konstruując na przykład bomby przy pomocy których łowią ryby, często narażając przy tym własne życie) uświadamia czytelnikowi, że kraj ten kojarzony głównie z wakacjami i słońcem ma swoje problemy, jak chociażby ochronę środowiska. Opis dna morskiego, a raczej tego co można w nim znaleźć w czasie odpływu jest jaskrawym dowodem, na to że raj ma też swoją ciemną stronę. Całość barwnej opowieści dopełniają piękne zdjęcia ilustrujące i dokumentujące tekst autorki. Możemy więc zobaczyć kolorowe stroje żałobników uczestniczących w pochówku zmarłych (podobno zmarły w Indonezji czeka na swój pogrzeb trzy lata, a cała uroczystość trwa ponad tydzień) ale także piękną młoda parę w czasie wesela. Państwo młodzi całą uroczystość spędzają nieruchomo na specjalnych tronach. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie zdjęcia z rytualnego uboju bawołów, a opis tego wydarzenia polecam tylko ludziom o mocnych nerwach. Książka jest ładnie wydana na papierze dobrej jakości co niewątpliwie ma wpływ na jakość zdjęć. Mogę polecić ją właściwie każdemu, bo każdy znajdzie w niej coś ciekawego dla siebie. Dla osób lubiących podróżować będzie to dopełnienie obrazu rajskiej Indonezji znanej z przewodników turystycznych. Czytelnicy, którzy chętniej pozostają w domu, znajdą tu doskonałe źródło informacji o tym egzotycznym kraju, a zdjęcia tak świetnie uzupełniają całość, że po przeczytaniu ma się wrażenie jakbyśmy odbyli daleką, czasami nawet niebezpieczna podróż. Liczba stron w książce (271) pozwala na szybką lekturę, ale także umożliwia zabranie książki w podróż bez zbędnego obciążania bagażu. Jedynym minusem jak dla mnie jest okładka. Co prawda świetnie odzwierciedla tytuł, ale za mało przyciąga uwagę czytelnika. Trudno będzie ją znaleźć na półce w księgarni wśród wielu innych kolorów.

DobreRecenzje.pl Anna; 2017-06-10


Co jest po drugiej stronie raju? Jak wygląda drugie oblicze egzotycznej Indonezji? Anna Jaklewlcz - podróżniczka, archeolog i fotograf - podczas prawie dwuletniej samotnej podróży poznała odpowiedzi na te pytania. Autorka zabiera nas w głąb indonezyjskiego świata, położonego z dala od turystycznych kurortów. Opisuje swoją samotną podróż, podczas której brała udział w szamańskich rytuałach, ceremoniach pogrzebowych, mieszkała z Morskimi Cyganami w domach na palach i z ludźmi lasu w głębi dżungli. Próbowała zrozumieć i opisać ich świat, unikając jednoznacznych ocen. Z tej podróży przywiozła także wiele innych pytań. Czy istnieje piąta płeć? Jak indonezyjskie duchy pomagają swatać? Do czego służą cukierki z cyjanku potasu? Kto podkłada bomby w oceanie? Jak wiele krwi przelano za goździki i gałkę muszkatołową? Czy można mieszkać trzy lata ze zmarłym? Dlaczego bawół jest droższy od samochodu? Ile talerzy warta jest śmierć dziecka? Książka jest doskonałym połączeniem autorefleksyjnej prozy podróżniczej, pasjonującego szkicu antropologicznego i frapującego reportażu.

majermedia.com/travel-polska


Piękno i mrok w jednym z najbardziej malowniczych zakątków świata. Właśnie tego rodzaju książki o tematyce podróżniczej cenię sobie najbardziej... To nie jest przewodnik turystyczny pełen miejsc do polecenia, peanów na cześć piękna przyrody, kurortów, całkowicie pomijający ludzi i świat, do którego na kilka lub kilkanaście dni wkroczy przyszły turysta... Ta książka pokazuje, jak żyją ludzie, jak i gdzie można ujrzeć mroczne strony pięknych miejsc oraz próbuje uchwycić istotę rzeczy, istotę mentalności, by jak najwierniej oddać rzeczywistość pewnego zakątka świata... Takie książki naprawdę warto czytać. "Indonezja. Po drugiej stronie raju" to tak naprawdę bardzo rozbudowany, wydany w formie książki refleksyjny reportaż pełen faktów i wartościowych opisów... miejsc, ludzi, zwyczajów... zagrożeń... ciemnej strony raju... Według mnie tak właśnie powinien brzmieć tytuł tej książki: "Indonezja - po mrocznej stronie raju". Mroku tu bowiem wiele... Od dramatycznej nieraz codzienności mieszkańców wiążących koniec z końcem przez niebezpieczne praktyki i ciemne interesy, poprzez skomplikowane relacje społeczno-religijne, będące zlepkiem zwyczajów, przemieszania się islamu z lokalnymi wierzeniami, które nieraz trącą o niezrozumiały dla Europejczyka zabobon, aż do lokalnego szamaństwa i zachowanych elementów dawnych tradycji, które są równie fascynujące, jak urzekające i dla otwartego, ciekawego świata umysłu, niezmiernie ciekawe. A wszystko to dzieje się w tle... W cieniu palm, leżaków i słońca... Bez takich książek często nie widać tego, co jest w ich cieniu. Po lekturze nie sposób oprzeć się myśli, że Indonezja to nie jest to zakątek świata składający się tylko ze wspomnianych przeze mnie chwilę temu palm, piaszczystych plaż i świecącego nad leżakiem słońca... O nie... Indonezja to świat całkiem inny niż Europa. Pełen fascynujących sprzeczności. I to dla nich właśnie warto ten zakątek świata odwiedzić. Poznać. Zdecydowanie warto to zrobić.

cosnapolce.blogspot.com Northman; 2017-04-15


Co jest po drugiej stronie raju? Jak wygląda drugie oblicze egzotycznej Indonezji? Anna Jaklewicz podczas prawie dwuletniej samotnej podróży poznała odpowiedzi na te pytania. Autorka zabiera czytelnika w głąb indonezyjskiego świata, położonego z dala od turystycznych kurortów. Opisuje swoją samotną podróż, podczas której brała udział w szamańskich rytuałach, ceremoniach pogrzebowych, mieszkała z morskimi cyganami w domach na palach i z ludźmi lasu w głębi dżungli. Próbowała zrozumieć i opisać ich świat, unikając jednoznacznych ocen. Z tej podróży przywiozła wiele pytań. Czy istnieje piąta płeć? Jak indonezyjskie duchy pomagają swatać? Do czego służą cukierki z cyjanku potasu? Kto pokłada bomby w oceanie? Jak wiele krwi przelano za goździki i gałkę muszkatołową? Czy można mieszkać trzy lata ze zmarłym? Dlaczego bawół jest droższy od samochodu? Ile talerzy warta jest śmierć dziecka? Książka Anny Jaklewicz to połączenie autorefleksyjnej prozy podróżniczej, pasjonującego szkicu antropologicznego i frapującego reportażu.

dobreksiazkimag.pl


"Indonezja. Po drugiej stronie raju" to świat prawdziwy, który autorka odkrywa powoli i niespiesznie, próbując zrozumieć kulturowość tego odległego od Polski kraju. Azja jest ogromnym kontynentem i jeśli ktoś do tej pory nie miał okazji zwiedzić tej części świata to z pewnością ma jakieś wyobrażenia na temat tego odległego miejsca. A ponieważ to kontynent bardzo zróżnicowany, to mniejszą lub większą wiedzę o nim mamy, w końcu tyle się słyszy o Rosji, Turcji czy Chinach. A Indonezja? Wschodnia część kontynentu - Filipiny i Malezja, są popularne wśród turystów, bardziej niż sąsiadująca z nimi Indonezja, gdzie prym wśród turystów wiedzie głównie wyspa Bali. Indonezja to kraj, na który składają się wyspy i wysepki (dokładnie jest ich trzynaście tysięcy) i jest to największy kraj wyspiarski na świecie. Ten zarys geograficzny jest dobrym wstępem do lektury, o której tutaj mowa - ?Indonezja. Po drugiej stronie raju?. Książka ta, napisana przez Annę Jaklewicz, jest jej relacją z podróży po tym wyspiarskim kraju, w którym spędziła niemal dwa lata, gdzie jak sama twierdzi, nie szukała piękna, a takiej Indonezji jaka jest w rzeczywistości, nie tej wykreowanej ?pod turystów?. Podróżniczka z wielką pasją opowiada historie ludzi, których tam poznała, i przyznać trzeba, że nie bała się podejmować i brnąć w trudne i śmiałe tematy. Dla wielu będzie to podróż przedziwna i zupełnie obca bo kulturowość, w którą zgłębimy się razem z autorką książki, będzie dla większości z nas zupełnie inna od tej do jakiej przywykliśmy i nieznana. Świat, który autorka ukaże czytelnikowi nie ma nic wspólnego z egzotycznymi wakacjami znanymi z plakatów biur podróży. Jest to świat, gdzie wśród piaszczystych plaż i błękitu wody, i nieba ludziom doskwiera bieda (czy to jest raj?). Świat, w którym człowiek o nieokreślonej płci może pełnić bardzo wysoką pozycję społeczną, leczyć ludzi i odprawiać szamańskie rytuały, nawet na zaślubinach i jest to zupełnie normalne. Książka składa się z pięciu różnych historii, każda o oddzielnej i innej tematyce. W reportażu Anny Jaklewicz nie zabraknie wątków historycznych czy religijnych. Największym plusem jest format książki, wzbogaconej ogromną ilością zdjęć autorki z podróży po Indonezji. Dzięki temu mamy możliwość zobaczyć twarze bohaterów opowiedzianych historii, warunki mieszkalne ludzi żyjących w dżungli, architekturę, rytualne tańce czy przejawy kultury zachodniej na gruncie azjatyckim.

portal dlaLejdis.pl (DEPRECATED) Aneta Nowak; 2017-04-21


Mamy okazję poznać Indonezję oddaloną od głównych szlaków turystycznych. Autorka mieszka z ?morskimi cyganami" w domach na palach i ludami z gtębi dżungli, bierze udział w szamańskich rytuałach i ceremoniach pogrzebowych. Z tych doświadczeń wyłania się zaskakujący, bogaty, czasem mroczny obraz. Jej książka łączy reportaż z pamiętnikiem z podróży i szkicem antropologicznym, lecz autorka unika oceniania. Dostajemy zatem wszystkie narzędzia, by samemu poznać ten egzotyczny zakątek świata z innej perspektywy.

KONTYNENTY


Jakiej płci jest Allah? Tego nie wiadomo. Nie ma pewności, że jest mężczyzną, ani powodów, by uznać go za kobietę. Według Bugijczyków z Sulawesi tylko ci, którzy posiadają cechy obu płci jednocześnie, mają szansę zrozumieć boga" - tak Anna Jaklewicz rozpoczyna opowieść o poszukiwaniach bissu, piątej płci w Indonezji. 

Miesięcznik Podróże


Palmy kokosowe pochylają się nad piaszczystymi plażami, wokół intensywnie turkusowa woda i kolorowe łódki uśmiechniętych rybaków. Indonezja - idealna sceneria egzotycznych wakacji na końcu świata. Czy ten tropikalny raj pozostanie bez skazy, jeżeli poznamy go lepiej? Anna Jaklewicz zabiera nas w głąb świata położonego z dala od turystycznych kurortów. Pokazuje obraz Indonezji bez retuszu. Czym jest piąta płeć? Do czego służą cukierki z cyjanku potasu? Czy można mieszkać trzy lata ze zmarłym? Jak wiele krwi przelano za goździki i gałkę muszkatołową? By się tego do wiedzieć, autorka bierze udział w szamańskich rytuałach, ceremoniach pogrzebowych, mieszka z morskimi cyganami i ludźmi lasu w głębi dżungli. Jej książka to połączenie autorefleksyjnej prozy podróżniczej, pasjonującego szkicu antropologicznego i frapującego reportażu.

Poznaj Świat


Selamat siang - dzień dobry. Tak mogłaby się przywitać z Państwem Autorka książki wydanej przez śląskie Bezdroża pod wymownym tytułem Indonezja. Po drugiej stronie raju". Z demonstracyjnego egzemplarza, którego lekturę tyle co zakończyłam, niewiele mogę się o Annie Jaklewicz dowiedzieć.Ma ok. 30 lat i nad życiową stabilizację ? jak dotąd ? przedkłada życie, o którym pisze: "Wszędzie na chwilę, nigdzie na stałe, [niemal zawsze] z biletem w jedną stronę". "Indonezja. Po drugiej stronie raju" to zapis Jej dziewięciomiesięcznej podróży rozpoczętej jesienią 2016 roku. Bule Jaklewicz czyli "biała", obca wybiera kilka spośród ogromnej masy indonezyjskich wysp i są to najczęściej te, które "ledwo zaznaczono na mapach kropką". Sulawesi, Sampela, Wyspy Korzenne, Bugijczycy i lud Bajo, Tarajowie i plemie Wana ? pięć miejsc, pięć ludów, pięć rozdziałów i idea: Pokazać skrawek tego 250 milionowego kraju i jego prawdziwe oblicze, które kruszy lukrowany pocztówkowy stereotyp pięknych plaż z palmami i równie pięknych, uśmiechniętych i niezmiennie życzliwych ludzi. W rozdziale I poznajemy przedstawicieli tzw. piątej płci, czyli bissu. "Są i kobietą , i mężczyzną, choć żadnym z nich"(?!) i choć to całkiem zagmatwane, dla wyjaśnienia ? odsyłam do książki. Bissu czyli szamani, to pośrednicy między ludźmi, duchami i bogami. Za ich przyczyną wkraczamy w głąb świata bugijskich wierzeń, uczestniczymy w obchodach święta mappalili przypadającego na początek pory deszczowej, którego głównym bohaterem jest? święty pług! Rozdział II przenosi nas na wyspę Sampela, do wioski ludu Bajo, "której nie ma na mapach". To zaledwie kilkanaście domów na palach, kilka drewnianych pomostów zamiast ulic, tubylcy i ONA - jedyna biała. Wokół rafy koralowe ustępujące rozmiarami tylko tej wielkiej u wybrzeży Australii, nietrudno więc się domyślić, z czego żyją morscy cyganie, czyli wg słów legendy ludzie-ryby lepiej widzący pod wodą niż na lądzie! Autorka przybywa tu, by wyprawić się na cumi-cumi czyli kałamarnice, by zbierać małże i trepangi oraz szukać cari gurita czyli ośmiornic. W kolejnym rozdziale przenosimy się na Wyspy Korzenne, skąd pochodzi gałka muszkatołowa i goździki. Jaklewicz przybywa tu, by ? jak pisze ??tropić historię i szukać europejskich śladów?. W rozdziale IV odwiedzimy za Autorką wioskę Lempo Sengbua, którą zamieszkuje lud Torajów. Jaklewicz dostaje propozycję noclegu w jednym pokoju z? trumną dziadka ( i dziadkiem - zmarłym! - w trumnie!!!), który na swój pogrzeb czekał kilka lat! I tylko dla Europejczyka to propozycja szokująca, bowiem Torajowie wyznają filozofię, iż wokół śmierci kręci się całe życie, a pogrzeby są ważniejsze niż wesele. Lud Torajów i ich życie wespół ze zmarłymi krewnymi pod jednym dachem pokazała w jednym ze swych programów podróżniczych Martyna Wojciechowska, zainteresowanych odsyłam więc do Jej cyklu ?Kobieta na końcu świata?. Jaklewicz uczestniczy w dziewięciodniowych obrzędach pogrzebowych owego dziadka, a w ich trakcie odwiedza okoliczne zabytkowe cmentarzyska i grzebalną skałę, w której pierwsze pochówki urządzano już 2 tysiące lat temu. I ostatni rozdział ? poświęcony ludziom lasu czyli plemieniu Wana. To absolutna indonezyjska peryferia świata, gdzie we wsi Ratavoli w jedenastu bambusowych chatach żyje pięćdziesięciu mieszkańców, w tym trzech szamanów. ?Tu szkoła, radio, telewizja, książki ? to nowości sprzed kilku lat wcześniej w tym rejonie nieznane?, najbliższy szpital znajduje się o 3 dni drogi stąd, a przed Jaklewicz było ty zaledwie trzech białych! I może dlatego przyjęcie bule czyli obcej jest pełne chłodu i rezerwy. Autorka zapowiada ich jako ?ludzi bez uśmiechu?, ale kończy rozdział słowami, które warto przytoczyć: ?Nikt w tej podróży nie przywitał mnie tak chłodno i nie żegnał tak serdecznie jak oni. Na zaufanie musiałam zasłużyć?. Czym? W zgodzie z otaczającym ją światem i warunkami życia Jaklewicz uznaje wyższość bosych stóp i przegraną trekkingowych butów za kilkaset złotych. Bez cienia niechęci uczy się za sprawą miejscowych kobiet, jak kąpać się i prać jednocześnie, jak obywać się bez papieru toaletowego i jak korzystać z ?naturalnej spłuczki?! W tej szkole życia jest uczennicą, ale i nauczycielką. Uczy miejscowe dzieci angielskiego i przepyszny to fragment wspomnień, gdzie Jaklewicz pisze, z jak niegasnącą ciekawością dzieci lasu, które nigdy nie chodziły do szkoły, chłoną wiedzę! I choć za tablicę służy szary papier zawieszony na sznurku od bielizny, choć mijają 3 godziny nauki, dzieciom wciąż mało, a gdy przychodzi sobota, od świtu czekają na przebudzenie ?pani od angielskiego?! Autorka uczy SIĘ i sama uczy, ale też konsumuje bez cienia niesmaku lokalny przysmak- larwy chrząszczy żyjących w pniach palm i uczestniczy w rytuale uzdrowień, a także w niedzielnym nabożeństwie zielonoświątkowców. Suma tych wszystkich doświadczeń pozwala Jej napisać: ?Są i takie podróże, które odkrywają przed nami prawdę, pozwalają poznać, a nie tylko zobaczyć, doświadczyć, a nie tylko dotknąć?. Anna Jaklewicz podróżuje po Indonezji i stara się poznać wybrane plemiona, żyje ich życiem, je to, co oni jedzą i skarbi sobie sympatię, mimo że jest bule. Świat stał się globalną wioską. Egzotyczną przez lata Indonezję odwiedza z roku na rok coraz większa liczba turystów. Ilu z nich poza oszałamiającą swym pięknem przyrodą i rajskimi plażami dostrzeże i zainteresuje się tym, co ?po drugiej stronie raju?? Z reguły ów świat nie wygląda pięknie. Przeciwnie ?często boleśnie zdumiewa, zasmuca przeraża. Ale to TEŻ prawda o Indonezji i dla pełnego obrazu, dla poszerzenia naszej świadomości i wrażliwości gorąco książkę, o której mowa, polecam. Po drugiej stronie raju poznamy krwawe i wstydliwe dzieje podboju tej części świata przez Anglików i Holendrów, którzy przez XVII i XVIII wiek walczyli o zdobycie monopolu w obrocie gałką muszkatołową i goździkami. Że walka to była krwawa niech świadczy fakt, że za ?panowania? holenderskiego gubernatora Coena populacja wysp Banda z 15 tysięcy zmalała do niespełna jednego tysiąca! Równie bezlitosne wydają się dzieje walk o ?rząd dusz?. Oficjalnie Indonezja to największe muzułmańskie państwo świata, gdzie islam wyznaje prawie 90% kraju. I choć obok znaleźli swe miejsce chrześcijanie i wyznawcy niezliczonej liczby kultów animistycznych, to przecież co rusz wybuchają zatargi na tle religijnym. W 2000 roku na Molukach w krwawym trzyletnim religijnym konflikcie życie straciło 5 tysięcy muzułmanów i chrześcijan. Tu także coraz powszechniejsze staje się zjawisko kryzysu powołań i nie chodzi bynajmniej o katolickich księży; szamani porzucają odwieczne wierzenia i wolą zostać? fryzjerem czy organizatorem wesel, "bo na tym da się zarobić"! Tym, co głęboko porusza i zasmuca jest problem niszczenia środowiska naturalnego. Bali ? rajska wyspa wciąż dumnie ukazuje światu pocztówkowe swe piękno, ale już w głębi archipelagu piękno zdaje się umierać bezpowrotnie. Jaklewicz pisze o lasach, ? których coraz mniej dookoła?. Jeszcze 100 lat temu zajmowały 84% powierzchni Indonezji, teraz tylko połowę! Tylko w 2012 roku ubyło ich aż 85 tys. hektarów! To niemal całe nasze województwo opolskie- dodaje Autorka. Przez ostatnie 45 lat obszar zajmowany przez plantacje palm olejowych zwiększył się trzydziestokrotnie! Dziś to 11 mln hektarów - tyle co mniej więcej 1/3 powierzchni Polski! "Lasy znikają - pisze Autorka - a wraz z nimi zwierzęta". Równie ponuro maluje się stan wód oblewających indonezyjskie wyspy. W wodach Pacyfiku pływają plastikowe torebki, butelki, aluminiowe puszki i styropianowe pojemniki. W 2012 roku z rajskich plaż na Bali dziennie zbierano ok. 250 kg odpadów wyrzuconych przez morze. W 2013 roku ? 20 ton!!! Co innego jednak poruszyło mnie do głębi. Czy wiecie Państwo, że na ryby można -polować?"za pomocą trutek gula gula i podwodnych bomb?! Te pierwsze wypełnia mieszanka wody i?cyjanku potasu, który podtruwając ryby, czyni je dziecinnie łatwymi do odłowienia. Sęk w tym, że cyjanek podtruwa i ryby, i wodę, w której żyją, a to już stanowi poważne zagrożenie dla ryb, raf i koralowców na nich żyjących! Podobny skutek niszczący wywołuje inna z "metod" połowu "na bomby! Podwodne eksplozje zabijają ryby, z rybaków nierzadko czynią kaleki na resztę życia, a podwodny raj zamieniają w podwodne cmentarzyska. Autorka pisze: "Uszkodzenia rafy od pojedynczych bomb zaczynają się regenerować po 5, 10 latach. Powtarzające się eksplozje sprawiają, że koralowce na zawsze tracą zdolność odbudowy.(?) Zbombardowana rafa, która jeszcze przed chwilą była feerią barw, kształtów i form życia, teraz przypomina Warszawę tuż po wojnie". Cóż, jak wszędzie indziej na świecie pogoń za zyskiem za wszelka cenę odbiera ludziom rozum i zdolność myślenia. Jaklewicz pisze: ?Rybacy nie liczą długofalowych strat, tylko doraźne zyski?. Bardzo bym nie chciała, by Indonezja. Po drugiej stronie raju niechęciła potencjalnego czytelnika, uczciwość jednak każe dostrzec zarówno jasną, jak i ciemną stronę świata, nad którym ? choć wciąż urzekającym ? gromadzą się ciemne chmury. Zakończmy jednak optymistycznie?. polskim akcentem. W wielu miejscach na kuli ziemskiej ludzie nie wiedzą, gdzie leży Polska, ale wiedzą, kto to Wałęsa czy papież Polak. W indonezyjskich wioskach rozrzuconych na bezkresnym oceanie polskim nazwiskiem znanym ich mieszkańcom był? Robert Lewandowski.

http://mumagstravellers.blogspot.com/ Majka Em


Co jest po drugiej stronie raju? Jak wygląda drugie oblicze egzotycznej Indonezji?

Anna Jaklewicz podczas prawie dwuletniej samotnej podróży poznała odpowiedzi na te pytania. Autorka zabiera nas w głąb indonezyjskiego świata, położonego z dala od turystycznych kurortów. Opisuje swoją samotną podróż, podczas której brała udział w szamańskich rytuałach, ceremoniach pogrzebowych, mieszkała z morskimi cyganami w domach na palach i z ludźmi lasu w głębi dżungli. Próbowała zrozumieć i opisać ich świat, unikając jednoznacznych ocen.

Z tej podróży przywiozła wiele pytań. Czy istnieje piąta płeć? Jak indonezyjskie duchy pomagają swatać? Do czego służą cukierki z cyjanku potasu? Kto pokłada bomby w oceanie? Jak wiele krwi przelano za goździki i gałkę muszkatołową? Czy można mieszkać trzy lata ze zmarłym? Dlaczego bawół jest droższy od samochodu? Ile talerzy warta jest śmierć dziecka?

Książka, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Bezdroża to mistrzowskie połączenie autorefleksyjnej prozy podróżniczej, pasjonującego szkicu antropologicznego i frapującego reportażu. 

http://www.udziewczyn.pl


Czy istnieje piąta płeć? Jak indonezyjskie duchy pomagają swatać? Do czego służą cukierki z cyjanku potasu? Kto pokłada bomby w oceanie? Jak wiele krwi przelano za goździki i gałkę muszkatołową? Czy można mieszkać trzy lata ze zmarłym? Dlaczego bawół jest droższy od samochodu? Ile talerzy warta jest śmierć dziecka?

By się tego dowiedzieć, autorka bierze udział w szamańskich rytuałach, ceremoniach pogrzebowych, mieszka z morskimi cyganami w domach na palach i z ludźmi lasu w głębi dżungli. Próbuje zrozumieć i opisać ich świat, unikając jednoznacznych ocen. Jej książka to mistrzowskie połączenie autorefleksyjnej prozy podróżniczej, pasjonującego szkicu antropologicznego i frapującego reportażu. 

Centrum Studiow Polska-Azja


Indonezja to największy wyspiarski kraj świata położony między oceanami: Indyjskim i Spokojnym. Ma ponad 1,9 mln km2 powierzchni i z górą 260 mln mieszkańców.Cztery największe wyspy: Sumatra, Jawa, Borneo (dzielone z Malezją) i Sulawesi (Celebes) oraz ponad 17 tysięcy innych wysp. Około 300 grup etnicznych nawet z kilkoma rdzennymi językami każda. W użyciu ponad 700 języków obok urzędowego indonezyjskiego, niektóre nawet w kilku różnych narzeczach. Oficjalnie tylko kilka religii. Islam z 87% wyznawców. Chrześcijaństwo, łącznie do 10% ludności, głównie zielonoświątkowcy oraz inne nurty protestantyzmu i katolicyzm. Buddyzm, hinduizm, konfucjanizm. W rzeczywistości setki systemów wierzeń, rozmaitość bogów i bóstw. Przez biura podróży reklamowany jest jako turystyczny raj. Atrakcji jest w nim rzeczywiście mnóstwo. Na popularniej wyspie Bali plaże, góry i świątynie, zwłaszcza Taman Ayun i Tanah Lot. Jawa oferuje aktywne wulkany, buddyjskie i hinduskie świątynie Borobudur i Prambanan, pałace: Sułtana i Mang Kunegaran oraz parki narodowe. Sulawesi malowidła ścienne w prehistorycznych jaskiniach. Wyspa Komodo warany ? ogromne jaszczury. Tawzangan bajkowe rafy koralowe na wyspie. Przykłady można mnożyć bez końca.

Ale na jakie takie poznanie tego kraju, nie mówiąc już o zrozumieniu jego różnorodności, nie starczyłoby życia jednego człowieka. Jest jednak również druga strona tego turystycznego raju. Miejsca przeważnie nieznane gościom, zwłaszcza zagranicznym. Indonezyjskie wioski i regiony oraz żyjące w nich grupy etniczne i ich niezwykłe wierzenia, tradycje, obyczaje kontynuowane od stuleci, a zdumiewające w XXI wieku. To o nich jest najnowsza książka podróżnicza Bezdroży. Jedna z najciekawszych, jakie czytałem w ostatnich latach. Niezwykła, fascynująca, pokazująca ludzi i ich życie, o którym przeważnie nie mamy pojęcia. Przy czym napisana pięknym językiem.

Często tak plastycznym, że czytając opisy przyrody, miejsc, ludzi i ich trudnego życia, a także przeżyć wśród nich autorki, widzi się je i niemal staje ich uczestnikiem. Co, dodam, pogłębia oglądanie zamieszczonych w książce, przeważnie świetnych zdjęć. Książka, której lekturę, z zapartym tchem, chociaż trochę znam i tamte strony, właśnie skończyłem, jest plonem ponad 9-miesięcznej podróży autorki po Indonezji, nie pierwszej zresztą. W tym przypadku tylko po różnych częściach wyspy Sulawesi ? Celebes i Wyspach Korzennych, czyli archipelagu Moluków, a dokładniej należącym do niego archipelagu wysp Banda.

Przy czym nie jest to, niestety często spotykana, relacja w rodzaju: ?byłam, widziałam, straszny upał, zachwycający krajobraz za oknem, niesympatyczny celnik, problemy z wymianą pieniędzy i dostępem do internetu?. Czy w przypadku podróżujących na kółkach: ?złapałem kolejną gumę, a tu leje; wjazd pod górę okazał się bardzo męczący; znowu zgasł silnik, a do najbliższego miasteczka jest kilka kilometrów; w sklepikach są tylko podstawowe artykuły??. Autorka poszukuje w trakcie tej podróży ? i znajduje, a następnie świetnie opisuje ? miejsca głównie poza turystycznymi szlakami. Nierzadko trudno dostępne, np. w jednym przypadku na możliwość dalszej jazdy przygodnym środkiem transportu, a innego nie było, czekała bezskutecznie przy drodze dwie doby.

Decydując się w końcu na jazdę, jako pasażerka, zdezelowanym motocyklem po trudnej do wyobrażenia sobie drodze. Ale równocześnie takie miejsca, w których żyją ciekawi ludzie, lub mają się odbyć jakieś warte zobaczenia lokalne uroczystości czy obrzędy. I to nie na zasadzie: ?dotarłam, zobaczyłam, sfotografowałam, pędzę dalej?. Ale powoli, bez pośpiechu, zatrzymując się na kilka dni, miesiąc, czy dłużej. Mieszkając, żyjąc i żywiąc się wśród tubylców, w ich domach i rodzinach. Nierzadko w warunkach nie do zaakceptowania, a nawet pomyślenia, przez ogromną większość turystów, nawet podróżujących samodzielnie, a nie z biurami podróży. Po prostu takich samych, w jakich żyli jej gospodarze. Adaptując się ? to jeden z przykładów ? np. do życia przez miesiąc bez sanitariatów.

Zgodnie z radą gospodyni: myj się w rzece w ubraniu w którym przyszłaś ? to równocześnie kąpiel i pranie. Potem owiń się sarongiem, a w czyste ubierz w domu. Toaleta? Kucasz, załatwiasz potrzebę, podmywasz się, prąd wody zabierze nieczystości. ?Jemy tylko dwa razy dziennie ? pisze np. autorka ? głównie ryż i duszone liście bez smaku?. Dodając: ?Czasem tylko dziadek z domu obok poczęstuje grillowanymi larwami (chrząszczy) zebranymi w lesie.? Lub w innym miejscu: ? ?woda i nieczystości przelatują przez szpary między deskami (w podłodze w starym domu) i wsiąkają w ziemię?. Żyjąc tak jak mieszkańcy, poznaje ich życie, zwyczaje, wierzenia, obyczaje.

A potem je opisuje, uzupełnia faktami zweryfikowanymi, chociażby na temat lokalnych obrzędów, w bogatej lekturze zamieszczonej w bibliografii do każdego z pięciu rozdziałów tej książki. Każdy z nich poświęcony jest jakiemuś niezwykłemu, przynajmniej z europejskiego punktu widzenia, miejscu, regionowi, obyczajowi, świętu. Opisanemu na dosyć szerokim tle, z prezentacją ludzi i wydarzeń, w których autorka uczestniczyła. I każdy z nich, to temat na osobne, obszerne, a niemożliwe w takim zakresie omówienie w recenzji. Zachęcam więc już w trakcie jej pisania ? lepiej przeczytać o nich samemu w książce. Bo fakty i przykłady z niej przytoczone przez recenzenta mogą tylko zasygnalizować coś szalenie ciekawego, niezwykłego, barwnie opisanego.

Chociażby w pierwszym rozdziale ?Piąta płeć?, o dzieleniu przez Bugijczyków żyjących na południu Sulawesi, ludzi na pięć płci. Poza zwykłymi, jak się mówi, ?normalnymi?, kobietą i mężczyzną, także calabei ? tych, którzy urodzili się kobietą, ale czują i żyją jak mężczyźni. I odwrotnie ? calati. Piąta płeć, bissu, to idealne połączenie w człowieku cech żeńskich i męskich w proporcjach pół na pół. To z nich wywodzą się kapłani i szamani. Bo tylko ci ? wierzą Bugijczycy, którzy posiadają cechy obu płci jednocześnie, mają szanse zrozumieć boga. Pełnią oni rolę pośredników między ludźmi i bogiem. Ciekawy jest opis autorki jak bissu stają się, etapami, z mamato ? niedojrzałych, do tanre ? wyższego bissu. Wymaga to kilkuletniego uczenia się od pojawiających się w ich snach nauczycieli, a w życiu doświadczonych szamanów.

Bissu, pisze autorka po rozmowach z wieloma z nich, musi być wzorem czystości, pomagać innym, obowiązuje ich celibat. Poza obowiązkami szamańskimi wykonują oni normalną pracę w różnych zawodach. Na co dzień są często przykładnymi muzułmanami, którzy modlą się do Allaha pięć razy na dobę i chodzą do meczetu. Ale są równocześnie szamanami. Łączą funkcję lekarza, spowiednika, przewodnika duchowego, uzdrowiciela, doradcy. Islam nakłada się bowiem tam często na dawne wierzenia. Część jego indonezyjskich wyznawców, pisze autorka, modli się w piątek w meczetach, ale na wszelki wypadek, gdyby Allah był w tym czasie zajęty prośbami innych, idzie później do szamana aby poznać swoją przyszłość i odczarować klątwy. Pomagają w tym starzy bogowie. Główny bugijski bóg Patok zamieniony został na Allaha, a dewate, pomniejsi bogowie, zostali zdegradowani, stając się tylko jego pomocnikami.

Religia muzułmańska, którą na tereny dzisiejszej Indonezji przynieśli kupcy arabscy 800 lat temu, nie wyparła całkowicie dawnych wierzeń. Chociaż są oczywiście islamscy ortodoksi, którzy, nawet krwawo, tępili od lat 50-tych XX w. bissu. Szamanów torturowano, poniżano, zabijano, palono ich rytualne stroje i przedmioty. Problemy mają również współcześnie. Także finansowe. Podobnie, jeżeli chodzi o nawiązywanie do dawnych miejscowych wierzeń, jest w przypadku chrześcijan. Holenderscy misjonarze katoliccy utożsamiali bowiem postacie biblijne z bogami religii Torajów aluk todolo. Nowa religia nałożyła się na stare wierzenia. Nadal więc na wielu grobach tubylców ? chrześcijan obok krzyża umieszcza się symbole dawnej religii.

W Genesis o początku świta Bugijczyków szczególną rolę odgrywa Święty pług, który ludziom ofiarował bóg. Podczas najważniejszego dorocznego święta Mappalili, na początku pory deszczowej, jest on budzony, aby zapewnił dobre plony. Odbywają się przy nim różne obrzędy, procesja z nim dookoła wioski i pól, ze składaniem ofiar z owoców i ryżu duchom przydrożnych drzew. Na koniec uroczystości Święty pług jest myty, nacierany wonnymi olejkami, owijany całunem aby mógł zapaść w sen na kolejny rok. Święto Mappalili, w którym uczestniczyła autorka, to także inne obrzędy. M.in. taniec szamanów z wachlarzami, później grzechotkami oraz niesamowity, w mistycznym transie, ze sztyletami. Barwnie opisany, zacytuję fragment: ?Wa Nani w tanecznym półobrocie przyciska ostrze noża do delikatnej skóry krtani, naciska na rękojeść, kręci nią, jakby chciał wwiercić sztylet w szyję. Na drugim końcu tarasu Wa Mata pada nagle na ziemię. Ze sztyletem przytkniętym do brzucha żylastymi rękami wije się po podłodze, przewraca na boki, przyklęka, napiera ciałem na ostrze. Oczy staruszka zapadłe w chudej twarzy, zdają się zupełnie nieobecne, a on sam nieświadomy tego, co się z nim dzieje. Juleha, tuż obok mnie, podskakuje, tupie, wykrzywia twarz w grymasie bólu. Przyciska nóż do wnętrza dłoni, wierci rękojeścią, a mimo to ostrze nie rani jego skóry??. Podczas tego tańca nie doszło do rozlewu krwi, nawet drobnych zadrapań. To znak, że przybyły opiekuńcze duchy, które teraz strzegą bissu, a potem będą chronić pola przed suszą, powodzią, plagami szkodników.

Innym punktem programu święta był ogólny ?Śmigus ? dyngus?, w którym najbardziej, chociaż życzliwie, oberwała autorka, jedyna Europejka. A mało brakowało, żeby goście, bo było ich kilkoro, nie mogli tego obrzędu obejrzeć. Nawet w tak odległe miejsce próbowała już bowiem wkroczyć komercja. Część szamanów usiłowała od obcych wymusić ?dar dla bissu i duchów? w absurdalnie wysokiej kwocie miliona rupii. Sprzeciwili się jednak inni. To nie są widowiska dla turystów, lecz prawdziwe, tradycyjne rytuały. Rozdział ?Morscy Cyganie? poświęcony jest relacji z miejsc zamieszkania i życia Bajów na wyspach Sampela, Hoga i innych ? w Morskim Parku Narodowym Wakatobi, w sercu Trójkąta Koralowego, drugiego pod względem wielkości skupiska raf koralowych na świecie.

Autorka uczestniczyła tam w łowieniu przez mężczyzn kałamarnic, ośmiornic i ryb. I sprzedawaniu ich przez kobiety z łodzi na targu w Ambea na sąsiedniej wyspie, a następnie kupowaniu za uzyskane pieniądze warzyw, owoców, cukru, ryżu i? wody pitnej. Bo w wiosce na palach na morzu jej nie ma. Dramatyczne są opisy łowienia ryb przy pomocy samodzielnie wykonanych bomb oraz cyjanku potasu. I konsekwencje tego dla środowiska naturalnego oraz samych rybaków. Jemu autorka poświęca w książce bardzo wiele uwagi. Pisząc m.in. o narastającym gigantycznym zaśmiecaniu morza i indonezyjskich plaż przez brudy, zwłaszcza plastikowe opakowania. Zabijaniu koralowców cyjankiem, przy okazji trucia cennych ryb, aby je łatwiej łowić. Z przykładem: ilość cyjanku potrzebna do złowienia jednej ryby zabija metr kwadratowy koralowca. A tylko w Hongkongu spożywa się rocznie około 20 ton takich ryb. I uwagą: ?Ludzie w restauracji za kilogram podtrutej ryby płacą (nawet) kilkaset dolarów?.

Kolejny, bogaty w opisy, informacje i ciekawostki rozdział ?Wyspy Korzenne?, to relacja z podróży na Moluki, a ściślej archipelag wysp Banda, kursującym co dwa tygodnie 7 ? pokładowym promem z Ambonu na wyspie o tej samej nazwie. Dostosowany do przewozu 3 tys. pasażerów, zabiera ich na dwudobowe rejsy dwa razy więcej. W klasie ekonomicznej dzielone, jak pisze autorka, ?ze szczurami i karaluchami, chemicznym zapachem chińskich zupek i smrodem zapchanych toalet?. Z walką pasażerów przy wsiadaniu o miejsce do spania. Na dolnych pokładach, podłodze w kantynie, schodach, nawet w szalupach ratunkowych. A także całodobowym handlu różnym badziewiem prowadzonym przez niektórych podróżnych. Co akapit, to coś interesującego.

W już na miejscu, po opuszczeniu promu, przypomnienie dziejów handlu gałką muszkatołową i goździkami, które na tych wyspach uprawiano i, w mniejszym stopniu, trwa to nadal. Do Europy początkowo trafiały one przez Chiny Wielkim Jedwabnym Szlakiem, przynosząc kolejnym kupcom ogromne zyski. A gdy wielkie wówczas kraje morskie, Niderlandy i Anglia, zorientowały się, że wyeliminowanie pośredników ? kupców arabskich i weneckich daje nawet 1000-krotne przebicie ceny, zaczęły walki o te tereny. I o inne egzotyczne przyprawy oraz towary. Przy okazji dokonując wielkich odkryć geograficznych. Opisane jest to z mnóstwem ciekawych szczegółów. Np. o odebraniu Anglikom w 1664 r. obecnie indonezyjskich wysp Ai i Run w zemście Holendrów za zajęcie przez księcia Yorku ich wyspy Manhattan w Nowym Amsterdamie w Ameryce, którą kupili od Indian za 24 dolary.

Burzliwej historii bogatego rodu van den Broecke, jednego z największych posiadaczy ziemskich na Wyspach Banda, z rozmową z ich żyjącym, indonezyjskim potomkiem. A także poszukiwanie, z wieloma sukcesami, śladów pobytu Europejczyków na tych wyspach. Chyba najbardziej niezwykły, chociaż wszystkie są ciekawe, jest rozdział (?Śmierć w Tona Toraja?) o zwyczajach pogrzebowych na ziemiach Torajów na Sulawesi. To lud, który przed wiekami przybył na te tereny łodziami z południa wyspy i początkowo na nich mieszkał. A następnie budował ? i buduje nadal ? na lądzie domy na ich wzór, z dachami o kształcie rogów bawołów. Z symbolicznym znaczeniem w nich poszczególnych pomieszczeń. Dzięki przypadkowej znajomości autorka mogła uczestniczyć w pogrzebie zamożnego dziadka poznanego młodego Jawajczyka.

Krótkie streszczenia blisko 50 stron tych świetnych opisów, które naprawdę warto przeczytać, wydaje mi się niemożliwe. Wspomnę więc tylko, że pogrzeb Torajów jest najważniejszym wydarzeniem w ich życiu. Ważniejszym od ślubu. Organizowane są one nierzadko dopiero w kilka lat po śmierci, w momencie, na który zabalsamowane zwłoki czekają w domu zmarłego. A rodzina gotowa jest na taki, często rujnujący finansowo wydatek. Bo pogrzeb zgodny z obyczajem to przepustka do raju. A przychylność duchów przodków, to gwarant spokoju w życiu. Wystawny pogrzeb trwa nawet do 10 dni. Przybywają na niego niezliczeni goście z odległych nawet stron, z prezentami. Za które, szczegółowo spisane, w przyszłości trzeba się zrewanżować, gdy umrze ktoś z ich rodziny.

Na pogrzeb, w którym uczestniczyła i opisała autorka, nie największy, zaproszono tysiąc gości, dla których zbudowano specjalne pomieszczenia na okres ich wizyty. Przez dwa dni trwało ich witanie i odbieranie darów dla zmarłego oraz, oczywiście, goszczenie. Później były występy artystyczne, tańce wojowników, a przede wszystkim moment najważniejszy: zabijanie ofiarnych bawołów. Aby ich duchy mogły towarzyszyć duchowi zmarłemu w trudnej drodze przez góry i rzeki do krainy szczęśliwości. Przy czym bawół bawołowi nierówny. Najpospolitsze i najtańsze, tylko o równowartości kilku tysięcy złotych, są czarne i ciemne. Znacznie droższe albinosy. Najcenniejsze jednak są łaciate. Autorce proponowano kupno jednego, bagatela, za 280 mln rupii, czyli około 80 tys. zł. Równowartość 10 lat pracy indonezyjskiego nauczyciela. Ale na pogrzebie na tych zwierzętach oszczędzać nie wolno.

Tamtejsze bawoły żyją tylko po to, aby swoją śmiercią uświetnić czyjś pogrzeb. Tylko nieliczne pracują w polu ? są zbyt cenne. Gdy chowana jest osoba znacząca, zabija się nawet 100 bawołów i więcej. Nie mniej jednak niż 24. Najubożsi zabijają tylko kilka świń. W opisywanym pogrzebie zaszlachtowano 60, poczynając od najcenniejszych. Nie licząc, też ofiarnych, prosiaków, bo czymś przecież gości trzeba czymś karmić. Makabryczna, dokonywana na oczach widzów, w tym dzieci, rzeź, poprzedzana jest walką bawołów. Z zakładami, także najbliższej rodziny nieboszczyka, który zwycięży. Zwycięzcy tracą życie w drugiej kolejności. Później ich rogi zawieszane są na frontonie domu nieboszczyka. Opis autorki tego koszmarnego obrzędu wystarcza też za jej opinię o nim: ?? Powietrze wypełnia nieznośna woń padliny i kału zmieszanego z rozgrzaną krwią. Rante (plac, na któ rym odbywa się uroczystość) wygląda makabrycznie. Odrąbane głowy, skóry wywinięte na lewą stronę, żołądki z wpół przetrawioną zawartością. Gdzieś w kałuży zastygających wydzielin leżą porzucone klapki. Nieco dalej bosy mężczyzna umazany krwistym błotem ostrzy nóż. Krew. Brzęczenie much. Smród taki, że robi się niedobrze.? Ostatniego dnia pogrzebu pojawia się ksiądz. Bo Toraje to przecież chrześcijanie? Ostatni rozdział, ?Ludzie lasu?, zawiera opis miesięcznego życia autorki wśród biednego plemienia Wan. To tam adaptowała się, w cytowanym wyżej, fragmencie jej relacji z życia bez sanitariatów. Wśród ludzi początkowo nieufnych, nie uśmiechających się, ale gdy już ją przyjęli w swoje grono jako swoją, to z całym sercem i mimo biedy gościnnością.

A żegnali później bardzo serdecznie. Przez pewien czas nawet uczyła ona społecznie dzieci angielskiego. Te wręcz wymuszały przedłużanie lekcji, bo nauka jest jedną z niewielu zabaw, jakie znają. Niecodzienne są różne opisywane sceny tamtejszego życia. Porody na podłodze w domu, w obecności rodziców, sąsiadów i kuzynów, którzy przyszli sprawdzić, jak kobieta sobie radzi. Autorka pisze jednak również o problemie globalnym, jaki stanowi wycinanie i wypalanie w Indonezji lasów pod nowe, bardzo dochodowe uprawy palm olejowych. Z niszczeniem siedlisk zwierząt, ptaków i owadów, ginięciem wielu ich gatunków. Zatruwaniem atmosfery także u sąsiadów: Malezji i Singapuru. Z przykładem: w 2015 r. w czasie takich pożarów powstawało więcej gazów cieplarnianych, niż emituje cała gospodarka USA!

Interesujący jest też tamtejszy skład wyznań religijnych, a szokujący zwyczajowy kodeks karny. W jednej wsi Longkasa mieszkają, i to raczej zgodnie: muzułmanie, zielonoświątkowcy, katolicy, protestanci, buddyści, konfucjaniści, hinduiści. A także ludzie z wpisanym w dowodach ?bez wyznania?. Najcięższą tamtejszą zbrodnią jest przyczynienie się do czyjejś śmierci. Rozumiane bardzo szeroko. Równoznaczna z morderstwem i zabójstwem jest także czyjaś śmierć w rodzinie kobiety, np. dziecka siostry, w czasie gdy mężczyzna sypia z cudzą żoną. Wiadomo bowiem, że to wina? tego mężczyzny. Zgodnie z zasadą: postąpiłeś niemoralnie ? to musi się na kimś zemścić. Karę płaci się? w talerzach. Tak, w talerzach, porcelanowych, szklanych itp.

Można uiścić ją też w wartościowym przedmiocie: sarongu, metalowych narzędziach itp. W przeszłości, gdy ukarany był zbyt biedny aby zapłacić karę, stawał się niewolnikiem poszkodowanego i odpracowywał ją. Po zniesieniu niewolnictwa musi mu pomóc rodzina. Szokującym europejskie poczucie sprawiedliwości jest także pojęcie kradzieży. Gdyby np. syn ożenił się bez zgody ojca, to? osoby współodpowiedzialne za jego decyzję musiałyby ojcu chłopca wypłacić odszkodowanie. To tylko wybrane przykłady ciekawych faktów i sytuacji zawartych w tej książce. Są w niej również opisy m.in. "uzdrawiania" przez szamanów - i świetne obserwacje na temat stanu higieny we wsiach, jako źródła chorób, których praktycznie nikt nie leczy.

A także dziesiątki innych ważnych i ciekawych tematów. Autorka odkrywa przez czytelnikami świat ogromnej większości z nich zupełnie nieznany. Odległy od nas o tysiące kilometrów, ale przecież istniejący równolegle, w tym samym XXI wieku. Przy czym robi to w sposób znakomity! Warto więc, aby po książkę tę sięgnęli także ci, których niezbyt interesuje Indonezja, nie mówiąc już o tamtejszych pogrzebach, systemie kar, czy sposobach łowienia ryb, ośmiornic lub kałamarnic. Bo naprawdę dowiedzą się z niej mnóstwo nowego także o świecie. 

Globtroter Cezary Rudziński